6.000 zł za śmierć syna – gdy ubezpieczyciel oferuje kwotę obraźliwą

Wprowadzenie

Czasami siedzę nad decyzją ubezpieczyciela i nie wierzę własnym oczom. 6.000 zł za śmierć dorosłego syna. Sześć tysięcy złotych. Tyle, ile kosztuje dobry telewizor albo wakacje w Chorwacji.

Sprawa, o której dziś chcę napisać, to jeden z najbardziej oburzających przykładów, jakie spotkałem w mojej praktyce. Ojciec, który stracił dwóch synów w wypadku, zgłosił szkodę w 2008 roku. Ubezpieczyciel wydał decyzję… w 2015 roku. Siedem lat zwlekania. A potem zaproponował: po 6.000 zł za każdego syna. Łącznie 12.000 zł.

Za śmierć dwojga dorosłych dzieci.

Sąd Okręgowy w Poznaniu zasądził 120.000 zł – dziesięć razy więcej.

I dziś chcę wam opowiedzieć, dlaczego ubezpieczyciele tak często proponują kwoty obraźliwie niskie i jak się przed tym bronić.

Historia, która powinna oburzyć każdego

Zacznę od faktów. Suche, chłodne fakty, które najlepiej pokazują absurd całej sytuacji.

22 kwietnia 2002 r. – wypadek. Ciągnik z przyczepionym kultywatorem o niedozwolonej szerokości (5,15 m zamiast maksymalnie 3 m) porusza się drogą. Z przeciwka jedzie samochód osobowy z czterema osobami. Uderzenie w wystającą część kultywatora. Trzy osoby giną na miejscu: dwaj synowie powoda (T., 27 lat i P., 23 lata) oraz synowa w ósmym miesiącu ciąży. Powód przeżywa, próbuje wyciągać bliskich z wraku, ale jest za późno.

28 sierpnia 2008 r. – powód zgłasza szkodę ubezpieczycielowi. Minęło ponad 6 lat od wypadku. Domaga się zadośćuczynienia w kwotach po 100.000 zł za każdego syna.

14 października 2015 r. – ubezpieczyciel wydaje decyzję. Minęło 7 lat od zgłoszenia. Przyznaje: po 6.000 zł za każdego syna. Łącznie 12.000 zł.

24 marca 2016 r. – Sąd Okręgowy w Poznaniu zasądza 120.000 zł (minus już wypłacone 12.000 zł = 108.000 zł do zapłaty).

Zobaczcie tę chronologię. 13 lat od wypadku do wyroku. 7 lat zwlekania ubezpieczyciela z wydaniem decyzji. I na koniec propozycja, która jest po prostu obraźliwa.

Dlaczego 6.000 zł to kwota obraźliwa?

Pozwólcie, że zobaczę na to z kilku perspektyw.

Z perspektywy ekonomicznej: 6.000 zł w 2015 roku to około 3-4 przeciętnych pensji. Za utratę dorosłego syna, który był wsparciem dla owdowiałego ojca, który pomagał w gospodarstwie, z którym spędzało się święta i wolny czas.

Z perspektywy prawnej: Sąd Najwyższy wielokrotnie podkreślał, że zadośćuczynienie nie może być symboliczne, musi mieć „ekonomicznie odczuwalną wartość”. 6.000 zł to kwota symboliczna. To nie jest rekompensata za krzywdę – to gestowa zapłata, która ma sprawić, by poszkodowany poczuł się winny za „chciwość”, jeśli będzie domagał się więcej.

Z perspektywy ludzkiej: Ojciec stracił dwóch synów. Jeden miał 27 lat, drugi 23. Obaj byli jego oparciem po śmierci żony rok wcześniej. Ojciec był świadkiem ich śmierci, próbował ich ratować. Żyje z tym 13 lat, co tydzień odwiedza grób, przy świątecznym stole stoją puste nakrycia.

I ubezpieczyciel proponuje 12.000 zł łącznie.

Taktyka zmęczenia – jak ubezpieczyciele „załatwiają” sprawy

Z mojego doświadczenia wiem, że to nie jest przypadek. To jest świadoma taktyka.

Spójrzmy na liczby:

  • 7 lat zwlekania z wydaniem decyzji
  • Minimalna kwota (6.000 zł za syna)
  • Brak uzasadnienia, dlaczego akurat tyle

Co się dzieje w głowie poszkodowanego po 7 latach czekania?

„Minęło tyle czasu, może już powinienem to zamknąć. 12.000 zł to też jakaś kwota. Może ubezpieczyciel ma rację? Może moje oczekiwania są wygórowane? A jeśli pójdę do sądu i przegrałem – zostanę z niczym i jeszcze będę musiał zapłacić koszty procesu…”

I część osób przyjmuje taką ofertę. Bo są zmęczeni, bo chcą zamknąć ten rozdział, bo nie wierzą, że sąd przyzna więcej.

W tej sprawie powód nie dał się. I dostał 120.000 zł – dziesięciokrotność oferty ubezpieczyciela.

Statystyki, które pokazują skalę problemu

Nie mam dostępu do statystyk ubezpieczycieli, ale z mojej praktyki i rozmów z innymi prawnikami wynika niepokojący obraz:

Około 60-70% poszkodowanych przyjmuje pierwszą ofertę ubezpieczyciela w sprawach o zadośćuczynienie za śmierć bliskiego. Nie wiedzą, że mogą dostać 5x, 10x, czasem 20x więcej.

Dlaczego? Bo:

  1. Nie wiedzą, ile „powinno” im się należeć
  2. Boją się procesu sądowego
  3. Są zmęczeni czekaniem (ubezpieczyciele świadomie przedłużają postępowanie likwidacyjne)
  4. Wierzą, że „ubezpieczyciel wie lepiej”

A prawda jest taka: ubezpieczyciel proponuje tyle, ile myśli, że przyjmiecie. Nie tyle, ile się wam naprawdę należy.

Dlaczego ubezpieczyciele tak bardzo zwlekają?

Ubezpieczyciele wiedzą kilka rzeczy:

Po pierwsze: Im dłużej czeka poszkodowany, tym bardziej jest skłonny przyjąć niższą kwotę. To psychologia – po 7 latach ludzie chcą po prostu zamknąć temat.

Po drugie: Część poszkodowanych w ogóle zapomni o roszczeniu lub uzna, że „minęło tyle czasu, może już nie mogę tego dochodzić” (co oczywiście nie jest prawdą – przedawnienie wynosi 3 lata od momentu, gdy poszkodowany dowiedział się o szkodzie i osobie zobowiązanej do jej naprawienia).

Po trzecie: Zwlekanie nic nie kosztuje ubezpieczyciela. Owszem, zapłaci odsetki od daty wymagalności roszczenia, ale to stosunkowo niewielki koszt w porównaniu z oszczędnościami, jakie generuje model „minimalna oferta + maksymalne zwlekanie”.

W tej sprawie ubezpieczyciel zwlekał 7 lat. Powód przyjął sprawę do sądu. Sąd zasądził 120.000 zł plus odsetki od 15 października 2015 r. (dzień po wydaniu decyzji przez ubezpieczyciela).

Ile zaoszczędził ubezpieczyciel? Nic. Musiał zapłacić pełną kwotę plus odsetki plus koszty procesu. Ale ilu innych poszkodowanych w tym czasie przyjęło niskie oferty? Pewnie setki.

Praktyczne rady – jak nie dać się oszukać

Rada numer jeden: NIGDY nie przyjmuj pierwszej propozycji ubezpieczyciela w sprawach o zadośćuczynienie za śmierć bliskich. Nigdy.

W tej sprawie pierwsza oferta: 12.000 zł. Wyrok sądu: 120.000 zł. Różnica: 108.000 zł.

Gdyby powód przyjął ofertę, straciłby sumę równą ponad 20 przeciętnym pensjom w 2015 roku.

Rada numer dwa: Nie dajcie się przestraszyć zwlekaniem. Jeśli ubezpieczyciel nie odpowiada przez miesiące, lata – to jego problem, nie wasz. Im dłużej zwleka, tym wyższe odsetki zapłaci.

W tej sprawie powód czekał 7 lat na decyzję. Ale ostatecznie dostał pełną kwotę plus odsetki od października 2015 r.

Rada numer trzy: Skonsultujcie się z prawnikiem przed przyjęciem oferty. Dobrze – konsultacja kosztuje, ale to koszt 300-500 zł, który może uratować wam dziesiątki tysięcy złotych.

W mojej praktyce miałem przypadek, gdzie klient zgłosił się dzień przed podpisaniem ugody z ubezpieczycielem. Oferta: 15.000 zł. Po analizie sprawy wnieśliśmy pozew. Wyrok: 80.000 zł. Gdyby podpisał ugodę, straciłby 65.000 zł.

Rada numer cztery: Dokumentujcie wszystko. Jak zmieniło się wasze życie? Jakie macie dolegliwości psychiczne? Czy korzystacie z pomocy lekarza, psychiatry? Czy zmieniły się wasze relacje z innymi osobami?

W tej sprawie kluczowe były zeznania świadków, którzy opisali, jak powód się zmienił po śmierci synów – z osoby aktywnej w człowieka zamkniętego w domu. To wpłynęło na wysokość zasądzonego zadośćuczynienia.

Rada numer pięć: Jeśli zdecydujecie się na proces, nie poddawajcie się. Ubezpieczyciele liczą na to, że zmęczeni wycofacie pozew lub zaakceptujecie ugodę na niższą kwotę. Wytrwajcie.

Ile naprawdę „powinno” wam się należeć?

To pytanie, które słyszę najczęściej. I niestety – nie ma prostej odpowiedzi.

Sądy w Polsce zasądzają bardzo różne kwoty za śmierć bliskich. Widziałem wyroki od 30.000 zł do 200.000 zł za śmierć dorosłego dziecka. Wszystko zależy od okoliczności:

  • Jak silna była więź z zmarłym?
  • Jak bardzo zmieniło się życie poszkodowanego?
  • Czy są trwałe skutki psychiczne?
  • Jaki był wiek zmarłego i poszkodowanego?
  • Czy poszkodowany był świadkiem śmierci?

Ale jedno jest pewne: 6.000 zł za śmierć dorosłego syna to kwota obraźliwie niska. W żadnych okolicznościach.

W sprawie, o której piszę, sąd uznał, że odpowiednią kwotą jest 120.000 zł za utratę dwóch synów. To 60.000 zł „na syna”. Dziesięć razy więcej niż oferował ubezpieczyciel.

Refleksja na zakończenie

Ta sprawa (sygn. akt XIII C 83/16, Sąd Okręgowy w Poznaniu) to doskonały przykład, jak ubezpieczyciele traktują poszkodowanych w sprawach o zadośćuczynienie.

Ojciec zgłasza szkodę w 2008 roku. Ubezpieczyciel zwleka 7 lat. Wydaje decyzję w 2015 roku: po 6.000 zł za każdego syna. Sąd zasądza 120.000 zł – dziesięć razy więcej.

Gdyby powód przyjął ofertę ubezpieczyciela, straciłby 108.000 zł. A ile osób przyjmuje takie oferty, nie wiedząc, że mogą dostać dziesięciokrotnie więcej?

Z mojego doświadczenia wynika, że większość. Bo ludzie są zmęczeni, bo chcą zamknąć temat, bo ufają, że „ubezpieczyciel wie lepiej”.

Ale ubezpieczyciel nie wie lepiej. Ubezpieczyciel wie, ile minimalnie może zaproponować, żebyście przyjęli.

Dlatego zapamiętajcie: nigdy nie przyjmujcie pierwszej oferty w sprawach o zadośćuczynienie za śmierć bliskich. Skonsultujcie się z prawnikiem. Walczcie o swoje prawa.

Bo 6.000 zł za śmierć syna to nie jest rekompensata. To obraza.

A Wy macie doświadczenia z obraźliwie niskimi ofertami ubezpieczycieli? Przyjęliście pierwszą propozycję czy walczyliście? Piszcie w komentarzach – to temat, który wymaga głośnej dyskusji.


ŹRÓDŁA:

  • Wyrok Sądu Okręgowego w Poznaniu z dnia 24 marca 2016 r., sygn. akt XIII C 83/16
  • Kodeks cywilny, art. 448

Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawnikododszkodowan.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl

Unknown's avatar

Autor: bartoszkowalak

Nazywam się Bartosz Kowalak i jestem prawnikiem, radcą prawnym, do tego jeszcze wspólnikiem w Kowalak Jędrzejewska i Partnerzy Kancelaria Prawna w Poznaniu. Kilka informacji więcej można znaleźć na naszej stronie http://www.prawnikpoznanski.pl. W zasadzie od początku kariery zawodowej miałem i nadal mam do czynienia z sprawami związanymi z dochodzeniem odszkodowań, czy to za wypadki drogowe, czy inne zdarzenia powodujące, iż u jednej osoby z winy drugiej dochodzi do powstania szkody na osobie lub w majątku. W skrócie można by więc napisać, iż obracam się w dziedzinie, która można by dla potrzeb niniejszego bloga nazwać prawem odszkodowań. Prawem odszkodowań- a więc odpowiedzią na pytanie, kto, za co, komu i ile ma zapłacić, gdy zawinił. Temat ten w zasadzie sprawia mi satysfakcję zawodową, tak więc jest to dziedzina prawa,z która lubię się mierzyć. Dlatego też postanowiłem także poza polem działania jakim jest sądowa wokanda spróbować moich sił także poprzez to medium jakim jest niniejszy blog. Chciałbym tutaj pisać o ciekawych rzeczach, często ciekawostkach, związanych z odszkodowaniami. Podzielić się moimi przemyśleniami czy też może udzielić jakieś rady. Drugą gałęzią, której poswięcam sporo uwagi sa sprawy spadkowe: Tak poza tematem bloga zapraszam do zapoznania się z oferta prowadzenia spraw spadkowych. Tak się złożyło, iż poza odszkodowaniami jest to druga gałąź prawa, którą się zajmuję: https://prawospadkowepoznan.pl/

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z BLOG O ODSZKODOWANIACH

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej