Co z dziećmi partnera z poprzedniego związku? – czyli „rodzina patchworkowa” w oczach prawa

To fascynujący aspekt orzeczenia z 2005 roku, który – przyznam szczerze – uważam za jeden z najbardziej ludzkich elementów polskiego orzecznictwa odszkodowawczego. Sąd Najwyższy uznał, że dzieci jednego z konkubentów z poprzedniego związku również mogą być „najbliższymi członkami rodziny” – o ile spełniają te same kryteria bliskości i wspólności.

Ale zatrzymajmy się na chwilę i zastanówmy, co to oznacza w praktyce. Bo to nie jest tylko suchy paragraf – to rzeczywistość tysięcy polskich rodzin.

Scenariusze życiowe – kiedy „nie-biologiczne” staje się „rodzinne”

Pozwólcie, że nakreślę kilka sytuacji z mojej praktyki (oczywiście zanonimizowanych):

Scenariusz 1: Partner ginie, zostaje dziecko Pani Ania była w 8-letnim związku z panem Tomkiem, który miał 10-letnią córkę Zosię z poprzedniego małżeństwa. Zosia mieszkała z nimi na stałe (matka miała problemy z alkoholem i zrzekła się opieki). Ania woziła Zosię do szkoły, pomagała w lekcjach, brała urlop, gdy dziecko chorowało. Zosia mówiła do niej „mama Ania” i miały niesamowitą więź.

Kiedy Ania zginęła w wypadku, Zosia była zdruzgotana – straciła osobę, która przez ostatnie 8 lat pełniła rolę matki. Tomek zgłosił się do mnie z pytaniem: „Czy Zosia ma prawo do zadośćuczynienia? Ona nie była biologiczną córką Ani, ale przecież to była jej mama…”

Odpowiedź brzmiała: TAK. Zosia miała prawo dochodzić zadośćuczynienia, bo była „najbliższym członkiem rodziny” w rozumieniu orzecznictwa.

Scenariusz 2: Dziecko traci „drugiego rodzica” Inny przypadek – pan Marek był w konkubinacie z panią Magdą, która miała dwóch synów (8 i 12 lat) z poprzedniego małżeństwa. Biologiczny ojciec chłopców nie miał z nimi kontaktu (wyjechał za granicę). Marek wychowywał chłopców jak swoich – chodził na wywiadówki, grał z nimi w piłkę, finansował ich hobby. Chłopcy mówili do niego „tato Marek”.

Kiedy Marek zginął w wypadku przy pracy, chłopcy stracili jedynego ojca, jakiego znali. Pytanie brzmiało: Czy oni, jako dzieci partnerki, a nie biologiczne dzieci Marka, mają prawo do zadośćuczynienia?

Znów odpowiedź: TAK – o ile udowodnimy więź.

Scenariusz 3: „Rodzina patchworkowa” – kilkoro dzieci z różnych związków I najbardziej skomplikowany przypadek – pan Jacek i pani Kasia byli w związku. Jacek miał córkę z poprzedniego małżeństwa, Kasia miała syna z poprzedniego związku, plus mieli wspólne dziecko. Wszyscy mieszkali razem. Kiedy Jacek zginął, kto miał prawo do zadośćuczynienia?

  • Kasia (konkubina) – TAK
  • Córka Jacka z poprzedniego małżeństwa – TAK (biologiczne dziecko)
  • Syn Kasi z poprzedniego związku – TAK, o ile udowodnimy, że Jacek był dla niego „rodzicem”
  • Wspólne dziecko Kasi i Jacka – TAK (biologiczne dziecko)

To pokazuje, jak szeroko sądy zaczęły patrzeć na pojęcie „rodziny”. Rodzina to ci, z którymi żyjesz, nie ci, z którymi dzielisz DNA.

Co dokładnie musi zachodzić, by dziecko partnera było „rodziną”?

Tu wracamy do tych samych kryteriów, które omówiłem wcześniej, ale w kontekście dziecka:

1. Wspólne mieszkanie i gospodarcza wspólność

  • Dziecko mieszka z wami na stałe (nie tylko weekendowe wizyty)
  • Partner uczestniczy w kosztach utrzymania dziecka (jedzenie, ubrania, szkoła, hobby)
  • Jest faktyczna „rodzicielska” wspólność – partner traktuje dziecko jak swoje

2. Więź emocjonalna – czyli „rodzicielska” relacja To naтруdniejsze do udowodnienia, ale kluczowe. Sąd będzie sprawdzał:

  • Czy partner uczestniczył w wychowaniu dziecka? (np. chodził na wywiadówki, pomagał w lekcjach, woził do lekarza)
  • Czy dziecko traktowało partnera jak rodzica? (np. mówiło „tato” lub „mama”, czy tylko po imieniu)
  • Czy partner podejmował decyzje dotyczące dziecka? (np. zgody na wycieczki, wybór szkoły)
  • Czy spędzali razem czas? (wspólne wyjazdy, zabawy, święta)

3. Trwałość relacji Im dłużej dziecko żyło z partnerem rodzica, tym silniejsza więź. Dziecko, które znało partnera od urodzenia (lub wczesnego dzieciństwa) i traktowało go jako rodzica przez 10 lat, ma silniejszą pozycję niż dziecko, które poznało partnera w wieku 16 lat i relacja trwała rok.

4. Brak lub słaba więź z biologicznym rodzicem To nie jest wymóg bezwzględny, ale wzmacnia pozycję dziecka. Jeśli biologiczny rodzic:

  • Nie ma kontaktu z dzieckiem,
  • Nie płaci alimentów,
  • Wyjechał lub zniknął,

…a partner rodzica pełnił tę rolę – sąd łatwiej uzna, że partner był „faktycznym” rodzicem.

Praktyczne wyzwania dowodowe – co może być trudne?

Z mojego doświadczenia wiem, że sprawy dzieci partnera z poprzedniego związku są trudniejsze niż sprawy biologicznych dzieci. Dlaczego?

Wyzwanie 1: Udowodnienie więzi rodzicielskiej Biologiczne dziecko nie musi udowadniać, że rodzic był „najbliższym członkiem rodziny” – to oczywiste. Ale dziecko partnera musi udowodnić więź. Potrzebne są:

  • Zeznania świadków: rodzina, nauczyciele, trenerzy, sąsiedzi, którzy potwierdzą, że partner pełnił rolę rodzica
  • Dokumenty: dowody, że partner finansował dziecko (np. przekazy pieniężne, rachunki za szkołę/hobby, wspólne ubezpieczenie zdrowotne)
  • Korespondencja: SMS-y, maile, kartki („Kocham Cię, tato Marek”), listy do szkoły podpisane przez partnera jako „rodzic/opiekun”
  • Zdjęcia, filmy: wspólne święta, urodziny, wyjazdy – dowody codziennego życia rodzinnego

Wyzwanie 2: Biologiczny rodzic żyje i może kwestionować Jeśli biologiczny rodzic dziecka żyje (np. była żona zmarłego), może próbować kwestionować roszczenie dziecka partnera, twierdząc: „To nie była rodzina, to tylko konkubinat, dziecko miało prawdziwą matkę/ojca”.

Tutaj kluczowa jest faktyczna więź, nie formalna. Sąd nie patrzy na to, co biologiczny rodzic twierdzi, ale na to, jak wyglądało codzienne życie dziecka.

Wyzwanie 3: Wiek dziecka w momencie rozpoczęcia relacji Jeśli dziecko było już nastolatkiem, kiedy rodzic zaczął związek z partnerem, trudniej udowodnić głęboką więź rodzicielską. Nastolatek ma już ukształtowaną świadomość rodzinną i może traktować partnera rodzica raczej jako „kogoś, z kim mama/tata jest”, niż jako „drugiego rodzica”.

Ale to nie wyklucza roszczenia – po prostu wymaga solidniejszych dowodów więzi.

Wyzwanie 4: Krótki okres relacji przed śmiercią Jeśli partner rodzica znał dziecko tylko rok lub dwa przed śmiercią, sąd może uznać, że relacja nie była wystarczająco trwała i głęboka, by mówić o „najbliższym członku rodziny”. Ale znów – to zależy od okoliczności. Intensywna, codzienna więź przez rok może być silniejsza niż powierzchowna relacja przez 5 lat.

Porównanie z adopcją – dlaczego to nie to samo, ale podobne

Czasem pytają mnie: „Czy to nie powinno działać jak przy adopcji?”

Nie do końca. Przy adopcji dziecko prawnie staje się dzieckiem adoptującego – co automatycznie daje mu prawo do zadośćuczynienia. Ale adopcja to długi, sformalizowany proces prawny, wymagający zgody sądu rodzinnego, biologicznych rodziców (w wielu przypadkach), badań psychologicznych itp.

W konkubinacie nie ma adopcji – partner nie jest prawnie rodzicem dziecka. Ale, dzięki orzecznictwu SN, faktyczna więź rodzicielska jest wystarczająca do uznania dziecka za „najbliższego członka rodziny”.

To oznacza, że dziecko partnera ma szansę na zadośćuczynienie bez konieczności formalnej adopcji – co jest ogromnym krokiem naprzód dla rodzin patchworkowych.

Ale – i tu jest istotne „ale” – wymaga to udowodnienia tej więzi w sądzie. Przy adopcji masz „papier” – wyrok sądu rodzinnego. Tu musisz zbudować obraz rodziny z zeznań, dokumentów, zdjęć.

Ile może dostać dziecko partnera? Czy tyle samo co biologiczne dziecko?

Kolejne praktyczne pytanie. Odpowiedź brzmi: to zależy od siły więzi.

Sąd nie ma „cennika” – ocenia indywidualnie każdą krzywdę. Ale z mojego doświadczenia:

  • Biologiczne dziecko, które straciło rodzica, dostaje zwykle 80 000 – 150 000 zł (czasem więcej, jeśli były wyjątkowe okoliczności).
  • Dziecko partnera, które straciło osobę traktowaną jak rodzic, może dostać podobną kwotę – jeśli udowodni głęboką więź. Widziałem wyroki na 70 000 – 120 000 zł.

Różnica może wynikać z tego, że sądy czasem uznają, iż więź z biologicznym rodzicem jest „naturalna” i automatycznie głęboka, a więź z partnerem rodzica wymaga udowodnienia. Ale jeśli dowody są mocne – kwoty są porównywalne.

Ważne: Dziecko partnera nie konkuruje z biologicznymi dziećmi o „pulę pieniędzy”. Każdy dostaje swoją kwotę, odpowiednią do swojej krzywdy. Jeśli zmarły miał dwoje biologicznych dzieci i jedno „dziecko partnera” (które traktował jak swoje), wszystkie troje może dostać zadośćuczynienie – osobno.

Praktyczne wskazówki dla rodzin patchworkowych

Jeśli jesteście w związku, gdzie jedno z was ma dziecko z poprzedniego związku, oto moja lista jak zabezpieczyć prawa dziecka (choć oczywiście nikt nie chce myśleć o tragedii):

1. Dokumentujcie relację rodzicielską

  • Umowy, rachunki, dowody finansowania dziecka przez partnera (np. przekazy, wspólne konto, z którego płacicie za szkołę)
  • Korespondencja szkolna, medyczna – gdzie partner jest wymieniony jako „rodzic/opiekun”
  • Zgody na wycieczki, operacje – podpisane przez partnera

2. Świadkowie relacji

  • Nauczyciele, trenerzy, lekarze dziecka – osoby, które widzą waszą codzienność i mogą potwierdzić, że partner jest „rodzicem”
  • Rodzina, przyjaciele – świadkowie świąt, urodzin, codziennych interakcji

3. Testament (choć to nie zastąpi zadośćuczynienia)

  • Partner może w testamencie zapisać dziecku partnerki/partnera część majątku – to nie da zadośćuczynienia, ale pokaże sądowi, że traktował dziecko jak swoje

4. Ubezpieczenie na życie

  • Partner może wykupić ubezpieczenie na życie i wskazać dziecko partnerki/partnera jako beneficjenta – to mocny sygnał więzi

5. Rozmowy z dzieckiem

  • Jeśli dziecko mówi do partnera „tato” lub „mama” – zachęcajcie to. Nie zmuszajcie, ale jeśli dziecko samo tak czuje – to naturalne i wspiera dowód więzi.

Co z sytuacją odwrotną – partner straci „swoje” dziecko (dziecko partnera)?

To druga strona medalu. Wyobraźmy sobie: jesteś w związku, wychowujesz dziecko partnera jak swoje, i nagle to dziecko ginie. Czy masz prawo do zadośćuczynienia?

Odpowiedź: TAK – o ile spełniasz te same kryteria.

Sąd będzie oceniał:

  • Czy byłeś/aś faktycznym rodzicem dla dziecka?
  • Czy łączyła was więź emocjonalna?
  • Czy dziecko traktowało cię jak rodzica?
  • Jak długo trwała ta relacja?

Przykład z praktyki: Pani Joanna była w 10-letnim związku z panem Piotrem, który miał syna Kubę (zmarł w wieku 12 lat). Joanna wychowywała Kubę od jego 2. roku życia – była jedyną matką, jaką znał (biologiczna matka zmarła przy porodzie). Kiedy Kuba zginął w wypadku, Joanna była zdruzgotana. Pytanie brzmiało: Czy ona, jako „nie-matka”, ma prawo do zadośćuczynienia?

Odpowiedź brzmiała: TAK. Joanna udowodniła, że przez 10 lat pełniła rolę matki – i dostała zadośćuczynienie porównywalne do tego, jakie dostałaby biologiczna matka (ok. 120 000 zł).

Rodzina to więcej niż krew – ewolucja prawa

To, co mnie fascynuje w tym orzecznictwie, to jak prawo zaczyna nadążać za rzeczywistością społeczną. Kiedyś „rodzina” to była mama, tata, dzieci – wszystko biologiczne, wszystko formalne. Dziś wiemy, że życie jest bardziej skomplikowane:

  • Rozwody, nowe związki, dzieci z różnych związków – to norma, nie wyjątek.
  • Partnerzy rodziców często pełnią rolę „drugiego rodzica” – i dla dziecka są tak samo ważni jak biologiczny rodzic (czasem nawet ważniejsi).
  • Więzi emocjonalne i codzienna troska są ważniejsze niż DNA.

Sąd Najwyższy w orzeczeniu z 2005 roku to dostrzegł. I choć nie powiedział wprost „dzieci partnera mają takie same prawa jak biologiczne dzieci”, to otworzył drzwi – dał możliwość udowodnienia, że jesteś rodziną, nawet bez aktu urodzenia czy wyroku adopcyjnego.

To jest piękne w tym orzecznictwie – humanizm, empatia, zrozumienie, że rodzina to coś więcej niż paragraf. To ludzie, którzy się kochają, wspierają, dzielą codziennością. I kiedy tracisz taką osobę – prawo to widzi.

Moja osobista refleksja

Przez lata pracy z rodzinami patchworkowymi nauczyłem się jednego: dzieci nie pytają o DNA, kiedy potrzebują rodzica. Dziecko, które pada wieczorem i mówi „tato, przytul mnie” do partnera mamy – nie zastanawia się nad prawnym statusem tego „taty”. Po prostu wie, że to osoba, której ufa, która je kocha.

I kiedy taka osoba ginie, ból dziecka jest taki sam, jakby straciło biologicznego rodzica. Czasem większy – bo może miało złe doświadczenia z biologicznym rodzicem i dopiero partner mamy/taty pokazał mu, czym jest prawdziwa miłość rodzicielska.

Dlatego walka o zadośćuczynienie dla dzieci partnera to nie tylko „sprawa prawna” – to uznanie krzywdy dziecka. To powiedzenie: „Widzimy twoją stratę, widzimy, że straciłeś/aś kogoś ważnego”. I to się liczy.

Zapraszam do kontaktu, jeśli macie pytania o konkretną sytuację – każda rodzina jest inna, każda historia jest inna. Ale prawo daje nam narzędzia, by chronić wszystkich, którzy kochali zmarłego – bez względu na to, co mówi akt urodzenia.


Czy macie doświadczenia z rodzinami patchworkowymi? Znacie kogoś, kto przechodził przez podobną sytuację? Podzielcie się w komentarzach – wasze historie mogą pomóc innym.

Czy roszczenie o zadośćuczynienie przechodzi na spadkobierców? Odpowiedź może Cię zaskoczyć

Nie każde prawo przysługujące zmarłemu podlega dziedziczeniu. To brzmi jak paradoks, ale prawo ma swoje powody. Dziś o jednym z najciekawszych wyjątków: czy roszczenie o zadośćuczynienie przechodzi na spadkobierców?

Odpowiedź? Zależy.

Co w ogóle wchodzi w skład spadku?

Zacznijmy od podstaw. Zgodnie z art. 922 § 1 Kodeksu cywilnego (KC) spadek obejmuje prawa i obowiązki majątkowe zmarłego, które przechodzą na spadkobierców z chwilą jego śmierci.

Ale uwaga – nie wszystko! Art. 922 § 2 KC wyklucza ze spadku prawa i obowiązki ściśle związane z osobą zmarłego.

Co to znaczy „ściśle związane z osobą”?

To prawa, których realizacja miała na celu zaspokojenie interesu wyłącznie samego spadkodawcy. Z chwilą jego śmierci tracą swój cel i stają się bezprzedmiotowe.

Przykłady:

  • Prawo do alimentów (alimenty były „na życie” konkretnej osoby – po jej śmierci tracą sens).
  • Prawo do użytkowania (art. 265 KC – wygasa ze śmiercią uprawnionego).
  • Roszczenie o ustalenie ojcostwa (ściśle osobiste).
  • Roszczenie o zadośćuczynienie – i tu zaczyna się ciekawa historia.

Zadośćuczynienie – prawo ściśle osobiste

Zadośćuczynienie (art. 445 KC, art. 448 KC) ma charakter ściśle osobisty. Jego celem jest złagodzenie krzywdy samemu poszkodowanemu, nie członkom jego rodziny.

To logiczne – krzywda to doświadczenie indywidualne, niemierzalne, subiektywne. Nikt inny nie może „wejść w buty” poszkodowanego i poczuć jego bólu, cierpienia, traumy.

Zasada: Roszczenie o zadośćuczynienie nie przechodzi na spadkobierców.

Ale są wyjątki!

Kodeks cywilny przewiduje dwie sytuacje, w których roszczenie o zadośćuczynienie wyjątkowo przechodzi na spadkobierców. Są one zawarte w art. 445 § 3 KC:

Roszczenie o zadośćuczynienie przechodzi na spadkobierców tylko wtedy, gdy zostało uznane na piśmie albo gdy powództwo zostało wytoczone za życia poszkodowanego.

Innymi słowy: jeśli spełniona jest jedna z dwóch przesłanek, spadkobiercy mogą dochodzić zadośćuczynienia po zmarłym.

Przesłanka 1: Uznanie roszczenia na piśmie

Pierwsza sytuacja: dłużnik (najczęściej ubezpieczyciel) uznał roszczenie o zadośćuczynienie na piśmie, ale poszkodowany zmarł przed wypłatą.

Przykład:

Pan Kowalski miał wypadek samochodowy, doznał urazu kręgosłupa. Ubezpieczyciel sprawcy wydał decyzję, w której uznał roszczenie o zadośćuczynienie na 50 000 zł. Zanim doszło do wypłaty, pan Kowalski zmarł (z przyczyn niezwiązanych z wypadkiem – np. zawał serca).

Efekt: Roszczenie o 50 000 zł przechodzi na spadkobierców (np. żonę i dzieci). Mogą oni dochodzić wypłaty od ubezpieczyciela.

Z praktyki: Ta sytuacja jest relatywnie rzadka. Ubezpieczyciele zazwyczaj szybko wypłacają uznane zadośćuczynienie, więc śmierć przed wypłatą zdarza się sporadycznie.

Przesłanka 2: Wytoczenie powództwa za życia poszkodowanego

Druga sytuacja: poszkodowany wytoczył powództwo o zadośćuczynienie za życia, ale zmarł w trakcie procesu.

Przykład z mojej praktyki:

Prowadziłem sprawę przeciwko ubezpieczycielowi – mój klient doznał poważnych obrażeń w wypadku drogowym, domagał się zadośćuczynienia za trwały uszczerbek na zdrowiu. Proces trwał kilkanaście miesięcy. Niestety, w międzyczasie klient zmarł (z przyczyn niezwiązanych z wypadkiem).

Co wtedy zrobiliśmy?
Postępowanie zostało zawieszone do czasu przeprowadzenia procedury spadkowej. Następnie w miejsce zmarłego wstąpili jego żona i dzieci jako spadkobiercy. Kontynuowali proces i domagali się wypłaty zadośćuczynienia w udziałach wynikających z dziedziczenia (np. żona 1/2, dzieci po 1/4).

Wynik: Sąd przyznał zadośćuczynienie, które trafiło do spadkobierców.

Kluczowa kwestia: Proces musi być wytoczony za życia poszkodowanego. Jeśli zmarł przed złożeniem pozwu, spadkobiercy nie mogą sami wystąpić o zadośćuczynienie należne zmarłemu.

Co, jeśli poszkodowany zmarł przed wytoczeniem powództwa?

Jeśli śmierć nastąpiła zanim ubezpieczyciel się wypowiedział lub zanim złożono pozew, spadkobiercy nie dziedziczą roszczenia o zadośćuczynienie.

Przykład:

Pani Nowak doznała urazu w wypadku. Planowała złożyć pozew o zadośćuczynienie, ale zmarła nagle (zawał) przed złożeniem pozwu. Ubezpieczyciel nie zdążył się wypowiedzieć, nie było decyzji.

Efekt: Jej dzieci nie mogą dochodzić zadośćuczynienia, które przysługiwało matce. Roszczenie wygasło wraz z jej śmiercią.

A co z roszczeniami samych spadkobierców?

To ważne rozróżnienie: roszczenie zmarłego to jedno, a roszczenia spadkobierców to drugie.

Członkowie rodziny (np. dzieci, małżonek, rodzice) mogą mieć własne roszczenia o zadośćuczynienie związane z krzywdą, jaką doznali w związku z cierpieniem lub śmiercią bliskiej osoby. Są to jednak ich własne roszczenia, nie dziedziczone po zmarłym.

Przykłady:

  • Art. 446 § 3 KC – najbliższa rodzina zmarłego może żądać zadośćuczynienia za śmierć bliskiej osoby (tzw. „zadośćuczynienie dla najbliższych”).
  • Art. 446 § 4 KC – najbliższa rodzina ciężko poszkodowanego może żądać zadośćuczynienia za naruszenie więzi rodzinnej.

Ale to nie są roszczenia spadkowe – to samodzielne uprawnienia członków rodziny.

Moja rada: nie zwlekaj z pozwem

Z doświadczenia wiem, że:

  • Procesy odszkodowawcze trwają średnio 12-24 miesiące, a w skrajnych przypadkach nawet kilka lat.
  • Jeśli poszkodowany jest w podeszłym wieku lub ciężko chory, warto jak najszybciej złożyć pozew – to zabezpieczy roszczenie na wypadek jego śmierci.
  • Jeśli ubezpieczyciel zwleka z decyzją, nie czekaj – wytoczyć powództwo można, zanim ubezpieczyciel się wypowie.

Zajmuję się nie tylko odszkodowaniami, ale także prawem spadkowym. Więcej informacji znajdziesz na: https://prawospadkowepoznan.pl/

Co zrobić, jeśli poszkodowany zmarł?

  1. Sprawdź, czy spełniona jest jedna z przesłanek art. 445 § 3 KC – uznanie na piśmie lub wytoczenie powództwa.
  2. Jeśli tak – przeprowadź postępowanie spadkowe i wstąp w miejsce zmarłego jako spadkobierca.
  3. Jeśli nie – roszczenie o zadośćuczynienie wygasło, ale sprawdź, czy Ty sam masz roszczenia na podstawie art. 446 KC.
  4. Skonsultuj się z prawnikiem – sprawy spadkowo-odszkodowawcze to skomplikowana materia, warto mieć wsparcie.

Najważniejsze wnioski

  1. Roszczenie o zadośćuczynienie ma charakter ściśle osobisty – zasadniczo nie przechodzi na spadkobierców.
  2. Wyjątki: Przechodzi, jeśli zostało uznane na piśmie lub poszkodowany wytoczył powództwo za życia (art. 445 § 3 KC).
  3. Uznanie na piśmie przez ubezpieczyciela – rzadka sytuacja, ale możliwa.
  4. Wytoczenie powództwa za życia – częstszy przypadek, zwłaszcza przy długich procesach.
  5. Nie zwlekaj z pozwem – jeśli poszkodowany jest ciężko chory, warto złożyć pozew jak najszybciej.
  6. Roszczenia spadkobierców (art. 446 KC) to osobna kategoria – niezależna od dziedziczenia.

Disclaimer: Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Każda sprawa wymaga indywidualnej analizy, dlatego zapraszam do kontaktu z moją kancelarią.


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Specjalizuję się w prawie odszkodowawczym i spadkowym. Więcej o mojej praktyce na www.prawnikpoznanski.pl, www.blogoodszkodowaniach.pl oraz www.prawospadkowepoznan.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl

Korekta z tytułu wcześniej wykonanych napraw – jak wpływa na wartość pojazdu?

W mojej praktyce radcy prawnego zajmującego się prawem odszkodowawczym nieustannie spotykam się z wycenami rzeczoznawców samochodowych, w których pojawia się tajemnicza „korekta z tytułu wcześniej wykonanych napraw”. Ta pozycja potrafi znacząco obniżyć wartość pojazdu – a co za tym idzie, wysokość należnego odszkodowania. Dziś postaram się przybliżyć, jak to właściwie działa i kiedy taka korekta jest uzasadniona.

Spis treści

  1. Czym jest korekta z tytułu wcześniejszych napraw?
  2. Zasady stosowania korekty według wieku pojazdu
  3. Samochody do 3 lat – kiedy korekta jest uprawniona?
  4. Pojazdy starsze niż 6 lat – czy korekta jest zawsze uzasadniona?
  5. Jak oblicza się wielkość korekty?
  6. FAQ

Czym jest korekta z tytułu wcześniejszych napraw?

Każdy, kto kupował używany samochód, wie, że pojazdy po wypadkach czy poważniejszych naprawach mają niższą wartość rynkową. To oczywiste – nikt nie chce kupić auta, które „ma swoją historię”. Dlatego przy wycenie rzeczoznawca musi uwzględnić fakt, że oceniany pojazd był wcześniej naprawiany.

[MIEJSCE NA LINK WEWNĘTRZNY: Zachęcamy do zapoznania się z ofertą Kancelarii w zakresie spraw odszkodowawczych]

Ciekawostka z praktyki: właściwie każde auto na rynku wtórnym to „bezwypadkowy” samochód – w najgorszym wypadku „żona obtarła lakier na parkingu”. Rzeczywistość bywa jednak inna, co potwierdzają raporty historii pojazdu.

Zasady stosowania korekty według wieku pojazdu

Instrukcja obsługi programu Info-Expert, którym posługują się rzeczoznawcy, określa jasne zasady stosowania korekt:

Pojazdy do 6 lat

Dla samochodów młodszych niż 6 lat korekta ujemna jest obligatoryjna w przypadku wcześniejszych napraw powypadkowych i eksploatacyjnych. Wynika to z faktu, że w tym przedziale wiekowym każda naprawa znacząco wpływa na wartość rynkową pojazdu.

Pojazdy starsze niż 6 lat

Tu zasady są inne – ujemne korekty powinny być stosowane tylko w przypadku ujawnionych wad naprawy. Innymi słowy, jeśli 10-letnie auto miało kiedyś naprawę, ale została ona wykonana prawidłowo, rzeczoznawca nie powinien automatycznie obniżać jego wartości.

Co ciekawe, prawidłowo wykonane naprawy w starszych pojazdach mogą nawet zwiększyć ich wartość – szczególnie gdy wymieniono mocno skorodowane lub zużyte części.

Samochody do 3 lat – kiedy korekta jest uprawniona?

W odniesieniu do praktycznie nowych aut (do 3 lat) zasady są następujące:

  • Prawidłowo wykonane naprawy zgodne z technologią producenta powinny powodować utratę wartości zbliżoną do rynkowego ubytku wartości pojazdu
  • Duży zakres naprawy (powyżej opłacalności ekonomicznej) lub niska jakość wykonania może uzasadniać wyższą korektę
  • Okres zasadności takiej podwyższonej korekty może wynosić do 6 lat

Z mojego doświadczenia: ubezpieczyciele często próbują zastosować maksymalne korekty nawet w przypadkach prawidłowo wykonanych napraw. Warto wtedy powoływać się na instrukcję Info-Expert i żądać uzasadnienia takiej wyceny.

Pojazdy starsze niż 6 lat – czy korekta jest zawsze uzasadniona?

Tutaj sytuacja jest ciekawsza. Zgodnie z instrukcją:

  • Naprawy nadwozia w autach starszych niż 6 lat najczęściej nie powodują spadku wartości
  • Wymiana skorodowanych lub zużytych części może zwiększyć wartość pojazdu
  • Prawidłowo wykonane naprawy eksploatacyjne (np. wymiana zespołów) podwyższają wartość – ale tylko przez ok. 12 miesięcy od naprawy

Uwaga praktyczna: Jeśli rzeczoznawca ubezpieczyciela zastosował korektę ujemną dla 8-letniego pojazdu bez wykazania konkretnych wad naprawy, mamy podstawy do kwestionowania takiej wyceny.

Jak oblicza się wielkość korekty?

Przy ustalaniu procentowej wielkości korekty rzeczoznawca bierze pod uwagę:

  1. Rozległość uszkodzeń – jaki procent powierzchni nadwozia został uszkodzony
  2. Charakter uszkodzeń – czy były to deformacje głębokie, średnie, płytkie czy tylko uszkodzenia lakieru
  3. Umiejscowienie – czy dotknęły elementów nośnych, czy tylko wymiennych części
  4. Jakość naprawy – czy widać ślady naprawy, czy przestrzegano technologii producenta

Instrukcja Info-Expert zaleca stosowanie korekty w granicach od minus 15% do plus 5% (współczynnik 0,85 do 1,05).

Ważna zasada: Naprawy wykonane niewłaściwie zawsze obniżają wartość pojazdu – niezależnie od jego wieku.

FAQ

Czy każdy samochód po naprawie musi mieć obniżoną wartość? Nie. Pojazdy starsze niż 6 lat, których naprawy wykonano prawidłowo, nie powinny mieć automatycznie obniżonej wartości. W niektórych przypadkach wymiana zużytych części może nawet zwiększyć wartość auta.

Jak długo po naprawie pojazd ma obniżoną wartość? Dla aut do 3 lat – zazwyczaj do 3 lat od naprawy (w wyjątkowych przypadkach do 6 lat). Dla starszych pojazdów – tylko jeśli naprawa była wadliwa.

Czy mogę zakwestionować korektę zastosowaną przez rzeczoznawcę ubezpieczyciela? Tak. Jeśli rzeczoznawca zastosował korektę bez uzasadnienia (szczególnie dla pojazdu starszego niż 6 lat) lub w niewłaściwej wysokości, można zlecić kontr-ekspertyzę i wykazać nieprawidłowości.

Co zrobić, jeśli ubezpieczyciel zaniża odszkodowanie z powodu wcześniejszych napraw? Warto zlecić własną wycenę rzeczoznawcy niezależnemu, który ustali, czy korekta była uzasadniona. W mojej praktyce często udaje się wykazać, że ubezpieczyciel zastosował korektę bez podstaw.

Czy naprawy eksploatacyjne zawsze obniżają wartość pojazdu? Nie – wręcz przeciwnie. Prawidłowo wykonane naprawy eksploatacyjne (np. wymiana silnika, skrzyni biegów) mogą podwyższyć wartość pojazdu przez ok. 12 miesięcy od naprawy.

Podsumowanie

Korekta z tytułu wcześniej wykonanych napraw to element wyceny, który może znacząco wpłynąć na wysokość odszkodowania. Kluczowe jest zrozumienie, że nie każda wcześniejsza naprawa automatycznie obniża wartość pojazdu – wiele zależy od wieku auta, zakresu i jakości naprawy. Jeśli masz wątpliwości co do wyceny przedstawionej przez ubezpieczyciela, warto skonsultować się z niezależnym rzeczoznawcą lub prawnikiem specjalizującym się w sprawach odszkodowawczych.


Disclaimer: Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Każda sprawa odszkodowawcza jest indywidualna, dlatego zapraszamy do kontaktu z naszą kancelarią.

Zapraszam do Kancelarii Prawnej Kowalak Jędrzejewska i Partnerzy: Radca Prawny Bartosz Kowalak ul. Mickiewicza 18a/3, 60-834 Poznań Tel.: +48 61 2224963 E-mail: bartosz.kowalak@prawnikpoznanski.pl www: https://blogoodszkodowaniach.pl

Jak długo trwa postępowanie o odszkodowanie za szkodę w aucie? Raport Ministerstwa Sprawiedliwości

Wprowadzenie

Dzisiaj znów o wnioskach Raportu Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości, którego autorem jest dr hab. Marcin Krajewski, a który dotyczy „Szkody na mieniu wynikającej z wypadków komunikacyjnych”.

Tym razem na temat ustaleń dotyczących czasu trwania postępowania w sprawie szkody majątkowej w pojazdach, zwanych w slangu prawniczym: „blacharkami”.

Kiedyś pisałem na podobny temat artykuł dotyczący długości postępowania w sprawie o zadośćuczynienie, który można znaleźć [tutaj – link do poprzedniego artykułu].

Cóż zatem ustalili nam na podstawie badań kilkuset spraw Panowie z Ministerstwa Sprawiedliwości? Z mojego doświadczenia wiem, że czas oczekiwania na wyrok w sprawach odszkodowawczych to jedna z największych bolączek poszkodowanych. Ale liczby z Raportu mówią same za siebie – i niestety, nie są one optymistyczne.

Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej.

Spis treści

  1. Ile trwa postępowanie przed sądem pierwszej instancji?
  2. Jak opinia biegłego wpływa na czas trwania sprawy?
  3. Co się dzieje, gdy wniesiono apelację?
  4. Dlaczego sprawy o odszkodowania trwają tak długo?
  5. Jak przyspieszyć postępowanie sądowe?
  6. Najczęstsze pytania (FAQ)

Ile trwa postępowanie przed sądem pierwszej instancji?

Oddając pole Raportowi:

„Średni czas trwania postępowania przed sądem pierwszej instancji od dnia wniesienia pozwu do wydania orzeczenia wynosił 433,67 dnia, a mediana 395. Najkrótsze postępowanie trwało tylko 7 dni, a najdłuższe aż 1981 dni.”

Co to oznacza w praktyce?

  • Średnio: 433 dni – czyli około 14 miesięcy od złożenia pozwu do wyroku
  • Mediana: 395 dni – czyli połowa spraw kończy się przed, a połowa po 13 miesiącach
  • Najkrótsza sprawa: 7 dni – choć to raczej wyjątek, np. sprawy z uwzględnieniem bez rozprawy
  • Najdłuższa sprawa: 1981 dni – ponad 5 lat!

Sprawy wyłącznie o szkodę na mieniu

W sprawach, w których dochodzono wyłącznie roszczeń z tytułu szkody na mieniu (czyli tzw. „blacharek” bez zadośćuczynienia za krzywdę), czasy były nieco krótsze:

  • Średnio: 413 dni – około 13,5 miesiąca
  • Mediana: 384 dni – około 12,5 miesiąca
  • Najkrótsza sprawa: 7 dni
  • Najdłuższa sprawa: 1276 dni – ponad 3,5 roku

Raport jest bezlitosny:

„Niezależnie, czy brać pod uwagę wszystkie badane sprawy, czy też jedynie te, w których dochodzono wyłącznie odszkodowania z tytułu szkody na mieniu, przeciętne czasy trwania postępowań należy uznać za wysokie.”

Z mojego doświadczenia mogę potwierdzić – rok oczekiwania na wyrok w sprawie o odszkodowanie za uszkodzony samochód to niestety norma. A jeśli sprawa jest bardziej skomplikowana lub wymaga opinii biegłego – czas się wydłuża.

Jak opinia biegłego wpływa na czas trwania sprawy?

Tu sytuacja robi się jeszcze ciekawsza. Raport potwierdza to, co widzimy na co dzień w sądach:

„Nie może być zaskoczeniem, że poważny wpływ na czas trwania postępowania miała konieczność przeprowadzenia dowodu z opinii biegłego. W sprawach, w których przeprowadzono taki dowód, średni czas trwania postępowania wynosił 465,21 dni, a mediana 421,50, przy czym czas minimalny to 90 dni, a maksymalny 1981 dni.”

Co to oznacza?

  • Sprawy z opinią biegłego: średnio 465 dni – czyli około 15,5 miesiąca
  • Mediana: 421,5 dnia – około 14 miesięcy
  • Najkrótsza sprawa z biegłym: 90 dni – 3 miesiące (to naprawdę wyjątek!)
  • Najdłuższa sprawa z biegłym: 1981 dni – ponad 5 lat

Dlaczego biegły tak wydłuża postępowanie?

Z praktyki wiem, że opinia biegłego to często wąskie gardło w sprawach odszkodowawczych. Oto najczęstsze przyczyny:

  1. Długi czas oczekiwania na biegłego – sądy mają ograniczoną liczbę biegłych na swoich listach, a ci często mają zaległości w innych sprawach.
  2. Konieczność uzupełniania opinii – strony często kwestionują opinię biegłego, co wymaga dodatkowych rozpraw i opinii uzupełniających.
  3. Spory o wysokość wynagrodzenia biegłego – sąd musi ustalić i zaksięgować wynagrodzenie, co też zabiera czas.
  4. Opóźnienia biegłego – czasem biegły po prostu zwleka z wydaniem opinii.

Przykład z mojej praktyki:
Reprezentowałem klienta w sprawie o odszkodowanie za uszkodzony pojazd. Sąd powołał biegłego, który… nie zgłosił się na rozprawę. Sprawa została odroczona o 4 miesiące. Gdy biegły w końcu wydał opinię, okazała się niepełna – musieliśmy wnosić o opinię uzupełniającą, co zajęło kolejne pół roku. Łącznie sprawa trwała ponad 2 lata.

Co się dzieje, gdy wniesiono apelację?

Jeśli myślisz, że po wyroku sądu pierwszej instancji sprawa się kończy – niestety, nie zawsze. Raport pokazuje, co dzieje się, gdy jedna ze stron wnosi apelację:

„W sprawach, w których wniesiono apelację, średni czas od chwili wydania orzeczenia sądu pierwszej instancji do chwili wydania orzeczenia sądu odwoławczego wynosił 196,50 dnia (mediana 176,00 dni). Najkrótszy czas oczekiwania na wydanie wyroku wyniósł 92 dni, a najdłuższy 387 dni.”

Co to oznacza?

  • Średni czas postępowania apelacyjnego: 196,5 dnia – około 6,5 miesiąca
  • Mediana: 176 dni – około 6 miesięcy
  • Najkrótsze postępowanie apelacyjne: 92 dni – 3 miesiące
  • Najdłuższe postępowanie apelacyjne: 387 dni – ponad rok

Łączny czas trwania postępowania w obu instancjach

Raport jest bezlitosny:

„Nie jest zaskoczeniem, że wniesienie apelacji prowadzi do znacznego przedłużenia łącznego czasu trwania postępowania (średni czas trwania postępowania w obu instancjach w sprawach, w których wniesiono apelację, wynosi 691 dni, mediana 629,50 dnia, czas najkrótszy to 307 dni, a najdłuższy 1207 dni).”

Krótko mówiąc:

  • Średni czas postępowania w obu instancjach: 691 dni – czyli prawie 2 lata
  • Mediana: 629,5 dnia – około 1 rok i 9 miesięcy
  • Najkrótsza sprawa z apelacją: 307 dni – 10 miesięcy
  • Najdłuższa sprawa z apelacją: 1207 dni – ponad 3 lata

Moja obserwacja: Apelacja to często ostatnia deska ratunku dla ubezpieczycieli, którzy przegrali w pierwszej instancji. Czasem apelują tylko po to, by opóźnić wypłatę odszkodowania – licząc, że poszkodowany w końcu się zmęczy i zgodzi na ugodę na niższą kwotę.

Dlaczego sprawy o odszkodowania trwają tak długo?

Z mojego doświadczenia wynika, że do najczęstszych przyczyn przedłużania się postępowań o odszkodowanie należą:

  1. Opinie biegłych – jak już pisałem, to wąskie gardło wielu spraw.
  2. Taktyka procesowa ubezpieczycieli – ubezpieczyciele często celowo przeciągają sprawę, licząc na znużenie poszkodowanego.
  3. Przeciążenie sądów – w niektórych okręgach sądowych pierwsza rozprawa wyznaczana jest dopiero po 6–9 miesiącach od złożenia pozwu.
  4. Kwestionowanie dowodów – strony często kwestionują dokumenty, kosztorysy, opinie, co wymaga dodatkowych rozpraw.
  5. Apelacje – jak pokazał Raport, dodają średnio kolejne pół roku.

Jak przyspieszyć postępowanie sądowe?

Choć nie możemy wiele zrobić z systemowymi problemami polskiego wymiaru sprawiedliwości, są rzeczy, które mogą pomóc skrócić czas trwania sprawy:

1. Dobrze przygotuj pozew

  • Załącz wszystkie dowody już na etapie pozwu: kosztorysy, faktury, zdjęcia, protokoły policji
  • Im mniej dowodów Sąd będzie musiał zbierać w toku postępowania, tym szybciej sprawa się zakończy

2. Rozważ ugodę

  • Czasem warto zgodzić się na nieco niższą kwotę, ale zakończyć sprawę szybko – zamiast czekać 2 lata na wyrok
  • Dobry prawnik pomoże wynegocjować korzystną ugodę

3. Skorzystaj z pomocy prawnika

  • Doświadczony prawnik wie, jak unikać procesowych pułapek i jak skutecznie przeprowadzić dowody
  • Profesjonalne pismo procesowe i dobra strategia mogą skrócić postępowanie o kilka miesięcy

Najczęstsze pytania (FAQ)

1. Ile średnio trwa sprawa o odszkodowanie za uszkodzony samochód?
Według Raportu Ministerstwa Sprawiedliwości – średnio około 13–14 miesięcy przed sądem pierwszej instancji. Jeśli pojawi się apelacja, dodaj kolejne 6 miesięcy.

2. Czy mogę przyspieszyć postępowanie sądowe?
Możesz dobrze przygotować pozew, unikać opinii biegłego (jeśli to możliwe) i rozważyć ugodę. Niestety, na tempo pracy sądu nie masz wpływu.

3. Czy warto iść do sądu, skoro sprawy trwają tak długo?
To zależy od kwoty sporu. Jeśli różnica między ofertą ubezpieczyciela a twoim roszczeniem jest znaczna (np. 10 000 zł vs 50 000 zł), warto walczyć w sądzie – nawet jeśli zajmie to rok.

5. Ile kosztuje prawnik w sprawie o odszkodowanie?
W naszej kancelarii oferujemy różne modele rozliczeń – od stałych stawek po wynagrodzenie od kwoty uzyskanej w sądzie. Szczegóły ustalimy podczas pierwszej konsultacji.

6. Co się stanie, jeśli ubezpieczyciel wniesie apelację?
Postępowanie apelacyjne trwa średnio 6 miesięcy. Jeśli sąd odwoławczy oddali apelację, ubezpieczyciel będzie musiał zapłacić odszkodowanie wraz z odsetkami i zwrotem kosztów procesu.

Podsumowanie – najważniejsze wnioski

  • Średni czas postępowania przed sądem pierwszej instancji: około 13–14 miesięcy
  • Sprawy z opinią biegłego trwają dłużej: średnio 15,5 miesiąca
  • Apelacja dodaje kolejne 6 miesięcy – łącznie sprawa może trwać prawie 2 lata
  • Najdłuższe sprawy ciągną się latami – rekord to ponad 5 lat
  • Możesz przyspieszyć sprawę – dobry pozew, unikanie opinii biegłego, rozważenie ugody
  • Skonsultuj się z prawnikiem – doświadczony prawnik pomoże skutecznie przeprowadzić sprawę

Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Każda sprawa odszkodowawcza jest indywidualna, dlatego zapraszamy do kontaktu z naszą kancelarią.

Zapraszam do Bloga o Odszkodowaniach:
Bartosz Kowalak, radca prawny
KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI
ul. Mickiewicza 18a/3, 60-834 Poznań
tel. +48 61 2224963
e-mail: bartosz.kowalak@prawnikpoznanski.pl
www: https://blogoodszkodowaniach.pl


Źródła

  • Raport Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości „Szkoda na mieniu wynikająca z wypadków komunikacyjnych” (dr hab. Marcin Krajewski)

Klient pyta: Kto powinien zapłacić za naprawę, gdy ubezpieczyciel przelał pieniądze na moje konto zamiast do warsztatu?

Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej.

Spis treści

  1. Pytanie klienta
  2. Analiza sytuacji – co się stało?
  3. Odpowiedź prawnika – kto powinien otrzymać pieniądze?
  4. Praktyczne wskazówki – jak rozwiązać problem
  5. Terminy i konsekwencje prawne
  6. FAQ – najczęściej zadawane pytania

Pytanie klienta

„Dzień dobry, jakiś czas temu miałem kolizję nie z mojej winy. Koszty naprawy pokrył ubezpieczyciel sprawcy przez OC. Oddałem samochód do warsztatu, uzgodniliśmy naprawę bezgotówkową – warsztat miał się rozliczyć bezpośrednio z ubezpieczycielem, bez mojego udziału.

Pojazd ma dwa lata. Po zakończeniu naprawy złożyłem wniosek o wypłatę odszkodowania za utratę wartości handlowej. Po czasie dostałem pismo, że ubezpieczyciel zlecił wypłatę na moje konto kwoty obejmującej zarówno utratę wartości, jak i pełne koszty naprawy (wartość faktury warsztatu).

Po miesiącu warsztat skontaktował się ze mną z informacją, że nie otrzymał zapłaty za naprawę i domaga się pieniędzy. Co powinienem zrobić? Komu mam przelać te środki – warsztatowi czy ubezpieczycielowi? Czy to moja wina, że pieniądze wpłynęły na moje konto? Ile mam czasu na wyjaśnienie tej sytuacji i ewentualny zwrot środków? Czuję się zagubiony, bo przecież nie popełniłem błędu.”


Analiza sytuacji – co się stało?

W opisywanej sytuacji doszło do błędu proceduralnego po stronie ubezpieczyciela. Naprawa bezgotówkowa polega na tym, że ubezpieczyciel sprawcy (OC) rozlicza się bezpośrednio z warsztatem wykonującym naprawę, bez angażowania poszkodowanego w proces płatności. Poszkodowany składa wniosek o likwidację szkody, warsztat wystawia fakturę za wykonaną usługę, a ubezpieczyciel przelewa środki na rachunek warsztatu.

W teorii poszkodowany nie powinien w ogóle „widzieć” pieniędzy za naprawę – otrzymuje jedynie dodatkowe świadczenia, takie jak odszkodowanie za utratę wartości handlowej pojazdu (tzw. deprecjacja), które przysługuje mu niezależnie od kosztów naprawy.

Co poszło nie tak?

Ubezpieczyciel pomylił się i przelał całość odszkodowania – zarówno za utratę wartości handlowej, jak i koszty naprawy – na konto poszkodowanego. Warsztat, który wykonał usługę zgodnie z umową, nie otrzymał zapłaty i słusznie domaga się uregulowania należności.

Z praktyki kancelarii wiemy, że takie pomyłki zdarzają się częściej, niż mogłoby się wydawać. Szczególnie w przypadkach, gdy poszkodowany składa kilka wniosków równocześnie (np. o koszty naprawy i o utratę wartości), a system informatyczny ubezpieczyciela błędnie identyfikuje odbiorcę płatności lub nieprawidłowo rozdziela kwoty.


Odpowiedź prawnika – kto powinien otrzymać pieniądze?

Z punktu widzenia prawa cywilnego sytuacja jest jasna, choć na pierwszy rzut oka może wydawać się skomplikowana. Warsztat ma roszczenie wobec poszkodowanego wynikające z umowy naprawy pojazdu (tzw. umowa o dzieło – art. 627 Kodeksu cywilnego). Nawet jeśli strony uzgodniły rozliczenie bezgotówkowe z ubezpieczycielem, to w chwili, gdy ubezpieczyciel nie wywiązał się z zobowiązania wobec warsztatu, poszkodowany – jako strona umowy z warsztatem – pozostaje zobowiązany do zapłaty za wykonaną usługę.

Podstawa prawna

Zgodnie z art. 405 Kodeksu cywilnego (bezpodstawne wzbogacenie), poszkodowany, który otrzymał na swoje konto środki przeznaczone dla warsztatu, wzbogacił się kosztem warsztatu bez podstawy prawnej. Warsztat może zatem dochodzić od niego zwrotu tych środków – albo na podstawie umowy naprawy, albo właśnie w trybie bezpodstawnego wzbogacenia.

Ważna zasada: Poszkodowany nie ponosi winy za pomyłkę ubezpieczyciela. To błąd po stronie towarzystwa ubezpieczeniowego, które nieprawidłowo zrealizowało wypłatę odszkodowania. Jednak z punktu widzenia prawa cywilnego poszkodowany jest zobowiązany uregulować należność wobec warsztatu, jeśli środki za naprawę trafiły na jego konto.

Dlaczego nie zwracać pieniędzy ubezpieczycielowi?

Teoretycznie poszkodowany mógłby zwrócić środki ubezpieczycielowi, który następnie przekazałby je warsztatowi. W praktyce to najgorsze możliwe rozwiązanie, ponieważ:

  • Przedłuży proces – ubezpieczyciel będzie musiał ponownie zrealizować przelew dla warsztatu, co może potrwać kilka tygodni,
  • Warsztat już domaga się zapłaty i może naliczyć odsetki za zwłokę,
  • Skomplikuje sytuację prawną – powstanie dodatkowa dokumentacja, korespondencja i ryzyko dalszych błędów.

Bezpośrednie rozliczenie z warsztatem jest najszybsze, najprostsze i zgodne z logiką zobowiązania.


Praktyczne wskazówki – jak rozwiązać problem

Krok 1: Przelej warsztatowi kwotę za naprawę

Warsztat wykonał usługę zgodnie z umową, wystawił fakturę i ma pełne prawo domagać się zapłaty. Skoro pieniądze za naprawę trafiły na konto poszkodowanego (choć przez pomyłkę ubezpieczyciela), poszkodowany powinien:

  • Przelać warsztatowi kwotę odpowiadającą wartości faktury za naprawę (bez kwoty za utratę wartości handlowej),
  • W tytule przelewu wpisać: „Zapłata za naprawę pojazdu [numer rejestracyjny], faktura nr [numer faktury]”,
  • Zachować potwierdzenie przelewu jako dowód uregulowania należności.

Krok 2: Zatrzymaj kwotę za utratę wartości handlowej

Odszkodowanie za utratę wartości handlowej (tzw. deprecjacja pojazdu) przysługuje poszkodowanemu zgodnie z art. 361 § 2 Kodeksu cywilnego i stanowi odrębne świadczenie od kosztów naprawy. To odszkodowanie należne poszkodowanemu za sam fakt uczestnictwa pojazdu w kolizji, niezależnie od tego, czy pojazd został naprawiony, czy nie.

Poszkodowany ma pełne prawo zatrzymać tę kwotę – nie jest ona częścią należności warsztatu i nie podlega przekazaniu ani warsztatowi, ani ubezpieczycielowi.

Krok 3: Poinformuj warsztat i ubezpieczyciela

Warto krótko poinformować warsztat (mailowo, telefonicznie lub osobiście), że:

  • Poszkodowany otrzymał przelew od ubezpieczyciela przez pomyłkę,
  • Przeleje warsztatowi kwotę za naprawę bezpośrednio na wskazany rachunek,
  • Sprawa jest rozliczona i nie ma potrzeby dalszych działań.

Podobnie można poinformować ubezpieczyciela o zaistniałej sytuacji i sposobie jej rozwiązania, by uniknąć dalszych nieporozumień (np. wezwań do zwrotu środków lub ponownych prób realizacji wypłaty dla warsztatu). W praktyce ubezpieczyciel powinien jedynie zaktualizować swoją dokumentację, by odzwierciedlała faktyczny przebieg rozliczenia.

Krok 4: Nie zwracaj pieniędzy ubezpieczycielowi

Jak już wspomniano, zwrot środków ubezpieczycielowi tylko skomplikuje sprawę i niepotrzebnie wydłuży proces. Warsztat potrzebuje pieniędzy teraz, a nie za kilka tygodni, gdy ubezpieczyciel ponownie zrealizuje przelew.


Terminy i konsekwencje prawne

Ile czasu na uregulowanie należności?

Warsztat może dochodzić zapłaty na podstawie umowy naprawy (termin płatności wskazany na fakturze lub w umowie) lub na podstawie przepisów o bezpodstawnym wzbogaceniu. W praktyce:

  • Jeśli na fakturze jest wskazany termin płatności (np. 14 dni od daty wystawienia), warsztat może liczyć odsetki za zwłokę od dnia następującego po upływie tego terminu .
  • Jeśli termin nie jest wskazany, stosuje się zasadę „bez zbędnej zwłoki” – czyli warsztat może żądać zapłaty natychmiast po zgłoszeniu roszczenia.

Z doświadczenia kancelarii zalecamy załatwić sprawę od razu, by uniknąć:

  • Odsetek ustawowych za zwłokę ),
  • Ewentualnych wezwań do zapłaty i kosztów postępowania windykacyjnego,
  • Niepotrzebnych napięć z warsztatem, który może odmówić współpracy w przyszłości lub zgłosić sprawę do sądu.

Konsekwencje braku działania

Jeśli poszkodowany zignorowałby roszczenie warsztatu, warsztat mógłby:

  • Wystosować wezwanie do zapłaty z wyznaczeniem terminu (zazwyczaj 7-14 dni),
  • Wszcząć postępowanie sądowe o zapłatę należności głównej wraz z odsetkami za zwłokę,
  • Dochodzić kosztów procesu (opłata sądowa, koszty zastępstwa prawnego), które zgodnie z art. 98 Kodeksu postępowania cywilnego obciążają stronę przegrywającą sprawę.

Kluczowa zasada: Poszkodowany nie ponosi winy za błąd ubezpieczyciela, ale prawnie jest zobowiązany uregulować należność wobec warsztatu, jeśli środki za naprawę trafiły na jego konto. Ignorowanie problemu nie rozwiąże sytuacji, a jedynie ją pogłębi i zwiększy koszty.


Praktyczne wskazówki z doświadczenia kancelarii

  • Działaj szybko – im szybciej przekażesz warsztatowi środki za naprawę, tym mniej stresu, formalności i ryzyka odsetek za zwłokę.
  • Zachowaj dokumentację – wszystkie potwierdzenia przelewów, faktury, korespondencję z ubezpieczycielem i warsztatem. To zabezpieczy Cię na wypadek sporów lub nieporozumień w przyszłości.
  • Skontaktuj się z warsztatem – wyjaśnij sytuację i ustal sposób rozliczenia. Większość warsztatów jest wyrozumiała, jeśli poszkodowany wykazuje dobrą wolę i chęć szybkiego załatwienia sprawy.
  • Poinformuj ubezpieczyciela – to opcjonalne, ale może zapobiec dalszym nieporozumieniom (np. wezwaniom do zwrotu środków lub próbom ponownej wypłaty).
  • Zatrzymaj kwotę za utratę wartości – to Twoje odszkodowanie i nie musisz go oddawać warsztatowi ani ubezpieczycielowi. Jest to niezależne świadczenie.


FAQ – najczęściej zadawane pytania

1. Czy muszę zwracać pieniądze ubezpieczycielowi, jeśli przelał mi środki przez pomyłkę?

Nie. Nie musisz zwracać środków ubezpieczycielowi. Zamiast tego przelej warsztatowi kwotę za naprawę – to prostsze, szybsze i zgodne z logiką zobowiązania. Ubezpieczyciel popełnił błąd, ale Ty masz zobowiązanie wobec warsztatu wynikające z umowy naprawy, więc bezpośrednie rozliczenie z warsztatem załatwia sprawę najefektywniej.

2. Czy warsztat może żądać ode mnie zapłaty, skoro miałem umowę bezgotówkową?

Tak. Naprawa bezgotówkowa to umowa między poszkodowanym a warsztatem, w której strony uzgodniły, że warsztat rozliczy się bezpośrednio z ubezpieczycielem. Jeśli ubezpieczyciel nie zapłacił warsztatowi (choćby przez pomyłkę), warsztat ma roszczenie wobec poszkodowanego jako strony umowy naprawy. To wynika z podstawowych zasad prawa zobowiązań.

3. Ile mam czasu na przekazanie pieniędzy warsztatowi?

Warsztat może żądać zapłaty zgodnie z terminem wskazanym na fakturze lub „bez zbędnej zwłoki” (jeśli termin nie został określony). W praktyce zalecamy działać od razu po zgłoszeniu roszczenia przez warsztat, by uniknąć odsetek za zwłokę, dodatkowych kosztów i niepotrzebnych komplikacji.

4. Czy mogę zatrzymać kwotę za utratę wartości handlowej pojazdu?

Tak. Odszkodowanie za utratę wartości handlowej przysługuje poszkodowanemu zgodnie z art. 361 § 2 Kodeksu cywilnego i nie jest częścią należności warsztatu. Przekaż warsztatowi tylko kwotę za naprawę (zgodną z fakturą), a kwotę za deprecjację zatrzymaj dla siebie.

5. Co się stanie, jeśli zignoruje roszczenie warsztatu?

Warsztat może wystosować wezwanie do zapłaty, a następnie wszcząć postępowanie sądowe o zapłatę należności. Będziesz wówczas zobowiązany do zapłaty:

  • Kwoty głównej (wartość faktury za naprawę),
  • Odsetek za zwłokę od dnia wymagalności,
  • Kosztów procesu (opłata sądowa, koszty zastępstwa prawnego warsztatu).

Lepiej załatwić sprawę od razu, nim dojdzie do eskalacji.

6. Czy ponoszę odpowiedzialność za błąd ubezpieczyciela?

Nie ponosisz winy za błąd ubezpieczyciela – to pomyłka po stronie towarzystwa ubezpieczeniowego. Jednak z punktu widzenia prawa zobowiązań jesteś zobowiązany uregulować należność wobec warsztatu, jeśli środki za naprawę trafiły na Twoje konto. To kwestia zobowiązania wynikającego z umowy naprawy, a nie Twojej osobistej winy.

7. Czy mogę domagać się od ubezpieczyciela zwrotu kosztów lub odszkodowania za powstałe komplikacje?

W teorii tak, jeśli poniosłeś konkretne szkody (np. koszty dodatkowej korespondencji, porady prawnej) spowodowane błędem ubezpieczyciela. W praktyce jednak łatwiej i szybciej jest rozliczyć się bezpośrednio z warsztatem i zamknąć sprawę, niż dochodzić roszczeń od ubezpieczyciela za błąd proceduralny. Warto ocenić, czy ewentualne roszczenia są warte czasu i wysiłku.


Najważniejsze wnioski

  • Poszkodowany nie ponosi winy za błąd ubezpieczyciela, ale jest zobowiązany uregulować należność wobec warsztatu, jeśli środki za naprawę trafiły na jego konto.
  • Najlepsze rozwiązanie: przelać warsztatowi kwotę za naprawę (zgodną z fakturą) i zatrzymać kwotę za utratę wartości handlowej.
  • Nie zwracaj pieniędzy ubezpieczycielowi – to tylko skomplikuje sprawę i niepotrzebnie przedłuży proces.
  • Działaj szybko, by uniknąć odsetek za zwłokę, dodatkowych kosztów i niepotrzebnych formalności.
  • Poinformuj warsztat i ubezpieczyciela o sposobie rozliczenia, by zamknąć temat i uniknąć dalszych nieporozumień.

Podsumowanie kancelarii:
Niniejszy artykuł powstał w oparciu o doświadczenie i wiedzę zespołu KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat wspieramy klientów z całej Polski w rozwiązywaniu spraw odszkodowawczych po wypadkach komunikacyjnych, tłumacząc zawiłości prawa z pasją i zaangażowaniem, aby każdy mógł zrozumieć swoje prawa, obowiązki i najlepsze sposoby działania w skomplikowanych sytuacjach prawnych.

Zapraszam do Kancelarii:
Radca Prawny Bartosz Kowalak
KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI
ul. Mickiewicza 18a/3, 60-834 Poznań
Tel.: +48 61 2224963
E-mail: kancelaria@prawnikpoznanski.pl
www: www.blogoodszkodowaniach.pl | www.prawnikpoznanski.pl


Źródła:
Kodeks cywilny: art. 361 § 2 (zakres odszkodowania – utrata wartości), art. 405 (bezpodstawne wzbogacenie), art. 481 § 1 (odsetki za zwłokę), art. 627 (umowa o dzieło), art. 734 (umowa zlecenia).


Disclaimer:
Niniejszy artykuł stanowi ogólną informację prawną i nie zastępuje indywidualnej porady prawnej w konkretnej sprawie. Każda sytuacja wymaga analizy konkretnych okoliczności faktycznych, dokumentów oraz umów zawartych między stronami. Kancelaria nie ponosi odpowiedzialności za działania podjęte wyłącznie na podstawie informacji zawartych w artykule. W celu uzyskania porady prawnej dostosowanej do Państwa sytuacji, zapraszamy do kontaktu z naszą kancelarią.Retry

UFG nie jest superubezpieczycielem — kiedy Fundusz nie zapłaci za bankruta

Autor: Bartosz Kowalak, radca prawny | blogoodszkodowaniach.pl

Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej w rozumieniu przepisów prawa. Stan prawny aktualny na datę publikacji.


Spis treści

  1. Co tak naprawdę robi Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny?
  2. Dlaczego UFG nie zastępuje upadłego ubezpieczyciela?
  3. Kiedy UFG faktycznie wkracza do akcji?
  4. Co się dzieje, gdy poszkodowany ma własne ubezpieczenie dobrowolne?
  5. Praktyczne wnioski dla sprawców i poszkodowanych
  6. FAQ

Nie, Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny nie odpowiada za wszystkie szkody, gdy ubezpieczyciel OC sprawcy ogłosi upadłość. Rola UFG jest ściśle określona przez ustawę z dnia 22 maja 2003 r. o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych i ma charakter uzupełniający — nie zastępczy wobec sprawcy ani wobec innych ubezpieczycieli. To rozróżnienie ma ogromne praktyczne znaczenie dla każdego, kto uczestniczył w wypadku, którego sprawca ubezpieczał się w firmie, która dziś już nie istnieje.

Pozwolę sobie wyjaśnić to na przykładzie realnej sprawy, która trafiła niedawno na wokandę sądu rejonowego — i której rozstrzygnięcie zmusza do refleksji.


Co tak naprawdę robi Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny?

Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny (UFG) to instytucja powołana do tego, by żaden poszkodowany nie pozostał bez odszkodowania w sytuacjach, gdy normalny mechanizm ubezpieczeniowy zawodzi. Chodzi przede wszystkim o przypadki wymienione w art. 98 ust. 1 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych: szkody spowodowane przez nieustalonego sprawcę, przez sprawcę nieubezpieczonego, a w pewnych warunkach — przez sprawcę, którego ubezpieczyciel ogłosił upadłość.

Co ciekawe, Fundusz nie jest następcą prawnym upadłego zakładu ubezpieczeń. Nie wchodzi w jego buty, nie przejmuje jego portfela szkodowego jako całości i nie dokonuje zwrotów na rzecz innych ubezpieczycieli. Sam UFG podkreślił to jednoznacznie w piśmie do sądu w jednej ze spraw, stwierdzając wprost: „Działalność UFG nie może być utożsamiana z działalnością zakładów ubezpieczeń. Jej celem jest zagwarantowanie, że każda osoba poszkodowana zdarzeniem objętym ubezpieczeniem obowiązkowym otrzyma stosowne odszkodowanie w przypadku braku podmiotu odpowiedzialnego.”


Dlaczego UFG nie zastępuje upadłego ubezpieczyciela?

Przepis art. 111 ust. 1 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych stanowi, że w razie ogłoszenia upadłości zakładu ubezpieczeń Fundusz przejmuje od syndyka akta szkodowe — nie zobowiązania. To subtelna, ale kluczowa różnica. UFG przejmuje dokumentację, by na jej podstawie móc wypłacać świadczenia poszkodowanym, którzy jeszcze nie uzyskali odszkodowania. Jeśli szkoda została już naprawiona — choćby z dobrowolnego ubezpieczenia poszkodowanego — Fundusz po prostu nie ma co naprawiać.

Potwierdzenie tej wykładni znajdziemy w art. 106 ust. 1 i 2 ustawy. Przepis ten wprost wskazuje, że jeżeli poszkodowany zaspokoił roszczenie z własnej umowy ubezpieczenia dobrowolnego (np. z AC), Fundusz wyrównuje szkodę tylko w części niezaspokojonej. A co więcej — zakładowi ubezpieczeń, który wypłacił odszkodowanie z dobrowolnego ubezpieczenia poszkodowanego, nie przysługuje roszczenie regresowe do UFG o zwrot tych kwot.

W praktyce oznacza to, że ubezpieczyciel, który wypłacił poszkodowanemu odszkodowanie z AC, nie może następnie pójść do UFG po zwrot — musi skierować roszczenie regresowe bezpośrednio do sprawcy szkody.


Kiedy UFG faktycznie wkracza do akcji?

Fundusz działa jako instytucja ostatniej szansy dla poszkodowanych. Zgodnie z art. 98 ust. 1 ustawy do jego zadań należy zaspokajanie roszczeń za szkody wyrządzone przez nieznanych sprawców, sprawców nieposiadających OC, a także — na mocy art. 98 ust. 2a — w przypadku upadłości ubezpieczyciela mającego siedzibę w UE, gdy szkoda powstała na terytorium RP i poszkodowany nie uzyskał zaspokojenia w inny sposób.

Warunkiem koniecznym jest to, że szkoda nie została jeszcze naprawiona. UFG nie działa wstecz wobec już zaspokojonych roszczeń. Fundusz wkracza tam, gdzie poszkodowany stoi przed realną perspektywą nieotrzymania odszkodowania — nie tam, gdzie inny ubezpieczyciel już świadczenie spełnił i szuka teraz kogoś, od kogo mógłby to odzyskać.


Co się dzieje, gdy poszkodowany ma własne ubezpieczenie dobrowolne?

Tu właśnie ujawnia się cały paradoks, który ilustruje opisana sprawa. Poszkodowany miał ubezpieczenie AC u własnego ubezpieczyciela. Zgłosił szkodę z tego ubezpieczenia. Ubezpieczyciel wypłacił odszkodowanie. I właśnie na mocy art. 828 § 1 Kodeksu cywilnego — czyli przepisu o subrogacji — wstąpił w prawa poszkodowanego do wysokości wypłaconej kwoty i zaczął dochodzić jej zwrotu od sprawcy.

Sprawczyni tymczasem argumentowała, że to UFG powinien ponieść ten ciężar. Sąd odrzucił tę argumentację. Szkoda była już naprawiona — rolą UFG nie jest refinansowanie roszczeń regresowych ubezpieczycieli. Odpowiedzialność za szkodę pozostała przy sprawcy, niezależnie od losów jej ubezpieczyciela OC.


Praktyczne wnioski dla sprawców i poszkodowanych

Jeśli jesteś sprawcą wypadku i Twój ubezpieczyciel OC ogłosił upadłość, nie możesz liczyć na to, że UFG „przejmie” Twoją odpowiedzialność. UFG chroni poszkodowanych, nie sprawców. Twoja odpowiedzialność cywilna wynikająca z art. 436 k.c. w związku z art. 435 k.c. pozostaje nienaruszona.

Jeśli jesteś poszkodowanym i masz własne ubezpieczenie dobrowolne — masz prawo z niego skorzystać. Ale pamiętaj, że Twój ubezpieczyciel po wypłacie odszkodowania wejdzie w Twoje prawa wobec sprawcy. To jest właśnie istota subrogacji z art. 828 § 1 k.c. Fundusz w takim układzie zostaje na uboczu — jego rola już nie jest potrzebna.


FAQ

Czy UFG zapłaci odszkodowanie, jeśli ubezpieczyciel sprawcy ogłosił upadłość? UFG może wypłacić odszkodowanie poszkodowanemu, jeśli szkoda nie została jeszcze naprawiona w inny sposób. Podstawę stanowi art. 98 ust. 2a ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych. Jeśli poszkodowany skorzystał już z własnego ubezpieczenia dobrowolnego, Fundusz wyrównuje jedynie ewentualną różnicę (art. 106 ust. 1 ustawy).

Czy UFG może zwrócić pieniądze ubezpieczycielowi, który wypłacił odszkodowanie z AC? Nie. Zgodnie z art. 106 ust. 2 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych zakładowi ubezpieczeń, który wypłacił odszkodowanie z dobrowolnego ubezpieczenia poszkodowanego, nie przysługuje roszczenie regresowe do UFG o zwrot tych kwot.

Co to jest subrogacja ubezpieczeniowa i jak działa art. 828 k.c.? Subrogacja to przejście roszczenia poszkodowanego na ubezpieczyciela z mocy prawa, z chwilą wypłaty odszkodowania. Na podstawie art. 828 § 1 Kodeksu cywilnego ubezpieczyciel, który naprawił szkodę, wstępuje w prawa poszkodowanego wobec sprawcy — do wysokości wypłaconej kwoty. Sprawca pozostaje więc zobowiązany do zwrotu tych środków.

Czy sprawca wypadku odpowiada osobiście, jeśli jego ubezpieczyciel OC zbankrutował? Tak. Zawarcie umowy ubezpieczenia OC nie wyłącza odpowiedzialności sprawcy — jedynie przenosi obowiązek wypłaty odszkodowania na ubezpieczyciela. Upadłość ubezpieczyciela nie zwalnia sprawcy z odpowiedzialności cywilnej wynikającej z art. 436 k.c. w związku z art. 435 k.c.


Bartosz Kowalak — radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI, ul. Mickiewicza 18a/3, Poznań. Specjalizacja: prawo odszkodowawcze, ubezpieczeniowe. Autor bloga blogoodszkodowaniach.pl.

Tel.: +48 61 222 49 63 | bartosz.kowalak@prawnikpoznanski.pl

Najem pojazdu zastępczego z OC sprawcy – czy ubezpieczyciel może odmówić zapłaty z uwagi na brak zapłaty faktury?

Sytuacja, o której dzisiaj napiszę, zdarza się bardzo często. Do poszkodowanego w wypadku zgłasza się firma „wynajmująca auta z OC sprawcy” albo auto zostaje oddane w najem przez warsztat naprawczy. Po okresie naprawy okazuje się, że wynajmujący wystawia fakturę VAT na kilka, a czasami nawet kilkanaście tysięcy złotych.

Poszkodowany najczęściej nie ma takich środków – przecież zasugerowano mu, że „koszty pokryje ubezpieczyciel, więc nie ma o co się martwić”. Faktura trafia do ubezpieczyciela, a ten wydaje odmowę, wskazując, że jego odpowiedzialność dotyczy tylko sytuacji, w której szkoda została rzeczywiście poniesiona – czyli wyłącznie wtedy, gdy poszkodowany fakturę za wynajem zapłacił.

Pół biedy, gdy warsztat czy firma wynajmująca zachowa się honorowo i sama będzie dochodzić roszczeń na podstawie cesji od poszkodowanego. Gorzej, gdy poszkodowany zostaje sam z problemem.

Czy w takiej sytuacji ubezpieczyciel ma rację?

Spis treści

  1. Co mówił Sąd Najwyższy? Kontrowersyjna uwaga na marginesie uchwały
  2. Jak sądy interpretują pojęcie „szkody rzeczywistej”?
  3. Stanowisko Komisji Nadzoru Finansowego – wytyczna 20.7
  4. Czy dług to szkoda rzeczywista?
  5. Praktyczne konsekwencje dla poszkodowanych
  6. Co robić, gdy ubezpieczyciel odmawia zapłaty?

Co mówił Sąd Najwyższy? Kontrowersyjna uwaga na marginesie uchwały

Faktycznie, kilka lat temu Sąd Najwyższy na marginesie jednej ze swoich uchwał wskazał, że najem dotyczy tylko rzeczywistej szkody. Ubezpieczyciele odpierający napór firm skupujących cesje do odszkodowań z tytułu najmu pojazdu z OC sprawcy skrzętnie to wykorzystali, odmawiając wypłat odszkodowań z argumentacją: „szkoda jeszcze nie powstała, bo poszkodowany nie zapłacił faktury”.

Jak sądy interpretują pojęcie „szkody rzeczywistej”?

Niemniej jednak w większości przypadków sądy nie miały problemu z tą uchwałą i za szkodę rzeczywistą uznawały także sytuacje powstania długu – a to właśnie ma miejsce w opisanej wyżej sytuacji.

Dług jako szkoda rzeczywista

Kiedy poszkodowany podpisuje umowę najmu pojazdu zastępczego, powstaje zobowiązanie – dług wobec wynajmującego. To zobowiązanie jest wymagalne z chwilą zakończenia najmu lub zgodnie z warunkami umowy.

Z perspektywy prawa cywilnego powstanie długu to szkoda majątkowa – poszkodowany stał się zobowiązany do zapłaty określonej kwoty. Nie ma znaczenia, czy tę kwotę faktycznie już zapłacił – szkoda polega na samym fakcie obciążenia majątku długiem.

Przykład z praktyki

Wyobraźmy sobie, że poszkodowany wynajął auto zastępcze na okres naprawy (20 dni) za 4000 zł. Po zakończeniu najmu otrzymał fakturę VAT. Czy musi najpierw zapłacić 4000 zł z własnej kieszeni, żeby móc dochodzić zwrotu od ubezpieczyciela?

Zdaniem większości sądów – nie. Szkoda powstała w momencie zaciągnięcia zobowiązania (podpisania umowy najmu i faktycznego korzystania z auta). Poszkodowany nie musi „finansować” ubezpieczyciela z własnych środków.

Stanowisko Komisji Nadzoru Finansowego – wytyczna 20.7

Również Komisja Nadzoru Finansowego, która wydała wytyczne odnoszące się do likwidacji szkód komunikacyjnych, w jednej z wytycznych jasno wskazała:

20.7. Zwrotowi podlega nie tylko celowy i ekonomicznie uzasadniony koszt najmu, który został faktycznie zapłacony przez uprawnionego, ale również koszt najmu wymagalny, lecz jeszcze niezapłacony.

Tak więc można by rzec: Roma locuta, causa finita (Rzym przemówił, sprawa zakończona).

Co to oznacza w praktyce?

Wytyczna KNF jednoznacznie rozstrzyga wątpliwości:

  • Ubezpieczyciel nie może uzależniać wypłaty odszkodowania od tego, czy poszkodowany zapłacił fakturę za najem.
  • Wystarczy, że koszt najmu jest wymagalny – czyli że poszkodowany podpisał umowę, korzystał z auta, a teraz ma dług wobec wynajmującego.
  • Dług to szkoda rzeczywista – obciążenie majątku zobowiązaniem do zapłaty.

Czy dług to szkoda rzeczywista?

Tak. Powstanie długu (zobowiązania) to klasyczna szkoda majątkowa w rozumieniu art. 361 KC. Poszkodowany, który zaciągnął zobowiązanie wobec firmy wynajmującej auto zastępcze, doznał uszczerbku majątkowego – jego majątek został obciążony długiem.

Nie ma logicznego uzasadnienia, by wymagać od poszkodowanego najpierw zapłaty faktury z własnych środków, a dopiero potem dochodzenia zwrotu od ubezpieczyciela. Taki wymóg:

  • Zmuszałby poszkodowanego do finansowania ubezpieczyciela – co jest sprzeczne z zasadami odpowiedzialności odszkodowawczej,
  • Faworyzowałby zamożniejszych poszkodowanych – tylko oni mogliby „wyłożyć” kilka lub kilkanaście tysięcy złotych,
  • Naruszałby zasadę pełnego odszkodowania – poszkodowany nie może być w gorszej sytuacji niż przed wypadkiem.

Praktyczne konsekwencje dla poszkodowanych

✅ Co powinien zrobić poszkodowany?

  1. Zachować dokumentację: umowę najmu, fakturę VAT, dowody korzystania z auta (np. protokół zdawczo-odbiorczy, zdjęcia licznika).
  2. Nie panikować, jeśli nie ma środków na zapłatę faktury – zgodnie z wytyczną KNF zwrotowi podlega również koszt wymagalny, lecz niezapłacony.
  3. Zgłosić roszczenie do ubezpieczyciela – przesłać fakturę, umowę najmu i inne dokumenty potwierdzające celowość i ekonomiczną zasadność najmu.
  4. W razie odmowy – dochodzić roszczenia na drodze sądowej – sądy w większości uznają, że dług to szkoda rzeczywista.

❌ Czego unikać?

  1. Nie podpisywać umów najmu „na oślep” – przed podpisaniem warto sprawdzić stawki (czy nie są rażąco wygórowane) i warunki umowy.
  2. Nie ufać ślepo obietnicom „auto za darmo z OC sprawcy” – ostatecznie to poszkodowany jest stroną umowy najmu i odpowiada za dług.
  3. Nie ignorować faktury – nawet jeśli ubezpieczyciel odmówił zapłaty, warto skonsultować sprawę z prawnikiem.

Pół biedy, gdy firma zachowa się honorowo

Jeśli warsztat lub firma wynajmująca zachowa się honorowo, może:

  • Przyjąć cesję roszczenia od poszkodowanego i sama dochodzić odszkodowania od ubezpieczyciela,
  • Nie naciskać na natychmiastową zapłatę – czekając na rozstrzygnięcie sprawy z ubezpieczycielem.

Gorzej, gdy poszkodowany zostaje sam z długiem – wtedy konieczna jest pomoc prawnika.

Co robić, gdy ubezpieczyciel odmawia zapłaty?

Krok 1: Odwołanie do ubezpieczyciela

Złóż odwołanie od decyzji ubezpieczyciela, powołując się na:

  • Wytyczną 20.7 KNF – zwrotowi podlega koszt wymagalny, lecz niezapłacony,
  • Orzecznictwo sądów – uznające dług za szkodę rzeczywistą,
  • Art. 361 § 2 KC – szkoda obejmuje rzeczywiste straty (w tym zaciągnięte zobowiązania).

Krok 2: Skarga do Rzecznika Finansowego

Jeśli ubezpieczyciel podtrzymuje odmowę, złóż skargę do Rzecznika Finansowego – organ ten może wydać rekomendację dla ubezpieczyciela.

Krok 3: Droga sądowa

W razie dalszej odmowy – złóż pozew do sądu. Sądy w większości przypadków przyznają rację poszkodowanym, uznając, że dług to szkoda rzeczywista.

Najważniejsze wnioski

  1. Dług wobec wynajmującego to szkoda rzeczywista – poszkodowany nie musi najpierw zapłacić faktury, by dochodzić zwrotu od ubezpieczyciela.
  2. Wytyczna 20.7 KNF jednoznacznie rozstrzyga wątpliwości – zwrotowi podlega również koszt wymagalny, lecz niezapłacony.
  3. Ubezpieczyciele często odmawiają zapłaty, powołując się na marginalną uwagę SN – ale sądy w większości uznają taką odmowę za bezzasadną.
  4. Poszkodowani powinni zachować dokumentację i nie dać się zastraszyć odmową ubezpieczyciela.
  5. Warto skonsultować sprawę z prawnikiem – zwłaszcza gdy firma wynajmująca naciska na zapłatę, a ubezpieczyciel odmawia.

FAQ – Najczęściej zadawane pytania

1. Czy muszę zapłacić fakturę za wynajem auta zastępczego, zanim ubezpieczyciel mi zwróci koszty?
Nie. Zgodnie z wytyczną 20.7 KNF zwrotowi podlega również koszt wymagalny, lecz niezapłacony. Dług to szkoda rzeczywista.

2. Czy ubezpieczyciel może odmówić wypłaty, jeśli nie zapłaciłem faktury?
Może spróbować, ale taka odmowa jest niezgodna z wytycznymi KNF i w większości przypadków sądy przyznają rację poszkodowanym.

3. Co zrobić, gdy firma wynajmująca naciska na zapłatę, a ubezpieczyciel odmawia?
Złóż odwołanie do ubezpieczyciela, powołując się na wytyczną 20.7 KNF. W razie dalszej odmowy – skonsultuj sprawę z prawnikiem lub złóż skargę do Rzecznika Finansowego.

4. Czy dług wobec wynajmującego to szkoda rzeczywista?
Tak. Powstanie zobowiązania to klasyczna szkoda majątkowa – obciążenie majątku długiem.

5. Czy mogę domagać się odszkodowania, jeśli firma wynajmująca przyjęła ode mnie cesję roszczenia?
Jeśli dokonałeś cesji, to firma wynajmująca staje się uprawnionym do dochodzenia odszkodowania od ubezpieczyciela (jako cesjonariusz).

6. Jak długo ubezpieczyciel ma na wypłatę odszkodowania za auto zastępcze?
Zgodnie z ustawą o ubezpieczeniach obowiązkowych – 30 dni od zgłoszenia szkody (lub otrzymania pełnej dokumentacji).

7. Co grozi ubezpieczycielowi za bezpodstawną odmowę wypłaty?
Poszkodowany może dochodzić odsetek ustawowych za opóźnienie oraz – w razie postępowania sądowego – zwrotu kosztów procesu (w tym kosztów zastępstwa prawnego).

8. Czy warto skorzystać z oferty „auto zastępcze z OC sprawcy”?
To zależy od warunków umowy i stawek najmu. Warto sprawdzić, czy stawki nie są rażąco wygórowane – ubezpieczyciel może zakwestionować ich ekonomiczną zasadność.


Disclaimer: Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Każda sprawa odszkodowawcza jest indywidualna, dlatego zapraszamy do kontaktu z naszą kancelarią.

Zapraszam do Kancelarii KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI:
Radca Prawny Bartosz Kowalak i Zespół Prawników
ul. Mickiewicza 18a/3, 60-834 Poznań
Tel.: +48 61 2224963
E-mail: kancelaria@prawnikpoznanski.pl

www: https://prawnikpoznanski.pl


Źródła:

  • Wytyczna nr 20.7 dotycząca likwidacji szkód z ubezpieczeń komunikacyjnych Komisji Nadzoru Finansowego
  • Ustawa z dnia 23 kwietnia 1964 r. – Kodeks cywilny (Dz.U. 2024 poz. 1061), art. 361 § 2
  • Ustawa z dnia 22 maja 2003 r. o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych

Sklep wielkopowierzchniowy odpowiada na zasadzie ryzyka!?

Wprowadzenie

Upadłeś w centrum handlowym? Drzwi automatyczne przytrzasnęły Ci rękę? Taśma przy kasie uszkodziła Twój bagaż? Do tej pory wydawało się, że udowodnienie winy sklepu w takich sytuacjach to koszmar – trzeba było wykazać zaniedbanie, brak nadzoru, wadliwe zabezpieczenie. Tymczasem Sąd Apelacyjny w Łodzi wydał niesamowicie ciekawy wyrok, który może zmienić zasady gry. Gazeta Prawna podzieliła się tym orzeczeniem, a ja dziś chcę je omówić, bo ma ogromne znaczenie dla poszkodowanych.

Mowa o wyroku Sądu Apelacyjnego w Łodzi z 8 grudnia 2017 r., sygn. akt I ACa 454/17. I cóż ciekawego ten wyrok nam mówi?

Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej.

Spis treści

  1. O czym mówi wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi?
  2. Co to znaczy „odpowiedzialność na zasadzie ryzyka”?
  3. Dlaczego centra handlowe odpowiadają jak zakłady przemysłowe?
  4. Jakie konsekwencje ma to dla poszkodowanych?
  5. Czy każdy sklep odpowiada na zasadzie ryzyka?
  6. Praktyczne wskazówki dla poszkodowanych
  7. FAQ – najczęściej zadawane pytania
  8. Podsumowanie

O czym mówi wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi?

Zdaniem Sądu Apelacyjnego w Łodzi właściciel, zarządca sklepu wielkopowierzchniowego, a idąc dalej centrum handlowego i tym podobnych obiektów odpowiada za szkody powstałe na tym obiekcie na zasadzie ryzyka, a nie winy.

To przełomowe stanowisko, które zmienia całą logikę dochodzenia odszkodowań od galerii handlowych. Do tej pory poszkodowani musieli udowadniać, że sklep zaniedbał swoje obowiązki – np. nie zabezpieczył schodów, nie naprawił wadliwych drzwi automatycznych. Teraz? Wystarczy sam fakt zajścia zdarzenia.

Co to znaczy „odpowiedzialność na zasadzie ryzyka”?

Dla poszkodowanego – ogromna ulga

Co zasada ryzyka oznacza w praktyce? Dla poszkodowanego bardzo dużo.

Po pierwsze, nie musi wykazywać winy sklepu – sam fakt zajścia zdarzenia jest podstawą do przyjęcia odpowiedzialności i dalej wypłaty odszkodowania czy zadośćuczynienia.

Po drugie, żeby zwolnić się od odpowiedzialności, to sklep, czy szerzej podmiot odpowiadający na zasadzie ryzyka, musi wykazać, iż winę ponosi sam poszkodowany lub znana z imienia osoba trzecia.

W skrócie: w sytuacji zajścia wypadku na terenie centrum handlowego powodowałoby to praktycznie przyjęcie odpowiedzialności właściciela sklepu.

Art. 435 § 1 KC – podstawa odpowiedzialności

Sąd Apelacyjny w Łodzi uznał, że sklepy wielkopowierzchniowe odpowiadają na podstawie art. 435 § 1 Kodeksu cywilnego, który mówi:

„Prowadzący na własny rachunek przedsiębiorstwo lub zakład wprawiany w ruch za pomocą sił przyrody (pary, gazu, elektryczności, paliw płynnych itp.) ponosi odpowiedzialność za szkodę na osobie lub mieniu, wyrządzoną komukolwiek przez ruch przedsiębiorstwa lub zakładu, chyba że szkoda nastąpiła wskutek siły wyższej albo wyłącznie z winy poszkodowanego lub osoby trzeciej, za którą nie ponosi odpowiedzialności.”

Ten przepis zazwyczaj stosuje się do fabryk, zakładów przemysłowych, elektrowni. Sąd uznał, że nowoczesne centra handlowe też się tu kwalifikują.

Dlaczego centra handlowe odpowiadają jak zakłady przemysłowe?

Siły przyrody w galeriach handlowych

Oddając głos Sądowi Apelacyjnemu w Łodzi:

„Tę definicję spełnia przedsiębiorstwo pozwanej spółki (…), które jest bardzo dużym obiektem handlowym, dla funkcjonowania którego niezbędne jest korzystanie z sił przyrody. Dotyczy to nie tylko urządzeń oświetlenia, ogrzewania, klimatyzacji, transportu (wózki, taśmy), monitoringu, systemów kasowych itp. ale także otwierania i zamykania drzwi. Bez tych urządzeń niemożliwe byłoby funkcjonowanie nowoczesnych obiektów handlowych.”

Sąd zwrócił uwagę, że:

  • Automatyzacja jest kluczowa dla funkcjonowania galerii
  • Bez urządzeń elektrycznych (drzwi automatyczne, taśmy, monitoring) sklep nie mógłby działać na taką skalę
  • Nie można ograniczać pojęcia „zakładów wprawianych w ruch siłami przyrody” tylko do tradycyjnego przemysłu

Szerokie pojęcie „ruchu przedsiębiorstwa”

Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 5 czerwca 2014 r. (IV CSK 588/13) stwierdził:

„Pojęcie 'ruchu przedsiębiorstwa’ traktuje się szeroko i odnosi się do funkcjonowania przedsiębiorstwa jako całości, obejmującego każdy przejaw jego działania; istnienie związku pomiędzy ruchem i szkodą przyjmuje się już wtedy, gdy szkoda nastąpiła w wyniku zdarzenia funkcjonalnie powiązanego z działalnością przedsiębiorstwa, choćby nie było bezpośredniej zależności pomiędzy użyciem sił przyrody i szkodą.”

Trzy kluczowe momenty

Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 12 lipca 1977 r. (IV CR 216/77) wskazał, że przy rozważaniu zastosowania art. 435 § 1 KC trzeba mieć na uwadze trzy momenty:

  1. Stopień zagrożenia ze strony urządzeń
  2. Stopień komplikacji przy przetwarzaniu energii elementarnej na pracę
  3. Ogólny poziom techniki

Sąd Apelacyjny w Łodzi uznał, że nowoczesne centra handlowe spełniają te kryteria:

„Bez użycia sił przyrody wielkopowierzchniowy obiekt handlowy nie osiągnąłby swojego celu gospodarczego. Istotnym elementem tego przedsiębiorstwa są drzwi automatyczne. Nie można rozpatrywać działania drzwi automatycznych w oderwaniu od modelu prowadzenia współczesnego przedsiębiorstwa handlowego o dużej skali.”

Jakie konsekwencje ma to dla poszkodowanych?

1. Łatwiejsze dochodzenie odszkodowań

Poszkodowany zobowiązany jest udowodnić tylko to, że doznał szkody, pozostającej w związku z ruchem przedsiębiorstwa. Nie musi wykazywać winy czy zaniedbania ze strony sklepu.

2. Sklep musi się bronić

Prowadzący przedsiębiorstwo może uwolnić się od odpowiedzialności jedynie przez wykazanie, że do powstania szkody doszło:

  • Wskutek siły wyższej (np. trzęsienie ziemi)
  • Wyłącznie z winy poszkodowanego (np. celowe wejście w zamykające się drzwi)
  • Wyłącznie z winy osoby trzeciej, za którą sklep nie ponosi odpowiedzialności

3. Przesłanka winy tylko przy poszkodowanym

Jak podkreślił Sąd Apelacyjny:

„Do odpowiedzialności na zasadzie ryzyka z art. 435 § 1 k.c. nie jest wymagana jakakolwiek nieprawidłowość działania podmiotu zobowiązanego, a wystarczającą przesłanką jego odpowiedzialności jest wyrządzenie szkody przez ruch przedsiębiorstwa lub zakładu.”

„W przypadku winy poszkodowanego podmiot zobowiązany jest wolny od odpowiedzialności tylko wtedy, gdy wina jest wyłączną przyczyną szkody; w pozostałych przypadkach może być podstawą zmniejszenia odszkodowania na podstawie art. 362 k.c.”

4. Przełom dla praktyki odszkodowawczej

Ten wyrok może otworzyć drzwi (bez kalambury o drzwiach automatycznych!) dla setek poszkodowanych, którzy dotąd rezygnowali z dochodzenia odszkodowań, bo wydawało się to zbyt skomplikowane.

Czy każdy sklep odpowiada na zasadzie ryzyka?

Nie każdy – tylko wielkopowierzchniowe

Wyrok dotyczy sklepów wielkopowierzchniowych, centrów handlowych i podobnych obiektów, gdzie:

  • Automatyzacja jest kluczowa dla funkcjonowania
  • Bez sił przyrody obiekt nie osiągnąłby celu gospodarczego
  • Skala działalności wymaga rozbudowanej infrastruktury technicznej

Mały sklep osiedlowy z prostymi drzwiami raczej nie będzie objęty tą interpretacją.

Ocena indywidualna

Jak podkreślił Sąd Najwyższy (wyrok z 23 maja 2012 r., I PK 198/11):

„Ocena, czy przedsiębiorstwo należy do kategorii wskazanej w art. 435 k.c., musi być dokonywana z uwzględnieniem faktycznego znaczenia określonych technologii w działalności przedsiębiorstwa oraz na podstawie ustalenia, czy możliwe byłoby osiągnięcie zakładanych celów bez użycia sił przyrody.”

Praktyczne wskazówki dla poszkodowanych

1. Dokumentuj zdarzenie

Jeśli doszło do wypadku w galerii handlowej:

  • Zrób zdjęcia miejsca zdarzenia
  • Zbierz dane świadków
  • Zgłoś zdarzenie ochronie i zażądaj protokołu

2. Zbieraj dowody

  • Dokumentacja medyczna (jeśli doznałeś obrażeń)
  • Faktury za zniszczone rzeczy
  • Nagrania z monitoringu (żądaj ich od galerii)

3. Powołaj się na wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi

W korespondencji z ubezpieczycielem lub w pozwie wskaż ten wyrok jako uzasadnienie dla odpowiedzialności na zasadzie ryzyka.

4. Nie daj się zniechęcić

Galerie handlowe i ich ubezpieczyciele mogą próbować kwestionować tę interpretację. Nie rezygnuj – masz silne argumenty prawne.

5. Skonsultuj się z prawnikiem

Sprawy odszkodowawcze przeciwko dużym firmom wymagają profesjonalnej reprezentacji. Pomoc prawnika zwiększa Twoje szanse na sukces.

FAQ – najczęściej zadawane pytania

Co to znaczy, że sklep odpowiada „na zasadzie ryzyka”?

Oznacza to, że nie musisz udowadniać winy sklepu – wystarczy, że doszło do szkody w wyniku funkcjonowania przedsiębiorstwa. To sklep musi wykazać, że winny jest poszkodowany lub osoba trzecia.

Czy każdy sklep odpowiada na zasadzie ryzyka?

Nie, tylko sklepy wielkopowierzchniowe, centra handlowe i podobne obiekty, które w istotnym stopniu korzystają z automatyzacji i sił przyrody (elektryczność, monitoring, drzwi automatyczne, itp.).

Co muszę udowodnić jako poszkodowany?

Tylko to, że doznałeś szkody (obrażeń, zniszczenia rzeczy) w wyniku zdarzenia związanego z funkcjonowaniem centrum handlowego (np. drzwi automatyczne, schody ruchome, taśma przy kasie).

Czy sklep może się obronić?

Tak, ale tylko przez wykazanie, że szkoda nastąpiła wyłącznie z Twojej winy, z winy osoby trzeciej lub wskutek siły wyższej. To sklep ponosi ciężar dowodu.

Ile mam czasu na dochodzenie odszkodowania?

Roszczenia odszkodowawcze przedawniają się – zgodnie z art. 442¹ KC termin przedawnienia wynosi 3 lata od dnia, w którym dowiedziałeś się o szkodzie i osobie obowiązanej do jej naprawienia, jednak nie dłużej niż 6 lat od wystąpienia szkody.

Czy wyrok Sądu Apelacyjnego jest wiążący dla innych sądów?

Nie jest bezpośrednio wiążący, ale stanowi ważny precedens i może być powoływany jako argument w innych sprawach. Sądy często kierują się wcześniejszym orzecznictwem.

Podsumowanie

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi (I ACa 454/17) to prawdziwy przełom w prawie odszkodowawczym. Uznanie, że centra handlowe i sklepy wielkopowierzchniowe odpowiadają na zasadzie ryzyka (art. 435 § 1 KC) oznacza, że poszkodowani mają znacznie lepszą pozycję procesową. Nie muszą już wykazywać winy czy zaniedbania – wystarczy udowodnić, że szkoda powstała w wyniku funkcjonowania przedsiębiorstwa.

To orzeczenie pokazuje, że sądy dostrzegają realia współczesnych obiektów handlowych – wyposażonych w zaawansowaną automatyzację, monitoring, drzwi automatyczne, taśmy – które stanowią potencjalne źródło zagrożeń dla klientów. I że osoby poszkodowane zasługują na ochronę prawną bez konieczności przechodzenia przez mękę dowodzenia winy giganta handlowego.

Jeśli doznałeś szkody w centrum handlowym – nie rezygnuj z walki o odszkodowanie. Ten wyrok daje Ci silny argument prawny.


Zapraszam do kontaktu z Kancelarią

Radca Prawny Bartosz Kowalak i zespół prawników
KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI
ul. Mickiewicza 18a/3, 60-834 Poznań
Tel.: +48 61 2224963
E-mail: kancelaria@prawnikpoznanski.pl
www: https://blogoodszkodowaniach.pl

Źródła

  • Wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi z 8 grudnia 2017 r., sygn. akt I ACa 454/17
  • Wyrok Sądu Najwyższego z 5 czerwca 2014 r., IV CSK 588/13
  • Wyrok Sądu Najwyższego z 23 maja 2012 r., I PK 198/11
  • Wyrok Sądu Najwyższego z 12 lipca 1977 r., IV CR 216/77
  • Kodeks cywilny, art. 435 § 1 (odpowiedzialność na zasadzie ryzyka)

Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Przypadek tego rodzaju – gdzie sąd uznaje odpowiedzialność centrum handlowego na zasadzie ryzyka – to dla mnie fascynujący przykład ewolucji orzecznictwa. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl

Koszty parkowania powypadkowego a odszkodowanie

Wypadek komunikacyjny to nie tylko stres i koszty naprawy. W praktyce kancelarii często spotykamy się z sytuacją, gdy poszkodowani muszą jeszcze zapłacić za przechowanie uszkodzonego pojazdu na parkingu – i nierzadko kwoty te potrafią być naprawdę spore. Pojawia się wtedy pytanie: czy ubezpieczyciel musi to zwrócić? I jeśli tak, to w jakiej wysokości i przez jak długi okres?

Kiedy pojawia się problem z parkowaniem?

Najczęściej kwestia przechowania pojazdu pojawia się przy szkodzie całkowitej – czyli gdy koszt naprawy przewyższa wartość auta sprzed wypadku. W takiej sytuacji pojazd trzeba sprzedać jako wrak, ale do czasu jego zbycia należy go gdzieś przechować. Auto ma przecież wartość rynkową (wartość pozostałości), więc trzeba je zabezpieczyć przed kradzieżą czy dalszym zniszczeniem.

Problem w tym, że nie każdy ma własny garaż. Często jedynym rozwiązaniem jest odstawienie pojazdu na płatny parking strzeżony. I tu zaczynają się schody – parking kosztuje, dni mijają, a ubezpieczyciel najchętniej w ogóle nie chce tego kosztu uznać.

Co mówi prawo o kosztach parkowania?

W przypadku autocasco sprawa jest zazwyczaj prosta – jeśli ogólne warunki ubezpieczenia przewidują zwrot kosztów przechowania, ubezpieczyciel zapłaci. Problem w tym, że takich zapisów w OWU najczęściej po prostu nie ma.

Ciekawiej robi się przy ubezpieczeniu OC. Jeśli mamy do czynienia ze szkodą całkowitą, a poszkodowany nie ma gdzie odstawić pojazdu, odszkodowanie za parking co do zasady się należy. Uzasadnienie jest proste: to koszt niezbędny, związany bezpośrednio ze szkodą wyrządzoną przez sprawcę wypadku.

Przez ile dni ubezpieczyciel ma płacić?

Z praktyki kancelarii wiemy, że ubezpieczyciele mają tu swoje „ulubione” podejście – zazwyczaj chcą pokryć koszt parkingu maksymalnie przez 7-14 dni od momentu, gdy poinformowali poszkodowanego o szkodzie całkowitej. Po tym terminie – ich zdaniem – poszkodowany powinien już sprzedać wrak i problem z głowy.

Czy takie stanowisko jest słuszne? Absolutnie nie.

Sądy powszechne wielokrotnie podkreślały, że okres uzasadnionego parkowania trwa do dnia faktycznego zbycia wraku. Co ciekawe, w praktyce może to oznaczać nawet kilka miesięcy! Nie da się przecież sprzedać wraku z dnia na dzień, zwłaszcza jeśli chcemy uzyskać najlepszą cenę (co jest w naszym interesie, bo im wyższa wartość pozostałości, tym wyższe odszkodowanie).

Oczywiście, trzeba wykazać pewną aktywność w procesie sprzedaży – nie można odkładać tego w nieskończoność. Ale rozsądny czas na znalezienie kupca, negocjacje i dopełnienie formalności to całkiem normalna sprawa.

A co ze szkodą częściową?

To pytanie może się wydawać dziwne – skoro auto ma być naprawione, to po co je parkować? W praktyce jednak zdarzają się sytuacje, gdy koszty parkingu pojawiają się także przy szkodzie częściowej.

Przykład? Poszkodowanego nie stać na naprawę z własnej kieszeni, a ubezpieczyciel zwleka z wypłatą odszkodowania. Warsztaty nie zawsze akceptują darmowe przechowywanie pojazdu przez tygodnie czy miesiące – zwłaszcza gdy nie wiadomo, kiedy w ogóle rozpocznie się naprawa. W takiej sytuacji jedynym rozwiązaniem może być odstawienie auta na płatny parking, a koszt ten powinien pokryć zakład ubezpieczeń.

Ile można żądać za dobę parkowania?

Rozpiętość stawek za parking jest ogromna – od kilku złotych za dobę w małej miejscowości do kilkudziesięciu złotych w dużych miastach. Co jest „rozsądną” stawką?

Pomocnym punktem odniesienia są maksymalne stawki określone w obwieszczeniach dotyczących opłat za usunięcie pojazdu z drogi i jego przechowywanie na parkingu strzeżonym. Stawki te wynoszą obecnie ponad 30 zł za dobę.

Jeśli organy administracji mogą pobierać takie opłaty, trudno wymagać od prywatnych parkingów, by stosowały stawki niższe. Oczywiście, zawsze należy brać pod uwagę lokalne realia – inne ceny będą w Warszawie, a inne w małym miasteczku.

Moja rada: dokumentuj wszystko

Jeśli znalazłeś się w sytuacji, gdy musisz zaparkować uszkodzony pojazd:

  1. Zbierz oferty – sprawdź kilka parkingów w okolicy i wybierz ten z rozsądną ceną
  2. Zachowaj dowody – paragony, faktury, umowa z parkingiem
  3. Komunikuj się z ubezpieczycielem – pisemnie poinformuj o konieczności parkowania i jego kosztach
  4. Działaj aktywnie – postaraj się sprzedać wrak w rozsądnym czasie (wystawiaj ogłoszenia, zbieraj oferty)
  5. Dokumentuj próby sprzedaży – zrzuty ekranu z ogłoszeń, korespondencja z potencjalnymi kupcami

Co ciekawe, zdarza się, że ubezpieczyciele próbują kwestionować koszty parkingu nawet wtedy, gdy sami zalecają poszkodowanemu „zabezpieczenie pojazdu”. To klasyczny przykład tego, jak zakłady ubezpieczeń próbują przerzucić odpowiedzialność na poszkodowanego.

Podsumowanie

Koszty parkowania powypadkowego to jeden z tych elementów odszkodowania, o którym poszkodowani często zapominają. A szkoda, bo w ciągu kilku miesięcy mogą narosnąć do pokaźnej kwoty. Z praktyki kancelarii wiemy, że ubezpieczyciele niechętnie uznają ten koszt – albo w ogóle go odmawiają, albo limitują do absurdalnych 7-14 dni.

Pamiętaj: masz prawo do zwrotu uzasadnionych kosztów przechowania pojazdu przez cały okres niezbędny do jego zbycia. Nie daj się zwieść argumentom ubezpieczyciela o „nadmiernym czasie parkowania” – jeśli wykazujesz aktywność w sprzedaży wraku, czas ten jest uzasadniony.

A jakie są Wasze doświadczenia z parkowaniem powypadkowym? Spotkaliście się z odmową zwrotu kosztów przez ubezpieczyciela?


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o praktyce kancelarii znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl

Po rentę lepiej do sądu! Dlaczego wyrok jest lepszy niż dobra wola ubezpieczyciela

Wprowadzenie

Kilka tygodni temu do naszej kancelarii trafił klient z pozornie prostą sprawą – chciał podwyższyć rentę, którą otrzymywał od ubezpieczyciela od ponad dziesięciu lat po wypadku samochodowym. Myślał, że to formalność. Zamiast podwyżki dostał… decyzję o całkowitym zaprzestaniu wypłat. Z dnia na dzień.

Ubezpieczyciel nie tylko odmówił dalszych płatności, ale jeszcze pogroził żądaniem zwrotu świadczeń za ostatnie trzy lata. Klient był w szoku. „Jak to możliwe? Przecież przez tyle lat dostawałem tę rentę!”.

Ta sytuacja skłoniła mnie do napisania tego artykułu. Z mojego doświadczenia wiem, że wielu poszkodowanych nie rozumie fundamentalnej różnicy między rentą przyznaną przez ubezpieczyciela dobrowolnie a rentą zasądzoną wyrokiem sądu. A różnica jest ogromna – i może zadecydować o tym, czy będziesz miał stabilne świadczenie przez lata, czy pewnego dnia stracisz je bez ostrzeżenia.

Dziś wyjaśnię, dlaczego po rentę zawsze lepiej iść do sądu, nawet jeśli ubezpieczyciel sam oferuje ci jej wypłatę.

