Zwrot kosztów prywatnej opinii rzeczoznawcy nie dla każdego.

Pisałem już na tym blogu o kwestii związanej z dochodzeniem zwrotu kosztów prywatnej opinii rzeczoznawcy samochodowego zleconej w celu weryfikacji roszczeń osoby poszkodowanej.

W zasadzie sądy nie mają większych wątpliwości co do uznania zasadności tego typu roszczeń.

Aczkolwiek czasami można spotkać pewien wyjątek opisany w niniejszym wyimku uzasadnienia Sądu Rejonowego w Poznaniu:

2019-04-26_12h41_19

Pewnie w tej konkretnej sytuacji koszty te były faktycznie niezasadne, aczkolwiek zachodzą także sytuację, które również warsztat samochodowy uprawniają do skorzystania z opinii rzeczoznawcy samochodowego.

Znaczenie protokołu powypadkowego dla sprawy o odszkodowanie

Prowadzę ostatnio sprawę, w której zdarzenie będące przyczyną śmierci męża Klienta jest jednocześnie zdarzeniem będącym wypadkiem w pracy jak i przesłanka do przyjęcia odpowiedzialności zakładu ubezpieczeń.

Sprawa jest o tyle ciekawa, iż nie sposób jednoznacznie ustalić przyczyn wypadku, a ubezpieczyciel twierdzi, iż wina leży po stronie zmarłego. Co oczywiście wyłączałoby jego odpowiedzialność.

Co prawda sprawa jest jeszcze w toku, ale w tej sytuacji mam nadzieję pomocnym okaże się protokół powypadkowy sporządzony przez ustanowioną przez pracodawcę komisje wypadkową.

Otóż według ustaleń tej Komisji w protokole wpisano, iż:

– zdarzenie miało charakter wypadku przy pracy,

– stwierdzono, iż wypadek nie był zawiniony przez zmarłego,

– nie stwierdzono naruszenia przepisów bhp

Z czym takie ustalenie się wiąże, otóż moim zdaniem można twierdzić, iż protokół powypadkowy jest dokumentem urzędowym co za tym idzie należy uznać, iż stwierdzony w nim fakt jest tym dokumentem wykazany.

„Prawidłowo sporządzony protokół powypadkowy stanowi dokument urzędowy w rozumieniu przepisów Kodeksu postępowania cywilnego. Jego treść jest dowodem tego, że miały miejsce opisane w nim fakty oraz że zakwalifikowano je jako wypadek przy pracy tak orzekł Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 25 maja 1999 r., II UKN 658/98, OSNP 2000, nr 15, poz. 594.”

Tym samym to pozwany musiałby wykazać, iż przyczyna leży po stronie zmarłego. Jedynie bowiem w tej sytuacji z uwagi na związanie Sądu dokumentem urzędowym mógłby uznać, iż doszło do obalenia domniemania jego treści.

Koszt parkowania pojazdu stanowi element usługi jego naprawy.

Nie zawsze prowadząc sprawy moich Klientów zgadzam się z ich stanowiskiem, co nie oznacza iż jako pełnomocnik mogę to stanowisko pominąć.

Często zdarza się też tak, iż osoby poszkodowane w wypadkach komunikacyjnych zawyżają dochodzone przez siebie odszkodowanie. Choć pewnie skala tego problemu ma się nijak do skali zaniżania odszkodowań przez ubezpieczycieli.

W każdym razie chciałem się podzielić w niniejszym wpisie bardzo trafną uwagą sędziego zawartą w treści uzasadnienia, a która sprowadzała się do rozpatrzenia roszczenia Mojego Klienta w zakresie dochodzenia kosztu parkowania jego auta w oczekiwaniu na naprawę w warsztacie, który te naprawę przeprowadzał.

Musze powiedzieć, iż rzadko zdarzają się tak trafne i odważne słowa, które w zasadzie nie pozostawiają wątpliwości co do zasadności zgłoszonego roszczenia.

2019-04-26_12h29_39

Podsumowując o ile jeszcze koszt parkingu auta uszkodzonego w oczekiwaniu na likwidację szkody całkowitej stanowi uzasadniony koszt poszkodowanego, to faktycznie raczej trudno uznać, iż warsztat naprawy osobno kasuje za swoją usługę naprawczą i osobno za przechowywanie pojazdu.

Kiedy pojazd nie znajduje się w ruchu

Ostatnio przy jednej sprawie dotyczącej śmierci kierowcy Tira w trakcie postoju pojazdu, w wyniku pożaru ciągnika ze strony ubezpieczyciela pojawił mi się ciekawy zarzut.

Otóż ubezpieczyciel podniósł, iż w tej sytuacji pojazd nie pełnił funkcji transportowej, lecz jedynie funkcję „hotelową”. W konsekwencji nie można przyjąć w ogóle odpowiedzialności zakładu ubezpieczeń nie mówiąc już o jej budowaniu na podstawie zasady ryzyka.

Ubezpieczyciel w tym zakresie powołał się na orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości  w sprawie C-514/16 Isabel Maria Pinheiro Vieira Rodrigues de Andrade i Fausto da Silva Rodrigues de Andradeprzeciwko José Manuel Proença Salvador, Crédito Agrícola Seguros – Companhia de Seguros de Ramos Reais (CA Seguros) i Jorge Oliveira Pinto.

Przedmiotem tego postępowania była śmierć kobiety  w następstwie wypadku w gospodarstwie rolnym, w którym pracowała. Została ona zmiażdżona przez ciągnik stojący na drodze gruntowej w tym gospodarstwie, a który to ciągnik napędzał pompę do spryskiwacza herbicydów.

Herbicyd ten znajdował się w zbiorniku służącym do rozpryskiwania, doczepionym do tylnej części ciągnika rolniczego (zwanego dalej „odnośnym ciągnikiem”). Ciągnik ten stał nieruchomo na płaskiej drodze gruntowej, lecz jego silniki był włączony w celu utrzymania w ruchu pompy rozpylającej herbicydy. Ciężar tego ciągnika, drgania silnika i pompy przyłączonej do opryskiwacza, a także wykonywane między innymi przez M. Alves ruchy wężem służącym do rozpryskiwania herbicydu połączonym ze zbiornikiem wraz z silnym deszczem doprowadziły do obsunięcia się ziemi, które pociągnęło za sobą ciągnik. Ciągnik ten stoczył się ze zbocza i dachując uderzył w czterech pracowników rozpryskujących herbicydy na winoroślach położonych poniżej. Maria Alves została uderzona i zmiażdżona przez odnośny ciągnik, w wyniku czego zmarła.

Trybunał rozpatrując ten przypadek uznał, iż z uwagi na fakt, iż w tej konkretnej sytuacji główną funkcja pojazdu nie była funkcja transportowa, a funkcja generatora siły napędowej, to nie zachodzi odpowiedzialność ubezpieczyciela :

„W niniejszym przypadku ze wskazówek przekazanych przez sąd odsyłający wynika, że odnośny ciągnik, który uczestniczył w wypadku, był w chwili nastąpienia wypadku używany jako generator siły napędowej koniecznej do utrzymania w ruchu pompy opryskiwacza herbicydowego, w którą został wyposażony, w celu rozpryskiwania tego herbicydu na winorośli rosnącej w gospodarstwie rolnym. Z zastrzeżeniem ustaleń, jakich powinien dokonać sąd odsyłający, wydaje się zatem, że takie użycie związane jest zasadniczo z funkcją ciągnika jako narzędzia pracy, a nie jako środka transportu, i w rezultacie nie jest objęte zakresem pojęcia „ruchu pojazdów” w rozumieniu art. 3 ust. 1 pierwszej dyrektywy.42 W świetle powyższych rozważań na pytania pierwsze i drugie należy odpowiedzieć, że art. 3 ust. 1 pierwszej dyrektywy należy interpretować w ten sposób, że nie jest objęta zakresem pojęcia „ruchu pojazdów”, o którym mowa w tym artykule, sytuacja, w której ciągnik rolniczy uczestniczył w wypadku, jeżeli w chwili nastąpienia wypadku główna funkcja tego ciągnika nie polegała na wykorzystaniu go w charakterze środka transportu, ale na generowaniu, jako narzędzie pracy, siły napędowej koniecznej do utrzymania w ruchu pompy opryskiwacza herbicydowego.”

Przedkładając ten wyrok na sprawę kierowcy Tira, który zmarł podczas postoju w transporcie wydaje się, iż nie sposób doszukać się tutaj analogii.

Moim zdaniem nie sposób uznać, iż w momencie odbierania pauzy przez kierowcę i odpoczynku nocnego ciągnik siodłowy traci funkcję transportową  i zamienia się w hotel. W każdym razie na orzeczenie Sądu jeszcze trochę poczekamy a o jego wynikach dam znać.

 

 

( Ubezpieczeniowe Pajacyki) Algorytmy i procenty do określania krzywdy = kosztorys na uraz na zdrowiu.

Powiem szczerze, ze nie jestem w stanie pojąć sensowności rozbijania decyzji ubezpieczyciela na procentowe składniki składowe. Co ostatnimi czasy stało się jakąś plagą w decyzjach ubezpieczycieli.

Otóż w raz z decyzją przyznająca zadośćucznienie za połamane kości w kwocie 4756,68 zł poszkodowana Klienta otrzymała takie coś:

2019-04-11_13h06_28 - tabela do zadoścuczynienia

Osobiście uważam, iż tego typu tabele, to po prostu zbędna robota, która nic do sprawy w rzeczywistości nie wnosi.

Zadośćuczynienie jest roszczeniem o charakterze tak nie wymiernym, iż akurat dawanie 3% za międzynarodową rozpoznawalność, a 2% np. za zamieszkiwanie w małej miejscowości jest moim zdaniem po prostu śmieszne. Ni mówiąc już o tym dlaczego akurat kobieta ma dostać większe zadośćuczynienie niż mężczyzna?

Ja osobiście znacznie bardziej przezywam katar i przeziębienie niż zona, wiec pewnie skutki połamania ręki też jako typowy mężczyzna bym bardziej eksponował niż kobieta. Skąd wiec ta niesprawiedliwość?

W każdym razie jakkolwiek by się starać, to tego typu roszczenie nie ma charakteru matematycznego. Krzywdy w postaci uszczerbku na zdrowiu, czy śmierci osoby bliskiej nie sposób bowiem sprowadzić do matematycznego algorytmu.

W przeciwnym razie może od razu wprowadźmy kosztorysy w typie Eurotaxu, czy Infoexperta dla szkody osobowej.

I tyle!

Koszt transportu pojazdu po naprawie a przed badaniem technicznym pokolizyjnym jako element odszkodowania.

Naha_Okinawa_Japan_JAF-Towing-car-01Przepisy prawa w sytuacji związanej z bardziej rozległą naprawą wymagają przeprowadzenia badania technicznego pokolizyjnego.

Formalnie więc auto, mimo iż zostało naprawione zanim zostanie ponownie dopuszczone do ruchu nie powinno poruszać się po drogach. Do takiego też wniosku doszedł jeden z serwisów samochodowych, który po naprawie odholował auto do stacji kontroli pojazdów.

Ubezpieczyciel zwrócił koszty badania technicznego, niemniej jednak odmówił zwrotu kosztów transportu auta z warsztatu do OSKP.

Siła rzeczy o zapłatę tej kwoty koniecznym okazało się pozwanie zakładu ubezpieczeń. Sąd Rejonowy Poznań Stare Miasto w sprawie o sygn akt: XII GC 148/17 nie miał jednak wątpliwości co do zasadności poniesienia tego kosztu:

„Odnośnie natomiast braku refundacji kosztów transportu naprawionego pojazdu do stacji obsługi celem przeprowadzenia badania technicznego pokolizyjnego należy przyznać rację powodowi, który wskazał, że pozwany w całości zrefundował koszty badania technicznego powypadkowego, zatem uznał zasadność takiego badania. Skoro zatem pozwany uznał, że pojazd wymagał badania technicznego dopuszczającego go do ruchu, to oczywistym jest, że pojazd ten musiał zostać przewieziony do stacji obsługi na lawecie, ponieważ nie był dopuszczony do ruchu po kolizji i mógł stwarzać zagrożenie na drodze, bądź narazić poszkodowanego na odpowiedzialność. .”

Cieszmy się z wygranej w sądzie!

Musze powiedzieć, iż Klienci niekiedy mnie bardzo zaskakują.

Taka o to historia:

Prowadziłem sprawę związaną z rozliczeniem kosztów naprawy z warsztatem, który krótko mówiąc naprawę przeprowadził nieprofesjonalnie. Mimo tego zażądał od Klienta 100% zapłaty za wystawioną przez siebie fakturę. Klient miał o tyle szczęście, iż odszkodowanie od ubezpieczalni dostał bezpośrednio na swoje konto, mógł wiec odmówić zapłaty za bubel.

Sprawa trwała prawie 4 lata i zakończyła się 100% wygraną Klienta.

Tymczasem ten do mnie zadzwonił i zamiast się cieszyć zaczął się poważnie martwić, iż teraz jak przegra w apelacji, to poniesie znacznie większe koszty !!!!

Powiem szczerze, że zdębiałem.

Wiem, ze czarnowidztwo to nasz sport narodowy i ja sam często widzę potencjalne problemy, które się nie pojawiają. (Ale może akurat dla postępowania sądowego, to dobra umiejętność.)

Niemniej jednak skoro wygraliśmy w pierwszej instancji, to raczej należy szampana otworzyć, niż zacząć się niepotrzebnie stresować.

Po pierwsze nie każdy apelację wniesie, po drugie apelacja musi mięć jakieś sensowne podstawy aby sąd w ogóle rozważył zmianę wyroku.

Tak wiec nawet kalkulując, to ryzyko chyba lepiej się z wygranej cieszyć, niż „cieszyć się” z przegranej.