Kiedy ubezpieczyciel może zmienić wysokość składki OC?
Co to znaczy, że składka jest elementem przedmiotowo istotnym umowy?
A jeśli winny jest agent ubezpieczeniowy?
Jak się bronić przed bezpodstawną rekalkulacją?
FAQ
Skąd w ogóle biorą się „rekalkulacje” składek?
Wyobraźcie sobie taką sytuację: kupujecie polisę OC, płacicie składkę, wszystko gra — a kilka tygodni później przychodzi pismo z żądaniem dopłaty ponad trzy razy wyższej niż kwota wynikająca z polisy. Bez aneksu. Bez uprzedzenia. Z windykatorem w tle.
Brzmi absurdalnie? Niestety, to nie jest przypadek rodem z czarnej komedii — to realna praktyka, z którą spotykam się w swojej pracy. Ubezpieczyciele coraz częściej sięgają po instrument tzw. „rekalkulacji składki”, powołując się na rzekome nieprawidłowości przy zawieraniu umowy. Problem w tym, że prawo wcale tak łatwo im na to nie pozwala.
Kiedy ubezpieczyciel może zmienić wysokość składki OC?
Odpowiedź krótka: w bardzo ograniczonych przypadkach i wyłącznie w ściśle określonym trybie.
Podstawowym przepisem jest tutaj art. 816 § 1 Kodeksu cywilnego. Stanowi on, że ubezpieczyciel może żądać zmiany składki jedynie wówczas, gdy w trakcie trwania umowy ujawnią się okoliczności pociągające za sobą istotną zmianę prawdopodobieństwa wypadku ubezpieczeniowego. Co ważne — przepis wymaga zachowania trybu wypowiedzenia dotychczasowych warunków i zaproponowania nowych, ze skutkiem wyłącznie na przyszłość.
Innymi słowy: ubezpieczyciel nie może po prostu wystawić noty z żądaniem dopłaty za przeszły okres. Musi wypowiedzieć dotychczasowe warunki, zaproponować nowe i poczekać na akceptację drugiej strony. Jednostronne „dosłanie faktury” za wyższą składkę nie ma oparcia w prawie.
Osobną kwestią jest art. 8a ust. 1 ustawy z dnia 22 maja 2003 r. o ubezpieczeniach obowiązkowych, UFG i PBUK, który pozwala na podwyższenie składki w przypadku zatajenia przez ubezpieczającego okoliczności istotnych dla oceny ryzyka. Przepis ten wymaga jednak wykazania, że ubezpieczający świadomie zataił konkretną informację w chwili zawierania umowy. To nie jest przepis pozwalający na korektę błędów agenta.
Co to znaczy, że składka jest elementem przedmiotowo istotnym umowy?
To ważna rzecz, o której wielu ubezpieczonych nie wie. Składka ubezpieczeniowa to essentialia negotii — element konieczny, bez którego umowa ubezpieczenia w ogóle nie dochodzi do skutku. Kwota wpisana w dokumencie polisy wiąże obie strony. Ubezpieczyciel, który wystawił polisę z konkretną kwotą, jest nią związany tak samo jak klient.
Nie zmienia tego fakt, że agent popełnił błąd przy kalkulacji. Nie zmienia tego historia pojazdu (o czym za chwilę). Zmienić może to wyłącznie zgodna wola obu stron wyrażona w aneksie albo — w ściśle określonych przypadkach — skorzystanie z procedury przewidzianej w art. 816 k.c.
Jeśli ubezpieczyciel żąda wyższej składki, a nie dostarczył żadnego aneksu ani zawiadomienia o zmianie warunków umowy — takie żądanie jest prawnie bezskuteczne.
A jeśli winny jest agent ubezpieczeniowy?
To jest wątek, który pojawia się w praktyce bardzo często — i który ubezpieczyciele próbują „przemilczeć”.
Wyobraźmy sobie pojazd, który przed zakupem przez obecnego właściciela służył jako taksówka. Adnotacja o tym widnieje w dowodzie rejestracyjnym — dokumencie, który agent oglądał przy zawieraniu umowy. Mimo to agent wykalkulował składkę na podstawie „standardowego” taryfikatora, nie uwzględniając historii pojazdu.
Kto ponosi za to odpowiedzialność? Nie klient. Zgodnie z art. 474 Kodeksu cywilnego ubezpieczyciel odpowiada za działania i zaniechania agenta jak za własne działania. Jeśli agent miał dostęp do informacji, które powinien był uwzględnić przy kalkulacji, i tego zaniechał — to jest problem ubezpieczyciela, nie ubezpieczającego.
Co ciekawe, w takich sytuacjach ubezpieczyciele nierzadko próbują przerzucić skutki własnych błędów organizacyjnych na klienta, powołując się na „zatajenie informacji”. Tymczasem trudno mówić o zatajeniu, gdy informacja jest wprost wpisana w dowodzie rejestracyjnym, który agent trzymał w rękach.
Jak się bronić przed bezpodstawną rekalkulacją?
Z praktyki wiem, że skuteczna obrona opiera się na kilku filarach jednocześnie.
Po pierwsze — analizuj treść polisy. Kwota składki tam wpisana jest dla ubezpieczyciela wiążąca. Brak aneksu zmieniającego tę kwotę = brak skutecznej zmiany umowy.
Po drugie — sprawdź, czy ubezpieczyciel powołuje się na art. 816 k.c. czy art. 8a ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych. W pierwszym przypadku kluczowe jest, czy rzeczywiście zaszła istotna zmiana ryzyka i czy zachowano tryb wypowiedzenia. W drugim — czy faktycznie doszło do zatajenia informacji, i kto musi to udowodnić.
Po trzecie — ciężar dowodu. Zgodnie z art. 6 Kodeksu cywilnego to ubezpieczyciel, który wywodzi skutek prawny z rzekomego zatajenia, musi tę okoliczność udowodnić. Samo twierdzenie w piśmie windykacyjnym to za mało.
Po czwarte — dokumentacja: KRS spółki, dowód rejestracyjny, korespondencja z ubezpieczycielem, nagrania rozmów z agentem (jeśli są). To może rozstrzygnąć sprawę na korzyść ubezpieczonego.
FAQ
Czy ubezpieczyciel może jednostronnie podwyższyć składkę OC w trakcie trwania polisy? Co do zasady nie. Zmiana wysokości składki w trakcie trwania umowy jest dopuszczalna wyłącznie w trybie art. 816 § 1 k.c. — gdy ujawniły się okoliczności istotnie zwiększające ryzyko ubezpieczeniowe — i wymaga zachowania procedury wypowiedzenia dotychczasowych warunków z zaproponowaniem nowych. Jednostronne wezwanie do dopłaty, bez aneksu do polisy, jest prawnie bezskuteczne.
Co oznacza „zatajenie okoliczności” przy zawieraniu umowy ubezpieczenia OC? Zatajenie to świadome przemilczenie przez ubezpieczającego informacji istotnej dla oceny ryzyka, o której wiedział w chwili zawierania umowy. Jeśli dana informacja była dostępna agentowi z publicznie dostępnych dokumentów (np. dowodu rejestracyjnego, KRS), trudno mówić o zatajeniu — tym bardziej jeśli agent tych dokumentów nie zweryfikował.
Czy historia pojazdu (np. praca jako taksówka przed zakupem) może uzasadniać rekalkulację składki przez ubezpieczyciela? Sama historia pojazdu przed jego nabyciem przez obecnego właściciela nie uzasadnia automatycznie rekalkulacji składki. Ocena ryzyka ubezpieczeniowego powinna dotyczyć sposobu użytkowania pojazdu przez aktualnego ubezpieczającego, nie poprzednich właścicieli. Jeśli agent wiedział o historii pojazdu (np. z dowodu rejestracyjnego) i mimo to zaproponował daną składkę, ryzyko błędnej kalkulacji obciąża ubezpieczyciela.
Kto odpowiada za błędy agenta ubezpieczeniowego przy kalkulacji składki? Ubezpieczyciel. Zgodnie z art. 474 Kodeksu cywilnego ponosi on odpowiedzialność za działania i zaniechania agenta tak, jakby były jego własnymi. Błąd agenta nie może być przerzucony na ubezpieczającego, który zawarł umowę w dobrej wierze.
Co zrobić, gdy ubezpieczyciel przekazał sprawę do windykatora, a żądana kwota jest nieuzasadniona? Przede wszystkim złożyć pisemną odpowiedź na wezwanie do zapłaty, wskazując brak podstawy prawnej roszczenia. Równolegle można złożyć reklamację do ubezpieczyciela oraz skargę do Rzecznika Finansowego. Jeśli spór trafi do sądu — to po stronie ubezpieczyciela leży wykazanie podstawy żądanej kwoty.
Podsumowanie
Rekalkulacja składki to nie jest „korekta techniczna” — to próba jednostronnej zmiany zawartej umowy. Prawo wyraźnie określa, kiedy i w jakim trybie jest to dopuszczalne. Jeśli ubezpieczyciel nie dopełnił tych wymogów, a żądana kwota nie wynika z dokumentu polisy — masz pełne prawo odmówić jej zapłaty i bronić swojego stanowiska.
Masz pytanie dotyczące sporu z ubezpieczycielem? Napisz lub zadzwoń — chętnie przeanalizuję Twoją sytuację.
Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej.
Bartosz Kowalak — radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.blogoodszkodowaniach.pl.
Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl
Źródła:
Kodeks cywilny, art. 6, art. 474, art. 816 § 1
Ustawa z dnia 22 maja 2003 r. o ubezpieczeniach obowiązkowych, UFG i PBUK, art. 8a ust. 1
Jedziesz swoją trasą, nagle czujesz silne uderzenie – wjechałeś w dziurę w drodze. Auto zaczyna dziwnie się prowadzić, a po zatrzymaniu okazuje się, że uszkodzone jest zawieszenie, felgi, opony, a może nawet układ kierowniczy. Szkoda na kilkanaście tysięcy złotych. Pytanie brzmi: kto za to zapłaci?
Odpowiedź jest jasna: zarządca drogi, który nie zadbał o jej właściwy stan. W praktyce oznacza to gminę, powiat, województwo lub Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad – w zależności od kategorii drogi. A konkretnie? Ubezpieczyciel odpowiedzialności cywilnej tego zarządcy.
Dziś opowiem Ci, jak skutecznie dochodzić odszkodowania za szkodę wyrządzoną przez wyrwę, dziurę czy inny defekt nawierzchni. Pokażę to na przykładzie prawdziwej sprawy z Sądu Rejonowego we Wrześni (sygn. akt I C 355/23), gdzie poszkodowany wywalczył pełne odszkodowanie pomimo oporu ubezpieczyciela.
Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej.
Spis treści
Kto odpowiada za stan dróg w Polsce?
Kiedy zarządca drogi ponosi odpowiedzialność za szkodę?
Sprawa z ul. Łozowej w Poznaniu – studium przypadku
Jak udowodnić winę zarządcy drogi?
Ubezpieczyciel OC zarządcy – jak zgłosić szkodę?
Praktyczne wskazówki – krok po kroku
FAQ – najczęstsze pytania o odszkodowania za dziury w drodze
Kto odpowiada za stan dróg w Polsce?
W Polsce drogi publiczne dzielą się na cztery kategorie, a każda ma swojego zarządcę:
Drogi krajoweGeneralny Dyrektor Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA)Autostrada A2, droga krajowa nr 5 Drogi wojewódzkieZarząd WojewództwaDroga wojewódzka nr 196 Drogi powiatoweZarząd PowiatuDrogi łączące miejscowości w powiecie Drogi gminneWójt/Burmistrz/Prezydent MiastaUlice w mieście, drogi lokalne
Podstawa prawna: Ustawa z dnia 21 marca 1985 r. o drogach publicznych (art. 1, 2, 19 ust. 2).
Obowiązki zarządcy drogi
Zgodnie z art. 20 ustawy o drogach publicznych, do obowiązków zarządcy należy m.in.:
Utrzymanie nawierzchni drogi w należytym stanie – naprawa dziur, wyrw, ubytków
Oznakowanie zagrożeń – pionowe i poziome zabezpieczenie niebezpiecznych miejsc
Niezwłoczne usuwanie uszkodzeń – które mogą doprowadzić do wypadków
⚠️ Z praktyki kancelarii: Zarządcy dróg często próbują zrzucić odpowiedzialność, twierdząc, że „nie wiedzieli o uszkodzeniu” lub „nie mieli czasu na naprawę”. To nie zwalnia ich z odpowiedzialności – obowiązek dbania o drogi jest ciągły.
Kiedy zarządca drogi ponosi odpowiedzialność za szkodę?
Podstawą odpowiedzialności zarządcy drogi jest art. 415 Kodeksu cywilnego:
Art. 415 KC: Kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia.
Zdarzenie szkodzące – wjazd w wyrwę, dziurę, ubytek nawierzchni
Szkoda – uszkodzenie pojazdu (zawieszenie, opony, felgi, układ kierowniczy)
Związek przyczynowy – szkoda powstała bezpośrednio z powodu defektu drogi
Wina zarządcy – zaniedbanie obowiązków (brak naprawy, brak oznakowania)
Co oznacza „wina zarządcy”?
Zarządca ponosi winę, jeśli:
Wiedział o uszkodzeniu i nie naprawił go ani nie zabezpieczył
Powinien wiedzieć – uszkodzenie istniało od dłuższego czasu lub było zgłaszane
Nie wywiązał się z obowiązków kontroli stanu dróg
Kluczowe: Nie musisz udowadniać, że zarządca wiedział o dziurze. Wystarczy, że powinien wiedzieć – bo to jego obowiązek regularnie kontrolować drogi.
Sprawa z ul. Łozowej w Poznaniu – studium przypadku
Okoliczności zdarzenia
11 grudnia 2022 roku, Pan Jacek jechał ulicą Łozową w Poznaniu swoim Nissanem . Nagle wjechał w znaczną wyrwę w nawierzchni. Skutek? Uszkodzenia:
Zawieszenia przedniego i tylnego
Felg i opon
Układu kierowniczego
Wartość szkody: około 16.000 zł.
Zarządcą ul. Łozowej jest Zarząd Dróg Miejskich w Poznaniu (działający w imieniu Miasta Poznań), który posiadał polisę OC w Towarzystwie Ubezpieczeń i Reasekuracji „WARTA” S.A.
Co ustalił Sąd Rejonowy we Wrześni?
Sąd nie miał wątpliwości – Miasto Poznań jako zarządca drogi zaniedbało swoje obowiązki:
„Wyrwa ta pomimo znacznych rozmiarów, nie została w żaden sposób oznaczona, czy też zabezpieczona. Co więcej Miasto Poznań oraz działający w jego imieniu ZDM Poznań jako zarządca drogi zobowiązany jest do niezwłocznego usuwania wszelkich uszkodzeń nawierzchni, które mogą doprowadzić do uszkodzenia pojazdów poruszających się drogami znajdującymi się w jego zarządzie.”
„Co za tym idzie, uznać należy, że szkoda w majątku poszkodowanego wynikała ze zdarzenia spowodowanego niezachowaniem należytej staranności przez ubezpieczonego – zarządcę drogi, który zaniechał realizowania ciążących na nim z mocy prawa obowiązków.„
Minimalna staranność = chociaż oznakowanie
Sąd podkreślił, że nawet jeśli zarządca nie mógł natychmiast naprawić wyrwy, powinien ją przynajmniej oznakować:
„Wszakże za minimalną staranność ze strony zarządcy drogi uznać należało przynajmniej zabezpieczenie wyrwy w nawierzchni poprzez jej oznaczenie pionowe. Tym czasem zarządca drogi w żaden sposób nie zabezpieczył wyrwy w nawierzchni, co doprowadziło do powstania szkody w pojeździe marki Nissan.”
To nie był odosobniony przypadek
Sąd zwrócił uwagę na istotny fakt:
„Z dokumentów przedstawionych w sprawie wynika, że szkoda powstała w pojeździe marki Nissan Juke , nie jest pierwszym tego typu zgłoszeniem, na co wskazuje zarządca drogi w sporządzonym protokole.”
Innymi słowy – ZDM Poznań wiedział o problemie, bo otrzymywał wcześniejsze zgłoszenia szkód z tej samej ulicy.
Jak udowodnić winę zarządcy drogi?
1. Dokumentacja fotograficzna (KLUCZOWA!)
Zrób zdjęcia natychmiast po szkodzie:
Wyrwy/dziury – z różnych kątów, z obiektami referencyjnymi (np. długopis, stopa) dla skali
Braku oznakowania – pokaż, że nie było pachołków, taśm, znaków ostrzegawczych
Uszkodzeń pojazdu – koła, zawieszenie, podwozie
Lokalizacji – szeroki kadr pokazujący miejsce zdarzenia, numer drogi/ulicy
Wskazówka: Najlepiej zrobić też krótkie wideo 360° – pokaże kontekst i brak zabezpieczenia.
2. Zgłoszenie do zarządcy drogi
Niezwłocznie (najlepiej tego samego dnia) zgłoś szkodę zarządcy:
Gmina/Miasto – Urząd Miasta, Wydział Dróg lub ZDM
Powiat – Starostwo Powiatowe, Zarząd Dróg Powiatowych
Województwo – Zarząd Dróg Wojewódzkich
GDDKiA – Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad
Forma zgłoszenia:
Najlepiej pisemnie (e-mail z potwierdzeniem odbioru lub list polecony)
Dołącz zdjęcia, opis zdarzenia, dane pojazdu
Poproś o protokół oględzin miejsca szkody
Wzór zgłoszenia:
„W dniu [data] o godzinie [godzina] na drodze [nazwa/numer] w miejscowości [nazwa] mój pojazd [marka, model, nr rej.] uległ uszkodzeniu w wyniku wjazdu w wyrwę w nawierzchni. Uszkodzenia obejmują: [lista]. Wzywam do wypłaty odszkodowania. W załączeniu dokumentacja fotograficzna.”
3. Uzyskaj dane z ZDM/Zarządu Dróg
Poproś o:
Protokoły kontroli stanu drogi
Zgłoszenia innych szkód z tego samego miejsca (jak w sprawie z ul. Łozowej)
Dokumentację przeglądów nawierzchni
Zlecenia naprawcze (jeśli były)
Cel: Udowodnić, że zarządca wiedział lub powinien wiedzieć o uszkodzeniu.
4. Zeznania świadków
Jeśli ktoś był z Tobą w aucie lub widział zdarzenie – zapisz jego dane. Świadkowie mogą potwierdzić:
Warunki drogowe (było widno/ciemno, sucho/mokro)
Rozmiar wyrwy
Brak oznakowania
Okoliczności zdarzenia
5. Opinia rzeczoznawcy samochodowego
Zlecić warto, jeśli:
Szkoda przekracza 5.000 zł
Ubezpieczyciel zaniża odszkodowanie
Planujesz sprawę sądową
Opinia powinna potwierdzić:
Zakres uszkodzeń
Związek przyczynowy (uszkodzenia są typowe dla wjazdu w wyrwę)
Koszty naprawy
Ubezpieczyciel OC zarządcy – jak zgłosić szkodę?
Krok 1: Ustal, kto ubezpiecza zarządcę
Zarządcy dróg mają obowiązkowe ubezpieczenie OC. Musisz dowiedzieć się, w jakim towarzystwie.
Jak to zrobić?
Zapytaj zarządcę – w zgłoszeniu szkody dopisz: „Proszę o podanie danych ubezpieczyciela OC”
W sprawie z ul. Łozowej ubezpieczycielem ZDM Poznań była WARTA S.A.
Krok 2: Zgłoś szkodę ubezpieczycielowi
Wyślij zgłoszenie do zakładu ubezpieczeń zawierające:
Dane poszkodowanego (imię, nazwisko, adres, telefon, PESEL)
Dane pojazdu (marka, model, nr rej., VIN)
Opis zdarzenia (data, godzina, miejsce, przebieg)
Dokumentację fotograficzną
Zgłoszenie do zarządcy drogi
Wycenę/fakturę za naprawę (jeśli masz)
Wzór:
„Dnia [data] na drodze [nazwa] będącej w zarządzie [nazwa zarządcy], którego OC ubezpieczacie, doszło do uszkodzenia mojego pojazdu w wyniku wjazdu w wyrwę. Na podstawie art. 822 § 4 KC domagam się wypłaty odszkodowania w wysokości [kwota] zł.”
Krok 3: Nie zgadzaj się na zaniżone odszkodowanie
W sprawie z Wrześni WARTA wypłaciła początkowo 1.688 zł, potem podwyższyła do 8.088 zł, podczas gdy rzeczywiste koszty wynosiły 16.137 zł.
Jeśli ubezpieczyciel zaniża odszkodowanie:
Złóż reklamację – w ciągu 30 dni
Zlecić prywatną opinię rzeczoznawcy
Wnieś pozew do sądu
Więcej w kolejnych artykułach serii:
[Seria: Jak wygrać z ubezpieczycielem – lekcja 2: Prywatna opinia rzeczoznawcy]
[Seria: Jak wygrać z ubezpieczycielem – lekcja 3: Pozew do sądu]
Praktyczne wskazówki – krok po kroku
✅ CO ROBIĆ po wjechaniu w dziurę:
Zatrzymaj się bezpiecznie – włącz światła awaryjne
Zrób dokumentację fotograficzną – dziura, brak oznakowania, uszkodzenia auta
Zapisz dane – lokalizacja (GPS), godzina, warunki drogowe
Zgłoś policji (opcjonalnie) – jeśli szkoda duża, pomoże w sprawie
Zgłoś zarządcy drogi – tego samego dnia lub następnego
Zgłoś ubezpieczycielowi OC zarządcy – w ciągu 7 dni
Napraw auto – zachowaj faktury, wymienione części
Monitoruj sprawę – nie daj się zbyć niskim odszkodowaniem
❌ CZEGO UNIKAĆ:
Nie naprawiaj od razu bez wyceny – jeśli szkoda duża, ubezpieczyciel może chcieć obejrzeć auto
Nie wyrzucaj uszkodzonych części – mogą być dowodem
Nie akceptuj zaniżonego odszkodowania – masz prawo do pełnej kompensacji
Nie czekaj – zgłoszenie powinno być niezwłoczne
FAQ – najczęstsze pytania
1. Czy mogę dostać odszkodowanie, jeśli jechałem za szybko? Tak, ale odszkodowanie może być obniżone, jeśli Twoja prędkość przyczyniła się do rozmiaru szkody (art. 362 KC – przyczynienie się poszkodowanego).
2. Co jeśli wyrwa była oznakowana, ale źle (np. pachołek przewrócony)? Zarządca nadal ponosi odpowiedzialność – oznakowanie musi być skuteczne, nie tylko formalne.
3. Ile mam czasu na zgłoszenie szkody? Roszczenie przedawnia się po 3 latach od dnia zdarzenia (art. 442¹ KC), ale zgłoszenie powinno być niezwłoczne – najlepiej w ciągu 7 dni.
4. Czy muszę udowodnić, że zarządca wiedział o dziurze? Nie. Wystarczy, że powinien wiedzieć – bo to jego obowiązek kontrolować drogi. W sprawie z Wrześni sąd uznał, że skoro były wcześniejsze zgłoszenia, zarządca powinien był naprawić lub zabezpieczyć wyrwę.
5. Co jeśli zarządca twierdzi, że dziura powstała nagle (np. po mrozie)? To nie zwalnia go z odpowiedzialności. Obowiązek zarządcy to niezwłoczne usuwanie uszkodzeń – jeśli dziura powstała nagle, powinien ją szybko naprawić lub zabezpieczyć.
6. Czy mogę dochodzić odszkodowania, jeśli nie wiem, kto jest zarządcą drogi? Tak. Możesz wysłać zgłoszenie do gminy/miasta – oni przekażą je właściwemu zarządcy.
7. Ile wynosi odszkodowanie za wjazd w dziurę? Zależy od zakresu uszkodzeń. Typowe koszty:
Wymiana amortyzatora: 500-1.500 zł
Wymiana zwrotnicy: 800-2.000 zł
Wymiana wahacza: 400-1.200 zł
Naprawa felgi: 200-600 zł
Wymiana opony: 300-800 zł Łącznie: 3.000-10.000 zł (średnio), w przypadkach ciężkich nawet 15.000-20.000 zł (jak w sprawie Nissana Juke).
8. Czy franszyza obniży moje odszkodowanie? Nie, jeśli szkoda jest likwidowana z OC zarządcy drogi. Franszyza dotyczy Twojego ubezpieczenia AC, nie OC sprawcy. W sprawie z Wrześni WARTA próbowała zastosować franszyzę 1.000 zł, ale było to bezpodstawne.
Najważniejsze wnioski
Zarządca drogi odpowiada za szkody wynikające z zaniedbań w utrzymaniu nawierzchni
Podstawa prawna: art. 415 KC (odpowiedzialność za winę)
Wina zarządcy: brak naprawy lub oznakowania uszkodzenia
Dokumentacja jest kluczowa: zdjęcia, zgłoszenie, protokoły
Nie zgadzaj się na zaniżone odszkodowanie – ubezpieczyciele często próbują obniżyć kwotę
Podsumowanie
Wjazd w dziurę w drodze to nie tylko stres i uszkodzony samochód – to przede wszystkim prawo do pełnego odszkodowania od zarządcy drogi (lub jego ubezpieczyciela). Sprawa z Sądu Rejonowego we Wrześni pokazuje, że sądy konsekwentnie stoją po stronie poszkodowanych, jeśli tylko udowodnisz zaniedbanie zarządcy.
Kluczowe kroki:
Zrób dokumentację fotograficzną (dziura + brak oznakowania + uszkodzenia)
Zgłoś szkodę zarządcy drogi i jego ubezpieczycielowi
Nie akceptuj zaniżonego odszkodowania – zlecić opinię rzeczoznawcy
W razie potrzeby – pozew do sądu
Z mojego doświadczenia jako radcy prawnego wynika, że większość takich spraw kończy się ugodą lub wyrokiem na korzyść poszkodowanego. Zarządcy dróg rzadko mają mocne argumenty, jeśli wyrwa była widoczna i niezabezpieczona.
W kolejnych artykułach z serii pokażę Ci:
Jak walczyć z ubezpieczycielem, który każe naprawić auto w swoim warsztacie
Jak zlecić prywatną opinię rzeczoznawcy
Jak napisać skuteczny pozew do sądu
Zapraszam do kontaktu z naszą kancelarią – pomożemy Ci wywalczyć pełne odszkodowanie za szkodę wyrządzoną przez dziurę w drodze.
Disclaimer: Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Każda sprawa wymaga indywidualnej analizy.
Zapraszam do Kancelarii KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI: Radca Prawny Bartosz Kowalak i Zespół Prawników ul. Mickiewicza 18a/3, 60-834 Poznań Tel.: +48 61 2224963 E-mail: kancelaria@prawnikpoznanski.pl
Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.blogoodszkodowaniach.pl.
Zadzwoniła do mnie kiedyś klientka, pani Zofia, która złamała nogę wchodząc do autobusu. Stopień był oblodzony, autobus ruszył, zanim się ustabilizowała, upadła. Trzy miesiące na L4, operacja, rehabilitacja. Kiedy zgłosiła się do przewoźnika, usłyszała: „Współczujemy, ale pani się nie trzymała poręczy”. Kiedy próbowała dochodzić odszkodowania, odpowiedzieli: „Proszę udowodnić, że to nasza wina”.
Pamiętam jej frustrację w głosie: „Jak mam to udowodnić? Nikt tego nie widział, a nawet jeśli – to co, mam wzywać świadków z autobusu? Nie znam ich nazwisk!”
I to pytanie słyszę w różnych wariantach od lat: „Jak udowodnić, że wypadek w miejscu publicznym to nie moja wina? Jak dochodzić odszkodowania, kiedy czuję się bezradny/a wobec systemu?”
Bo prawda jest taka – wypadki w miejscach publicznych to codzienność. Upadek na chodniku, w sklepie, w parku, w komunikacji miejskiej, na schodach w urzędzie. Każdego dnia ktoś się potyka, przewraca, uderza. I większość tych osób nie wie, że ma prawo do odszkodowania. Albo wie, ale boi się walczyć – bo „to skomplikowane”, „nie mam dowodów”, „ubezpieczyciel odmówi”.
Dzisiaj chcę wam pokazać, że to nie jest takie skomplikowane, jak się wydaje. I że warto walczyć – bo prawo jest po waszej stronie, jeśli wiecie, jak z niego skorzystać.
Spis treści
Co to jest „miejsce publiczne” i kto za nie odpowiada?
Najczęstsze wypadki w miejscach publicznych – moje obserwacje z praktyki
Kiedy przysługuje odszkodowanie? – dwie kluczowe zasady
Co musisz udowodnić, by wygrać sprawę?
Krok po kroku – jak dochodzić odszkodowania?
Ile można dostać? – o pieniądzach bez owijania w bawełnę
Praktyczne wskazówki – co robić zaraz po wypadku?
FAQ – pytania, które słyszę najczęściej
Co to jest „miejsce publiczne” i kto za nie odpowiada?
Zacznijmy od podstaw. Miejsce publiczne to – mówiąc najprościej – każde miejsce, gdzie masz prawo przebywać jako osoba z zewnątrz. Nie twój dom, nie prywatna posesja z zakazem wstępu. To:
Ulice, chodniki, przejścia dla pieszych – zarządzane przez gminy, powiaty, GDDKiA (drogi krajowe),
Budynki użyteczności publicznej – urzędy, szkoły, szpitale, biblioteki,
Transport publiczny – autobusy, tramwaje, metro (przewoźnicy),
Cmentarze – parafia (cmentarz parafialny) lub gmina (cmentarz komunalny),
Miejsca sportowo-rekreacyjne – baseny, siłownie, stadiony.
Kluczowa zasada: Za stan i bezpieczeństwo miejsca publicznego odpowiada zarządca – czyli ten, kto tym miejscem administruje. I to od zarządcy (a dokładnie: od jego ubezpieczyciela OC) możesz dochodzić odszkodowania.
Jak ustalić, kto jest zarządcą?
To bywa zagmatwane. Przykład: Upadłeś na chodniku przy galerii handlowej. Kto odpowiada – galeria czy gmina?
Odpowiedź: Zależy. Jeśli chodnik to część drogi publicznej (gminnej) – odpowiada gmina. Jeśli to chodnik będący własnością galerii (np. przed wejściem, na terenie galerii) – odpowiada galeria.
Z mojego doświadczenia: W razie wątpliwości, zapytaj w urzędzie gminy (wydział dróg i mostów) – oni mają mapę dróg gminnych i powiedzą, czy dany chodnik to ich odpowiedzialność. Jeśli nie – to prawdopodobnie zarządza nim właściciel sąsiedniej nieruchomości (galeria, biurowiec itp.).
Najczęstsze wypadki w miejscach publicznych – moje obserwacje z praktyki
Przez lata pracy widziałem setki spraw. I pewne typy wypadków powtarzają się jak mantra:
1. Upadki na oblodzonych chodnikach (zima)
To klasyk polskiej zimy. Zarządca drogi (gmina) ma obowiązek odśnieżać i posypywać chodniki. Ale często:
Nie robi tego na czas,
Robi to wybiórczo (główne ulice tak, boczne nie),
Zostawia placki lodu.
Moja sprawa: Pani Maria upadła na oblodzonym chodniku w centrum miasta o 8 rano. Chodnik był nieposypany, mimo że śnieg padał od nocy. Udało się udowodnić (dzięki danym meteorologicznym i zeznaniom świadków), że gmina miała czas posypać chodnik przed 8 rano, a tego nie zrobiła. Sąd przyznał odszkodowanie.
2. Dziury w chodniku, wystające kratki, luźne płytki (lato)
Latem zmienia się repertuar – zamiast lodu mamy dziury, nierówności, korzenie drzew, które podnoszą płytki.
Moja sprawa: Pan Andrzej potknął się o wystającą kratkę ściekową na chodniku (wystawała 3 cm). Złamał nadgarstek, bo wypadł z roweru. Udało się udowodnić (opinia biegłego), że kratka była niezgodna z normą – powinna być na poziomie chodnika. Gmina zapłaciła.
3. Upadki w galeriach handlowych – śliskie podłogi
Galerie to czesto miejsce wypadków. Dlaczego? Bo są czyste, lśniące – i śliskie. Zwłaszcza gdy ktoś rozleje napój, a sprzątacz nie zauważy na czas.
Moja sprawa: Pani Ewa upadła w galerii – poślizgnęła się na rozlanej wodzie koło fontanny. Nikt nie oznakował miejsca („Uwaga, ślisko”), nikt nie wytarł. Sąd uznał, że galeria odpowiada – miała obowiązek na bieżąco sprawdzać stan podłogi i reagować.
4. Wypadki w komunikacji publicznej – nagłe hamowanie
Autobusy, tramwaje – każdy, kto jeździ komunikacją, wie: kierowcy czasem hamują gwałtownie. I wtedy pasażerowie lecą.
Moja sprawa: Pan Tomek jechał autobusem, trzymał się poręczy. Autobus gwałtownie zahamował (kierowca, jak zeznał, „unikał kolizji z autem, które nagle zjechało”). Tomek uderzył głową o słupek, wstrząśnienie mózgu. Pytanie: czy to wina kierowcy (i przewoźnika), czy „wypadek losowy”?
Udało się udowodnić (nagranie z monitoringu w autobusie), że hamowanie było zbyt gwałtowne – kierowca jechał zbyt szybko i zbyt późno zareagował. Przewoźnik zapłacił.
5. Urazy na placach zabaw – zły stan urządzeń
Place zabaw to odpowiedzialność gminy (lub zarządcy osiedla). I niestety – często są w opłakanym stanie. Zardzewiałe huśtawki, połamane drabinki, dziurawy piasek (szkło, gwoździe).
Moja sprawa: Dziecko (7 lat) spadło z huśtawki – zerwał się łańcuch. Okazało się, że huśtawka była 5 lat po terminie przeglądu (wynika to z dokumentacji gminy, którą wymusiliśmy). Gmina zapłaciła zadośćuczynienie rodzicom (za krzywdę dziecka) + odszkodowanie (koszty leczenia).
6. Upadki w urzędach, szpitalach – schody, mokre podłogi
Budynki publiczne muszą być bezpieczne. Ale często:
Schody są śliskie (błyszczące płytki),
Po sprzątaniu nikt nie stawia tabliczek „Uwaga, mokro”,
Brakuje balustrad, oświetlenie jest słabe.
Z mojej praktyki: Pani Jadwiga (70 lat) upadła na schodach w urzędzie – schody były mokre (po myciu), brakowało oznakowania. Sąd przyznał odszkodowanie – urząd miał obowiązek oznakować mokre schody lub zamknąć je do wyschnięcia.
Kiedy przysługuje odszkodowanie? – dwie kluczowe zasady
To jest sedno sprawy. Kiedy możesz dochodzić odszkodowania za wypadek w miejscu publicznym?
Zasada 1: Zarządca odpowiada, jeśli zawinił (art. 415 KC)
To klasyczna odpowiedzialność za czyn niedozwolony. Zarządca odpowiada, jeśli:
Zaniedbał swoje obowiązki (nie odśnieżył chodnika, nie naprawił dziury, nie oznakował niebezpieczeństwa),
Można mu przypisać winę (celowe zaniedbanie lub niedbalstwo),
Powstała szkoda (twoje obrażenia),
Jest związek przyczynowy (upadłeś PRZEZ TO zaniedbanie).
Praktycznie: Musisz udowodnić, że zarządca coś zawalił. Np.:
Gmina nie odśnieżyła chodnika w terminie wymaganym przez regulamin,
Galeria nie wytarła rozlanej wody przez 30 minut (choć pracownicy ją widzieli),
Przewoźnik nie naprawił siedzeń w autobusie, mimo zgłoszeń o ich złym stanie.
Zasada 2: Zarządca odpowiada za ruch przedsiębiorstwa/zakładu (art. 434 KC)
To szersza odpowiedzialność – bez winy. Zarządca odpowiada, jeśli szkoda powstała w związku z ruchem jego przedsiębiorstwa/zakładu, nawet jeśli nie zawinił.
Co to znaczy „ruch przedsiębiorstwa”? To wszystko, co jest typową działalnością danego miejsca:
Dla galerii – klienci chodzą, robią zakupy, korzystają z parkingu,
Dla przewoźnika – ludzie wsiadają, jadą, wysiadają.
Praktycznie: Jeśli wypadek nastąpił w normalnym toku użytkowania miejsca publicznego, zarządca może odpowiadać – nawet jeśli nie zawinił bezpośrednio. Np.:
Upadłeś w galerii, bo podłoga była śliską z natury (bardzo gładkie płytki) – nawet jeśli nikt nic nie rozlał. Galeria powinna była to przewidzieć i zabezpieczyć (maty antypoślizgowe, oznakowanie).
Z mojego doświadczenia: Art. 434 KC to „szerszy parasol” – łatwiej udowodnić odpowiedzialność. Ale sądy oceniają indywidualnie – czy dany wypadek był „typowy” dla danego miejsca, czy to była twoja nieuwaga.
Co musisz udowodnić, by wygrać sprawę?
To pytanie praktyczne. W sądzie musisz wykazać trzy elementy:
Zeznania świadków – że inni też mieli problemy w tym miejscu,
Historia wypadków – jeśli w tym miejscu były wcześniej wypadki, to wzmacnia twoją pozycję.
Praktyczna rada: Sąd może uznać „przyczynienie się poszkodowanego” – jeśli np. biegłeś, podczas gdy powinno się iść ostrożnie. Wtedy odszkodowanie zostanie obniżone (np. o 20-30%). Bądź szczery/a w zeznaniach – łganie zniszczy twoją wiarygodność.
Krok po kroku – jak dochodzić odszkodowania?
Oto moja złota procedura, którą stosuję z klientami:
Krok 1: Zabezpiecz dowody natychmiast
Zaraz po wypadku (jeśli tylko możesz):
Zrób zdjęcia – miejsce wypadku, niebezpieczny element, twoje obrażenia,
Zbierz świadków – dane kontaktowe (imię, nazwisko, telefon),
Zgłoś wypadek – do zarządcy miejsca (galeria, urząd, przewoźnik). Poproś o potwierdzenie na piśmie.
Krok 2: Natychmiast do lekarza
Nawet jeśli obrażenia wydają się drobne – idź do lekarza. Dokumentacja medyczna to podstawa odszkodowania.
Krok 3: Zbieraj wszystkie rachunki
Każdy wydatek związany z leczeniem – dokumentuj (faktury, recepty, bilety na wizyty lekarskie).
Krok 4: Ustal, kto jest zarządcą miejsca
To kluczowe – musisz wiedzieć, do kogo kierować roszczenie. Zapytaj w urzędzie gminy, na miejscu (galeria, przewoźnik) lub skonsultuj się z prawnikiem.
Krok 5: Wyślij roszczenie do ubezpieczyciela OC zarządcy
Praktyczna rada: Skonsultuj się z prawnikiem przed wysłaniem roszczenia – pomoże ci ocenić, ile możesz realnie dostać i jak sformułować żądanie.
Krok 6: Negocjacje lub sąd
Ubezpieczyciel może:
Zaproponować ugodę – oceń z prawnikiem, czy oferta jest uczciwa (często jest zaniżona!),
Odmówić – wtedy idziesz do sądu (pozew).
Z mojego doświadczenia: Ubezpieczyciele często odmawiają na etapie roszczenia, licząc, że się poddasz. Nie poddawaj się – w sądzie masz realną szansę wygrać.
Ile można dostać? – o pieniądzach bez owijania w bawełnę
To pytanie, które wszyscy zadają. Odpowiedź: zależy od rozmiaru szkody.
3. Czy mogę dochodzić odszkodowania za wypadek sprzed kilku lat?
Termin przedawnienia: 3 lata od wypadku . Jeśli minęło mniej – możesz. Jeśli więcej – roszczenie przedawnione.
4. Co jeśli zarządca nie ma ubezpieczenia OC?
Jeśli zarządca publiczny (gmina, powiat) – zawsze ma OC (obowiązek ustawowy). Jeśli prywatny (galeria, przewoźnik) – powinien mieć, ale jeśli nie ma – możesz pozwać go osobiście. Ale wyegzekwowanie może być trudne.
Moje refleksje na koniec – bo to nie tylko o pieniądzach
Prowadząc praktykę odszkodowawczą od lat, wiem jedno: wypadki w miejscach publicznych to nie przypadki. To efekt zaniedbań, oszczędności, braku nadzoru. Gmina, która nie odśnieża chodników „bo brak budżetu”. Galeria, która stawia na wygląd (błyszczące płytki), a nie bezpieczeństwo. Przewoźnik, który nie szkoli kierowców.
I każda sprawa odszkodowawcza, którą wygrywasz, to sygnał: musicie naprawić system. Po sprawie pani Marii (upadek na lodzie) gmina zatrudniła więcej ludzi do zimowego utrzymania dróg. Po sprawie pani Ewy (upadek w galerii) galeria zainstalowała maty antypoślizgowe przy fontannie.
To nie tylko twoje odszkodowanie – to bezpieczeństwo dla innych.
I dlatego warto walczyć. Nie tylko dla siebie – dla kolejnych osób, które tamtędy przejdą. Bo prawo odszkodowawcze to nie tylko naprawa szkód – to prewencja. To wymuszanie na zarządcach, by dbali o nasze bezpieczeństwo.
A Wy – mieliście wypadek w miejscu publicznym? Walczyliście o odszkodowanie? Podzielcie się w komentarzach – chętnie odpowiem na pytania i doradzę.
Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją, bo wierzę, że każda szkoda zasługuje na sprawiedliwość – a każde miejsce publiczne na bezpieczeństwo. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl.
Masz pytanie o wypadek w miejscu publicznym? Chcesz dowiedzieć się, czy masz szansę na odszkodowanie? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl
Źródła:
Kodeks cywilny, art. 415 (odpowiedzialność za czyn niedozwolony), art. 434 (odpowiedzialność za ruch przedsiębiorstwa), art. 442¹ (przedawnienie)
Ustawa z dnia 21 marca 1985 r. o drogach publicznych
„Panie mecenasie, wynająłem Mercedesa za 300 zł netto dziennie. Ubezpieczyciel mówi, że to za dużo, że powinienem był wynająć za 140 zł. Czy mam rację?”. To pytanie usłyszałem od jednego z moich klientów. I to jest właśnie sedno problemu – czy poszkodowany musi szukać najtańszej oferty, czy może wynająć auto, które mu odpowiada?
Spis treści
Ile kosztuje najem pojazdu zastępczego w praktyce?
Czy poszkodowany musi szukać najtańszej oferty?
Pojazd „zbliżony parametrami” – co to znaczy?
Mercedes zamiast Volkswagena – czy to uzasadnione?
Opinia biegłego vs rzeczywiste ceny na rynku
Współpraca z wypożyczalniami ubezpieczyciela – pułapka
Praktyczne wskazówki dla poszkodowanych
FAQ – najczęstsze pytania
Ile kosztuje najem pojazdu zastępczego w praktyce?
W sprawie, o której dzisiaj piszę, poszkodowany wynajął Mercedesa klasy E za 300 zł netto dziennie (369 zł brutto). Ubezpieczyciel zaprotestował, twierdząc, że oferował mu pojazd z wypożyczalni współpracującej za 140 zł brutto. Różnica? Ponad dwukrotna. Ale czy to oznacza, że poszkodowany postąpił źle?
Biegły sądowy zbadał rynek i ustalił, że w 2017 roku średnia stawka za wynajem pojazdu zbliżonego do Volkswagena Touarega wynosiła:
Co to oznacza? Że poszkodowany wynajmując Mercedesa za 300 zł netto (przy średniej 332-386 zł netto) wybrał stawkę poniżej średniej rynkowej! A mimo to ubezpieczyciel kwestionował koszt.
Czy poszkodowany musi szukać najtańszej oferty?
To jedno z najczęstszych pytań, które słyszę w mojej kancelarii. Odpowiedź brzmi: nie. Poszkodowany nie musi szukać najtańszej oferty. Musi wybrać ofertę rozsądną, rynkową, ale nie najtańszą.
Dlaczego? Bo stan nadzwyczajny – a wypadek jest właśnie takim stanem – nie pozwala na długie poszukiwania najlepszej oferty. Poszkodowany potrzebuje auta tutaj i teraz. Nie ma czasu dzwonić do 10 wypożyczalni i negocjować cen.
W orzecznictwie wielokrotnie pojawiał się pogląd, że poszkodowany może wynająć pojazd w rozsądnej cenie rynkowej, nie musi szukać oferty najtańszej. Sąd Najwyższy wskazywał, że „poszkodowany nie ma obowiązku minimalizacji szkody przez poszukiwanie najtańszej oferty na rynku, jeśli wybrana oferta mieści się w granicach rozsądku”.
Co to oznacza w praktyce? Że:
Jeśli średnia rynkowa to 400 zł netto, a poszkodowany wynajął za 450 zł netto – to OK.
Jeśli maksimum na rynku to 600 zł netto, a poszkodowany wynajął za 550 zł netto – też OK.
Ale jeśli maksimum to 600 zł netto, a poszkodowany wynajął za 1.200 zł netto – to już problem.
W sprawie, o której piszę, poszkodowany wynajął za 300 zł netto przy średniej 332-386 zł netto. Czyli poniżej średniej!
Pojazd „zbliżony parametrami” – co to znaczy?
Ubezpieczyciele często twierdzą: „Pan miał Volkswagena Touarega, więc może pan wynająć Dacię Logan. To też SUV, prawda?”. Nie, nie prawda. Pojazd zastępczy powinien być zbliżony parametrami do uszkodzonego. Co to oznacza?
Typ nadwozia – jeśli masz SUV-a, powinieneś dostać SUV-a. Jeśli masz sedana, sedan. Kombi – kombi.
Pojemność silnika i moc – Volkswagen Touareg to 3.0 TDI, około 240 KM. Dacia Logan to 1.0, 70 KM. Różnica jest kolosalna.
Wyposażenie – jeśli twoje auto ma skórzaną tapicerkę, klimatyzację, nawigację, to pojazd zastępczy powinien być podobnie wyposażony. Nie musisz dostać identycznego auta, ale powinno być zbliżone standardem.
Rok produkcji – to mniej istotne, ale jeśli masz auto z 2016 roku, nie powinieneś dostać pojazdu z 2005 roku.
W sprawie, o której piszę, poszkodowany miał Volkswagena Touarega z 2016 roku (wartość zakupu 23.000 zł). Wynajął Mercedesa klasy E – czyli samochód premium, ale SUV-a zastąpił sedanem. Czy to uzasadnione?
Biegły uznał, że średnia stawka dla pojazdu zbliżonego do Touarega to 517-617 zł netto. Dla Mercedesa E – 332-386 zł netto. Czyli poszkodowany wynajął tańszy pojazd niż uzasadniony! I to jest kluczowe. Nie wynajął limuzyny za 1.000 zł dziennie, tylko sedana premium za stawkę poniżej średniej dla swojej klasy.
Mercedes zamiast Volkswagena – czy to uzasadnione?
Wiem, co teraz myślicie: „Ale Mercedes to luksus! Przecież Volkswagen to nie to samo!”. Prawda. Ale w praktyce okazuje się, że najem Mercedesa klasy E jest tańszy niż najem Volkswagena Touarega.
Dlaczego? Bo:
Mercedesy klasy E są powszechne w wypożyczalniach – każda większa wypożyczalnia ma kilka sztuk.
Touaregi są rzadsze – mniej wypożyczalni ma w ofercie duże SUV-y premium.
Popyt i podaż – Mercedesy wynajmują biznesmeni na co dzień, więc ceny są konkurencyjne. Touaregi wynajmują rzadziej.
W sprawie poszkodowany wybrał tańszą opcję – Mercedesa za 300 zł netto zamiast Touarega za potencjalnie 500-600 zł netto. I to jest właśnie rozsądne działanie, które sądy doceniają.
Co ciekawe, ubezpieczyciel nie docenił tego gestu. Zamiast tego kwestionował sam fakt najmu pojazdu zastępczego (z powodu braku legitymacji procesowej poszkodowanego), ale nie wysokość stawki.
Opinia biegłego vs rzeczywiste ceny na rynku
Biegli sądowi badają rynek metodą reprezentatywną – dzwonią do kilkunastu wypożyczalni, pytają o ceny, wyliczają średnią. To dobra metoda, ale ma swoje ograniczenia.
Z mojego doświadczenia wynika, że:
Biegli czasem badają oferty „na chłodno” – dzwonią jako potencjalni klienci, pytają o cenę za miesiąc najmu. Ale poszkodowany nie ma miesiąca na negocjacje! Musi wynająć auto od razu, często w weekend, po wypadku. I wtedy ceny są wyższe.
Biegli nie uwzględniają sezonu – w lipcu i sierpniu ceny najmu rosną nawet o 30-50%. W grudniu też. Ale biegły często bada średnią roczną, nie uwzględniając sezonu.
Biegli nie uwzględniają „nagłości” – jeśli dzwonisz w piątek o 18:00, że potrzebujesz auta na sobotę rano, wypożyczalnia powie ci „tak” albo „nie”. Jeśli „tak”, to za podwyższoną cenę. Biegły nie uwzględnia tego w kalkulacji.
Biegli czasem opierają się na danych sprzed roku – w sprawie, o której piszę, opinia sporządzona została w 2021 roku, a najem miał miejsce w 2017 roku. Biegły badał rynek z 2017 roku, ale na podstawie danych archiwalnych. Czy to wiarygodne? Częściowo.
Dlatego opinia biegłego to ważny dowód, ale nie jedyny. Sąd powinien również wziąć pod uwagę okoliczności konkretnej sprawy – czy poszkodowany miał czas na poszukiwania, czy najem był pilny, czy stawka była rażąco wygórowana.
Współpraca z wypożyczalniami ubezpieczyciela – pułapka
Ubezpieczyciele często oferują: „Proszę wynająć auto z naszej wypożyczalni partnerskiej. My wszystko załatwimy, a pan nie zapłaci ani złotówki”. Brzmi świetnie, prawda? Ale jest haczyk.
Limit kosztów – ubezpieczyciel zastrzega sobie prawo do „weryfikacji kosztów najmu do kwoty X zł dziennie”. Co to oznacza? Że jeśli naprawa potrwa dłużej niż zakładał ubezpieczyciel, to nadwyżkę zapłaci… poszkodowany. Niespodzianka!
Kontrola nad naprawą – współpraca z wypożyczalnią ubezpieczyciela oznacza, że ubezpieczyciel wie dokładnie, kiedy wynająłeś auto i kiedy je oddałeś. Może więc łatwiej kwestionować czas najmu.
Gorsze warunki umowy – wypożyczalnie współpracujące z ubezpieczycielami często oferują auta starsze, gorsze, z wyższymi franszyzami. Dlaczego? Bo zarabiają na wolumenie, nie na jakości.
Brak wyboru – ubezpieczyciel oferuje konkretną wypożyczalnię, konkretne auto. Nie masz wyboru. Może się okazać, że dostajesz auto nieodpowiednie dla twoich potrzeb.
W sprawie, o której piszę, ubezpieczyciel oferował współpracę z wypożyczalnią za 140 zł brutto dziennie. Poszkodowany odmówił i wynajął Mercedesa za 300 zł netto (369 zł brutto). Czy postąpił źle?
Moim zdaniem – nie. Poszkodowany ma prawo wyboru wypożyczalni. Nie musi korzystać z oferty ubezpieczyciela. Jeśli znajdzie lepszą ofertę (a Mercedes za 300 zł netto był w średniej rynkowej), to może z niej skorzystać.
Praktyczne wskazówki dla poszkodowanych
Na podstawie mojego doświadczenia, oto moje rady:
Sprawdźcie kilka ofert – zadzwońcie do 3-4 wypożyczalni, porównajcie ceny. Nie musicie dzwonić do 20, ale przynajmniej kilka ofert warto sprawdzić.
Nie przyjmujcie automatycznie oferty ubezpieczyciela – jeśli ubezpieczyciel oferuje wypożyczalnię partnerską, sprawdźcie warunki umowy. Może się okazać, że są pułapki.
Dokumentujcie poszukiwania – zróbcie screeny ofert z internetu, zapiszcie rozmowy telefoniczne (data, firma, cena). To wasz dowód, że sprawdziliście rynek.
Wynajmijcie auto zbliżone parametrami – jeśli mieliście SUV-a, wynajmijcie SUV-a. Ale jeśli SUV jest drogi (np. 600 zł/dzień), a sedan premium kosztuje 300 zł/dzień, to wybierzcie sedana. Sąd to doceni.
Nie przepłacajcie – jeśli średnia rynkowa to 400 zł, a ktoś oferuje 1.000 zł, to nie wynajmujcie. To nie będzie uznane za rozsądne.
FAQ – najczęstsze pytania
Ile maksymalnie mogę zapłacić za najem pojazdu zastępczego? To zależy od uszkodzonego pojazdu. W praktyce stawka powinna być w średniej rynkowej dla pojazdów zbliżonych parametrami. W 2024 roku dla aut klasy średniej to 300-500 zł netto/dzień.
Czy muszę wynająć auto z wypożyczalni ubezpieczyciela? Nie, nie musisz. Możesz wynająć z dowolnej wypożyczalni, o ile stawka jest rozsądna.
Co jeśli ubezpieczyciel oferuje auto za 140 zł, a ja wynająłem za 400 zł? Jeśli 400 zł mieści się w średniej rynkowej dla twojego typu pojazdu, to nie ma problemu. Ubezpieczyciel może oferować tanią ofertę, ale ty nie musisz z niej korzystać.
Czy Mercedes zamiast Volkswagena to przepłacanie? Nie, jeśli Mercedes jest tańszy lub w podobnej cenie co Volkswagen. W sprawie, o której piszę, Mercedes był tańszy niż Touareg, więc wybór był uzasadniony.
Jak udowodnić, że stawka była rozsądna? Zrób screeny ofert z kilku wypożyczalni, zapisz rozmowy telefoniczne. W sądzie biegły zbada rynek i powie, czy twoja stawka była w granicach rozsądku.
Disclaimer: Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej.
Zapraszam do Kancelarii KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI: Radca Prawny Bartosz Kowalak ul. Mickiewicza 18a/3, 60-834 Poznań Tel.: +48 61 2224963 E-mail: bartosz.kowalak@prawnikpoznanski.pl
Ostatnio jeden z moich klientów zapytał mnie: „Panie mecenasie, ubezpieczyciel twierdzi, że 36 dni najmu pojazdu zastępczego to za dużo. Mówią, że naprawa powinna zająć maksymalnie 10 dni. Co pan o tym sądzi?”. To pytanie słyszę w mojej kancelarii regularnie. I za każdym razem odpowiadam: to zależy. Ale od czego? O tym dzisiaj.
Spis treści
Czym jest uzasadniony czas najmu pojazdu zastępczego?
Kto odpowiada za zwłokę w naprawie?
Czas technologiczny vs czas rzeczywisty – gdzie jest prawda?
Weekendy i święta – czy się liczą?
Jak ubezpieczyciele manipulują czasem najmu
Praktyczne wskazówki dla poszkodowanych
FAQ – najczęstsze pytania
Czym jest uzasadniony czas najmu pojazdu zastępczego?
W jednej ze spraw, którą prowadziłem, warsztat oszacował czas naprawy na 36 dni. Ubezpieczyciel od razu zaprotestował: „To absurd! Czas technologiczny to maksymalnie 4 dni robocze!”. I tu zaczyna się problem. Bo czas technologiczny to jedno, a rzeczywisty czas naprawy to zupełnie co innego.
Czas technologiczny to czysta roboczogodzina – ile zajmie mechanikowi faktyczne przykręcenie, malowanie, montaż. W sprawie, o której wspominam, wynosił on 22 rbh, co dało 4 dni robocze. Ale to tylko teoria. W praktyce trzeba doliczyć:
Czas oczekiwania na części (w tej sprawie warsztat szacował 4 dni)
Czas schnięcia lakieru (minimum 1 dzień)
Czas na dodatkowe oględziny przez ubezpieczyciela (w tej sprawie aż 10 dni zwłoki!)
Czas na wydanie pojazdu (1 dzień)
Biegły sądowy w tej sprawie uznał 27 dni za uzasadnione. Dlaczego nie 36? Bo od 27 kwietnia do 2 czerwca 2017 roku (data wypłaty bezspornej kwoty odszkodowania) upłynęło właśnie tyle dni. Kluczowe jest, że biegły odliczył 10 dni zwłoki w zgłoszeniu dodatkowych oględzin – i słusznie. Ale o tym za moment.
Kto odpowiada za zwłokę w naprawie?
To jedno z najbardziej kontrowersyjnych pytań w sprawach odszkodowawczych. Ubezpieczyciele chętnie zrzucają odpowiedzialność na warsztaty: „To nie nasza wina, że warsztat źle organizuje pracę!”. Warsztaty ripostują: „Czekamy na decyzję ubezpieczyciela!”. A poszkodowany? Siedzi w środku i płaci za najem pojazdu zastępczego.
Z mojego doświadczenia wynika, że kluczowe jest, kto i kiedy powoduje zwłokę. Jeśli:
Warsztat zwleka z zamówieniem części – to nie obciąża ubezpieczyciela. Poszkodowany powinien wybrać sprawny warsztat.
Ubezpieczyciel zwleka z oględzinami – to w pełni obciąża ubezpieczyciela. W sprawie, o której piszę, pierwsze oględziny odbyły się 8 maja 2017 r., a drugie dopiero 19 maja 2017 r. – 11 dni później! Dlaczego tak długo? Nikt nie wie. I to właśnie ubezpieczyciel powinien ponieść koszt tych 10-11 dni zwłoki (jeden dzień na zgłoszenie potrzeby dodatkowych oględzin jest uzasadniony).
System dystrybucji części zawodzi – to już bardziej skomplikowane. Czy poszkodowany ma ponosić konsekwencje tego, że Volkswagen wysyła części z Niemiec tydzień? Moim zdaniem nie, ale sądy czasem mają inne poglądy.
Co ciekawe, w orzecznictwie pojawia się coraz częściej pogląd, że poszkodowany nie musi szukać warsztatu, który ma części „od ręki”. Może wybrać warsztat zaufany, nawet jeśli czas dostawy części będzie dłuższy. Ale jest granica – nie może to być zwłoka nieracjonalna (np. 3 miesiące na zamówienie felgi).
Czas technologiczny vs czas rzeczywisty – gdzie jest prawda?
Ubezpieczyciele uwielbiają operować czasem technologicznym. „4 dni robocze wystarczą!”. Ale życie weryfikuje te kalkulacje brutalnie. W praktyce naprawy zajmują dużo dłużej. Dlaczego?
Części nie zawsze są dostępne od ręki. Szczególnie w przypadku nowszych modeli czy aut premium. Część może przyjechać z Niemiec – i to już tydzień.
Lakier musi schnąć. To nie jest kwestia „szybciej czy wolniej” – to fizyka. Profesjonalny lakier potrzebuje minimum 24 godzin na pełne wyschnięcie, często więcej w zimie.
Ubezpieczyciel wymaga dodatkowych oględzin. I tu zaczyna się kabaret. W tej sprawie, o której piszę, ubezpieczyciel najpierw przeprowadził oględziny 8 maja, potem – 19 maja. Pytanie: dlaczego nie można było zrobić tego od razu? Odpowiedź: bo ubezpieczyciel chce sprawdzić, czy warsztat nie dopisał „czegoś od siebie”. Ale kto za to płaci? Poszkodowany.
Warsztat ma innych klientów. To prawda – warsztat nie obsługuje tylko jednego pojazdu. Ale jeśli warsztat profesjonalnie oszacował czas naprawy na 36 dni, uwzględniając swoją dostępność i kolejkę, to czy to wina poszkodowanego?
Biegły w sprawie ustalił, że uzasadniony czas to 27 dni. Nie 4 dni technologiczne, nie 36 dni warsztatowe – 27 dni rzeczywiste. I to jest właśnie ta „złota środka”, którą sądy akceptują.
Weekendy i święta – czy się liczą?
Tak, weekendy i święta się liczą do czasu najmu pojazdu zastępczego. Dlaczego? Bo poszkodowany potrzebuje samochodu również w soboty i niedziele. Jeździ do sklepu, na spotkania rodzinne, z dziećmi na basen. Życie się nie kończy w piątek o 16:00.
Ubezpieczyciele czasem argumentują: „Ale przecież warsztat w weekend nie pracuje, więc dlaczego mamy płacić za najem w sobotę i niedzielę?”. Odpowiedź jest prosta: bo poszkodowany wciąż potrzebuje auta. Nie może przecież w weekend chodzić pieszo, bo warsztat akurat ma zamknięte.
W sprawie, którą opisuję, najem trwał od 27 kwietnia do 16 czerwca 2017 r. – 51 dni. Sąd uznał za uzasadnione 27 dni (do wypłaty bezspornej kwoty odszkodowania), co obejmowało również weekendy. I słusznie.
Jak ubezpieczyciele manipulują czasem najmu
Z praktyki mojej kancelarii znam wiele sztuczek, którymi ubezpieczyciele próbują zaniżyć koszty najmu pojazdu zastępczego:
„Czas technologiczny wystarczy” – jak pisałem wyżej, to mit. Czas technologiczny to tylko część całości.
„Warsztat niepotrzebnie zwlekał” – często bez dowodów. Ubezpieczyciel po prostu zakłada, że warsztat mógł działać szybciej, nie podając konkretnych argumentów.
„System dystrybucji części to nie nasz problem” – czyli de facto: poszkodowany ma ponosić konsekwencje tego, że producent wysyła części powoli. To absurd.
„Nie było potrzeby dodatkowych oględzin” – a jeśli ubezpieczyciel sam je zlecił, to dlaczego poszkodowany ma za nie płacić?
„Naprawa powinna zacząć się od razu” – ubezpieczyciele lubią zakładać, że warsztat czeka tylko na ten konkretny pojazd. W praktyce warsztat ma kolejkę, często 1-2 tygodniową.
Moja rada? Dokumentujcie wszystko. Maile z warsztatem, potwierdzenia zamówienia części, terminy oględzin. To wasze zabezpieczenie na wypadek sporu.
Praktyczne wskazówki dla poszkodowanych
Na podstawie mojego doświadczenia, oto co radziłbym każdemu poszkodowanemu:
Ustalcie z warsztatem realny czas naprawy – nie 4 dni technologiczne, ale rzeczywisty czas uwzględniający zamówienie części, oględziny, kolejkę w warsztacie. Poproście o to na piśmie.
Dokumentujcie każdą zwłokę – jeśli ubezpieczyciel opóźnia oględziny, warsztat zwleka z zamówieniem części, notujcie daty, maile, telefony. To będzie wasz dowód w sądzie.
Nie przyjmujcie od razu oferty ubezpieczyciela – jeśli ubezpieczyciel twierdzi, że uzasadnione jest 10 dni najmu, a warsztat szacuje 30 dni, nie zgadzajcie się od razu. Poczekajcie na opinię biegłego lub prawnika.
Wynajmijcie pojazd od razu – nie czekajcie tydzień „bo może szybko naprawią”. Czas zaczyna biec od momentu wypadku (lub od momentu, gdy pojazd trafi do warsztatu), nie od momentu, gdy uznacie, że „już za długo to trwa”.
Wybierajcie sprawny warsztat – warsztat, który oszacuje 60 dni na naprawę prostego błotnika, naraża was na zarzut nieracjonalnego wydłużania najmu. Warsztat powinien działać profesjonalnie, ale nie musi być najtańszy ani najszybszy.
FAQ – najczęstsze pytania
Ile dni najmu pojazdu zastępczego jest uzasadnione? To zależy od zakresu uszkodzeń. W praktyce dla średnich uszkodzeń (wymiana kilku elementów, lakierowanie) uzasadniony czas to 14-30 dni. Dla większych uszkodzeń może być dłużej.
Czy ubezpieczyciel może zarzucić, że 36 dni to za dużo? Tak, ubezpieczyciel może kwestionować każdy dzień najmu. Ale to on musi udowodnić, że czas był nieuzasadniony. W praktyce robi to przez opinię biegłego.
Co jeśli warsztat zwleka z naprawą? Jeśli zwłoka wynika z winy warsztatu (nie zamówił części, zapomniał o aucie), to nie obciąża ubezpieczyciela. Dlatego tak ważny jest wybór sprawnego warsztatu.
Czy weekendy liczą się do czasu najmu? Tak, weekendy i święta liczą się do czasu najmu. Poszkodowany potrzebuje auta również w soboty i niedziele.
Kto płaci za dodatkowe oględziny ubezpieczyciela? Jeśli ubezpieczyciel sam zleca dodatkowe oględziny (np. po 10 dniach od pierwszych), to czas zwłoki obciąża ubezpieczyciela, nie poszkodowanego.
Disclaimer: Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Każda sprawa odszkodowawcza jest indywidualna, dlatego zapraszam do kontaktu z moją kancelarią.
Zapraszam do Kancelarii KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI: Radca Prawny Bartosz Kowalak ul. Mickiewicza 18a/3, 60-834 Poznań Tel.: +48 61 2224963 E-mail: bartosz.kowalak@prawnikpoznanski.pl
Niedawno prowadziłem sprawę, która doskonale pokazuje jeden z ulubionych argumentów ubezpieczycieli: „Nie przedstawiłeś faktur z warsztatu, więc nie udowodniłeś, że poniosłeś koszty – nie dostaniesz pełnego odszkodowania”.
Brzmi logicznie? Może. Ale czy jest zgodne z prawem? Absolutnie nie.
Spis treści
Sprawa z Sądu Rejonowego w Nowej Soli
Co to jest „naprawa systemem gospodarczym”?
Argument ubezpieczyciela: „nie wykazałeś kosztów”
Co powiedział sąd?
Dlaczego nie musisz naprawiać auta, żeby dostać odszkodowanie
Kiedy system gospodarczy może Ci zaszkodzić
Moja rada praktyczna
Sprawa z Sądu Rejonowego w Nowej Soli
Luty 2021 roku, typowa kolizja – uszkodzony przedni zderzak, prawa lampa, błotnik, koło i drzwi w Audi A8. PZU wypłaciło odszkodowanie w wysokości 8.292 zł. Poszkodowany naprawił auto i okazało się, że ta kwota nie wystarczyła.
Prywatna ekspertyza wykazała, że koszt naprawy to 13.626 zł. Różnica? Ponad 5.300 zł.
Sprawa trafiła do sądu. I tutaj zaczęło się ciekawe.
Co to jest „naprawa systemem gospodarczym”?
W uzasadnieniu wyroku sąd ustalił:
„W wyniku zdarzenia z dnia 8 lutego 2021 r. w pojeździe Audi A8 o nr rej. DGR 92JA doszło do uszkodzenia: przedniego zderzaka, prawej lampy, prawego błotnika, prawego koła i prawych drzwi. Pojazd został naprawiony systemem gospodarczym. Pomimo tego wypłacone przez ubezpieczyciela odszkodowanie nie wystarczyło na pokrycie kosztów naprawy.”
Co to oznacza w praktyce? System gospodarczy to sytuacja, gdy:
Sam kupujesz części zamienne (często z internetu, z demontażu, od dostawców)
Sam organizujesz naprawę (kolega blacharz, znajomy lakiernik, warsztat bez faktury)
Nie masz jednej zbiorczej faktury VAT za całą naprawę
Często robisz część prac sam (jeśli masz umiejętności)
Dlaczego ludzie tak robią?
Bo to tańsze (brak marży warsztatu na części)
Bo mają znajomości (kolega naprawi taniej)
Bo nie stać ich na dopłatę do profesjonalnej naprawy
Bo chcą zaoszczędzić
Argument ubezpieczyciela: „nie wykazałeś kosztów”
W odpowiedzi na pozew PZU podniosło klasyczny argument, który sąd tak zrelacjonował:
„Strona pozwana podniosła, iż poszkodowany został przez nią poinformowany, iż w celu minimalizacji szkody, w przypadku braku możliwości naprawy pojazdu za kwotę 8.292,01 zł PZU zorganizuje naprawę uszkodzonego pojazdu w ramach sieci naprawczej PZU za kwotę ustalonego odszkodowania. Strona pozwana nadto wskazała, że powód nie przedstawił żadnych dowodów na to, że wyższe niż ustalone przez pozwaną koszty naprawy są celowe i ekonomicznie uzasadnione, a przede wszystkim nie wykazał, by poszkodowany poniósł te koszty dokonując przeprowadzenia naprawy pojazdu.”
Ubezpieczyciel zatem argumentował:
Mogliście naprawić auto w naszej sieci za naszą cenę
Nie przedstawiliście faktur z warsztatu
Nie udowodniliście, że rzeczywiście wydaliście więcej pieniędzy
I tutaj ubezpieczyciel popełnił fundamentalny błąd prawny.
Co powiedział sąd?
Sąd przeprowadził dowód z zeznań świadka oraz powołał biegłego sądowego. W uzasadnieniu czytamy:
„Przechodząc do przedstawienia sposobu ustalenia stanu faktycznego w zakresie poniesionej przez właściciela pojazdu szkody, Sąd na podstawie zeznań świadka ustalił, iż wypłacone przez stronę pozwaną odszkodowanie nie było wystarczające do naprawy pojazdu w sposób przywracający jego stan sprzed zdarzenia z dnia 8 lutego 2021 r. W związku z tym ustalenia w zakresie wysokości celowych i ekonomicznie uzasadnionych kosztów naprawy pojazdu Sąd oparł na przeprowadzonym dowodzie z opinii biegłego.”
Zwróć uwagę: wystarczyły zeznania świadka, że odszkodowanie nie wystarczyło na naprawę. Nie potrzeba było faktur!
Dalej sąd wyjaśnił:
„Biegły zobowiązany do ustalenia niezbędnych i ekonomicznie uzasadnionych kosztów naprawy pojazdu marki Audi A8,, mających związek ze szkodą z dnia 8 lutego 2021 r., pozwalających przywrócić pojazd do stanu sprzed zdarzenia, ustalił zakres i wartość szkody w w/w pojeździe uwzględniając koszt części, lakieru i materiałów dodatkowych, w tym tzw. normaliów, zastosowanych do naprawy a wynikających z zakresu naprawy oraz koszt robocizny.”
Biegły ustalił koszt naprawy na 13.959,06 zł brutto.
I teraz kluczowy fragment:
„Mając na uwadze wyniki przeprowadzonych przez biegłego badań i czynności analitycznych, Sąd stanął na stanowisku, że koszty naprawy ustalone przez biegłego w kwocie 13.959,06 zł odpowiadają wysokości nakładów, jakie powinny być poczynione na rzecz, aby doprowadzić ją do stanu sprzed wyrządzenia szkody.”
Zauważ sformułowanie: „jakie powinny być poczynione„, a nie „jakie zostały poniesione”.
Dlaczego nie musisz naprawiać auta, żeby dostać odszkodowanie
Tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Sąd odwołał się do fundamentalnych zasad prawa odszkodowawczego:
„Należy w tym miejscu zauważyć, iż zgodnie z przepisem art. 363§1 k.c. odszkodowanie, czyli świadczenie należne poszkodowanemu, ma przede wszystkim dać możliwość poszkodowanemu przywrócenia w swym majątku stanu sprzed wyrządzenia szkody. Stąd odszkodowanie winno odpowiadać wysokości nakładów, jakie powinny być poczynione na rzecz, aby doprowadzić ją do stanu sprzed wyrządzenia szkody.”
Co to oznacza w praktyce?
Szkoda to różnica wartości, nie wydatek
Sąd wyjaśnił:
„Szkodą, w rozumieniu powyższego przepisu, jest różnicą między stanem majątku poszkodowanego, jaki zaistniał po zdarzeniu wywołującym szkodę, a stanem tego majątku, jaki istniałby, gdyby nie wystąpiło to zdarzenie. W odniesieniu do szkody komunikacyjnej jest to w praktyce różnica pomiędzy wartością, jaką pojazd przedstawiał w chwili wypadku, a jego wartością po wypadku.”
Innymi słowy:
Przed kolizją: Twoje auto było warte 100.000 zł
Po kolizji bez naprawy: Twoje auto jest warte 85.000 zł (z uszkodzeniami)
Szkoda = 15.000 zł (tyle trzeba wydać, żeby przywrócić wartość)
Nie ma znaczenia:
Czy rzeczywiście naprawiłeś auto
Ile faktycznie wydałeś
Czy masz faktury
Czy w ogóle zamierzasz naprawiać
Ma znaczenie tylko:
Ile trzeba wydać, żeby przywrócić auto do stanu sprzed szkody
Dlaczego tak jest?
Bo gdyby było inaczej, ubezpieczyciele mogliby zaniżać odszkodowania licząc na to, że:
Poszkodowany naprawi auto taniej (u kolegi, sam)
Albo w ogóle nie naprawi (bo mu się nie opłaca)
I nie będzie miał podstaw do dochodzenia różnicy
A to byłoby niesprawiedliwe.
Kiedy system gospodarczy może Ci zaszkodzić
Uwaga! Jest jeden wyjątek od tej zasady. Jeśli naprawiłeś auto znacznie taniej niż wynosi rynkowy koszt naprawy, to możesz dostać mniej.
Przykład 1: Naprawiłeś normalnie
Rynkowy koszt naprawy: 10.000 zł
Naprawiłeś systemem gospodarczym za: 9.500 zł (kupiłeś części taniej, ale robocizna normalna)
Dostaniesz: 10.000 zł – bo to rynkowy koszt
Przykład 2: Naprawiłeś bardzo tanio
Rynkowy koszt naprawy: 10.000 zł
Naprawiłeś za: 4.000 zł (kolega naprawa za piwo, części z demontażu)
Dostaniesz: 4.000 zł – bo faktycznie tyle wyniosła Twoja szkoda
Dlaczego? Bo jeśli naprawiłeś za 4.000 zł i dostałbyś 10.000 zł, to wzbogaciłbyś się o 6.000 zł. A odszkodowanie ma naprawić szkodę, nie wzbogacić poszkodowanego.
Ale uwaga: ciężar udowodnienia tego, że naprawiłeś taniej, spoczywa na ubezpieczycielu. W praktyce jest to bardzo trudne, bo musiałby wykazać:
Że rzeczywiście naprawiłeś (a nie tylko twierdzisz)
Ile faktycznie wydałeś
Że naprawa była wykonana zgodnie ze sztuką
W omawianej sprawie ubezpieczyciel nie przedstawił takich dowodów. Dlatego przegrał.
Co z naprawą w sieci naprawczej?
PZU argumentowało, że poszkodowany mógł naprawić auto w ich sieci za ustaloną cenę. Sąd to zignorował. Dlaczego?
Bo poszkodowany ma prawo wyboru warsztatu. Ubezpieczyciel nie może narzucić swojej sieci. Może ją zaproponować, ale nie może uzależniać od tego wypłaty pełnego odszkodowania.
W analizowanej sprawie PZU pisało:
„poszkodowany został przez nią poinformowany, iż w celu minimalizacji szkody, w przypadku braku możliwości naprawy pojazdu za kwotę 8.292,01 zł PZU zorganizuje naprawę uszkodzonego pojazdu w ramach sieci naprawczej PZU za kwotę ustalonego odszkodowania.”
Brzmi jak propozycja, prawda? Ale w praktyce to presja: „albo naprawiasz u nas za nasze pieniądze, albo wypłacimy Ci mniej”.
Sąd uznał, że to bez znaczenia. Poszkodowany ma prawo wybrać warsztat i prawo do pełnego odszkodowania pozwalającego na naprawę u dowolnego profesjonalnego warsztatu.
Moja rada praktyczna
Jeśli planujesz naprawić auto systemem gospodarczym:
Zachowaj dowody zakupu części – nawet jeśli kupisz z demontażu, weź paragon/fakturę
Zrób zdjęcia przed i po naprawie – to udowodni, że rzeczywiście naprawiłeś
Nie mów ubezpieczycielowi, że naprawiasz sam – po prostu powiedz, że chcesz pełnego odszkodowania
Zlecić prywatną ekspertyzę – pokaże, ile wynosi rynkowy koszt naprawy
Jeśli już naprawiłeś:
Nie martw się brakiem faktury – samo zeznanie, że odszkodowanie nie wystarczyło, może wystarczyć
Zbierz świadków – jeśli ktoś widział uszkodzenia i naprawę, może zeznawać
Zlecić ekspertyzę – nawet po naprawie biegły może ustalić, ile powinno kosztować naprawienie takich uszkodzeń
Idź do sądu – z opinią biegłego masz duże szanse wygrać
Jeśli NIE naprawiłeś i nie zamierzasz:
Też masz prawo do odszkodowania – wystarczy wykazać, ile kosztowałaby naprawa
Ubezpieczyciel nie może Cię zmusić do naprawy – odszkodowanie należy się niezależnie od tego
Złota zasada:
Wysokość odszkodowania zależy od tego, ile TRZEBA wydać na naprawę, a nie ile TY wydałeś.
Podsumowanie? Naprawa systemem gospodarczym to Twoje prawo. Nie musisz naprawiać w warsztacie za 10.000 zł, żeby dostać 10.000 zł odszkodowania. Możesz naprawić taniej, możesz w ogóle nie naprawiać – i tak masz prawo do pełnej kwoty odpowiadającej rynkowemu kosztowi naprawy.
Ubezpieczyciele próbują to kwestionować, ale sądy są tutaj jednoznaczne: odszkodowanie należy się niezależnie od tego, czy i jak naprawiłeś auto. Liczy się tylko jedno: ile powinno kosztować przywrócenie pojazdu do stanu sprzed szkody.
Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.blogoodszkodowaniach.pl.
Zgłaszasz szkodę do ubezpieczyciela, a ten zamiast wypłacić odszkodowanie, proponuje: „Oddaj auto do naszego partnera – tam naprawią za darmo”. Brzmi kusząco? Może być, ale często kryje się za tym pułapka: gorsze części, niższe standardy naprawy i utrata prawa do wyboru warsztatu.
Pytanie, które słyszę od klientów niemal codziennie: Czy muszę naprawić auto w warsztacie wskazanym przez ubezpieczyciela?
Odpowiedź jest krótka i jednoznaczna: NIE, nie musisz. Masz pełne prawo wyboru warsztatu, a próby narzucania Ci konkretnego serwisu są naruszeniem Twoich uprawnień. Potwierdza to orzecznictwo sądów, w tym głośny wyrok Sądu Rejonowego we Wrześni (sygn. akt I C 355/23), który stanowczo odrzucił taktykę ubezpieczyciela WARTA S.A.
Dziś wyjaśnię, dlaczego ubezpieczyciele tak bardzo chcą, abyś naprawiał auto w ich warsztatach, jakie masz prawa i jak się bronić przed zaniżonym odszkodowaniem.
Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej.
Spis treści
Prawo wyboru warsztatu – co mówi ustawa i orzecznictwo?
Dlaczego ubezpieczyciele narzucają swoje warsztaty?
Sprawa WARTA vs Nissan Juke – co orzekł sąd?
Jakie są skutki naprawy w warsztacie ubezpieczyciela?
Jak się bronić przed narzucaniem warsztatu?
Co zrobić, jeśli ubezpieczyciel obniża odszkodowanie?
FAQ – najczęstsze pytania o wybór warsztatu
Prawo wyboru warsztatu – co mówi ustawa i orzecznictwo?
Kodeks cywilny – podstawa prawna
Twoje prawo do swobodnego wyboru sposobu naprawienia szkody wynika z art. 363 § 1 KC:
Art. 363 § 1 KC: Naprawienie szkody powinno nastąpić, według wyboru poszkodowanego, bądź przez przywrócenie stanu poprzedniego, bądź przez zapłatę odpowiedniej sumy pieniężnej.
Oznacza to, że Ty decydujesz, jak chcesz naprawić szkodę:
Naprawić auto w wybranym przez siebie warsztacie
Naprawić taniej i zatrzymać różnicę
W ogóle nie naprawiać i dostać gotówkę
Ubezpieczyciel nie ma prawa narzucać Ci żadnego z tych rozwiązań.
Uchwała Sądu Najwyższego z 13.06.2003 r. (III CZP 32/03)
Sąd Najwyższy jasno wskazał:
„Kosztami ekonomicznie uzasadnionymi będą koszty ustalone według cen, którymi posługuje się wybrany przez poszkodowanego warsztat naprawczy dokonujący naprawy samochodu. Nie ma przy tym znaczenia fakt, że ceny te odbiegają (są wyższe) od cen przeciętnych dla określonej kategorii usług naprawczych na rynku napraw samochodu.”
Innymi słowy: odszkodowanie powinno odpowiadać cenom Twojego warsztatu, nawet jeśli są wyższe od „przeciętnych”.
Uchwała Sądu Najwyższego z 15.11.2001 r. (III CZP 68/01)
SN potwierdził, że:
„Odszkodowanie przysługujące od ubezpieczyciela odpowiedzialności cywilnej za uszkodzenie pojazdu mechanicznego obejmuje niezbędne i ekonomicznie uzasadnione koszty naprawy pojazdu, ustalone według cen występujących na lokalnym rynku.„
Kluczowe: „Lokalny rynek” to nie „warsztaty współpracujące z ubezpieczycielem”, ale cały rynek lokalny w Twoim regionie.
⚠️ Z praktyki kancelarii: Ubezpieczyciele często próbują zmanipulować pojęcie „lokalnego rynku”, twierdząc, że ich partnery to „reprezentatywna próbka”. To nieprawda – lokalny rynek to wszystkie warsztaty w okolicy, nie tylko te z rabatami dla ubezpieczycieli.
Dlaczego ubezpieczyciele narzucają swoje warsztaty?
1. Oszczędności na odszkodowaniach
Warsztaty współpracujące z ubezpieczycielami oferują im specjalne ceny:
Niższe stawki za roboczogodzinę (np. 60 zł zamiast 110 zł)
Rabaty na części (10-30%)
Części zamienne zamiast oryginalnych (jakość Q, PJ zamiast O)
Przykład z wyroku we Wrześni:
WARTA kalkulowała: 60 zł/rbg + części Q/PJ = 8.088 zł
Rzeczywiste koszty: 110 zł/rbg + części oryginalne = 16.137 zł
Różnica: 8.049 zł oszczędności dla WARTY
Pomnóż to przez tysiące szkód rocznie – ubezpieczyciel oszczędza miliony złotych kosztem poszkodowanych.
2. Kontrola nad procesem naprawy
Gdy naprawiasz auto w warsztacie ubezpieczyciela:
Ubezpieczyciel wie, jakie części zostały użyte (często gorsze)
Kontroluje koszty – warsztat nie przekroczy budżetu
Może odrzucić roszczenia o dopłaty – „warsztat potwierdził, że naprawa wystarczy”
3. Trudniejsze dochodzenie roszczeń
Jeśli naprawa w warsztacie ubezpieczyciela okaże się niepełna (auto dalej się psuje, hałasuje, traci wartość):
Trudniej udowodnić winę ubezpieczyciela
Warsztat będzie bronił swojej roboty
Ubezpieczyciel zrzuci odpowiedzialność na warsztat
4. Zysk z prowizji
Niektóre towarzystwa pobierają od warsztatów prowizję za skierowanie klienta – to dodatkowy biznes dla ubezpieczyciela.
Sprawa WARTA vs Nissan Juke – co orzekł sąd?
Taktyka WARTY
W sprawie prowadzonej przeze mnie przed Sądem Rejonowym we Wrześni (I C 355/23), ubezpieczyciel WARTA S.A. zastosował klasyczną taktykę:
Zaniżył odszkodowanie – z 16.137 zł do 8.088 zł
Argumentował, że „możliwym było przywrócenie pojazdu do stanu sprzed zdarzenia przy zastosowaniu stawek oraz warunków oferowanych przez pozwanego”
Chciał zmusić poszkodowanego do naprawy w swoim warsztacie – po swoich cenach, swoimi częściami
Co na to Sąd Rejonowy we Wrześni?
Sąd bezlitośnie rozłożył argumentację WARTY na czynniki pierwsze:
„Narzucanie poszkodowanemu warsztatu, w którym musi naprawić pojazd, jest naruszeniem jego uprawnienia do samodzielnego decydowania o sposobie naprawienia szkody, nadto w ocenie sądu metoda przyjmowana przez TUiR „WARTA” S.A. stanowi ewidentną taktykę procesową przyjmowaną w toczących się postępowaniach mającą na celu maksymalne obniżanie wypłacanych poszkodowanym kwot.„
Sąd nazwał to po imieniu: „ewidentna taktyka” obniżania odszkodowań.
Dlaczego narzucanie warsztatu jest niedopuszczalne?
Sąd wyjaśnił:
„Odszkodowanie za szkodę winno bowiem pokryć obiektywne koszty jakie poniósłby poszkodowany, gdyby zdecydował się ją usunąć, nie natomiast faktycznie zmuszać poszkodowanego do oddania swojego pojazdu do konkretnego zakładu naprawczego, którego poszkodowany nie zna, nie ufa danym mechanikom.„
Problem z „warsztatami firmowanymi przez ubezpieczyciela”
„Z wiedzy powszechnej wynika nadto, że takie zakłady firmowane przez TUiR „WARTA” S.A. naprawiają pojazdy przy użyciu części nieoryginalnych, zdecydowanie gorszej jakości. Tym samym trudno oczekiwać, aby ktoś faktycznie chciał korzystać z proponowanej formy likwidacji szkody proponowanej przez ubezpieczyciela.”
Konkluzja: Sąd uznał, że próba narzucenia warsztatu to naruszenie praw poszkodowanego i zasądził pełne odszkodowanie (8.048,75 zł różnicy).
Jakie są skutki naprawy w warsztacie ubezpieczyciela?
1. Gorsze części
Warsztaty współpracujące z ubezpieczycielami często używają:
Części zamiennych jakości Q (quality – „równoważne”) zamiast oryginalnych O
Części regenerowanych zamiast nowych
Najtańszych dostępnych zamienników
Problem: Producent pojazdu gwarantuje jakość tylko części oryginalnych. Zamienniki mogą:
Auto naprawione gorszymi częściami i po niższych standardach:
Traci na wartości przy odsprzedaży
Szybciej się psuje (dodatkowe koszty napraw)
Może być niebezpieczne (np. słabe zawieszenie po naprawie może prowadzić do kolejnego wypadku)
4. Problemy z gwarancją producenta
Jeśli Twoje auto jest jeszcze na gwarancji producenta:
Naprawa nieoryginalnymi częściami może ją unieważnić
Dealer (ASO) może odmówić naprawy gwarancyjnej
5. Trudności w dochodzeniu roszczeń
Jeśli naprawa się nie uda:
Ubezpieczyciel: „Warsztat potwierdził, że naprawa jest OK”
Warsztat: „Naprawiliśmy zgodnie z zleceniem ubezpieczyciela”
Ty zostaniesz z uszkodzonym autem i bez rekompensaty
Jak się bronić przed narzucaniem warsztatu?
1. Nie zgadzaj się na narzucony warsztat
W rozmowie z ubezpieczycielem:
„Nie zgadzam się na naprawę w warsztacie wskazanym przez ubezpieczyciela. Zgodnie z art. 363 § 1 KC mam prawo wyboru sposobu naprawienia szkody. Żądam wypłaty odszkodowania w gotówce.”
2. Żądaj odszkodowania w gotówce
Pisemnie (e-mail, list polecony):
„Na podstawie art. 363 § 1 KC żądam wypłaty odszkodowania w formie pieniężnej, w wysokości odpowiadającej kosztom naprawy na lokalnym rynku w [miasto], z użyciem części oryginalnych i według stawek stosowanych w warsztatach tego rejonu.”
3. Powołaj się na orzecznictwo
W reklamacji/piśmie do ubezpieczyciela:
„Zgodnie z uchwałą Sądu Najwyższego z 13.06.2003 r. (III CZP 32/03), kosztami ekonomicznie uzasadnionymi są koszty według cen warsztatu wybranego przeze mnie, nie zaś według cen Waszych partnerów. Sąd Rejonowy we Wrześni w wyroku z 22.04.2025 r. (I C 355/23) uznał, że narzucanie warsztatu jest 'ewidentną taktyką obniżania kwot odszkodowań’ i narusza prawo poszkodowanego.”
4. Zlecić prywatną opinię rzeczoznawcy
Jeśli ubezpieczyciel zaniża odszkodowanie:
Zlecić prywatną kalkulację naprawy
Z częściami oryginalnymi (O)
Ze stawkami rynkowymi (nie zaniżonymi przez ubezpieczyciela)
Więcej: [Seria: Jak wygrać z ubezpieczycielem – lekcja 2: Prywatna opinia rzeczoznawcy]
5. Złóż reklamację
W ciągu 30 dni od decyzji ubezpieczyciela:
„Wnoszę reklamację decyzji z dnia [data] w sprawie szkody nr [numer]. Nie zgadzam się na odszkodowanie w wysokości [kwota], gdyż nie pokrywa ono rzeczywistych kosztów naprawy. Nie akceptuję warunków naprawy w warsztacie wskazanym przez ubezpieczyciela. Żądam wypłaty odszkodowania w wysokości [kwota] zł, zgodnie z załączoną kalkulacją.”
6. Pozew do sądu
Jeśli reklamacja nie pomoże:
Wnieś pozew o zapłatę różnicy
Dołącz opinię rzeczoznawcy
Powołaj się na orzecznictwo (w tym wyrok we Wrześni)
Więcej: [Seria: Jak wygrać z ubezpieczycielem – lekcja 3: Pozew do sądu]
Co zrobić, jeśli ubezpieczyciel obniża odszkodowanie?
Typowe zabiegi ubezpieczycieli:
Zaniżona stawka za roboczogodzinę – 60 zł zamiast 110 zł
Gorsze części – Q/PJ zamiast O
Rabaty i ulgi – obniżenie o 10-30%
Potrącenie za amortyzację – „część była używana”
Narzucenie warsztatu – „u nas najtaniej”
Co możesz zrobić:
Krok 1: Porównaj kalkulacje
Twoja kalkulacja (lub rzeczoznawcy)
Kalkulacja ubezpieczyciela
Wypisz różnice: stawki, części, rabaty
Krok 2: Zbierz dowody na rynek lokalny
Zapytaj 3-5 warsztatów o kosztorys naprawy
Udowodnij, że stawki ubezpieczyciela są oderwane od rzeczywistości
Uchwała SN III CZP 32/03 – ceny warsztatu wybranego przez poszkodowanego
Wyrok Sądu we Wrześni I C 355/23 – zakaz narzucania warsztatu
Krok 4: Złóż reklamację
W ciągu 30 dni
Wymień wszystkie zarzuty
Dołącz dowody (kalkulacja, kosztorysy z warsztatów)
Krok 5: Pozew (jeśli reklamacja nie pomoże)
Wniosek o dopuszczenie dowodu z opinii biegłego sądowego
Sąd często przychyla się do stanowiska poszkodowanego
FAQ – najczęstsze pytania
1. Czy mogę naprawić auto w ASO (autoryzowanym serwisie) i dostać odszkodowanie za wyższe koszty? Tak. Jeśli masz auto na gwarancji lub z uzasadnionych powodów chcesz naprawiać w ASO, masz prawo do odszkodowania według tych stawek.
2. Co jeśli już zgodziłem się na warsztat ubezpieczyciela, a naprawa jest kiepska? Możesz żądać dopłaty lub ponownej naprawy. Zlecić niezależną opinię powypadkową – jeśli potwierdzi błędy, ubezpieczyciel musi je naprawić.
3. Czy ubezpieczyciel może odmówić wypłaty, jeśli nie naprawię auta w jego warsztacie? Nie. To naruszenie Twoich praw. Możesz złożyć skargę do Rzecznika Finansowego i pozew do sądu.
4. Co z rabatami i ulgami – czy ubezpieczyciel może je odliczyć? Tylko jeśli są faktycznie dostępne na rynku lokalnym i nie wymuszają naprawy w konkretnym warsztacie. Zgodnie z uchwałą SN III CZP 119/22, automatyczne odliczanie rabatów jest niedopuszczalne.
5. Czy mogę dostać gotówkę i w ogóle nie naprawiać auta? Tak. Odszkodowanie należy Ci się niezależnie od tego, czy naprawisz auto. Według uchwały SN III CZP 142/22 (2024), jeśli nie naprawiłeś auta, odszkodowanie powinno odpowiadać przeciętnym kosztom na rynku lokalnym.
6. Co jeśli ubezpieczyciel grozi, że „tylko w naszym warsztacie dostaniesz odszkodowanie”? To szantaż i naruszenie prawa. Złóż skargę do Rzecznika Finansowego: www.rf.gov.pl. Można też zgłosić sprawę do UOKiK (Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów).
7. Jak długo mam prawo do odszkodowania, jeśli nie zgodziłem się na warsztat ubezpieczyciela? Roszczenie przedawnia się po 3 latach od dnia, w którym dowiedziałeś się o szkodzie i osobie zobowiązanej do naprawy (art. 442¹ KC).
8. Czy mogę naprawić auto u kumpla mechanika i dostać odszkodowanie? Tak, ale odszkodowanie powinno odpowiadać rynkowym cenom, nie zawyżonym. Jeśli kumpel zrobi taniej – Twoja sprawa, różnicy nie musisz oddawać ubezpieczycielowi.
Najważniejsze wnioski
Masz pełne prawo wyboru warsztatu – ubezpieczyciel nie może Ci go narzucić
Narzucanie warsztatu to naruszenie prawa – potwierdza to wyrok Sądu we Wrześni
Odszkodowanie powinno odpowiadać rynkowym cenom – nie zaniżonym stawkom ubezpieczyciela
Nie zgadzaj się na gorsze części – masz prawo do oryginalnych
Rabaty i ulgi nie mogą obniżać odszkodowania – chyba że są rzeczywiście dostępne na rynku
Podsumowanie
Próba narzucenia warsztatu przez ubezpieczyciela to jedno z najpopularniejszych naruszeń praw poszkodowanych. Ubezpieczyciele oszczędzają miliony złotych rocznie, zmuszając kierowców do napraw w tanich serwisach, gorszymi częściami i po zaniżonych stawkach.
Sąd Rejonowy we Wrześni nazwał to wprost: „ewidentna taktyka obniżania odszkodowań”. I zasądził pełne odszkodowanie dla poszkodowanego – zgodnie z cenami na lokalnym rynku, z częściami oryginalnymi.
Nie daj się zastraszyć. Masz ustawowe prawo wyboru sposobu naprawienia szkody – nikt nie może Ci go odebrać. Jeśli ubezpieczyciel odmawia wypłaty pełnego odszkodowania, zlecić opinię rzeczoznawcy i zgłoś się do prawnika.
Z mojego doświadczenia jako radcy prawnego wynika, że większość takich spraw kończy się wygraną poszkodowanego – sądy konsekwentnie stoją po stronie kierowców, broniąc ich prawa do swobodnego wyboru warsztatu.
W kolejnych artykułach pokażę Ci:
Czy rabaty i ulgi w kalkulacji ubezpieczyciela są legalne?
Jak zlecić prywatną opinię rzeczoznawcy?
Jak napisać skuteczny pozew przeciwko ubezpieczycielowi?
Zapraszam do kontaktu z naszą kancelarią – pomożemy Ci wywalczyć pełne odszkodowanie i obronić Twoje prawo wyboru warsztatu.
Disclaimer: Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Każda sprawa wymaga indywidualnej analizy.
Zapraszam do Kancelarii KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI: Radca Prawny Bartosz Kowalak i Zespół Prawników ul. Mickiewicza 18a/3, 60-834 Poznań Tel.: +48 61 2224963 E-mail: kancelaria@prawnikpoznanski.pl
Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.blogoodszkodowaniach.pl.
60 zł czy 110 zł za roboczogodzinę? Ta pozornie niewielka różnica może kosztować Cię tysiące złotych odszkodowania.
W sprawie, którą prowadziłem przed Sądem Rejonowym we Wrześni, ubezpieczyciel WARTA zastosował stawkę 60 zł netto za roboczogodzinę. Tymczasem rzeczywiste stawki w warsztatach w Poznaniu wynosiły 110-130 zł netto (warsztaty nieautoryzowane) lub nawet 150-200 zł (ASO). Różnica? Ponad 8.000 zł na odszkodowaniu dla poszkodowanego.
Dziś wyjaśnię, czym jest roboczogodzina (rbg/rbh), jak ustalić właściwą stawkę, dlaczego ubezpieczyciele je zaniżają i jak się bronić przed stratą tysięcy złotych.
Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej.
Spis treści
Czym jest roboczogodzina (rbg/rbh)?
Jak stawka za rbg wpływa na wysokość odszkodowania?
Jakie są rzeczywiste stawki w warsztatach?
Dlaczego ubezpieczyciele zaniżają stawki?
Sprawa we Wrześni – 60 zł vs 110 zł
Jak udowodnić właściwą stawkę?
Rynek lokalny – co to oznacza w praktyce?
FAQ – najczęstsze pytania o stawki za rbg
Czym jest roboczogodzina (rbg/rbh)?
Definicja
Roboczogodzina (skrót: rbg lub rbh) to jednostka miary pracochłonności prac naprawczych. Oznacza czas, jaki przeciętny mechanik potrzebuje na wykonanie danej operacji według norm producenta pojazdu.
Przykład:
Wymiana przedniego zderzaka: 1,5 rbg
Wymiana reflektora: 0,8 rbg
Wymiana amortyzatora: 1,2 rbg
Razem: 3,5 rbg
Jeśli warsztat stosuje stawkę 100 zł/rbg, koszt robocizny wyniesie: 3,5 × 100 zł = 350 zł.
Skąd się biorą normy czasowe?
Normy pracochłonności pochodzą z:
Katalogów producenta pojazdu – zawierają dokładne czasy naprawy dla każdego modelu
Systemów eksperckich – np. Audatex, DAT, Eurotax – które agregują dane producentów
Doświadczenia warsztatów – średnie czasy z praktyki
Ważne: Normy czasowe są obiektywne – nie zależą od tego, czy dany mechanik pracuje szybciej czy wolniej. To średnia dla całego rynku.
rbg to nie to samo co godzina zegarowa
1 rbg ≠ 1 godzina zegarowa
1 rbg = pracochłonność operacji według norm
1 godzina zegarowa = faktyczny czas pracy mechanika
Przykład:
Wymiana reflektora: 0,8 rbg (według norm)
Faktyczny czas pracy: 1,5 godziny (bo mechanik był wolniejszy lub miał przerwę)
Warsztat liczy według rbg, nie według czasu faktycznego.
Dlaczego to ważne?
Stawka za rbg to jeden z dwóch głównych składników kosztu naprawy (obok cen części). Zaniżona stawka = zaniżone odszkodowanie.
⚠️ Z praktyki kancelarii: Ubezpieczyciele najczęściej zaniżają właśnie stawkę za rbg, bo to mniej widoczne niż obniżanie cen części. Różnica 50 zł/rbg przy 20 rbg pracochłonności to już 1.000 zł straty.
Jak stawka za rbg wpływa na wysokość odszkodowania?
Przykład kalkulacji – Nissan Juke (sprawa we Wrześni)
Zakres naprawy:
Wymiana zawieszenia przedniego i tylnego
Wymiana kół (opony, felgi)
Wymiana elementów układu kierowniczego
Łączna pracochłonność: ok. 20 rbg
Wariant 1: Stawka WARTY – 60 zł/rbg
Robocizna: 20 rbg × 60 zł = 1.200 zł netto
Części: ok. 7.000 zł
Razem: ok. 8.200 zł netto (10.086 zł brutto)
Wariant 2: Stawka rynkowa – 110 zł/rbg
Robocizna: 20 rbg × 110 zł = 2.200 zł netto
Części: ok. 13.400 zł
Razem: ok. 15.600 zł netto (19.188 zł brutto)
Różnica: 9.102 zł brutto – prawie dwukrotnie więcej przy stawce rynkowej!
Części droższe – bo WARTA stosowała części Q/PJ zamiast O
Brak rabatów – rynkowa kalkulacja bez sztucznych obniżek
Kluczowy wniosek: Stawka za rbg to nie tylko koszt robocizny. To wskaźnik całego poziomu kalkulacji – niskie stawki idą w parze z gorszymi częściami i rabatami.
„Daj nam stawkę 60 zł, a my przyślemy Ci 100 szkód miesięcznie”
Warsztat zgadza się – bo lepiej mieć stały strumień zleceń, nawet po niższej cenie
Problem: Te stawki są nieosiągalne dla zwykłego kierowcy, który przychodzi raz na kilka lat.
Powód 3: Systemy eksperckie skonfigurowane na korzyść ubezpieczyciela
Ubezpieczyciele używają systemów Audatex, DAT – ale konfigurują je tak, by:
Stosować jedną uśrednioną stawkę (zamiast różnicować blacharskie/mechaniczne)
Brać dolny zakres stawek rynkowych (lub poniżej)
Dodawać rabaty i ulgi
Rezultat: Kalkulacja oderwana od rzeczywistości.
Powód 4: „Poszkodowany się nie zorientuje”
Większość kierowców:
Nie wie, ile kosztuje rbg
Nie sprawdza stawek w warsztatach
Przyjmuje pierwszą ofertę ubezpieczyciela
Ubezpieczyciele na tym bazują – licząc, że poszkodowany nie zakwestionuje kalkulacji.
Sprawa we Wrześni – 60 zł vs 110 zł
Kalkulacja WARTY
Stawka zastosowana przez WARTĘ:60 zł netto/rbg
Uzasadnienie WARTY:
„Możliwym było przywrócenie pojazdu należącego do poszkodowanego do stanu sprzed zdarzenia przy zastosowaniu stawek oraz warunków oferowanych przez pozwanego.”
Innymi słowy: „Nasze warsztaty naprawią za 60 zł/rbg, więc tyle wypłacimy.”
Kalkulacja poszkodowanego
Stawka zastosowana przez poszkodowanego:110 zł netto/rbg
Uzasadnienie: Stawki stosowane na lokalnym rynku w Poznaniu (warsztaty nieautoryzowane).
Opinia biegłego sądowego
Biegły Grzegorz A. przeprowadził analizę rynku poznańskiego i stwierdził:
„Koszt naprawy uszkodzeń został oszacowany przy zastosowaniu: jednej uśrednionej stawki pracochłonności za prace blacharskie i mechaniczne w wysokości 110,00 zł netto za 1 rbg mieszczącą się w dolnym zakresie stawek stosowanych w warsztatach nieautoryzowanych na terenie aglomeracji poznańskiej w latach 2022 – 2023.”
Kluczowe: Biegły wybrał dolny zakres stawek (110 zł), nie średni (120-130 zł) ani górny (150 zł). To uwzględnia zasadę minimalizacji szkody.
Co orzekł sąd?
Sąd przyjął stawkę 110 zł netto/rbg jako właściwą:
„Przyznanie poszkodowanemu odszkodowania w wysokości odpowiadającej stawkom na rynku lokalnym według miejsca zamieszkania poszkodowanego, które nie prowadzą do zwiększenia wartości pojazdu po jego naprawie jest w pełni uzasadnione.”
Dlaczego sąd odrzucił stawkę WARTY?
Argument 1: Stawka WARTY oderwana od realiów rynkowych
„Pozwany nie przedstawił w tym zakresie wiarygodnych dowodów, a sam fakt, iż stawki wynegocjowane przez pozwanego są niższe nie jest wystarczający. Te wynikają bowiem ze skali działania pozwanego, co pozwala na ustalenie ich na poziomie oderwanym od realiów rynkowych.„
Argument 2: Narzucanie warsztatu
„Narzucanie poszkodowanemu warsztatu, w którym musi naprawić pojazd, jest naruszeniem jego uprawnienia do samodzielnego decydowania o sposobie naprawienia szkody.”
Argument 3: Orzecznictwo Sądu Najwyższego
Sąd powołał się na uchwałę SN III CZP 32/03:
„Jeżeli nie kwestionuje się uprawnienia do wyboru przez poszkodowanego warsztatu samochodowego mającego dokonać naprawy, miarodajne w tym zakresie powinny być ceny stosowane właśnie przez ten warsztat naprawczy w związku z naprawą indywidualnie oznaczonego pojazdu mechanicznego.”
Wynik sprawy
Sąd zasądził pełne odszkodowanie według stawki 110 zł/rbg, odrzucając stawkę WARTY 60 zł/rbg.
Różnica:8.048,75 zł + odsetki + koszty procesu (w tym wynagrodzenie adwokata).
Jak udowodnić właściwą stawkę?
Metoda 1: Kosztorysy z warsztatów
Najskuteczniejsza metoda – zbierz oferty z 3-5 warsztatów w Twojej okolicy.
Co zrobić:
Wybierz warsztaty w promieniu 10-20 km od miejsca zamieszkania
Poproś o kosztorys naprawy (podaj zakres uszkodzeń z kalkulacji ubezpieczyciela)
Zapytaj o stawkę za roboczogodzinę (netto)
Zapisz dane warsztatu (nazwa, adres, data oferty)
Przykład zapytania:
„Dzień dobry, potrzebuję kosztorysu naprawy mojego [marka, model]. Zakres: [lista uszkodzeń z kalkulacji ubezpieczyciela]. Proszę o informację, jaka jest Państwa stawka za roboczogodzinę (netto)?”
Wynik: Masz dowód, że stawki na lokalnym rynku wynoszą X zł, nie Y zł (jak twierdzi ubezpieczyciel).
Metoda 2: Opinia prywatnego rzeczoznawcy
Zlecić rzeczoznawcy samochodowemu:
Kalkulację naprawy w systemie eksperckim (Audatex, DAT)
Ze stawką stosowaną na rynku lokalnym
Z uzasadnieniem wyboru stawki (np. „dolny zakres stawek w Poznaniu to 110 zł”)
Koszt: 500-1.500 zł (można odzyskać od ubezpieczyciela – patrz artykuł o kosztach opinii)
Więcej: [Seria: Jak wygrać z ubezpieczycielem – lekcja 2: Prywatna opinia rzeczoznawcy]
Metoda 3: Opinia biegłego sądowego
Jeśli sprawa trafia do sądu:
Wnioskuj o dopuszczenie dowodu z opinii biegłego rzeczoznawcy samochodowego
Biegły zbada rynek lokalny i określi właściwą stawkę
Jego opinia będzie wiążąca dla sądu
Przykład z wyroku we Wrześni: Biegły ustalił stawkę 110 zł po analizie rynku poznańskiego. Sąd przyjął tę stawkę.
Metoda 4: Cenniki warsztatów (online)
Niektóre warsztaty publikują cenniki na stronach internetowych. Możesz:
Zrobić zrzuty ekranu
Wydrukować cenniki
Przedstawić jako dowód w reklamacji/pozwie
Uwaga: To mniej wiarygodne niż oferty indywidualne, ale lepsze niż nic.
Metoda 5: Statystyki rynkowe
Źródła danych:
Raporty branżowe (np. Polski Związek Motoryzacji)
Publikacje rzeczoznawców
Analizy rynku napraw (np. portale motoryzacyjne)
Problem: Te dane są ogólne (cała Polska), nie lokalne. Lepsze są kosztorysy z konkretnych warsztatów w Twojej okolicy.
Rynek lokalny – co to oznacza w praktyce?
Definicja „rynku lokalnego”
Rynek lokalny to obszar, w którym poszkodowany faktycznie może naprawić pojazd – zazwyczaj w promieniu 10-30 km od miejsca zamieszkania.
Nie obejmuje:
Warsztatów w innych miastach (chyba że poszkodowany tam mieszka/pracuje)
Warsztatów specjalistycznych (np. rajdowych) niedostępnych dla zwykłych kierowców
Warsztatów partnerskich ubezpieczyciela poza lokalnym rynkiem
Dlaczego „lokalny”?
Argument praktyczny:
Poszkodowany nie może jeździć 100 km do warsztatu z tanią stawką
Koszty dojazdu, czas, niedogodności – to wszystko trzeba uwzględnić
Argument prawny: Uchwała SN III CZP 32/03:
„Odszkodowanie przysługujące od ubezpieczyciela OC za uszkodzenie pojazdu mechanicznego obejmuje niezbędne i ekonomicznie uzasadnione koszty naprawy pojazdu, ustalone według cen występujących na lokalnym rynku.„
Co jeśli stawki się różnią w obrębie tego samego miasta?
Przykład: W centrum Poznania warsztaty biorą 130 zł, na peryferiach 100 zł.
Rozwiązanie: Biegły/rzeczoznawca określa średnią lub dolny zakres stawek w całym mieście.
W sprawie we Wrześni: Biegły określił dolny zakres dla aglomeracji poznańskiej (110 zł), uwzględniając zróżnicowanie cen.
Co jeśli mieszkam na wsi?
Rynek lokalny to najbliższe miasto/miasteczko, gdzie są warsztaty. Jeśli najbliższy warsztat jest 20 km dalej – stawki z tego warsztatu są „lokalne”.
Nie możesz być zmuszony do szukania najtańszego warsztatu w całym województwie.
ASO czy warsztat nieautoryzowany?
Zasada: Jeśli masz auto na gwarancji producenta lub z uzasadnionych powodów chcesz naprawiać w ASO – masz do tego prawo, a odszkodowanie powinno odpowiadać stawkom ASO.
Jeśli auto nie jest na gwarancji: Sądy zazwyczaj przyjmują stawki z warsztatów nieautoryzowanych (ale dolny zakres, nie najniższe możliwe).
W sprawie we Wrześni: Sąd przyjął stawki z warsztatów nieautoryzowanych (110 zł), bo auto nie było na gwarancji. ASO w Poznaniu brały 180-220 zł.
FAQ – najczęstsze pytania
1. Czym się różni rbg od rbh? Nic. To dwa zapisy tej samej jednostki: roboczogodzina. „rbg” (roboczogodzina) i „rbh” (roboczohour) to synonimy.
2. Czy mogę wybrać warsztat z najwyższą stawką i dostać odszkodowanie? Teoretycznie tak – jeśli uzasadnisz wybór (np. auto na gwarancji = ASO). Ale sądy zazwyczaj przyjmują średnią lub dolny zakres stawek lokalnych, by uniknąć wzbogacenia poszkodowanego.
3. Co jeśli ubezpieczyciel twierdzi, że stawki w jego warsztatach to „rynek lokalny”? To nieprawda. Rynek lokalny to cały rynek w okolicy, nie tylko warsztaty współpracujące z ubezpieczycielem. Powołaj się na wyrok we Wrześni i uchwałę SN III CZP 32/03.
4. Czy stawka za prace blacharskie powinna być inna niż za mechaniczne? Różnie. Niektóre warsztaty różnicują (blacharskie droższe), inne stosują jedną uśrednioną. Sądy akceptują oba podejścia. W sprawie we Wrześni biegły zastosował jedną uśrednioną stawkę 110 zł.
5. Ile wynosi typowa pracochłonność naprawy? Zależy od zakresu:
Drobna naprawa (zderzak, reflektor): 3-8 rbg
Średnia (zawieszenie, elementy karoserii): 10-20 rbg
Duża (rozległa wymiana części): 30-50 rbg
Bardzo duża (prawie szkoda całkowita): 80-150 rbg
6. Czy mogę negocjować stawkę z warsztatem? Tak, możesz – ale to Twoja sprawa, nie ubezpieczyciela. Odszkodowanie należy Ci się według stawek rynkowych, niezależnie od tego, czy Ty wynegocjujesz taniej.
7. Co jeśli rzeczoznawca ubezpieczyciela zastosował stawkę 80 zł, a warsztat, w którym naprawiam, bierze 120 zł? Masz prawo do odszkodowania według stawek rynkowych (120 zł), nie według kalkulacji ubezpieczyciela. Złóż reklamację z kosztorysami z innych warsztatów jako dowodem.
8. Czy sąd zawsze przychyla się do wyższej stawki? Nie zawsze, ale zazwyczaj tak – jeśli poszkodowany udowodni (kosztorysy, opinia biegłego), że stawka ubezpieczyciela jest zaniżona. W sprawie we Wrześni sąd przyjął stawkę poszkodowanego (110 zł) zamiast WARTY (60 zł).
Najważniejsze wnioski
Stawka za rbg to kluczowy element odszkodowania – różnica 50 zł może kosztować Cię tysiące złotych
Ubezpieczyciele zaniżają stawki do 60-70 zł, podczas gdy rynek lokalny to 100-130 zł (nieautoryzowane) lub 150-250 zł (ASO)
„Rynek lokalny” to warsztaty w Twojej okolicy, nie warsztaty partnerskie ubezpieczyciela
Sąd we Wrześni odrzucił stawkę 60 zł WARTY i przyjął 110 zł jako właściwą dla Poznania
Zbierz kosztorysy z warsztatów – to najlepszy dowód na właściwą stawkę
Podsumowanie
Stawka za roboczogodzinę to jeden z najbardziej niedocenianych elementów kalkulacji odszkodowania. Większość poszkodowanych skupia się na cenach części, zapominając, że zaniżona stawka za rbg może obniżyć odszkodowanie o tysiące złotych.
W sprawie z Sądu Rejonowego we Wrześni ubezpieczyciel WARTA zastosował stawkę 60 zł/rbg – czyli prawie o połowę niższą niż rzeczywiste stawki w Poznaniu (110-130 zł). Rezultat? Odszkodowanie zaniżone o ponad 8.000 zł.
Sąd stanowczo odrzucił tę taktykę, stwierdzając, że stawki WARTY są „oderwane od realiów rynkowych” i wynikają jedynie ze „skali działania” ubezpieczyciela, nie z rzeczywistego rynku lokalnego. Poszkodowany otrzymał pełne odszkodowanie według stawki 110 zł/rbg.
Najważniejsze zasady:
Odszkodowanie według stawek lokalnych – nie według stawek ubezpieczyciela
Poszkodowany wybiera warsztat – ubezpieczyciel nie może narzucać
Zbieraj dowody – kosztorysy z 3-5 warsztatów w okolicy
Powołuj się na orzecznictwo – uchwała SN III CZP 32/03, wyrok we Wrześni
Nie daj się oszukać zaniżoną stawką. Sprawdź, ile naprawdę kosztuje rbg w Twoim mieście. A jeśli ubezpieczyciel odmawia – złóż reklamację i, w razie potrzeby, pozew do sądu.
Z mojego doświadczenia jako radcy prawnego wynika, że większość sporów o stawki kończy się wygraną poszkodowanego – pod warunkiem, że zbierze dowody na rynek lokalny (kosztorysy, opinia biegłego).
W kolejnych artykułach pokażę Ci:
Czym jest franszyza i kiedy jest legalna?
Jak napisać skuteczny pozew przeciwko ubezpieczycielowi?
Jak sporządzić dokumentację szkody?
Zapraszam do kontaktu z naszą kancelarią – pomożemy Ci wywalczyć odszkodowanie według właściwych stawek rynkowych.
Disclaimer: Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Każda sprawa wymaga indywidualnej analizy.
Zapraszam do Kancelarii KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI: Radca Prawny Bartosz Kowalak i Zespół Prawników ul. Mickiewicza 18a/3, 60-834 Poznań Tel.: +48 61 2224963 E-mail: kancelaria@prawnikpoznanski.pl
Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.blogoodszkodowaniach.pl.
Dziś chcę podzielić się sprawą, która niedawno przeszła przez moje ręce i która doskonale pokazuje, jak ubezpieczyciele podchodzą do wyceny szkód komunikacyjnych. To klasyczny przykład tego, o czym piszę od lat: zaniżanie kosztów naprawy w nadziei, że poszkodowany się podda i nie pójdzie do sądu.
Sprawa dotyczyła kolizji z lutego 2021 roku. Na pozór nic nadzwyczajnego – uszkodzony przedni zderzak, prawa lampa, błotnik, koło i drzwi w Audi A8. Typowa „boczna” kolizja. Ubezpieczyciel przyznał odpowiedzialność, wypłacił odszkodowanie i… sprawa się zaczęła.
Spis treści
Fakty: co się wydarzyło
Przepychanka z ubezpieczycielem
Co pokazała sprawa sądowa
Dlaczego ubezpieczyciel zaniżył odszkodowanie
Czego możesz się nauczyć z tej sprawy
Moja rada praktyczna
Fakty: co się wydarzyło
8 lutego 2021 roku doszło do kolizji. Sprawca z OC w PZU uderzył w Audi A8. Uszkodzenia nie wyglądały dramatycznie, ale jak to bywa – diabeł tkwi w szczegółach.
Poszkodowany zgłosił szkodę 19 lutego 2021 roku. PZU szybko ustaliło odszkodowanie na 8.292 zł i wypłaciło je właścicielowi pojazdu. Sprawa zamknięta? Nie do końca.
Właściciel pojazdu nie był zadowolony z tej kwoty. Zlecił prywatną ekspertyzę, która wykazała, że koszt naprawy to 13.626 zł. Różnica? Ponad 5 tysięcy złotych.
Co ciekawe, poszkodowany sprzedał swoją wierzytelność – najpierw jednemu nabywcy, potem drugiemu. I to właśnie ostateczny nabywca wierzytelności – przedsiębiorca prowadzący działalność gospodarczą – zdecydował się walczyć w sądzie o różnicę.
Przepychanka z ubezpieczycielem
Wyobraź sobie sytuację: naprawiasz auto po kolizji. Wydajesz więcej, niż wypłacił ci ubezpieczyciel. Co robisz? Albo dopłacasz z własnej kieszeni, albo próbujesz odzyskać różnicę.
W tej sprawie poszkodowany naprawił auto „systemem gospodarczym” – czyli sam kupował części i sam organizował naprawę. I okazało się, że wypłacone przez PZU odszkodowanie nie wystarczyło na pokrycie kosztów.
PZU w odpowiedzi na pozew argumentowało:
Prywatny kosztorys jest zawyżony
Zakres naprawy obejmuje więcej niż tylko uszkodzenia z tej kolizji
Poszkodowany mógł naprawić auto w sieci naprawczej PZU za wypłaconą kwotę
Nie wykazano, że rzeczywiście poniesiono wyższe koszty
Szczególnie interesujący był ten ostatni argument – że powód nie udowodnił, iż faktycznie poniósł koszty naprawy. To typowa taktyka: skoro auto zostało naprawione „systemem gospodarczym”, to przecież nie ma faktur VAT za usługę, prawda?
Co pokazała sprawa sądowa
Sąd powołał biegłego z zakresu techniki samochodowej. I tutaj zaczęło się robić ciekawie.
Biegły przygotował dwa warianty wyceny naprawy:
Wariant 1 – naprawa poza ASO, same części oryginalne, stawka robocizny 110 zł/rbg:
Koszt: 14.669,67 zł brutto
Wariant 2 – naprawa poza ASO, części oryginalne + zamienniki wysokiej jakości, stawka 110 zł/rbg:
Koszt: 13.959,06 zł brutto
Biegły uznał, że wariant drugi jest realny, niezbędny i ekonomicznie uzasadniony. Dlaczego? Bo:
Wiek pojazdu i przebieg nie uzasadniają wyłącznie oryginalnych części z logo producenta
Zamienniki wysokiej jakości (nie chińskie podróbki!) spełniają wszystkie wymogi
Taka naprawa przywraca pełne wartości estetyczne i użytkowe
Nie wpływa negatywnie na wartość handlową pojazdu
Co było nie tak w kalkulacji PZU?
Biegły bezlitośnie rozprawił się z wycena ubezpieczyciela:
Stawka robocizny 51 zł netto/rbg – drastycznie zaniżona, nieadekwatna do rynku w regionie poszkodowanego
Brak zestawów montażowych i elementów jednorazowych – czyli śrubek, klipsów, uszczelek itp., które są niezbędne przy naprawie
Niepełny zakres prac lakierniczych – pominięto część koniecznych operacji
Części jakości P/PJ – niska jakość, która nie gwarantuje skutecznej naprawy
Bezpodstawne potrącenia – z cen części i materiałów lakierniczych
Jak to ujął biegły: „Takie potrącenia powodują, że naprawa pojazdu zgodnie z technologią producenta będzie niemożliwa”.
A co z prywatnym kosztorysem powoda?
Ciekawe, że biegły miał też uwagi do kosztorysu przedstawionego przez powoda. Również tam brakowało niektórych zestawów montażowych i elementów jednorazowych. Ale poza tym – zarówno stawka robocizny, jak i jakość części były prawidłowe.
Dlaczego ubezpieczyciel zaniżył odszkodowanie
Z mojego doświadczenia wynika, że ubezpieczyciele stosują kilka sprawdzonych „technik” zaniżania odszkodowań:
1. Absurdalnie niska stawka robocizny
51 zł netto za roboczogodzinę? W 2021 roku? To stawka sprzed kilkunastu lat. Realne stawki w warsztatach to 110-120 zł netto, a czasem więcej. Ale jeśli ubezpieczyciel przyjmie niższą stawkę, to przecież „obniży” szkodę, prawda?
2. „Zapomnienie” o detalach
Zestawy montażowe, normalia, elementy jednorazowe – to wszystko kosztuje. Ale jeśli się je pominie w kalkulacji, można „zaoszczędzić” kilkaset, a czasem kilka tysięcy złotych.
3. Części najniższej jakości
Używanie w kalkulacji części jakości P/PJ (czyli zamienników najniższej kategorii) to kolejny sposób na zaniżenie. Problem w tym, że takie części często nie pasują, szybko się niszczą i nie przywracają pojazdu do stanu sprzed szkody.
4. Bezpodstawne potrącenia
„Potrącenie z tytułu zużycia”, „potrącenie na materiały lakiernicze” – to ulubione zwroty likwidatorów. Tyle że często są bezpodstawne.
5. Argument o „sieci naprawczej”
„Mogliście naprawić auto u nas w sieci, za naszą cenę”. Brzmi logicznie, ale pomija kilka rzeczy:
Często poszkodowany nie wie o takiej możliwości
Sieci naprawcze nie zawsze gwarantują wysoką jakość
Poszkodowany ma prawo wybrać warsztat
Czego możesz się nauczyć z tej sprawy
Lekcja 1: System gospodarczy nie dyskwalifikuje roszczenia
Ubezpieczyciel argumentował, że powód nie wykazał, iż faktycznie poniósł wyższe koszty. Sąd to zignorowała. Dlaczego?
Bo nie musisz wydać pieniędzy, żeby żądać pełnego odszkodowania. Wystarczy, że wykażesz, ile powinieneś wydać, żeby naprawić auto zgodnie z zasadami sztuki.
Świadek zeznał, że wypłacone odszkodowanie nie wystarczyło na naprawę. To wystarczyło, żeby sąd powołał biegłego i ustalił rzeczywiste koszty.
Lekcja 2: Opinia biegłego to klucz
Sąd oparł całe rozstrzygnięcie na opinii biegłego. I tutaj uwaga – biegły:
Przeanalizował kosztorysy obu stron
Wskazał konkretnie, co jest nie tak w każdej kalkulacji
Uzasadnił swoje ustalenia odwołaniem do realiów rynkowych
Sporządził opinię w dwóch wariantach, dając sądowi alternatywę
Taka opinia jest nie do podważenia. I rzeczywiście – żadna ze stron nie wniosła zastrzeżeń.
Lekcja 3: Nawet „mała” sprawa może być opłacalna
Powód wygrał 5.334 zł (tyle żądał, choć biegły ustalił, że należy się 5.667 zł). Plus odsetki od marca 2021 roku. Plus zwrot kosztów procesu: 400 zł opłaty od pozwu, 1.800 zł wynagrodzenie radcy, 17 zł opłata skarbowa od pełnomocnictwa, 1.720 zł wynagrodzenie biegłego.
Łącznie strona pozwana musiała zapłacić ponad 9.200 zł (odszkodowanie + koszty + odsetki). A mogła zapłacić 5.700 zł od razu i zamknąć temat.
Lekcja 4: Odsetki liczą się od 30 dni po zgłoszeniu szkody
Sąd zasądził odsetki od 21 marca 2021 roku, czyli dokładnie 30 dni po zgłoszeniu szkody (19 lutego 2021). To ważne – nie musisz czekać na decyzję ubezpieczyciela. Jeśli minie 30 dni, zaczynają biec odsetki.
Powód żądał odsetek od 26 lutego, ale sąd skorygował to na właściwą datę.
Moja rada praktyczna
Jeśli otrzymałeś odszkodowanie od ubezpieczyciela i masz wątpliwości, czy to właściwa kwota:
Zlecić prywatną ekspertyzę – kosztuje 300-500 zł, ale może zaoszczędzić ci tysięcy
Sprawdź stawkę robocizny – jeśli jest poniżej 100 zł netto, jest zaniżona
Zwróć uwagę na jakość części – jeśli w kalkulacji są części P/PJ/PC, to czerwona lampka
Nie daj się zastraszyć argumentem o „sieci naprawczej” – możesz, ale nie musisz z niej korzystać
Nie bój się małych kwot – nawet jeśli różnica to 3-5 tysięcy, może być opłacalne (koszty procesu pokryje przegrany)
I jeszcze jedno: nie musisz naprawiać auta, żeby żądać pełnego odszkodowania. Wystarczy wykazać, ile byś musiał wydać na prawidłową naprawę.
Podsumowanie? Ta sprawa pokazuje klasyczny schemat działania ubezpieczycieli: zaniżaj, ile się da, i licz, że poszkodowany się podda. Ale gdy dochodzi do sądu i pojawia się biegły – prawda wychodzi na jaw.
I co najważniejsze – opłaca się walczyć, nawet o pozornie niewielkie kwoty. Bo ubezpieczyciel i tak zapłaci wszystkie koszty procesu.
Masz podobną sprawę? Sprawdź swoją kalkulację. A jeśli masz wątpliwości – po prostu zapytaj.
Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.blogoodszkodowaniach.pl.
Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl
W 2021 roku, prawie cztery lata po wypadku, w którym mój klient stracił nogę, otrzymałem od niego wiadomość z alarmującym załącznikiem. Było to zalecenie technika ortopedy z renomowanej firmy Otto Bock Polska, w którym czarno na białym napisano: znaczne wyeksploatowanie używanej protezy kończyny dolnej oraz niedopasowanie leja protezowego. Zalecenie wymiany protezy.
Proteza, którą klient kupił za pieniądze z odszkodowania zaraz po wypadku, przestała spełniać swoją funkcję. Co gorsza – dalsze używanie zużytej protezy zaczęło powodować dodatkowe problemy zdrowotne: przesunięcie kości biodrowej, opieranie leja na bliźnie i kikucie, a w perspektywie – problemy z kręgosłupem. Koszt nowej, właściwie dopasowanej protezy? Ponad 323 tysiące złotych.
To nie był kaprys ani zachcianka. To była nagląca konieczność zdrowotna. I to właśnie jest temat dzisiejszego artykułu – co się dzieje, gdy proteza ortopedyczna się zużywa, kto ponosi odpowiedzialność za koszty wymiany, i jak skutecznie dochodzić tych roszczeń od ubezpieczyciela.
Spis treści
Protezy się zużywają – to nie kaprys, to fizyka
Odpowiedzialność za przyszłe koszty leczenia – co mówi prawo
Jak udokumentować zużycie protezy i konieczność wymiany
Renta vs jednorazowe świadczenie – co wybrać?
Praktyczne porady dla osób z protezami
FAQ – najczęstsze pytania
Protezy się zużywają – to nie kaprys, to fizyka
Zacznijmy od oczywistego faktu, który jednak często umyka zarówno poszkodowanym, jak i ubezpieczycielom: każda proteza ortopedyczna ma ograniczoną żywotność. To urządzenie mechaniczne, które podlega eksploatacji, zużyciu, a czasem też zwykłemu niszczeniu przez użytkowanie.
W przypadku protezy kończyny dolnej – takiej jak w sprawie, o której piszę – mechanizm zużycia jest złożony:
Zużycie mechaniczne komponentów:
Stawy (kolanowy, skokowy) mają określoną liczbę cykli pracy
Materiały elastyczne (poduszki, elementy amortyzujące) tracą właściwości
Połączenia mogą się rozluźniać
Powierzchnie ślizgowe się ścierają
Zmiany w ciele poszkodowanego:
Zmiana masy ciała (często utrata mięśni w kikucie)
Zmiana kształtu kikuta
Przesunięcia kostne (jak w opisywanej sprawie – centymetrowe przesunięcie kości biodrowej)
Zmiany w obciążeniu kręgosłupa i stawów
Niedopasowanie leja protezowego: To był kluczowy problem w sprawie mojego klienta. Lej to część protezy, która bezpośrednio styka się z kikutem. Gdy się niedopasowuje (np. z powodu utraty masy mięśniowej w kikucie), zaczyna opierać się na bliźnie pooperacyjnej, powodując:
Ból przy każdym kroku
Uszkodzenia skóry i tkanek
Nieprawidłowe obciążenie kręgosłupa
Ryzyko rozwoju problemów ortopedycznych (dyskopatie, skrzywienia)
W sprawie, którą prowadziłem, technik ortopeda opisał to bardzo precyzyjnie: w wyniku zmiany punktu ciężkości protezy (między innymi z uwagi na utratę wagi w związku z zanikaniem mięśni), doszło do centymetrowego przesunięcia kości biodrowej poszkodowanego. W konsekwencji lej opierał się na bliźnie i kikucie, obciążając w sposób nieproporcjonalny nie tylko jedną z kończyn, ale i całe plecy. Prognoza? Problemy z kręgosłupem w przyszłości.
To nie jest kwestia zachcianki. To bezpośrednie zagrożenie zdrowia.
Odpowiedzialność za przyszłe koszty leczenia – co mówi prawo
Teraz kluczowe pytanie: kto za to płaci? Czy ubezpieczyciel, który wypłacił odszkodowanie za pierwotną protezę, odpowiada też za jej wymianę po kilku latach?
Odpowiedź: tak, odpowiada. Ale diabeł tkwi w szczegółach.
Podstawa prawna – art. 444 KC
Art. 444 § 1 KC stanowi: „W razie uszkodzenia ciała lub wywołania rozstroju zdrowia naprawienie szkody obejmuje wszelkie wynikłe z tego powodu koszty.”
Zwróćcie uwagę: wszelkie koszty. Nie tylko te poniesione bezpośrednio po wypadku, ale wszystkie koszty wynikające z uszkodzenia ciała, w tym przyszłe, przewidywalne koszty.
Jeśli wypadek spowodował amputację kończyny, to wszystkie przyszłe koszty związane z protezowaniem – w tym wymiany zużytych protez – wynikają z tego zdarzenia. To logiczny i nieunikniony ciąg przyczynowo-skutkowy.
Renta czy jednorazowe świadczenie?
Tu pojawia się praktyczny problem: jak ubezpieczyciel ma zapłacić za koszty, które wystąpią w przyszłości?
Mamy dwie opcje:
1. Renta na pokrycie zwiększonych potrzeb (art. 444 § 2 KC)
Art. 444 § 2 KC: „Jeżeli poszkodowany utracił całkowicie lub częściowo zdolność do pracy zarobkowej albo jeżeli zwiększyły się jego potrzeby lub zmniejszyły widoki powodzenia na przyszłość, może on żądać od zobowiązanego do naprawienia szkody odpowiedniej renty.”
Zwiększone potrzeby to właśnie takie koszty jak regularna wymiana protez. Można żądać renty, która będzie wypłacana cyklicznie (np. miesięcznie) i pokrywać koszty związane z inwalidztwo, w tym wymiany sprzętu ortopedycznego.
Zalety renty:
Regularne, przewidywalne wpływy
Indeksacja (waloryzacja zgodnie z minimalnym wynagrodzeniem)
Elastyczność – można wykorzystać pieniądze na bieżące potrzeby
Wady renty:
Może nie wystarczyć na jednorazowy, kosztowny zakup (proteza za 323 tysiące)
Wymaga systematyczności w oszczędzaniu
Może być kwestionowana przez ubezpieczyciela (wysokość, zmiana okoliczności)
Alternatywnie można dochodzić jednorazowej kwoty na konkretny, przewidywalny koszt – jak wymiana protezy.
To był właśnie przypadek w sprawie mojego klienta. Po 3,5 roku od wypadku zgłosiliśmy roszczenie o wyłożenie z góry sumy 323 778,78 zł tytułem zakupu nowej protezy.
Zalety jednorazowego świadczenia:
Otrzymujesz pełną kwotę od razu
Możesz natychmiast kupić sprzęt/rozpocząć leczenie
Brak konieczności oszczędzania z renty
Wady jednorazowego świadczenia:
Trzeba udokumentować konkretną potrzebę i koszt
Może być kwestionowane przez ubezpieczyciela
Wymaga aktywności poszkodowanego (zgłoszenie roszczenia)
Z mojego doświadczenia, kombinacja jest często najlepsza: renta na bieżące zwiększone potrzeby + jednorazowe świadczenia na większe, przewidywalne koszty (wymiany protez).
Czy ubezpieczyciel może odmówić?
Ubezpieczyciele często próbują odmówić wypłaty na wymianę protezy, argumentując:
„To była przewidywalna w momencie wypadku, więc pokryta zadośćuczynieniem”
„Renta ma pokrywać takie koszty”
„Proteza nie powinna się zużyć tak szybko”
„To za droga proteza, kupicie tańszą”
Wszystkie te argumenty są błędne lub co najmniej wątpliwe.
Po pierwsze, zadośćuczynienie (art. 445 KC) to rekompensata za krzywdę niemajątkową (ból, cierpienie, utrata radości życia). Koszty leczenia to szkoda majątkowa (art. 444 KC). To dwie odrębne podstawy prawne i nie można ich mieszać.
Po drugie, to że koszt wymiany protezy był przewidywalny nie oznacza, że został już pokryty. Jeśli ubezpieczyciel nie wypłacił odpowiedniej renty lub nie uwzględnił przyszłych kosztów w odszkodowaniu, to odpowiada za nie gdy wystąpią.
Po trzecie, ocena czy proteza jest „za droga” powinna opierać się na obiektywnych kryteriach medycznych i indywidualnej sytuacji poszkodowanego. Jeśli renomowana firma ortopedyczna (jak Otto Bock) zaleca konkretne komponenty ze względów medycznych, ubezpieczyciel nie może arbitralnie stwierdzić „kupcie tańszą”.
Jak udokumentować zużycie protezy i konieczność wymiany
To kluczowa kwestia praktyczna. Ubezpieczyciel nie wypłaci pieniędzy tylko dlatego, że „proteza się zestarzała”. Musisz udokumentować, że wymiana jest obiektywnie konieczna ze względów medycznych.
W sprawie, którą prowadziłem, mieliśmy następującą dokumentację:
1. Zalecenie technika ortopedy
Klient udał się do Pracowni Ortopedycznej Otto Bock Polska, gdzie technik ortopeda przeprowadził badanie i wydał pisemne zalecenie . W zaleceniu wskazano:
Znaczne wyeksploatowanie używanej protezy
Niedopasowanie leja protezowego
Rekomendację wymiany protezy
To był kluczowy dokument. Zalecenie od profesjonalnego technika ortopedy z renomowanej firmy ma ogromną wagę dowodową.
2. Wiadomość e-mail z wyjaśnieniami
Dodatkowo otrzymaliśmy od technika ortopedy e-mail w którym wyjaśnił szczegółowo problemy:
Zmiana punktu ciężkości protezy
Przesunięcie kości biodrowej
Opieranie leja na bliźnie i kikucie
Prognoza problemów z kręgosłupem
Te szczegóły były bezcenne przy argumentacji, dlaczego wymiana jest naglącą koniecznością, a nie kwestią komfortu.
3. Kosztorysy i faktury pro forma
Otto Bock przygotował:
Kosztorys
Fakturę pro forma na kwotę 323 778,78 zł
Dokumenty te szczegółowo specyfikowały wszystkie komponenty nowej protezy i ich koszty.
4. Dokumentacja pierwotnego obrażenia
Dla kontekstu załączyliśmy również dokumentację z pierwotnego wypadku i leczenia, pokazującą że roszczenie wynika bezpośrednio z tamtego zdarzenia.
Co jeszcze warto zbierać na bieżąco:
Jeśli nosisz protezę, regularnie dokumentuj:
Przeglądy techniczne – większość profesjonalnych protez ma gwarancję i bezpłatne przeglądy. Zbieraj protokoły.
Wizyty u ortopedy – gdy odczuwasz dyskomfort, ból, problemy – idź do lekarza i zbieraj dokumentację.
Zdjęcia – jeśli lej powoduje otarcia, zaczerwienia, rany – fotografuj (z datą).
Dziennik objawów – notuj kiedy i jakie problemy się pojawiają.
Ta dokumentacja będzie bezcenna, gdy przyjdzie czas na zgłoszenie roszczenia o wymianę.
Renta vs jednorazowe świadczenie – co wybrać?
To pytanie, które często słyszę od klientów: lepiej walczyć o wysoką rentę czy o jednorazowe świadczenia na konkretne koszty?
Z mojego doświadczenia – najlepiej oba.
Strategia kombinowana:
1. Renta na zwiększone potrzeby
Ustal z ubezpieczycielem (lub sądem) rentę, która pokrywa:
Bieżące koszty związane z inwalidztwo (leki, wizyty lekarskie, przeglądy protezy)
Koszty dojazdu do specjalistów
Zwiększone koszty życia codziennego
Oszczędzanie na przyszłe, przewidywalne wydatki
Renta powinna być realistyczna. W przypadku amputacji kończyny, renta rzędu 1000-2000 zł miesięcznie (w zależności od indywidualnej sytuacji) to rozsądne minimum.
2. Jednorazowe świadczenia na duże, konkretne koszty
Gdy nadejdzie czas wymiany protezy, zgłaszasz odrębne roszczenie o wyłożenie z góry konkretnej kwoty na podstawie aktualnego kosztorysu.
Dlaczego ta strategia działa?
Po pierwsze, ubezpieczyciel łatwiej zgadza się na umiarkowaną rentę niż na bardzo wysoką (która miałaby pokrywać wszystko, w tym przyszłe wymiany protez).
Po drugie, koszty protez rosną w czasie (inflacja, postęp technologiczny). Jeśli dzisiaj proteza kosztuje 60 tysięcy, za 5 lat może kosztować 80 tysięcy. Renta ustalona dzisiaj może nie wystarczyć. Jednorazowe świadczenie na aktualny koszt rozwiązuje ten problem.
Po trzecie, masz większą kontrolę. Rentę możesz wydać na bieżące potrzeby, a gdy przyjdzie czas wymiany, dostajesz pełną kwotę właśnie na ten cel.
Pamiętaj o waloryzacji renty
Jeśli ustalasz rentę, koniecznie dopilnuj, aby była waloryzowana. Zgodnie z art. 444 § 2 KC renta ulega zmianie wraz ze zmianą minimalnego wynagrodzenia za pracę. To kluczowe zabezpieczenie przed inflacją.
Praktyczne porady dla osób z protezami
Z doświadczenia mojego klienta i innych spraw, które prowadziłem, wyciągnąłem kilka praktycznych wniosków:
1. Regularnie kontroluj stan protezy
Nie czekaj aż coś się zepsie lub zacznie bardzo boleć. Korzystaj z bezpłatnych przeglądów gwarancyjnych u producenta. Problemy wykryte wcześnie można czasem naprawić mniejszym kosztem.
2. Reaguj na dyskomfort
Ból, otarcia, zmiana chodu – to nie są „normalne” dolegliwości, które trzeba znosić. To sygnały, że coś jest nie tak. Im szybciej to zdiagnozujesz, tym lepiej.
W sprawie mojego klienta dolegliwości narastały stopniowo. Gdy w końcu udał się do ortopedy, okazało się że używanie zużytej protezy spowodowało dodatkowe problemy zdrowotne (przesunięcie kości biodrowej). To koszty, które można było uniknąć przez wcześniejszą wymianę.
3. Dokumentuj wszystko na bieżąco
Nie czekaj z dokumentowaniem do momentu, gdy będziesz składał roszczenie. Zbieraj na bieżąco:
Zalecenia lekarskie/techników
Protokoły z przeglądów
Paragony za naprawy/konserwacje
E-maile z komunikacją z producentem
4. Nie oszczędzaj na jakości protezy
Wiem, że protezy są drogie. Ale oszczędzanie na jakości często prowadzi do większych problemów (i kosztów) w przyszłości. Jeśli renomowana firma zaleca konkretne komponenty – jest ku temu powód.
Ubezpieczyciel ma obowiązek pokryć koszty adekwatnego leczenia, nie „najtańszego możliwego”.
5. Działaj proaktywnie z roszczeniami
Nie czekaj aż ubezpieczyciel zapyta czy potrzebujesz czegoś. Gdy tylko pojawi się uzasadniona potrzeba (wymiana, naprawa, nowy sprzęt) – zgłaszaj roszczenie z pełną dokumentacją.
W sprawie mojego klienta zgłosiliśmy roszczenie niezwłocznie po otrzymaniu zalecenia od ortopedy. Nie czekaliśmy na rozwój sytuacji.
6. Rozważ pomoc prawną
Sprawy o przyszłe koszty leczenia, zwłaszcza o wymianę kosztownego sprzętu, bywają skomplikowane. Ubezpieczyciele będą kwestionować konieczność, wysokość, wybór dostawcy. Doświadczony prawnik wie jak argumentować takie sprawy i jaką dokumentację przygotować.
Podsumowanie z refleksją
Historia mojego klienta, który po 3,5 latach od wypadku musiał walczyć o pieniądze na nową protezę, to niestety typowy przykład długofalowych konsekwencji poważnych wypadków. Amputacja kończyny to nie jednorazowe zdarzenie – to trwały stan, który generuje koszty przez całe życie poszkodowanego.
Protezy się zużywają. Ciała się zmieniają. Pojawiają się nowe problemy zdrowotne wynikające z pierwotnego obrażenia. To wszystko są przewidywalne, naturalne konsekwencje wypadku, za które ubezpieczyciel ponosi odpowiedzialność.
Co mnie jednak uderza w takich sprawach, to brak proaktywności po stronie ubezpieczycieli. Nikt nie dzwoni do poszkodowanego po 3 latach z pytaniem „jak tam proteza, może czas na przegląd?”. Nikt nie informuje o prawie do renty na zwiększone potrzeby. Poszkodowany musi wszystko załatwić sam – dowiedzieć się o swoich prawach, zgromadzić dokumentację, zgłosić roszczenie, a często walczyć w sądzie.
To zmusza mnie do refleksji: czy system odszkodowań nie powinien działać bardziej prewencyjnie? Czy ubezpieczyciele nie powinni mieć obowiązku aktywnie monitorować sytuację poszkodowanych i proponować rozwiązań zanim problemy się pojawią?
Na razie tak nie jest. Dlatego tak ważna jest wiedza i świadomość własnych praw. Jeśli nosisz protezę – pamiętaj, że jej wymiana to nie Twój osobisty koszt. To koszt wynikający z wypadku, za który odpowiada ubezpieczyciel. Dokumentuj, zgłaszaj roszczenia, walcz o swoje prawa. One Ci przysługują.
FAQ – Najczęstsze pytania
1. Jak często należy wymieniać protezę ortopedyczną?
To zależy od typu protezy, intensywności użytkowania i indywidualnych czynników. Protezy kończyny dolnej zazwyczaj wymagają wymiany co 3-7 lat. Jednak mogą pojawić się wcześniej problemy wymagające wymiany (zużycie, zmiana anatomii kikuta). Regularnie konsultuj się z ortopedą.
2. Czy renta na zwiększone potrzeby powinna pokrywać wymianę protezy?
Renta może częściowo pokrywać oszczędzanie na przyszłą wymianę, ale rzadko wystarcza na jednorazowy wydatek rzędu kilkudziesięciu czy setek tysięcy złotych. Dlatego można i należy dochodzić odrębnego roszczenia o wyłożenie z góry konkretnej kwoty na wymianę.
3. Czy mogę dochodzić pieniędzy na nową protezę jeśli ubezpieczyciel już mi wypłacił odszkodowanie?
Tak. Wypłacone wcześniej odszkodowanie (czy zadośćuczynienie) pokrywa szkody znane w tamtym momencie. Zużycie protezy i konieczność wymiany to nowa szkoda, wynikająca z tego samego wypadku, ale ujawniająca się później. Masz prawo dochodzić pokrycia tych kosztów.
4. Co zrobić gdy ubezpieczyciel twierdzi że „proteza za droga, kupcie tańszą”?
Przedstaw dokumentację medyczną uzasadniającą wybór konkretnych komponentów. Zalecenie od specjalisty (ortopedy, technika ortopedy) ma dużą wagę. Jeśli renomowana firma ortopedyczna zaleca konkretną protezę ze względów medycznych, ubezpieczyciel nie może arbitralnie narzucić tańszej wersji bez merytorycznego uzasadnienia.
5. Czy wymiana protezy jest objęta art. 753 KPC (możliwość zabezpieczenia)?
Tak, roszczenie o wyłożenie z góry kosztów wymiany protezy to roszczenie z art. 444 § 1 zd. 2 KC, a więc można domagać się zabezpieczenia na podstawie art. 753 KPC. W praktyce oznacza to możliwość uzyskania pieniędzy jeszcze przed wyrokiem.
6. Jak długo mam czas na zgłoszenie roszczenia o wymianę protezy?
Termin przedawnienia wynosi 3 lata od dnia, w którym dowiedziałeś się o szkodzie (art. 442¹ KC). „Dowiedziałeś się” oznacza moment, gdy zidentyfikowałeś konkretną potrzebę wymiany (np. otrzymałeś zalecenie ortopedy). Nie czekaj zbyt długo – im szybciej zgłosisz roszczenie, tym szybciej otrzymasz środki.
Źródła:
Kodeks cywilny, art. 444, 445, 442¹
Kodeks postępowania cywilnego, art. 753
Ustawa o ubezpieczeniach obowiązkowych, art. 34
Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawospadkowepoznan.pl.