Auto z systemem bezkluczykowym -czy ubezpieczyciel odmówi wypłaty odszkodowania w przypadku jego kradzieży?

512px-Car_keysCo prawda niniejszy blog ma niewiele wspólnego z artyzmem, ale jego autora często męczy niemoc twórcza. Czasami jednak sam temat szuka człowieka. Tak też wygląda sytuacja z dzisiejszym tematem. Otóż przy okazji wyprowadzania dzieciarni na plac zabaw miałem sposobność poplotkować z kolegą prokuratorem, który dzieci są równolatkami moich pociech.  Między innymi tematem jaki poruszyliśmy jest hit ostatnich miesięcy wśród złodziei samochodów- a konkretnie kradzież aut z systemem bezkluczykowym.

System ten, który miał ułatwiać życie  właścicielom aut, jak okazało się przede wszystkim ułatwia życie amatorom cudzych aut.

Dla przypomnienia system bezkluczykowy działa na tej zasadzie, że komputer w samochodzie wykrywa kluczyk i po dotknięciu klamki odblokowuje drzwi oraz inne blokady auta. Wystarczy potem aby kierowca wcisnął przycisk i auto jedzie. Nie trzeba wyciągać kluczyka z kieszeni, czy koperty. Producenci samochodów niby zabezpieczyli się w ten sposób, że zasięg sygnału jest ograniczony do kilkudziesięciu centymetrów, metra.

Ta przeszkoda okazała się jednak banalnie prosta do obejścia, złodzieje pojazdów dysponują bowiem urządzeniami, które przekazują ten sygnał na znacznie większej odległości, nawet kilkudziesięciu metrów. Wystarczy więc, iż sygnał z kluczyka znajdzie się w zasięgu urządzenia i auto w zasadzie jest rozkodowane i może odjechać.

Jakie przełożenie ta informacja ma na kwestie odszkodowania? Otóż wedle informacji od kolegi prokuratora wynika, iż zakłady ubezpieczeń mimo posiadanej polisy AC -autocasco zaczęły w przypadku tego typu kradzieży wydawać decyzję odmowne.  Nie wiem na ile jest w tej informacji prawdy, bo do mnie nie trafił jeszcze żaden klient, krótkie tourne po internecie także nie pozwoliło na znalezienie takiej informacji, na którymś z forów.

Niemniej jednak może być w tym trochę  prawdy.

Zakład ubezpieczeń w przypadku szkody kradzieżowej odszkodowanie wypłaci w sytuacji, gdy udowodnimy, iż doszło do kradzieży. Takim dowodem zwykle jest postanowienie prokuratury o umorzeniu śledztwa z powodu niewykrycia sprawcy.

Tymczasem po pierwsze w przypadku kradzieży auta z systemem bezkluczykowym  nie ma żadnego śladu kradzieży, a kluczyk po jego odkodowaniu w zasadzie potwierdza, iż przy jego użyciu doszło do ostatniego uruchomienia pojazdu. Tym samym dość łatwo okoliczność tę wykorzystać przy próbie wyłudzenia odszkodowania.

W sytuacji, gdy prowadzący sprawę Policjant podejmie jakieś wątpliwości co do sprawy nie wyda postanowienia o umorzeniu z uwagi na niewykrycie sprawcy, a inne rodzajowo postanowienie o umorzeniu z uwagi na brak danych pozwalających na uznanie, iż miało miejsce przestępstwo.

Takie postanowienie, to w zasadzie przekreślenie sobie szans na odszkodowanie. Nie potwierdza ono bowiem faktu kradzieży, a jedynie fakt, iż Policja takie zgłoszenie otrzymała, a po przeprowadzonym postępowaniu uważa, iż przestępstwa nie popełniono.

Po drugie sam ubezpieczyciel nawet w sytuacji, gdy Prokuratura przysłała nam postanowienie o umorzeniu z uwagi na niewykrycie sprawcy, mimo wszystko sam może okoliczność kradzieży zakwestionować. Powołując się na fakt, iż według danych z kluczyka, to za jego pomocą uruchomiono ostatni raz pojazd. Co jest oczywiście prawdą, ale taką typową półprawdą.

Wydaje mi się jednak, iż w tej drugiej sytuacji raczej sądy staną po stronie Klientów ubezpieczalni. W zasadzie mamy tu dość prostą analogię z mielonymi kiedyś przez sądy sprawami odmów z Ac z uwagi na ujawnione ślady kopiowania kluczyków. W tamtych sprawach sądy uznawały, iż kluczyk mógł być kopiowany w tak wielu miejscach ( warsztat,  myjnia, poprzedni właściciel), iż nie sposób udowodnić właścicielowi współudziału w przestępstwie.  Tak samo więc raczej bym się nie obawiał odmowy z AC w takiej sytuacji.

Co innego oczywiście, gdy postanowienie Prokuratury będzie wskazywało na brak danych co do faktu popełnienia przestępstwa. Wówczas może być problem i warto dość uważnie przyglądać się temu co dostaliśmy, aby móc jeszcze zadziałać na etapie postepowania karnego.

 

A Państwo macie może już informację z tym jakie decyzje zapadają w ubezpieczalniach w przypadku takiej kradzieży?

 

Reklamy

Odszkodowanie dla pasażera auta, który jednocześnie jest tego auta właścicielem i posiadaczem polisy OC.

W praktyce związanej z likwidacją szkód komunikacyjnych zdarzają się różne skomplikowane i nieoczywiste stany faktyczne.

Z takim własnie zagadnieniem zwrócił się do mnie poszkodowany w wyniku wypadku samochodowego. Poszkodowany uczestniczył w wypadku, który został spowodowany przez kierowcę auta, którym się poruszał.

Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, iż właścicielem auta był sam poszkodowany.

W związku z tym pojawiło się pytanie, czy za złamanie kości promieniowej i wstrząśnienie mózgu, których to urazów doznał należy mu się zadośćuczynienie niejako z własnej polisy OC?

Jak widać nawet intuicyjnie sytuacja ta wydaje się skomplikowana.

Od razu mogę dodać, iż tego typu sytuacja nie należy do rzadkości, tytułem przykładu można wskazać następujące przykłady:

•    właściciel auta zmęczył się w trakcie jazdy  i przekazał w związku z tym kierownicę znajomemu, koledze, członkowi rodziny,

•    właściciel pojazdu zaimprezował i wypił kilka głębszych,, nie mogąc prowadzić po alkoholu oddał kierownicę znajomemu, koledze, członkowi rodziny,

Jak można się domyśleć zakłady ubezpieczeń w takiej sytuacji  często wydawały decyzje na niekorzyść poszkodowanego.  Co więcej i sądy różnie podchodziły do tego typu zagadnień, tak więc z tym problemem zmierzyć się musiał Sąd Najwyższy.

Sąd Najwyższy w dniu 7 lutego 2008 r. podjął uchwałę (sygn. akt III CZP 115/07) w następującej treści: Ubezpieczyciel ponosi odpowiedzialność gwarancyjną wynikającą z umowy obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej posiadaczy pojazdów mechanicznych za szkody na osobie wyrządzone przez kierującego pojazdem w tym także pasażerowi będącemu wraz z kierowcą współposiadaczem tego pojazdu.

Co więcej z treści art. 38 Ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, ubezpieczeniowym funduszu gwarancyjnym i polskim biurze ubezpieczycieli komunikacyjnych, który stanowi:

Art. 38 1. Zakład ubezpieczeń nie odpowiada za szkody:
1)
polegające na uszkodzeniu, zniszczeniu lub utracie mienia, wyrządzone przez kierującego posiadaczowi pojazdu mechanicznego; dotyczy to również sytuacji, w której posiadacz pojazdu mechanicznego, którym szkoda została wyrządzona, jest posiadaczem lub współposiadaczem pojazdu mechanicznego, w którym szkoda została wyrządzona;
można wywieść wniosek, iż skoro spod zakresu odpowiedzialności zakładu ubezpieczeń wyłączone są szkody w mieniu właściciela pojazdu, a Ustawa nie mówi o szkodach osobowych, to jak najbardziej w przypadku opisanym wyżej zadośćuczynienie za szkodę osobową, złamana rękę, wstrząs mózgu się należy.

Brak zapiętych pasów a przyczynienie się. Kolizja boczna lub dachowanie.

O podnoszonym przez ubezpieczycieli zarzucie przyczynienia się do spowodowania szkody poprzez niezapięcie pasów już pisałem: TUTAJ  i TUTAJ.

Konkluzja moich wcześniejszych postów była tak, iż o przyczynieniu się i jego wysokości decydują okoliczności konkretnego wypadku komunikacyjnego.

Ciekawe rozwinięcie tego tematu znalazło się w uzasadnienia wyroku Sądu Apelacyjnego w Łodzi z dnia 12 grudnia 2014 r.

Sąd ten analizował przypadek zdarzenia, do którego doszło w wyniku wypadku komunikacyjnego, gdzie pojazd sprawcy uderzył w poszkodowanego z boku.

Konkluzja Sądu była następująca: „Pasy montowane w samochodach osobowych, z racji ich konstrukcji, skutecznie chronią pasażerów tylko w przypadku zderzeń czołowych, natomiast w przypadku zderzeń bocznych lub dachowania ich skuteczność jest znikoma. W takim przypadku zakres urazów doznanych przez osoby jadące w zapiętych pasach, nie różni się od zakresu urazów doznanych mimo nie zapięcia pasów. Nie ma zatem podstaw do twierdzenia, że osoba, która nie korzystała podczas jazdy z pasów bezpieczeństwa, doznała szkody o większym zakresie, niż gdyby pasy zapięła. Tym samym – nie można przyjąć, by przyczyniła się do zwiększenia swojej szkody”.

Jaki z tego wniosek. Gdy nie mieliśmy zapiętych pasów, a wypadek komunikacyjny był podobny do opisanego: kolizja boczna, dachowanie, to jest wysoce prawdopodobnym, iż podniesiony przez ubezpieczyciela zarzut przyczynienia się nie będzie skuteczny.

Nowa strategia ubezpieczycieli w sprawach związanych z odszkodowaniem za uraz biczowy kręgosłupa spowoduje, iż wielu ich własnych ubezpieczonych stanie się przestępcami?

110825-F-NW611-010_(6142719341)
By NATO Training Mission-Afghanistan (110825-F-NW611-010) [CC BY-SA 2.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0)%5D, via Wikimedia Commons

W kilku ostatnich podejściach do bloga szeroko komentowałem kwestie związane z dochodzeniem odszkodowania za skutki wypadku drogowego w postaci urazu biczowego kregosłupa – whiplash. ( Te wpisy można znaleźć pod tym LINKIEM jak i pod TYM a o urazie biczowym warto jeszcze poczytać w TYM MIEJSCU jak i TUTAJ. )

Strategia w tych wydawałoby się błahych sprawach polega na kwestionowaniu każdej okoliczności związanej z wypadkiem, między innymi zakłady ubezpieczeń zgłaszają w odpowiedzi na pozew wniosek o przeprowadzenie opinii biegłych z dziedziny rekonstrukcji wypadków wraz z biegłym z dziedziny medycyny na okoliczność ustalenia, czy siły działające w wyniku wypadku,uszkodzenia pojazdu i opis zdarzenia pozwalają uznać, iż w tym danym wypadku mogło dojść do wyzwolenia energii, która spowodowałaby uraz skrętny kręgosłupa.

Problem jaki wówczas pojawia się dla poszkodowanych, to konieczność przejścia bardzo skomplikowanego procesu jak i większe ryzyko w grze, w związku z koniecznością przeprowadzenia kosztownych opinii, które to koszty nierzadko mogą być nawet i większe jak dochodzone roszczenie.

Co oczywiste wielu poszkodowanych przed taką perspektywą się ugnie. W konsekwencji ubezpieczyciel oszczędzi dla swoich akcjonariuszy kwoty niewypłaconego odszkodowania.

Po jednej z ostatnich rozpraw, gdzie Sąd pomimo zgłaszanych przeze mnie obiekcji dopuścił dowód z opinii biegłego, choć sam stwierdził, iż oczywiście wie, iż opinia będzie jednoznacznie dla poszkodowanego korzystna zasugerował mi jeszcze jedną drogę podejścia do sprawy.

Sąd zapytał mojego Klienta, poszkodowanego funkcjonariusza Policji, czy przeciwko sprawcy szkody było prowadzone postępowanie karne, które zakończyło się skazaniem sprawcy za naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza.

Jakie to ma znaczenie?

Wynika to wprost z treści Kodeksu postępowania cywilnego, który to Kodeks w art. 11 wskazuje:

Ustalenia wydanego w postępowaniu karnym prawomocnego wyroku skazującego co do popełnienia przestępstwa wiążą sąd w postępowaniu cywilnym. Jednakże osoba, która nie była oskarżona, może powoływać się w postępowaniu cywilnym na wszelkie okoliczności wyłączające lub ograniczające jej odpowiedzialność cywilną.

Co taki zapis oznacza dla sprawy poszkodowanego, który chce dochodzić zadośćuczynienia, odszkodowania od ubezpieczyciela lub sprawcy, gdy ten ostatni wcześniej już został skazany w sprawie karnej?

Oznacza to nie mniej nie więcej, iż sąd cywilny rozpatrujący sprawę karną musi uznać odpowiedzialność sprawcy i jego ubezpieczyciela co do zasady, o ile oczywiście ta zasada wynika z treści wyroku. Więcej w wpisie, który uczyniłem pod tym LINKIEM.

Przekładając powyższe na sprawy związane z odszkodowaniem, zadośćuczynieniem za uraz skrętny kręgosłupa, uraz biczowy oznacza, to iż w sytuacji, w której sąd karny uznałby sprawce wypadku za winnego popełnienia przestępstwa z art. 177 K.k., którego skutkiem był rozstrój zdrowia w postaci urazu biczowego, to wówczas Sąd cywilny nie ma w ogóle prawa badać tej okoliczności i musi ją przyjąć za wykazaną.

W większości przypadków związanych z urazem typu whiplash w ogóle nie jest prowadzona sprawa karna, gdyż w momencie wypadku emocje, adrenalina zagłuszają ból ze strony kręgosłupa.

Dopiero następnego dnia, po kilku dniach chory, poszkodowany zgłasza się na SOR z bólami karku i nie myśli już o tym, żeby specjalnie zawiadamiać organy ścigania, iż w wyniku wypadku doszło do naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia trwających ponad 7 dni.

Sprawa więc kończy się mandatem.

Gdyby jednak poszkodowany po wystąpieniu urazów skierował do Policji, prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przez kierowcę- sprawcę przestępstwa wówczas przedmiotem ustaleń Sądu byłby związek między wypadkiem a urazem. Co istotne z punktu widzenia poszkodowanego w procesie karnym nie występowałby najprawdopodobniej ubezpieczyciel, a co ważniejsze jego koszty spoczywałby na Skarbie Państwa.

Jaki z tego wniosek?

Jeżeli poszkodowany będzie się spodziewał takiej postawy ubezpieczyciela jak ostatnimi czasy, to w jego interesie jest skierowanie sprawy najpierw na drogę karną.

Jaki z tego wniosek dla ubezpieczycieli?

Jeżeli w tym kierunku pójdzie praktyka działań poszkodowanych, to będą odpowiedzialny za obecność swoich klientów w KRK – Krajowym Rejestrze Karnym.

 

Jak ubezpieczyciele walczą z roszczeniami o odszkodowanie za uraz biczowy-przydatny wyrok.

Pisałem ostatnio o dość nieprzyjemnej strategi procesowej zakładów ubezpieczeń w sporach z  poszkodowanymi, którzy dochodzą zadośćuczynienia, odszkodowania za skutki kolizji wypadku komunikacyjnego w postaci doznanego skrętnego urazu kręgosłupa – tzw. urazu biczowego, whiplash. Te wpisy można znaleźć pod tym LINKIEM, a o urazie biczowym warto jeszcze poczytać w TYM MIEJSCU jak i TUTAJ.

Dla przypomnienia  ubezpieczyciela niczym biblijny Goliat z pozycji siły metodycznie zamieniają dość wydawałoby się błahe procesy o zadośćuczynienie za uraz szyi w wielowątkowe i bardzo kosztowne postępowania, gdzie udowadnia się każdą nawet już udowodnioną okoliczność.

Między innymi zakłady ubezpieczeń zgłaszają w odpowiedzi na pozew wniosek o wspólną opinię biegłego z dziedziny rekonstrukcji wypadków wraz z biegłym z dziedziny medycyny na okoliczność ustalenia, czy siły działające w wyniku wypadku,uszkodzenia pojazdu i opis zdarzenia pozwalają uznać, iż w tym danym wypadku mogło dojść do wyzwolenia energii, która spowodowałaby uraz skrętny kręgosłupa.

Więcej już pisałem o tym w wyżej linkowanych postach, tak więc raz jeszcze do nich odsyłam.

Natomiast stały Czytelnik bloga,Pan Łukasz podzielił się ze mną dość ciekawym wyrokiem Sądu w Wrocławiu, w którym to wyroku sąd bardzo inteligentnie rozprawił się z próbą weryfikacji opinii biegłego przez ubezpieczalnie.

wyrok o sygnaturze: II Ca 1097/14 – wyrok Sądu Okręgowego we Wrocławiu z 2014-12-10:

„W ocenie Sądu doznane przez powoda urazy pozostawały w związku ze zdarzeniem z dnia 16 października 2012 r., a rozmiar uszkodzeń pojazdów uczestniczących w wypadku nie może świadczyć o równoległości obrażeń doznawanych w jego wyniku na ciało kierowcy czy pasażera .Biegli sądowi w opinii łącznej, nie mieli wątpliwości ,że stwierdzone u powoda urazy powstały w wyniku zdarzenia z dnia 16 października 2012r.; powód doznał typowego urazu z mechanizmu „smagnięcia bicza”, tzn. na skutek nagłego ruchu głową przy zderzeniu, kiedy to kręgosłup szyjny wykonuje gwałtowny ruch w stronę uderzenia i zaraz potem w stronę przeciwną. Uraz ten określa się również, jako przyspieszeniowo-opóźnieniowy, gdzie oddziałujące w wyniku uderzenia siły wyładowują się na aparacie mięśniowo – więzadłowym kręgosłupa szyjnego. Sąd Rejonowy w pełni podzielił pogląd biegłych odnośnie ich twierdzeń, że rozmiar uszkodzeń pojazdów uczestniczących w wypadku nie
może świadczyć o równoległości obrażeń doznawanych w jego wyniku na ciało kierowcy czy pasażera. Biegli wskazali, że okoliczności te uzależnione są również od innych czynników, zmiennych w świetle konkretnych stanów faktycznych. Jednocześnie Sąd Rejonowy oddalił wniosek strony pozwanej o zobowiązanie biegłych do wskazania, na jakiej podstawie tak twierdzą i czy znane są biegłym wyniki badań naukowych w tym zakresie, tzn., czy znane są biegłym wyniki badań doświadczalnych, w których stwierdzono, że uderzenie pojazdów z siłą niepowodującą uszkodzeń elementów blacharskich pojazdu nie powoduje żadnych uszkodzeń aparatu mięśniowo – więzadłowego szyi. Zdaniem Sądu Rejonowego faktem notoryjnym jest, że mają miejsce zdarzenia drogowe, w których pojazdy podlegają uszkodzeniu w takim stopniu, że szkody są kwalifikowane, jako tzw. szkody całkowite; przyjmując tok rozumowania strony pozwanej, że uszkodzenia ciała uczestników kolizji winny być adekwatne do uszkodzeń pojazdów, w których się znajdowali, w przypadkach tzw. szkód całkowitych winni oni doznać bardzo ciężkich obrażeń ciała lub nawet ponieść śmierć a powszechnie wiadomym jest, że nie w każdym przypadku ma to miejsce.”

Szkoda tylko, że sąd już na wstępie nie oddalił wniosku dowodowego na okoliczność mechaniki urazu w wypadku komunikacyjnym.

O nowej strategii ubezpieczycieli w walce sądowej z osobami dochodzącymi zadośćuczynienia za uraz biczowy kręgosłupa.

Whiplash
autor: Bruce Blaus CC BY-SA 4.0

Uraz biczowy kręgosłupa, w nomenklaturze lekarsko-rehabilitacyjnej  inaczej whiplash, czy smagnięcie biczem,jest jednym z najczęstszych urazów do jakich dochodzi w wyniku wypadków komunikacyjnych.

