Stała suma ubezpieczenia- czyli o tym, że ubezpieczyciel powinien dotrzymywać słowa!

Wpis z gatunku: ciekawe i wygrane sprawy sądowe. O tyle sprawa ciekawa, iż przyjęta w opisanej w niniejszym artykule sprawa na pewno nie miała charakteru jednostkowego, a jak się okazało po sądowym rezultacie warto było podnieść rękawicę rzuconą przez ubezpieczyciela.

Otóż jakiś czas temu zgłosił się do mnie poszkodowany   – właściciel pojazdu marki Suzuki Swift, który z zakładem ubezpieczeń Hestia zawarł między innymi ubezpieczenie Autocasco.

Co istotne poszkodowany w momencie zakupu polisy zdecydował się za zapłatą dodatkowej składki do wykupienia opcji niezmiennej sumy wartości ubezpieczenia. Tj. płacąc dodatkowe kilkanaście procent wydawało mu się, iż uzyskał pewność, że przez okres ubezpieczenia w razie zdarzenia zakład ubezpieczeń nie będzie kwestionował ustalonej w polisie wartości auta.

No cóż był w błędzie.

W listopadzie 2015 r. miała miejsce kolizja, w której przedmiotowy pojazd został uszkodzony. Powód niezwłocznie zgłosił szkodę swojemu ubezpieczycielowi, który na podstawie oględzin pojazdu, stwierdził nieopłacalność jego naprawy oraz zakwalifikował szkodę jako całkowitą.

Z tym poszkodowany nie miał problemu.

Zdziwienie poszkodowanego wywołał fakt, iż ubezpieczyciel STU Ergo Hestia S.A. oszacował wartość szkody na kwotę 11.600 zł i takie też przyznał odszkodowanie.

Właściciel Suzuki o tyle się zdziwił, iż zakład ubezpieczeń przyjął wartość pojazdu przed szkodą w kwocie 15.800 zł, a wartość wraku w kwocie 4.200 zł. Gdy tymczasem powód zawierając umowę zdecydował się na stałą sumę ubezpieczenia tj. stałą wartość pojazdu w czasie obowiązywania umowy, która na dzień zawarcia umowy została ustalona na  18.625 zł. Co za tym idzie wartość szkody całkowitej zdaniem poszkodowanego powinna odpowiadać różnicy między 18625 a 4200.

Jedynie na marginesie pojawił się drugi zarzut, iż ubezpieczyciel dokonał wyceny wartości pojazdu na dzień zawarcia umowy w systemie INFO-EKSPERT, zamiast w systemie Eurotax. Poszkodowany nie godząc się na takie potraktowanie przez pozwanego, zlecił niezależnemu ekspertowi wykonanie opinii w sprawie wysokości wartości pojazdu na dzień zawarcia umowy.

Ubezpieczyciel  w swoich decyzjach jako przyczynę wyliczenia wartości pojazdu na dzień zawarcia umowy wskazał uprzednie niezgodne oszacowanie pojazdu z postanowieniami OWU. Pozwany powołując się na § 1.1 oraz 1.2. OWU KLAUZULE 02 dokonał ponownego oszacowania wartości pojazdu na dzień zawarcia umowy.

W skrócie STU ERGO Hestia twierdziła, iż faktycznie jej ubezpieczony kupił polisę z bajerem, tj. ochroną wartości ustalonej wartości pojazdu w polisie. Ale kwota ta przy zawarciu ubezpieczenia została ustalona źle co za tym idzie zdaniem ubezpieczalni można ja jeszcze raz zweryfikować.

Oczywiście w dół, a nie w górę.

Zdaniem poszkodowanego taka konstrukcja treści zawartej w OWU klauzuli pozwala na dowolną zmianę ww. wartości pojazdu.

Poszkodowany w wytoczonym Hestii pozwie wskazał, iż :

„Możliwość takiej ingerencji zaprzecza istocie instytucji stałej sumy ubezpieczenia i jest sprzeczna z dobrymi obyczajami. Warto podkreślić, iż przyjęcie stałej sumy ubezpieczenia jest dodatkowo płatne i zwiększa składkę AC uiszczaną na rzecz zakładu ubezpieczeń. Ponowne oszacowanie wartości umożliwia wypłatę mniejszego odszkodowania ubezpieczonym i prowadzi do osiągania korzyści przez zakład ubezpieczeń. Wobec powyższego należy uznać, że klauzla zwarta w § 1.1 oraz 1.2.OWU KLAUZULE ma charakter abuzywny.

Zgodnie z art. 385 [1] § kpc postanowienia umowy zawieranej z konsumentem nie uzgodnione indywidualnie nie wiążą go, jeżeli kształtują jego prawa i obowiązki w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami, rażąco naruszając jego interesy (niedozwolone postanowienia umowne). Niewątpliwe taki charakter ma powyższy zapis.

W rozumieniu art. 3851 § 1 k.c. „rażące naruszenie interesów konsumenta” oznacza nieusprawiedliwioną dysproporcję praw i obowiązków na jego niekorzyść w określonym stosunku obligacyjnym, natomiast „działanie wbrew dobrym obyczajom” w zakresie kształtowania treści stosunku obligacyjnego wyraża się w tworzeniu przez partnera konsumenta takich klauzul umownych, które godzą w równowagę kontraktową tego stosunku. Obie, wskazane w tym przepisie, formuły prawne służą do oceny tego, czy standardowe klauzule umowne zawarte we wzorcu umownym przekraczają zakreślone przez ustawodawcę granice rzetelności kontraktowej twórcy wzorca w zakresie kształtowania praw i obowiązków konsumenta. – tak SN w wyroku z dnia 13.07.2005 r. w sprawie I CK 832/04.

W piśmiennictwie nadto wskazuje się, w stosunkach z konsumentami szczególne znaczenie mają te oceny zachowań podmiotów w świetle dobrych obyczajów, które odwołują się do takich wartości jak: szacunek wobec partnera, uczciwość, szczerość, zaufanie, lojalność, rzetelność i fachowość. Im powinny odpowiadać zachowania stron stosunku, także w fazie przedumownej. Postanowienia umów, które kształtują prawa i obowiązki konsumenta, nie pozwalając na realizację tych wartości, będą uznawane za sprzeczne z dobrymi obyczajami (tak A. Olejniczak (w:) Kodeks cywilny. Komentarz. Tom III. Zobowiązania – część ogólna, Lex 2010).

Z uwagi na powyższe, pozostałe wyjaśnienia pozwanego zawarte w jego decyzjach uznać należy za zbędne, bowiem dotyczą one określania wartości pojazdu, do którego w rzeczywistości nie powinno ponownie dojść. Podpisując umowę strony obopólnie zgodziły się na przyjętą stałą sumę ubezpieczenia, natomiast zawartą w OWU klauzulę należy uznać za niedozwoloną, a tym samym podjęte na mocy jej treści działanie za bezpodstawne.

Nadto warto podkreślić, iż pozwany nie przestrzega zawartej przez strony umowy, bowiem wyceny wartości pojazdu na dzień zawarcia umowy dokonał w programie INFO-EKSPERT. Na mocy § 6 OWU Autocasco ustalenie wartości pojazdu dokonywane jest w oparciu o system Eurotax.”

Rezultat tak wniesionego pozwu?

Wyrok wydany a odszkodowanie już w pełnej wysokości na koncie klienta.

Czy warto skorzystać z firmy skupującej odszkodowania?

Jakiś czas temu zwrócił się do mnie Czytelnik z następującym zapytaniem:

„Witam. Mam pytanie odnośnie dopłat do odszkodowań w przypadku stłuczek samochodowych… kiedyś miałem stłuczkę nie z mojej winy i był rzeczoznawca samochodowy z PZU dostałem wypłacone odszkodowanie z oc sprawcy. Natomiast kilka  dni temu miałem telefon z firmy skupującej odszkodowania i powiedział koleś żebym wysłał kosztorys emailem i oni sprawdza czy zostało dobrze wypłacone odszkodowanie.

Moje pytanie spotkał  się Pan z tym ? Warto w coś takiego iść. Z góry dziękuje za info”

Zacznę może od wyjaśnienia na czym polega ten interes.

W przypadku szkód komunikacyjnych ( OC, AC), gdzie szkoda nastąpiła w pojeździe prawo nie zabrania cedowania (przelewania) tego typu roszczeń. Zakaz taki funkcjonuje np. w przypadku szkód na osobie. Prawa do zadośćuczynienia nie można więc scedować.

Jak wiadomo czytelnikom bloga o odszkodowaniach po zgłoszeniu szkody ubezpieczycielowi rzadko kiedy poszkodowany jest zadowolony z przyznanego odszkodowania. Normą jest, iż ubezpieczyciel tu zaniży wartość roboczogodziny, tam uzna że drzwi do naprawy a nie do wymiany.

Poszkodowanemu po takiej niekorzystnej kalkulacji pozostaje więc skierowanie sprawy na drogę sądową. I tu właśnie pojawił się biznes dla firm skupujących odszkodowania.

Nie każdy czuje się na siłach psychicznych, finansowych aby sprawę kierować do sądu, często też potencjalna kwota jest na tyle niska, iż w zasadzie po prostu szkoda zachodu. Wreszcie a może przede wszystkim poszkodowani nie wiedzą ile im się tak naprawdę należy i nie wiedzą co robić.

 Tak więc na rynku pojawiły się firmy, które oferują skupywanie nieprzedawnionych, a więc nie starszych jak trzy lata roszczeń przeciwko ubezpieczycielom.

Jak działa ten mechanizm? Poszkodowany przesyła firmie skupującej odszkodowania otrzymany od ubezpieczyciela kosztorys, a ta po przeanalizowaniu oferuje poszkodowanemu za cesję tego roszczenia kwotę wynagrodzenia.

Kiedy taka transakcja jest dla poszkodowanego korzystna? No cóż firma skupująca odszkodowania musi zarobić, siłą więc rzeczy kwota oferowana poszkodowanemu jest znacznie niższa niż kwota, która byłby sam w stanie uzyskać w sądzie.

Tak więc uważam, iż tego typu oferta warta jest rozważenia  w sytuacji, gdy poszkodowany na pewno na sąd by się nie decydował, lub też gdy kwota roszczenia jest tak mała, iż szkoda cierpliwości i czasu na kierowanie sprawy do sądu. No i w jeszcze jednej sytuacji, gdy „na gwałt” potrzebujemy pieniędzy, gdyż będący alternatywą proces cywilny zajmie kilka miesięcy.

Co natomiast na pewno warto zrobić rozważając taką ofertę?

Warto zwrócić się do rzeczoznawcy samochodowego aby ten nam wyliczył w oparciu o przedstawiona przez ubezpieczyciela kalkulację rzeczywistą wartość roszczenia. Usługa ta nie jest przeraźliwie droga, rzeczoznawcy liczą sobie w granicach 300-500 zł za taka wycenę. Można także samemu przeanalizować kalkulację z ubezpieczalni, gdzie na oko często widać na ile odszkodowanie zostało obniżone. Postaram się w najbliższych dniach napisać odrębny artykuł dotyczący tego własnie tematu.

Gdy już dysponujemy wiedzą dotycząca tego ile powinien nam zapłacić ubezpieczyciel, wówczas podjęcie decyzji co do sprzedaży roszczenia będzie dużo łatwiejsze.

O ile kwota wynagrodzenia za cesję będzie bliska kwocie roszczenia odpowiedź jest jednoznaczna.

Gdyby natomiast do wywalczenia było kilka, kilkanaście tysięcy lepiej działać samemu i pozwać ubezpieczyciela do sądu.

 

Jakie zadośćuczynienie za złamanie ręki proponuje zakład ubezpieczeń, a jakie zasądza Sąd

Kilka miesięcy temu pisałem na temat wysokości dochodzonego zadośćuczynienia za uraz w postaci złamania ręki, do którego to złamania doszło w wyniku wypadku czy innego zdarzenia, za skutki którego odpowiedzialność ponosi zakład ubezpieczeń.

Wpis ten można znaleźć TUTAJ.

Ww wpisie starałem się odwołać do przykładu, tj konkretnych wyroków jakie zapadły w danej sprawie. Tak abyś Ty Szanowny Czytelniku, który z dużą dozą prawdopodobieństwa masz podobny problem mógł na podstawie tychże wyroków porównać swoją sytuację.

Analizując te wyroki naszedł mnie pomysł na niniejszy artykuł, który pozwoli też wyrobić sobie zdanie osobom poszkodowanym, którym ubezpieczyciel przyznał jakieś zadośćuczynienie lub w ogóle odmówił wypłaty zadośćuczynienia, czy warto mimo wszystko iść do sądu.

Oczywiście sam fakt, iż w danej konkretnej sprawie np. rozpoznawanej przez Sąd Rejonowy w Szamotułach, czy przez Sąd Okręgowy w Poznaniu zapadł taki a nie inny wyrok zasądzający taka a nie inna kwotę  nie oznacza od razu, iż w Twojej sprawie rozstrzygnięcie będzie podobne.

Na pewno jednak porównując kilku wyroków będzie można sobie wyrobić zdanie na temat strategii zakładów ubezpieczeń w sprawach związanych z dochodzeniem zadośćuczynienia za uszczerbek na zdrowiu w postaci złamania ręki.

A dalej poprzez porównanie kwot proponowanych z wyrokami jakie następnie zapadły wyrobić będzie sobie można zdanie na temat sensowności kierowania sprawy przeciwko ubezpieczycielowi na drogę postępowania sądowego.

Jak się łatwo domyśleć różnice są zasadnicze. Co oczywiście nie oznacza, iż w każdej sprawie i zawsze właściwa jest droga sądowa. Może akurat Ty Czytelniku jesteś szczęściarzem, który dostał od ubezpieczyciela tyle ile się należy i sąd jest w Twoim wypadku zbędny?

No cóż raczej mało prawdopodobne, a jak to wyglądało na podstawie przykładowych trzech wyroków:

  1. Sąd Okręgowy w  Łodzi w sprawie o sygn. akt: II Ca 1461/15 – w wyroku z dnia Łodzi z 2015-12-30 zasądził dodatkową kwotę 5.400 zł tytułem zadośćuczynienia za złamanie reki u poszkodowanej ponad wcześniej wypłacona kwotę 9600 zł.   W uzasadnieniu wyroku czytamy:

„Ustalając wysokość zadośćuczynienia przy bezspornej zasadzie odpowiedzialności pozwanego Sąd podkreślił, że zadośćuczynienie jest formą rekompensaty pieniężnej z tytułu szkody niemajątkowej i obejmuje swym zakresem wszelkie cierpienia fizyczne i psychiczne, które nie mogą być bezpośrednio przeliczone na pieniądze, a ustawodawca nie wprowadza żadnych sztywnych kryteriów ustalania wysokości zadośćuczynienia, pozostawiając to zagadnienie w całości uznaniu sędziowskiemu.

Przy określaniu wysokości zadośćuczynienia Sąd wziął więc pod uwagę wysokość procentowego uszczerbku na zdrowiu ustalonego na poziomie 5%, rozmiar cierpień fizycznych i psychicznych związanych z doznanymi obrażeniami i następstwa wypadku, a także trwałość tych skutków. Sąd podniósł, że zadośćuczynienie ma przede wszystkim charakter kompensacyjny i tym samym jego wysokość ma przedstawiać jakąś ekonomicznie odczuwalną wartość. Poszkodowany powinien otrzymać od zobowiązanego sumę o tyle w danych okolicznościach odpowiednią, ażeby mógł za jej pomocą, co najmniej złagodzić odczucie krzywdy i odzyskać równowagę psychiczną i ma wreszcie poszkodowanemu ułatwić przezwyciężenie ujemnych przeżyć. Sąd  w pełni podzielił stanowisko Sądu Najwyższego zawarte w wyroku z dnia 3 lutego 2000 roku / I CKN 969/98, LEX nr 50824/, zgodnie z którym zadośćuczynienie nie jest karą, lecz sposobem naprawienia krzywdy. Chodzi tu o krzywdę ujmowaną jako cierpienie fizyczne, a więc ból i inne dolegliwości oraz cierpienia psychiczne czyli negatywne uczucia przeżywane w związku z cierpieniami fizycznymi lub następstwami uszkodzenia ciała, czy rozstroju zdrowia w postaci np. wyłączenia z normalnego życia, strach przed jazdą samochodem, ograniczenia w możliwości uprawiania ulubionych sportów, ograniczenia w dźwiganiu itp. Celem zadośćuczynienia jest przede wszystkim złagodzenie tych cierpień. Winno ono mieć charakter całościowy i obejmować wszystkie cierpienia fizyczne i psychiczne, zarówno te doznane jak i te które wystąpią w przyszłości (a więc prognozy na przyszłość). W rozpoznawanej sprawie Sąd Rejonowy podkreślił więc, że z opinii biegłego ortopedy wprost wynika, że zakres cierpień fizycznych i psychicznych należy uznać za znaczny (co zostało jeszcze graficznie wyeksponowane w uzasadnieniu) – związany z doznanym bólem, koniecznością pozostawania w niewygodnym unieruchomieniu gipsowym, postępowaniem usprawniającym, ograniczeniami w sprawności.”

 

2. Wyrokiem o sygn. I C 1480/12 – Sąd Rejonowy w Kłodzku  w dniu  2014-09-01 zasądził kwotę 48.000 zł ponad wypłaconą wcześniej kwotę 12.000 zł. Łącznie więc poszkodowany za złamanie ręki otrzymał 60.000 zł. Jak więc widać w wyniku interwencji Sądu wypłacone zadośćuczynienie było więc pięć razy większe jak wypłacone w oparciu o decyzję ubezpieczyciela.

W swoich motywach Sąd wskazał:

„Bezspornym jest w sprawie, że w dniu 20 kwietnia 2012r. na ulicy (…) w K. powódka potknęła się o uszkodzoną nawierzchnię chodnika w wyniku czego upadła, doznała złamania prawej kości ramiennej w zakresie nasady bliższej, zaś strona pozwana jako ubezpieczyciel odpowiedzialności cywilnej sprawcy zdarzenia, nie kwestionowała okoliczności wypadku oraz przyjęła odpowiedzialność za jego skutki. Z dokumentacji medycznej oraz opinii biegłego R. B.wynika jednoznacznie, że powódka w wyniku zdarzenia z 20.04.2012r. doznała złamania prawej kości ramiennej w zakresie nasady bliższej, którą zespolono płytą i 10 śrubami, powstała szpara pomiędzy odłamami nadal nie wypełnia się kostniną i nie wykazuje tendencji do powstania zrostu, powódka nadal posiada znaczne ograniczenie ruchomości w stawie ramiennym – odwodzenie ograniczone do kąta 40-45 stopni, rotacja wewnętrzna ograniczona do 10 stopni, zaś rotacja zewnętrzna do 30 stopni, w okolicy barku widoczna blizna pooperacyjna długości około 12 cm, zaś trwały uszczerbek na zdrowiu powódki, pozostający w związku przyczynowym z wypadkiem, wynosi 40%. Należy wskazać, że biegły przyjął uszczerbek w tej wysokości na podstawie pkt 113c rozporządzenia MPiPS z 18.12.2002 (Dz. U. 2002.234.1974 ze zm.), który przewiduje zakres uszczerbku w granicach 30-55%, a więc nie można twierdzić, aby ustalony uszczerbek był zawyżony. Jak wynika zaś z opinii biegłego i przesłuchania powódki, wypadek z dnia 20.04.2012r. skutkuje do chwili obecnej dolegliwościami bólowymi stawu ramiennego prawego, które powodują upośledzenie funkcji prawej ręki w zakresie wykonywania cięższych prac fizycznych, ograniczenie możliwości w posługiwaniu się prawą ręką, nadal konieczność pomocy osób trzecich przy wykonywaniu niektórych czynności życia codziennego, brak możliwości powrotu do pełnego zdrowia, problemy ze znalezieniem pracy z uwagi na ograniczoną ruchomość prawej ręki.

Zatem mając na uwadze wszystkie podniesione wyżej okoliczności – w tym rozmiar doznanych przez powódkę cierpień fizycznych i psychicznych (powódka czuje się osobą niepełnowartościową z uwagi na brak pełnej samodzielności w zakresie posługiwania się prawą ręką), doznany ból podczas leczenia, długi i jeszcze niezakończony okres leczenia (powódkę czeka zabieg usunięcia płytki zespalającej) i związane z tym ograniczenie przez dłuższy okres aktywności życiowej z uwagi m.in. na założony opatrunek – ortezę i unieruchomienie kończyny, wiek powódki, konieczność pomocy osób trzecich przez dłuższy czas po zabiegu operacyjnym, nadal brak zrostu kości w obrębie złamania oraz aktualne skutki wypadku, ograniczające sprawność ruchową powódki i powodujące konieczność pomocy osób trzecich przy wykonywaniu niektórych czynności, Sąd uznał za odpowiednią sumę tytułem zadośćuczynienia pieniężnego należnego powódce kwotę 60.000 zł przy uwzględnieniu także trwałego uszczerbku na zdrowiu powódki w wysokości 40% w nawiązaniu również, co wskazano wyżej, zarówno do zasobności społeczeństwa i przeciętnego poziomu życia, mając na uwadze także wysokość sum zasądzanych w podobnych przypadkach w tut. Sądzie.”

3.Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa w sprawie o sygn. akt: XVI C 110/14 – w wyroku z dnia 2016-05-24 zasądził za złamanie prawej ręki kwotę 7.000 zł, w sytuacji gdy zakład ubezpieczeń w ogóle nie widział podstaw do wypłaty zadośćuczynienia. ś

W uzasadnieniu do wyroku  Sąd ten wskazuje:

„Oceniając w niniejszej sprawie zasadność przyznania zadośćuczynienia i jej wysokość Sąd miał na uwadze przede wszystkim zakres uszkodzenia ciała powoda oraz niestandardowe skutki złamania prawej ręki tj. nieudany zabieg operacyjny, następnie repozycja kości przy znieczuleniu ogólnym (zdarzenia w ocenie Sądu pozostające w adekwatnym związku przyczynowym ze zdarzeniem) oraz fakt, że do chwili obecnej, czyli trzy i pół roku po wypadku A. D. odczuwa bóle prawej ręki, nie może wykonywać ciężkich prac domowych, nie odzyskał pełnej sprawności nad ręką. Ograniczenie w zakresie ruchu zgięcia dłoniowego wynosi 50 % oraz 30 % w zakresie zgięcia promieniowego i łokciowego.

Sąd nie zasądził na rzecz powoda dochodzonej przez niego kwoty 15.000 zł wziąwszy pod uwagę to, że niniejsze postępowanie dotyczy ręki, czyli części ciała niebędącej narządem wewnętrznym, której uszkodzenie ze swej istoty nie stwarza zagrożenia dla zdrowia całego organizmu, w konsekwencji czego zwykle odszkodowania przyznawane przez Sądy poszkodowanym w związku ze złamaniem ręki nie są wysokie.

Kierując się przedstawionymi okolicznościami, należy uznać, iż żądanie powoda zadośćuczynienia w kwocie 15.000 zł jest zbyt wygórowane. Zdaniem Sądu kwota 7.000 zł będzie stanowiła dla powoda wystarczającą, odczuwalną wartość ekonomiczną, a nadto jest dostosowana do aktualnych stosunków majątkowych społeczeństwa. Zadośćuczynienie ma charakter bowiem kompensacyjny, ale jego wysokość nie powinna być nadmierna i oderwana od aktualnych stosunków majątkowych społeczeństwa.”

I jak Państwo uważacie, warto iść do sądu przeciwko zakładowi ubezpieczeń?

Czy sąd może nie przyznać zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej?

Odkąd kilka lat temu do Kodeksu cywilnego wprowadzono przepis, który pozwala na dochodzenie zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej, od sprawcy tej śmierci lub jego ubezpieczyciela, sądy zostały wręcz zalane sprawami o zapłatę. Które to sprawy są wnoszone przez krewnych osób, które poniosły śmierć w wypadku drogowym, czy innym zdarzeniu jak chociażby wypadek w pracy.

Sumy kwot, które są zasądzane na rzecz bliskich ofiary wypadku są różne w zależności od charakteru relacji łączącej osobę zmarłą, z jej bliskimi. Różne też wartości przyznają sądy w zależności od miejsca, w którym sprawa ta jest rozpatrywana. Inaczej do zasądzanych kwot podchodzą sądy w Poznaniu, a innymi kwotami operują sądy w Rzeszowie.

Utarło się jednak w odczuciu bliskich ofiar wypadku, iż fakt więzi rodzinnej uzasadnia praktycznie zawsze roszczenie o zapłatę zadośćuczynienia za śmierć ojca, matki czy siostry?

Czy jednak zawsze sądy co do zasady zasądzają krewnym ofiar wypadków zadośćuczynienie?

Otóż nie.

Dla zobrazowania posłużę się sprawą, którą zrelacjonowała mi znajoma sędzia z sądu w Poznaniu. Jakiś czas temu przyszło jej rozstrzygać sprawę o zadośćuczynienie za śmierć matki, z którym to roszczeniem wystąpił jej dorosły syn.

Wydawało się, że sprawa oczywista i powód dostanie od zakładu ubezpieczeń sprawcy wypadku drogowego, w którym zginęła starsza Pani kilkadziesiąt tysięcy złotych tytułem zadośćuczynienia.

Ubezpieczyciel zakwestionował jednak fakt, iż syna z matką łączyły więzy bliskości.

W toku sprawy faktycznie okazało się, iż od dobrych kilkudziesięciu lat syn nie utrzymywał relacji z matką, nie opiekował się nią i nie odwiedzał. Według relacji sąsiadów nie przyszedł nawet na pogrzeb, o którym dopiero dowiedział się przypadkiem od znajomych.

W tym miejscu warto przypomnieć, iż jak stanowi art. 446 § 4. Kodeksu cywilnego: 

Sąd może także przyznać najbliższym członkom rodziny zmarłego odpowiednią sumę tytułem zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę.

Z treści tego przepisu wynika, iż aby być uprawnionym do żądania zapłaty zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej, nawet matki nie wystarczy sam fakt istnienia formalnej rodziny. Przepis wskazuje bowiem jeszcze na słowo „najbliższy” – co oznacza, iż między zmarłym bliskim a członkiem jego rodziny w okresie poprzedzającym śmierć muszą istnieć relacje o charakterze bliskości.

Jeżeli takich relacji nie ma, jak w opisywanym wyżej procesie, to trudno spodziewać sie innego wyroku jak oddalenie powództwa.

Czy słusznie, jak Państwo oceniają taki wyrok?

Rzecznik Finansowy protestuje przeciwko ograniczaniu praw poszkodowanych!

Zeszłoroczny skokowy wzrost stawek płaconych za obowiązkowe ubezpieczenie OC zaowocował niestety wieloma głupimi pomysłami.

Jako że kierowcy są dość liczną grupą wyborców, to i politycy zaczęli szukać tutaj swojej racji bytu.

Pojawił się więc szereg pomysłów na zatrzymanie skali podwyżek, od dopłacania do OC z budżetu Państwa po propozycje skrajnie niekorzystne dla tysięcy ofiar wypadków, a które to propozycje zmierzać miałyby do ograniczenia w ten czy inny sposób wypłacanych odszkodowań, czy zadośćuczynień.

Miedzy innymi Rzecznik Finansowy wskazuje, iż w dyskusjach pojawiają się takie pomysły jak:

  • wprowadzaniu ustawowej definicji „najbliższego członka rodziny”.
  • wyłączeniu możliwości dochodzenia roszczeń nieprzedawnionych tzw. roszczeń historycznych tytułem zadośćuczynień dla najbliższych ze zdarzeń sprzed 3 sierpnia 2008r.
  • pozostawieniu bez wsparcia osób, których dotyka problem wyczerpywalności sumy gwarancyjnej
  • wyłączeniu możliwości dochodzenia zadośćuczynień przez najbliższych członków rodziny w sytuacji osób najciężej poszkodowanych (stany wegetatywne, porażenia czterokończynowe).
  • wyłączeniu możliwości refundacji roszczeń poszkodowanych w wypadkach komunikacyjnych w zakresie kosztów leczenia poza publicznym system zdrowia (w placówkach prywatnych)

W ślad za głosem Rzecznika Finansowego trzeba wskazać, iż :

„Wszystkie powyżej zakwestionowane przez Rzecznika Finansowego propozycje prowadzą do nieuzasadnionego ograniczenia praw bezpośrednio i pośrednio poszkodowanych w wypadkach drogowych. Wywracają też podstawowe reguły prawa odszkodowawczego, stoją w opozycji do ugruntowanej linią judykatury Sądu Najwyższego i podążającego za nią orzecznictwa sądów powszechnych.

–  Dlatego, nie zgadzamy się aby w celu osiągnięcia zahamowania skokowych podwyżek, ograniczać świadczenia wypłacane ofiarom wypadków bo de facto oznaczałoby to wypaczenie roli tego ubezpieczenia, które jest przeznaczone przede wszystkim dla ochrony poszkodowanych. Nie można bowiem pod wpływem chwili stosować rozwiązań, które uderzają w najbardziej poszkodowaną grupę osób, często wyjątkowo tragicznie za cenę obniżki czy utrzymanie nieadekwatnych do ryzyka stawek dla wszystkich kierowców ” apeluje Aleksander Daszewski z biura Rzecznika Finansowego

A jak Państwo widza taką propozycje?

Co jest większym dobrem: Zapewnienie poszkodowanym ofiarom wypadku maksymalnego odszkodowania  – zadośćuczynienia, czy niższe składki OC?

 

Karambol-kto odpowiada za skutki zdarzenia.

Dzisiejsza Gazeta wyborcza  a i pewnie inne media doniosły o koszmarze dla ubezpieczycieli, a deszczu złota dla warsztatów blacharskich.

Otóż w gęstej mgle i niesprzyjającej pogodzie w dwóch karambolach na autostradzie A1 potłukło się ponad 60 samochodów.

No cóż ubezpieczycieli, a w skrajnym przypadku nawet jednego ubezpieczyciela może to słono kosztować. Jak to jest bowiem z odpowiedzialnością za skutki karambolu?

W zasadzie kwestia ustalenia podmiotu odpowiedzialnego za kolizję,w której uczestniczą dwa auta, czy 60 jest identyczna. Nie obowiązują tu żadne specjalne dodatkowe normy, czy przepisy dedykowane tego typu zdarzeniom.

Policja, czy też we własnym zakresie likwidatorzy szkód muszą wytypować osobę odpowiedzialną lub osoby odpowiedzialne kierując się kodeksowymi regułami winy.

W tego typu zdarzeniach teoretycznie sprawca może być jeden, który zainicjuje całą serię dalszych kolizji. Choć częściej jest to zbiór przewinień drogowych wielu kierowców.

Co więcej często kierowca jest jednocześnie winnym jak i poszkodowany,. Winnym bo nie zachował bezpiecznej odległości i przydzwonił w pojazd z przodu, a poszkodowanym bo kolejny pojazd wjechał taranem w jego auto.

Pierwszy wpadnie w poślizg stanie w poprzek, inny będzie jechał z nadmierną prędkością, lub akurat będzie rozmawiał przez komórkę itd. itp.

No cóż wypada tylko współczuć lokalnej jednostce Policji, która będzie musiała zebrać dowody, ślady, zeznania i dojść do tego kto co i kiedy.

A po drugie w takiej sytuacji lepiej mieć autocasco.

Na ubezpieczyciela Facebook pomoże?

Prowadzę w chwili obecnej proces przeciwko jednemu z działających na naszym rynku ubezpieczycieli w związku z zalaniem mieszkania, za skutki to którego zalania odpowiedzialność z tytułu Oc ponosi tenże ubezpieczyciel.

Nie byłoby w tej sprawie nic dziwnego, zalań mieszkań przez sąsiada, z uwagi na pęknięty wężyk, czy niedokręcony kurek jest co roku w naszym Kraju setki jeżeli nie tysiące, gdyby nie jeden mały szczegół.

Otóż podczas przesłuchania przed sądem poszkodowana zeznając opowiedziała jak wykorzystała portal społecznościowy Facebook w walce o wyższe odszkodowanie.

Myślę że warto o tym „patencie na ubezpieczyciela” opowiedzieć. Nie tylko bowiem wzbudził on uśmiech u sędziego, ale i okazał się skuteczny.

a było to tak….

W zeszłym roku tuz przed Świętami Bożego Narodzenia moi Klienci zamiast opadów śniegu na dworze musieli zaobserwować opad hektolitrów wody z swojego sufitu.

Sytuacja typowa- pęknięty wężyk. Sprawę pogorszyła sytuacja, iż mieszkanie było wynajmowane i najemczyni nie wiedział, gdzie znajduje się zawór. Tak więc zalanie było faktycznie konkretne.

Sąsiadka była jednak ubezpieczona z tytułu OC także za szkody mogące postać w wyniku zalania. Sprawa więc została tego samego dnia zgłoszona ubezpieczycielowi.

Po trzech dniach pojawił się likwidator, który mimo iż zalanie było katastrofalne twierdził, iż: „żadnych szkód nie widzi”. Mąż poszkodowanej musiał więc pokazywać każdą plamę, czy pękający tynk. I tylko te elementy były wpisywane przez likwidatora do protokołu.

W międzyczasie mieszkanie zaczęło schnąć i coraz więcej szkód wychodziło na światło dzienne. Pęknięte tynki, spierzchłe meble, drzwi i ościeżnice.

Przybyli na miejsce fachowcy wycenili swoje prace na prawie 20- tyś złotych.

Ubezpieczyciel tymczasem wycenił szkody powstałe w wyniku zalani ana ok. 3 tyś złotych (sic!!!).

No cóż kwota ta zamiast ucieszyć tylko wkurzyła poszkodowanych.

W pierwszej kolejności skierowali oni swe kroki do mojej Kancelarii, gdzie w zasadzie stwierdziłem, iż jedynie droga sadowa jest tu skutecznym rozwiązaniem. Jestem bowiem dość sceptyczny co do skuteczności wnoszenia odwołania od decyzji ubezpieczyciela, o czym pisałem TUTAJ. 

Odwołanie oczywiście nie spotkało się z żadną pozytywną reakcją ze strony zakładu ubezpieczeń.

Sprawę więc skierowałem do sądu.

Poszkodowani w tym czasie wzięli kredyt i zaczęli remont, sytuacja ta jednak tak „wkurzyła” moją Klientkę, iż postanowiła swe żale skierować wprost do ubezpieczyciela.

Weszła na profil zakładu ubezpieczeń na facebooku, gdzie opisała skandaliczną likwidację szkody zalaniowej w jej mieszkaniu.

No cóż. Ten nietypowy sposób działania jednak trochę zadziałał.

Pracownik ubezpieczyciela skontaktował się od razu z poszkodowanymi i w ciągu kilku dni pojawił się kolejny likwidator. Tym razem wycena tez była lepsza, po o 9 tyś większa. Co prawda i tak zakład ubezpieczeń wypłacił dobrowolnie dużo mniej niż się poszkodowanym należy, ale sam sposób działania wart jest odnotowania.

Tak więc drodzy poszkodowani i ubezpieczenia. Nie tylko Rzecznik Ubezpieczonych, ale i Mark Zuckerberg moze okazać sie pomocny w walce z ubezpieczalnią.