Cieszmy się z wygranej w sądzie!

Musze powiedzieć, iż Klienci niekiedy mnie bardzo zaskakują.

Taka o to historia:

Prowadziłem sprawę związaną z rozliczeniem kosztów naprawy z warsztatem, który krótko mówiąc naprawę przeprowadził nieprofesjonalnie. Mimo tego zażądał od Klienta 100% zapłaty za wystawioną przez siebie fakturę. Klient miał o tyle szczęście, iż odszkodowanie od ubezpieczalni dostał bezpośrednio na swoje konto, mógł wiec odmówić zapłaty za bubel.

Sprawa trwała prawie 4 lata i zakończyła się 100% wygraną Klienta.

Tymczasem ten do mnie zadzwonił i zamiast się cieszyć zaczął się poważnie martwić, iż teraz jak przegra w apelacji, to poniesie znacznie większe koszty !!!!

Powiem szczerze, że zdębiałem.

Wiem, ze czarnowidztwo to nasz sport narodowy i ja sam często widzę potencjalne problemy, które się nie pojawiają. (Ale może akurat dla postępowania sądowego, to dobra umiejętność.)

Niemniej jednak skoro wygraliśmy w pierwszej instancji, to raczej należy szampana otworzyć, niż zacząć się niepotrzebnie stresować.

Po pierwsze nie każdy apelację wniesie, po drugie apelacja musi mięć jakieś sensowne podstawy aby sąd w ogóle rozważył zmianę wyroku.

Tak wiec nawet kalkulując, to ryzyko chyba lepiej się z wygranej cieszyć, niż „cieszyć się” z przegranej.

Śmierć powoda w sprawie o zadośćuczynienie – jak określić roszczenia jego następców prawnych?

trees in park
Photo by Pixabay on Pexels.com

Roszczenie o zadośćuczynienie ma ścisły osobisty charakter i jako takie nie podlega ono dziedziczeniu. Tym samym w chwili śmierci uprawnionego wygasa poza jednym wyjątkiem:

Zgodnie z art. 445 § 3 k.c. roszczenie o zadośćuczynienie przechodzi na spadkobierców tylko wtedy, gdy zostało uznane na piśmie lub gdy powództwo zostało wytoczone za życia poszkodowanego.

W takiej sytuacji najczęściej mamy do czynienia z kilkoma spadkobiercami zmarłego. Powstaje zatem pytanie jak określić w dalszym procesie roszczenia przysługujące następcom prawnym zmarłego poszkodowanego?

Czy roszczenie winno być podzielone stosownie do udziałów, czy tez mamy do czynienia z solidarnością wierzycieli spadkowych?

Zgodnie z tezą wyroku Sądu Apelacyjnego w Białymstoku – I Wydział Cywilny z dnia 13 maja 2015 r.I ACa 32/15 „Na podstawie przepisów o zobowiązaniach podzielnych spadkobierca również przed działem spadku może dochodzić przysługującego mu z tytułu dziedziczenia udziału w wierzytelności, której dłużnik obowiązany jest do spełnienia świadczenia podzielnego.”

Przenosząc powyższe na grunt niniejszej sprawy, należy uznać, iż następcy prawni mają prawo dochodzić w sprawie o zadośćuczynienia i odszkodowanie jako świadczeń podzielnych stosownie do przysługujących im udziałów w spadku.

Jak rozszyfrować numer VIN ?

Daimler_2_cylinder_1894Mając do czynienia z szkodami w pojazdach samochodowych co chwilę poza taką oczywistą daną jaką jest numer rejestracyjny pojazdu pojawia się również drugi trochę mniej oczywisty skrót.

Mowa tutaj o numerze VIN, który jak wiele pojęć współczesnej cywilizacji jest skrótem z języka angielskiego: Vehicle Identification Number, który to termin na język Reja można przetłumaczyć jako: Numer Identyfikacyjny Pojazdu, popularnie zwany także po prostu numerem nadwozia.

W numer VIN wyposażony jest każdy samochód wyprodukowany w dowolnym państwie Świata. No może poza Koreą Północną 🙂 , choć w sumie to nawet nie wiem, co tam u nich poza rakietami schodzi z taśm produkcyjnych. 


VIN nadawany jest samochodom przez ich producentów, a zasady jego nadawania zostały określone przez międzynarodową normę ISO 3779 – 1983, stosowaną obecnie powszechnie na Świecie.

VIN ma charakter indywidualny i niepowtarzalny, toteż w sposób jednoznaczny pozwala na zidentyfikowanie danego pojazdu. 

Numer ten powinien znajdować się po prawej stronie pojazdu, wybity na ramie lub też na nadwoziu pojazdu, przy czym dopuszczalnym jest także umieszczenie numeru VIN na trwale złączonej z pojazdem płytce.

