Ile procent uszczerbku za uraz biczowy? Odpowiedź, która rozczarowuje klientów

Pytanie, które słyszę co tydzień

„Panie mecenasie, byłem po wypadku, lekarz stwierdził uraz biczowy. Ile procent mi dadzą?”

To jedno z najczęstszych pytań, jakie słyszę w kancelarii. I za każdym razem muszę odpowiedzieć coś, co brzmi jak unik: „To zależy”.

Widzę rozczarowanie na twarzach klientów. Przyszli po konkret, a dostają „to zależy”. Ale prawda jest taka, że w przypadku urazu biczowego nie ma prostej odpowiedzi. I to nie dlatego, że chcę być tajemniczy – to po prostu kwestia tego, czym tak naprawdę jest ten uraz.

Pozwólcie, że wyjaśnię.

Uraz biczowy to nie choroba

Pierwsza rzecz, którą muszę wyjaśnić każdemu klientowi: uraz biczowy to nie jest konkretna choroba. To nie jest tak, że lekarz patrzy w tabelę, znajduje „uraz biczowy = 5%” i koniec tematu.

Uraz biczowy (Whiplash, WAD – Whiplash Associated Disorders) to mechanizm powstawania urazu, nie jednostka chorobowa.

Wyobraźcie sobie sytuację: stoisz na światłach, nagle ktoś uderza Was od tyłu. Głowa wykonuje gwałtowny ruch – najpierw do tyłu, potem do przodu. Ten ruch przypomina smagnięcie biczem (stąd nazwa). I teraz – co się może stać w wyniku tego ruchu?

Możliwości jest mnóstwo:

  • Naderwanie tkanek miękkich szyi
  • Uszkodzenie więzadeł
  • Przeciążenie stawów międzykręgowych
  • Uszkodzenie nerwów
  • Zaburzenia psychiczne (lęk, PTSD)
  • A w skrajnych przypadkach – nawet złamanie kręgów

Widzicie różnicę? „Uraz biczowy” to sposób powstania urazu, a nie konkretne schorzenie. Dlatego tak trudno przypisać mu jeden konkretny procent uszczerbku.

Tabela Quebec – próba uporządkowania chaosu

Żeby jakoś uporządkować ten chaos, lekarze opracowali coś, co nazywa się Tabelą Quebec. To 5-stopniowa skala, która próbuje sklasyfikować konsekwencje urazu biczowego:

Stopień 0

W zasadzie brak objawów. Może jakiś chwilowy dyskomfort, który przechodzi po kilku godzinach. Nie wymaga leczenia, może kilka tabletek przeciwbólowych. Uszczerbek? Zero.

Stopień I

Ból szyi, sztywnienie, ale bez obiektywnych zmian. To znaczy: czujesz ból, lekarz widzi ograniczenie ruchomości, ale na RTG czy MRI wszystko wygląda normalnie. Tu zaczyna się problem z wyceną.

Stopień II

Ból szyi plus objawy neurologiczne – mrowienie w rękach, osłabienie siły, zawroty głowy. Nadal często bez widocznych zmian na obrazach. Jeszcze większy problem z wyceną.

Stopień III

Objawy neurologiczne plus obiektywne zmiany w badaniu – osłabione odruchy, wyraźne deficyty neurologiczne. Tu biegły już ma za co się „uchwycić”.

Stopień IV

Złamanie, zwichnięcie kręgu. To już konkretne obrażenie widoczne na zdjęciu. Procent uszczerbku? Może być nawet kilkadziesiąt procent.

Z mojego doświadczenia: zdecydowana większość spraw dotyczy stopni I-III. I to właśnie tam jest największy problem.

Problem z „niewidzialnym” urazem

Dlaczego lekarze mają problem z wyceną urazu biczowego w stopniach I-III?

Bo nie widać go na zdjęciu.

Klient przychodzi do mnie: „Panie mecenasie, bolało jak cholera, nie mogłem obrócić głowy, byłem na rehabilitacji trzy miesiące. A biegły napisał, że zero procent, bo na MRI nic nie widać!”.

I to jest właśnie clou problemu. W medycynie istnieje coś takiego jak:

Objawy przedmiotowe (subiektywne) – to te, które czuje tylko pacjent. Ból, sztywnienie, mrowienie, dyskomfort. Nie można ich zmierzyć, nie można ich pokazać na zdjęciu.

Objawy podmiotowe (obiektywne) – to te, które lekarz może obiektywnie stwierdzić. Osłabione odruchy, ograniczenie zakresu ruchu (mierzone kątomierzem), widoczne zmiany na obrazach.

I tu jest pies pogrzebany: jeśli uraz objawia się głównie symptomami przedmiotowymi, biegły ma trudność z określeniem uszczerbku. Bo przecież nie może napisać „pacjent mówi, że boli, więc 10%”. Musi mieć obiektywne podstawy.

Co mówią statystyki?

Z mojego doświadczenia wynika, że w sprawach o odszkodowanie za uraz biczowy biegli najczęściej orzekają:

  • 0% uszczerbku – gdy objawy są głównie przedmiotowe, krótkotrwałe, bez obiektywnych zmian
  • 1-3% uszczerbku – gdy był okres leczenia, rehabilitacji, ale bez trwałych zmian
  • 5-10% uszczerbku – gdy są obiektywne objawy neurologiczne lub przedłużony okres leczenia
  • Powyżej 10% – gdy są widoczne zmiany strukturalne lub poważne deficyty neurologiczne

Najczęściej? Gdzieś w okolicach 3-5% uszczerbku.

I teraz uwaga: to nie jest żadna sztywna zasada. Widziałem sprawy, gdzie klient cierpiał rok, a dostał 0%. I widziałem sprawy, gdzie po trzech miesiącach leczenia dostał 8%.

Wszystko zależy od:

  • Dokumentacji medycznej
  • Długości leczenia
  • Obiektywności objawów
  • Wiedzy i doświadczenia biegłego
  • Jakości reprezentacji prawnej

Co to oznacza dla Ciebie?

Jeśli jesteś po wypadku i masz uraz biczowy, nie przykładaj zbyt dużej wagi do procentów uszczerbku. To tylko jeden z elementów, które sąd weźmie pod uwagę przy ustalaniu zadośćuczynienia.

Ważniejsze jest:

  • Dokładna dokumentacja leczenia – każda wizyta u lekarza, każda rehabilitacja
  • Opis objawów – jak uraz wpłynął na Twoje życie codzienne
  • Świadkowie – ludzie, którzy widzieli, jak cierpiałeś
  • Twoje zeznania – co odczuwałeś, jak się leczyłeś, co zmieniło się w Twoim życiu

Pamiętaj: zadośćuczynienie to nie jest matematyka. To nie jest tak, że 5% = X złotych. Sąd ocenia całokształt sprawy. I nawet 0% uszczerbku nie oznacza, że nie dostaniesz zadośćuczynienia – jeśli udowodnisz, że naprawdę cierpiałeś.

Moja rada: skup się na faktach, nie na procentach

Klienci często przychodzą do mnie z myśleniem: „Muszę dostać jak najwyższy procent uszczerbku”. I zaczynają przesadzać z objawami, wyolbrzymiać cierpienie.

To błąd.

Biegły to wykryje. I jeśli uzna, że symulujecie – możecie dostać 0%, nawet jeśli naprawdę cierpieliście.

Zamiast tego: mówcie prawdę. Jeśli bolało – powiedzcie, jak bardzo. Jeśli przeszliście rehabilitację – pokażcie karty wizyt. Jeśli przestaliście uprawiać sport – wyjaśnijcie dlaczego.

Prawda, poparta dokumentacją, to najlepsza strategia.

Refleksja na koniec

Uraz biczowy to fascynujący temat prawniczy. Z jednej strony – powszechny jak grypa. Z drugiej – tak trudny do obiektywnej oceny. To pole bitwy między poszkodowanymi, którzy naprawdę cierpią, a ubezpieczycielami, którzy widzą w każdym symulanta.

I gdzieś pośrodku są biegli, którzy próbują znaleźć prawdę w tym, czego nie widać na zdjęciu.

Dlatego tak ważne jest, żeby w takiej sprawie mieć dobrego prawnika. Kogoś, kto wie, jak zadać właściwe pytania biegłemu. Jak udokumentować uraz. Jak przekonać sąd, że cierpienie było realne.

Bo procenty to tylko liczby. A za nimi kryje się Twoje zdrowie i Twoje życie.

A Ty, jakie masz doświadczenia?

Jeśli miałeś uraz biczowy – ile procent uszczerbku orzekł biegły? Czy zgadzało się to z tym, jak naprawdę się czułeś? A może dopiero jesteś w trakcie sprawy i martwisz się o opinię biegłego?

Podziel się swoją historią w komentarzach. Doświadczenia innych są często najcenniejsze.

Masz pytanie o swoją sprawę? Napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawospadkowepoznan.pl.


Disclaimer: Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Każda sprawa odszkodowawcza wymaga indywidualnej analizy.

Unknown's avatar

Autor: bartoszkowalak

Nazywam się Bartosz Kowalak i jestem prawnikiem, radcą prawnym, do tego jeszcze wspólnikiem w Kowalak Jędrzejewska i Partnerzy Kancelaria Prawna w Poznaniu. Kilka informacji więcej można znaleźć na naszej stronie http://www.prawnikpoznanski.pl. W zasadzie od początku kariery zawodowej miałem i nadal mam do czynienia z sprawami związanymi z dochodzeniem odszkodowań, czy to za wypadki drogowe, czy inne zdarzenia powodujące, iż u jednej osoby z winy drugiej dochodzi do powstania szkody na osobie lub w majątku. W skrócie można by więc napisać, iż obracam się w dziedzinie, która można by dla potrzeb niniejszego bloga nazwać prawem odszkodowań. Prawem odszkodowań- a więc odpowiedzią na pytanie, kto, za co, komu i ile ma zapłacić, gdy zawinił. Temat ten w zasadzie sprawia mi satysfakcję zawodową, tak więc jest to dziedzina prawa,z która lubię się mierzyć. Dlatego też postanowiłem także poza polem działania jakim jest sądowa wokanda spróbować moich sił także poprzez to medium jakim jest niniejszy blog. Chciałbym tutaj pisać o ciekawych rzeczach, często ciekawostkach, związanych z odszkodowaniami. Podzielić się moimi przemyśleniami czy też może udzielić jakieś rady. Drugą gałęzią, której poswięcam sporo uwagi sa sprawy spadkowe: Tak poza tematem bloga zapraszam do zapoznania się z oferta prowadzenia spraw spadkowych. Tak się złożyło, iż poza odszkodowaniami jest to druga gałąź prawa, którą się zajmuję: https://prawospadkowepoznan.pl/

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z BLOG O ODSZKODOWANIACH

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej