Ta sama szkoda, dwie wyceny, astronomiczna różnica
Usiądźcie wygodnie, bo opowiem Wam historię, która doskonale pokazuje chaos panujący w wycenach szkód powypadkowych.
Mamy:
- Kosztorys ubezpieczyciela: 13.076,57 zł
- Kosztorys firmy budowlanej (na zlecenie poszkodowanej): 136.075,10 zł
- Opinia biegłego sądowego: 66.296,07 zł
Ta sama szkoda. Te same uszkodzenia. A różnica między najniższą a najwyższą wyceną? 123 tysiące złotych.
Jak to możliwe? I co ważniejsze – kto ma rację?

Zacznijmy od początku: Kto wycenia szkodę?
Po każdej szkodzie (zalanie, pożar, grad) ktoś musi ustalić, ile kosztuje naprawa. Problem w tym, że nie ma jednej, obiektywnej metody wyceny. Różne osoby patrzą na tę samą szkodę i widzą… różne rzeczy.
Typ 1: Rzeczoznawca ubezpieczyciela
To osoba zatrudniona (bezpośrednio lub jako external) przez ubezpieczyciela. Jej zadanie: ocenić szkodę i sporządzić kosztorys.
Teoretycznie powinien być bezstronny. W praktyce… no cóż. Z doświadczenia wiem, że rzeczoznawcy ubezpieczycieli mają tendencję do:
- Wybierania najtańszych materiałów
- Stosowania minimalnych zakresów prac
- „Optymalizowania” kosztorysów na rzecz ubezpieczyciela
Bo od tego zależy, czy dostaną kolejne zlecenia.
Typ 2: Firma budowlana (na zlecenie poszkodowanego)
Poszkodowany zleca wycenę lokalnej firmie budowlanej. Firma przygląda się szkodzie i wycenia, ile będzie kosztowało doprowadzenie nieruchomości do stanu sprzed zdarzenia.
Problem: Różne firmy mają różne ceny. I różne podejścia do zakresu prac. Jedna powie „wystarczy przemalować”, druga „trzeba rozbierać i robić od nowa”.
Typ 3: Biegły sądowy
Kiedy sprawa trafia do sądu, sąd powołuje niezależnego biegłego – specjalistę z list prowadzonych przez sądy. Teoretycznie najbardziej obiektywna wycena.
Ale – i tu jest haczyk – biegły też ma swoją metodologię, swoje doświadczenie, swoje podejście. Nie ma „jedynej prawdy”.
Dlaczego kosztorys ubezpieczyciela był tak niski?
W sprawie pani U. ubezpieczyciel wycenił szkodę na niecałe 13.1 tysięcy złotych.
Co zrobił źle? (Albo – co zrobił „optymizując” na swoją korzyść?)
1. Minimalizował zakres prac
Przykład: Elewacja zewnętrzna.
Zalanie dotknęło ściany w pasie około 50 cm od gruntu. Tynk zewnętrzny został uszkodzony – zawilgocony, odpadający, z plamami.
Kosztorys ubezpieczyciela: Remont tylko uszkodzonego pasa (50 cm).
Opinia biegłego: Remont całej elewacji.
Dlaczego? Bo jeśli naprawisz tylko pas, będziesz miał dwie różne struktury tynku (stary i nowy) w linii falistej. To wygląda okropnie. Profesjonalnie – remontuje się całość.
Różnica w kosztach? Kilkanaście tysięcy złotych.
2. Zakładał, że zniszczone elementy da się odzyskać
Przykład: Płytki ceramiczne na cokolikach.
Po zalaniu płytki na cokolikach (dolna część ściany) całkowicie odspojały się od ściany włącznie z klejem. Teoretycznie można by je zdjąć i spróbować ponownie przykleić.
Kosztorys ubezpieczyciela: Zakładał ponowne użycie starych płytek.
Opinia biegłego: Wymiana płytek na nowe.
Dlaczego? Bo podczas zdejmowania płytki pękają. A nawet jeśli nie pękną – klej trzeba usunąć, co często niszczy płytkę. Profesjonalnie – wymienia się na nowe.
3. Stosował ceny „hurtowe”, nie detaliczne
Ubezpieczyciele często używają cen z hurtowni budowlanych czy przetargów. Tymczasem normalny człowiek kupuje w sklepie budowlanym po cenach detalicznych.
Różnica? 20-30% w górę.
4. Nie uwzględniał prac przygotowawczych
Żeby położyć nowe płytki, trzeba:
- Usunąć stare
- Oczyścić powierzchnię
- Wyrównać podłoże
- Zagruntować
- Dopiero położyć nowe
Kosztorysy ubezpieczycieli często pomijają pierwsze cztery kroki. „No przecież przecież jak kładziecie nowe płytki to i tak musicie te stare zdjąć, nie?”
Tak. I to kosztuje. I powinno być w kosztorysie.
Dlaczego kosztorys firmy budowlanej był tak wysoki?
Firma budowlana wyceniła szkodę na ponad 136 tysięcy złotych. To ponad 10 razy więcej niż ubezpieczyciel!
Co poszło nie tak?
Z opinii biegłego wynikało, że firma „przesadziła” w kilku miejscach:
1. Zbyt szeroki zakres prac
Firma zakładała wymiany elementów, które faktycznie nie były uszkodzone albo dałoby się je naprawić. Przykład: Część instalacji elektrycznej można było przetestować i ewentualnie wymienić tylko uszkodzone fragmenty, zamiast całości.
2. Drogie materiały
Firma wyceniała materiały z wyższej półki, podczas gdy przywrócenie stanu sprzed szkody nie wymaga premium quality. Wystarczą materiały standardowe, dopasowane do obecnego stanu nieruchomości.
3. „Robota na zapas”
Z doświadczenia wiem, że firmy budowlane lubią dodawać 10-20% „na wszelki wypadek”. Bo przecież „jak się zacznie rozbierać ściany to zawsze coś jeszcze wyłazi”.
To ma sens z perspektywy rzemieślnika (kto chce robić dwa razy?). Ale z perspektywy wyceny szkody – niekoniecznie.
Biegły sądowy: Złoty środek czy własna wizja?
Biegły sądowy dr inż. B. H. wycenił szkodę na 66.296,07 zł. Mniej niż firma, więcej niż ubezpieczyciel.
Jak do tego doszedł?
1. Profesjonalna metodologia
Biegły użył aktualnych stawek i cen materiałów z lokalnego rynku (Poznań i okolice). Nie ceny hurtowe, nie ceny premium – ceny realne.
2. Rozsądny zakres prac
Uwzględnił to, co faktycznie trzeba zrobić, żeby przywrócić stan sprzed szkody. Nie mniej (jak ubezpieczyciel), nie więcej (jak firma).
Przykład z elewacją: Uzasadnił, dlaczego trzeba remontować całość, a nie tylko uszkodzony pas. Argument: estetyka i jednolitość struktury tynku.
3. Uwzględnił specyfikę budynku
Budynek był stary (lata 60-te), ale przeszedł gruntowny remont w 2000 i 2011. Biegły wziął to pod uwagę – nie traktował go jako „30-letniego budynku w oryginalnym stanie”, ale jako budynek po kapitalnym remoncie.
4. Odpowiedział na zarzuty stron
Ubezpieczyciel oczywiście kwestionował opinię biegłego. Biegły na każdy zarzut odpowiedział szczegółowo, uzasadniając swoje stanowisko.
Przykład:
- Zarzut ubezpieczyciela: „Biegły nie uwzględnił amortyzacji budynku”
- Odpowiedź biegłego: „Zgodnie z OWU amortyzacja dotyczy odbudowy, nie naprawy. W tym przypadku mówimy o naprawie.”
Kluczowa różnica: Kto płaci za wycenę?
Oto coś, o czym mało kto mówi, a co ma ogromne znaczenie:
Kosztorys ubezpieczyciela: Płaci ubezpieczyciel. I ubezpieczyciel wie, że im niższa wycena, tym mniej musi zapłacić.
Kosztorys firmy budowlanej: Płaci poszkodowany (zwykle 300-1500 zł). Firma nie ma interesu w zaniżaniu ani zawyżaniu (chyba że liczy, że dostanie zlecenie na remont).
Opinia biegłego sądowego: Płaci sąd (tymczasowo, później koszty pokrywa przegrywający). Biegły nie ma bezpośredniego interesu w tym, jaka będzie wysokość wyceny.
To pokazuje, że najbardziej obiektywna jest opinia biegłego sądowego. Ale żeby do niej dojść, trzeba… iść do sądu. A to kosztuje czas i pieniądze.
Moja rada: Co zrobić po szkodzie?
Kiedy przychodzi szkoda, nie polegaj ślepo na wycenie ubezpieczyciela. Ale też nie rzucaj się od razu do sądu.
Krok 1: Pozwól ubezpieczycielowi zrobić swoją robotę
Zgłoś szkodę, przyjmij rzeczoznawcę, dostań kosztorys i ofertę odszkodowania.
Krok 2: Zweryfikuj, czy to ma sens
Pokaż kosztorys znajomemu fachowcowi (remoncista, budowlaniec). Zapytaj: „Za te pieniądze da się to naprawić?”
Jeśli powie „tak” – super, przyjmij odszkodowanie.
Jeśli powie „no chyba żartujesz” – masz problem.
Krok 3: Zleć własny kosztorys
Koszt: 300-1500 zł (zależnie od skomplikowania).
Porównaj z kosztorysem ubezpieczyciela. Jeśli różnica jest znaczna (kilka-kilkanaście tysięcy) – warto walczyć.
Krok 4: Próba ugody
Wyślij ubezpieczycielowi swój kosztorys, wytłumacz różnice, poproś o ponowną analizę.
Czasem ubezpieczyciel się ugnie i dopłaci. Czasem nie.
Krok 5: Decyzja o procesie
Jeśli różnica między Twoim kosztorysem a ofertą ubezpieczyciela to:
- Poniżej 5 tysięcy – zastanów się, czy warto. Proces będzie kosztował podobnie.
- 5-20 tysięcy – może być warto, ale to ryzyko (możesz przegrać i pokryć koszty).
- Powyżej 20 tysięcy – zdecydowanie warto walczyć. Opinia biegłego może to wyjaśnić.
Czy opinia biegłego to ostateczna prawda?
Nie.
Opinia biegłego to ekspertyza jednego specjalisty. Może być kwestionowana (i często jest). Sąd może powołać drugiego biegłego. Albo trzeciego.
Ale w praktyce – jeśli biegły jest profesjonalny, uzasadnia swoje wnioski, odpowiada na zarzuty – sądy przyjmują jego opinię jako miarodajną.
W sprawie pani U. ubezpieczyciel chciał drugiego biegłego. Sąd odmówił, uznając że opinia dr inż. H. jest kompletna.
Ciekawostka: Biegły nie zawsze jest po Twojej stronie
Niektórzy klienci myślą, że skoro sąd powołał biegłego, to będzie on po ich stronie. Nie.
Biegły ma być obiektywny. Czasem jego opinia jest korzystna dla poszkodowanego, czasem dla ubezpieczyciela.
W sprawie pani U. firma budowlana wyceniła szkodę na 136 tys. Biegły uznał, że to za dużo i wycenił na 66 tys.
Czy to źle? Nie. To pokazuje, że biegły faktycznie był obiektywny, a nie „po stronie powoda”.
Podsumowanie: Zaufaj, ale weryfikuj
Wycena szkody to nie sztuka ścisła. To ocena, która zależy od wielu czynników: metodologii, doświadczenia, lokalnych cen, założeń co do zakresu prac.
Dlatego nigdy nie przyjmuj pierwszej wyceny jako ostatecznej prawdy. Zawsze weryfikuj.
A jeśli różnica między tym, co oferuje ubezpieczyciel, a tym co mówi Twoja wycena jest znaczna – nie bój się walczyć. Proces może trwać długo i być stresujący, ale czasem warto.
Bo różnica między 13 tysięcy a 66 tysięcy to 53 tysiące złotych. To kwota, która zmienia życie.
Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawospadkowepoznan.pl.
Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl