Współczynnik ekspercki w wycenie wraku – jak ubezpieczyciele zaniżają odszkodowania

Ostatnio zgłosił się do mnie rozwścieczony klient z problemem, który – jak się okazuje – dotyczy wielu poszkodowanych. Po kolizji komunikacyjnej jego auto nadawało się tylko do kasacji. PZU przedstawiło mu wycenę:

  • Wartość pojazdu przed szkodą: 8 200 zł
  • Wartość wraku: 4 200 zł
  • Odszkodowanie: 4 000 zł

Wydawałoby się, że wszystko jasne. Ale gdy klient zaczął analizować wycenę, natknął się na tajemniczy punkt: „współczynnik ekspercki: 1,5″. Uzasadnienie? „Sytuacja popytu i podaży na rynku pojazdów uszkodzonych”.

Co to w ogóle znaczy? I dlaczego klient ma powody do złości?

Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej.

Spis treści

  1. Jak ubezpieczyciele wyceniają wrak pojazdu?
  2. Czym jest współczynnik ekspercki i kiedy można go stosować?
  3. Jak współczynnik 1,5 „ukradł” klientowi 1 400 zł?
  4. Czy „popyt i podaż” to uzasadnienie współczynnika?
  5. Jak bronić się przed niesłusznym zastosowaniem współczynnika?
  6. FAQ

Jak ubezpieczyciele wyceniają wrak pojazdu?

Kiedy twoje auto trafia do kasacji po wypadku, ubezpieczyciel musi ustalić dwie rzeczy:

  1. Wartość pojazdu przed szkodą – ile wart był twój samochód tuż przed wypadkiem
  2. Wartość wraku (pozostałości) – ile można uzyskać ze sprzedaży uszkodzonego auta na części

Różnica między tymi wartościami to twoje odszkodowanie.

Jak powstaje wycena wraku?

Likwidator sięga po program ekspercki (np. Info-Expert, Audatex, Eurotax), który na podstawie różnych metod wylicza wartość uszkodzonego pojazdu. Program bierze pod uwagę:

  • Stan techniczny pojazdu
  • Zakres uszkodzeń
  • Ceny części na rynku wtórnym
  • Popyt na dany model w wersji uszkodzonej

Co istotne – program wyznacza wartość wraku kilkoma metodami i jako wynik przyjmuje tę, która daje najwyższą wartość. Dlaczego? Bo to najpewniejszy sposób, aby nie zaniżyć wartości pozostałości.

I tu pojawia się problem

Czym jest współczynnik ekspercki i kiedy można go stosować?

Autorzy programów rzeczoznawczych przewidzieli, że mogą się zdarzyć sytuacje nietypowe, których program nie uwzględnia. Na przykład:

  • Szczególnie duży popyt na części z danego modelu (np. po wycofaniu go z produkcji)
  • Unikalny stan techniczny pojazdu mimo uszkodzenia
  • Rzadkość modelu na rynku wtórnym

W takich przypadkach rzeczoznawca może zastosować współczynnik ekspercki – mnożnik, który koryguje wartość wyliczoną przez program.

Jak działa współczynnik?

Zgodnie z instrukcją programu Info-Expert:

„Wyznaczona przez program wartość pojazdu uszkodzonego jest mnożona przez współczynnik ekspercki. Zastosowanie różnej od jedności wartości tego współczynnika wymaga uzasadnienia.”

  • Współczynnik = 1: wartość neutralna, żadna korekta
  • Współczynnik < 1 (np. 0,8): wartość wraku niższa niż wyliczona przez program → odszkodowanie wyższe
  • Współczynnik > 1 (np. 1,5): wartość wraku wyższa niż wyliczona przez program → odszkodowanie niższe

Kluczowe słowa: „wymaga uzasadnienia”.

Jak współczynnik 1,5 „ukradł” klientowi 1 400 zł?

Wróćmy do naszego przykładu:

  • Program ekspercki wyliczył wartość wraku na 2 800 zł
  • PZU zastosowało współczynnik ekspercki 1,5
  • Wartość wraku po korekcie: 2 800 zł × 1,5 = 4 200 zł

Czyli:

  • Bez współczynnika: odszkodowanie = 8 200 zł – 2 800 zł = 5 400 zł
  • Ze współczynnikiem 1,5: odszkodowanie = 8 200 zł – 4 200 zł = 4 000 zł

Różnica: 1 400 zł

Z doświadczenia naszej Kancelarii wiem, że to nie jest odosobniony przypadek. Ubezpieczyciele chętnie stosują współczynniki powyżej 1, ponieważ każda dziesiąta czy setna tego mnożnika to setki lub tysiące złotych mniej do wypłaty.

Czy „popyt i podaż” to uzasadnienie współczynnika?

W analizowanej sprawie PZU uzasadniło współczynnik 1,5 następująco:

„Sytuacja popytu i podaży na rynku pojazdów uszkodzonych”.

Brzmi mądrze, prawda? Problem w tym, że to kompletna bzdura.

Dlaczego?

Program ekspercki sam w sobie uwzględnia popyt i podaż na rynku wtórnym. To podstawowy mechanizm jego działania. Gdy wycenia wartość wraku, bierze pod uwagę:

  • Ceny osiągane przez podobne pojazdy uszkodzone
  • Popyt na części zamienne z danego modelu
  • Aktualną sytuację rynkową

Innymi słowy – współczynnik ekspercki nie może być uzasadniony tym, co program ekspercki już uwzględnił. To jak dodawanie masła do masła.

Kiedy współczynnik > 1 byłby uzasadniony?

Teoretycznie mogłyby to być sytuacje naprawdę wyjątkowe, na przykład:

  • Unikatowe auto kolekcjonerskie – gdzie nawet wrak ma wartość sentymentalną dla kolekcjonerów
  • Rzadkie części zamienne – gdy dany model jest już niedostępny, a popyt na części dramatycznie przewyższa podaż
  • Nietypowy stan techniczny – np. zabytkowy samochód w idealnym stanie przed wypadkiem

Ale tu mówimy o standardowym aucie osobowym z rynku masowego. Żadnych okoliczności szczególnych.

Jak bronić się przed niesłusznym zastosowaniem współczynnika?

1. Zażądaj wyjaśnienia od ubezpieczyciela

Jeśli w twojej wycenie pojawił się współczynnik ekspercki różny od 1, poproś o szczegółowe uzasadnienie. Zgodnie z instrukcją programów eksperckich, rzeczoznawca musi podać konkretne powody.

Jeśli w odpowiedzi dostaniesz ogólniki typu „sytuacja rynkowa” czy „popyt i podaż” – masz solidny argument do odwołania.

2. Zaskarż decyzję do sądu

To ubezpieczyciel będzie musiał udowodnić, że zastosowanie współczynnika było uzasadnione. A jeśli jego argumenty sprowadzają się do „sytuacji rynkowej”, którą program już uwzględnia – przegra sprawę.

Z praktyki Kancelarii wiem, że sądy nie akceptują tego typu „uzasadnień”. Współczynnik ekspercki to odstępstwo od zasady, więc ubezpieczyciel musi mieć mocne podstawy do jego zastosowania.

3. Powołaj się na zasadę neutralności współczynnika

W procesie możesz argumentować, że:

  • Współczynnik ekspercki domyślnie powinien wynosić 1
  • Jego zmiana wymaga konkretnego, szczegółowego uzasadnienia
  • Uzasadnienie nie może dotyczyć czynników już uwzględnionych przez program

4. Żądaj opinii biegłego

Jeśli sprawa trafi do sądu, warto wnioskować o opinię biegłego rzeczoznawcy samochodowego. Biegły może ocenić, czy:

  • Wartość wraku wyliczona przez program była prawidłowa
  • Zastosowanie współczynnika było uzasadnione
  • Uzasadnienie ubezpieczyciela ma merytoryczny sens

Najważniejsze zasady

Współczynnik ekspercki domyślnie powinien wynosić 1
Każda zmiana wymaga szczegółowego uzasadnienia
„Popyt i podaż” to nie jest uzasadnienie – program to już uwzględnia
To ubezpieczyciel musi udowodnić zasadność współczynnika, nie ty
Współczynnik > 1 może „ukraść” ci nawet kilka tysięcy złotych odszkodowania

FAQ

Czy ubezpieczyciel może zastosować współczynnik ekspercki bez uzasadnienia?

Nie. Zgodnie z instrukcjami programów eksperckich, zastosowanie współczynnika innego niż 1 wymaga szczegółowego uzasadnienia. Jeśli go nie ma lub jest ogólnikowe, masz podstawy do kwestionowania wyceny.

Jak sprawdzić, czy w mojej wycenie zastosowano współczynnik ekspercki?

Sprawdź dokument wyceny pozostałości (wraku). Jeśli jest tam punkt „współczynnik ekspercki” z wartością inną niż 1 – zastosowano go. Ubezpieczyciel powinien również podać uzasadnienie w tym samym dokumencie.

Czy mogę samodzielnie zakwestionować współczynnik ekspercki?

Tak, możesz złożyć reklamację do ubezpieczyciela, żądając wyjaśnienia i ponownego przeliczenia odszkodowania. Jeśli to nie pomoże, kolejnym krokiem jest pozew do sądu. W praktyce jednak warto skorzystać z pomocy prawnika, który ma doświadczenie w takich sprawach.

Ile mogę zyskać, kwestionując współczynnik ekspercki?

To zależy od wartości wraku i wysokości współczynnika. W naszym przykładzie współczynnik 1,5 „ukradł” klientowi 1 400 zł. W przypadku droższych aut różnica może wynosić nawet kilka tysięcy złotych.

Czy sąd może obniżyć współczynnik ekspercki zastosowany przez ubezpieczyciela?

Tak. Jeśli ubezpieczyciel nie udowodni zasadności współczynnika, sąd może zlecić nową wycenę biegłemu rzeczoznawcy lub po prostu przyjąć współczynnik neutralny (1), co zwiększy wysokość odszkodowania.


Disclaimer: Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Każda sprawa odszkodowawcza jest indywidualna, dlatego zapraszamy do kontaktu z naszą kancelarią.

Zapraszam do Kancelarii Prawnik od Odszkodowań:
Radca prawny Bartosz Paweł Kowalak, adwokat Michalina Koligot
ul. Mickiewicza 18a/3, 60-834 Poznań
tel. +48 61 2224963

www: https://prawnikododszkodowan.pl/


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.blogoodszkodowaniach.pl.

Ile mam czasu na odwołanie od decyzji ubezpieczyciela? Wyjaśniamy

„Panie mecenasie, dostałem decyzję odmowną od PZU rok temu. Nie wiedziałem, że mogę się odwołać. Teraz przeczytałem Pana artykuł i widzę, że powinni mi wypłacić więcej. Czy jeszcze mogę coś zrobić?” – takie pytanie dostałem niedawno mailem od jednego z Czytelników bloga.

Na pierwszy rzut oka wydaje się oczywiste – decyzja odmowna, koniec sprawy. Ale czy na pewno? Otóż nie. I tu zaczyna się ciekawa historia o terminach, które… właściwie nie istnieją.

Disclaimer: Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej.

Spis treści

  1. Czym właściwie jest „decyzja” ubezpieczyciela?
  2. Czy istnieje termin na wniesienie odwołania?
  3. Co z „30 dniami” napisanymi w decyzji?
  4. Kiedy naprawdę traci się prawo do odwołania?
  5. Czy wniesienie odwołania przerywa przedawnienie?
  6. Czy w ogóle warto wnosić odwołanie?
  7. FAQ – najczęściej zadawane pytania

Czym właściwie jest „decyzja” ubezpieczyciela?

Zacznijmy od fundamentalnej kwestii, której większość poszkodowanych nie rozumie: „decyzja” ubezpieczyciela to nie jest prawdziwa decyzja administracyjna.

To po prostu pismo prywatnego podmiotu działającego na rynku ubezpieczeń, które Kodeks Cywilny nazywa elegancko: „oświadczeniem ubezpieczyciela o przyznaniu lub odmowie świadczenia” (art. 817 § 1 KC).

Co to oznacza w praktyce?

Decyzja ZUS-u czy urzędu skarbowego = prawdziwa decyzja administracyjna, od której odwołanie wnosi się np w 14 dni do organu wyższej instancji (np. do Sądu Okręgowego – Sądu Pracy i Ubezpieczeń Społecznych, czy IzbySkarbowej).

„Decyzja” PZU, Generali, Ergo Hestia = zwykłe pismo prywatnej firmy, które informuje o jej stanowisku. To nie jest akt władczy. To tak, jakby właściciel sklepu napisał Ci pismo: „Decyduję, że nie zwrócę Ci pieniędzy za reklamowany towar”.

Czy istnieje termin na wniesienie odwołania?

Odpowiedź krótka: Nie.

Żaden przepis prawa nie reguluje terminu do wniesienia odwołania od „decyzji” ubezpieczyciela. Dlaczego? Bo nie ma czego regulować – to nie jest decyzja w sensie prawnym, tylko stanowisko prywatnej firmy.

Co to oznacza dla poszkodowanego?

Oznacza to, że nie jesteśmy związani terminami wyznaczanymi przez ubezpieczyciela, tylko przepisami ustawy. A konkretnie – terminami przedawnienia roszczenia o odszkodowanie.

Terminem, w którym możemy wnieść odwołanie (lub pozew do sądu) jest termin przedawnienia roszczeń względem ubezpieczyciela. Termin ten najczęściej wynosi 3 lata.

Co z „30 dniami” napisanymi w decyzji?

Ubezpieczyciele często piszą w swoich „decyzjach”:

„Od niniejszej decyzji przysługuje Panu/Pani prawo do wniesienia odwołania w terminie 30 dni od daty doręczenia.”

Czy ten termin jest wiążący?

Absolutnie nie. To czysta manipulacja ze strony ubezpieczyciela, który chce:

  • Wywołać u Cię wrażenie, że masz bardzo krótki czas na reakcję
  • Sprawić, byś myślał, że po 30 dniach tracisz wszelkie prawa
  • Zniechęcić Cię do składania odwołania (bo „przecież minęło już 30 dni”)

Jaka jest prawda?

Prawda jest taka, że termin 30 dni nie ma żadnej mocy prawnej. Ubezpieczyciel nie może narzucać Ci terminów – to prywatna firma, nie organ administracji publicznej.

Możesz wnieść odwołanie:

  • Po 31 dniach
  • Po 3 miesiącach
  • Po roku
  • Po 2 latach

…aż do upływu 3-letniego terminu przedawnienia.

Kiedy naprawdę traci się prawo do odwołania?

Prawdziwym terminem, który ogranicza Twoje roszczenie, jest przedawnienie.

Termin przedawnienia w sprawach odszkodowawczych

Zgodnie z art. 442¹ § 1 KC:

„Roszczenie o naprawienie szkody wyrządzonej czynem niedozwolonym ulega przedawnieniu z upływem lat trzech od dnia, w którym poszkodowany dowiedział się o szkodzie i o osobie obowiązanej do jej naprawienia.”

W praktyce oznacza to, że masz 3 lata od:

  • Dnia wypadku (jeśli wiesz, kto jest sprawcą i kto ubezpiecza jego OC)
  • Dnia otrzymania decyzji odmownej (jeśli wcześniej nie wiedziałeś o sprawcy)

Przykład 1: Wypadek komunikacyjny

  • Data wypadku: 15 maja 2022 r.
  • Wiesz, kto jest sprawcą i że ma OC w PZU
  • Termin przedawnienia: 15 maja 2025 r.

Do tego dnia możesz:

  • Wnosić odwołania do ubezpieczyciela
  • Negocjować wysokość odszkodowania
  • Złożyć pozew do sądu

Przykład 2: Późniejsze ustalenie sprawcy

  • Data wypadku: 15 maja 2022 r.
  • Sprawca uciekł z miejsca zdarzenia
  • Dopiero 10 sierpnia 2023 r. policja ustaliła sprawcę i ubezpieczyciela
  • Termin przedawnienia: 10 sierpnia 2026 r.

Bieg przedawnienia zaczyna się dopiero od momentu, gdy wiesz o szkodzie i o osobie zobowiązanej do jej naprawienia.

Czy wniesienie odwołania przerywa przedawnienie?

Nie. To bardzo ważna kwestia, którą wielu poszkodowanych przegapia.

Wniesienie odwołania NIE przerywa biegu przedawnienia

Jeśli wysłałeś odwołanie do ubezpieczyciela, termin przedawnienia biegnie dalej. Ubezpieczyciel może rozpatrywać Twoje odwołanie miesiącami, a przedawnienie spokojnie upływa.

Praktyczny wniosek

Jeśli zbliża się upływ 3 lat od wypadku, nie trać czasu na odwołania do ubezpieczyciela – od razu idź do sądu. Odwołanie nie zatrzyma przedawnienia, a może go zabraknie czasu na pozew.

Czy w ogóle warto wnosić odwołanie?

To pytanie zasługuje na osobny artykuł (i być może napiszę go wkrótce), ale kilka słów na szybko:

Kiedy warto wnosić odwołanie?

1. Masz dużo czasu do przedawnienia (np. rok, dwa lata)
Możesz spróbować negocjacji z ubezpieczycielem bez ryzyka utraty roszczenia.

2. Kwota sporna jest niewielka
Jeśli chodzi o kilka tysięcy złotych, negocjacje mogą być szybsze i tańsze niż proces sądowy.

3. Masz mocne dowody, których ubezpieczyciel nie uwzględnił
Np. nową opinię biegłego, fakturę za naprawę, dokumentację medyczną.

4. Chcesz uniknąć procesu sądowego
Niektórzy poszkodowani wolą dogadać się polubownie.

Kiedy NIE warto wnosić odwołania?

1. Zbliża się termin przedawnienia (zostało mniej niż 6 miesięcy)
Nie ryzykuj – od razu składaj pozew.

2. Ubezpieczyciel konsekwentnie odmawia lub zaniża odszkodowanie
Jeśli już raz odrzucił Twoje żądanie, prawdopodobnie zrobi to ponownie.

3. Sprawa jest skomplikowana i wymaga opinii biegłego sądowego
Ubezpieczyciel i tak nie uzna Twojej prywatnej ekspertyzy – lepiej od razu iść do sądu.

4. Ubezpieczyciel proponuje kwotę rażąco zaniżoną
Np. oferuje 10 tysięcy, a Ty wiesz, że należy Ci się 50 tysięcy – odwołanie nic nie zmieni.

FAQ – Najczęściej zadawane pytania

1. Czy ubezpieczyciel może napisać w decyzji, że mam 14 dni na odwołanie?
Tak, może napisać co chce, ale ten termin nie ma mocy prawnej. Rzeczywisty termin to 3 lata przedawnienia.

2. Co jeśli minęło 30 dni od decyzji i ubezpieczyciel twierdzi, że nie mogę się już odwołać?
To nieprawda. Możesz wnieść odwołanie lub pozew do sądu aż do upływu 3-letniego terminu przedawnienia.

3. Czy muszę najpierw wnieść odwołanie, zanim pójdę do sądu?
Nie. Możesz od razu złożyć pozew do sądu, omijając etap odwołania do ubezpieczyciela.

4. Czy odwołanie musi być napisane przez prawnika?
Nie. Możesz napisać je samodzielnie. Powinno zawierać: Twoje dane, numer szkody, opisanie, dlaczego nie zgadzasz się z decyzją, żądanie wypłaty konkretnej kwoty.

5. Czy warto załączać do odwołania dodatkowe dowody (np. fakturę, opinię)?
Tak, jeśli je posiadasz. Im więcej materiału dowodowego, tym większa szansa na pozytywne rozpatrzenie.

6. Kiedy liczy się 3-letni termin przedawnienia – od wypadku czy od decyzji?
Od dnia, w którym dowiedziałeś się o szkodzie i o osobie zobowiązanej do jej naprawienia. Zazwyczaj od dnia wypadku, jeśli znasz sprawcę i ubezpieczyciela.

7. Czy mogę wnieść pozew bez wcześniejszego odwołania?
Tak. Odwołanie to tylko opcja, nie obowiązek. Możesz od razu iść do sądu.

Podsumowanie – co warto zapamiętać?

  1. „Decyzja” ubezpieczyciela to nie prawdziwa decyzja administracyjna – to tylko pismo prywatnej firmy
  2. Nie ma ustawowego terminu na odwołanie – rzeczywisty termin to 3 lata przedawnienia
  3. Terminy pisane przez ubezpieczyciela (np. 30 dni) nie mają mocy prawnej
  4. Wniesienie odwołania NIE przerywa przedawnienia – jeśli zbliża się 3 lata, składaj pozew
  5. Możesz wnieść odwołanie lub pozew w dowolnym momencie – aż do upływu przedawnienia

Jeśli masz wątpliwości, czy jeszcze możesz dochodzić odszkodowania – skonsultuj się z prawnikiem. Z mojego doświadczenia wynika, że większość poszkodowanych ma więcej czasu, niż myśli.


Źródła:

  • Ustawa z dnia 23 kwietnia 1964 r. – Kodeks cywilny (Dz.U. 1964 nr 16 poz. 93 z późn. zm.), art. 442¹, art. 817, art. 123
  • Ustawa z dnia 22 maja 2003 r. o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych

Disclaimer: Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Każda sprawa wymaga indywidualnej analizy. Jeśli zastanawiasz się, czy jeszcze możesz dochodzić odszkodowania, zapraszamy do konsultacji w kancelarii.

Zapraszam do Kancelarii Prawnej Kowalak Jędrzejewska Konrady i Partnerzy:
Radca Prawny Bartosz Kowalak
ul. Mickiewicza 18a/3, 60-834 Poznań
Tel.: +48 795 777 519
E-mail: kancelaria@prawnikpoznanski.pl
www: https://prawnikpoznanski.pl

Niedoubezpieczenie i zasada proporcji – jak Sąd Najwyższy obronił konsumentów

Wprowadzenie

Jednym z najczęstszych trików ubezpieczycieli przy ocenie wysokości należnego odszkodowania jest sięganie po argument niedoubezpieczenia i związaną z nim zasadę proporcji. To temat, który fascynuje mnie od lat, bo w jednym wyroku Sąd Najwyższy obalił praktykę stosowaną przez wszystkie zakłady ubezpieczeń – praktykę, która kosztowała konsumentów miliony złotych.

Wyobraźmy sobie sytuację: Wasze mienie warte 1 milion złotych ubezpieczyliście na 500 tysięcy. Dochodzi do szkody na 100 tysięcy. Wydawałoby się, że skoro to mieści się w sumie ubezpieczenia, dostaniecie pełne odszkodowanie, prawda? Otóż nie – ubezpieczyciel wypłaci Wam tylko… 50 tysięcy złotych. Dlaczego? Bo „niedoubezpieczenie”.

Czy to uczciwe? Sąd Najwyższy powiedział jasno: NIE. Dziś opowiem Wam o przełomowym wyroku, który zmienił zasady gry.

Spis treści

  1. Czym jest niedoubezpieczenie? Podstawowe pojęcia
  2. Pułapka w OWU – zasada proporcji
  3. Jak to działa w praktyce? Przykład liczbowy
  4. Przełomowy wyrok Sądu Najwyższego (III CSK 302/13)
  5. Dlaczego zasada proporcji jest nieuczciwa?
  6. Co to oznacza dla konsumentów?
  7. Praktyczne porady: jak bronić swoich praw

Czym jest niedoubezpieczenie? Podstawowe pojęcia

Zacznijmy od podstaw. Gdy idziecie do agenta ubezpieczeniowego, by ubezpieczyć swoje mienie (dom, mieszkanie, firmę), macie trzy opcje ustalenia sumy ubezpieczenia:

1. Ubezpieczenie na pełną wartość

Wartość mienia: 1 000 000 zł
Suma ubezpieczenia: 1 000 000 zł
Status: Idealne dopasowanie

2. Nadubezpieczenie

Wartość mienia: 1 000 000 zł
Suma ubezpieczenia: 1 500 000 zł
Status: Przepłacacie składkę, ale to Wam nic nie daje (odszkodowanie i tak ograniczone do rzeczywistej szkody)

3. Niedoubezpieczenie

Wartość mienia: 1 000 000 zł
Suma ubezpieczenia: 500 000 zł
Status: Oszczędzacie na składce, ale… tu zaczyna się problem

Niedoubezpieczenie to właśnie sytuacja, w której suma ubezpieczenia jest niższa niż rzeczywista wartość mienia. I teoretycznie nie powinno to być problemem – dopóki szkoda mieści się w sumie ubezpieczenia.

Pułapka w OWU – zasada proporcji

Tu zaczyna się prawdziwa magia (czytaj: manipulacja) ubezpieczycieli. W Ogólnych Warunkach Ubezpieczenia (OWU) praktycznie wszystkich zakładów znajdziecie klauzulę mówiącą mniej więcej tak:

„W przypadku niedoubezpieczenia, odszkodowanie zmniejsza się w takim stosunku, w jakim suma ubezpieczenia pozostaje do rzeczywistej wartości mienia.”

Co to oznacza w praktyce? Że nawet jeśli szkoda mieści się w sumie ubezpieczenia, ubezpieczyciel wypłaci Wam tylko część odszkodowania, proporcjonalnie do stopnia niedoubezpieczenia.

Zobaczmy to na konkretnym przykładzie z OWU Powszechnego Zakładu Ubezpieczeń (uchwała nr UZ/562/2008 ze zmianami):

„W sytuacji, kiedy wskazana w umowie ubezpieczenia suma ubezpieczenia jest niższa, niż wartość mienia (…) w przypadku zaistnienia szkody częściowej odszkodowanie zmniejsza się w takim stosunku, w jakim pozostaje zadeklarowana suma ubezpieczenia do wartości odtworzeniowej albo rzeczywistej mienia.”

Brzmi skomplikowanie? Zaraz rozłożę to na czynniki pierwsze.

Jak to działa w praktyce? Przykład liczbowy

Weźmy nasz przykład z domu wartym 1 milion złotych, ubezpieczonym na 500 tysięcy (czyli na połowę wartości).

Scenariusz 1: Szkoda częściowa – 100 000 zł

Bez zasady proporcji (logiczne podejście):

  • Szkoda: 100 000 zł
  • Suma ubezpieczenia: 500 000 zł
  • Szkoda mieści się w sumie? TAK
  • Odszkodowanie: 100 000 zł

Z zasadą proporcji (podejście ubezpieczycieli):

  • Szkoda: 100 000 zł
  • Stopień niedoubezpieczenia: 500 000 / 1 000 000 = 50%
  • Odszkodowanie: 100 000 × 50% = 50 000 zł

Straciliście połowę odszkodowania, mimo że szkoda mieściła się w sumie ubezpieczenia!

Scenariusz 2: Szkoda całkowita – 1 000 000 zł

Tutaj bez znaczenia czy zasada proporcji, czy nie:

  • Szkoda: 1 000 000 zł
  • Suma ubezpieczenia: 500 000 zł
  • Odszkodowanie: 500 000 zł (limit sumy ubezpieczenia)

W przypadku szkody całkowitej zawsze dostaniecie tylko sumę ubezpieczenia – i to jest jasne i zrozumiałe.

Ale dlaczego mielibyście tracić pieniądze przy szkodzie częściowej? To pytanie zadał sobie Sąd Najwyższy.

[MIEJSCE NA LINK WEWNĘTRZNY – WYRAŹNIE ZAZNACZONE]
🔗 Zachęcamy do zapoznania się z ofertą Kancelarii → [tutaj będzie link do strony wewnętrznej – sprawy z ubezpieczycielami]

Przełomowy wyrok Sądu Najwyższego (III CSK 302/13)

W dniu 16 października 2014 r. Sąd Najwyższy wydał wyrok, który wstrząsnął branżą ubezpieczeniową. W sprawie o sygn. III CSK 302/13 SN uznał, że stosowanie zasady proporcji w stosunkach z konsumentami jest niedopuszczalne.

Argumentacja Sądu była prosta i logiczna:

Argument 1: Naruszenie zasady ekwiwalentności świadczeń

Sąd Najwyższy zauważył, że:

  • Ubezpieczony płaci składkę odpowiadającą ryzyku ubezpieczeniowemu do określonej kwoty (suma ubezpieczenia)
  • Jeśli ubezpieczyciel pobrał składkę za ochronę do 500 000 zł, to powinien ponosić odpowiedzialność za szkody do tej kwoty
  • Pomniejszanie odszkodowania proporcjonalnie to naruszenie zasady ekwiwalentności

Cytuję fragment uzasadnienia:

„W przypadku ubezpieczeń majątkowych składka ta, co do zasady odpowiada ryzyku ubezpieczeniowemu wyrażającemu się sumą ubezpieczenia. Skoro zatem ubezpieczyciel pobrał składkę odpowiadającą ryzyku ubezpieczeniowemu do określonej kwoty (suma ubezpieczenia), to w razie wystąpienia szkody na skutek zdarzenia objętego ubezpieczeniem (wypadek ubezpieczeniowy) powinien ponosić odpowiedzialność będącą równowartością świadczenia (składki), które otrzymał od ubezpieczającego.”

Argument 2: Konsument nie powinien sam ponosić skutków

Sąd podkreślił, że:

„Kontrahenci ci nie powinni wyłącznie ponosić skutków określenia przez siebie sumy ubezpieczenia, która może nie odpowiadać wartości przedmiotu ubezpieczenia (…), skoro nie wartość a suma ubezpieczenia decyduje o wysokości składki, w której nie uwzględnia się przecież żadnych późniejszych, możliwych proporcji rzeczywistej wysokości świadczenia.”

Innymi słowy: płacicie za ochronę do 500 000 zł? To macie prawo do pełnej ochrony do 500 000 zł.

Dlaczego zasada proporcji jest nieuczciwa?

Z praktyki kancelarii wynika, że zasada proporcji to jedna z najbardziej krzywdzących praktyk ubezpieczeniowych. Dlaczego?

1. Konsument płaci za coś, czego nie dostaje

Składka liczona jest od sumy ubezpieczenia (np. 500 000 zł), ale w praktyce ochrona jest „rozwodniona” proporcjonalnie do wartości mienia.

2. Brak transparentności

Większość konsumentów nie zdaje sobie sprawy z istnienia tej klauzuli. Myślą: „Mam polisę na 500 000, więc jestem chroniony do 500 000”. Dopiero po szkodzie dowiadują się o „proporcji”.

3. Podwójna kara

Konsument już ponosi ryzyko przy szkodzie przekraczającej sumę ubezpieczenia (np. przy szkodzie całkowitej dostanie tylko 500 000 z mln). Po co jeszcze karać go przy szkodzie częściowej?

Co to oznacza dla konsumentów?

Wyrok Sądu Najwyższego to ogromne zwycięstwo dla konsumentów. Oznacza, że:

Jeśli Wasza szkoda mieści się w sumie ubezpieczenia, macie prawo do pełnego odszkodowania – bez żadnych „proporcji”

Ubezpieczyciel nie może stosować zasady proporcji wobec konsumentów (wyrok wiąże sądy powszechne)

Jeśli w przeszłości dostaliście pomniejszone odszkodowanie z powodu „niedoubezpieczenia”, możecie dochodzić dopłaty

Oczywiście wyrok dotyczy konsumentów – w stosunkach B2B (przedsiębiorca-ubezpieczyciel) zasada proporcji wciąż może obowiązywać, jeśli jest w OWU.

Praktyczne porady: jak bronić swoich praw

Z doświadczenia kancelarii wynika, że ubezpieczyciele nie zawsze stosują się do tego wyroku od razu. Oto co robić, jeśli spotkaliście się z zasadą proporcji:

1. Sprawdźcie status – czy jesteście konsumentem

Konsument to osoba fizyczna, która zawiera umowę niezwiązaną bezpośrednio z działalnością gospodarczą. Jeśli ubezpieczyliście prywatny dom/mieszkanie – jesteście konsumentem.

2. Odwołajcie się do wyroku SN

W odwołaniu od decyzji ubezpieczyciela powołajcie się na:

  • Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 16 października 2014 r., sygn. III CSK 302/13
  • Zasadę ekwiwalentności świadczeń (art. 805 KC)

3. Nie przyjmujcie zaniżonego odszkodowania

Jeśli ubezpieczyciel pomniejszył odszkodowanie z powodu niedoubezpieczenia, a Wasza szkoda mieściła się w sumie ubezpieczenia – macie prawo do pełnej kwoty.

4. Dokumentujcie wszystko

  • Decyzja ubezpieczyciela z uzasadnieniem
  • Polisa (suma ubezpieczenia)
  • Wycena szkody
  • Wycena wartości mienia (przed szkodą)

5. Nie bójcie się drogi sądowej

Po wyroku SN sprawa jest de facto przesądzona – sądy będą po Waszej stronie. Koszty procesu są minimalne, a szanse na sukces – bardzo wysokie.

Podsumowanie i refleksja

Zastanawia mnie, jak to możliwe, że przez lata ubezpieczyciele stosowali praktykę tak ewidentnie krzywdzącą konsumentów. Zasada proporcji to była czysta matematyczna manipulacja – płacisz za ochronę do X, ale w praktyce dostajesz tylko Y.

Z praktyki kancelarii wynika, że wielu konsumentów wciąż nie wie o tym wyroku. Ubezpieczyciele nie informują o nim z własnej inicjatywy (cóż za niespodzianka!), więc poszkodowani przyjmują zaniżone odszkodowania, nie wiedząc, że mają prawo do więcej.

To właśnie fascynujące w prawie odszkodowawczym – jeden wyrok może zmienić życie tysięcy ludzi. Jeden sędzia Sądu Najwyższego może powiedzieć „stop” praktyce, która kosztowała konsumentów miliony.

Podsumowując: ubezpieczyciel nie może zmniejszać świadczenia proporcjonalnie do niedoubezpieczenia, jeśli szkoda nie przekracza kwoty ubezpieczenia. Co jest dla każdego ubezpieczonego konsumenta bardzo dobrą wiadomością.

A jakie są Wasze doświadczenia z zasadą proporcji? Spotkaliście się z tym w praktyce? Udało się komuś wywalczyć dopłatę po tym wyroku? Podzielcie się w komentarzach!


Źródła:

  • Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 16 października 2014 r., sygn. III CSK 302/13
  • Kodeks cywilny, art. 805
  • Ogólne warunki ubezpieczenia mienia od ognia i innych żywiołów PZU SA (uchwała nr UZ/562/2008)

Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawospadkowepoznan.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl

Traumatyczna żałoba jako podstawa zadośćuczynienia – kiedy sąd uwzględni opinie biegłych?

Gdy ktoś bliski ginie w wypadku, rodzina mierzy się nie tylko z bólem i tęsknotą – ale często też z poważnymi zaburzeniami psychicznymi.

Depresja, lęki, bezsenność, myśli samobójcze. A czasem diagnoza brzmi jeszcze poważniej: zespół stresu pourazowego, traumatyczna żałoba, trwała zmiana osobowości.

Dziś pokażę Wam – na przykładzie prawdziwej sprawy – jak takie diagnozy wpływają na wysokość zadośćuczynienia i dlaczego opinie biegłych psychiatrów i psychologów są kluczowe.

Czym jest „traumatyczna żałoba”?

Zacznijmy od wyjaśnienia terminu, który pojawił się w wyroku.

Normalna żałoba vs traumatyczna żałoba

Normalna żałoba to naturalny proces przepracowywania straty. Trwa zazwyczaj kilka miesięcy do 1-2 lat. Z czasem ból słabnie, osoba powraca do normalnego funkcjonowania.

Traumatyczna (powikłana) żałoba to zaburzenie psychiczne, w którym:

  • Proces żałoby nie postępuje – osoba „zamarza” w bólu
  • Ból nie słabnie z upływem czasu – wręcz przeciwnie, może się nasilać
  • Osoba nie jest w stanie funkcjonować – nie wraca do pracy, izoluje się, ma myśli samobójcze
  • Pojawia się trwała zmiana osobowości – osoba staje się inna niż przed stratą

To choroba, która wymaga leczenia psychiatrycznego i psychologicznego.

Jak rozpoznać traumatyczną żałobę?

Według klasyfikacji psychiatrycznych (ICD-11) objawy to:

  • Intensywna tęsknota za zmarłym (po wielu miesiącach/latach)
  • Trudności w akceptacji śmierci – osoba nie potrafi pogodzić się ze stratą
  • Unikanie wspomnień o zmarłym lub – przeciwnie – obsesyjne skupienie na wspomnieniach
  • Poczucie winy związane ze śmiercią
  • Utrata sensu życia, radości, energii
  • Trudności w funkcjonowaniu społecznym – izolacja, rezygnacja z pracy
  • Objawy somatyczne – bezsenność, utrata apetytu, problemy zdrowotne

Kluczowe: Objawy trwają ponad 6-12 miesięcy i znacząco zaburzają funkcjonowanie.

Prawdziwa sprawa: matka z traumatyczną żałobą po śmierci syna

28 sierpnia 2020 roku w Pile doszło do tragicznego wypadku. Kierowca potrącił na przejściu dla pieszych 18-letniego chłopaka. Młody człowiek zginął na miejscu.

Jego matka popadła w głęboką depresję. Ale nie była to „zwykła” depresja – rozwinęła się u niej traumatyczna żałoba.

Jak wyglądała jej sytuacja psychiczna?

Sąd szczegółowo ustalił jej stan na podstawie opinii biegłych psychiatry i psychologa oraz dokumentacji medycznej.

Bezpośrednio po wypadku (sierpień-wrzesień 2020):

  • Szok, niedowierzanie – początkowo nie mogła uwierzyć w śmierć syna
  • Apatia, rozpacz
  • Bezsenność, brak apetytu
  • Ciągłe myśli o synu, częsty płacz
  • Niemożność skupienia się
  • Niemożność zajęcia się pogrzebem – musiała to zrobić babcia chłopaka

Pierwszy rok (wrzesień 2020 – sierpień 2021):

  • Rozpoczęła leczenie psychiatryczne we wrześniu 2020 (prywatna poradnia w Bydgoszczy)
  • Przyjmowała leki psychiatryczne
  • Kilka razy w tygodniu przesiadywała godzinami na cmentarzu
  • Nie mogła spać, nie miała apetytu
  • Ciągle myślała o synu, płakała
  • Była stale poddenerwowana, nie mogła się skupić
  • Szczególnie trudny był pierwszy rok – każde święto, każda uroczystość rodzinna po raz pierwszy bez syna

Po ponad roku (od końca 2021):

  • Pod koniec lata 2021 roku, w wyniku interwencji konkubenta, ograniczyła wizyty na cmentarzu do 2 razy w miesiącu (wcześniej kilka razy w tygodniu!)
  • W listopadzie 2021 roku zrezygnowała z leczenia psychiatrycznego – z powodu wysokich kosztów (200 zł za wizytę) i braku efektów
  • Do grudnia 2021 przyjmowała jeszcze leki (50 zł/miesiąc), potem przerwała

Stan w chwili procesu (prawie 4 lata po wypadku):

  • Nadal odczuwa głęboki ból psychiczny, żal, tęsknotę
  • Straciła radość życia, ma mniej energii
  • Lęka się o bezpieczeństwo rodziny
  • Często ma trudności ze snem
  • Zachowała pokój zmarłego syna w niezmienionym stanie
  • Nadal nosi żałobę po nim
  • Nie pracuje – koncentruje się na pieczy nad córką i utrzymywaniu porządku w mieszkaniu


Co ustalili biegli psychiatra i psycholog?

Sąd zlecił opinię biegłym psychiatrze i psychologowi. To był kluczowy dowód w sprawie.

Diagnoza:

„Na skutek śmierci syna u powódki wystąpiła ostra reakcja stresowa, która rozwinęła się w stan zespołu stresu pourazowego i obecnie przybrała postać trwałej zmiany osobowości w postaci traumatycznej (powikłanej) żałoby.”

Co to oznacza?

Ostra reakcja stresowaZespół stresu pourazowego (PTSD)Trwała zmiana osobowości (traumatyczna żałoba)

To progresja choroby. Matka nie „przeżyła żałoby” – przeciwnie, jej stan się pogorszył.

Rokowania:

„Potrzebuje leczenia psychiatrycznego i terapii psychologicznej. Jednak rokowania są niepewne z uwagi na dotychczasowe nieskuteczne leczenie.”

To oznacza, że:

  • Matka powinna kontynuować leczenie
  • Ale nie ma gwarancji, że to pomoże
  • Dotychczasowe leczenie nie przyniosło efektów
  • Możliwe, że konsekwencje będą trwałe

Jak ta opinia wpłynęła na wysokość zadośćuczynienia?

Sąd zasądził 150 000 zł zadośćuczynienia (przed uwzględnieniem przyczynienia).

W uzasadnieniu wprost odwołał się do opinii biegłych:

„Strata syna wywołała u powódki nie tylko zaburzenia somatyczne i cierpienia psychiczne, ale również zespół stresu pourazowego, który z czasem spowodował trwałą zmianę osobowości w postaci traumatycznej żałoby, która wymaga leczenia psychiatrycznego. Zakłóca ona społeczne funkcjonowanie powódki. Rokowania pełnego jej powrotu do zdrowia psychicznego są niepewne i oddalone w czasie.”

Gdyby nie było opinii biegłych – sąd prawdopodobnie zasądziłby znacznie niższe zadośćuczynienie.

Dlaczego opinia biegłych jest tak ważna?

1. Potwierdza istnienie zaburzeń psychicznych

Bez opinii biegłych Twoje słowa to tylko Twoje słowa. Możesz mówić, że cierpisz na depresję, że nie śpisz, że masz myśli samobójcze – ale sąd nie musi Ci uwierzyć.

Opinia biegłych to obiektywne potwierdzenie, że:

  • Zaburzenia rzeczywiście istnieją
  • skutkiem śmierci bliskiej osoby
  • Mają określony charakter i nasilenie

2. Określa stopień nasilenia zaburzeń

Różnica między:

  • „Ma objawy depresyjne, które ustąpią z czasem”
  • „Ma trwałą zmianę osobowości w postaci traumatycznej żałoby, rokowania niepewne”

To ogromna różnica dla wysokości zadośćuczynienia.

3. Pozwala przewidzieć przyszłość

Opinia biegłych prognozuje, jak długo potrwają konsekwencje:

  • Czy zaburzenia ustąpią w ciągu roku?
  • Czy będą trwać przez wiele lat?
  • Czy są trwałe i nieodwracalne?

Im gorsze rokowania – tym wyższe zadośćuczynienie.

4. Ma dużą moc dowodową

Sąd rzadko kwestionuje opinie biegłych. Dlaczego?

Bo biegli to:

  • Specjaliści z wieloletnim doświadczeniem
  • Osoby bezstronne (nie mają interesu w wyniku sprawy)
  • Osoby powołane przez sąd (nie są Twoimi prywatnymi lekarzami)

Jeśli biegły stwierdza, że masz traumatyczną żałobę – sąd to przyjmie jako fakt.

Jak wygląda proces opiniowania przez biegłych?

Krok 1: Sąd wydaje postanowienie o dopuszczeniu dowodu z opinii biegłych

To dzieje się na wniosek strony (Twój lub ubezpieczyciela) lub z urzędu.

Wniosek o opinię biegłych powinien zawierać:

  • Kim jest osoba do zbadania
  • Co się wydarzyło (śmierć bliskiej osoby, wypadek)
  • Jakie objawy występują
  • Tezę dowodową – co biegły ma ustalić

Przykład tezy:

„Czy u powódki występują zaburzenia psychiczne? Jeśli tak, to jakiego rodzaju, jakiego stopnia nasilenia i jaki jest ich związek ze śmiercią syna? Jakie są rokowania?”

Krok 2: Badanie przez biegłych

Biegli zapraszają Cię na badanie – zazwyczaj w szpitalu psychiatrycznym lub poradni.

Badanie polega na:

  • Wywiad psychiatryczny/psychologiczny – pytania o objawy, ich nasilenie, czas trwania
  • Testy psychologiczne – jeśli psycholog jest współbiegłym
  • Analiza dokumentacji medycznej – wypisy ze szpitala, karty leczenia, recepty

Jak długo trwa? Zazwyczaj 1-2 godziny.

Krok 3: Biegli sporządzają opinię

Opinia to szczegółowy dokument (zazwyczaj 10-20 stron), który zawiera:

  • Wywiad – co biegłym opowiedziałeś
  • Badanie psychiatryczne/psychologiczne – wyniki testów, obserwacje
  • Analiza dokumentacji medycznej
  • Rozpoznanie – jaka diagnoza
  • Odpowiedź na pytania sądu

Ile to trwa? Zazwyczaj 1-3 miesiące od badania.

Krok 4: Opinia trafia do akt sprawy

Sąd doręcza opinię stronom. Możesz zgłosić zastrzeżenia – jeśli uważasz, że opinia jest nieprawidłowa.

Jeśli zgłosisz zastrzeżenia – sąd może zlecić opinię uzupełniającą lub opinię innych biegłych.

Co może zwiększyć wysokość zadośćuczynienia? Kluczowe czynniki

Na podstawie omawianej sprawy można wyróżnić elementy, które zwiększają wysokość zadośćuczynienia:

1. Poważna diagnoza psychiatryczna

„Ma objawy depresyjne” → zadośćuczynienie niższe

„Ma zespół stresu pourazowego i trwałą zmianę osobowości w postaci traumatycznej żałoby” → zadośćuczynienie wyższe

Im poważniejsza diagnoza – tym wyższe świadczenie.

2. Długotrwałość objawów

„Objawy ustąpiły po roku” → zadośćuczynienie niższe

„Po prawie 4 latach objawy nadal się utrzymują, rokowania niepewne” → zadośćuczynienie wyższe

Im dłużej trwają konsekwencje – tym wyższe świadczenie.

3. Intensywność cierpienia

„Ma obniżony nastrój, czasem płacze” → zadośćuczynienie niższe

„Przesiadywała godzinami na cmentarzu kilka razy w tygodniu przez ponad rok, miała myśli samobójcze, nie mogła spać ani jeść” → zadośćuczynienie wyższe

Im intensywniejsze cierpienie – tym wyższe świadczenie.

4. Zakłócenie funkcjonowania społecznego

„Wrócił do pracy po kilku miesiącach, funkcjonuje normalnie” → zadośćuczynienie niższe

„Nie podjęła pracy, zachowała pokój syna w niezmienionym stanie, nadal nosi żałobę po 4 latach” → zadośćuczynienie wyższe

Im większe zakłócenie funkcjonowania – tym wyższe świadczenie.

5. Nieskuteczność leczenia

„Leczenie pomogło, objawy ustąpiły” → zadośćuczynienie niższe

„Leczyła się przez ponad rok, leczenie nie przyniosło efektów, rokowania niepewne” → zadośćuczynienie wyższe

Jeśli leczenie nie pomaga – to oznacza, że konsekwencje mogą być trwałe. A to zwiększa krzywdę.

Jak przygotować się do badania przez biegłych?

1. Zbierz dokumentację medyczną

Przed badaniem dostarcz biegłym:

  • Wypisy ze szpitala (jeśli byłeś hospitalizowany psychiatrycznie)
  • Karty leczenia ambulatoryjnego (z poradni psychiatrycznej/psychologicznej)
  • Recepty na leki psychiatryczne
  • Zaświadczenia od lekarzy

Im więcej dokumentacji – tym lepsza opinia.

2. Bądź szczery

Nie przesadzaj – ale też nie bagatelizuj swoich objawów.

Źle: „Mam tak ciężką depresję, że nie mogę wstać z łóżka” (a dokumentacja pokazuje, że funkcjonujesz)

Dobrze: „Mam obniżony nastrój, trudności ze snem, często płaczę, straciłam radość życia, ale staram się funkcjonować ze względu na córkę”

3. Opisuj konkretne objawy

Źle: „Czuję się źle”

Dobrze: „Nie mogę spać – budzę się o 3 w nocy i myślę o synu. Straciłam apetyt – schudłam 10 kg. Często płaczę bez powodu. Unikam kontaktów towarzyskich.”

4. Opisuj, jak objawy wpływają na Twoje życie

Źle: „Mam depresję”

Dobrze: „Zrezygnowałam z pracy, bo nie byłam w stanie się skupić. Nie biorę udziału w spotkaniach rodzinnych. Zachowałam pokój syna w niezmienionym stanie – nie potrafię się rozstać z jego rzeczami.”

5. Nie ukrywaj, jeśli leczenie nie pomaga

To zwiększa wysokość zadośćuczynienia – bo oznacza, że rokowania są gorsze.

„Leczyłam się przez rok, ale nie odczuwałam poprawy. Leki nie pomagały. Zrezygnowałam z leczenia.”

Typowe błędy przy opiniowaniu

Błąd 1: Brak dokumentacji medycznej

Problem: „Leczę się u psychiatry od 2 lat” – ale nie masz żadnej dokumentacji.

Biegły nie ma czego analizować. Opinia będzie powierzchowna.

Rozwiązanie: Zawsze zbieraj dokumentację. Proś lekarzy o zaświadczenia, zachowuj recepty.

Błąd 2: Przesada w opisie objawów

Problem: Opisujesz objawy, które nie pasują do Twojego zachowania lub dokumentacji.

Biegły to zauważy. Opinia będzie niekorzystna.

Przykład: Mówisz, że masz tak ciężką depresję, że „nie możesz wstać z łóżka” – ale dokumentacja pokazuje, że normalnie funkcjonujesz w domu, opiekujesz się dzieckiem.

Rozwiązanie: Bądź realistyczny. Opisuj objawy tak, jak są.

Błąd 3: Bagatelizowanie objawów

Problem: Z „dumy” lub „wstydu” bagatelizujesz swoje problemy psychiczne.

Biegły uzna, że stan jest lekki. Opinia będzie niekorzystna.

Rozwiązanie: Nie wstydź się. To nie Twoja wina, że masz zaburzenia psychiczne. Opisz je szczerze.

Błąd 4: Niekonsekwencja w zeznaniach

Problem: Raz mówisz, że „nie śpisz w ogóle”, innym razem „śpisz 5 godzin dziennie”.

Biegły zauważy niespójność. Opinia będzie ostrożna.

Rozwiązanie: Mów konsekwentnie. Jeśli nie pamiętasz szczegółów – powiedz to wprost.

Moje refleksje

Przez lata praktyki widziałem dziesiątki opinii biegłych psychiatrów i psychologów. Kilka obserwacji:

1. Opinia biegłych to najważniejszy dowód w sprawach o zadośćuczynienie

Bez opinii sąd opiera się na Twoich zeznaniach i zeznaniach świadków. To niepewne źródło.

Z opinią biegłych masz obiektywne potwierdzenie swojego stanu. To zmienia wszystko.

2. Nie bój się badania przez biegłych

Wielu poszkodowanych boi się, że biegły „znajdzie, że nie mają depresji” i „stracą sprawę”.

To nieprawda. Jeśli rzeczywiście cierpisz – biegły to stwierdzi.

3. Dokumentacja medyczna to podstawa

Im więcej dokumentacji – tym lepsza opinia.

Leczyłeś się tylko u prywatnego psychiatry? Proś o dokumentację (kartę leczenia).

Brałeś leki? Zachowuj recepty i paragony.

4. Opinia biegłych znacznie zwiększa wysokość zadośćuczynienia

W omawianej sprawie:

  • PZU oferował 30 000 zł (ostatecznie wypłacił 21 000 zł)
  • Sąd zasądził 150 000 zł (ostatecznie 89 000 zł po przyczynieniu i nawiązce)

Dlaczego taka różnica? Bo opinia biegłych potwierdziła poważne zaburzenia psychiczne.

Bez tej opinii – sąd prawdopodobnie zasądziłby znacznie mniej.

Podsumowanie: kiedy sąd uwzględni opinie biegłych?

Sąd uwzględni opinię biegłych, jeśli:

  1. Opinia jest rzetelna – biegli przebadali Cię, przeanalizowali dokumentację, uzasadnili swoje wnioski
  2. Opinia odpowiada na pytania sądu – zawiera wszystkie elementy, o które pytał sąd
  3. Opinia jest spójna – wnioski nie są sprzeczne z dokumentacją ani zeznaniami
  4. Strony nie zgłosiły uzasadnionych zastrzeżeń – lub biegli przekonująco na nie odpowiedzieli

W omawianej sprawie wszystkie te warunki zostały spełnione.

Kluczowe elementy opinii, które zwiększyły zadośćuczynienie:

  • Poważna diagnoza: zespół stresu pourazowegotrwała zmiana osobowości (traumatyczna żałoba)
  • Długotrwałość: objawy trwają prawie 4 lata, nie słabną
  • Intensywność: kilka razy w tygodniu na cmentarzu przez rok, zachowała pokój syna, nie pracuje
  • Nieskuteczność leczenia: leczyła się przez ponad rok bez efektów
  • Niepewne rokowania: brak gwarancji poprawy

Rezultat: 150 000 zł zadośćuczynienia (przed przyczynieniem)


A Wasze doświadczenia? Mieliście badanie przez biegłych psychiatrów/psychologów? Jak wyglądało? Czy opinia wpłynęła na wysokość zadośćuczynienia? Podzielcie się w komentarzach!


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.blogoodszkodowaniach.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl


Disclaimer: Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Każda sprawa odszkodowawcza jest indywidualna i wymaga analizy konkretnych okoliczności.

Kto odpowiada za wypadek na oblodzonym chodniku – spółdzielnia czy firma sprzątająca?

Zima w pełni, chodniki pokryte lodem, a co za tym idzie – setki wypadków dziennie. Złamane ręce, nogi, skręcone stawy kolanowe – w sezonie zimowym wypadki na oblodzonych chodnikach są niemal tak częste na sądowych wokandach jak sprawy komunikacyjne. W skali kraju liczba osób, które na śliskim chodniku łamią kości, idzie w tysiące.

Z praktyki kancelarii wiem, że chcąc dochodzić odszkodowania za koszty leczenia i zadośćuczynienia za ból związany z urazem, trzeba najpierw ustalić kto ponosi odpowiedzialność – czy spółdzielnia mieszkaniowa, czy firma sprzątająca, którą spółdzielnia zatrudniła? To nie jest taka oczywista sprawa, jak mogłoby się wydawać. Co ciekawe, czasem ustalenie podmiotu odpowiedzialnego jest trudniejsze niż samo dochodzenie odszkodowania.

W tym artykule opowiem o sprawie, którą konsultowałem z Czytelnikiem bloga – klasycznym przypadku wypadku na oblodzonym chodniku spółdzielni. Pokażę, jak rozszyfrować odpowiedzialność i kogo pozwać, gdy zarówno spółdzielnia, jak i firma sprzątająca zrzucają winę na siebie nawzajem.

Spis treści

  1. Sprawa z praktyki – wypadek na oblodzonym chodniku spółdzielni
  2. Kto odpowiada – spółdzielnia czy firma sprzątająca?
  3. Dlaczego ustalenie odpowiedzialności jest trudne?
  4. Co zrobić, gdy nie wiesz, kogo pozwać?
  5. Jak dotrzeć do umowy między spółdzielnią a firmą?
  6. FAQ – najczęstsze pytania

Sprawa z praktyki – wypadek na oblodzowym chodniku spółdzielni

Dostałem jakiś czas temu zapytanie od Czytelnika, który złamał rękę na pokrytym lodem chodniku na terenie administrowanym przez spółdzielnię mieszkaniową. Sprawa wydawała się prosta – chodnik należy do spółdzielni, lód nie został usunięty, doszło do wypadku. Ale okazało się, że w praktyce ustalenie podmiotu odpowiedzialnego wcale nie jest takie oczywiste.

Przebieg zdarzenia

  • Kiedy: początek grudnia, godziny poranne (ok. 7:00).
  • Gdzie: chodnik na terenie spółdzielni mieszkaniowej.
  • Co się stało: Poszkodowany wychodził do pracy, musiał przejść chodnikiem pokrytym lodem, który nie był posypany piaskiem ani solą. Doszło do poślizgnięcia i upadku.
  • Skutek: złamanie nasady dalszej kości promieniowej (potwierdzone badaniami).

Co zrobiła spółdzielnia?

Poszkodowany ustalił, że chodnik należy do spółdzielni mieszkaniowej. Spółdzielnia nie zaprzeczała i wskazała numer polisy OC.

Co zrobił ubezpieczyciel spółdzielni?

Po konsultacji ze spółdzielnią wydał decyzję odmowną, wskazując, że:

  • Spółdzielnia zawarła umowę z firmą sprzątającą w zakresie zimowego utrzymania nieruchomości.
  • To na firmie spoczywa odpowiedzialność za wypadek.

Co zrobiła firma sprzątająca?

Poszkodowany zgłosił sprawę do firmy sprzątającej (zgodnie ze wskazaniem spółdzielni). Firma przekazała sprawę do swojego ubezpieczyciela, który oświadczył, że brak jest podstaw prawnych do obciążenia firmy odpowiedzialnością, ponieważ:

  • W dniu wypadku zgłoszenie o konieczności posypania wpłynęło po wypadku.
  • Firma wykonała wszystkie czynności wynikające z umowy zgodnie z jej treścią.

Pytanie klienta

Czytelnik był zagubiony. Ewidentnie ktoś popełnił błąd, ale kto? Czy pozwać spółdzielnię, firmę sprzątającą, czy obu?


Kto odpowiada – spółdzielnia czy firma sprzątająca?

Odpowiedź na to pytanie zależy od treści umowy zawartej między spółdzielnią a firmą sprzątającą oraz od tego, jak umowa reguluje obowiązki firmy w zakresie zimowego utrzymania.

Wariant 1: Firma reaguje tylko na zgłoszenia

Jeśli umowa stanowi, że firma ma obowiązek reagować jedynie na zgłoszenie ze strony spółdzielni, a takiego zgłoszenia:

  • Nie było wcale, lub
  • Było, ale po wypadku,

to trudno firmie zarzucić winę. W takim przypadku odpowiedzialność ponosi spółdzielnia, która nie dopilnowała zgłoszenia na czas.

Wariant 2: Firma ma obowiązek samodzielnej reakcji

Jeśli umowa stanowi, że firma ma obowiązek samodzielnej reakcji w określonych warunkach pogodowych (np. automatyczne posypywanie po opadach śniegu, oblodzeniu), a warunki te zaszły, to odpowiedzialność może ponosić firma – niezależnie od tego, czy było zgłoszenie od spółdzielni.

Kluczowy przepis: art. 415 KC

Zgodnie z art. 415 Kodeksu cywilnego:

„Kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia.”

W praktyce oznacza to, że odpowiedzialność ponosi podmiot, który:

  • Miał obowiązek zadbać o stan chodnika (odśnieżenie, posypanie),
  • Nie wykonał tego obowiązku (zaniechanie),
  • Przez co doszło do wypadku.

Pytanie brzmi: kto miał ten obowiązek – spółdzielnia czy firma?


Dlaczego ustalenie odpowiedzialności jest trudne?

W opisanej sprawie oba podmioty zrzucają odpowiedzialność na siebie nawzględnie:

  • Spółdzielnia twierdzi, że zawarła umowę z firmą i to ona odpowiada za zimowe utrzymanie.
  • Firma twierdzi, że wykonała wszystko zgodnie z umową, a zgłoszenie przyszło za późno.

Problem 1: Dostęp do umowy

Poszkodowany nie ma dostępu do umowy między spółdzielnią a firmą. Bez jej analizy trudno ustalić, kto faktycznie powinien odpowiadać.

Problem 2: Ryzyko pozwania obu podmiotów

Pozwanie obu podmiotów wiąże się z ryzykiem kosztów:

  • Jeśli sąd ustali, że winna jest tylko spółdzielnia, to oddali pozew względem firmy i obciąży powoda kosztami zastępstwa procesowego (honorarium adwokata/radcy prawnego firmy).
  • Odwrotnie – jeśli winna jest tylko firma, powód zapłaci koszty spółdzielni.

Z mojego doświadczenia wiem, że w pewnych sytuacjach nie ma innego wyjścia jak pozwać oba podmioty, pozostawiając rozstrzygnięcie sądowi. Ale warto to robić świadomie, po analizie dostępnych dokumentów.


Co zrobić, gdy nie wiesz, kogo pozwać?

Krok 1: Dotrzeć do treści umowy

Pierwszym krokiem jest próba dotarcia do umowy między spółdzielnią a firmą sprzątającą oraz ewentualnych protokołów potwierdzających wykonanie czynności.

Jak to zrobić?

  1. Poproś spółdzielnię o udostępnienie umowy – możesz powołać się na art. 8 ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych, który daje członkom prawo do informacji o działalności spółdzielni.
  2. Poproś firmę o udostępnienie umowy – można spróbować w dobrej wierze, choć firma nie ma obowiązku udostępnienia umowy osobie trzeciej.
  3. Złóż wniosek o udostępnienie dokumentów w sądzie – jeśli strony odmówią, dokumenty mogą zostać ujawnione w toku postępowania sądowego (art. 248 KPC – wniosek o zobowiązanie do przedłożenia dokumentu).

Krok 2: Przeanalizować umowę

Po uzyskaniu umowy sprawdź:

  • Czy firma ma obowiązek reagować tylko na zgłoszenie, czy automatycznie w określonych warunkach?
  • Jakie były warunki pogodowe w dniu wypadku? (sprawdź prognozy, archiwalne dane pogodowe).
  • Czy firma wykonała czynności zgodnie z umową? (protokoły, raporty).

Krok 3: Zadecydować, kogo pozwać

Jeśli analiza wskazuje, że winna jest spółdzielnia:

Pozwij spółdzielnię (lub jej ubezpieczyciela OC).

Jeśli analiza wskazuje, że winna jest firma:

Pozwij firmę (lub jej ubezpieczyciela OC).

Jeśli analiza nie daje jednoznacznej odpowiedzi:

Pozwij obu – to bezpieczniejsze rozwiązanie, choć wiąże się z ryzykiem kosztów. Sąd rozstrzygnie, kto ponosi odpowiedzialność.



Jak dotrzeć do umowy między spółdzielnią a firmą?

Opcja 1: Zwróć się do spółdzielni

Jeśli jesteś członkiem spółdzielni, masz prawo do informacji o jej działalności (art. 8 ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych). Napisz pismo z żądaniem udostępnienia:

  • Umowy ze spółką sprzątającą,
  • Protokołów z wykonania usług w dniu wypadku,
  • Zgłoszeń do firmy (jeśli były).

Opcja 2: Wniosek w sądzie

Jeśli spółdzielnia odmówi, możesz złożyć wniosek o zobowiązanie do przedłożenia dokumentu (art. 248 KPC) w toku postępowania sądowego. Sąd może zobowiązać spółdzielnię lub firmę do przedłożenia umowy.

Opcja 3: Pełnomocnik może wystąpić o informacje

Prawnik może wystąpić w Twoim imieniu o udostępnienie dokumentów, powołując się na prowadzone postępowanie lub przygotowanie do sprawy.


FAQ – najczęstsze pytania

1. Czy mogę pozwać tylko ubezpieczyciela, bez spółdzielni/firmy?
Nie. W sprawie o odszkodowanie pozywasz sprawcę szkody (spółdzielnię lub firmę). Jeśli mają ubezpieczenie OC, ubezpieczyciel przejmuje odpowiedzialność, ale strona pozwana to sprawca, nie ubezpieczyciel.

2. Co się stanie, jeśli pozwę obu, a sąd uzna, że tylko jeden jest winny?
Sąd oddali pozew względem niewinnego podmiotu i obciąży Cię kosztami jego zastępstwa procesowego . Jednocześnie zasądzi odszkodowanie od winnego.

3. Czy warto pozwać obu, jeśli nie mam pewności?
Tak, jeśli nie możesz ustalić, kto jest winny, lepiej pozwać obu i pozwolić sądowi rozstrzygnąć. Ryzyko kosztów jest, ale alternatywą może być przegranie sprawy z powodu pozwania niewłaściwego podmiotu.

4. Czy spółdzielnia może całkowicie przerzucić odpowiedzialność na firmę?
Nie zawsze. Nawet jeśli spółdzielnia zawarła umowę z firmą, może ponosić odpowiedzialność za nienależyty nadzór nad wykonaniem umowy (np. brak zgłoszenia o konieczności posypania).

5. Jak długo mam czas na zgłoszenie roszczenia?
3 lata od dnia wypadku (art. 442¹ KC). Po tym czasie roszczenie się przedawnia.

6. Czy potrzebuję prawnika w takiej sprawie?
Zdecydowanie tak. Ustalenie odpowiedzialności wymaga analizy umowy, przepisów i orzecznictwa. Doświadczony prawnik zwiększy Twoje szanse na sukces.


Podsumowanie

Ustalenie, kto odpowiada za wypadek na oblodzonym chodniku – spółdzielnia czy firma sprzątająca – nie jest proste. Wszystko zależy od treści umowy między nimi. Jeśli firma miała obowiązek reagować tylko na zgłoszenia, a zgłoszenia nie było (lub było za późno), odpowiada spółdzielnia. Jeśli firma miała obowiązek samodzielnej reakcji w określonych warunkach i ich nie spełniła, odpowiada firma.

Z praktyki wiem, że bez analizy umowy nie sposób ustalić, który podmiot pozwać. A gdy nie wiesz na pewno – warto pozwać obu, pozostawiając rozstrzygnięcie sądowi. To bezpieczniejsze niż ryzykowanie przegraną z powodu pozwania niewłaściwego podmiotu.

Jaki z tego wniosek? Zanim skierujesz sprawę do sądu, zrób wszystko, by dotrzeć do umowy między spółdzielnią a firmą. A jeśli to niemożliwe – skonsultuj się z prawnikiem, który pomoże Ci podjąć najlepszą decyzję.


Disclaimer: Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Każda sprawa wymaga indywidualnej analizy, dlatego zapraszam do kontaktu z naszą kancelarią.

Zapraszam do Kancelarii Prawnej Kowalak Jędrzejewska i Partnerzy:
Radca Prawny Bartosz Kowalak
ul. Mickiewicza 18a/3, 60-834 Poznań
Tel.: +48 61 2224963
E-mail: kancelaria@prawnikpoznanski.pl
www: https://prawnikododszkodowan.pl/


Źródła:
Kodeks cywilny, art. 415, 442¹;

Wypadek samochodowy i 100% trwały uszczerbek – ile wynosi zadośćuczynienie?

Wypadek komunikacyjny może w ułamku sekundy odmienić życie człowieka. Szczególnie dramatyczne są przypadki, gdy poszkodowany doznaje mnóstwa złamań jednocześnie – kości udowych, kręgosłupa, żeber, mostka, łopatki. Wtedy lekarze mówią o urazie wielomiejscowym i wielonarządowym, a biegli ortopedzi orzekają 100% trwały uszczerbek na zdrowiu.

Brzmi przerażająco? Tak, to właśnie taka sytuacja. I niestety – wcale nie jest rzadka.

Z praktyki naszej Kancelarii wiemy, że osoby, które przeszły tego typu dramat, często nie mają świadomości, na jaką wysokość zadośćuczynienia mogą realnie liczyć. A ubezpieczyciele – jak zwykle – próbują zaniżać wypłaty, licząc na niewiedzę poszkodowanych.

Dziś opowiemy o sprawie, w której 23-letni mężczyzna w jednym wypadku złamał obie nogi, kręgosłup, mnóstwo żeber, mostek, łopatkę i ramię. I o tym, ile ostatecznie dostał zadośćuczynienia.

Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej.

Spis treści

  1. Historia prawdziwa: wypadek, który zmienił wszystko
  2. Co to znaczy „100% trwały uszczerbek na zdrowiu”?
  3. Od czego zależy wysokość zadośćuczynienia przy wielomiejscowych obrażeniach?
  4. Sprawa XIII C 757/15/4 – 120 000 zł za 100% uszczerbek
  5. Dlaczego sąd nie zasądził więcej?
  6. Praktyczne wskazówki dla poszkodowanych
  7. FAQ

Historia prawdziwa: wypadek, który zmienił wszystko

19 października 2008 r., trasa M. – D.

23-letni P.Z., pracownik budowlany, jedzie jako pasażer samochodem prowadzonym przez swoją żonę. W pewnym momencie kierująca traci panowanie nad pojazdem – auto zjeżdża na pobocze i uderza w drzewo.

Skutki? Katastrofalne.

Lista obrażeń brzmi jak scenariusz koszmaru:

  • Złamanie trzonu kości udowej prawej
  • Złamanie nadkłykciowe kości udowej lewej
  • Wieloodłamowe złamanie łopatki lewej
  • Złamanie w połowie trzonu kości ramiennej lewej
  • Złamanie trzonu kręgu Th-9 kręgosłupa piersiowego
  • Złamanie wyrostków poprzecznych kręgów Th-10 i L-2
  • Mnogie złamanie żeber po prawej stronie
  • Mnogie złamanie żeber po lewej stronie
  • Złamanie mostka
  • Stłuczenie płuc obustronnie i obustronną odmę opłucnową

Do tego: wstrząs pourazowy, wstrząs septyczny, zatorowość płucna.

Z doświadczenia naszej Kancelarii wiemy, że gdy lekarze wypisują taką listę obrażeń, rodzina poszkodowanego często zastanawia się, czy w ogóle przeżyje.

Co to znaczy „100% trwały uszczerbek na zdrowiu”?

To nie science fiction – to prawdziwe orzeczenie biegłego

Biegły ortopeda orzekł u P.Z. łącznie 100% trwały uszczerbek na zdrowiu. Jak to możliwe? Przecież maksymalnie można mieć 100%?

Wyjaśnienie: Procenty uszczerbku nie sumują się wprost, ale każde kolejne obrażenie zwiększa ogólny uszczerbek. W tym przypadku:

  • 15% za złamanie prawej kości udowej
  • 15% za złamanie lewej kości udowej
  • 10% za złamanie ramienia
  • 15% za złamanie kręgosłupa
  • 10% + 10% za mnogie złamania żeber (obie strony)
  • 10% za złamanie mostka
  • 10% za stłuczenie płuc i odmę opłucnową
  • 5% za złamanie łopatki

Dodatkowo: 15% uszczerbku neurologicznego z powodu złamań kręgosłupa i utrwalonego zespołu bólowego.

Łącznie: 115% uszczerbku, co w praktyce oznacza maksymalny możliwy – 100%.

Co to oznacza w praktyce?

P.Z. nigdy nie wróci do stanu sprzed wypadku. Punktujmy:

  • Dwa tygodnie w śpiączce farmakologicznej
  • Prawie pół roku w szpitalach (kilka pobytów)
  • Trzy operacje w znieczuleniu ogólnym
  • Dwa lata poruszania się o kulach
  • Dwa lata codziennej rehabilitacji (2 godziny dziennie)
  • Zakrzepica obu nóg (powikłanie wymagające długotrwałego leczenia)
  • Gorset ortopedyczny przez pół roku
  • Pół roku całkowitej zależności od innych osób (matka, żona, ojciec pomagali przy jedzeniu, myciu, toalecie)

Od czego zależy wysokość zadośćuczynienia przy wielomiejscowych obrażeniach?

1. Wiek poszkodowanego

P.Z. miał 23 lata w chwili wypadku. Całe życie przed nim – i teraz będzie je przeżywał z permanentnymi ograniczeniami.

To ma kluczowe znaczenie. Młoda osoba, która przez kolejne 50-60 lat będzie odczuwała skutki wypadku, otrzyma znacznie wyższe zadośćuczynienie niż osoba starsza z podobnymi obrażeniami.

2. Przebieg leczenia i powikłania

  • Czy były powikłania? (U P.Z.: zakrzepica, zatorowość płuc, wstrząs septyczny, zapalenie płuc)
  • Ile operacji przeszedł poszkodowany? (U P.Z.: trzy)
  • Jak długo był hospitalizowany? (U P.Z.: prawie pół roku łącznie)
  • Jak długa była rehabilitacja? (U P.Z.: dwa lata, codziennie 2 godziny)

3. Wpływ na życie zawodowe

Przed wypadkiem P.Z. pracował jako pracownik budowlany – praca fizyczna, wymagająca pełnej sprawności.

Po wypadku? Koniec z pracą fizyczną. Na zawsze.

Orzeczenie lekarskie jasno stwierdza: nie może wykonywać pracy wymagającej pozycji stojącej, obciążenia kręgosłupa, pochylania tułowia czy pozycji wymuszonej.

Zmiana zawodu była konieczna. P.Z. próbował pracować jako ochroniarz (12 godzin dziennie), obecnie pracuje jako pracownik porządkowy – ale jego sytuacja zawodowa nie jest stabilna (zatrudnienie terminowe).

4. Trwałe ograniczenia w życiu codziennym

  • Nie może biegać, pływać
  • Nie może chodzić dłużej niż 4 godziny (pojawia się ból nóg i kręgosłupa)
  • Może jeździć rowerem tylko krótko (potem ból)
  • Nie może wykonywać prac domowych wymagających wysiłku
  • Przy zmianach pogody odczuwa dolegliwości bólowe
  • Zażywa środki przeciwbólowe (K.) przy nasileniu dolegliwości

5. Konsekwencje psychiczne

Po wypadku P.Z. był rozdrażniony, szybko się denerwował, był niemiły dla najbliższych. Zmienił się z zdrowego, wysportowanego, wesołego 23-latka w osobę z poważnymi ograniczeniami fizycznymi i gorszą kondycją psychiczną.

6. Szpecące blizny

  • Blizna na lewej nodze – od kolana do połowy uda
  • Blizna na prawej nodze na kolanie – 10 cm
  • Blizna na całym biodrze
  • Ślady na barku i łokciu

To wszystko wpływa na poczucie własnej wartości i komfort psychiczny.

Sprawa XIII C 757/15/4 – 120 000 zł za 100% uszczerbek

Początek: ubezpieczyciel wypłaca 80 000 zł

Pozwany ubezpieczyciel (…) S.A. w toku postępowania likwidacyjnego dobrowolnie wypłacił P.Z. 80 000 zł tytułem zadośćuczynienia.

Poszkodowany uznał to za niewystarczające i wniósł do sądu o zasądzenie dodatkowych 40 000 zł (łącznie 120 000 zł).

Rozszerzenie powództwa

Po przeprowadzeniu dowodu z opinii biegłych P.Z. zdecydował się rozszerzyć powództwo do 170 000 zł (co dałoby łącznie 250 000 zł z wcześniejszą wypłatą).

Rozstrzygnięcie sądu

Sąd Okręgowy w Poznaniu (Ośrodek Zamiejscowy w Lesznie) wyrokiem z 3 grudnia 2015 r. (sygn. akt XIII C 757/15/4) zasądził:

Łącznie 200 000 zł (120 000 zł dodatkowo + 80 000 zł już wypłacone)

Uzasadnienie sądu

Sąd uznał, że odpowiednią kwotą jest 200 000 zł, biorąc pod uwagę:

Bardzo młody wiek poszkodowanego (23 lata)
Znaczny rozmiar doznanych uszkodzeń ciała
Prawie półroczny pobyt w szpitalach
Trzy operacje w znieczuleniu ogólnym
Leczenie okazało się tylko częściowo skuteczne
Niemożliwy powrót do stanu sprzed wypadku
Znaczne ograniczenie możliwości zarobkowych (koniec z pracą budowlaną)
Niestabilna sytuacja zawodowa
Znaczne ograniczenia w życiu codziennym
Dwa lata rehabilitacji i poruszania się o kulach
100% uszczerbek ortopedyczny + 15% neurologiczny

Dlaczego sąd nie zasądził więcej?

P.Z. domagał się łącznie 250 000 zł, a otrzymał 200 000 zł. Dlaczego sąd oddalił część żądania?

Argumenty sądu

Sąd zwrócił uwagę na pozytywne aspekty sytuacji poszkodowanego:

Proces diagnostyczno-terapeutyczny przebiegał prawidłowo i korzystnie
Uzyskano stosunkowo dobry efekt leczniczy (jak na tego rodzaju obrażenia)
Powód może chodzić (nie jest na wózku inwalidzkim)
Posiada zdolność do pracy (choć ograniczoną)
Jest samodzielny – nie wymaga pomocy innych osób na co dzień
Zachował pełną sprawność intelektualną i pamięć
Jego nastrój jest obecnie wyrównany (nie ma trwałych zaburzeń psychicznych)

Kwota 250 000 zł byłaby nieadekwatna

Sąd stwierdził dosadnie, że przyznanie 250 000 złnie byłoby adekwatne do rozmiaru doznanej przez niego krzywdy„.

Pamiętajmy jednak: P.Z. i tak wygrał sprawę – sąd zasądził więcej, niż początkowo dochodził (40 000 zł vs 120 000 zł zasądzone dodatkowo).

Praktyczne wskazówki dla poszkodowanych

1. Nie akceptuj pierwszej propozycji „od ręki”

W tej sprawie ubezpieczyciel początkowo wypłacił 80 000 zł. Sąd uznał, że odpowiednią kwotą jest 200 000 zł2,5 raza więcej.

Lekcja: Jeśli dostałeś od ubezpieczyciela propozycję zadośćuczynienia i wydaje ci się zaniżona – skonsultuj się z prawnikiem.

2. Dokumentuj wszystko

  • Karty informacyjne ze szpitali (wszystkich pobytów)
  • Protokoły operacyjne
  • Wyniki badań (RTG, TK, rezonans)
  • Dokumentacja rehabilitacji
  • Zwolnienia lekarskie i zaświadczenia o niezdolności do pracy
  • Orzeczenia ZUS o niezdolności do pracy/rentę
  • Orzeczenia o niepełnosprawności

3. Zbieraj dowody na konsekwencje wypadku

  • Zeznania świadków (rodzina, przyjaciele) o tym, jak zmienił się twój sposób funkcjonowania
  • Dokumentacja z leczenia powikłań (np. zakrzepica u P.Z.)
  • Ograniczenia w pracy – dokumentuj próby znalezienia zatrudnienia, zwolnienia, zmiany zawodu
  • Koszty rehabilitacji prywatnej, leków, wizyt u specjalistów

4. Pamiętaj o ustaleniu odpowiedzialności na przyszłość

Sąd w sprawie P.Z. ustalił odpowiedzialność pozwanego za ewentualne dalsze skutki wypadku (art. 189 k.p.c.).

Dlaczego to ważne? Bo w przyszłości u P.Z. mogą szybciej wystąpić zmiany zwyrodnieniowe kręgosłupa. Jeśli będzie potrzebował leczenia – nie będzie musiał udowadniać od nowa, że to skutek wypadku z 2008 r.

5. Bądź realistą – ale nie rezygnuj

P.Z. domagał się 250 000 zł, a dostał 200 000 zł. Czy to porażka? Absolutnie nie.

Sąd zasądził mu dodatkowe 120 000 zł, podczas gdy początkowo dochodził tylko 40 000 zł. To trzykrotnie więcej, niż zakładał na początku.

Lekcja: Warto walczyć, ale z rozsądkiem. Nie każde żądanie zostanie w pełni uwzględnione, ale to nie znaczy, że nie warto próbować.

Najważniejsze zasady

100% trwały uszczerbek to konsekwencja mnóstwa ciężkich obrażeń jednocześnie
Wysokość zadośćuczynienia zależy od wieku, przebiegu leczenia i wpływu na życie zawodowe
Młode osoby z 100% uszczerbkiem mogą liczyć na zadośćuczynienia rzędu 150 000 – 250 000 zł
Sądy biorą pod uwagę nie tylko uszczerbek %, ale całokształt okoliczności
Nie akceptuj pierwszej propozycji ubezpieczyciela bez konsultacji z prawnikiem

FAQ

Ile wynosi zadośćuczynienie za 100% trwały uszczerbek na zdrowiu?

To bardzo indywidualna kwestia. W sprawie XIII C 757/15/4 sąd zasądził 200 000 zł dla 23-letniego mężczyzny z licznymi obrażeniami. W praktyce kwoty wahają się od 150 000 do ponad 300 000 zł, w zależności od wieku, charakteru obrażeń i wpływu na życie poszkodowanego.

Czy 100% uszczerbek oznacza całkowitą niepełnosprawność?

Niekoniecznie. P.Z. miał 100% uszczerbek ortopedyczny, ale nie był całkowicie niezdolny do życia. Mógł chodzić (choć z ograniczeniami), pracować (w pracy lekkiej) i był samodzielny. 100% uszczerbek oznacza sumę wszystkich obrażeń, nie całkowitą niemoc.

Co zrobić, jeśli ubezpieczyciel zaproponował mi 50 000 zł za 100% uszczerbek?

Odrzuć propozycję i natychmiast skonsultuj się z prawnikiem. To klasyczny przykład rażąco zaniżonej oferty. W sprawie P.Z. sąd zasądził 200 000 zł – czterokrotnie więcej, niż taka hipotetyczna propozycja.

Czy mogę dostać więcej, jeśli po wypadku nie mogę wrócić do swojego zawodu?

Tak. Utrata możliwości wykonywania zawodu to istotna okoliczność zwiększająca wysokość zadośćuczynienia. P.Z. przed wypadkiem był pracownikiem budowlanym – po wypadku koniec z pracą fizyczną. Sąd to uwzględnił.

Ile trwa sprawa sądowa o zadośćuczynienie przy 100% uszczerbku?

Zazwyczaj 2-3 lata, w zależności od obciążenia sądu i liczby biegłych. Sprawa P.Z. toczyła się od 2012 do 2015 r. Pamiętaj, że odsetki naliczane są od dnia, w którym ubezpieczyciel powinien był wypłacić odszkodowanie (30 dni od zgłoszenia szkody).

Czy mogę dochodzić więcej, jeśli w przyszłości pojawią się nowe dolegliwości?

Tak, jeśli sąd ustali odpowiedzialność pozwanego na przyszłość (jak w sprawie P.Z.). Wtedy nie musisz udowadniać od nowa związku przyczynowego między wypadkiem a nowymi dolegliwościami – np. zmianami zwyrodnieniowymi kręgosłupa.


Disclaimer: Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Każda sprawa odszkodowawcza jest indywidualna, dlatego zapraszamy do kontaktu z naszą kancelarią.

Zapraszam do Kancelarii Prawnik od Odszkodowań:
Radca prawny Bartosz Paweł Kowalak, adwokat Michalina Koligot
ul. Mickiewicza 18a/3, 60-834 Poznań
tel. +48 61 2224963
e-mail: kancelaria@prawnikododszkodowan.pl
www: https://prawnikododszkodowan.pl/


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.blogoodszkodowaniach.pl.

Dlaczego PZU AC uznaje szkodę za całkowitą, choć naprawa wydaje się tańsza?

Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej.

W naszej kancelarii często spotykamy się z klientami zaskoczonymi decyzją ubezpieczyciela. Dostają najpierw kosztorys naprawy na kilka tysięcy złotych, a moment później – informację o szkodzie całkowitej i kwotę odszkodowania pomniejszoną o wartość wraku. Co się dzieje? Czy klient jest „robiony w jajo”?

Spis treści

  1. Jak PZU klasyfikuje szkodę jako całkowitą
  2. Dwie kalkulacje – dwa różne cele
  3. Dlaczego różnica może być tak duża
  4. Co to oznacza dla poszkodowanego
  5. Czy można to zakwestionować

Jak PZU klasyfikuje szkodę jako całkowitą

Szkoda całkowita w ubezpieczeniu AC to nie oznacza, że auto nadaje się tylko na złom. To kategoria prawna, którą ubezpieczyciel stosuje, gdy koszt naprawy przekracza 70% wartości pojazdu. I tu zaczyna się cała zawiłość – bo PZU liczy te koszty według specjalnych zasad.

Zgodnie z OWU PZU Auto (§18), żeby sprawdzić, czy mamy do czynienia ze szkodą całkowitą, ubezpieczyciel sporządza kalkulację kosztów naprawy z zastosowaniem:

  • norm czasowych producenta pojazdu
  • stawek za roboczogodzinę z autoryzowanych stacji obsługi (ASO) dla wariantu serwisowego
  • cen części oryginalnych serwisowych
  • cen materiałów lakierniczych z systemów Audatex, Eurotax lub DAT

Krytyczny punkt: ta kalkulacja nie służy do ustalenia wysokości odszkodowania. Służy tylko do odpowiedzi na pytanie: czy szkoda jest całkowita, czy częściowa?

Dwie kalkulacje – dwa różne cele

Z mojego doświadczenia wynika, że klienci najczęściej mylą dwa rodzaje kalkulacji:

Kalkulacja dla szkody częściowej (§17 OWU) – ta, którą klient dostaje najpierw, jeśli PZU zakłada możliwość naprawy. Tutaj ubezpieczyciel stosuje:

  • w wariancie optymalnym: ceny części alternatywnych lub części oryginalnych pomniejszone o 30-60% (w zależności od wieku auta)
  • średnie stawki za roboczogodzinę z warsztatów niezależnych

Kalkulacja dla szkody całkowitej (§18 OWU) – ta decydująca, czy szkoda przekracza próg 70%. Tutaj PZU stosuje:

  • ceny części oryginalnych (bez pomniejszeń!)
  • stawki ASO (znacznie wyższe niż w zwykłych warsztatach)

Wyobraźmy sobie kierowcę z Poznania, który uderzył w sarnę na trasie Poznań-Jarocin. Pierwsza kalkulacja (wariant optymalny) pokazuje 8000 zł. Wartość auta: 15 000 zł. Wszystko wskazuje na szkodę częściową.

Ale PZU wykonuje drugą kalkulację (wariant „kontrolny” z częściami oryginalnymi i stawkami ASO) – wychodzi 12 000 zł. To już 80% wartości auta. Szkoda całkowita.

Dlaczego różnica może być tak duża

Przepaść między tymi kalkulacjami może sięgać nawet 100-150%. Dlaczego?

Ceny części: Lampa przednia w wariancie alternatywnym to 400 zł. Ta sama część oryginalna w ASO? 1200 zł. Pomniejszenie o 45% (dla auta 3-5 lat)? Daje 660 zł vs 1200 zł – prawie dwukrotna różnica.

Stawki roboczogodziny: Niezależny warsztat w Wielkopolsce bierze 120-150 zł/godz. ASO? 250-350 zł/godz.

Materiały lakiernicze: Te akurat są podobne w obu wariantach, ale przy większych uszkodzeniach karoserii ich koszt też rośnie proporcjonalnie.

Często klienci pytają mnie: „Ale przecież mogę naprawić to taniej!” Oczywiście, że tak. Ale PZU ma prawo – a w zasadzie obowiązek wynikający z przepisów o działalności ubezpieczeniowej – sprawdzić, czy ekonomicznie opłaca się naprawa.

Co to oznacza dla poszkodowanego

Gdy PZU uznaje szkodę za całkowitą, odszkodowanie wynosi: wartość auta minus wartość wraku (§18 ust. 4 OWU).

W praktyce: Auto warte 15 000 zł. Wrak wyceniony na 3 000 zł. Odszkodowanie: 12 000 zł minus udział własny (jeśli jest).

Klient dostaje mniej niż wartość auta, ale może zatrzymać wrak i spróbować go naprawić taniej we własnym zakresie. Albo sprzedać jako uszkodzony. Tu zaczyna się dylemat: czy to się opłaca?

Z naszej kancelarii zawsze doradzamy: policz wszystko dokładnie. Naprawa taniej? Świetnie, ale pamiętaj o VAT-cie (jeśli jesteś firmą), o czasie bez auta, o ryzyku „ukrytych” uszkodzeń wykrytych dopiero w trakcie naprawy.

Czy można to zakwestionować

Tak, ale to nie jest proste. Musisz wykazać, że:

  1. Kalkulacja PZU jest zawyżona – np. zastosowano normy czasowe dla modelu sprzed face-liftingu, a Twoje auto jest nowsze i części są tańsze.
  2. Wartość auta jest zaniżona – jeśli PZU wyceniło auto za nisko, próg 70% jest łatwiejszy do przekroczenia.
  3. Wartość wraku jest zawyżona – co bezpośrednio zmniejsza Twoje odszkodowanie.

W takich przypadkach warto zlecić niezależną ekspertyzę rzeczoznawcy samochodowego. Koszt: 500-1500 zł, ale przy różnicy kilku tysięcy w odszkodowaniu może się zwrócić.

Pamiętaj: PZU nie działa tu arbitralnie. Stosuje zapisy OWU zaakceptowane przez organ nadzoru (Komisję Nadzoru Finansowego). Ale to nie znaczy, że nie popełnia błędów – warto sprawdzić szczegóły kalkulacji.

Najważniejsze wnioski

  • Szkoda całkowita to kategoria prawna: koszt naprawy > 70% wartości auta
  • PZU liczy koszty naprawy inaczej dla określenia typu szkody niż dla odszkodowania
  • Różnica między kalkulacjami może sięgać 100-150%
  • Masz prawo zakwestionować wyceny (auta, wraku, naprawy)
  • Czasem opłaca się naprawić auto we własnym zakresie, czasem nie

Niniejszy artykuł stanowi ogólną informację prawną i nie zastępuje indywidualnej porady prawnej w konkretnej sprawie. Każda sprawa odszkodowawcza jest inna i wymaga analizy szczegółów Twojej polisy oraz okoliczności szkody.

Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawospadkowepoznan.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl


FAQ

Czy mogę zmusić PZU do naprawy zamiast wypłaty za szkodę całkowitą?

Nie. Jeśli kalkulacja wykaże przekroczenie 70% wartości auta, PZU ma prawo wypłacić odszkodowanie pomniejszone o wartość wraku. Możesz zatrzymać wrak i naprawić go sam, ale ubezpieczyciel nie musi organizować naprawy.

Jak długo mam czas na zakwestionowanie wyceny?

Najlepiej działać od razu po otrzymaniu decyzji o szkodzie całkowitej. Formalnie – do przedawnienia roszczenia (3 lata od dnia, w którym dowiedziałeś się o szkodzie i osobie zobowiązanej do jej naprawienia). Ale w praktyce: im szybciej, tym lepiej.

Czy wartość wraku jest negocjowalna?

Tak. PZU wycenia wrak „indywidualnie, w zależności od rozmiaru uszkodzeń” (§18 ust. 4 OWU). Jeśli uważasz, że wycena jest zawyżona – możesz przedstawić oferty skupu wrakodawców z rynku. To może pomóc podwyższyć odszkodowanie.

Co z opcją „Auto Wartość 100%”?

Jeśli masz tę opcję w polisie, wartość auta do wyliczenia odszkodowania ustalana jest na dzień zawarcia umowy AC (nie na dzień szkody). To może znacząco zwiększyć odszkodowanie przy szkodzie całkowitej dla starszych aut. Sprawdź swoją polisę!

Czy warto odwoływać się od wyroku o zadośćuczynienie? Kiedy apelacja ma sens?

„Sąd zasądził tylko 75 tysięcy, a domagałem się 100 tysięcy. Czy mam szansę wygrać w apelacji?” – to pytanie słyszę w kancelarii po niemal każdym niekorzystnym wyroku w sprawie odszkodowawczej. Odpowiedź nie jest prosta, bo sprawy o zadośćuczynienie mają jedną istotną cechę: opierają się na tzw. uznaniu sędziowskim.

Disclaimer: Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej.

Spis treści

  1. Co to jest „uznanie sędziowskie”?
  2. Dlaczego w podobnych sprawach zapadają różne wyroki?
  3. Kiedy apelacja ma sens, a kiedy nie?
  4. Jak Sąd Najwyższy wyznacza granice uznania sędziowskiego?
  5. Przykłady ze sprawozdawczości sądowej
  6. FAQ – najczęściej zadawane pytania

Co to jest „uznanie sędziowskie”?

Termin „uznanie sędziowskie” oznacza, że nie ma ścisłych, matematycznych podstaw do wydania orzeczenia. Suma kwoty zasądzanej tytułem zadośćuczynienia – za rozstrój zdrowia, uszczerbek na zdrowiu czy śmierć osoby bliskiej – jest wynikiem procesu myślowego sędziego, który ocenia całokształt okoliczności sprawy.

W praktyce oznacza to, że sędzia ma znaczną swobodę w określeniu wysokości zadośćuczynienia. Nie istnieje „tabela” mówiąca wprost: „za złamanie obojczyka – 20 tysięcy złotych” czy „za śmierć męża – 150 tysięcy złotych”. Sąd kieruje się ogólnymi przesłankami: rozmiar krzywdy, intensywność cierpienia, wpływ na życie poszkodowanego, wiek, stan zdrowia, sytuacja rodzinna i majątkowa.

Dlaczego w podobnych sprawach zapadają różne wyroki?

Rezultatem uznania sędziowskiego są rozbieżności w orzecznictwie co do wysokości zasądzanych kwot, mimo porównywalnych stanów faktycznych.

Wyobraźmy sobie dwie niemal identyczne sprawy: w obu przypadkach żona straciła męża w wypadku komunikacyjnym, oboje małżonkowie mieli po 40 lat, związek był udany, pozostało dwoje małoletnich dzieci. W takiej sytuacji:

  • Sąd w Poznaniu może zasądzić 15 tysięcy złotych tytułem zadośćuczynienia
  • Sąd w Rzeszowie w analogicznej sprawie – 250 tysięcy złotych

Skąd tak ogromna różnica? Z różnej oceny „odpowiedniej sumy” przez poszczególnych sędziów i odmiennej praktyki orzeczniczej w różnych okręgach sądowych. Co ciekawe, obie kwoty mogą być uznane za prawidłowe w świetle prawa, o ile mieszczą się w granicach „rozsądku” i są należycie uzasadnione.

Kiedy apelacja ma sens, a kiedy nie?

Załóżmy, że pozwaliśmy ubezpieczyciela o 100 tysięcy złotych tytułem zadośćuczynienia. Sąd I instancji zasądza 75 tysięcy złotych. Poszkodowany jest niezadowolony i chciałby wnieść apelację. Ubezpieczyciel również nie jest zadowolony i także chce się odwołać.

Czy w takiej sytuacji wniesienie apelacji ma sens? Czy coś ogranicza możliwość wywiedzenia środka odwoławczego?

Odpowiedź jest twierdząca, ale z istotnymi zastrzeżeniami

W przypadku orzeczeń wydawanych w oparciu o uznanie sędziowskie Sąd II instancji może oddalić apelację, nawet zgadzając się, że suma zasądzona jest za duża lub za niska. Sąd odwoławczy może stwierdzić, że mimo rozbieżności w ocenie wysokości zadośćuczynienia, argumenty podniesione przeciwko wyrokowi pierwszej instancji nie dyskwalifikują swobodnej oceny sędziego.

Brzmi to paradoksalnie? W praktyce prawniczej to codzienność. Sąd II instancji szanuje autonomię sędziego pierwszej instancji w zakresie ustalania „odpowiedniej sumy” i ingeruje w jego rozstrzygnięcie tylko wtedy, gdy:

Wyrok musi być „rażąco” nietrafiony

Apelacja nie ma realnych szans, gdy:

  • Dochodziłeś 100 tysięcy zł, a sąd zasądził 90 tysięcy zł – różnica 10% nie jest rażąca
  • Dochodziłeś 50 tysięcy zł, a sąd zasądził 45 tysięcy zł – również nie jest to rażące odstępstwo
  • Zasądzona kwota mieści się w „rozsądnych granicach” dla danego rodzaju krzywdy

Apelacja ma szansę powodzenia, gdy:

  • Sąd zasądził kwotę znacznie odbiegającą od dochodzonej (np. zasądzono 30 tysięcy zamiast 100 tysięcy)
  • Zasądzona kwota wyraźnie odbiega od kwot zasądzanych w podobnych sprawach w praktyce sądów
  • Sąd pominął istotne okoliczności wpływające na rozmiar krzywdy
  • Uzasadnienie wyroku jest wewnętrznie sprzeczne lub pomija kluczowe dowody

Jak Sąd Najwyższy wyznacza granice uznania sędziowskiego?

Sąd Najwyższy wielokrotnie wypowiadał się w kwestii granic swobody sędziowskiej przy ustalaniu wysokości zadośćuczynienia. Warto poznać najważniejsze tezy z orzeczeń:

Wyrok SN z 3 czerwca 2011 r., sygn. III CSK 279/10

Sąd Najwyższy stwierdził, że trudno jest wycenić krzywdę. Każdy przypadek powinien być indywidualizowany z uwzględnieniem wszystkich okoliczności sprawy.

Wprowadzenie do przepisu klauzuli „odpowiedniej sumy” pozostawia sądowi orzekającemu margines uznaniowości co do wysokości zasądzanej kwoty. Jest on dodatkowo wzmocniony fakultatywnym („może”) charakterem tego przyznania, co wskazuje na konstrukcję należnego zadośćuczynienia dopiero po przekroczeniu pewnego poziomu krzywdy.

Swoboda ta, zwana prawem sędziowskim, nie oznacza dowolności. Przyznanie odpowiedniej sumy tytułem kompensacji krzywdy, jak i jej odmowa, muszą być osadzone w stanie faktycznym sprawy. Jeżeli sporządzane jest uzasadnienie, okoliczności te powinny znaleźć obiektywny wyraz w motywach wyroku.

Kluczowe przesłanki z orzecznictwa SN

Kompensacyjny charakter zadośćuczynienia
Skoro zadośćuczynienie ma charakter kompensacyjny, winno reprezentować ekonomicznie odczuwalną wartość. Nie może być symboliczne – musi realnie zrekompensować doznaną krzywdę.

Rozsądne granice
Z drugiej strony, odpowiednia suma pieniężna przyznana tytułem zadośćuczynienia powinna być utrzymana w rozsądnych granicach i dostosowana do aktualnych stosunków majątkowych w społeczeństwie.

Umiarkowana wysokość
Umiarkowana wysokość zadośćuczynienia oznacza, że nie może ono być ani rażąco wygórowane, ani rażąco niskie.

Zobiektywizowane kryteria
Pomimo niemożności ścisłego ustalenia wysokości uszczerbku należy opierać rozstrzygnięcie na kryteriach zobiektywizowanych, a nie kierować się wyłącznie subiektywnymi odczuciami poszkodowanego.

Przykłady ze sprawozdawczości sądowej

Sprawa I – Apelacja oddalona mimo zgody co do zaniżenia

Poszkodowany dochodzi 120 tysięcy zł zadośćuczynienia za trwały uszczerbek na zdrowiu w wysokości 15% (złamanie kręgosłupa, trwałe ograniczenie ruchomości). Sąd I instancji zasądza 80 tysięcy zł.

Poszkodowany wnosi apelację, argumentując, że kwota jest za niska. Sąd II instancji w uzasadnieniu przyznaje, że „suma 100 tysięcy złotych byłaby również uzasadniona”, ale mimo to oddala apelację, stwierdzając, że kwota 80 tysięcy mieści się w granicach rozsądku i nie stanowi rażącego zaniżenia.

Sprawa II – Apelacja uwzględniona – rażące zaniżenie

Żona traci męża w wypadku komunikacyjnym. Małżeństwo trwało 25 lat, było harmonijne, małżonkowie prowadzili wspólne gospodarstwo rolne. Pozostało troje pełnoletnich dzieci. Żona dochodzi 200 tysięcy zł zadośćuczynienia.

Sąd I instancji zasądza 30 tysięcy zł, argumentując, że dzieci były pełnoletnie, a żona „poradzi sobie ekonomicznie”.

Sąd II instancji zmienia wyrok i zasądza 150 tysięcy zł, wskazując, że:

  • Sąd I instancji pominął 25-letnią więź emocjonalną małżonków
  • Fakt pełnoletności dzieci nie wpływa na rozmiar krzywdy żony
  • Kwota 30 tysięcy jest rażąco niska w porównaniu do orzecznictwa w podobnych sprawach
  • Sąd zbagatelizował dramatyczne przeżycia żony świadka wypadku

Sprawa III – Apelacja ubezpieczyciela oddalona

Poszkodowany po ciężkim wypadku (amputacja kończyny dolnej, 60% uszczerbku na zdrowiu) dochodzi 300 tysięcy zł zadośćuczynienia. Sąd I instancji zasądza 280 tysięcy zł.

Ubezpieczyciel wnosi apelację, zarzucając wygórowanie kwoty. Sąd II instancji oddala apelację, wskazując, że:

  • Poszkodowany jest młody (28 lat), aktywny zawodowo i sportowo
  • Amputacja kończyny trwale zmieniła jego życie
  • Wymaga protezy, wielokrotnych zabiegów, ciągłej rehabilitacji
  • Kwota 280 tysięcy nie jest rażąco wygórowana w kontekście rozmiaru krzywdy
  • Różnica 20 tysięcy wobec dochodzonej kwoty jest niewielka

FAQ – Najczęściej zadawane pytania

1. Czy mogę wnieść apelację od każdego wyroku o zadośćuczynienie?
Formalnie tak – możesz wnieść apelację od każdego wyroku. Jednak realną szansę na zmianę orzeczenia masz tylko wtedy, gdy wyrok Sądu I instancji jest rażąco nietrafiony (rażąco zaniżone lub zawyżone zadośćuczynienie).

2. Jaka różnica między zasądzoną a dochodzoną kwotą uzasadnia apelację?
Z praktyki wynika, że różnica mniejsza niż 20-30% zasądzonej kwoty zazwyczaj nie jest uznawana za rażącą. Np. jeśli dochodziłeś 100 tysięcy, a sąd zasądził 75 tysięcy – apelacja raczej nie przyniesie zmiany wyroku.

3. Czy Sąd II instancji może podwyższyć zadośćuczynienie z urzędu?
Nie. Sąd II instancji może podwyższyć zadośćuczynienie tylko w granicach wniesionej apelacji (zakaz reformationis in peius . Jeśli tylko poszkodowany wniósł apelację, sąd może jedynie podwyższyć kwotę, nie może jej obniżyć.

4. Ile kosztuje wniesienie apelacji?
Opłata sądowa od apelacji wynosi 5% wartości przedmiotu zaskarżenia.. Dodatkowo należy liczyć się z kosztami zastępstwa procesowego (honorarium adwokata/radcy prawnego).

5. Jak długo trwa postępowanie apelacyjne?
W praktyce od kilku miesięcy do roku, w zależności od obciążenia sądu i skomplikowania sprawy. Sąd II instancji orzeka zazwyczaj na posiedzeniu niejawnym (bez rozprawy), chyba że uzna za konieczne przeprowadzenie dodatkowych dowodów.

6. Czy warto konsultować zasadność apelacji z prawnikiem?
Absolutnie tak. Doświadczony prawnik, znający lokalną praktykę orzeczniczą, jest w stanie ocenić realną szansę na zmianę wyroku. W każdym razie zawsze warto wyrok i uzasadnienie Sądu I instancji poddać analizie przed podjęciem decyzji.

7. Co jeśli zarówno ja, jak i ubezpieczyciel wniesiemy apelację?
Wówczas Sąd II instancji rozpozna obie apelacje łącznie. Może: utrzymać wyrok w mocy, podwyższyć zadośćuczynienie (jeśli Twoja apelacja jest uzasadniona), obniżyć zadośćuczynienie (jeśli apelacja ubezpieczyciela jest uzasadniona) lub uchylić wyrok i przekazać sprawę do ponownego rozpoznania.

8. Czy mogę wycofać apelację po jej wniesieniu?
Tak, możesz cofnąć apelację do momentu wydania orzeczenia przez Sąd II instancji. Jeśli cofniesz apelację, postępowanie zostanie umorzone, ale nie odzyskasz opłaty sądowej.

Kiedy zatem warto odwołać się od wyroku?

Podsumowując, apelacja od wyroku o zadośćuczynienie ma sens, gdy:

  1. Kwota zasądzona znacznie odbiega od kwoty dochodzonej – różnica wynosząca co najmniej 30-40% może być uznana za rażącą
  2. Zasądzona kwota wyraźnie odbiega od kwot w podobnych sprawach – np. za analogiczny uszczerbek w innych sądach zasądzano dwukrotnie więcej
  3. Sąd pominął istotne okoliczności – np. nie uwzględnił powikłań po zabiegu, trwałych dolegliwości bólowych czy wpływu urazu na życie zawodowe
  4. Uzasadnienie wyroku jest lakoniczne lub wewnętrznie sprzeczne – sąd nie wyjaśnił, dlaczego przyjął taką, a nie inną kwotę
  5. Sąd błędnie zastosował prawo materialne – np. pominął art. 446 § 4 KC w sprawie o zadośćuczynienie za śmierć osoby bliskiej

Pamiętaj jednak, że sama niezgoda z wysokością zadośćuczynienia nie wystarcza. Musisz wykazać, że orzeczenie jest rażąco nietrafione, a nie tylko „mogłoby być wyższe”.


Źródła:

  • Ustawa z dnia 23 kwietnia 1964 r. – Kodeks cywilny (Dz.U. 1964 nr 16 poz. 93 z późn. zm.), art. 445, 446, 448
  • Ustawa z dnia 17 listopada 1964 r. – Kodeks postępowania cywilnego (Dz.U. 1964 nr 43 poz. 296 z późn. zm.), art. 378, 384
  • Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 3 czerwca 2011 r., sygn. III CSK 279/10

Disclaimer: Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Każda sprawa wymaga indywidualnej analizy. W każdym razie zawsze warto wyrok i uzasadnienie Sądu pierwszej instancji poddać analizie przed podjęciem decyzji o wniesieniu apelacji.

Zapraszam do Kancelarii Prawnej Kowalak Jędrzejewska Konrady i Partnerzy:
Radca Prawny Bartosz Kowalak
ul. Mickiewicza 18a/3, 60-834 Poznań
Tel.: +48 795 777 519
E-mail: kancelaria@prawnikpoznanski.pl
www: https://prawnikpoznanski.plRetry

„Udowodnij, że cierpisz” – czyli jak ubezpieczyciele zmuszają rodziny do badań psychiatrycznych

Scena z sali rozpraw, która utkwiła mi w pamięci

Pamiętam rozprawę sprzed kilku lat. Pani Marta – nazwijmy ją tak – straciła męża w wypadku samochodowym. Była na sali sądowej, by zeznawać o tym, jak wyglądało jej życie przed i po śmierci męża. O tym, jak dzieci pytają „kiedy tata wróci”. O pustym miejscu przy stole. O tym, że do dziś ma w szafie jego koszule, których nie potrafi wyrzucić.

To były zeznania tak pełne bólu, że na sali zapanowała cisza. Nawet sędzia odłożył długopis.

I wtedy wstał pełnomocnik ubezpieczyciela i powiedział: „Wnosimy o przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego psychiatry na okoliczność oceny stanu psychicznego powódki po śmierci męża”.

Pani Marta spojrzała na niego z takim wyrazem twarzy… Jakby ktoś kazał jej udowodnić, że naprawdę kocha – kochała – swojego męża.

To było kilka lat temu. Od tamtej pory widziałem tę scenę dziesiątki razy. Bo to nie jest wyjątek. To jest standard.

Zmiana prawa w 2008 r.: narodziny nowej bataliI

Żeby zrozumieć, skąd się wzięło to zjawisko, cofnijmy się do 2008 roku. Wtedy do Kodeksu cywilnego wprowadzono art. 446 § 4, który pozwolił najbliższym członkom rodziny dochodzić zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej – nie tylko za koszty pogrzebu czy utratę wsparcia finansowego, ale właśnie za krzywdę osobistą, za ból, cierpienie, pustkę po stracie.

To była ogromna zmiana. Wreszcie prawo dostrzegło, że śmierć męża, żony, dziecka czy rodzica to nie tylko „szkoda materialna”, ale przede wszystkim trauma, która niszczy życie najbliższych.

Ale każda zmiana prawa niesie ze sobą nowe pole do walki. I ubezpieczyciele – jak to ubezpieczyciele – szybko opracowali strategię, jak płacić jak najmniej.

Taktyka ubezpieczycieli: „niech udowodni, że cierpi”

Z praktyki kancelarii wynika jasno: niemal wszystkie towarzystwa ubezpieczeniowe – i to nie przesadzam, naprawdę prawie wszystkie – stosują tę samą linię obrony w sprawach o zadośćuczynienie za śmierć osoby bliskiej.

Wnoszą o przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego psychiatry lub psychologa.

Cel? Rzekomo „obiektywna ocena”, czy śmierć osoby bliskiej rzeczywiście wpłynęła na stan psychiczny poszkodowanego. Czy poszkodowany przeżył traumę. Czy jego ból jest „udowodniony medycznie”.

Innymi słowy: udowodnij, że naprawdę cierpisz.

Kiedy ubezpieczyciele stosują tę taktykę?

Co ciekawe, wniosek o opinię biegłego pada szczególnie często wtedy, gdy osoba poszkodowana nie ma rozpoznanej choroby psychicznej. Jeśli po śmierci męża czy córki ktoś rozwinął depresję, schizofrenię paranoidalną lub inną ciężką chorobę psychiczną – wówczas dowód z opinii biegłego psychiatry jest… no cóż, zrozumiały. Bo choroba to fakt medyczny, który wymaga diagnozy.

Ale w większości przypadków ludzie po stracie bliskich nie chorują psychicznie. Przeżywają żałobę – głęboką, bolesną, wyniszczającą – ale w końcu wracają do w miarę normalnego życia. Nie rozwijają depresji klinicznej. Nie lądują w szpitalu psychiatrycznym.

I właśnie w tych przypadkach ubezpieczyciele mówią: „A skoro nie masz choroby psychicznej, to udowodnij, że ta śmierć w ogóle Cię dotknęła. Idź do psychiatry, niech zbada, czy naprawdę cierpisz”.

Jakie są skutki tej taktyki?

Ta strategia procesowa przynosi ubezpieczycielom dwie korzyści:

  1. Wydłużenie procesu: Przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego zajmuje zwykle kilka miesięcy, a czasem nawet rok (jak pisałem w poprzednim wpisie o długości postępowań). To kolejne miesiące, w których ubezpieczyciel nie płaci. Kolejne miesiące odsetek – ale też kolejne miesiące, w których rodzina czeka, cierpi, frustruje się.
  2. Psychologiczne zniszczenie powoda: To, co obserwuję u klientów w takich sytuacjach, to irytacja, rozdrażnienie, a często wręcz oburzenie. Ludzie czują się poniżeni. „Mam udowodnić, że kochałem żonę? Mam udowodnić, że śmierć córki mnie złamała? Naprawdę muszę iść do psychiatry i opowiadać obcemu człowiekowi o moim bólu, żeby jakiś ubezpieczyciel uwierzył, że cierpię?”

To nie jest tylko uciążliwość procesowa. To wtórna wiktymizacja – ponowne zranienie osoby, która już i tak przeszła przez piekło.

Wyrok, który powinien zmienić wszystko

Na szczęście, nie wszystkie sądy dają się na to nabrać. I tu dochodzimy do jednego z najważniejszych orzeczeń w tej materii: wyroku Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu z dnia 23 kwietnia 2014 r., sygn. akt I ACa 330/13.

Sąd Apelacyjny jasno i stanowczo stwierdził:

„Błędna jest praktyka dopuszczenia dowodu z opinii biegłego na okoliczność stanu psychicznego powodów w związku ze śmiercią osoby najbliższej. Dowód taki nie ma znaczenia dla rozstrzygnięcia, skoro przedmiotem procesu nie jest wywołanie rozstroju zdrowia u najbliższych członków rodziny.”

I dalej:

„Za całkowicie błędny pod względem logicznym i normatywnym należy wywód strony pozwanej, w którym usiłowała wywieść, że członkom rodziny przysługuje zadośćuczynienie jedynie wtedy, gdy następstwem śmierci osoby najbliższej jest wywołanie rozstroju zdrowia psychicznego, mającego nadto postać choroby psychicznej.”

Co to oznacza? Że nie musisz mieć depresji,eby dostać zadośćuczynienie za śmierć osoby bliskiej.

Że nie musisz udowadniać swojego cierpienia opinią psychiatry.

Że sam fakt śmierci osoby najbliższej wystarcza, by uznać, że doznałeś krzywdy, która zasługuje na rekompensatę.

Logika, która powinna być oczywista

Sąd Apelacyjny we Wrocławiu wskazał coś, co powinno być oczywiste dla każdego: zadośćuczynienie za śmierć osoby bliskiej to nie jest odszkodowanie za „wywołanie choroby psychicznej”. To rekompensata za krzywdę – za ból, cierpienie, pustkę, która pozostaje po stracie kogoś bliskiego.

Nie chodzi o to, czy po śmierci męża rozwinęłaś depresję. Chodzi o to, że straciłaś męża. Że Twoje życie się zawaliło. Że Twoje dzieci zostały bez ojca. Że Twoja przyszłość, którą planowałaś razem z nim, przestała istnieć.

To jest krzywda. I ona zasługuje na zadośćuczynienie – niezależnie od tego, czy poszłaś do psychiatry, czy nie.

Dlaczego sądy wciąż dopuszczają te opinie?

Mimo tego wyroku – który przecież jest jasny i przekonujący – wciąż spotykam się z sytuacjami, w których sądy dopuszczają dowód z opinii biegłego psychiatry na wniosek ubezpieczyciela.

Dlaczego? Kilka możliwych powodów:

  1. Rutyna: Sędziowie przyzwyczaili się do tego, że „w sprawach o zadośćuczynienie zawsze jest opinia biegłego”. Nie zastanawiają się, czy akurat w tej sprawie jest ona potrzebna.
  2. Ostrożność: Niektórzy sędziowie myślą: „No dobrze, przeprowadzimy tę opinię, żeby mieć pełny obraz”. Nie zdają sobie sprawy, że to kolejne miesiące oczekiwania dla rodziny i niepotrzebne upokorzenie.
  3. Brak świadomości: Nie każdy sędzia zna wyrok SA we Wrocławiu. Albo nawet jeśli zna, nie chce się „narażać” apelacji przez ubezpieczyciela.

Z praktyki kancelarii obserwuję, że coraz więcej sądów – zwłaszcza w dużych miastach – zaczyna odmawiać dopuszczenia takich opinii, powołując się właśnie na wyrok wrocławski. Ale wciąż jest dużo pracy do zroboty.

Moja rada: walcz z tym wnioskiem

Jeśli jesteś powodem w sprawie o zadośćuczynienie za śmierć osoby bliskiej i ubezpieczyciel wnosi o opinię biegłego psychiatry – sprzeciw się temu.

Co możesz zrobić?

  1. Twój pełnomocnik powinien złożyć stanowisko, w którym podniesie, że wniosek ubezpieczyciela jest bezzasadny i zmierza wyłącznie do wydłużenia postępowania oraz wtórnej wiktymizacji powoda. Powołaj się na wyrok SA we Wrocławiu z 23.04.2014 r., sygn. I ACa 330/13.
  2. Podkreśl, że art. 446 § 4 KC nie wymaga wykazania rozstroju zdrowia psychicznego – wymaga jedynie wykazania krzywdy związanej ze śmiercią osoby bliskiej. A ta krzywda jest oczywista.
  3. Jeśli sąd mimo wszystko dopuści opinię – możesz to wykorzystać w apelacji jako argument na korzyść (przedłużenie postępowania bez podstawy).

Refleksja: o co tu naprawdę chodzi?

Często zastanawiam się, co myślą sobie prawnicy ubezpieczycieli, którzy wnoszą o te opinie. Czy naprawdę wierzą, że ktoś, kto stracił dziecko w wypadku, musi mieć depresję, żeby zasługiwać na zadośćuczynienie? Czy naprawdę myślą, że ból matki, która pochowała syna, da się „zmierzyć” testem psychiatrycznym?

Czy może po prostu wykonują polecenia z centrali: „W każdej sprawie wnoście o opinię psychiatry. Wydłuży to proces, może powód się zniechęci”?

Moim zdaniem, w sprawach o zadośćuczynienie za śmierć osoby bliskiej powinien obowiązywać szczególny standard etyczny. To nie są sprawy o „zwykłe” odszkodowania za stłuczkę samochodu. To sprawy, w których ludzie mierzą się z największą tragedią swojego życia.

Zmuszanie ich do badań psychiatrycznych, by „udowodnili” swój ból, to nie tylko niehumanitarne – to po prostu niepotrzebne z punktu widzenia prawa. I coraz więcej sądów to rozumie.

Podsumowanie: nie jesteś winien dowodów na swój ból

Na koniec kilka kluczowych wniosków:

  1. Nie musisz mieć choroby psychicznej, by dostać zadośćuczynienie za śmierć osoby bliskiej.
  2. Wniosek ubezpieczyciela o opinię psychiatry to taktyka procesowa mająca wydłużyć sprawę i Cię zniechęcić.
  3. Wyrok SA we Wrocławiu z 23.04.2014 r. (sygn. I ACa 330/13) jasno stwierdza, że taka praktyka jest błędna.
  4. Sprzeciwiaj się takim wnioskom – Twój pełnomocnik powinien wskazać sądowi, że są one bezpodstawne.
  5. Coraz więcej sądów odrzuca te wnioski – mamy nadzieję, że wkrótce stanie się to standardem.

A jakie są Wasze doświadczenia? Zdarzyło Wam się zostać zmuszonym do badania psychiatrycznego w sprawie o zadośćuczynienie? Jak to przeżyliście? Podzielcie się swoimi historiami w komentarzach.


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawospadkowepoznan.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl

Zderzenie z dzikiem – kiedy możesz dostać odszkodowanie? (Spoiler: prawie nigdy)

Wprowadzenie

Kolizje z dzikimi zwierzętami to jeden z najczęstszych typów zdarzeń drogowych w Polsce. Dzik, łoś, sarna – wyskakują znikąd, tuż przed maskę, i nawet najlepszy kierowca nie ma szans na reakcję. W praktyce kancelarii spotykamy się z tego typu sprawami regularnie, a pytanie klientów jest zawsze to samo: „Kto mi za to zapłaci?”.

Odpowiedź, choć przykra, jest zazwyczaj brutalna: najprawdopodobniej nikt. Dzisiaj chcę szczerze opowiedzieć o tym, dlaczego szanse na odszkodowanie po zderzeniu z dzikiem są tak minimalne, kiedy można spróbować walczyć, i dlaczego autocasco to jedyne sensowne rozwiązanie w tej sytuacji.

Spis treści

  1. Dlaczego dzika zwierzyna to problem bez właściciela
  2. Koło łowieckie – teoretyczna szansa, praktyczna iluzja
  3. Zarządca drogi i sprawa brakującego znaku
  4. Co mówi orzecznictwo? (Nic dobrego)
  5. Moje doświadczenia: klienci rezygnują po analizie kosztów
  6. Porady praktyczne: autocasco i ostrożność
  7. Kiedy mimo wszystko warto próbować?

Dlaczego dzika zwierzyna to problem bez właściciela

Zacznijmy od fundamentalnej kwestii, która wydaje się truizmem, ale właśnie w niej tkwi cały problem: dzika zwierzyna jest dzika. Nikt nie jest jej właścicielem, nikt nie odpowiada za jej zachowanie, nikt nie kontroluje jej ruchów.

Wyobraźmy sobie typową sytuację: wracacie wieczorem do domu przez las, nagle z boku wyskakuje dzik, uderzacie w niego, przednia część auta w gruzach, wy w szoku. Przychodzicie do kancelarii z pytaniem: „Kto zapłaci?”.

I tu zaczyna się problem. Bo w prawie odszkodowawczym musimy znaleźć podmiot odpowiedzialny – kogoś, kto ponosi winę za zdarzenie. A w przypadku dzikiego zwierzęcia… kto to ma być? Dzik sam nie odpowie przed sądem (co oczywiste), ale co ważniejsze – nie ma też nikogo, kto by „za niego” odpowiadał.

To jak szukanie winnego, gdy w auto uderza meteoryt. Teoretycznie zdarzenie jest, szkoda jest, ale sprawcy w rozumieniu prawnym – nie ma.

Koło łowieckie – teoretyczna szansa, praktyczna iluzja

Istnieje jednak jeden scenariusz, w którym odpowiedzialność można by przypisać: polowanie z nagonką.

Wyobraźmy sobie sytuację: trwa polowanie, myśliwi organizują nagonkę (czyli spłoszenie zwierzyny w określonym kierunku), dzik w panice wybiega na drogę i wpada pod koła Waszego auta. W takiej sytuacji można by mówić o odpowiedzialności koła łowieckiego lub organizatora polowania – to ich działanie doprowadziło do wybiegnięcia zwierzęcia na jezdnię.

Brzmi prosto, prawda? W teorii tak. Ale w praktyce z taką sytuacją nigdy się nie spotkałem.

Dlaczego? Bo:

  • Polowania nie są zazwyczaj organizowane w bezpośrednim sąsiedztwie dróg (przynajmniej oficjalnie)
  • Poszkodowany kierowca zwykle nie ma pojęcia, że akurat trwa polowanie
  • Nawet jeśli polowanie się odbywało, udowodnienie związku przyczynowego (że to nagonka spowodowała wybiegnięcie) jest niezwykle trudne

Tak więc ta podstawa odpowiedzialności istnieje głównie w podręcznikach prawa, nie w praktyce.

Zarządca drogi i sprawa brakującego znaku

Druga możliwa podstawa odpowiedzialności to zarządca drogi (gmina, powiat, GDDKiA – w zależności od rodzaju drogi).

Zgodnie z art. 20 ustawy z dnia 21 marca 1985 r. o drogach publicznych, do zarządcy drogi należy utrzymanie drogi w sposób zapewniający bezpieczeństwo ruchu. Obejmuje to m.in.:

  • utrzymanie nawierzchni,
  • stawianie znaków drogowych,
  • ostrzeganie o potencjalnych zagrożeniach.

I tu pojawia się pewien pomysł: a co jeśli w miejscu, gdzie często występuje dzika zwierzyna, nie ma znaku ostrzegawczego (znak A-18b „Dzikie zwierzęta”)? Czy to nie jest zaniedbanie zarządcy?

Teoretycznie – owszem, można by się o to zaczepić. Ale praktyka pokazuje, że to droga donikąd. Dlaczego?

Problem 1: Gdzie postawić znak?

Zwierzęta nie trzymają się ustalonych tras. Dzik może wybiec dosłownie wszędzie – w lesie, na skraju wsi, a nawet… w mieście. Czy zarządca ma obowiązek stawić znaki na każdym możliwym odcinku? Oczywiście, że nie.

Problem 2: Dowodzenie winy

Nawet jeśli brakuje znaku w miejscu, gdzie zwierzęta często przekraczają jezdnię, to na poszkodowanym spoczywa ciężar udowodnienia, że:

  • zarządca wiedział (lub powinien wiedzieć) o częstym występowaniu zwierzyny,
  • brak znaku był zaniedbaniem,
  • gdyby znak był, do wypadku by nie doszło.

Ten ostatni punkt jest kluczowy – i tu pojawia się…

Problem 3: Orzecznictwo sądów

Sądy wielokrotnie przyjmowały, że nawet gdyby znak był, to przy nagłym wtargnięciu zwierzyny nic by to nie dało. Dzik wyskakuje z lasu tuż przed maskę – czy znak 200 metrów wcześniej pozwoliłby na uniknięcie zderzenia? Sądy zwykle odpowiadają: nie.

Co ciekawe, w praktyce często okazuje się, że znak był (tylko poszkodowany go nie zauważył), albo poszkodowany po prostu nie ma pewności, czy był. A bez konkretnych dowodów sprawa się sypie.

Co mówi orzecznictwo? (Nic dobrego)

Z praktyki kancelarii wynika, że orzecznictwo w sprawach zderzeń z dzikimi zwierzętami jest zdecydowanie niekorzystne dla poszkodowanych. Sądy konsekwentnie przyjmują, że:

  • Brak znaku nie oznacza automatycznej winy zarządcy
  • Nagłe wtargnięcie zwierzyny to zdarzenie trudne do przewidzenia
  • Nawet z ostrzeżeniem kierowca często nie ma szans na uniknięcie kolizji

Innymi słowy: brak podstaw do przypisania odpowiedzialności.

Moje doświadczenia: klienci rezygnują po analizie kosztów

Zastanawia mnie czasem, jak to jest, że dziki powodują szkody na setki tysięcy złotych rocznie, a tak niewielu poszkodowanych dostaje odszkodowanie. Odpowiedź jest prosta: ekonomiczny rachunek.

W praktyce kancelarii spotkaliśmy się z dziesiątkami zapytań o tego typu sprawy. Typowy scenariusz wygląda tak:

  1. Klient przychodzi ze zdjęciami rozbitego auta (często szkoda 10-20 tysięcy złotych)
  2. Pyta: „Kto zapłaci?”
  3. Przedstawiamy mu analizę sprawy: szanse minimalne, koszty procesu wysokie (opłata sądowa, biegły, ewentualnie koszty strony przeciwnej)
  4. Klient po przemyśleniu… rezygnuje

I to jest racjonalna decyzja. Po co ryzykować 5-10 tysięcy złotych kosztów procesowych przy bardzo wysokim ryzyku przegrania sprawy?

Większość naszych klientów po dokładnej analizie kosztów i szans procesowych sprawę odpuszczała. Nie dlatego, że się poddawali – po prostu matematyka nie grała.

Porady praktyczne: autocasco i ostrożność

Skoro szanse na odszkodowanie od kogokolwiek są tak znikome, co robić? Mam dla Was kilka praktycznych rad:

1. Autocasco – jedyne sensowne rozwiązanie

Jeśli często jeździcie przez tereny leśne, ubezpieczenie AC (autocasco) to nie luksus, to konieczność. Tylko to zabezpieczenie realnie ochroni Was przed kosztami naprawy po zderzeniu z dzikiem.

Uwaga: sprawdźcie warunki polisy – niektóre AC mają wyłączenia dla szkód spowodowanych przez zwierzęta, albo wymagają dodatkowej składki.

2. Widzisz znak „Dzikie zwierzęta”? Zwolnij!

To nie jest dekoracja – to ostrzeżenie. W miejscach oznaczonych tym znakiem:

  • Zwolnij do 60-70 km/h
  • Patrz w las po obu stronach drogi
  • Szczególnie uważaj o zmierzchu i w nocy (wtedy zwierzęta są najaktywniejsze)

3. Techniki bezpiecznej jazdy

  • Jeśli widzisz zwierzę na poboczu – nie trąb! Dzik może się przestraszyć i wybiec pod koła
  • Lepiej zatrzymać się i poczekać, aż zwierzę przejdzie
  • Pamiętaj: gdzie jedno zwierzę, tam często jest więcej (zwłaszcza dziki chodzą grupami)

4. Co robić po zderzeniu?

  • Wezwij policję (protokół będzie potrzebny do zgłoszenia szkody w AC)
  • Zrób zdjęcia miejsca zdarzenia i uszkodzeń
  • Jeśli zwierzę żyje i jest ranne – nie zbliżaj się! Dzik to niebezpieczne zwierzę
  • Powiadom Straż Leśną lub koło łowieckie (numer znajdziesz u dyżurnego policji)

5. Nie próbuj omijać w ostatniej chwili

Paradoksalnie, lepiej uderzyć w dzika niż zrobić gwałtowny manewr, stracić panowanie nad autem i wpaść w drzewo lub do rowu. Twoje życie jest warte więcej niż auto.

Kiedy mimo wszystko warto próbować?

Czy zawsze trzeba odpuścić? Nie do końca. Są sytuacje, w których warto skonsultować sprawę z prawnikiem:

  1. Masz świadków polowania w pobliżu – jeśli ktoś widział nagonkę, myśliwych w okolicy, to podstawa do odpowiedzialności koła łowieckiego
  2. Znasz dokładne miejsce i możesz udowodnić częste występowanie zwierzyny + brak znaku – to trudne, ale czasem wykonalne (np. zapisy z FB lokalnej grupy o dzikach na drodze)
  3. Szkoda jest bardzo wysoka (np. 50-100 tysięcy złotych) – wtedy może warto podjąć ryzyko procesowe
  4. Masz pełne AC – możesz dostać odszkodowanie z własnego AC, a ubezpieczyciel sam zdecyduje, czy chce regresować (dochodzić zwrotu) od kogokolwiek

Ale uczciwie? To są rzadkie sytuacje. W zdecydowanej większości przypadków sprawa nie ma szans powodzenia.

Podsumowanie i refleksja

Zastanawia mnie, dlaczego w dobie wzrastającej populacji dzików i rosnącej liczby wypadków wciąż nie ma systemowego rozwiązania tego problemu. Może jakiś fundusz kompensacyjny? Jakaś forma odpowiedzialności zbiorowej Skarbu Państwa za szkody wyrządzone przez dziką zwierzynę?

Z praktyki kancelarii wiem jedno: obecny stan prawny nie chroni poszkodowanych. Dzik wybiegł, auto rozbite, życie zagrożone – a odpowiedzialnego nie ma. Pozostaje tylko ubezpieczenie i ostrożność.

Tak więc moja rada: przezornie wykupcie autocasco, a widząc znak ostrzegający o dzikiej zwierzynie – zwolnijcie i wypatrujcie rogów czy szabel wyłaniających się z lasu. Bo szansę na odszkodowanie od kogokolwiek są, niestety, wysoce iluzoryczne.

A jakie są Wasze doświadczenia z dzikami na drodze? Udało się komuś dostać odszkodowanie? A może macie swoje sposoby na bezpieczną jazdę przez lasy? Podzielcie się w komentarzach!


Źródła:

  • Ustawa z dnia 21 marca 1985 r. o drogach publicznych (art. 20)

Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawospadkowepoznan.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl