Ile trwa sprawa o zadośćuczynienie?

W zasadzie pierwszym pytaniem jakie kierują osoby poszkodowane w wypadku i zarazem dochodzące odszkodowania, zadośćuczynienia jest pytanie: „Ile mi się należy?”

Zaraz potem pokrzywdzony w wypadku pyta, a ile trwa sprawa o zadośćuczynienie, odszkodowanie?

Z punktu widzenia przepisów prawa odpowiedź mogłaby być banalnie prosta, stosownie do uregulowań ustawowych z zasady zakład ubezpieczeń ma 30 dni na wydanie decyzji i przyznanie zadośćuczynienia od daty powiadomienia go o szkodzie.

Przepis przepisem ale szara rzeczywistość potrafi ten 30 dniowy termin rozciągnąć nawet i do kilkunastu miesięcy, czy kilku lat.

Pierwszym etapem dochodzenia roszczenia o zadośćuczynienie, np. za uszczerbek na zdrowiu poniesiony w wyniku wypadku komunikacyjnego- jak złamanie nogi, wstrząśnienie mózgu, uraz kręgosłupa itd. itp., jest powiadomienie ubezpieczyciela.

Teoretycznie od tej daty w ciągu 30 dni powinniśmy zobaczyć pieniądze na koncie, w rzeczywistości będzie nieźle o ile w tym terminie zakład ubezpieczeń się do nas odezwie i np. zawiadomi, iż potrzebowałby jeszcze jakiś dokumentów, powiadomi o wyznaczeniu daty badania lekarskiego przez wyznaczoną przez siebie komisję, czasami zaproponuje wypłatę kwoty bezspornej (raczej w umiarkowanej w stosunku do roszczenia kwocie) albo zaproponuje ugodę.

Statystycznie z mojej obserwacji okres jaki trwa od daty powiadomienia o wypadku komunikacyjnym do daty wydania ostatecznej decyzji zajmuje ubezpieczycielom od 2-3 miesięcy do nawet roku i więcej, w sytuacji gdy leczenie jest bardziej dynamiczne lub też zachodzą przesłanki wskazujące na pewne wątpliwości co do stanu faktycznego, np. osoby sprawcy.

Gdy otrzymamy już ostateczną decyzję ubezpieczyciela i jakąś kwotę na konto – przyznaną tytułem zadośćuczynienia, przychodzi czas na rozważenie, czy suma ta satysfakcjonuje osobę poszkodowaną. Jeżeli nie, można oczywiście się od decyzji odwołać. Proces rozpatrzenia odwołania zajmuje około 2-3 miesięcy i raczej nie wiąże się z wielką szansą na zmianę decyzji ubezpieczyciela. Ot taka polityka zakładów ubezpieczeń.

Gdy jednak decydujemy się na Sąd możemy z góry założyć, iż do czasu wydania prawomocnego wyroku w sprawie o zadośćuczynienie minie dobre kilkanaście miesięcy lub więcej.

Po pierwsze zanim Sąd wyznaczy nam pierwszy termin, na którym dopuści dowód z przesłuchania osoby poszkodowanej lub dalszych świadków mija zwykle 3-4 miesiące.

Następnie Sąd zgodnie z naszym wnioskiem dopuści opinię biegłego, który odpowie na pytanie jakiego uszczerbku na zdrowiu doznał poszkodowany i co z tym uszczerbkiem dla zdrowia osoby poszkodowanej się wiąże.

Biegły jest niestety wąskim gardłem sądownictwa.

Lekarze w chwili obecnej całkiem nieźle zarabiają i nie garną się do orzekania w sądzie, gdy wystarczające wynagrodzenie uzyskują w swojej praktyce. Sam miałem do czynienia z sytuacją, gdy w okręgu Sądu w Poznaniu na listę biegłych sądowych był wpisany jedynie jeden ortopeda.

Co oczywiste większość ofiar kolizji i wypadków komunikacyjnych doznaje uszczerbku na zdrowiu o charakterze ortopedycznym- złamanie reki, nadgarstka, złamanie kości nogi, rozejście spojenia miednicy. Dziesiątki różnych urazów, które mogą dotykać układ kostny człowieka.

Jeszcze gorzej swego czasu było z biegłymi stomatologami, np. w Poznaniu na liście Sądu Okręgowego był moment, iż nie było żadnego dentysty, który chciał orzekać w sprawach sądowych. Sąd wówczas szukał biegłych np. w Warszawie.

Jak się można domyślić okres oczekiwania na samo badanie przez biegłego wynosił od 6 m. do roku. A samą opinię strona miała okazje zobaczyć po upływie kilku dodatkowych miesięcy.

Oczywiście opinia mogła się nie podobać i każda ze stron: poszkodowany i ubezpieczyciel mieli prawo ją zakwestionować, co wymagało sporządzenia opinii uzupełniającej lub wizyty lekarza biegłego w sądzie. Na ustaleniu terminów poszkodowany w wypadku tracił kolejne kilka miesięcy.

Może też się zdarzyć sytuacja, gdy opinia biegłego zostanie całkowicie uznana za nieprzydatną dla sprawy i wówczas trzeba powołać kolejnego biegłego- co przedłuża sprawę o kolejne kilka -kilkanaście miesięcy.

Wreszcie jak już się nam uda przeprowadzić całe postępowanie dowodowe,a sąd wyda wyrok, to od tego wyroku każdej ze stron przysługuje apelacja.

I znów posłużę się przykładem Poznania, gdzie wniesienie apelacji, w zależności od instancji przedłuża czas procedowania od pół roku do roku.

No cóż jedynym pocieszeniem pozostaje fakt, iż poszkodowanemu z tytułu przedłużającego się procesu przysługują odsetki za opóźnienie. Choć nie każdy Sąd z tym stanowiskiem się zgadza- o czym może w innym wpisie.

Zwrot kosztów pogrzebu z OC sprawcy wypadku?

Co roku na polskich drogach ginie kilka tysięcy osób. Mimo iż liczby te cały czas ulegają zmniejszeniu, to i tak około 3 tys osób poniosło śmierć w 23015 r. w wyniku wypadków drogowych. W dużej części zgony te są zawinione przez osoby trzecie – sprawców, którzy nie dostosowali prędkości do warunków, nie ustąpili pierwszeństwa, czy potrącili pieszego na pasach.

Konsekwencją śmierci jest także pogrzeb ofiary. Co oczywiste pogrzeb ten także kosztuje, trumna, ksiądz, grabarz, stypa, ubrania żałobne kosztują bliskich ofiary znaczne kwoty. Co prawda w Polsce funkcjonuje zasiłek pogrzebowy, który pozwala pokryć większość wydatków związanych z śmiercią bliskiej nam osoby. Jednakże po pierwsze nie zawsze kwoty z zasiłku pokrywają całość kosztów, nie zawsze przysługuje tez prawo do zasiłku.

Obowiązek zwrotu pokrycia kosztów pogrzebu jest regulowany wprost w Kodeksie cywilnym -art. 446 § 1 k.c., który to przepis nakazuje zwrot kosztów pogrzebu osobie, która je poniosła.

Pierwszym problemem jaki należałoby tutaj rozwiązać, to kwestia jakie koszty wchodzą w zakres odszkodowania. Czego można domagać się od ubezpieczyciela czy sprawcy szkody?

Przyjmuje się, iż obowiązek zwrotu kosztów pogrzebu obejmuje takie koszty jak:

  • przewóz zwłok,

  • koszt trumny,

  • zakup miejsca na cmentarzu,

  • koszt opłacenia księdza, grabarza

  • koszt postawienia nagrobka (przy czym koszt ten powinien odpowiadać cenom przeciętnym, ubezpieczyciel możne nie zrefundować całości kosztów gdy te będą znacznie odbiegały od kosztów podobnych),

  • wydatki na wieńce i kwiaty,

  • koszty zakupu odzieży żałobnej

  • wydatki na poczęstunek biorących udział w pogrzebie osób,

Komu przysługuje zwrot kosztów pogrzebu?

Kolejnym problemem jaki tutaj się pojawia, to komu należne jest odszkodowanie z tytułu poniesionych kosztów? Czy tylko osobie najbliższej? Czy w zasadzie każdemu uczestnikowi uroczystości pogrzebowych?

Sądy stanęły tutaj na stanowisku, iż „bez znaczenia jest stopień związania zmarłego z osobą, która pokryła koszty pogrzebu” (tak: Sąd Apelacyjny w Katowicach sygn. akt III APr 34/96 publ.) wskazując, że zobowiązany do naprawienia szkody (sprawca lub jego zakład ubezpieczeń w zakresie OC) na podstawie art. 446 § 1 k.c. powinien zwrócić koszty leczenia i pogrzebu temu, kto je faktycznie poniósł, niezależnie od tego czy jest spadkobiercą poszkodowanego, bowiem roszczenie to jest samodzielne.

Dziedziczenie zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej

Jakiś czas temu pisałem wpis dotyczący dziedziczenia prawa do zadośćuczynienia.

Prawo do zadośćuczynienia przysługujące zmarłemu, po którym dziedziczymy co do zasady jako roszczenie o charakterze ściśle osobistym nie wchodzi do spadku. Poza wyjątkami przewidzianymi w art. 445 § 3 Kodeksu cywilnego, który to przepis przewiduje, iż roszczenie o zadośćuczynienie przechodzi na spadkobierców wyłącznie wówczas, gdy roszczenie to zostało uznane na piśmie albo gdy powództwo zostało wytoczone za życia poszkodowanego.

Oznacza, to iż roszczenie o zadośćuczynienie przechodzi na spadkobierców w sytuacji, gdy uznano je na piśmie lub o konkretną kwotę wytoczono powództwo.

Ta generalna zasada budziła jednak pewne wątpliwości co do uprawnienia spadkobierców osoby, której przysługiwało roszczenie o zadośćuczynienie z tytułu śmierci osoby bliskiej. Problem jaki tu się pojawiał to niejako pośredni charakter uprawnienia osób poszkodowanych w wyniku śmierci osoby bliskiej.

Wątpliwość ta dotarła aż do Sądu Najwyższego, który stwierdził, iż takie roszczenie podlega dziedziczeniu na zasadach ogólnych. (Uchwała Sądu Najwyższego w składzie trzech sędziów z dnia 12 grudnia 2013 r., sygn. akt III CZP 74/13)

Co to oznacza?

Uchwała Sądu Najwyższego odnosząc się do zasad ogólnych wskazuje zatem, iż w sytuacji, gdy osoba, której bliski poniósł śmierć w okolicznościach uzasadniających dochodzenie roszczeń od sprawcy np. wypadku komunikacyjnego, sama stanie się spadkobiercą, wówczas w dwóch przypadkach roszczenie to jest dalej dziedziczone.

Przypadkami tymi są wyżej wskazane:

  • uznanie roszczenia na piśmie
  • skierowanie sprawy o zapłatę roszczenia do sądu.

W tej sytuacji te konkretnie kwotowo wskazane roszczenia wchodzą w skład spadku.

Zadośćuczynienie za śmierć osoby bliskiej – biegły psychiatra nie jest zawsze potrzebny!

Od kiedy w 2008 r. w Kodeks cywilny wprowadził w zakresie dochodzenia roszczeń o zadośćuczynienie – tj. dopuszczono możliwość dochodzenia odszkodowania za śmierć osoby bliskiej obejmującego także krzywdę o charakterze osobistym, praktycznie większość tego typu roszczeń poddawana jest pod rozstrzygnięcie sądów.


Zakłady ubezpieczeń, z którymi przychodzi nam się potykać przed sądami, a z praktyki Kancelarii wynika, iż w zasadzie dotyczy to prawie wszystkich towarzystw ubezpieczeniowych przyjmują linię obrony, przed roszczeniami o zadośćuczynienie, polegającą na zgłaszaniu wniosku dowodowego o przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego psychiatry lub psychologa.

Psychiatra lub psycholog w intencji ubezpieczyciela ma za zadanie sporządzić opinię, czy w wyniku śmierci w wypadku komunikacyjnym osoby bliskiej: ojca, żony, czy córki doszło u osoby poszkodowanej do pogorszenia stanu zdrowia, lub też jak osoba ta przeżywała żałobę po stracie osoby bliskiej. Wniosek ten jest kierowany przede wszystkim w tych sytuacjach, gdy śmierć osoby bliskiej nie łączy się z wystąpieniem choroby psychicznej, takiej jak depresja, czy schizofrenia paranoidalna, które to choroby mogą także być normalnym następstwem głęboko przeżywanej traumy, ale wówczas dowód z opinii biegłego psychiatry jest oczywistością. W większości bowiem przypadków osoby bliskie dla zmarłego po przeżyciu żałoby wracają do w miarę normalnego życia i nie odnotowuje się u nich choroby.

Tak więc wynikiem tak przyjętej strategi procesowej jest przede wszystkim istotne wydłużenie procesu sądowego- przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego zwykle zajmuje kilka miesięcy i o tyle co najmniej sprawa w sądzie się przedłuża.


Kolejnym skutkiem takiego działania jest często obserwowana u powodów irytacja i rozdrażnienie, spowodowane faktem, iż podważa się ich uczucia, które muszą wykazywać nie tylko bardzo emocjonalnymi i trudnymi zeznaniami, ale także poddawać się ocenie swojej psychiki u biegłego sądowego.

W tym kontekście pozytywnie ocenić należy wyrok Sądu Apelacyjnego w Wrocławiu z dnia 23 kwietnia 2014 r. o sygnaturze Aat: I ACa 330/13 , w którym to orzeczeniu Sąd uznał tego typu praktykę za pewnego rodzaju nadużycie.


Sąd wskazał , iż : „Błędna jest praktyka dopuszczenia dowodu z opinii biegłego na okoliczność stanu psychicznego powodów w związku ze śmiercią osoby najbliższej. Dowód taki nie ma znaczenia dla rozstrzygnięcia, skoro przedmiotem procesu nie jest wywołanie rozstroju zdrowia u najbliższych członków rodziny. Za całkowicie błędny pod względem logicznym i normatywnym należy wywód strony pozwanej, w którym usiłowała wywieść, że członkom rodziny przysługuje zadośćuczynienie jedynie wtedy, gdy następstwem śmierci osoby najbliższej jest wywołanie rozstroju zdrowia psychicznego, mającego nadto postać choroby psychicznej.”

Mieć należy zatem nadzieję, iż tego typu argumentacja będzie brana częściej pod rozwagę także przez inne sądy, co pozwoli uniknąć poszkodowanym niepotrzebnego bólu i niedogodności.

Dziedziczenie prawa do zadośćuczynienie

Zdarza się, iż osoba poszkodowana w wypadku samochodowym, czy innym zdarzeniu powodującym u niej rozstrój zdrowia zanim doczeka się sprawiedliwości i otrzyma należne jej tytułem odszkodowania – zadośćuczynienia przejdzie na Tamten Świat.

Nie jest to sytuacja rzadka. Często postępowania sądowe potrafią ciągnąc się latami. Nie rzadko także ofiara wypadku komunikacyjnego sama znajduje się po jego zajściu w takim stanie, który w pewnej perspektywie czasu doprowadza do jej śmierci.

Co za tym dzieje się z jej roszczeniem o zadośćuczynienie z tytułu uszczerbku na zdrowiu, rozstroju zdrowia – czyli popularnie zwanej krzywdą moralną? Czy spadkobiercy zmarłego mogą dochodzić od ubezpieczalni, czy sprawcy wypadku komunikacyjnego roszczeń z tytułu krzywdy tej osoby.

Oczywiście nie ma żadnego problemu jeżeli zadośćuczynienie zostało już wypłacone, wówczas zgromadzone środki pieniężne są elementem spadku i są dziedziczone.

Stosownie do treści art. 922. § 1. Kodeksu cywilnego: Prawa i obowiązki majątkowe zmarłego przechodzą z chwilą jego śmierci na jedną lub kilka osób stosownie do przepisów księgi niniejszej.

§ 2. Nie należą do spadku prawa i obowiązki zmarłego ściśle związane z jego osobą, jak również prawa, które z chwilą jego śmierci przechodzą na oznaczone osoby niezależnie od tego, czy są one spadkobiercami.

Wczytując się więc w treść ww przepisu dojść należy do wniosku, iż do spadku nie wchodzą te prawa prawa i obowiązki ściśle związane z osobą spadkodawcy mające charakter osobisty i jako takie wygasają one w chwili śmierci spadkodawcy. Przez prawa ściśle związane z osobą zmarłego rozumie się takie uprawnienia, które mają na celu jedynie zaspokojenie interesu wyłącznie samego spadkodawcy. Z momentem jego zgonu tracą swój cel i stają się bezprzedmiotowe.

Takim prawem jest także prawo do zadośćuczynienia. Co by oznaczało, iż z momentem śmierci osoby uprawnionej do otrzymania zadośćuczynienia roszczenie o zapłatę tego odszkodowania nie przechodzi na spadkobierców i jako takie wygasa.

Jednakże jest pewien dość istotny wyjątek.

Stosownie bowiem do normy wyrażonej w art. 445 § 3 Kodeksu cywilnego roszczenie o zadośćuczynienie przechodzi na spadkobierców wyłącznie wówczas, gdy roszczenie to zostało uznane na piśmie albo gdy powództwo zostało wytoczone za życia poszkodowanego.

Co to oznacza?

Co do zasady roszczenie o zadośćuczynienie nie wchodzi w skład spadku, poza dwoma wyjątkami.

Pierwszym wyjątkiem jest pisemne uznanie roszczenia. Np w sytuacji, w której ubezpieczyciel wydałby decyzje przyznającą jakieś roszczenie z tytułu zadośćuczynienie, ale do dnia śmierci osoby poszkodowanej płatność ta nie zostałaby jeszcze zrealizowana. W tej sytuacji roszczenie o tę konkretną sumę wskazaną w piśmie uznającym roszczenie wchodziłoby w skład spadku.

Drugim wyjątkiem jest skierowanie sprawy na drogę postępowania sądowego. Roszczenie o zapłatę konkretnej kwoty zadośćuczynienia o zapłatę, której wytoczono proces w myśl wyżej wskazanego przepisu wchodzi również w skład masy spadku.

Podkreślić przy tym należy, iż samo prawo do zadośćuczynienia nie jest dziedziczne – na spadkobierców może przejść wyłącznie konkretne roszczenie określone w pozwie. Tak : Sąd Apelacyjny w Poznaniu w wyroku z dnia 21 kwietnia 2010 r. (sygn. akt I ACa 267/10, LEX nr 628188) i Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 17 czerwca 2009 r. (sygn. akt IV CSK 54/09, niepubl.) stwierdzając, iż prawo do zadośćuczynienia ma charakter osobisty, a na spadkobierców przechodzi jedynie konkretne roszczenie, z którym za życia wystąpił pokrzywdzony.

Jaki z tego unormowania płynie wniosek dla poszkodowanego i jego spadkobierców?

Warto zatem jak najszybciej po pierwsze zgłosić roszczenie ubezpieczycielowi. Po drugie nie ma sensu ociągać się z złożeniem pozwu, zwłaszcza w sytuacji, gdy osobą uprawnioną do zadośćuczynienia jest osoba starsza lub chora.

Dodać także należy, iż pewne wątpliwości budziła kwestia dziedziczenia roszczenia zadośćuczynienia z tytułu śmierci osoby bliskiej, ale o tym w kolejnym wpisie.

Czy można mówić o przyczynieniu się do wypadku z uwagi na brak zapiętych pasów, gdy samochód nie był w te pasy wyposażony?

Seatbelt_testing_apparatus

Parę dni temu reprezentowałem Klienta w sprawie, w której dochodził zadośćuczynienia – odszkodowania za śmierć córki. Córka zginęła kilkanaście lat temu w wypadku komunikacyjnym zawinionym przez kierowcę auta, ona był pasażerką.

Adwokat reprezentujący towarzystwo ubezpieczeniowe w odpowiedzi na pozew podniósł, iż wnosi aby powołać w sprawie biegłego z dziedziny rekonstrukcji wypadków na okoliczność ustalenia, czy zmarła miała w chwili zdarzenia zapięte pasy. Oczywiście Pan mecenas ubezpieczyciela podniósł, iż w przypadku takiego ustalenia podnosi zarzut przyczynienia i wnosi o obniżenie należnego zadośćuczynienia co najmniej o połowę.

Nietypowość problemu jaki w tej sprawie się pojawił, to fakt iż zgodnie z informacją jaką otrzymałem od ojca wynika, iż był to stary Ford Sirocco nie wyposażony w fabryczne pasy bezpieczeństwa na tylnej kanapie. Zmarła poruszając się tym autem i zajmując miejsce na tylnym siedzeniu w zasadzie nie mogła spełnić obowiązku wyrażonego w art. 39 Prawa o ruchu drogowym, tj. zapięcia pasów bezpieczeństwa.

Czy zatem można mówić o przyczynieniu się w sytuacji, w której nie sposób spełnić obowiązku nałożonego przez prawo? Przypuścić można, iż gdyby ta informacja dotarła do ubezpieczyciela, to podniósłby, iż w tej sytuacji pasażerka powinna wyjść z auta i odmówić dalszej podróży. Czy może

Zastanawiając się nad tym problemem bardziej jednak jestem skłonny uznać, iż w tej konkretnej sytuacji nie można mówić o przyczynieniu się. Oczywistym jest, iż skoro pojazd w pasy te nie jest wyposażony, albo np. pasy są popsute i uniemożliwiają zapięcie się, to pasażer auta nie ma możliwości ich zapięcia. Oczekiwanie iż w tej sytuacji odmówi jazdy byłoby jednak zbyt daleko idące, zwłaszcza w tej konkretnej sytuacji, gdy do zdarzenia doszło na gminnej drodze, bez komunikacji publicznej. Pasażerka odmawiając jazdy w zasadzie nie miałaby możliwości dotarcia do celu.

Podobne zapatrywania można znaleźć w wyroku Sądu Apelacyjnego w Gdańsku – V Wydział Cywilny z dnia 21 listopada 2012 r., w którym to wyroku Sąd stanął na stanowisku, iż:

Przepisy nie zakazywały poruszenia się pod drogach publicznych samochodami, co do których nie istniał obowiązek instalowania pasów bezpieczeństwa. Nie sposób przyjąć, aby naganność zachowania rodziców polegała na podróżowaniu samochodem, który nie jest wyposażony w pasy bezpieczeństwa. Skoro bowiem samochód poruszał się w sposób legalny po drogach publicznych to oznacza, że spełniał wymagania techniczne warunkujące bezpieczne nim podróżowanie. To czy pasy bezpieczeństwa wpływają na zmniejszenie szkody zależy od okoliczności danego wypadku. Nie sposób więc przyjąć jednakowej miary stanowiącej o rozmiarze przyczynienia się do szkody z powodu nie zapiętych pasów bezpieczeństwa.”

W innym orzeczeniu wydanym przez Sąd Okręgowy w Łodzi, z dnia 6 listopada 2014r., o sygnaturze akt II C 1582/12 Sąd ten rozpatrując podobny zarzut ubezpieczyciela stwierdził, iż:

Kolejny element zarzutu przyczynienia opiera się na błędnej interpretacji obowiązku wynikającego z art. 39 ust. 1 ustawy prawo o ruchu drogowym. Obowiązek korzystania z pasów bezpieczeństwa zarówno przez kierującego, jak i osobę przewożoną uzależniony jest bowiem od wyposażenia pojazdu w takie pasy. Z dokonanych ustaleń wynika, że samochód O. (…) jest fabrycznie wyposażony w pasy bezpieczeństwa na tylnej kanapie. Jednakże z osobowych i rzeczowych dowodów przeprowadzonych w tej sprawie wynika również, że ten konkretny pojazd nie posiadał takich środków bezpieczeństwa na tylnym siedzeniu. Tym samym nie można obarczać A. R. odpowiedzialnością za naruszenie wspomnianego obowiązku. Wskazany wcześniej art. 3 ust. 1 ustawy również nie daje podstawy do stwierdzenia, że poszkodowana naruszyła ogólne zasady ostrożności podejmując podróż samochodem, który nie posiadał pasów bezpieczeństwa. Pojazd był dopuszczony do ruchu, a więc pasażerka mogła działać w zaufaniu, że spełnia wszelkie wymogi bezpieczeństwa. W takiej sytuacji trudno jest twierdzić, że siadając na miejscu dla pasażera nie wyposażonym w pasy bezpieczeństwa naruszyła chociażby zasady ostrożności czy zdrowego rozsądku, jakich można wymagać od przeciętnego człowieka.

Z przytoczonych względów należało uznać zarzut przyczynienia się poszkodowanej do powstania szkody za bezzasadny, co czyniło bezprzedmiotowymi dowody z opinii biegłego z zakresu rekonstrukcji wypadków oraz biegłego traumatologa. Badanie związku między zachowaniem A. R. a doznanymi przez nią obrażeniami było bowiem zbędne, skoro Sąd wykluczył istnienie adekwatnego związku przyczynowego między tym zachowaniem a powstałą szkodą co do zasady.”

A co Państwo sądzicie o tej sprawie, może macie Państwo jakieś własne doświadczenie w tym temacie?

Stałe kwoty zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej- nowy pomysł KNF

W tym tygodniu ukazała się na łamach prasy informacja, iż Komisja Nadzoru Finansowego pracuje nad wytycznymi ujednolicającymi zasady (czytaj wysokość) przyznawania zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej w wypadku samochodowym z OC sprawcy.

Pytanie jakie się tu pojawia, czy to dobry pomysł?

Osobiście uważam, iż tak- mimo iz jako prawnik- radca prawny należę do grupy, która w wyniku wprowadzenia takiej regulacji może sporo stracić. Ale po kolei.

Zadośćuczynienie za śmierć – jak jest dziś?

W chwili obecnej, a dokładnie od 2008 r. do polskiego Kodeksu cywilnego wprowadzono uprawnienie osób bliskich wobec śmiertelnej ofiary wypadku drogowego do domagania się zadośćuczynienia za krzywdę jaką ta osoba doznała w wyniku śmierci ojca, matki, męża dziecka.

Do tej pory osoby takie, tak jak w wielu innych krajach europejskich, nie miały takiej możliwości.

Kwoty, które przyznają sądy osobom poszkodowanym w skali całego kraju różnią się zasadniczo w zależności od apelacji, w której dany wyrok zapada. Ewenementem jest tu apelacja rzeszowska, gdzie często osoby poszkodowane otrzymują zadośćuczynienia sięgające nawet 250 tyś złotych. Zupełnie inaczej jest w innych regionach kraju, chociażby w Poznaniu zdarzyło mi się widzieć wyroki Sądu Apelacyjnego, który za śmierć ojca przyznał 15 tyś złotych.

Z czego wynikają rozbieżności w kwotach zadośćuczynienia?

Problem jaki pojawia się przy ustaleniu wysokości należnego zadośćuczynienia sprowadza się do faktu, iż w zasadzie sędzia wydający wyrok kwoty te musi niejako wziąć z przysłowiowego „kapelusza”. Całkowitym truizmem jest stwierdzenie, iż w zasadzie żadna kwota przyznana od ubezpieczyciela przez Sąd nie pozwoli na zrekompensowanie doznanej krzywdy w postaci utraty najbliższego. Siłą rzeczy więc sędziowie poruszają się tu trochę po omacku. Nie ma bowiem żadnego uzasadnienia dla uznania, iż akurat kwota 10 tyś jest bardziej odpowiednia od kwoty 100 tyś.

Tym samym uważam, iż przyjęcie modelu takiego jak ma to miejsce chociażby w Czechach, czy Hiszpanii, gdzie bodajże w Czechach kwoty te są konkretnie wskazane w czeskim kodeksie cywilnym, w Hiszpanii kwestie te regulują rozporządzeniem jest moim zdaniem równie uprawnione jak obecny model polski.

Plusem takiego rozwiązania, tj. ustalenie odgórnie konkretnej kwoty za konkretne zdarzenie, np.: 50 tyś za śmierć męża, 10 tyś za śmierć barta itd., było po pierwsze praktycznie wycofanie kilku tysięcy spraw z sądów, co przy korkach w polskim sądownictwie byłoby pożądane. Po drugie instrument taki byłby bardziej zrozumiały dla obywateli, tak jak np. świadczenie – jednorazowe odszkodowanie przyznawane z ZUS-u. Tym samym obywatele mieliby większą świadomość prawną co do swoich możliwości.

Minusem ( albo plusem) byłby mniejsze zyski Kancelarii odszkodowawczych czy prawników, do których nie musieliby się zgłaszać zagubieni w gąszczu przepisów poszkodowani. Nie da się ukryć, iż w chwili obecnej dochodzenie roszczeń o zadośćuczynienie za śmierć osoby bliskiej jest kołem zamachowym 3 tys podmiotów prowadzących tzw. biznes w postaci prowadzenia Kancelarii odszkodowawczej.

A co Państwo sądzicie o tym pomyśle?