Numer ten znajduje się również w dowodzie rejestracyjnym każdego pojazdu.

Każdy numer VIN składa się z ciągu 17 znaków (są to cyfry i liczby), który można podzielić na trzy części.

Pierwsze trzy znaki pozwalają na uzyskanie informacji oznaczającej światowy kod producenta, który to kod nadawany jest danemu producentowi przez właściwy urząd w kraju, w którym znajduje się siedziba producenta. W skrócie jakbyśmy nie wiedzieli jaką marką jeździmy, to po pierwszych trzech cyfrach Vinu, możemy się tego dowiedzieć.

Następne w kolejności 6 znaków odnosi się do ogólnego opisu danego pojazdu i jego charakterystyki.

Producent pojazdu może tu umieścić informację odnoszące się do takich cech oznaczonego pojazdu jak: rodzaj nadwozia, typ silnika, liczba osi pojazdu, jego dopuszczalna masa, czy nawet kolor jego nadwozia.

Podawanie tych danych należy jednak do uznania producenta, może on również zrezygnować z opisu charakterystyki pojazdu a istniejące pozycje wypełnić znakami bez zdefiniowanego znaczenia.

Ostatnie 8 znaków, przy czym 4 ostatnie są zawsze cyframi, odnosi się do roku produkcji danego pojazdu, zakładu produkcyjnego, w którym wyprodukowano pojazd oraz zawiera indywidualny numer seryjny.

Niekiedy w numerze nadwozia umieszczona jest również specjalna liczba kontrolna, która ma zapobiegać modyfikowaniu numeru VIN. Choć jak wiemy, trawienie kwasami, ścieranie i inne metody usuwania starego numeru VIN i w to miejsce nabijanie nowego numeru, to chleb powszedni w fachu złodzieja samochodowego. 

Kupując więc auto warto sprawdzić numer VIN zwłaszcza, że w dobie internetu nie jest to wielki problem. Istnieje bowiem wiele stron www, na których można zdekodować tenże numer. 

Czy śmierć powoda w sprawie o zadośćuczynienie wpływa na wysokość zasądzanego zadośćuczynienia?

horror crime death psychopath
Photo by Tookapic on Pexels.com

Niestety zdarza się, iż powód dochodzący przed sądem swoich roszczeń nie dożywa końca procesu. Co więcej ostatnimi laty z moich obserwacji wynika, iż sprawy w sądzie trwają dwa razy dłużej niż jeszcze niedawno, co oznacza, iż zamiast roku mamy średnio dwa lata oczekiwania na wyrok, tym samym ta niedogodność wpływa na statystyczne zwiększenie szans na taki rezultat.

Przypomnieć w tym miejscu warto, iż wytoczenie powództwa o zadośćuczynienie jest w zasadzie warunkiem do odziedziczenia tego roszczenia przez spadkobierców zmarłego. Jedynie bowiem w sytuacji wytoczenia powództwa lub uznania roszczenia przez ubezpieczyciela, czy sprawcę szkody roszczenie, to podlega dziedziczeniu. W przeciwnym razie wygasa wraz z śmiercią.

Oczywiście jak się można domyśleć ubezpieczyciele z faktu śmierci osoby najbardziej zainteresowanej próbują wywodzić skutki w postaci żądania zasądzenia mniejszego zadośćuczynienia.

Logika taka: skoro poszkodowany nie żyje, to w zasadzie jego spadkobiercy  nie dziedziczą faktycznie cierpienia i bólu osoby poszkodowanej, a co za tym idzie należy im się mniej.

Z takim poglądem nie sposób się zgodzić.  Śmierć poszkodowanego nie powinna mieć wpływu na wysokość przyznanego zadośćuczynienia i odszkodowania.

Jak bowiem wskazał trafnie w swoim wyroku  Sąd Apelacyjny w Szczecinie z dnia 25 października 2012r. w sprawie o sygn.. akt I ACa 564/12:

„Wstąpienie do sprawy po śmierci poszkodowanego powoda jego spadkobierców (art. 445 § 1 i 3 KC) nie może prowadzić do obniżenia wysokości zadośćuczynienia. Zgodnie bowiem z art. 445 § 3 KC, roszczenie o zadośćuczynienie przechodzi na spadkobierców tylko wtedy, gdy zostało uznane na piśmie albo gdy powództwo zostało wytoczone za życia poszkodowanego. Oznacza to, że rozważane roszczenie w zasadzie nie podlega dziedziczeniu, jako ściśle związane z osobą zmarłego (zob. art. 922 § 2 KC). W drodze wyjątku ustawodawca dopuścił dziedziczenie roszczenia o zadośćuczynienie w dwóch wypadkach, m.in. w razie wytoczenia powództwa za życia poszkodowanego. Według art. 922 § 1 KC, prawa i obowiązki majątkowe zmarłego przechodzą z chwilą jego śmierci na jedną lub kilka osób. Takie prawa (tu: roszczenie o zadośćuczynienie) i obowiązki wchodzą w skład spadku, jest zaś zasadą, że spadkobierca znajduje się w takiej sytuacji prawnej, w jakiej znajdował się spadkodawca. Roszczenie o zadośćuczynienie nie może być inne tylko dlatego, że poszkodowany zmarł w trakcie procesu. W przeciwnym razie o wysokości zadośćuczynienia decydowałaby okoliczność w zasadzie nieprzewidywalna, jaką jest chwila śmierci poszkodowanego: przed uprawomocnieniem się wyroku albo po jego uprawomocnieniu.”

Zadośćuczynienie za dysfunkcję seksualną

Trudno jest mi oceniać ten wątek z punktu widzenia obu płci, ale niewątpliwie mojej osobie jako mężczyźnie perspektywa doznania uszczerbku w wyniku, którego doszłoby do naruszenia sprawności seksualnej jawi się jako szczególnie niekorzystna.

Dlatego tez zawsze mnie dziwiło, iż tabela uszczerbków na zdrowiu w przypadku utraty penisa przyznaje tylko 40% uszczerbek na zdrowiu. Być może z punktu widzenia funkcjonowania organizmu nie jest to aż tak radykalna strata jak niektóre urazu kości śródręcza, które punktowane mogą być na 30% uszczerbku. Gdzie jestem przekonany, że postawiony w takiej sytuacji jakikolwiek Pan, niewątpliwie gdyby mógł to by się na uszczerbki zamienił.

Żarty, żartami ale temat jest dość poważny.

Zarówno i dla mężczyzny jak i dla kobiety pogorszenie jakości życia seksualnego jest istotną krzywda, a nawet bardzo istotną.

Przeglądając ostatnio jeden z wyroków Sądu Okręgowego w Poznaniu natknąłem się na następującą sprawę. ( Sygnatura akt XVIII C 508/15 Poznań, dnia 23 lutego 2018 r. Sąd Okręgowy w Poznaniu XVIII Wydział Cywilny)

Motocyklista w wyniku wypadku komunikacyjnego doznał obrażeń ciała w postaci m.in. złamania kręgosłupa na odcinku L4, urazu miednicy, złamania czwartej i piątej kości śródstopia prawego, stłuczenia uda prawego z raną powierzchni bocznej oraz awulsyjnego złamania krętarza większego kości udowej prawej.

Same te urazy już same w sobie stanowią o poważnych konsekwencjach dla zdrowia powoda.

Ponadto w wyniku tego wypadku poszkodowany został wyłączony z normalnego życia, stał się też zależny od osób trzecich. Miało to negatywny wpływ na zdrowie psychiczne powoda.

Cierpiał na dysfunkcję seksualną oraz nietrzymanie moczu. U poszkodowanego wystąpiły zaburzenia potencji, spadek libido. W związku z tym powód udał się w dniu 22 czerwca 2012 r. na konsultację do seksuologa. Zażywanie przez powoda leków psychotropowych, przeciwbólowych i nasennych ma dodatkowo niekorzystny wpływ na jego sferę seksualną.

W następstwie urazów doznanych w czasie wypadku w dniu 11 czerwca 2010 r. wystąpiła dysfunkcja seksualna i neurogenna pęcherza moczowego. Dolegliwości te mają charakter trwały.

Trwały uszczerbek na zdrowiu powoda wynikający z doznanych obrażeń w wyniku wypadku z dnia 11 czerwca 2010 r. wynosi:

– 7% z uwagi na utrwaloną nerwicę związaną z doznanymi obrażeniami,

– 10% z uwagi na zespół bólowy korzeniowy lędźwiowo-krzyżowy,

– 5% z uwagi na przebyte złamanie V kości śródstopia,

– 3% z uwagi na przebyte złamanie IV kości śródstopia,

– 40% z uwagi na dysfunkcję neurogenną pęcherza moczowego i dysfunkcję erekcyjną.

Łącznie trwały uszczerbek na zdrowiu powoda wynosi 65%.

Przy tak ustalonym stanie faktycznym Sąd Okręgowy w Poznaniu uznał, iż zasadną kwotą dla poszkodowanego w wypadku byłaby kwota 132.000 zł.

„Z uwagi na powyższe, a w szczególności mając na uwadze wyżej wymieniony rozmiar i rodzaj doznanych przez powoda obrażeń skutkujących 65% trwałym uszczerbkiem na zdrowiu, długotrwały proces leczenia i rehabilitacji, ograniczenia i zmiany w codziennym funkcjonowaniu (w tym konieczność korzystania z pomocy osób trzecich, faktyczną niezdolność do pracy), zaburzenia nerwicowe powoda, pogorszenie się kondycji finansowej powoda, przez co stracił majątek dorobkowy i szczególnie dotkliwą dla mężczyzny w wieku powoda dysfunkcję seksualną, odpowiednim zadośćuczynieniem w rozumieniu pieniężnym jest, zdaniem Sądu orzekającego w niniejszej sprawie, żądana przez powoda kwota 132.000 zł. Kwota ta uwzględnia zdaniem Sądu rozmiar uszczerbku na zdrowiu powoda i odczuwane na co dzień przez powoda skutki, w szczególności w zakresie dolegliwości bólowych, dysfunkcji urologicznej i seksualnej. Stanowi również odczuwalną dla powoda wartość ekonomiczną.”

Mało, dużo ?

Wydaje się, iż raczej ciut za nisko, choć dodać należy, iż poszkodowany był już mężczyzną drugiej młodości, posiadał także dzieci. Co może w jakimś stopniu ograniczało konsekwencje dysfunkcji seksualnej jedynie do kwestii związanej z utratą przyjemności, a nie perspektyw na założenie rodziny.

Dowód z oględzin miejsca zdarzenia- trochę niedoceniany środek dowodowy, a często przydatny w procesie o odszkodowanie.

Adwokaci, radcowie prawni prowadzący sprawy o odszkodowanie, czy szerzej Kancelarie zajmujące się sprawami odszkodowawczymi mają często bardzo uprzywilejowaną pozycję w stosunku do prawników prowadzących inne postępowania o zapłatę.

Jako że zasadniczą przyczyną powstawania urazów i uszczerbku na zdrowiu osób poszkodowanych są wypadki samochodowe, które charakteryzują się tym, iż w większości przypadków zanim nawet poszkodowany zacznie starać się o zadośćuczynienie, czy odszkodowanie, to już wiadomo kto jest sprawca wypadku.

Tym samym adwokat, który w imieniu Klienta kieruje sprawę do zakładu ubezpieczeń, czy do sądu z pozwem o zapłatę zadośćuczynienia nie musi wykazywać zasady odpowiedzialności drugiej strony. Spór między stronami toczy się w zasadzie tylko w zakresie wysokości należnego poszkodowanemu zadośćuczynienia.

Trochę inaczej wygląda sytuacja w sprawach, gdzie zasada odpowiedzialności jest kwestionowana. Najczęściej z mojej praktyki radcy prawnego prowadzącego sprawy o odszkodowanie wynika, iż taka kategorią spraw odszkodowawczych są wszelkiego rodzaju wypadki typu: potkniecie się na chodniku, upadek na śliskiej jezdni, przewrócenie się o porzucony na drodze przedmiot, upadek na wadliwie zbudowanych schodach.

W tego typu sytuacjach zakład ubezpieczeń odmawia co do zasady. Wie bowiem, iż sprawa jest ocenna i po pierwsze nie wszyscy się na proces zdecydują, po drugie, w niektórych sprawach być może wygra.

W tego typu sytuacjach, gdy jest to możliwe warto korzystać z dowodu jakim jest przeprowadzenie oględzin miejsca zdarzenia. Nie zawsze oczywiście jest to możliwe, śnieg, czy lód może stopnieć, a płyta chodnikowa, która wystawała z ciągu pieszego mogła zostać naprawiona.

Ostatnio w Poznaniu prowadziłem sprawę wypadku przed jednym z tutejszych marketów budowlanych. Poszkodowana zdecydowała się wejść do przedmiotowego marketu przez kasę budowlaną. Podczas wejścia, powódka poślizgnęła się na leżących tuż przed wejściem płytach HDF i upadła, w wyniku czego doznała złamania końców dalszych przedramienia lewego i złamania nasady dalszej kości promieniowej i łokciowej.

Market bronił się, iż płyty leżały w namalowanej kopercie oznaczonej jako miejsce załadunku. W konsekwencji jego zdaniem wina leżała w nieostrożnej poszkodowanej.

W toku sprawy jednym z dowodów, które przeprowadził sąd była własnie wizja lokalna. Co podczas tej wizji udało się zauważyć, to fakt, iż namalowane koperty sę namalowane na chodniku prowadzącym do wejścia, na którym to chodniku i na których to kopertach cały czas odbywa się ruch klientów marketu.

Tym samym sąd miał okazję sam na własne oczy zobaczyć, czy miejsce to jest miejscem niebezpiecznym, co było podstawą naszego roszczenia.

I zakład ubezpieczeń potrafi przyznać się do błędu.

W sumie jest to tak nietypowa sytuacja, że aż postanowiłem się podzielić otrzymanym od STU Ergo Hestia pismem.

Sprawa związana z niezasadnym dochodzeniem roszczeń od mojego Klienta, gdzie ubezpieczyciel uznał przedstawione przeze mnie argumenty i muszę przyznać zachował się elegancko:

 

 

2019-05-06_14h21_48