W zasadzie wystarczy niewielkie w swej sile uderzenie by głowa doznała nagłego przyspieszenia powodując nagły skręt szyi i uderzenie w zagłówek, szybę, czy słupek.

O urazie tym i możliwości dochodzenia zadośćuczynienia z tego tytułu pisałem już zresztą w tym artykule: URAZ BICZOWY.

Po moich obserwacjach i rozmowach z osobami reprezentującymi ubezpieczycieli wynika, iż osoby poszkodowane w ten sposób mają w chwili obecnej wysoką świadomość istnienia tego typu urazu. Nie traktują bólów głowy i drętwienia karku jako przemijającego schorzenia, ale leczą się neurologicznie i z tego tytułu oczekują od ubezpieczycieli należnego zadośćuczynienia.

Problem ten w odczuciu ubezpieczycieli jest już bardzo istotny, co zresztą sam potwierdzam, około połowa wszystkich spraw związanych z uszczerbkiem na zdrowiu jakie trafiają do mnie do kancelarii, to właśnie urazy skrętne kręgosłupa o charakterze biczowym.

Co prawda kwoty jakie można uzyskać z tytułu urazu biczowego nie są jednostkowo wysokie ( najczęściej od kilku do kilkunastu tysięcy złotych), to jednak liczone przez tysiące poszkodowanych robią już wrażenie w oczach akcjonariuszy spółek ubezpieczeniowych.

Dlatego też ubezpieczyciela, z tego co obserwuję, i co zostało mi nieoficjalnie potwierdzone prowadzą wojnę z tego typu roszczeniami.

 

 

Jak to wygląda w praktyce.

Po pierwsze w chwili obecnej praktycznie większość  szkód, które są zgłaszane ubezpieczalniom załatwiane są odmownie. Ubezpieczyciel nie tylko nie proponuje godziwej kwoty tytułem zadośćuczynienia, ale wręcz  nie proponuje żadnej kwoty.

Zdaniem ubezpieczyciela najczęściej:

a) szkoda nie ma związku z wypadkiem, a jest efektem zmian zwyrodnieniowych kręgosłupa. Co ciekawe zwyrodnienia kręgosłupa pojawiają się praktycznie u każdego po przekroczeniu trzydziestego, czterdziestego roku życia.

b) siły wyzwolone w wyniku kolizji nie mogły doprowadzić do powstania uszczerbku na zdrowiu. W skrócie, jak auto nie jest w kawałkach a poszkodowany w częściach, to zdaniem ubezpieczycieli jakieś tam puknięcie przy 30-40 na godzinę nie powoduje żadnego obrażenia u pasażerów. Jest to moim zdaniem pogląd absolutnie błędny- sam kiedyś   w poślizgu przy 5 km na godzinę zostałem uderzony przez kierowcę, który nie mógł wyhamować na lodzie. Mimo że w moim aucie co najwyżej była wgnieciona tablica rejestracyjna,to ja  sam odczuwałem ból kręgosłupa przez prawie dwa tygodnie.

c) zgłaszany uraz nie wiąże się z uszczerbkiem na zdrowiu i ma charakter jedynie przemijający, pogląd ten nie do końca się potwierdza po opinii biegłych. Zdarzają się osoby, u których biegły mimo stwierdzenia skrętnego urazu kręgosłupa orzeka zerowy uszczerbek, ale najczęściej uszczerbek ten wynosi od 5 do 15%.

Sama odmowa z jakiejkolwiek z wyżej powołanych przyczyn nie byłaby tragedią. Zostaje bowiem sąd, który po rocznym lub i dłuższym postępowaniu wyda stosowny wyrok.

Niemniej jednak w chwili obecnej sprawy związane z biczowym, skrętnym urazem kręgosłupa zamiast pozostać raczej sprawami błahymi i prostymi z punktu widzenia przewodu sądowego stają się sprawami bardzo siermiężnymi i skomplikowanymi pod kątem dowodowym.

Co robią bowiem zakłady ubezpieczeń?

Kwestionują wszystko i na każdą możliwą okoliczność powołują biegłego. Robią to w bardzo oczywistym celu, o czym będzie niżej.

I tak po pierwsze.

Ubezpieczyciele kwestionują swoją odpowiedzialność za skutki spowodowania wypadku. Zdarza się to nawet w wypadku sytuacji, gdy ten sam ubezpieczyciel wcześniej swoją odpowiedzialność uznał i np. wypłacił odszkodowanie za szkodę całkowitą. W tej sytuacji wnoszą o powołanie biegłego z dziedziny rekonstrukcji wypadków i przeprowadzenie całego procesu ustalania odpowiedzialności kierowcy. w tym także słuchania świadków zdarzenia, kolizji, wypadku.

Sam ostatnio miałem sytuację, w której taki wniosek pomimo wcześniejszej wypłaty złożył jeden z ubezpieczycieli. Na szczęście sąd tak długo „grillował” niedoświadczonego aplikanta reprezentującego ubezpieczyciela, aż ten uznał co do zasady odpowiedzialność zakładu ubezpieczeń.

Po drugie pojawia się kolejny w moim odczuciu kuriozalny wniosek dowodowy. Otóż ubezpieczyciela wnoszą aby powołać biegłego z dziedziny rekonstrukcji wypadków oraz biegłego z dziedziny medycyn celem wykonania wspólnej opinii, na okoliczność czy wyzwolone w wyniku kolizji drogowej, czy wypadku komunikacyjnego siły mogły doprowadzić do  powstania rzeczonego urazu. Moim osobistym zdaniem dowód taki nie powinien, ale jest, dopuszczany. Tego typu okoliczność po pierwsze jest praktycznie nie sprawdzalna- nikt nie nagrywa bowiem filmu w jaki sposób zachowała się szyja poszkodowanego w momencie wypadku, aby móc to ustalić. Po drugie moim zdaniem nie ulega wątpliwości, iż nie ma tutaj konieczności sięgania do wiedzy specjalnej, jest oczywistym dla mnie, iż w wyniku jakiejkolwiek kolizji może dojść do urazu.

Równie dobrze za chwilę ubezpieczyciele będą żądać biegłego na okoliczność, czy można złamać nogę na chodniku, albo wybić sobie żeby spadając na twarz z roweru.

Bez przesady. Niemniej jednak aby tej przesady nie było musi zainterweniować sędzia. Przypuszczalnie z czasem jak w entej sprawie te wnioski znowu będą się powtarzać z błahej sprawy czyniąc sądowego tasiemca sędziowie będą je oddalać. Na ten moment w dużej części dowód ten jest dopuszczany.

Po trzecie ubezpieczyciela żądają także aby biegły neurolog wypowiedział się także na temat istnienia wcześniejszych zwyrodnień, czy urazów. W tym zakresie nie miałbym do taktyki obrony ubezpieczalni zastrzeżeń.

Wracając natomiast do celu jaki przyświeca ubezpieczycielom. Zwłaszcza, iż w większości przypadków i tak te sprawy przegrają i zamiast zapłacić łącznie z odsetkami i kosztami 10-20 tys złotych, zapłacą o 10 tyś więcej w każdej sprawie, tym samym taka taktyka wydawałaby się bezsensowna ekonomicznie. Oczywistym jest, iż przy dochodach jakiegokolwiek poszkodowanego jakikolwiek ubezpieczyciel dysponuje wręcz nieograniczonymi środkami.

Po pierwsze i najważniejsze ubezpieczalnie chcą zmusić poszkodowanych do rzucania ręcznika jeszcze przed wyjściem na ring.  Jeżeli poszkodowany, który chce dochodzić 5-10 tyś, będzie miał wiedzę, że owszem może tę kwotę dostanie, ale po 3-4 latach procesu. Po wizycie u 3 biegłych i po 10 rozprawach. Do tego będzie ryzykował kosztami na poziomie 10 tys złotych, czyli większymi od dochodzonego roszczenia. Przez wszystkie te lata, rozprawy będzie mu się sugerować, iż jest symulantem i oszustem, to wiele osób po prostu sobie odpuści.

Po drugie jak już ktoś w tym sądzie się znajdzie, to w takiej perspektywie jak wyżej będzie znacznie bardziej chętny do zawarcia korzystnej dla ubezpieczalni ugody.

Co można w tej sytuacji zrobić. No cóż zacisnąć pięści i nie ustępować, to po pierwsze. Po  drugie uważam, że warto w każdej takiej sprawie występować o interwencje do Rzecznika finansowego. Być może po setnej takiej skardze problem zostanie zauważony.

A że problem jest realny i dotyka wielu osób pozwolę sobie zacytować maila jakiego otrzymałem od Czytelniczki bloga:

„Dzień dobry Panie Bartoszu,

Pozwoliłam sobie napisać teraz do Pana na maila (dwa razy prosiłam już Pana o pomoc w komentarzach na blogu, skorzystałam z Pana rad i za nie dziękuję), ale teraz chciałam zapytać Pana czy istnieje jakaś możliwość konsultacji z zapoznaniem się przez Pana z moją dokumentacją.

Bardzo Pana proszę ja już po prostu zaczynam się denerwować, nie tylko tym, że przegram, ale przede wszystkim, że ja nie udźwignę tego finansowo. W sprawie było już dwóch biegłych, a teraz  pozwany wystąpił jeszcze o biegłego od rekonstrukcji zdarzeń podobno biegły z tej dziedziny jest bardzo drogi. Zastanawiam się czemu o niego wystąpili skoro już mają dwie opinie biegłych (ortopedy i neurologa), którzy twierdzą, że doznałam owszem urazu skręcenia kręgosłupa, ale uszczerbku na zdrowiu nie doznałam, tak więc po co dalej to ciągnąć, skoro i tak już wygrali tą sprawę, ja naprawdę tego wszystkiego nie rozumiem,  bardzo żałuję, że w ogóle się zdecydowałam na pójście do sądu.

Z niecierpliwością będę czekała na Pana odpowiedź.”

Odszkodowanie za złamanie kości śródstopia

Teenage_boy_with_broken_ankle_boot
By Pagemaker787 (Own work) [CC BY-SA 4.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0)%5D, via Wikimedia Commons

Złamanie kości śródstopia, często nazywane cichym złamaniem jest w większości przypadków lekceważone, uznawane za chwilową dolegliwość, która ustanie bez ingerencji służby zdrowia. Najbardziej narażone na tego typu schorzenia są osoby czynnie uprawiające sport, ale nie tylko… Do złamania kości śródstopia dochodzi wskutek stłuczenia, uderzenia ciężkim przedmiotem, przejechania, nieprawidłowego postawienia stopy, ale także może być wynikiem upadku z wysokości.
W zależności od rodzaju złamania, całkowite wyleczenie złamania kości śródstopia następuje po około 8 tygodniach. Lecz przy skomplikowanych przypadkach może ono potrwać nawet do 20 tygodni. W wielu przypadkach koniecznością jest przeprowadzenie operacji, co wiąże się z jeszcze dłuższym okresem rekonwalescencji. Istnieje także ryzyko wystąpienia ponownego złamania w niedługim czasie od zrośnięcia się kości.

Prawidłowe leczenie oraz rehabilitacja wymagają całkowitego unieruchomienia stopy, co wiąże się z ograniczeniem zdolności do wykonywania nawet zwykłych codziennych czynności, nie wspominając nawet o jakiejkolwiek aktywności fizycznej, która w niektórych przypadkach jest podstawą utrzymania.

W związku z tym wiele osób nurtują następujące pytania:

  • Czy w przypadku złamania kości śródstopia poszkodowanemu należy się odszkodowanie od ubezpieczyciela?
  • A jeżeli tak, to w jakiej wysokości?

Oczywiście nie można udzielić jednoznacznej odpowiedzi na powyższe pytania. Uzależniona jest ona od okoliczności towarzyszących urazowi.

Podczas oceny uszczerbku oraz wyznaczania wysokości zadośćuczynienia, sąd w szczególności bierze pod uwagę:

  • wiek poszkodowanego,
  • czas trwania urazu oraz związana z nim rehabilitacja,
  • czy uraz wiązał się z zaprzestaniem lub zrezygnowaniem z wykonywania zawodu, jeżeli tak, to na jaki czas,
  • jakie straty poniósł poszkodowany w związku z brakiem zdolności wykonywania zawodu,
  • koszty związane z leczeniem oraz rehabilitacją, jakie poniósł poszkodowany (zaliczamy do nich koszty leczenia, rehabilitacji, zakupu leków, dojazdów czy opieki sprawowanej przez członków rodziny),
  • czy przebyty uraz będzie miał negatywne skutki w przyszłości,
  • komplikacje w związku z operacjami.

Sądy biorą pod uwagę przedstawione okoliczności oraz posiłkują się ustaleniami biegłego z zakresu ortopedii czy neurologii. Jednak ostateczna decyzja pozostaje w rękach sądów, które samodzielnie decydują w jakim stopniu uszczerbek negatywnie wpłynął na życie poszkodowanego oraz określają wysokość odszkodowania.

W przypadku urazów śródstopia Tabela zawarta w OBWIESZCZENIU MINISTRA PRACY I POLITYKI SPOŁECZNEJ z dnia 18 kwietnia 2013 r. w sprawie ogłoszenia jednolitego tekstu rozporządzenia Ministra Pracy i Polityki Społecznej w sprawie szczegółowych zasad orzekania o stałym lub długotrwałym uszczerbku na zdrowiu, trybu postępowania przewiduje następujące widełki procentowego uszczerbku na zdrowiu, w zależności od charakteru urazu, jakiemu uległo śródstopie:

Stawy skokowe, stopa

167.

Złamania kości śródstopia z przemieszczeniem, zniekształceniem stopy:

a) złamania I lub V kości z wyraźnym przemieszczeniem – w zależności od stopnia zaburzeń czynnościowych

b) złamania II, III lub IV kości śródstopia – w zależności od stopnia zaburzeń czynnościowych

c) złamania trzech i więcej kości śródstopia – w zależności od zaburzeń czynnościowych

5–15

3–10

10–20

168.

Złamania kości śródstopia powikłane zapaleniem kości, przetokami, wtórnymi zmianami troficznymi i zmianami neurologicznymi ocenia się według pozycji 167, zwiększając stopień stałego lub długotrwałego uszczerbku na zdrowiu w zależności od stopnia powikłań o

1–10

173.

Utrata stopy w obrębie kości śródstopia – zależnie od rozległości utraty przedstopia i cech kikuta

20–30

Po przedstawieniu powyższej tabeli, można zauważyć, że uszczerbek stwierdzony przy złamaniu kości śródstopia może wynosić od kilku do kilkudziesięciu procent. Sąd w zależności od komplikacji zdrowotnych może więc zasądzić również kilka lub kilkadziesiąt tysięcy z tytułu zadośćuczynienia.

W tym miejscu warto wskazać kilka rozstrzygnięć wydanych przez sądy przy tego typu roszczeniach ze skrótowym opisem stanu faktycznego.

I tak oto w wyroku Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Śródmieścia we Wrocławiu VIII Wydział Cywilny z dnia 26 lutego 2016 r. o sygnaturze akt VIII C 208/14 Sąd zasądził od strony pozwanej na rzecz powódki kwotę 6090,03 zł tytułem zadośćuczynienia przy następującym stanie faktycznym:

(…) w dniu 26 grudnia 2011 r. ok. godz. 13 [powódka] poślizgnęła się przy wejściu do K. pod wezwaniem św. J. C. we W. na wyślizganym progu, co więcej wnętrze kościoła nie było oświetlone. Wyjaśniła, że podczas upadku poczuła ból w prawej stopie, nie mogła samodzielnie wstać, a pomocy udzieliła jej siostra I. J.. W dniu 27 grudnia 2011 r. powódka udała się do pogotowia ratunkowego, gdzie zostało wykonane zdjęcie RTG bolącej stopy, z którego wynikało, że doznała ona złamania piątej kości śródstopia nogi prawej. Zgodnie z zaleceniami lekarza noga została unieruchomiona na okres 6 tygodni w bucie gipsowym. Po tym okresie gips został zdjęty, natomiast noga nadal była obrzęknięta i powódka odczuwała ból. Powódka dalej podała, że przy zwykłych czynnościach zmuszona była korzystać z pomocy innych osób. Dodała, że czuła się nieporadna, co więcej musiała zażywać leki przeciwbólowe. W ocenie powódki, uszczerbek powstały w wyniku zdarzenia z 26 grudnia 2011 r. znacznie obniżył jej sprawność fizyczną, ograniczył możliwość wykonywania czynności związanych z prowadzeniem domu.

Kolejnym przykładem, na który pragnę się powołać jest wyrok o Sygnaturze akt I C 1649/12 wydany przez Sąd Rejonowy w Jeleniej Górze I Wydział Cywilny w dniu 13 marca 2014r., w którym Sąd zasądził od strony pozwanej Skarbu Państwa – Aresztu Śledczego w J. na rzecz powoda kwotę 3.000,00 zł. Sąd ustalił, co następuje:

W dniu (…) N. G., przebywający w Areszcie Śledczym w J., schodząc z łóżka spadł z taboretu i skręcił lewą nogę. N. G. miał górne łóżko bez drabinki. Górne łóżko znajduje się na wysokości około 1,5 m. Po zdarzeniu N. G. został przewieziony do Szpitalnego (…) Wojewódzkiego Centrum (…) w J. gdzie został mu założony gips.(…) Gips założony N. G.pękł w trakcie jego noszenia. W dniu (…) N. G. został ponownie przewieziony do Szpitalnego (…) Wojewódzkiego Centrum (…)w J. w celu kontroli. W jej trakcie lekarz stwierdził załamanie podstawy V kości śródstopia. Po badaniu założono N. G. na okres 3 tygodni gips stopowo – udowy, aż po pachwinę.

Jako trzecim przykładem wypłacalności zadośćuczynienia za złamanie kości śródstopia można wskazać wyrok o sygn. akt I C 30/16 wydany przez Sąd Rejonowy w Gliwicach Wydział I Cywilny w dniu 31 stycznia 2017 r. w którym Sąd zasądził od pozwanego na rzecz powoda kwotę 22 000,00 zł z tytułu zadośćuczynienia za doznaną krzywdę w odniesieniu do następującego stanu faktycznego:

(…)w dniu 16 kwietnia 2014 roku przy nadzorowaniu przewozu sprasowanych w kostki butelek plastikowych z hali na miejsce ich odbioru prze z firmy zewnętrzne. Powód na hali przygotowywał sprawowaną kostkę z butelek PET do odbioru przez operatora ładowarki, który podjeżdżał i pobierał na łyżkę ładowarki materiał, a następnie odwoził go na miejsce wywozu. Podczas jednego z takich transportów, kiedy operator ładowarki wjechał do hali po odbiór kostek, nie zauważył powoda i podjechał pod palety z kostkami celem ich załadowania. Następnie zniżył łyżkę ładowarki i wyszedł z kabiny, by sprawdzić czy równo podebrał materiał. Wówczas operator ładowarki zauważył obok łyżki powoda, który sygnalizował mu, że operator ma podnieść łyżkę, gdyż powód ma przyciśniętą prawą stopę. Operator ładowarki natychmiast podniósł łyżkę. Powód został przewieziony do Oddziału (…) Urazowo – Ortopedycznej Szpitala Miejskiego Nr (…) w G., gdzie rozpoznano u powoda złamanie kości stopy – złamanie III i IV kości śródstopia prawego, stan po urazie zmiażdżeniowym. Pomimo zastosowanego leczenia, powód począwszy od dnia wypadku do dnia dzisiejszego odczuwa jego następstwa w postaci silnych dolegliwości bólowych w złamanej stopie, które pojawiają się kiedy zgina stopę oraz kiedy musi przenieść cięższe przedmioty. Dolegliwości te nasilają się pod koniec dnia. Ból wzmaga się także przy zmianie pogody. Powód z uwagi na doznany uraz nie jest też w stanie przejść dłuższego dystansu. W związku z doznanym urazem powód był niezdolny do pracy od dnia wypadku, tj. od dnia 16 kwietnia 2014 roku do dnia 12 września 2014 roku. Poza wskazanymi urazami, bólem i cierpieniem fizycznym następstwem uszkodzenia ciała i rozstroju zdrowia powoda są także cierpienia o charakterze psychicznym.

Mam nadzieję, że przedstawienie tych kilku przykładów poszerzy Czytelnikom pogląd na okoliczności przyznawania zadośćuczynienia w przypadku złamania kości śródstopia oraz zmobilizuje do podejmowania decyzji o ubieganie się o zadośćuczynienie przy tego typu uszczerbkach.

 

 

 

Autor: Bartosz Kowalak i Agata Brzezińska