Czy można od ubezpieczyciela żądać zwrotu kosztów prawnika mimo, iż sprawa nie trafiła do Sądu?

Polskie prawo co do zasady przyjmuje, iż osobie dochodzącej roszczenia, np. zadośćuczynienia za uszczerbek na zdrowiu przysługuje w razie wygrania sporu zwrot kosztów adwokata czy radcy prawnego, który reprezentował stronę w toku procesu.

Często jednakże poszkodowany korzysta z pomocy adwokata na etapie postępowania przedsądowego. Pełnomocnik zgłasza roszczenie i reprezentuje poszkodowanego w toku negocjacji.

Zdarza się, iż ubezpieczyciel uznaje roszczenie i wypłaca odszkodowanie lub zadośćuczynienie w kwocie, która w zasadzie kończy sprawę.

W sposób oczywisty za taką pomoc adwokata, radcy prawnego poszkodowany musiał zapłacić, czy jednak może domagać się zwrotu tak wydatkowanych kwot od ubezpieczyciela?

Prościej jest np. w Niemczech, gdzie przepisy prawa wprost regulują zwrot takich kosztów, mimo braku angażowania sądu.

W Polsce jest to kwestia, która dopiero niedawno zyskała zielone światło w orzecznictwie Sądowym. Jednakże odzyskanie kosztów usługi prawniczej wiąże się niestety z dość żmudnym procesem.

Pozwolę sobie tę sprawę omówić na przykładzie sprawy, która prowadziłem. Sprawa dotyczyła odpowiedzialności radcy prawnego za błąd w sztuce prawniczej. Błąd był dość oczywisty- pełnomocnik spóźnił się z pozwem przez co przedawniła się część roszczeń. PZU w zasadzie uznało od razu szkodę i wypłaciło odszkodowanie.

Jednakże Klient za moją namową zdecydował się dochodzić zwrotu kosztów faktury, którą za usługę mu wystawiłem.

PZU, które otrzymało roszczenie najpierw zażądało litania wyjaśnień:

a to dlaczego korzystanie z zawodowego pełnomocnika było uzasadnione i konieczne

a to do przedstawiania odpowiednich dowodów

a to do uzasadnienia wysokości wynagrodzenia pełnomocnika.

No cóż nie pozostało nic innego jak wskazanie, iż korzystanie z pomocy radcy prawnego było konieczne w celu oceny działania ubezpieczonego w kontekście zasad profesjonalizmu obowiązujących zawodowych pełnomocników oraz w celu oszacowania rozmiaru szkody, którą poniósł powód na skutek naruszenia tychże zasad przez ubezpieczonego.

Mimo tego PZU odmówiło zwrotu kosztów.

Sąd po wniesieniu powództwa nie miał jednak większych wątpliwości wskazując, iż: wydatki poniesione przez powoda na obsługę prawną na etapie postępowania likwidacyjnego stanowią jego szkodę pozostającą w adekwatnym związku przyczynowym ze zdarzeniem rodzącym odpowiedzialność odszkodowawczą pozwanego. Powołał się przy tym na  wyrok Sądu Najwyższego w uchwale z 13 marca 2012 r. w sprawie III CZP 75/11:

Uzasadnione i konieczne koszty pomocy świadczonej przez osobę mającą niezbędne kwalifikacje zawodowe, poniesione przez poszkodowanego w postępowaniu przedsądowym prowadzonym przez ubezpieczyciela, mogą w okolicznościach konkretnej sprawy stanowić szkodę majątkową podlegającą naprawieniu w ramach obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej posiadaczy pojazdów mechanicznych.

W uzasadnieniu cytowanej uchwały Sąd Najwyższy wskazał także m. in. iż refundacji w ramach wypłaconego odszkodowania OC podlegać mogą także wydatki związane z „skorzystaniem z porady prawnej w celu sformułowania roszczenia i określenia odpowiednich dowodów”.

Tak więc warto się zastanowić, czy nie dałoby rady w danej konkretnej sprawie odzyskać od ubezpieczyciela także koszty pomocy adwokata lub radcy prawnego.

Reklamy

Ile kosztuje wypadek komunikacyjny?

Prowadząc sprawę związaną z wypadkiem drogowym, czy to o zapłatę odszkodowania za uszkodzone auto, czy o zapłatę zadośćuczynienia dla osoby poszkodowanej w zdarzeniu drogowym w zasadzie koncentrujemy swoją uwagę na wysokości kwot należnych osobom poszkodowanym od ubezpieczycieli. Umyka przy tym wiedza, iż koszt kolizji nie ogranicza się tylko do szkód w samochodzie, a koszty wypadków Polsce stanowią wręcz procent PKB.

Warto w tym zakresie zapoznać się z corocznie publikowanym raportem Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego.

W bieżącym roku Rada opublikowała raport obejmujący badanie roku 2014 r.

I tak, w tym roku koszty wszystkich zdarzeń drogowych w Polsce oszacowano na poziomie 48,6 mld złotych!

Na kwotę tę składają się koszty wypadków drogowych w kwocie 34,8 mld złotych i koszty kolizji drogowych na sumę 13,8 mld złotych.

Co ciekawe łączne koszty wypadków i kolizji drogowych w 2014 roku stanowiły aż 2,81% PKB kraju. Jest to wręcz suma ogromna. Raport wskazuje, iż: „Wielkość i struktura kosztów zdarzeń drogowych zależą wprost od skutków tych zdarzeń, które są zróżnicowane z uwagi na czas ich trwania i rodzaj: od najpoważniejszych, takich jak śmierć człowieka, przez długofalowe, jak np. trwałe kalectwo, kończąc na najbardziej trywialnych jak drobne uszkodzenie pojazdu. W 2014 roku koszty wypadków w Polsce stanowiły 72% całkowitych kosztów zdarzeń drogowych, a koszty kolizji drogowych wyniosły pozostałe 28% ogółu kosztów. Największy udział w strukturze kosztów miały koszty ciężko rannych (77%), zaraz za tym koszty ofiar śmiertelnych (18%), następnie koszty lekko rannych (3%) i straty materialne z tytułu kolizji (2%).”

Rada przewiduje, że straty za rok 2015 roku przekroczą 50 mld zł. i to mimo iż liczba wypadków drogowych na polskich drogach maleje. Jednakże często wypadki są coraz poważniejsze a i kwoty zwłaszcza zadośćuczynień są coraz wyższe.

I tak przekładając te liczby na konkrety, to kolizja drogowa w Polsce to koszt około 4o tys. zł. Znacznie więcej jednak kosztuje ofiara śmiertelna, gdzie jeden zgon na polskich drogach szacowany jest na 2 mln zł. Więcej może kosztować jedynie osoba ciężko ranna, gdzie straty z tego tytułu wynoszą ponad 2 mln zł.

Wskazać należy, iż poza odszkodowaniem, zadośćuczynieniem w skład łącznego kosztu wypadków wchodzą m.in. pieniądze na leczenie i rehabilitację rannych , pogrzeby zabitych, wydatki na pracę służb ratowniczych, koszty postępowań karnych czy straty firm.

Niniejszy wpis ma charakter wpisu gościnnego z bloga: www.prawokierowcy.pl

Stałe kwoty zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej- nowy pomysł KNF

W tym tygodniu ukazała się na łamach prasy informacja, iż Komisja Nadzoru Finansowego pracuje nad wytycznymi ujednolicającymi zasady (czytaj wysokość) przyznawania zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej w wypadku samochodowym z OC sprawcy.

Pytanie jakie się tu pojawia, czy to dobry pomysł?

Osobiście uważam, iż tak- mimo iz jako prawnik- radca prawny należę do grupy, która w wyniku wprowadzenia takiej regulacji może sporo stracić. Ale po kolei.

Zadośćuczynienie za śmierć – jak jest dziś?

W chwili obecnej, a dokładnie od 2008 r. do polskiego Kodeksu cywilnego wprowadzono uprawnienie osób bliskich wobec śmiertelnej ofiary wypadku drogowego do domagania się zadośćuczynienia za krzywdę jaką ta osoba doznała w wyniku śmierci ojca, matki, męża dziecka.

Do tej pory osoby takie, tak jak w wielu innych krajach europejskich, nie miały takiej możliwości.

Kwoty, które przyznają sądy osobom poszkodowanym w skali całego kraju różnią się zasadniczo w zależności od apelacji, w której dany wyrok zapada. Ewenementem jest tu apelacja rzeszowska, gdzie często osoby poszkodowane otrzymują zadośćuczynienia sięgające nawet 250 tyś złotych. Zupełnie inaczej jest w innych regionach kraju, chociażby w Poznaniu zdarzyło mi się widzieć wyroki Sądu Apelacyjnego, który za śmierć ojca przyznał 15 tyś złotych.

Z czego wynikają rozbieżności w kwotach zadośćuczynienia?

Problem jaki pojawia się przy ustaleniu wysokości należnego zadośćuczynienia sprowadza się do faktu, iż w zasadzie sędzia wydający wyrok kwoty te musi niejako wziąć z przysłowiowego „kapelusza”. Całkowitym truizmem jest stwierdzenie, iż w zasadzie żadna kwota przyznana od ubezpieczyciela przez Sąd nie pozwoli na zrekompensowanie doznanej krzywdy w postaci utraty najbliższego. Siłą rzeczy więc sędziowie poruszają się tu trochę po omacku. Nie ma bowiem żadnego uzasadnienia dla uznania, iż akurat kwota 10 tyś jest bardziej odpowiednia od kwoty 100 tyś.

Tym samym uważam, iż przyjęcie modelu takiego jak ma to miejsce chociażby w Czechach, czy Hiszpanii, gdzie bodajże w Czechach kwoty te są konkretnie wskazane w czeskim kodeksie cywilnym, w Hiszpanii kwestie te regulują rozporządzeniem jest moim zdaniem równie uprawnione jak obecny model polski.

Plusem takiego rozwiązania, tj. ustalenie odgórnie konkretnej kwoty za konkretne zdarzenie, np.: 50 tyś za śmierć męża, 10 tyś za śmierć barta itd., było po pierwsze praktycznie wycofanie kilku tysięcy spraw z sądów, co przy korkach w polskim sądownictwie byłoby pożądane. Po drugie instrument taki byłby bardziej zrozumiały dla obywateli, tak jak np. świadczenie – jednorazowe odszkodowanie przyznawane z ZUS-u. Tym samym obywatele mieliby większą świadomość prawną co do swoich możliwości.

Minusem ( albo plusem) byłby mniejsze zyski Kancelarii odszkodowawczych czy prawników, do których nie musieliby się zgłaszać zagubieni w gąszczu przepisów poszkodowani. Nie da się ukryć, iż w chwili obecnej dochodzenie roszczeń o zadośćuczynienie za śmierć osoby bliskiej jest kołem zamachowym 3 tys podmiotów prowadzących tzw. biznes w postaci prowadzenia Kancelarii odszkodowawczej.

A co Państwo sądzicie o tym pomyśle?

Czy odszkodowanie za uszkodzenie rzeczy obejmuje także wartość sentymentalną?

Napisałem do mnie Czytelnik z zapytaniem, czy zakład ubezpieczeń powinien uwzględnić w wyliczeniu odszkodowania za zniszczoną rzecz fakt jej pewnej wartości sentymentalnej. W tej konkretnej sprawie doszło do uszkodzenia pojazdu, weterana szos będącego już od dobrych 30 lat w rodzinie?

No cóż co do zasady niestety nie.

Kodeks cywilny w art. 361 wskazuje, iż:

§ 1. Zobowiązany do odszkodowania ponosi odpowiedzialność tylko za normalne następstwa działania lub zaniechania, z którego szkoda wynikła.

§ 2. W powyższych granicach, w braku odmiennego przepisu ustawy lub postanowienia umowy, naprawienie szkody obejmuje straty, które poszkodowany poniósł, oraz korzyści, które mógłby osiągnąć, gdyby mu szkody nie wyrządzono.

Trudno uznać, iż normalnym związkiem przyczynowo skutkowym w przypadku zniszczenia rzeczy jest także powstanie szkody w sferze uczuciowej jej właściciela i to powodującej naruszenie dóbr osobistych tej osoby. Gdyby tak było, to Sądy pełne byłyby powodów wykazujących swoje przywiązanie i miłość do wazonów, książek i zderzaków samochodowych.

Podobne stanowisko można znaleźć chociażby w Wyroku

Sądu Okręgowego w Słupsku – IV Wydział Cywilny Odwoławczy

z dnia 24 stycznia 2014 r., sprawa o sygn. Akt: IV Ca 1/14, w którym to wyroku Sąd stwierdził, iż:

„Szkodą jest powstała wbrew woli poszkodowanego różnica między obecnym stanem majątkowym a tym, który zaistniałby, gdyby nie nastąpiło zdarzenie tę różnicę wywołujące. Ustalając wysokość szkody sąd nie bierze pod uwagę wartości sentymentalnej, ale wartość rynkową utraconego przedmiotu. Dla wartości rynkowej bez znaczenia pozostaje, czy sporna rzecz stanowiła pamiątkę rodzinną.

Nadmienić jednak należy, iż w tym konkretnym przypadku co prawda trudno mówić o odpowiedzialności za naruszenie dóbr osobistych właściciela auta, ale trzeba mieć baczenie na to, iż pojazd zabytkowy podlega trochę innym regulacjom jak pojazd normalnie użytkowany. Trudno uznać np. dopuszczalność zastosowania popularnych programów wyliczających wysokość szkody jak Eurotax, czy Audatex. Tak więc odszkodowanie za tak zniszczone auto musi uwzględniać specyfikę zabytkowości tego auta.

Czy uszkodzenie pojazdu z uwagi na niedomknięcie drzwi można kwalifikować jako rażące niedbalstwo uzasadniające odmowę wypłaty odszkodowania?

Taka sytuacja faktyczna z praktyki mojej Kancelarii: Klientka zapinając fotela samochodowy dziecka nie domknęła drzwi pasażera. Następnie cofając autem uderzyła otwartymi drzwiami o słupek ogrodzenia. W wyniku uderzenia doszło do wgniecenia drzwi i uszkodzenia lakieru. Szkoda wyceniona na około 8 tyś złotych i zgłoszona ubezpieczycielowi.

Ten natomiast wydaną decyzją odmówił wypłaty odszkodowania z ubezpieczenia autocasco mojej mandantki. Decyzja odmowna została uzasadniona lakonicznie, że szkoda powstała umyślnie lub wskutek rażącego niedbalstwa w związku ruchem pojazdu, w którym nie zamknięto drzwi.

Faktycznie art. 827 Kodeksu cywilnego daje takie uprawnienie:

§ 1. Ubezpieczyciel jest wolny od odpowiedzialności, jeżeli ubezpieczający wyrządził szkodę umyślnie; w razie rażącego niedbalstwa odszkodowanie nie należy się, chyba że umowa lub ogólne warunki ubezpieczenia stanowią inaczej lub zapłata odszkodowania odpowiada w danych okolicznościach względom słuszności.

Czy zatem każda nieuwaga i zwykłe gapiostwo można kwalifikować jako mające charakter rażącego niedbalstwa, a w konsekwencji uprawnienia ubezpieczyciela do odmowy zapłaty odszkodowania.

