Pamiętam ten dzień, gdy po raz pierwszy zobaczyłem sprawę, w której ubezpieczyciel zaproponował 2000 złotych za uraz biczowy. Myślałem, że to pomyłka w zestawieniu. Sprawdziłem dokumentację medyczną klientki – klasyczny whiplash, 5% uszczerbku, długotrwałe dolegliwości. „Jak oni wyszli na 2000 złotych?” – zapytałem.
Odpowiedź była prosta: nie wyszli na to w żaden sposób. Po prostu rzucili niską kwotę, licząc że klientka przyjmie i się odczepi.
Nie przyjęła. Poszliśmy do sądu. Sąd zasądził 18 000 złotych. Dziewięć razy więcej niż oferował ubezpieczyciel.
To nie jest bajka. To prawdziwa sprawa z Sądu Okręgowego w Gdańsku (wyrok z 20 kwietnia 2016 r., sygn. akt I C 977/13). I chcę Wam o niej opowiedzieć, bo pokazuje coś fundamentalnego: warto walczyć.

Historia pani S.K. – klasyczny whiplash, klasyczna odmowa
7 maja 2010 roku, miasto M. Pani S.K. siedzi jako pasażerka w samochodzie Volvo. Nagle – uderzenie od tyłu. Inny kierowca, pan P.W., nie zdążył zahamować.
Efekt? Silne szarpnięcie szyją. Natychmiastowy transport do centrum medycznego. Diagnoza: stłuczenie kręgosłupa szyjnego. Kołnierz Schanza na 2-3 tygodnie. Leki przeciwbólowe. Ograniczenie ruchów obrotowych szyi.
RTG pokazało to, co zawsze przy whiplash – nic. „Brak zmian kostnych pourazowych” – ulubione zdanie ubezpieczycieli. Bo jeśli nie widać na zdjęciu, to przecież nie istnieje, prawda?
Ale pani S.K. istniała. I jej ból też istniał. Przewlekłe dolegliwości bólowe. Wzmożone napięcie mięśniowe. Ograniczenie ruchomości kręgosłupa. Nie mogła pracować przez 6 tygodni. Musiała nosić ten cholerny kołnierz przez 3 tygodnie, co – uwierzcie mi na słowo – wygląda i czuje się okropnie.
I co zrobił ubezpieczyciel? Uznał swoją odpowiedzialność (to już plus) i wypłacił… 2000 złotych.
Dwa. Tysiące. Złotych.
Za 5% trwałego uszczerbku na zdrowiu, przewlekłe dolegliwości i perspektywę problemów do końca życia.
W sądzie – kiedy prawda wychodzi na jaw
Kluczem do sprawy była opinia biegłego sądowego. I tutaj pokazuje się cała różnica między likwidatorem a specjalistą medycznym.
Biegły ustalił:
Mechanizm urazu: Klasyczny whiplash – skręcenie odcinka szyjnego kręgosłupa. RTG bez zmian (bo to uraz tkanek miękkich, RTG tego nie pokaże – pisałem o tym wcześniej).
Skutki urazu: Przewlekłe dolegliwości bólowe ze wzmożonym napięciem mięśniowym i ograniczeniem ruchomości. U pani S.K. ograniczenie zgięcia i wyprostu o około 5°.
Uszczerbek: 5% według załącznika do rozporządzenia Ministra Pracy – punkt 89a: „uszkodzenia kręgosłupa w odcinku szyjnym, ograniczenie ruchomości w zakresie rotacji lub zginania powyżej 20 stopni.”
Rokowania: I tutaj robi się naprawdę poważnie. Biegły stwierdził, że:
- Dolegliwości mogą utrzymywać się w przyszłości
- Zmiany zwyrodnieniowe będą narastać z czasem
- Może wystąpić „zespół bolesnego barku”
- Potrzebne są regularne ćwiczenia rehabilitacyjne
- Może być konieczna okresowa fizjoterapia
To nie jest „bolało i przeszło”. To jest „będzie bolało zawsze i może się pogorszyć”.
18 000 złotych – jak Sąd to wyliczył?
Sąd nie rzuca kwot z sufitu. Uwzględnia konkretne okoliczności:
Cierpienie fizyczne: Ból kręgosłupa szyjnego – nie tylko wtedy, ale nadal. To nie przeszłość, to teraźniejszość i przyszłość.
Ograniczenia funkcjonalne: Ograniczone ruchy rotacyjne szyi. Spróbujcie przez tydzień nie obracać głową normalnie – dopiero wtedy zrozumiecie, ile razy dziennie to robimy.
Utrata komfortu życia: 3 tygodnie w kołnierzu Schanza. Jeśli nigdy nie nosiliście, nie wiecie jak to jest niewygodne, krępujące i frustrujące.
Niezdolność do pracy: 6 tygodni bez możliwości zarobkowania.
Konieczność zaprzestania aktywności fizycznych: Nie chodzi tylko o sport – chodzi o normalne życie.
Perspektywa długotrwałych problemów: To nie jest „wyleczymy i będzie dobrze”. To jest „będzie Pan z tym żyć”.
Sąd dodał do tego wszystkie koszty: wizyty prywatne, rehabilitacja (krioterapia, magnetoterapia, laseroterapia), RTG, MR, leki, akcesoria medyczne. Łącznie wyszło 3 218,55 zł odszkodowania.
I na koniec: 18 000 złotych zadośćuczynienia. Minus te żałosne 2000 zł, które wcześniej wypłacił ubezpieczyciel = 16 000 zł do zapłaty.
Co mnie w tym fascynuje?
Z doświadczenia mojej kancelarii mogę powiedzieć, że ta sprawa to nie wyjątek. To norma. Ubezpieczyciele systematycznie zaniżają kwoty za whiplash, licząc że ludzie się poddadzą.
Dlaczego? Bo większość się poddaje. Słyszą „2000 złotych, bierz albo pożałujesz” i biorą. Nie wiedzą, że w sądzie dostaliby dziewięciokrotnie więcej.
Ta konkretna sprawa pokazuje coś jeszcze – ubezpieczyciel uznał swoją odpowiedzialność. Nie kwestionował, że wypadek był, że szkoda była, że whiplash był. Po prostu rzucił śmieszną kwotę.
To nie jest negocjacja w dobrej wierze. To jest cyniczne wykorzystywanie niewiedzy poszkodowanych.
Statystyki, które powinny Was zmotywować
Powołując się na wieloletnie doświadczenie w prowadzeniu spraw odszkodowawczych, mogę stwierdzić że większość powództw dotyczących urazu biczowego jest uznanych, a poszkodowani uzyskują wyższe zadośćuczynienie niż proponowane przez ubezpieczycieli.
Nie mówimy tu o 10-20% więcej. Mówimy o 300%, 500%, czasem 900% więcej (jak w tej sprawie).
Widziałem sprawy gdzie:
- Ubezpieczyciel oferował 3000 zł, sąd zasądził 15 000 zł
- Ubezpieczyciel oferował 5000 zł, sąd zasądził 22 000 zł
- Ubezpieczyciel odmówił całkowicie, sąd zasądził 12 000 zł
To nie są przypadki. To jest systematyczny wzorzec.
Moja rada – nie dajcie się spławić
Jeśli macie whiplash i ubezpieczyciel zaproponował Wam kwotę, która wydaje się śmiesznie niska:
- Sprawdźcie uszczerbek – jeśli macie 5%, to 2000 zł to za mało. Znacznie za mało.
- Dokumentujcie koszty – każda wizyta, każdy zabieg, każdy lek. To się zwróci w odszkodowaniu.
- Nie przyjmujcie pierwszej propozycji – to jest strategia ubezpieczycieli, zawsze zaczynają nisko.
- Pomyślcie długoterminowo – whiplash to nie jest „przeszło i koniec”. To często dolegliwości na lata.
- Nie bójcie się sądu – statystyki są po Waszej stronie.
Refleksja na koniec
Wiesz, co mnie najbardziej cieszy w tej pracy? To, że mogę pokazywać ludziom takie wyroki i mówić: „Widzisz? Nie jesteś sam. Inni walczyli i wygrali. Ty też możesz.”
Pani S.K. mogła przyjąć te 2000 złotych. Mogła pomyśleć „no cóż, przynajmniej coś dali”. Ale nie przyjęła. Walczyła. I dostała to, co jej się należało.
To jest właśnie sens prawa odszkodowawczego – nie o zarabianie pieniędzy (choć oczywiście dla kancelarii to jest biznes), ale o sprawiedliwości. O tym, żeby ktoś, kto został zraniony przez nieuwagę innego, nie musiał sam płacić za konsekwencje.
Prowadzę tego bloga właśnie dlatego. Bo każda historia jak ta pani S.K. to zachęta dla innych, żeby nie rezygnowali. Żeby wiedzieli, że mają prawo walczyć. I że ta walka ma sens.
A Wy? Mieliście podobne doświadczenie? Ubezpieczyciel zaproponował Wam śmiesznie niską kwotę? A może poszliście do sądu i wygraliście? Podzielcie się w komentarzach – wasze historie mogą zmotywować innych do walki o sprawiedliwość!
Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją, bo każda wygrana sprawa to nie tylko pieniądze, ale przede wszystkim sprawiedliwość. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz tutaj, na blogu o odszkodowaniach.
Masz podobną sprawę? Ubezpieczyciel zaproponował Ci kwotę, która wydaje się za niska? Napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl lub zadzwoń: 795 777 519. Chętnie pomogę ocenić Twoje szanse.
Disclaimer: Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Każda sprawa odszkodowawcza wymaga indywidualnej analizy okoliczności, dokumentacji medycznej i specyfiki urazu.
Źródła:
- Wyrok Sądu Okręgowego w Gdańsku z dnia 20 kwietnia 2016 r., sygn. akt I C 977/13
- Rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Społecznej z dnia 18 grudnia 2002 r. w sprawie szczegółowych zasad orzekania o stałym lub długotrwałym uszczerbku na zdrowiu
- Praktyka własna w prowadzeniu spraw o zadośćuczynienie za whiplash








