Podatek od zadośćuczynienia

Reymerswaele_Two_tax_collectors_(detail)_04
„Reymerswaele Two tax collectors (detail) 04” by Marinus van Reymerswaele – Own work. Licensed under Public Domain via Wikimedia Commons

Prowadząc proces o zadośćuczynienie ( np. za utratę zdrowia, czy utratę bliskiego w wypadku drogowym), który kończy się pomyślnie dla reprezentowanego Klienta często po pierwszym wybuchu euforii jaki towarzyszy wygraniu często mozolnego procesu pada pytania, czy od tak zasądzonej i zapłaconej przez ubezpieczyciela kwoty należy zapłacić podatek? Wiadomo konieczność podzielenia się często niemałymi kwotami nie budzi już identycznego entuzjazmu na twarzy osoby poszkodowanej.

Odpowiedź na tak postawione pytanie jest odpowiedzią typowo prawniczą, tzn: i tak i nie ! 🙂

Stosownie do treści art. 9 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, opodatkowaniu podatkiem dochodowym podlegają wszelkiego rodzaju dochody, z wyjątkiem dochodów wymienionych w art. 21, 52, 52a i 52c oraz dochody, od których na podstawie przepisów Ordynacji podatkowej zaniechano poboru podatku.

Przedstawiony przepis ustanawia zasadę powszechności opodatkowania dochodów osób fizycznych podatkiem dochodowym. Pytanie jakie się pojawia, to czy otrzymane zadośćuczynienie pojawia się w jednym z wyżej wymienionych katalogów zwolnień podatkowych?

Sięgając do treści art 21 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych możemy ustalić, iż

Nie podlegają opodatkowaniu:

otrzymane odszkodowania lub zadośćuczynienia, jeżeli ich wysokość lub zasady ustalania wynikają wprost z przepisów odrębnych ustaw lub przepisów wykonawczych wydanych na podstawie tych ustaw

Oznacza to zatem, iż prowadząc proces o zapłatę zadośćuczynienia, którego podstawę normuje Kodeks cywilny, a więc podstawą ta jest np..: uszkodzenie ciała, rozstrój zdrowia, utrata członka rodziny w wyniku czynu niedozwolonego- jakim jest np. wypadek samochodowy, albo tez prowadząc proces o zapłatę zadośćuczynienia z uwagi na naruszenie innych dóbr osobistych podatku od zasądzonej kwoty zadośćuczynienia nie mamy obowiązku płacić.

Jednak tak jak napisałem na wstępie nie jest to pełna odpowiedź, otóż określony w art. 21 katalog zwolnień przedmiotowych jest wyjątkiem od zasady sprawiedliwości podatkowej, dlatego też wykładnia przepisów ustanawiających te zwolnienia powinna być wykładnią ścisłą.

Skoro zatem Ustawodawca uznał, iż zwolnieniu spod obowiązku podatkowego podlega kwota zadośćuczynienia, to nie podlegają inne roszczenia zasądzana przy okazji tej kwoty. Takim roszczeniem są odsetki ustawowe.

Urzędy Skarbowe i dalej Sądy Administracyjne stanęły na stanowisku, iż skoro słowo odsetki nie pojawiło się w katalogu wyłączeń, to od odsetek płaconych przez ubezpieczyciela, a liczonych od kwoty przyznanego zadośćuczynienia należy Skarbowi Państwa zapłacić podatek.

Co za tym idzie liczyć się należy z tym, iż kwota odpowiadająca wartości odsetek od zasądzonej kwoty zadośćuczynienia podlegać będzie opodatkowaniu.

Warto przy tym wskazać, iż ostatnio pojawiły się wyroki, które uznają odsetki za to samo źródło przychodu jak zadośćuczynienie, co za tym idzie mogą one nie stanowić podstawy opodatkowania.

Wybór co w takiej sytuacji zrobić należy do podatnika. Oczywiście nie ujawniając tych kwot w w zeznaniu podatkowym trzeba mieć na względzie konieczność ewentualnego boju z skarbówką, którego rezultat nie jest w tym przypadku pewny.

Reklamy

Odmowa wypłaty zadośćuczynienia z uwagi na brak trwałego uszczerbku na zdrowiu.

A_machine_monitors_a_man's_broken_leg_Wellcome_V0049896
[CC BY 4.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/4.0)%5D, Wikimedia Commons

Co prawda jakbyśmy poszukali skojarzeń z słowami wypadek i poszkodowany, to raczej przed oczami stają nam osoby, które w wyniku tego zdarzenia ucierpiały w sposób szczególny. Czy to doświadczyły złamania nogi, pęknięcia czaszki czy utraty śledziony. W zasadzie w takiej sytuacji sprawa z punktu widzenia odpowiedzialności za skutki takiego wypadku z OC jest dość jasna.

Krzywda jest ewidentna i raczej trudno sobie wyobrazić aby uznając swoją odpowiedzialność zakład ubezpieczeń odmówił wypłaty zadośćuczynienia ( inną kwestią jest jego wysokość).

Gro jednak wypadków kończy się, na szczęście, dla osób poszkodowanych znacznie lżejszymi konsekwencjami zdrowotnymi. Poszkodowany może doznać wstrząśnienia mózgu, skręcenia mięśni szyi, czy po prostu być solidnie poobijanym.

W takiej sytuacji po pewnym czasie w zasadzie wraca do zdrowi i może funkcjonować w pełni jak przed wypadkiem.

W tej sytuacji kwestia wypłaty zadośćuczynienia nie jest, przynajmniej dla ubezpieczycieli, taka oczywista. Często wydając decyzję zakład ubezpieczeń odmawia wypłaty zadośćuczynienia, lub te proponuje w rażąco niskiej kwocie, takiej osobie wskazując, iż nie zaistniał w jej przypadku trwały uszczerbek na zdrowiu.

O ile faktycznie z tą konstatacją ubezpieczyciela należy się zgodzić, biegli którzy ewentualnie badaliby takiego poszkodowanego również orzekliby o zerowym uszczerbku na zdrowiu. To w żaden sposób fakt doznania szkody/krzywdy w mniejszym rozmiarze nie oznacza, iż szkody tej nie ma.

W takiej sytuacji pozostaje nam oczywiście droga sądowa. Wydaje się, iż dobrze szacując szkodę warto także zrezygnować z opinii biegłego, która raczej zagrałaby na niekorzyść poszkodowanego i zdać się na osąd sędziego rozpoznającego sprawę. W Kancelarii tego typu spraw, czyli klient poobijany z sińcami i ustępującymi bólami, prowadziliśmy co najmniej kilkanaście. Wychodząc z roszczeniem od dwóch do kilkunastu tysięcy złotych- w zależności od stanu faktycznego.

Co ciekawe większość tych spraw kończyła się ugodą. Dla zakładu ubezpieczeń sprawa o 2-3 tysiące złotych nie jest warta zaangażowania całego batalionu prawników i ponoszenia dalej idących kosztów.

Tak więc w zasadzie nie ma żadnych ograniczeń w intensywności uszczerbku na zdrowiu, które mogłyby stanowić przeszkodę dla dochodzonego roszczenia.

autor: Bartosz Kowalak radca prawny w Kancelarii adwokacko radcowskiej Kacprzak Kowalak sp.p. w Poznaniu: http://kacprzak.pl/odszkodowania

 

Przyczynienie a odmowa poddania się zabiegowi operacyjnemu

Ivan_Vavpotič_-_Dr._Šlajmer_v_Leonišču (1)
Ivan Vavpotic Domena Publiczna

Instytucją Kodeksu cywilnego często wykorzystywaną w bojach dotyczących wysokości zadośćuczynienia jest przyczynienie- normowane w art 362 Kodeksu cywilnego.

Dla przypomnienia: Art. 362 Jeżeli poszkodowany przyczynił się do powstania lub zwiększenia szkody, obowiązek jej naprawienia ulega odpowiedniemu zmniejszeniu stosownie do okoliczności, a zwłaszcza do stopnia winy obu stron.

Przepis i wynikająca z niego norma wydaje się dość prosta, natomiast jego zastosowanie czasami się komplikuje.
W przypadku szkód osobowych, a więc wówczas gdy doszło do uszczerbku na zdrowiu czy rozstroju zdrowia problematycznym jest często podnoszony zarzut związany z niepodjęciem środków zaradczych w celu zapobiegania skutkom wypadku w postaci zaniechania podjęcia leczenia lub jego niekontynuowania- gdy jest to zalecane. Wydaje się raczej oczywistym, iż w takiej sytuacji tak podnoszony zarzut przyczynienia się może okazać się skuteczny. Oczywiście o ile ubezpieczyciel wykaże, iż gdyby poszkodowany do lekarza zgłosił się, czy przeszedł np. turnus rehabilitacyjny, to doznany przez niego uszczerbek na zdrowi, czy ogólnie pojęta krzywda byłaby mniejszy. Co z praktyki wcale nie jest takie oczywiste.

Z reguły pacjenci odpuszczają sobie leczenie w sytuacji, gdy raczej nie wiele ono wnosi, np. brak poprawy po rocznym leczeniu psychiatrycznym, czy wizytach u psychologa. Trudno zatem po pierwsze udowodnić pacjentowi zła wolę, a po drugie, iż w wyniku tych działań jego krzywda zwiększyła się. Niemniej jednak teoretycznie można sobie taką sytuację – skutkującą zmniejszeniem sumy orzekanej w wyroku wyobrazić.

Trochę bardziej skomplikowana sprawa jest w przypadku zabiegów, które z jednej strony mogą dać radykalną poprawę zdrowia i zmniejszenie uszczerbku na tymże zdrowiu, ale z drugiej wiążą się dla poszkodowanego pacjenta z istotnymi ryzykami medycznymi.

Mowa tu oczywiście o zabiegach operacyjnych.

Poglądów w tym zakresie jak i różnych orzeczeń jest mnóstwo. Niemniej jednak wydaje się, iż
najczęściej akceptowanym w orzecznictwie sądów jest pogląd, iż jeżeli operacja jest skomplikowana i wiąże się z pewnym ryzykiem, poszkodowany ma prawo mieć obawy o jej skutek. Jeśli jednak jest to prosty zabieg i daje zawsze rezultat pozytywny, ocena pasywnej postawy poszkodowanego może być inna (wyrok z dnia 11.01.1978 r III PR 183/77, OSPiKA 1979, nr 1, poz.17).

W skrócie nie można uznać aby odmawiając poddania się jakiejkolwiek operacji związanej z ryzykiem na zdrowiu poszkodowany do zwiększenia się szkody przyczyniłby się. Jeżeli natomiast byłaby to operacja o praktycznie zerowym ryzyku, bez znieczulenia ogólnego, to ewentualną odmowę można by poddać pod osąd pod kątem treści art. 362 K.c.

Z moich obserwacji mogę jedynie dodać, iż nigdy nie zdarzyło mi się aby Sąd zmniejszył zadośćuczynienie z uwagi na nie poddanie się zabiegowi operacyjnemu. Jednakże sytuacje, gdy zarzut taki był podnoszony były dość rzadkie i dotyczyły zabiegów, które już na pierwszy rzut oka niosły ryzyko- jak np. zabieg na kręgosłupie.

Odszkodowanie za koszty opieki nad osobą bliską

Paris_Duty_who_works_for_the_Pocahontas_Corporation_at_the_Amonate_Mine,_received_a_broken_leg_in_mine_coal_car..._-_NARA_-_541091
Zdjęcie: Russell Lee [Public domain], Wikimedia Commons

Do dzisiejszego wpisu zainspirowało mnie orzeczenie Sądu Rejonowego w Poznaniu, od którego zmuszeni byliśmy wnieść apelacje.

Trochę zaskoczony byłem rozstrzygnięciem Sądu, który odmówił przyznania odszkodowania za koszty opieki nad osobą poszkodowaną w wypadku, która to opieka sprawowana była przez osobę bliską. W zasadzie do tej pory nie mieliśmy problemu z uznawaniem tego typu roszczeń, zwłaszcza przez macierzysty dla Kancelarii Sąd w Poznaniu.

Tak więc jak to jest z zasadnością tego roszczenia.

Sąd I instancji w zakresie w jakim powództwo zostało oddalone ustalił, że w okresie po opuszczeniu przez powoda Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego „powód nadal był zależny od pomocy osób trzecich. W okresie tym, powód miał zabezpieczony kręgosłup w odcinku szyjnym kołnierzem ortopedyczny, nie był
w stanie samodzielnie się poruszać, wymagał pomocy przy załatwianiu potrzeb fizjologicznych (przebywał w pampersach), toalety ciała. Niezbędną opiekę w tym okresie zapewniała żona,
w mniejszym zakresie syn oraz szwagier. Praktycznie aż do 30.04.2011 r. powód wymagał opieki
w wymiarze 8 godzin na dobę. W kolejnym okresie, po powrocie ze szpitala w wyniku przebytej kolejnej operacji, stan powoda ulegał stopniowej poprawie. Powód rozpoczął siadanie, wstawanie oraz chodzenie przy pomocy chodzika. Przy czynnościach tych wymagał asysty. W tym czasie nadal wymagał opieki i ta była świadczona ze strony najbliższych w wymiarze ok. 4 godzin dziennie. Opieki w tym wymiarze powód wymagał aż do 30.06.2014 r. (…) Rynkowa wartość 1 godziny świadczonej opieki kształtuje się na poziomie ok. 10 zł.” (z uzasadnienia wyroku).

W tak przyjętym stanie faktycznym, Sąd oddalił żądanie powoda zasądzenia kwoty 42.000 zł tytułem zwrotu kosztów sprawowanej nad nim opieki w okresie od września 2010 r. do listopada 2013 r. uznając je za nieusprawiedliwione. W ocenie Sądu I instancji „powód nie wykazał bowiem, aby koszty te w zakresie dochodzonym pozwem poniósł lub był zobowiązany do ich poniesienia. Nie wykazał roszczenia co do wysokości. Sąd stoi na stanowisku, że przepis art. 444 § 1 k.c. obejmuje koszty rzeczywiście poniesione a nie jedynie takie, które mogłyby zostać potencjalnie poniesione przez powoda. (…) Powód w zakresie koniecznej pomocy osób trzecich korzystał z pomocy osób najbliższych (żony, syna i sporadycznie szwagra). Nie wynika z przytaczanych okoliczności, by osoby, które sprawowały opiekę utraciły w związku z tym jakikolwiek zarobek.”

Jednym z argumentów, którym posługuje się Sąd Rejonowy w Poznaniu jest taki, że „nie wynika
z przytaczanych okoliczności, by osoby, które sprawowały opiekę utraciły w związku z tym jakikolwiek zarobek.” i na poparcie swojego stanowiska przytacza dwa wyroki Sądu Najwyższego. Wskazać należy, że oba wyroki zapadły w odmiennym stanie faktycznym od występującego w niniejszej sprawie.

Teza wyroku Sądu Najwyższego z dnia 15.02.2007 r., sygn. akt II CSK 474/06 (opubl. Legalins nr 185375) jest następująca: „Jeżeli osoba, która uległa wypadkowi nie wymaga stałej, kilkugodzinnej lub wielogodzinnej, codziennej opieki sprawowanej przez jego żonę, a ze względu na stan jego zdrowia, celowe było zapewnienie mu opieki osoby trzeciej, to należy uznać, że nie zachodziła konieczność sprawowania tej opieki jedynie osobiście przez żonę. W takiej sytuacji sąd może zasądzić koszty leczenia obejmujące wynagrodzenie przysługujące osobie mającej stosowne kwalifikacje do opieki nad chorymi w okresie, w którym opieka taka nad powodem była niezbędna i w którym podjęła się jej żona poszkodowanego.”

Z uzasadnienia: „Naruszenie art. 444 § 1 KC skarżący dostrzegał w jego niewłaściwym zastosowaniu przez przyjęcie przez Sąd Apelacyjny tego, że jeżeli względy terapii wymagają osobistej opieki małżonka nad osobą poszkodowaną, to koszty tej opieki obejmują wynagrodzenie wykwalifikowanej pielęgniarki, a nie utratę rzeczywistego dochodu małżonka w razie rezygnacji z pracy lub z prowadzenia działalności gospodarczej. Dla uzasadnienia tego zarzutu kasacyjnego skarżący powołuje się na wyrok Sądu Najwyższego z dnia 4 października 1973 r., II CR 365/73 (OSNC 1974, z. 9, poz. 147).

We wspomnianym orzeczeniu przesądzono przynajmniej dwa zagadnienia prawne. Po pierwsze stwierdzono, że korzystanie z pomocy innej osoby i związane z tym koszty stanowią koszty leczenia w rozumieniu art. 444 § 1 KC. Legitymacja czynna w zakresie żądania zwrotu tych kosztów przysługuje poszkodowanemu niezależnie od tego, kto sprawuje opiekę nad nim (osoba bliska, np. żona lub osoba inna). Po drugie, wyjaśniono także to, od czego zależy ewentualny rozmiar roszczenia przysługującego poszkodowanemu, jeżeli konieczna jest mu pomoc innej osoby (wysokość dochodu utraconego przez żonę rezygnującą z pracy lub działalności gospodarczej, a gdy opieka może być wykonywana przez osobę trzecią – wysokość odszkodowania z tytułu utraty zarobków przez żonę nie może przekraczać wynagrodzenia osoby mającej odpowiednie kwalifikacje do wykonywania takiej opieki).”

Nie oznacza to wszakże jak wskazuje Sąd Rejonowy Poznań – Grunwald i Jeżyce
w Poznaniu, że powód był zobowiązany do udowodnienia, że jego żona utraciła zarobek w związku ze sprawowaną nad nim opieką, a jedynie tyle, że gdyby rzeczywiście zrezygnowała ona z pracy celem sprawowania opieki nad powodem, to wysokość należnego powodowi odszkodowania ograniczałaby się do kwoty wynagrodzenia osoby zawodowo trudniącej się opieką nad osobami, które takiej opieki wymagają.

Sąd I instancji oddalając powództwo w zaskarżonej części, de facto obciążył osoby sprawujące opiekę nad powodem, głównie jego żonę, a nie pozwanego ubezpieczającego sprawę wypadku z udziałem powoda, wymagając aby przedstawiła, że w związku ze sprawowaniem opieki nad powodem utraciła zarobki. Podkreślenia wymaga, że nie było i nie jest obowiązkiem żony powoda sprawowanie opieki nad powodem. Gdyby nie wypadek, za który odpowiedzialność ponosi pozwana spółka i jego konsekwencje w życiu powoda, żona powoda czas, który przeznaczyła i nadal przeznacza na opiekę nad powodem mogłaby przeznaczyć w inny sposób.

Dlatego też zdaniem niżej podpisanego stanowisko prezentowane przez Sąd Rejonowy Poznań – Grunwald i Jeżyce w Poznaniu jest całkowicie niezgodnie z ugruntowanym poglądem doktryny i judykatury.

Zgodnie z poglądami doktryny „jeżeli opieka nad poszkodowanym sprawowana jest przez jego bliskich, roszczenie o zwrot wynikających z niej kosztów zasadne jest nawet wtedy, gdy poszkodowany nie jest w stanie wykazać tychże kosztów” (por. D. Bentkowska „Roszczenia osobowe przysługujące poszkodowanym w wypadkach drogowych oraz osobom uprawnionym” Prawo Asekuracyjne 1/2003, str. 19.). „Jako najbardziej typowe składniki szkody majątkowej podlegające naprawieniu na podstawie art. 444§ 1 k.c. wymienia się wydatki i koszty opieki leczniczej, pielęgniarskiej i rehabilitacyjnej (…) We wszystkich opisanych przypadkach idzie bądź o koszty i wydatki rzeczywiście poniesione bądź też – gdy poszkodowany żąda wyłożenia z góry stosownej kwoty przez osobę zobowiązaną do naprawienia szkody – koszty, z jakimi należy się liczyć przy uwzględnieniu zasad funkcjonowania polskiego systemu opieki zdrowotnej oraz reguł doświadczenia życiowego.”  (por. A. Śmieja (w:) System prawa prywatnego, t. 6, s. 683).

Również w orzecznictwie sądów powszechnych, w tym Sądu Najwyższego, dominuje pogląd, że poszkodowany nie jest zobowiązany do udowodnienia poniesionych wydatków na koszty leczenia, w tym utraconych zarobków przez osoby sprawujące nad nim opiekę i może dochodzić roszczenia również wtedy gdy opiekę sprawują nad nim osoby najbliższe.

W wyroku z dnia 24.10.2012 r., sygn. akt I ACa 456/12 (opubl. Portal Orzeczeń Sądów Powszechnych) Sąd Apelacyjny w Lublinie : „Zasadny jest zarzut naruszenia art. 444 § 1 k.c. w zakresie w jakim sąd pierwszej instancji stosował go do rozpoznania odszkodowania obejmującego koszty opieki i pomocy osób trzecich. W myśl tego przepisu odszkodowanie obejmuje wszelkie koszty wynikłe z uszkodzenia ciała lub wywołania rozstroju zdrowia. W rachubę wchodzą koszty leczenia w szerokim tego słowa znaczeniu (pobyt w szpitalu, konsultacje lekarskie, dodatkowa pomoc pielęgniarska, wydatki na lekarstwa, koszty związane z transportem poszkodowanego po wypadku do domu, do szpitala, na zabieg, koszty odpowiedniego odżywiania się, wydatki związane z opieką i pielęgnacją po wyjściu ze szpitala itp.). W świetle dowodu z opinii biegłego ortopedy nie może budzić wątpliwości fakt, iż wypadek, któremu uległa powódka spowodował, iż w trakcie leczenia nie była ona w stanie samodzielnie funkcjonować i w ciągu pierwszych tygodni wymagała stałej opieki ze strony osób trzecich, zaś w trakcie kolejnych 6 miesięcy wymagała pomocy w wymiarze do 8 godzin dziennie. Wprawdzie opiekę nad powódką sprawowali członkowie rodziny, ale przyznanie odszkodowania z tego tytułu nie jest uzależnione od wykazania, że poszkodowany efektywnie wydał odpowiednie kwoty na koszty opieki. Fakt, iż opiekę nad poszkodowaną sprawowały bliskie jej osoby nie pozbawia powódki prawa do żądania odszkodowania w zakresie kosztów, które musiałaby ponieść z tego tytułu. Zgodnie z utrwalonym orzecznictwem, poszkodowany nie jest bowiem zobowiązany do udowodnienia poniesionych w tym zakresie wydatków i może dochodzić roszczenia także wówczas, jeżeli opiekę nad nim sprawują osoby najbliższe (por. wyroki Sądu Najwyższego z dnia 26 lipca 1977 r. I CR 143/77, LEX 7971; z dnia 04 marca 1969 r. I PR 28/69, LEX 12179; z dnia 11 marca 1976 r. IV CR 50/76, LEX 2015). Biorąc pod uwagę powyższe, uznać należy, iż Sąd Okręgowy błędnie uznał, że roszczenie powódki o zwrot kosztów opieki osób trzecich w okresie leczenia i rehabilitacji po wypadku nie zasługuje na uwzględnienie z tego względu, iż członkowie rodziny sprawowali opiekę nieodpłatnie, a powódka z tego tytułu nie poniosła żadnych kosztów.”

Zgodnie z wyrokiem Sądu Apelacyjnego w Łodzi z dnia 23.05.2014 r., sygn. akt I ACa 1508/13 (opubl. Legalis nr 1024039): „Prawo poszkodowanego (także w wypadku przy pracy) do uzyskania ekwiwalentu z tytułu zwiększonych potrzeb, polegających na konieczności korzystania z opieki osoby trzeciej nie jest uzależnione od wykazania, że opieka ta była świadczona za wynagrodzeniem.”

Konsekwencje jazdy po pijaku- czyli o regresie nietypowym.

Zdeněk Sviták
Autor: Ditri (Praca własna) [CC BY-SA 3.0

Święta się skończyły, a w podsumowaniu media podają ile osób tym razem straciło życie w wypadkach samochodowych, ilu zostało poszkodowanych, a wreszcie że liczba osób jadących na podwójnym gazie przekroczyła grubo tysiąc.

W zasadzie każdy użytkownik dróg w naszym kraju wie, iż prowadząc pojazd w stanie po spożyciu, czy też użyciu alkoholu ponosi on odpowiedzialność karną, czy też wykroczeniową za tego typu występek, czy też wybryk.

Jak widać sama sankcja karna i perspektywa utraty prawa jazdy, zawiasów, czy nie rzadko także konieczności spędzenia części swego życia na koszt wymiaru sprawiedliwości nie stanowi wystarczającego czynnika odstraszającego dla osób, które prowadzenie pojazdu łączą z promilami w krwi.

Tak sobie myślę, iż pewnie dużo w tym myślenia, iż i tak mnie nie złapią, a jak mnie złapią to co najwyżej dostanę zawiasy i wtedy dopiero będę grzeczny.

Natomiast mało kto wie o innej często daleko dalej idącej konsekwencji jazdy po pijaku, a które to skutki mogą być dla kierowcy z ułańską fantazją daleko bardziej niekorzystne niż konieczność zapłacenia grzywny, czy też dwa lata w zawiasach na pięć.

Mowa tutaj o tak zwanym regresie nietypowym, instrumencie który nakłada na sprawcę wypadku, kolizji drogowej obowiązek zwrotu wszystkich kwot odszkodowań, zadośćuczynień, które ubezpieczający go ubezpieczyciel zapłacił osobom poszkodowanym w wypadku spowodowanym przez pijanego kierowcę.

Jak nie trudno sobie wyobrazić skutki uszkodzenia drugiego auta mogą sięgać od kilku do kilkudziesięciu, rzadziej więcej tysięcy – co już może być ogromną kwotą do zapłaty. Tymczasem konsekwencje finansowe mogą iść jeszcze dalej. W przypadku, gdy osoba kierująca pojazd po pijaku doprowadzi do śmierci innej osoby, suma roszczeń z którymi z tytułu zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej, czy jednorazowego odszkodowania z tytułu utraty osoby najbliższej może sięgać kilkuset i więcej tysięcy złotych.

Tak więc sprawca takiego wypadku nie dość, iż na czas pewien trafi za kratki, to jednocześnie konsekwencją dla jego osoby jest praktycznie całkowite bankructwo. Raczej niewielu z nas byłoby w stanie podołać roszczeniu na kwotę dajmy na to pół miliona złotych.

Tak wiec podsumowując ten wątek można się zastanowić, dlaczego stratedzy czy to w ministerstwie odpowiedzialnym za bezpieczeństwo na drodze, czy w ubezpieczalniach nie wykorzystują tej informacji w swoich kampaniach reklamowych zniechęcających do nie chwytania za kluczyki, gdy chwile wcześniej chwytało się za kieliszek. Wydaje mi się, iż perspektywa stracisz wszystko co masz i posiedzisz jest znacznie bardziej przekonywająca niż zapłacisz kilka tysięcy nawiązki i wyjdziesz po roku.