Moim zdaniem w tej konkretnej sytuacji nie sposób było mówić o takim nagannym zachowaniu kierującej.

W wniesionym odwołaniu od decyzji odmownej wskazałem, iż nie zostało skonkretyzowane ani zachowanie, które miałoby być rażącym niedbalstwem ani kto miałby się dopuścić takiego zachowania. Tymczasem okoliczności powstania szkody nie tylko nie pozwalają przypisać kierowcy jakiejkolwiek formy winy, a na pewno wykluczają niedbalstwo (tym bardziej rażące niedbalstwo).

Szkoda powstała przy wjeżdżaniu pojazdem z terenu posesji. Po zapięciu dziecka w fotelu kierowca zbyt lekko zamknął drzwi od samochodu, że te pozostały niedomknięte. Nieszczęśliwie, wychylenie drzwi było na tyle znikome, że kierowca (poszkodowana) nie była w stanie tej nieprawidłowości zauważyć; tym bardziej, że była już noc i ciemno.

W tym miejscu należy przypomnieć stanowisko Sądu Najwyższego w przedmiotowej kwestii. Zgodnie z wyrokiem SN z dnia 29 stycznia 2009 r. (V CSK 291/08): Wynikające z postanowień o.w.u. AC ograniczenie odpowiedzialności ubezpieczyciela nie może być dalej idące, aniżeli przyznane mu normą imperatywną w odniesieniu do tego typu ubezpieczenia, a wynikającą z art. 827 § 2 k.c., w brzmieniu tego przepisu obowiązującym przed dniem 10 sierpnia 2007 r. Tym samym ocena rażącego niedbalstwa nie może odbiegać od tej, którą przyjmuje się w orzecznictwie. W tym samym wyroku Sąd Najwyższy wskazuje: „Rażące niedbalstwo” to coś więcej niż brak zachowania zwykłej staranności w działaniu (…). Wykładnia tego pojęcia powinna zatem uwzględniać kwalifikowaną postać braku zwykłej lub podwyższonej staranności w przewidywaniu skutków działania. Chodzi tu o takie zachowanie, które graniczy z umyślnością.

Jaśniej charakter rażącego niedbalstwa określa Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 26 stycznia 2006 r. (V CSK 90/05): Rażące niedbalstwo ubezpieczającego zachodzi tylko wtedy, gdy stopień naganności postępowania drastycznie odbiega od modelu właściwego w danych warunkach zachowania się dłużnika. Brak zaś stwierdzenia tak ujętej winy oznacza, że ubezpieczający, nawet jeśli dopuścił się określonego zaniedbania w sposób zawiniony, jest uprawniony – a zakład ubezpieczeń zobowiązany – do odszkodowania.

O tym, jak należy oceniać rażące niedbalstwo w konkretnej sprawie poucza Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 11 maja 2005 r. (III CK 522/04): By ocenić, czy dopuszczono się rażącego niedbalstwa, w pierwszej kolejności należy ustalić, czy określone zachowanie może być oceniane jako zwykłe niedbalstwo w rozumieniu art. 355 § 1 k.c. Dopiero przesądzenie tej kwestii czyni aktualnym dokonywanie oceny, czy niedbalstwo to oceniać można jako rażące.

Podsumowując twierdziłem, iż trudno w niniejszej sprawie doszukać się u poszkodowanego jakiegokolwiek przejawu drastyczności w swym zachowaniu. Na pewno takim zachowaniem nie jest niezauważenie przez nią niedomkniętych drzwi.

No cóż z naszą argumentacją ubezpieczyciel się nie zgodził i podtrzymał odmowę. Jednakże wezwany na pomoc Sąd Rejonowy w Poznaniu nie miał tu żadnych wątpliwości i należne odszkodowanie zasądził.

autor: Bartosz Kowalak radca prawny w Kancelarii adwokacko radcowskiej Kacprzak Kowalak sp.p. w Poznaniu: http://kacprzak.pl/odszkodowania

Kiedy decyzja zakładu ubezpieczeń nie wpływa na bieg przedawnienia. I gdzie można znaleźć mały haczyk

Jak pisałem w poście dotyczącym przedawnienia roszczeń w stosunku do zakładów ubezpieczeń, przedawnienie, to ulega przerwaniu w wyniku zgłoszenia roszczenia ubezpieczycielowi, a biegnie ono na nowo od momentu wydania decyzji kończącej postępowanie.

Wszystko, to stosownie do treści art 819§ 4. Kodeksu cywilnego:

Bieg przedawnienia roszczenia o świadczenie do ubezpieczyciela przerywa się także przez zgłoszenie ubezpieczycielowi tego roszczenia lub przez zgłoszenie zdarzenia objętego ubezpieczeniem. Bieg przedawnienia rozpoczyna się na nowo od dnia, w którym zgłaszający roszczenie lub zdarzenie otrzymał na piśmie oświadczenie ubezpieczyciela o przyznaniu lub odmowie świadczenia.

Czytaj dalej „Kiedy decyzja zakładu ubezpieczeń nie wpływa na bieg przedawnienia. I gdzie można znaleźć mały haczyk”

Czy zakład ubezpieczeń może wstrzymać się z wydaniem decyzji, zapłatą odszkodowania do czasu zakończenia postępowania karnego?

 

St_Georges_Hall_Court_Room
autor: Michael D Beckwith CC BY #.0

Dość powszechną sytuacją w procesie likwidacji szkód jest wstrzymanie się przez zakład ubezpieczeń z wypłatą odszkodowania z uwagi na fakt, iż przeciwko sprawcy wypadku toczy się postępowanie karne.

Ubezpieczyciel tłumaczy, iż w zasadzie dopiero Sąd może ocenić, czy sprawca wypadku rzeczywiście jest sprawcą wypadku i co za tym idzie decyzja zostanie podjęta dopiero po wydaniu wyroku i dalej jego uprawomocnieniu się.

Nie trzeba dodatkowo tłumaczyć, iż takie postępowanie potrafi trwać nawet i rok dwa. W tym czasie odszkodowania, zadośćuczynienie nie widać.

Czy zatem ubezpieczycielowi przysługuje taka kompetencja i czy należy faktycznie pokornie czekać aż tryby powolnej maszyny sprawiedliwości wymielą wyrok, który pozwoli ubezpieczycielowi na podjęcie decyzji.

Ubezpieczyciel powołuje się przy tym na art. 14 ustawy z dnia 22 maja 2003 r. o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych (Dz.U. Nr 124, poz. 1152 ze zm.), zgodnie z którym:

Art. 14

1. Zakład ubezpieczeń wypłaca odszkodowanie w terminie 30 dni licząc od dnia złożenia przez poszkodowanego lub uprawnionego zawiadomienia o szkodzie.

2. W przypadku gdyby wyjaśnienie w terminie, o którym mowa w ust. 1, okoliczności niezbędnych do ustalenia odpowiedzialności zakładu ubezpieczeń albo wysokości odszkodowania okazało się niemożliwe, odszkodowanie wypłaca się w terminie 14 dni od dnia, w którym przy zachowaniu należytej staranności wyjaśnienie tych okoliczności było możliwe, nie później jednak niż w terminie 90 dni od dnia złożenia zawiadomienia o szkodzie, chyba że ustalenie odpowiedzialności zakładu ubezpieczeń albo wysokości odszkodowania zależy od toczącego się postępowania karnego lub cywilnego. W terminie, o którym mowa w ust. 1, zakład ubezpieczeń zawiadamia na piśmie uprawnionego o przyczynach niemożności zaspokojenia jego roszczeń w całości lub w części, jak również o przypuszczalnym terminie zajęcia ostatecznego stanowiska względem roszczeń uprawnionego, a także wypłaca bezsporną część odszkodowania.

Co za tym idzie teoretycznie ubezpieczyciel ma rację, albo inaczej istnieje norma prawna, która pozwalałaby mu opóźnienie procesu likwidacji szkody.

Pamiętać jednak przy tym należy, iż zakład ubezpieczeń został obłożony także pewnym obowiązkiem, którym jest przeprowadzenie własnych ustaleń co do okoliczności powstania szkody i ustalenia sprawcy. Ubezpieczyciel nie może więc bezwolnie czekać na rozstrzygnięcie postępowania karnego, ale sam musi spróbować ustalić, czy wina sprawcy jest jednak do ustalenia.

Tak chociażby orzekł Sąd Apelacyjny w Lublinie w wyroku o sygn. Akt: I ACa 703/13 – wyrok SA Lublin z dnia 05-02-2014:

Obowiązek przeprowadzenia prawidłowego postępowania likwidacyjnego przez ubezpieczyciela w kontekście roszczenia odsetkowego uprawnionego

To na ubezpieczycielu ciąży obowiązek przeprowadzenia prawidłowego postępowania likwidacyjnego, którego celem jest nie tylko ocena zasadności roszczeń zgłaszanych przez poszkodowanego, ale również zebranie materiału umożliwiającego ocenę zakresu przedmiotowych roszczeń. Nieprawidłowości w toku postępowania likwidacyjnego nie mogą prowadzić do przerzucenia na ubezpieczonego negatywnych konsekwencji z tym związanych.”

Jak to się przekłada na praktykę?

Moim zdaniem tylko i wyłącznie w przypadku sytuacji wyjątkowych, w których trudno określić kto ponosi odpowiedzialność za dane zdarzenie drogowe, gdy są różne sprzeczne opinie biegłych w takiej sprawie można uznać za dopuszczalne wstrzymanie się z wydaniem decyzji o wypłącie odszkodowania lub zadośćuczynienia.

Dobitnie ujął to Sąd Apelacyjny w Katowicach w wyroku o sygn. Akt: I ACa 1291/13 – wyrok SA Kraków z dnia 13-12-2013:

Ratio legis art. 14 ustawy z 2003 r. o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych (t.j. Dz.U. z 2013r. poz. 392), podobnie jak i art. 817 KC, opiera się na uprawnieniu do wstrzymania wypłaty odszkodowania w sytuacjach wyjątkowych, gdy istnieją niejasności odnoszące się do samej odpowiedzialności ubezpieczyciela albo wysokości szkody. Ustanawiając krótki termin spełnienia świadczenia ustawodawca wskazał na konieczność szybkiej i efektywnej likwidacji szkody ubezpieczeniowej. Po otrzymaniu zawiadomienia o wypadku ubezpieczyciel – jako profesjonalista korzystający z wyspecjalizowanej kadry i w razie potrzeby z pomocy rzeczoznawców (art. 355 § 2 KC) – obowiązany jest do ustalenia przesłanek swojej odpowiedzialności, czyli samodzielnego i aktywnego wyjaśnienia okoliczności wypadku oraz wysokości powstałej szkody. Nie może też wyczekiwać na prawomocne rozstrzygnięcie sądu. Bierne oczekiwanie ubezpieczyciela na wynik toczącego się procesu naraża go na ryzyko popadnięcia w opóźnienie lub zwłokę w spełnieniu świadczenia odszkodowawczego.”

Tak więc jeżeli jest to sytuacja typowa, gdzie nie ma większych wątpliwości co do osoby sprawcy można iść od razu z pozwem do Sądu żądając dodatkowo zapłaty odsetek za opóźnienie.

autor: Bartosz Kowalak radca prawny w Kancelarii adwokacko radcowskiej Kacprzak Kowalak sp.p. w Poznaniu: http://kacprzak.pl/odszkodowania