Spis treści

  1. Czym jest renta po wypadku?
  2. Dwa sposoby przyznania renty – decyzja vs wyrok
  3. Historia mojego klienta – lekcja na przyszłość
  4. Dlaczego wyrok sądowy jest lepszy?
  5. Praktyczne rady dla poszkodowanych
  6. Najczęstsze pytania (FAQ)

Czym jest renta po wypadku?

Renta jako świadczenie odszkodowawcze

Renta to specyficzny rodzaj roszczenia odszkodowawczego. W odróżnieniu od jednorazowego odszkodowania, renta to powtarzające się, stałe świadczenie pieniężne, które ma pokrywać ciągłe, długoterminowe skutki wypadku.

Podstawą prawną renty po wypadku jest art. 444 § 2 Kodeksu cywilnego, który stanowi:

„Jeżeli poszkodowany utracił całkowicie lub częściowo zdolność do pracy zarobkowej albo jeżeli zwiększyły się jego potrzeby lub zmniejszyły widoki powodzenia na przyszłość, może on żądać od zobowiązanego do naprawienia szkody odpowiedniej renty.”

Dwa rodzaje renty

W praktyce wyróżniamy dwa główne rodzaje renty:

  1. Renta za utratę lub zmniejszenie zdolności do pracy – gdy po wypadku nie możesz pracować w takim zakresie jak wcześniej i tracisz zarobki
  2. Renta za zwiększone potrzeby – gdy po wypadku potrzebujesz stałej rehabilitacji, leków, pomocy osób trzecich, specjalistycznego sprzętu itp.

Co ważne – renta nie wyklucza odszkodowania jednorazowego. Możesz otrzymać zarówno jednorazowe odszkodowanie (np. za koszty leczenia, ból, cierpienie), jak i rentę na pokrycie stałych, długotrwałych kosztów.

Dla kogo renta?

Z mojego doświadczenia w sprawach odszkodowawczych mogę powiedzieć, że renta przysługuje najczęściej osobom, które po wypadku:

  • Mają trwały uszczerbek na zdrowiu (np. po orzeczeniu ZUS)
  • Nie mogą wrócić do pracy lub mogą pracować tylko w ograniczonym zakresie
  • Wymagają stałej rehabilitacji, leków, pomocy pielęgniarskiej
  • Ponoszą zwiększone koszty życia (np. specjalistyczne diety, sprzęt rehabilitacyjny)

Dwa sposoby przyznania renty – decyzja vs wyrok

Renta z decyzji ubezpieczyciela

Pierwszy sposób to dobrowolna decyzja ubezpieczyciela (lub sprawcy szkody). Ubezpieczyciel, po analizie dokumentacji medycznej i sytuacji poszkodowanego, może sam zdecydować o przyznaniu renty.

Zalety:

  • Szybko – nie trzeba czekać na proces sądowy
  • Prosto – wystarczy złożyć wniosek i dokumentację medyczną
  • Bez kosztów – nie płacisz opłat sądowych ani adwokata

Wady:

  • Brak stabilności – ubezpieczyciel może w każdej chwili zmienić zdanie
  • Brak pewności – to tylko jednostronna decyzja, nie masz prawnie wiążącego tytułu
  • Łatwo ją cofnąć – jak się przekonał mój klient

Renta z wyroku sądowego

Drugi sposób to wyrok sądu. Poszkodowany składa pozew do sądu, który po przeprowadzeniu postępowania (często z udziałem biegłych lekarzy) orzeka o prawie do renty i jej wysokości.

Zalety:

  • Stabilność prawna – ubezpieczyciel nie może samowolnie zaprzestać wypłat
  • Pewność – masz prawomocny wyrok, który jest tytułem wykonawczym
  • Ochrona na przyszłość – zmiana wysokości renty wymaga ponownego procesu sądowego

Wady:

  • Czas – proces może trwać 1-3 lata
  • Koszty – opłata sądowa, ewentualnie koszty adwokata (choć często można je wyegzekwować od ubezpieczyciela)
  • Formalności – trzeba przygotować pozew, zebrać dokumentację

Historia mojego klienta – lekcja na przyszłość

Początek – wypadek i renta

Historia mojego klienta zaczyna się kilkanaście lat temu. Po poważnym wypadku samochodowym doznał trwałych obrażeń, które uniemożliwiły mu powrót do pracy w pełnym wymiarze. Dodatkowo musiał ponosić zwiększone koszty rehabilitacji i leków.

Ubezpieczyciel sprawcy, po przeanalizowaniu dokumentacji, sam zaproponował wypłatę renty. Klient, zadowolony z takiego obrotu sprawy, przyjął ofertę. Przez ponad dziesięć lat wszystko szło dobrze – pieniądze wpływały regularnie, klient mógł liczyć na to stałe świadczenie.

Wniosek o podwyżkę – początek problemów

Z biegiem lat koszty życia rosły, podobnie jak koszty rehabilitacji. Klient, myśląc że to naturalne, złożył wniosek do ubezpieczyciela o podwyższenie renty.

I tu zaczęły się schody.

Decyzja ubezpieczyciela – zimny prysznic

Zamiast podwyżki klient otrzymał pismo, w którym ubezpieczyciel stwierdził, że:

  • Sytuacja zdrowotna klienta się poprawiła (co nie było prawdą)
  • Nie ma już podstaw do wypłaty renty
  • Z dniem otrzymania pisma wypłaty są wstrzymane
  • Ubezpieczyciel rozważa żądanie zwrotu rent wypłaconych w ostatnich trzech latach (!)

Klient był w szoku. Przez kilkanaście lat otrzymywał rentę, przyzwyczaił się do niej, planował swój budżet z jej uwzględnieniem. I nagle – z dnia na dzień – wszystko przepadło.

Co poszło nie tak?

Problem tkwił w tym, że renta wynikała z jednostronnej decyzji ubezpieczyciela, a nie z wyroku sądu. Ubezpieczyciel mógł więc w każdej chwili zmienić zdanie i zaprzestać wypłat. Formalnie miał do tego prawo.

Oczywiście klient może teraz iść do sądu i walczyć o ustalenie prawa do renty. Ale to oznacza:

  • 2-3 lata procesu
  • Koszty sądowe i prawnicze
  • Niepewność co do wyniku
  • Brak świadczenia przez cały okres trwania procesu

Gdyby kilkanaście lat temu klient od razu złożył pozew do sądu i uzyskał wyrok, dzisiaj nie miałby tego problemu.

Dlaczego wyrok sądowy jest lepszy?

Stabilność prawna

Wyrok sądowy to prawomocne orzeczenie, którego ubezpieczyciel nie może po prostu zignorować ani zmienić. Jeśli sąd zasądził rentę, to ubezpieczyciel musi ją płacić – koniec, kropka.

W przypadku decyzji ubezpieczyciela sytuacja jest zupełnie inna. To tylko jednostronna deklaracja, którą można w każdej chwili wycofać. Jak widać na przykładzie mojego klienta – czasem wystarczy złożyć wniosek o podwyżkę, by stracić wszystko.

Ochrona przed arbitralnymi decyzjami

Ubezpieczyciele – mówiąc szczerze – działają dla zysku. Jeśli mogą przestać płacić, to często to robią. Zwłaszcza gdy orientują się, że poszkodowany nie ma prawnie wiążącego tytułu do świadczenia.

Wyrok sądowy chroni przed taką arbitralnością. Ubezpieczyciel nie może po prostu stwierdzić: „No dobra, ale teraz nam się nie opłaca, więc nie płacimy”. Musi płacić, bo sąd tak orzekł.

Trudniejsza zmiana wysokości renty

Co jeśli rzeczywiście sytuacja poszkodowanego się zmienia – na lepsze lub na gorsze? Czy renta przyznana wyrokiem jest sztywna na zawsze?

Nie. Zarówno poszkodowany, jak i ubezpieczyciel mogą żądać zmiany wysokości renty lub jej uchylenia. Ale – i tu jest kluczowa różnica – wymaga to ponownego procesu sądowego.

Ubezpieczyciel nie może po prostu przestać płacić. Musi:

  1. Złożyć pozew do sądu o zmianę lub uchylenie renty
  2. Udowodnić, że zmieniły się okoliczności (np. poszkodowany odzyskał zdrowie)
  3. Przejść przez cały proces sądowy
  4. Uzyskać wyrok

A w międzyczasie? Renta jest płacona dalej. Dopiero prawomocny wyrok może zmienić tę sytuację.

Egzekucja wyroków

Jeśli ubezpieczyciel przestanie płacić rentę zasądzoną wyrokiem, poszkodowany ma tytuł wykonawczy i może od razu przystąpić do egzekucji komorniczej. Nie musi składać kolejnego pozwu, udowadniać czegokolwiek – wystarczy pójść do komornika.

W przypadku dobrowolnej decyzji ubezpieczyciela takiej opcji nie ma. Musisz najpierw wywalczyć wyrok, a dopiero potem możesz go egzekwować.

Praktyczne rady dla poszkodowanych

Co robić, jeśli ubezpieczyciel oferuje rentę?

Jeśli po wypadku ubezpieczyciel sam proponuje ci wypłatę renty, to świetnie – ale nie poprzestaj na tym. Mimo że dostaniesz pieniądze bez procesu, warto od razu złożyć pozew do sądu o ustalenie prawa do renty.

Dlaczego?

  • Pewność prawna – będziesz miał wyrok, którego ubezpieczyciel nie może cofnąć
  • Ochrona na przyszłość – nawet jeśli dziś ubezpieczyciel płaci, za rok może zmienić zdanie
  • Spokój ducha – nie będziesz żył w niepewności

Co jeśli już dostajesz rentę bez wyroku?

Jeśli jesteś w sytuacji jak mój klient – od lat otrzymujesz rentę z decyzji ubezpieczyciela, ale nie masz wyroku – nie zwlekaj. Już dziś złóż pozew do sądu o ustalenie prawa do renty.

Tak, to będzie kosztować czas i pieniądze. Ale jeśli ubezpieczyciel jutro zdecyduje się zaprzestać wypłat, będziesz żałował, że nie zrobiłeś tego wcześniej.

Jak przygotować się do procesu o rentę?

Jeśli decydujesz się na proces sądowy o rentę, przygotuj:

  1. Dokumentację medyczną – wszystkie karty informacyjne ze szpitali, wypisy, opinie lekarzy prowadzących
  2. Orzeczenie ZUS – o stopniu niepełnosprawności lub procentowym uszczerbku na zdrowiu
  3. Dokumentację kosztów – faktury za rehabilitację, leki, sprzęt medyczny
  4. Dowody utraty zarobków – zaświadczenia z pracy, PIT-y, umowy o pracę
  5. Wycenę biegłego – często warto jeszcze przed procesem zlecić prywatną opinię rzeczoznawcy medycznego

W procesie sąd zazwyczaj powołuje biegłego lekarza, który ocenia twój stan zdrowia i określa, czy i w jakim zakresie przysługuje ci renta.

Ile kosztuje proces o rentę?

Opłata sądowa od pozwu o rentę jest stosunkowo niska – wynosi 30 zł (art. 13 ust. 2 ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych). To dlatego, że renta to świadczenie okresowe – opłata nie jest liczona od jej wartości.

Koszty adwokata są zmienne i zależą od umowy z prawnikiem. Często w sprawach odszkodowawczych adwokaci pracują na zasadzie „sukcesu” – czyli pobierają wynagrodzenie dopiero po wygranej sprawie, jako procent zasądzonego świadczenia.

Co ważne – jeśli wygrasz proces, sąd zasądzi od ubezpieczyciela zwrot kosztów procesu, w tym opłatę sądową i koszty zastępstwa prawnego.

Co jeśli ubezpieczyciel chce zwrotu rent z ostatnich lat?

W przypadku mojego klienta ubezpieczyciel zagroził żądaniem zwrotu rent wypłaconych w ciągu ostatnich trzech lat. Czy to możliwe?

Teoretycznie tak, ale w praktyce bardzo trudne. Ubezpieczyciel musiałby udowodnić, że:

  • Od początku nie było podstaw do wypłaty renty (czyli sam popełnił błąd)
  • Lub poszkodowany działał w złej wierze, ukrywając poprawę stanu zdrowia

W większości przypadków takie żądanie jest straszakiem mającym zniechęcić poszkodowanego do walki. Ale oczywiście warto skonsultować się z prawnikiem, jeśli ubezpieczyciel rzeczywiście wystąpi z takim roszczeniem.

Najczęstsze pytania (FAQ)

Czy mogę dostać rentę, jeśli ubezpieczyciel wypłacił mi już jednorazowe odszkodowanie?

Tak. Jednorazowe odszkodowanie i renta to dwa różne świadczenia. Odszkodowanie pokrywa jednorazowe koszty (np. leczenie, ból, cierpienie), a renta – stałe, powtarzające się wydatki (np. rehabilitację, utracone zarobki).

Jak długo przyznawana jest renta?

Renta zasądzona wyrokiem sądowym jest przyznawana na czas nieokreślony, chyba że sąd stwierdzi, że twój stan zdrowia poprawi się w przyszłości (wtedy renta może być czasowa). W praktyce renty są najczęściej na czas nieokreślony.

Czy ubezpieczyciel może przestać płacić rentę zasądzoną wyrokiem?

Nie może po prostu przestać. Musi złożyć pozew do sądu o zmianę lub uchylenie renty i udowodnić, że zmieniły się okoliczności (np. odzyskałeś zdrowie). Do czasu wydania prawomocnego wyroku renta musi być płacona.

Co jeśli mój stan zdrowia się pogarsza – mogę żądać podwyżki renty?

Tak. Jeśli twój stan zdrowia się pogorszył lub zwiększyły się koszty, możesz złożyć pozew o podwyższenie renty. Musisz udowodnić, że nastąpiła zmiana okoliczności uzasadniająca wyższą rentę.

Czy proces o rentę trwa długo?

To zależy od sądu i złożoności sprawy. W moim doświadczeniu procesy o rentę trwają zwykle 1-3 lata. Kluczowy jest czas oczekiwania na opinię biegłego lekarza – to często wydłuża sprawę.

Co zrobić, jeśli ubezpieczyciel przestał płacić rentę, którą dostawałem przez lata?

Jeśli renta wynikała z wyroku – od razu zgłoś się do komornika z tytułem wykonawczym. Jeśli była to dobrowolna decyzja ubezpieczyciela – musisz złożyć pozew do sądu o ustalenie prawa do renty. Skonsultuj się z prawnikiem specjalizującym się w sprawach odszkodowawczych.

Podsumowanie – nie czekaj, działaj!

Historia mojego klienta to smutna lekcja, ale może być przestrogą dla innych. Dobrowolna renta od ubezpieczyciela to tylko chwilowa ulga – nie daje ci prawnej pewności.

Jeśli po wypadku masz prawo do renty – walcz o wyrok sądowy. Tak, to wymaga czasu i wysiłku. Ale warto – dla twojego bezpieczeństwa finansowego i spokoju ducha.

Z mojego doświadczenia mogę powiedzieć: ubezpieczyciele to nie instytucje charytatywne. Jeśli mogą przestać płacić, to często to robią. Dlatego lepiej mieć wyrok w ręku niż liczyć na ich dobrą wolę.

A wy? Macie doświadczenia z rentami po wypadku? Piszcie w komentarzach – chętnie odpowiem na pytania!


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawospadkowepoznan.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl