Rabaty ubezpieczyciela na części zamienne – czy to realna pomoc, czy marketing?

Wprowadzenie

Jedno z najczęściej pojawiających się pytań w sprawach odszkodowawczych brzmi tak: „Ubezpieczyciel napisał mi, że mogę kupić części z rabatem 20% – czy muszę z tego skorzystać? A jeśli nie, to stracę pieniądze?” To pytanie fascynuje mnie od lat, bo pokazuje pewien mechanizm, który ubezpieczyciele stosują coraz częściej. Z jednej strony – brzmi to jak realna pomoc dla poszkodowanego. Z drugiej – po latach doświadczenia w prawie odszkodowawczym dostrzegam, że diabeł tkwi w szczegółach.

Niedawno Sąd Okręgowy w Poznaniu (wyrok z 19 stycznia 2022 r., sygn. II Ca 1941/21) zajął się dokładnie tym problemem i jego rozważania są – moim zdaniem – przełomowe dla zrozumienia, jak naprawdę wygląda ta „pomoc” ze strony ubezpieczycieli.

Jak to działa w praktyce – przypadek z Leszna

Sprawa dotyczyła kolizji V. Golfa z 2008 roku. Poszkodowana otrzymała od ubezpieczyciela kosztorys naprawy, w którym znalazły się tajemnicze zapiski: „cena -20% (części zamienne)” i „współczynnik odchylenia 60%” dla materiałów lakierniczych. Brzmi technicznie, prawda?

W praktyce miało to oznaczać, że poszkodowana może kupić części oryginalne taniej – z rabatem 20%, a materiały lakiernicze z rabatem aż 40%. Ubezpieczyciel dołączył informację: „W przypadku trudności z nabyciem części/materiałów w cenach podanych w kosztorysie, prosimy o kontakt”.

Poszkodowana próbowała skorzystać z tej oferty. I tu zaczęły się schody.

Co kryje się za „ofertą rabatową”

Ubezpieczyciel przedstawił w sądzie dokumenty porozumień z dystrybutorami części i dostawcami materiałów lakierniczych. Wyglądało to imponująco – oficjalne umowy, pieczątki, podpisy. Argument był prosty: „My dajemy rabaty, poszkodowana z nich nie skorzystała, więc jej odszkodowanie powinno być niższe”.

Ale Sąd Okręgowy w Poznaniu spojrzał na to inaczej. I tu robi się ciekawie.

Sąd stwierdził, że sama informacja „prosimy o kontakt w razie trudności” to nie jest oferta. To nie jest konkretna propozycja, z której poszkodowany może realnie skorzystać. Dlaczego?

Po pierwsze, w kosztorysie wskazano części nieoryginalne (typu P i PJ), podczas gdy prawidłowa naprawa wymagała części oryginalnych producenta. Zatem rzekomy „rabat” dotyczył części, które i tak nie były odpowiednie do pełnego naprawienia szkody.

Po drugie, ubezpieczyciel nie wskazał konkretnego warsztatu w miejscu zamieszkania poszkodowanej (Leszno), który mógłby wykonać naprawę. Korespondencja SMS-owa pokazała, że poszkodowana próbowała uzyskać taką informację – bezskutecznie.

Po trzecie, ubezpieczyciel nie podał konkretnych sklepów czy dystrybutorów, u których poszkodowana mogłaby kupić części po cenach z rabatami. Ogólna wzmianka o „kontakcie z ubezpieczycielem” to za mało.

Mechanizm, którego nie widać od razu

Z wyroku wyłania się pewien schemat działania, który – szczerze mówiąc – nie dziwi mnie już po latach pracy w odszkodowaniach:

  1. Ubezpieczyciel podpisuje umowę z dostawcą części/materiałów na korzystnych warunkach (rabaty 20-40%)
  2. Sporządza kosztorys z uwzględnieniem tych rabatów
  3. Informuje poszkodowanego: „mogą Państwo kupić taniej, proszę o kontakt”
  4. Jeśli poszkodowany nie podejmie skomplikowanych działań (kontakt z wieloma podmiotami, organizacja dostaw, koordynacja z warsztatem) – ubezpieczyciel argumentuje: „proponowaliśmy taniej, nie skorzystał, więc płacimy według naszej wyceny”

Brzmi znajomo?

Sąd nazwał to wprost: „propozycja była fikcyjna”.

Dlaczego to jest nadmierne obciążenie poszkodowanego

Wyobraźmy sobie sytuację: masz rozbity samochód po kolizji. Jesteś w stresie, potrzebujesz szybko wrócić do normalności. I tu ubezpieczyciel proponuje Ci:

  • Skontaktuj się z naszym działem
  • Dostaniesz dane dostawcy części
  • Musisz mu przesłać nasz kosztorys
  • Dostawca prześle Ci części (według kosztorysu, który może nie uwzględniać wszystkich potrzebnych elementów)
  • Musisz samodzielnie kupić brakujące części oryginalne (nie objęte rabatem)
  • Musisz zorganizować dostawę do warsztatu
  • Musisz znaleźć warsztat, który to wszystko zmontuje

Czy to jest realna pomoc, czy utrudnienie?

Sąd Okręgowy wyraźnie stwierdził: „pozwany faktycznie przymusza poszkodowanego do naprawy w technologii, którą uznaje za wystarczającą”. I dodał: „Propozycja skorzystania z rabatów w takich okolicznościach jest fikcyjna”.

Co ciekawe – różnica między najmem auta a naprawą

Sąd zwrócił uwagę na coś, co uważam za bardzo trafne. W orzecznictwie ugruntował się pogląd, że poszkodowany powinien korzystać z tańszej oferty najmu pojazdu zastępczego, jeśli ubezpieczyciel taką zaoferuje (i jest ona rzeczywiście dostępna i wygodna).

Ale naprawa pojazdu to co innego.

Przy najmie auta – wybór firmy wypożyczającej ma mniejsze znaczenie. Auto działa albo nie, umowa jest standardowa, nie ma tutaj szczególnego elementu zaufania.

Przy naprawie – poszkodowany często ma swojego zaufanego mechanika, warsztat, który zna jego auto. Naprawa to proces złożony, wymagający koordynacji wielu elementów. Komplikowanie tego procesu i wymaganie od poszkodowanego organizowania zakupów części u wskazanych przez ubezpieczyciela dostawców – to nadmierne obciążenie.

Jak ujął to Sąd: „nakładanie na poszkodowanego obowiązku zorganizowania procesu naprawy przy udziale dostawców części wskazanych przez ubezpieczyciela nie może być uznawane za zasadę, ale za wyjątek od reguły”.

Kiedy rabat mógłby być realny?

Po lekturze tego wyroku zadałem sobie pytanie: czy ubezpieczyciel w ogóle może skutecznie zaproponować rabaty? Odpowiedź brzmi: tak, ale tylko gdy spełni konkretne warunki.

Sąd wskazał, że aby oferta rabatowa była realna i wiążąca dla poszkodowanego, ubezpieczyciel musi:

  1. Złożyć jasną ofertę – konkretne części, konkretny dostawca, konkretna cena, konkretny termin
  2. Zapewnić brak niedogodności – naprawa w miejscu zamieszkania poszkodowanego, bez nadmiernej aktywności z jego strony
  3. Realizować interes poszkodowanego – pełna naprawa, części oryginalne, technologia właściwa dla pojazdu
  4. Pouczyć o skutkach – wyraźnie poinformować, że brak skorzystania może wpłynąć na wysokość odszkodowania

W badanej sprawie żaden z tych warunków nie był spełniony.

Kto musi udowodnić dostępność rabatów?

To kolejna fascynująca kwestia. Ubezpieczyciel przedstawił umowy z dostawcami i argumentował: „mamy rabaty, więc poszkodowany mógł z nich skorzystać”.

Sąd odpowiedział: nie wystarczy mieć umowę z dostawcą. Trzeba udowodnić, że:

  • Te konkretne części do tego konkretnego pojazdu były dostępne z rabatem
  • Poszkodowany został o tym wyraźnie poinformowany
  • Miał realną możliwość skorzystania bez nadmiernych utrudnień

Zgodnie z art. 6 k.c. i art. 232 k.p.c. – to ubezpieczyciel musi to wszystko udowodnić, nie poszkodowany. Jeśli ubezpieczyciel tego nie udowodni – poszkodowany dostaje odszkodowanie według cen rynkowych (bez rabatów).

Moja rada

Jeśli ubezpieczyciel proponuje Ci rabaty na części, zadaj sobie (i jemu) kilka pytań:

  1. Czy to konkretna oferta? – Czy masz nazwę warsztatu, adres sklepu, cennik konkretnych części do Twojego auta?
  2. Czy to wygodne? – Czy warsztat/sklep jest w Twojej okolicy? Czy musisz coś organizować sam?
  3. Czy to kompletne? – Czy oferta obejmuje wszystkie potrzebne części oryginalne, czy tylko wybrane?
  4. Czy wiesz, co tracisz? – Czy ubezpieczyciel jasno napisał, że brak skorzystania wpłynie na odszkodowanie?

Jeśli odpowiedź na którekolwiek pytanie brzmi „nie” – najprawdopodobniej masz do czynienia z fikcyjną ofertą. I nie musisz z niej korzystać.

Podsumowanie – co to zmienia w praktyce

Ten wyrok potwierdza coś, co od lat obserwuję: ubezpieczyciele chętnie tworzą pozory pomocy, ale rzeczywista pomoc wygląda inaczej. Samo podpisanie umowy z dostawcą części i wysłanie ogólnikowego pisma „prosimy o kontakt” to za mało, żeby obniżyć odszkodowanie.

Co więcej, Sąd wyraźnie stwierdził, że obowiązek współpracy i minimalizacji szkody „musi być utrzymany i stosowany w rozsądnych granicach i nie powinien być wykorzystywany przez ubezpieczyciela do nakłaniania poszkodowanego, by zrezygnował z realizacji przysługujących mu praw”.

To ważne zdanie. Pokazuje, że prawo odszkodowawcze nie służy ubezpieczycielom do kreowania fikcyjnych „okazji”, z których poszkodowany rzekomo nie skorzystał. Służy naprawieniu szkody – pełnej, realnej, zgodnej z interesem poszkodowanego.

A czy poszkodowana z Leszna ostatecznie wygrała? Tak – dostała pełne odszkodowanie, bez pomniejszenia o rzekome „rabaty”. Sąd Okręgowy oddalił apelację ubezpieczyciela, potwierdzając wyrok Sądu Rejonowego w Lesznie.


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawospadkowepoznan.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl

Wpływ wcześniejszych szkód na odszkodowanie z OC – co musisz wiedzieć?

Zgłosiłeś szkodę komunikacyjną, czekasz na kosztorys i… niespodzianka. Kwota jest dużo niższa niż się spodziewałeś. „Jak to? Przecież zderzak był nienaruszony!” – myślisz. A jednak, ubezpieczyciel twierdzi inaczej. Powód? Wcześniejsze uszkodzenia pojazdu, o których być może nawet nie pamiętasz.

Z mojego wieloletniego doświadczenia w sprawach odszkodowawczych wiem, że historia szkodowa pojazdu to temat, który budzi emocje. Z jednej strony – prawo ubezpieczycieli do weryfikacji stanu auta. Z drugiej – uczucie, że zostałeś oszukany, gdy dostaniesz o tysiące złotych mniej, niż powinno Ci się należeć.

W tym artykule wyjaśnię, jak wcześniejsze szkody wpływają na wysokość odszkodowania i – co ważniejsze – jak się przed tym bronić.


W tym wpisie dowiesz się:

  • Kiedy wcześniejsze uszkodzenia mają znaczenie dla ubezpieczyciela?
  • Co mówi prawo o odszkodowaniu przy „powtórnych” szkodach?
  • Jakie argumenty stosują towarzystwa ubezpieczeniowe?
  • Jak dokumentować naprawy, by uniknąć problemów?
  • Co robić, gdy odszkodowanie zostało zaniżone?

Kiedy wcześniejsze szkody mają znaczenie?

Rzeczoznawca z ramienia ubezpieczyciela podczas oględzin auta sprawdza nie tylko aktualne uszkodzenia. Ocenia też:

  • Czy dany element był wcześniej uszkodzony? Jeśli na zdjęciach widać ślady starej szkody (np. odbarwienie lakieru, pęknięcia), może to być podstawa do obniżenia świadczenia.
  • Czy poprzednia naprawa została wykonana? Jeśli tak – w jakiej technologii i czy została udokumentowana? Naprawa „na czarno”, bez faktury, praktycznie nie istnieje w oczach ubezpieczyciela.
  • Czy nowe uszkodzenia pokrywają się z wcześniejszymi? Np. jeśli zderzak był już wcześniej zarysowany, a teraz został pęknięty – ubezpieczyciel może uznać, że „pogłębił się” tylko fragment szkody.

Przykład z praktyki

Pan Tomasz dwa lata temu uszkodził prawy przedni błotnik w wyniku kolizji parkingowej. Naprawił go w małym warsztacie, bez faktury. Teraz w tym samym miejscu doszło do uderzenia – błotnik wymaga wymiany. Ubezpieczyciel, widząc ślady starej naprawy, uznał, że element był już wcześniej uszkodzony i obniżył odszkodowanie o 40%.


Co mówi prawo?

Podstawą prawną odszkodowań jest art. 361 § 2 Kodeksu cywilnego:

„Naprawienie szkody obejmuje straty, które poszkodowany poniósł oraz korzyści, które mógłby osiągnąć, gdyby mu szkody nie wyrządzono.”

W praktyce oznacza to prawo do przywrócenia pojazdu do stanu sprzed szkody. Ale uwaga – nie do stanu lepszego, niż był przed zdarzeniem. Jeśli auto miało już uszkodzony zderzak, ubezpieczyciel nie jest zobowiązany do wymiany go na nowy, tylko do naprawy aktualnego uszkodzenia.

A to otwiera furtkę do sporów. Bo jak ocenić, czy „pogłębienie” szkody to 20%, 50%, czy może 100% nowego uszkodzenia?


Jakie argumenty stosują ubezpieczyciele?

Z doświadczenia naszej kancelarii najczęściej spotykamy następujące uzasadnienia obniżenia odszkodowania:

1. „Element posiadał wcześniejsze wady”

Np. „Zderzak był już wcześniej zarysowany, więc pokrywamy tylko koszt naprawy pęknięcia, a nie wymiany całego elementu.”

2. „Naprawy po poprzedniej szkodzie nie zostały wykonane lub ich jakość była niska”

Jeśli nie masz faktury z warsztatu, dla ubezpieczyciela ta naprawa nie istnieje. A jeśli była zrobiona „na kolanie”, może to być argument, że auto było w złym stanie technicznym.

3. „Wartość auta jest zbyt niska, by pokryć pełne koszty naprawy”

To klasyczne uzasadnienie dla szkody całkowitej. Ubezpieczyciel stwierdza, że koszt naprawy przekracza wartość pojazdu, więc wypłaca tylko odszkodowanie za „ekonomiczny total loss” – czyli wartość rynkową auta pomniejszoną o wartość wraku.

Przykład z wokandy

Klientka naszej kancelarii, pani Anna, miała kilkuletnie Polo z drobnymi zarysowaniami. Po kolizji ubezpieczyciel uznał szkodę za całkowitą, tłumacząc to tym, że „naprawa kosztowałaby więcej niż wartość pojazdu”. W rzeczywistości koszt naprawy wynosił 12 000 zł, a wartość auta – 15 000 zł. Po naszej interwencji ubezpieczyciel zgodził się na pełne pokrycie kosztów naprawy.


Jakie błędy popełniają kierowcy?

Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo dokumentacja wpływa na wysokość odszkodowania. Oto najczęstsze błędy:

1. Brak dokumentacji napraw

Naprawiłeś zderzak „u kolegi w warsztacie”, bez faktury? Dla ubezpieczyciela ta naprawa nie istnieje.

Rada: Zawsze wymagaj faktury VAT za każdą naprawę, nawet drobną.

2. Brak zdjęć auta przed szkodą

„Ale przecież to auto było w idealnym stanie!” – mówisz. A ubezpieczyciel pokazuje zdjęcie z oględzin, gdzie widać stare zarysowania.

Rada: Rób zdjęcia auta regularnie (np. co pół roku). W razie sporu będziesz miał dowód stanu pojazdu.

3. Ignorowanie drobnych uszkodzeń

Zdarzyło Ci się uszkodzenie parkingowe? Nie zgłosiłeś szkody, bo „to tylko zarysowanie”? Przy kolejnej szkodzie może to być argument do obniżenia odszkodowania.

Rada: Nawet drobne uszkodzenia warto udokumentować (zdjęcia, opis), nawet jeśli nie zgłaszasz szkody.

4. Brak regularnych przeglądów technicznych

Aktualny przegląd to potwierdzenie, że auto było sprawne. Brak przeglądu może być argumentem, że pojazd był zaniedbany.


Jak chronić się przed obniżeniem odszkodowania?

1. Dokumentuj każdą naprawę

  • Faktury VAT
  • Zdjęcia przed i po naprawie
  • Protokoły z warsztatów (jeśli są)

2. Zachowaj dowody stanu auta

  • Regularne zdjęcia pojazdu
  • Aktualne badania techniczne
  • Dokumentacja serwisowa

3. Zgłaszaj wszystkie szkody

Nawet jeśli nie planujesz naprawy na koszt ubezpieczyciela, zgłoszenie szkody tworzy oficjalny zapis w bazie danych. To może być pomocne przy kolejnych zdarzeniach.

4. Weryfikuj kosztorys ubezpieczyciela

Nie przyjmuj automatycznie, że ubezpieczyciel ma rację. Skonsultuj kosztorys z niezależnym rzeczoznawcą lub prawnikiem specjalizującym się w odszkodowaniach.


Co robić, gdy odszkodowanie zostało zaniżone?

Jeśli uważasz, że ubezpieczyciel niesłusznie obniżył odszkodowanie, masz prawo do odwołania się od decyzji. W piśmie odwoławczym:

  1. Wskaż, dlaczego nie zgadzasz się z decyzją (np. „Element był naprawiony, oto faktura”).
  2. Dołącz dowody: faktury, zdjęcia, ekspertyzy.
  3. Wezwij do wypłaty pełnego odszkodowania w określonym terminie (np. 7 dni).

Jeśli ubezpieczyciel odmówi, pozostaje droga sądowa. W sądzie możesz żądać nie tylko pełnego odszkodowania, ale też zwrotu kosztów procesu i odsetek za opóźnienie.

Przykład: Pan Michał miał dwie szkody parkingowe w odstępie roku. Przy drugiej szkodzie rzeczoznawca stwierdził, że zderzak był już wcześniej uszkodzony i obniżył odszkodowanie o 3000 zł. Pan Michał dołączył do odwołania fakturę z warsztatu i zdjęcia po naprawie. Ubezpieczyciel wypłacił pełne odszkodowanie w ciągu tygodnia.


Podsumowanie

Wcześniejsze szkody mogą wpłynąć na wysokość odszkodowania – ale tylko wtedy, gdy ubezpieczyciel udowodni, że dany element był już wcześniej uszkodzony. Kluczem jest dokumentacja:

  • Faktury za naprawy
  • Zdjęcia auta
  • Protokoły z warsztatów
  • Aktualne przeglądy techniczne

Pamiętaj: ubezpieczyciel ma obowiązek przywrócić auto do stanu sprzed szkody, a nie do stanu gorszego. Jeśli Twoje odszkodowanie zostało zaniżone, masz prawo się odwołać – i warto to zrobić.


Potrzebujesz pomocy w sprawie odszkodowania?

Kancelaria specjalizująca się w prawie odszkodowawczym pomoże Ci:

  • Zweryfikować kosztorys ubezpieczyciela
  • Przygotować pismo odwoławcze
  • Reprezentować Cię w negocjacjach lub przed sądem


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Ten artykuł to owoc moich doświadczeń z setkami spraw, gdzie wcześniejsze szkody były kluczowym punktem sporu. Masz pytania? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl


FAQ – najczęściej zadawane pytania

1. Czy ubezpieczyciel ma prawo obniżyć odszkodowanie z powodu wcześniejszych uszkodzeń?
Tak, ale tylko wtedy, gdy udowodni, że dany element był już wcześniej uszkodzony i nie został naprawiony lub naprawa była niekompletna.

2. Co zrobić, jeśli nie mam faktury za naprawę?
Możesz spróbować udokumentować naprawę innymi dowodami: zdjęciami przed i po, protokołem z warsztatu, zeznaniami świadków. Jednak brak faktury znacznie osłabia Twoją pozycję.

3. Czy mogę odwołać się od decyzji ubezpieczyciela?
Tak, masz prawo do złożenia pisma odwoławczego. Jeśli ubezpieczyciel odmówi, możesz skierować sprawę do sądu.

4. Jak długo mam czas na odwołanie?
Nie ma sztywnego terminu, ale warto działać szybko – im dłużej czekasz, tym trudniej będzie udowodnić swoje racje.

5. Czy warto zatrudnić prawnika w sprawie odszkodowania?
Jeśli kwota sporu jest znaczna (powyżej kilku tysięcy złotych) lub ubezpieczyciel nie chce negocjować, pomoc prawnika może znacznie zwiększyć Twoje szanse na pełne odszkodowanie.


Źródła:

  • Kodeks cywilny, art. 361 § 2
  • Ustawa o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych
  • Praktyka orzecznicza sądów w sprawach odszkodowawczych

Szkoda całkowita w AC – czy mogę dochodzić różnicy, gdy sprzedałem wrak taniej niż wycenił ubezpieczyciel?

Wyobraźmy sobie sytuację: dochodzi do poważnego wypadku, ubezpieczyciel stwierdza szkodę całkowitą w Twoim pojeździe i wycenia wrak na 153.700 zł. Przez dziewięć miesięcy próbujesz go sprzedać – wystawiasz ogłoszenia na Otomoto, Allegro, OLX – ale nikt nie chce zapłacić takiej kwoty. Ostatecznie znajdujesz kupca za 105.000 zł. Czy możesz domagać się od ubezpieczyciela dopłaty różnicy, czyli 48.700 zł? Odpowiedź brzmi: tak, ale pod pewnymi warunkami.

Spis treści

  1. Czym jest szkoda całkowita w ubezpieczeniu AC?
  2. Jak ubezpieczyciel wycenia wartość wraku pojazdu?
  3. Czy mogę dochodzić różnicy między wyceną ubezpieczyciela a faktyczną ceną sprzedaży wraku?
  4. Czy ubezpieczyciel powinien przejąć wrak pojazdu przy szkodzie całkowitej?
  5. Jakie działania powinieneś podjąć, aby udowodnić faktyczną wartość wraku?
  6. FAQ – najczęściej zadawane pytania

Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej.


Czym jest szkoda całkowita w ubezpieczeniu AC?

Szkoda całkowita w ubezpieczeniu autocasco (AC) powstaje, gdy koszty ekonomicznie uzasadnionej naprawy pojazdu przekraczają określony próg wartości pojazdu – zazwyczaj 70% jego wartości rynkowej przed szkodą.

W przypadku szkód z OC jest to próg 100%

W takiej sytuacji ubezpieczyciel uznaje, że naprawa jest nieopłacalna i wypłaca odszkodowanie obliczone jako różnica między wartością pojazdu przed szkodą a wartością wraku po szkodzie.

Wartość wraku ustala się – jak wskazują Ogólne Warunki Ubezpieczenia (OWU) w PZU Auto – „indywidualnie, w zależności od rozmiaru uszkodzeń i stopnia zużycia eksploatacyjnego pojazdu”. To „indywidualne ustalenie” powinno oznaczać uwzględnienie realiów rynkowych, a nie tylko teoretycznych wyliczeń programów komputerowych.

Jak ubezpieczyciel wycenia wartość wraku pojazdu?

Ubezpieczyciele zwykle stosują programy komputerowe do wyceny wartości wraku, które bazują na cenach katalogowych części zamiennych oraz średnich wartościach rynkowych podobnych pojazdów. Tyle teoria. W praktyce takie wyceny bywają zawyżone, zwłaszcza w przypadku pojazdów luksusowych (np. Porsche, BMW, Audi), gdzie:

  • Rynek wraków jest wąski – nabywców interesuje głównie eksport lub demontaż na części.
  • Koszty naprawy są bardzo wysokie, co zniechęca potencjalnych kupców.
  • Ceny katalogowe części nie odzwierciedlają rzeczywistej wartości wraku w obrocie handlowym.

Co ciekawe, sami ubezpieczyciele rzadko kiedy są skłonni kupić wrak za cenę, którą sami wycenili. To najlepszy dowód na to, że wycena komputerowa nie zawsze pokrywa się z realiami rynkowymi.

Czy mogę dochodzić różnicy między wyceną ubezpieczyciela a faktyczną ceną sprzedaży wraku?

Tak – jeśli udowodnisz, że wycena ubezpieczyciela była nierealistyczna, a Ty dołożyłeś należytej staranności w próbie sprzedaży wraku po cenie wskazanej przez ubezpieczyciela. Kluczowe orzeczenie Sądu Najwyższego (sygn. III CZP 57/01 z 12 października 2001 r.) jasno wskazuje:

„W warunkach gospodarki rynkowej rzecz zawsze ma taką wartość majątkową, jaką może osiągnąć na rynku.”

Oznacza to, że faktyczna cena sprzedaży wraku – uzyskana po rzetelnych i długotrwałych próbach sprzedaży – jest najlepszym miernikiem jego rzeczywistej wartości rynkowej. Nie liczy się tylko teoretyczna wycena ubezpieczyciela.

Przykład z praktyki

W jednej z naszych spraw poszkodowany przez 9 miesięcy próbował sprzedać wrak Porsche Panamera za 153.700 zł (kwota wskazana przez ubezpieczyciela). Wystawił ogłoszenia na popularnych portalach (Otomoto, OLX, Allegro, Gratka), ogłoszenie wyświetliło ponad 25 tysięcy użytkowników, ponad 4 tysiące sprawdziło szczegóły – ale nikt nie chciał kupić wraku za tę cenę. Ostatecznie znalazł kupca za 105.000 zł. Sąd uznał, że to właśnie ta kwota odzwierciedla rzeczywistą wartość rynkową wraku, a poszkodowany ma prawo domagać się od ubezpieczyciela dopłaty różnicy (48.700 zł).

Czy ubezpieczyciel powinien przejąć wrak pojazdu przy szkodzie całkowitej?

Nie ma takiego obowiązku prawnego. Ubezpieczyciel nie musi kupić wraku od poszkodowanego za cenę, którą sam wycenił. Niektóre towarzystwa ubezpieczeniowe oferują pomoc w organizacji aukcji wraku (np. PZU Pomoc Online), ale:

  • Nie zawsze aukcje te kończą się sukcesem.
  • Ubezpieczyciel może odmówić ponownego wystawienia pojazdu na aukcji.
  • Często „znajdą” kupca na aukcji, a potem okazuje się, że transakcja nie doszła do skutku.
  • Poszkodowany może nie mieć dostępu do danych kontaktowych oferenta.

W praktyce ubezpieczyciele starają się uniknąć bezpośredniego zakupu wraku, co faktycznie potwierdza, że ich wyceny bywają zawyżone. To z kolei stawia poszkodowanego w trudnej sytuacji – musi samodzielnie znaleźć kupca, często za znacznie niższą cenę niż wskazana w wycenie.

Co zrobić, gdy ubezpieczyciel odmawia pomocy?

Jeśli ubezpieczyciel:

  • odmówił wystawienia pojazdu na kolejnej aukcji,
  • nie przekazał danych kontaktowych oferenta,
  • nie chce kupić wraku za cenę wskazaną w wycenie,

to poszkodowany ma prawo samodzielnie sprzedać wrak i domagać się dopłaty różnicy między wyceną a faktyczną ceną sprzedaży – pod warunkiem, że udowodni, iż dołożył należytej staranności.

Jakie działania powinieneś podjąć, aby udowodnić faktyczną wartość wraku?

Aby skutecznie dochodzić różnicy w odszkodowaniu, musisz wykazać, że:

  1. Próbowałeś sprzedać wrak za cenę wskazaną przez ubezpieczyciela – wystawiłeś ogłoszenia na popularnych portalach (Otomoto, OLX, Allegro, Gratka).
  2. Próby trwały wystarczająco długo – co najmniej kilka miesięcy, aby dać potencjalnym kupcom szansę na zapoznanie się z ofertą.
  3. Dokumentowałeś wszystkie działania – zachowaj:
    • Zrzuty ekranu z ogłoszeń (z datami i liczbą wyświetleń).
    • Korespondencję z potencjalnymi kupcami.
    • Dowody stopniowego obniżania ceny (jeśli to robiłeś).
    • Potwierdzenie transakcji – umowę sprzedaży i przelew.
  4. Skonsultowałeś się z ekspertem rynkowym (opcjonalnie, ale pomocne) – np. handlarzem samochodowym, który potwierdzi, że wycena ubezpieczyciela była nierealistyczna.
  5. Zwróciłeś się do ubezpieczyciela o pomoc – najlepiej pisemnie, z prośbą o wykup wraku lub ponowne wystawienie na aukcji.

Jak wskazuje Rzecznik Finansowy: „Jeżeli poszkodowany nie dokonałby zbycia po tak ustalonej cenie [przez ubezpieczyciela] bądź zakład ubezpieczeń nie znajdzie nabywcy, a poszkodowany znalazłby jednak nabywcę uszkodzonego pojazdu, lecz nie uzyskałby ceny oferowanej i zaakceptowanej przez ubezpieczyciela, ma on prawo przedłożenia umowy sprzedaży i żądania pokrycia różnicy.”


FAQ – najczęściej zadawane pytania

1. Czy mogę dochodzić różnicy, jeśli sprzedałem wrak taniej niż wycenił ubezpieczyciel?

Tak, możesz – pod warunkiem, że udowodnisz, iż dołożyłeś należytej staranności w próbie sprzedaży wraku za cenę wskazaną przez ubezpieczyciela (ogłoszenia, długotrwałe starania, dokumentacja). Faktyczna cena sprzedaży odzwierciedla rzeczywistą wartość rynkową wraku.

2. Czy ubezpieczyciel musi kupić ode mnie wrak za cenę, którą sam wycenił?

Nie, ubezpieczyciel nie ma takiego obowiązku prawnego. Może jednak zaoferować pomoc w organizacji aukcji. Jeśli odmówi wykupu lub pomocy, a Ty nie będziesz w stanie sprzedać wraku za wskazaną cenę, możesz dochodzić różnicy w odszkodowaniu.

3. Jak długo powinienem próbować sprzedać wrak przed obniżeniem ceny?

Nie ma sztywno określonego terminu, ale praktyka pokazuje, że kilka miesięcy (3-6 miesięcy) to rozsądny okres. Im dłużej utrzymujesz ofertę na popularnych portalach, tym silniejszy argument, że wycena ubezpieczyciela była zawyżona.

4. Co zrobić, gdy ubezpieczyciel odmawia pomocy w sprzedaży wraku?

Udokumentuj odmowę (np. e-mail, pismo), a następnie samodzielnie wystawiaj ogłoszenia na portalach (Otomoto, OLX itp.). Zachowuj wszystkie dowody działań (zrzuty ekranu, korespondencję z potencjalnymi kupcami). Jeśli finalnie sprzedasz wrak taniej niż wycena ubezpieczyciela, możesz dochodzić różnicy w sądzie.

5. Czy biegły sądowy ustali faktyczną wartość wraku?

Biegły może wycenić wartość wraku na podstawie programów komputerowych i średnich rynkowych, ale nie wskaże, czy za taką kwotę faktycznie znalazłby się kupiec. Tylko realna transakcja sprzedaży (po długich próbach) pokazuje rzeczywistą wartość rynkową wraku – o czym wielokrotnie przypominają sądy.


Podsumowanie

Jeśli Twój pojazd uległ szkodzie całkowitej, a ubezpieczyciel wycenił wrak na kwotę, której nie jesteś w stanie uzyskać na rynku, masz prawo dochodzić różnicy w odszkodowaniu. Kluczowe jest udokumentowanie wszystkich działań zmierzających do sprzedaży wraku za cenę wskazaną przez ubezpieczyciela. Praktyka rynkowa i orzecznictwo jasno wskazują: faktyczna cena sprzedaży wraku (uzyskana po rzetelnych staraniach) jest najlepszym miernikiem jego wartości – nie teoretyczne wyliczenia programów komputerowych.


Disclaimer: Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Każda sprawa odszkodowawcza jest indywidualna, dlatego zapraszamy do kontaktu z naszą kancelarią.


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawospadkowepoznan.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl

Rozbity telefon nauczycielki – czy szkoła zawsze płaci? O granicach odpowiedzialności za uczniów

Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej.

Spis treści

  1. Dyrektor dzwoni: „Uczeń rozbił telefon nauczycielki. Co robić?”
  2. Art. 427 KC – przepis, który ratuje (lub rujnuje) budżet szkoły
  3. Przypadek rozbitego telefonu – kto ma zapłacić?
  4. Ubezpieczenie OC szkoły – dlaczego może odmówić
  5. FAQ

Zadzwonił do mnie dyrektor szkoły z Poznania. „Panie mecenasie, mam problem. Uczeń wbiegł w nauczyciela na korytarzu, telefon spadł, ekran w drobny mak. Nauczycielka żąda zwrotu kosztów naprawy od szkoły. Czy muszę zapłacić? Czy zgłaszać do ubezpieczyciela?”

To pytanie słyszę regularnie. I za każdym razem odpowiadam: to zależy. Nie od budżetu szkoły, nie od nastroju ubezpieczyciela, ale od jednej rzeczy: czy szkoła zaniedbała nadzór nad uczniami.

Dziś opowiem Wam, kiedy szkoła rzeczywiście płaci za szkody wyrządzone przez dzieci, a kiedy może (i powinna!) odmówić. I dlaczego przepis, o którym zaraz przeczytacie, to jeden z najważniejszych w prawie oświatowym.

Dyrektor dzwoni: „Uczeń rozbił telefon nauczycielki. Co robić?”

Scenariusz z życia wzięty (szczegóły zmienione):

Przerwa międzylekcyjna. Korytarz w szkole podstawowej w Swarzędzu. Nauczycielka dyżuruje, rozmawia z jednym uczniem. Nagle z boku wybiega dziewczynka (8 lat), nie patrzy, wpada w nauczyciela. Telefon wylatuje z ręki, ekran pęka. Koszt naprawy: 800 zł.

Nauczycielka przychodzi do dyrektora: „Proszę zgłosić szkodę do ubezpieczyciela OC szkoły. Albo zwróćcie mi z budżetu”.

Dyrektor w rozterце:

  • Czy szkoła odpowiada za to, że dziecko nie patrzyło, gdzie biegnę?
  • Czy to nie było zdarzenie losowe?
  • Czy polisa OC obejmuje mienie nauczycieli?
  • Co, jeśli zgłoszę, a inni nauczyciele zaczną zgłaszać każdą ryskę na telefonie?

Z mojego doświadczenia wiem: dyrektorzy często płacą w takich sytuacjach z niepewności, nie dlatego, że muszą. A to błąd. Bo odpowiedzialność szkoły za uczniów nie jest absolutna. Jest warunkowa. I zależy od jednego przepisu.

Art. 427 KC – przepis, który ratuje (lub rujnuje) budżet szkoły

To fascynujący przepis. Krótki, ale wieloznaczny. Brzmi tak:

„Kto z mocy ustawy lub umowy jest zobowiązany do nadzoru nad osobą, której z powodu wieku albo stanu psychicznego lub cielesnego winy poczytać nie można, ten obowiązany jest do naprawienia szkody wyrządzonej przez tę osobę, chyba że uczynił zadość obowiązkowi nadzoru albo że szkoda powstałaby także przy starannym wykonywaniu nadzoru.”

Co to oznacza w praktyce dla szkoły?

Szkoła odpowiada za „winę w nadzorze”, nie za każdą szkodę

To kluczowe: szkoła nie jest ubezpieczycielem od wszystkich nieszczęść, które przytrafiają się w jej murach. Szkoła odpowiada tylko wtedy, gdy zaniedbała nadzór nad uczniami.

Innymi słowy:

  • Jeśli szkoda powstała, bo nauczyciel nie pilnował dzieci (np. zostawił klasę bez opieki, a dzieci zniszczyły sprzęt) → szkoła płaci
  • Jeśli szkoda powstała mimo prawidłowego nadzoru (zdarzenie losowe, którego nie dało się przewidzieć) → szkoła NIE płaci

Dwie „furki” dla szkoły

Art. 427 KC daje szkole dwie możliwości obrony:

Furtka 1: „Sprawowałem prawidłowy nadzór” Szkoła może wykazać, że nauczyciele dyżurowali zgodnie z harmonogramem, reagowali na niebezpieczne zachowania, przestrzegali regulaminów. Innymi słowy: robiliśmy wszystko, co należało.

Furtka 2: „Szkoda powstałaby i tak, nawet przy idealnym nadzorze” To tzw. zdarzenie losowe. Dziecko zareagowało spontanicznie, nieprzewidywalnie. Nawet gdyby na korytarzu stało 10 nauczycieli, szkoda by się wydarzyła.

W przypadku rozbitego telefonu zastosowanie ma furtka 2: szkoda powstała losowo, mimo obecności nauczyciela na dyżurze.

Przypadek rozbitego telefonu – kto ma zapłacić?

Wracamy do naszego przypadku. Nauczycielka żąda 800 zł za naprawę telefonu. Czy dyrektor powinien zapłacić?

Analiza krok po kroku

Krok 1: Czy nauczyciel dyżurujący zaniedbał nadzór?

Fakty:

  • Nauczycielka była na korytarzu (zgodnie z harmonogramem dyżurów)
  • Rozmawiała z uczniem (czyli wykonywała obowiązki)
  • Dziewczynka wybiegła spontanicznie, nie dało się tego przewidzieć

Wniosek: nie było zaniedbania nadzoru. Nauczyciel był na miejscu, pełnił dyżur.

Krok 2: Czy szkoda powstałaby i tak, nawet przy idealnym nadzorze?

Fakty:

  • Dziewczynka (8 lat) wybiegła nagle, nie patrząc
  • To była spontaniczna reakcja dziecka
  • Nawet gdyby na korytarzu stało 5 nauczycieli, dziewczynka mogłaby wbiec w nauczyciela

Wniosek: to było zdarzenie losowe. Szkoła nie jest w stanie kontrolować każdej reakcji 8-latki.

Krok 3: Czy szkoła ponosi odpowiedzialność?

Odpowiedź: NIE.

Dlaczego? Bo spełnione są obie „furtki” z art. 427 KC:

  1. Nadzór był prawidłowy (nauczyciel dyżurował)
  2. Szkoda powstałaby i tak (zdarzenie losowe)

Co ciekawe, gdyby sytuacja była inna – np. nauczyciel wielokrotnie ignorował biegi uczniów po korytarzu, nie reagował na niebezpieczne zabawy – wówczas można by rozważać winę w nadzorze. Ale w naszym przypadku tego nie było.

Co powiedziałem dyrektorowi?

„Panie dyrektorze, nie musi pan płacić z budżetu szkoły. To było zdarzenie losowe, którego nie dało się przewidzieć. Nauczyciel dyżurował, dziecko zareagowało spontanicznie. Art. 427 KC chroni szkołę w takich sytuacjach.”

Dyrektor odetchnął. Ale od razu zapytał: „A co z ubezpieczeniem OC szkoły? Może zgłosić tam szkodę?”

Ubezpieczenie OC szkoły – dlaczego może odmówić

To kolejna pułapka, o której dyrektorzy często nie wiedzą.

Kogo chroni polisa OC działalności?

Polisa OC działalności gospodarczej (którą ma każda szkoła) zazwyczaj obejmuje szkody wyrządzone osobom trzecim.

Kto jest „osobą trzecią”?

  • Uczeń w szkole → TAK (to osoba trzecia)
  • Rodzic odwiedzający szkołę → TAK
  • Dostawca, który się poślizgnął w szkole → TAK
  • Nauczyciel w trakcie pracy → NIE (to pracownik, nie osoba trzecia)

To zasadnicza różnica. Ubezpieczyciel OC szkoły może odmówić wypłaty, argumentując:

  • „Nauczycielka nie jest osobą trzecią, to Wasz pracownik”
  • „Szkoda na mieniu pracownika w trakcie pracy nie podlega ochronie OC działalności”

Czy warto zgłaszać do ubezpieczyciela?

Moja rada: warto sprawdzić warunki polisy. Niektóre polisy OC szkoły mogą obejmować także szkody na mieniu nauczycieli (jeśli jest to wyraźnie zapisane w OWU).

Co zrobić w praktyce:

  1. Sprawdź warunki polisy OC szkoły
  2. Jeśli polisa obejmuje mienie nauczycieli → zgłoś szkodę
  3. Jeśli nie obejmuje → wyjaśnij nauczycielce, że to zdarzenie losowe i szkoła nie ponosi odpowiedzialności (art. 427 KC)

Dodatkowy problem: czy nauczycielka powinna używać telefonu w szkole?

To ciekawy wątek. Jeśli regulamin pracy zabrania nauczycielom używania telefonów prywatnych w trakcie zajęć (lub dyżurów), ubezpieczyciel może podnieść argument: „Nauczycielka przyczyniła się do powstania szkody”.

Innymi słowy: gdyby nie trzymała telefonu w ręce na korytarzu (wbrew regulaminowi), szkoda by nie powstała. To tzw. przyczynienie poszkodowanego (art. 362 KC) – sąd lub ubezpieczyciel może zmniejszyć odszkodowanie lub odmówić jego wypłaty.

W naszym przypadku nauczycielka używała telefonu w trakcie dyżuru – jeśli regulamin tego zabrania, może to być argument przeciwko jej roszczeniu.

Praktyczne wskazówki dla dyrektorów (i nie tylko)

Z tej sprawy płyną konkretne lekcje dla szkół:

1. Nie płać automatycznie za każdą szkodę

Dyrektorzy często boją się konfliktów z nauczycielami i płacą „na skróty”. To błąd. Jeśli szkoda powstała losowo, a nadzór był prawidłowy – masz prawo odmówić.

2. Dokumentuj nadzór

Przydatne są:

  • Harmonogramy dyżurów (kto, kiedy dyżurował)
  • Protokoły z narad (ustalenia nt. bezpieczeństwa)
  • Zapisy z monitoringu (jeśli są dostępne)
  • Zeznania świadków (inni nauczyciele, uczniowie)

To materiał dowodowy w razie sporu z nauczycielem lub ubezpieczycielem.

3. Reaguj na niebezpieczne zachowania uczniów

Jeśli nauczyciele wielokrotnie ignorują biegi po korytarzu, agresywne zabawy, niebezpieczne sytuacje – to może być wina w nadzorze.

Dlatego: wymagaj od nauczycieli reakcji, dokumentuj interwencje (np. wpisy do dziennika, rozmowy z rodzicami).

4. Sprawdź polisę OC

Zapytaj brokera ubezpieczeniowego: „Czy nasza polisa OC obejmuje szkody na mieniu pracowników?”. Jeśli nie – rozważ rozszerzenie polisy (może być tańsze niż pokrywanie szkód z budżetu).

5. Edukcja personelu

Warto wyjaśnić nauczycielom zasady odpowiedzialności szkoły. Nauczyciele często myślą, że „szkoła płaci za wszystko”. Tymczasem odpowiedzialność wymaga wykazania winy w nadzorze.

FAQ

1. Czy szkoła zawsze odpowiada za szkody wyrządzone przez uczniów?

Nie. Szkoła odpowiada tylko wtedy, gdy wykaże się winę w nadzorze (art. 427 KC). Jeśli nadzór był prawidłowy, a szkoda powstała losowo – szkoła nie ponosi odpowiedzialności.

2. Czy polisa OC działalności szkoły obejmuje mienie nauczycieli?

Zazwyczaj nie. OC działalności obejmuje szkody wyrządzone osobom trzecim, a nauczyciel w trakcie pracy może nie być uznany za osobę trzecią. Należy sprawdzić warunki konkretnej polisy.

3. Co zrobić, gdy nauczyciel żąda odszkodowania?

Sprawdź, czy:

  1. Polisa OC obejmuje takie zdarzenia → jeśli tak, skieruj nauczyciela do ubezpieczyciela
  2. Szkoda powstała z winy szkoły w nadzorze → jeśli nie, odmów, argumentując art. 427 KC (zdarzenie losowe)

4. Czy używanie telefonu w czasie pracy wpływa na odpowiedzialność?

Tak. Jeśli regulamin zabrania używania telefonów, nauczyciel mógł się przyczynić do powstania szkody (art. 362 KC). Ubezpieczyciel lub sąd może to uwzględnić, zmniejszając odszkodowanie lub odmawiając jego wypłaty.

5. Jak udowodnić, że nadzór był prawidłowy?

Przydatne są: harmonogramy dyżurów, protokoły z narad, zapisy z monitoringu, zeznania świadków. Warto też dokumentować interwencje nauczycieli wobec niebezpiecznych zachowań uczniów.


Podsumowanie: odpowiedzialność szkoły to nie „ubezpieczenie od wszystkiego”

Sprawa rozbitego telefonu to świetna ilustracja zasady, którą powtarzam dyrektorom: szkoła nie jest ubezpieczycielem od wszystkich nieszczęść.

Szkoła odpowiada za szkody wyrządzone przez uczniów tylko wtedy, gdy zaniedbała nadzór. Art. 427 KC daje szkole dwie „furtki”:

  1. Nadzór był prawidłowy
  2. Szkoda powstałaby i tak (zdarzenie losowe)

W przypadku rozbitego telefonu nauczycielki zastosowanie miała furtka 2: dziewczynka wybiegła spontanicznie, mimo obecności nauczyciela na dyżurze. To było zdarzenie losowe, za które szkoła nie ponosi odpowiedzialności.

Czy dyrektor powinien był zapłacić? Nie.

Czy powinien był zgłosić do ubezpieczyciela OC? Tylko jeśli polisa obejmuje mienie nauczycieli (co jest rzadkością).

Morał? Nie bój się odmówić, jeśli masz rację. Art. 427 KC chroni szkołę przed niezasłużonymi roszczeniami. Ale wymaga dokumentacji: harmonogramy dyżurów, protokoły, monitoring. Bo w sporze z nauczycielem (lub ubezpieczycielem) liczy się nie dobre chęci, ale dowody.

A jeśli masz wątpliwości – zadzwoń do prawnika specjalizującego się w prawie oświatowym. Konsultacja kosztuje grosze w porównaniu z ryzykiem wypłacenia niezasłużonego odszkodowania.


Niniejszy artykuł stanowi ogólną informację prawną i nie zastępuje indywidualnej porady prawnej w konkretnej sprawie. Każda sytuacja w oświacie wymaga analizy konkretnych okoliczności i dokumentów. W celu uzyskania porady prawnej dostosowanej do Państwa sytuacji, zapraszamy do kontaktu z naszą kancelarią.

Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem z pasją, w tym prawem oświatowym. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawnikoswiatowy.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl


Źródła

  • Kodeks cywilny, art. 427
  • Kodeks cywilny, art. 362

Zaniżona wycena auta po kolizji – szkoda całkowita

Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej.
Rzeczoznawca ubezpieczyciela wycenił Twoje auto na 60 000 zł. Sprawdzasz OtoMoto – identyczne auta kosztują 75-85 tysięcy. Różnica? 20 000 zł. I nagle rozumiesz, że „szkoda całkowita” to nie przypadek – to celowa manipulacja. W mojej praktyce widzę to co tydzień. Ubezpieczyciele zaniżają wartość auta o 20-30%, bo każdy procent to tysiące złotych zaoszczędzone na odszkodowaniu. A klient? Często nie wie, że może się bronić. W tym artykule pokażę Ci, jak sprawdzić prawdziwą wartość swojego auta i wywalczyć sprawiedliwe odszkodowanie.

Dlaczego ubezpieczyciele zaniżają wartość auta?

Zanim przejdziemy do tego, jak się bronić, zrozummy mechanizm. Ubezpieczyciele mają prosty cel: wypłacić jak najmniej. I najłatwiejszy sposób to zaniżyć wartość auta przed kolizją. Przypomnijmy formułę szkody całkowitej:
Odszkodowanie = Wartość auta przed kolizją – Wartość wraku
Jeśli ubezpieczyciel zaniży wartość auta z 80 000 zł do 60 000 zł, to oszczędza 20 000 zł (minus wartość wraku, więc realnie ~15-18 tys. zł). Pomnóż to przez setki spraw rocznie, i masz miliony złotych „zaoszczędzonych” na klientach.

⚠️ Najczęstsze triki ubezpieczycieli

  • Wybiórcze oferty z OtoMoto – rzeczoznawca wybiera najtańsze ogłoszenia, pomijając te z pełnym wyposażeniem
  • Zaniżone katalogi – używa starszych wersji Eurotax/DAT, gdzie ceny były niższe
  • Uwzględnienie wyimaginowanych wad – „auto miało zadrapania, więc obniżamy wartość o 10%”
  • Porównanie z autami w gorszym stanie – Twoje ma full opcja, a wycena oparta na wersji podstawowej

Jak sprawdzić prawdziwą wartość swojego auta?

Najlepsza broń przeciwko zaniżeniu? Własne badanie rynku. Oto krok po kroku, jak to zrobić:

Krok 1: Zbierz oferty z portali ogłoszeniowych

Wejdź na OtoMoto, Otomoto, Allegro Motoryzacja i znajdź minimum 5-10 aut:
  • Tej samej marki i modelu (dokładnie ten sam model, np. Volvo V60 D4, nie V60 D3)
  • Tego samego rocznika (+/- 1 rok akceptowalne)
  • Podobnego przebiegu (+/- 20 000 km)
  • Podobnego wyposażenia (jeśli Twoje miało skórzaną tapicerkę, nawigację, panoramę – szukaj takich samych)

Przykład: Volvo V60 D4 Momentum, 2016, 120 000 km, full opcja

Szukasz na OtoMoto (wrzesień 2024):
  1. Poznań, 118 000 km, skóra, navi, panorama: 82 000 zł
  2. Warszawa, 125 000 km, skóra, navi: 78 000 zł
  3. Kraków, 115 000 km, skóra, panorama, LED: 85 000 zł
  4. Gdańsk, 130 000 km, bez panoramy: 76 000 zł
  5. Wrocław, 120 000 km, pełne wyposażenie: 80 000 zł
  6. Łódź, 112 000 km, skóra, navi, kamera: 83 000 zł
  7. Katowice, 128 000 km, wersja Summum: 81 000 zł
  8. Szczecin, 119 000 km, full opcja + hak: 84 000 zł
Średnia: (82 + 78 + 85 + 76 + 80 + 83 + 81 + 84) / 8 = 81 125 zł Wycena rzeczoznawcy ubezpieczyciela: 60 000 zł Różnica: 21 125 zł (35%!)

💡 Praktyczna rada

Zapisz oferty! Zrób zrzuty ekranu każdego ogłoszenia (data, cena, parametry, numer telefonu sprzedającego). Portale typu OtoMoto często usuwają ogłoszenia po sprzedaży, więc musisz mieć dowody. Najlepiej: wydrukuj oferty do PDF (Ctrl+P → Zapisz jako PDF) – to będzie Twój dowód w reklamacji i ewentualnie w sądzie.

Krok 2: Sprawdź katalogi wycen (opcjonalnie)

Jeśli masz dostęp do:
  • Eurotax (płatny katalog, używany przez ubezpieczycieli)
  • DAT (niemiecki katalog, bardziej szczegółowy)
  • Autobaza.pl (polska alternatywa, częściowo darmowa)
Sprawdź tam wartość swojego auta. Ale uwaga: oferty z portali są ważniejsze, bo pokazują realną wartość rynkową (to, za ile naprawdę można kupić takie auto).

Krok 3: Zlecić niezależną wycenę rzeczoznawcy (opcja premium)

Koszt: 500-1000 zł (zależy od regionu i doświadczenia rzeczoznawcy) Co dostaniesz:
  • Profesjonalny raport wyceny (10-20 stron)
  • Opis pojazdu (marka, model, rok, przebieg, wyposażenie)
  • Metodę wyceny (oferty rynkowe, katalogi, analiza porównawcza)
  • Wartość rynkową (np. 80 000 zł)
  • Podpis i pieczęć rzeczoznawcy (waga dowodowa w sądzie)

Kiedy warto zlecić niezależną wycenę?

  • Różnica między Twoją wyceną a ubezpieczyciela to >kilka tyś zł
  • Ubezpieczyciel odmówił podwyższenia po reklamacji
  • Planujesz pozew do sądu (potrzebujesz mocnego dowodu)
Koszt 500 zł to mało, jeśli walczysz o 20 000 zł różnicy.

Jak napisać skuteczną reklamację?

Masz już oferty z OtoMoto (lub wycenę rzeczoznawcy). Czas na reklamację do ubezpieczyciela.

Wzór reklamacji – kopiuj i dostosuj

[Twoje imię i nazwisko] [Adres] [Telefon, e-mail]

[Miasto, data]

[Nazwa towarzystwa ubezpieczeniowego] [Adres siedziby] REKLAMACJA Dotyczy: szkoda nr [numer szkody], pojazd [marka, model, nr rej.], zaniżona wycena wartości pojazdu Szanowni Państwo, W dniu [data] zgłosiłem szkodę po kolizji mojego pojazdu [marka, model, rok produkcji, nr rejestracyjny]. W dniu [data] otrzymałem decyzję o wypłacie odszkodowania w wysokości [kwota zł] za szkodę całkowitą. Wycena wartości mojego pojazdu sporządzona przez Państwa rzeczoznawcę ([kwota] zł) jest rażąco zaniżona i nie odzwierciedla wartości rynkowej. Uzasadnienie:
  1. Wartość rynkowa pojazdu wynosi [kwota średnia z ofert] zł, co wynika z analizy ofert porównywalnych pojazdów na portalach OtoMoto, Otomoto i Allegro Motoryzacja (załączam zrzuty ekranu 10 ofert z okresu [daty]).
  2. Pojazd był w bardzo dobrym stanie technicznym, regularnie serwisowany w ASO [marka], z pełną historią przeglądów (załączam dokumentację).
  3. Wyposażenie pojazdu obejmowało: [lista: skórzana tapicerka, nawigacja, panorama, kamera, czujniki parkowania, itp.], co znacząco podnosi wartość rynkową.
  4. Przebieg [liczba] km jest zgodny z dokumentacją i potwierdza prawidłową eksploatację.
Żądanie: W związku z powyższym żądam podwyższenia odszkodowania do kwoty odpowiadającej rzeczywistej wartości pojazdu, tj. [wartość auta wg Twoich ustaleń] zł minus wartość wraku [kwota] zł = [nowa kwota odszkodowania] zł. Różnica między wypłaconym odszkodowaniem a należnym wynosi: [różnica] zł. Termin odpowiedzi: 14 dni od daty otrzymania niniejszej reklamacji. W przypadku braku satysfakcjonującej odpowiedzi, będę zmuszony skierować sprawę do sądu oraz wystąpić o zwrot kosztów postępowania, w tym kosztów opinii biegłego rzeczoznawcy i obsługi prawnej. Z poważaniem, [Twój podpis] Załączniki:
  1. Zrzuty ekranu 10 ofert z OtoMoto/Otomoto (lub wydruki PDF)
  2. Dokumentacja serwisowa pojazdu (przeglądy, naprawy)
  3. Dowód rejestracyjny (kopia)
  4. [Opcjonalnie] Niezależna opinia rzeczoznawcy

💡 Kluczowe elementy reklamacji

  • Konkretne liczby: „wartość 80 000 zł, nie 60 000 zł, różnica 20 000 zł”
  • Dowody: załączniki z ofertami (minimum 5-10 sztuk)
  • Termin: 14 dni (presja czasowa)
  • Groźba pozwu: „będę zmuszony skierować sprawę do sądu” (ale bez agresji)

Co się stanie po wysłaniu reklamacji?

Ubezpieczyciel ma 30 dni na odpowiedź (art. 6 ustawy o rozpatrywaniu reklamacji). W praktyce:

Scenariusz 1: Ubezpieczyciel się zgadza (30-40% przypadków)

Dostaniesz dopłatę odszkodowania. Koniec sprawy. 🎉

Scenariusz 2: Ubezpieczyciel częściowo się zgadza (30-40% przypadków)

Proponuje podwyższenie, ale mniejsze niż żądałeś. Np. z 60 000 zł do 70 000 zł (zamiast 80 000 zł). Co robić? Negocjuj. Jeśli różnica jest mała (2-3 tys. zł), może warto zaakceptować. Jeśli duża (10 tys. zł+), idź do sądu.

Scenariusz 3: Ubezpieczyciel odmawia (20-30% przypadków)

Odpowiedź typu: „Nasza wycena jest prawidłowa, odmawamy podwyższenia.” Co robić? Pozew do sądu.
📌 Zachęcamy do zapoznania się z ofertą Kancelarii – pomożemy Ci wywalczyć sprawiedliwe odszkodowanie.

Pozew do sądu – kiedy warto i jak to wygląda?

Jeśli ubezpieczyciel odmawia lub proponuje śmiesznie niską dopłatę, jedynym wyjściem jest sąd.

Kiedy warto iść do sądu?

  • Różnica >5 000 zł – koszty sądowe (300-2000 zł) + prawnik (opcjonalnie) to mniej niż potencjalny zysk
  • Masz mocne dowody – oferty z OtoMoto + opcjonalnie wycena rzeczoznawcy
  • Ubezpieczyciel uparcie odmawia – mimo oczywistych dowodów

Jak wygląda proces sądowy?

  1. Złożenie pozwu – żądanie dopłaty odszkodowania + odsetki za opóźnienie
  2. Dowód z opinii biegłego – sąd wezwie niezależnego rzeczoznawcę, który oceni wartość pojazdu
  3. Wyrok – zazwyczaj sąd staje po stronie poszkodowanego (jeśli dowody są mocne)
  4. Koszty – jeśli wygrasz, ubezpieczyciel pokryje koszty sądowe, opinii biegłego i Twojego prawnika
Najczęstsze błędy przy podważaniu wyceny

❌ Czego NIE robić

  1. Porównywać z autami w innym stanie
    • Błąd: „Na OtoMoto są takie za 90 000 zł” (ale to wersja R-Design z 50 000 km przebiegiem)
    • Poprawnie: Porównuj tylko do aut o podobnym przebiegu i wyposażeniu
  2. Używać starych ofert
    • Błąd: Oferty z 6 miesięcy temu (ceny mogły spaść)
    • Poprawnie: Oferty z ostatnich 2-4 tygodni przed kolizją
  3. Samemu oszacować wartość „na oko”
    • Błąd: „Moim zdaniem warte 100 000 zł” (bez dowodów)
    • Poprawnie: Konkretne oferty z portali + średnia arytmetyczna
  4. Ignorować stan techniczny
    • Błąd: Porównywać auto z ASO (pełna historia) z prywatnym importem bez dokumentacji
    • Poprawnie: Uwzględnij stan techniczny, historię serwisową
  5. Czekać zbyt długo z reklamacją
    • Błąd: Wysłać reklamację po 3 miesiącach (oferty z OtoMoto już nieaktualne)
    • Poprawnie: Reklamacja w ciągu 14 dni od otrzymania decyzji

Najważniejsze wnioski

  • Ubezpieczyciele zaniżają wartość auta o 20-30% – to standardowa praktyka
  • Zbierz 5-10 ofert z OtoMoto – to Twoja najlepsza broń (zapisz zrzuty ekranu!)
  • Niezależna wycena rzeczoznawcy kosztuje 300-800 zł – warto, jeśli walczysz o >10 000 zł
  • Reklamacja w ciągu 14 dni – z konkretnymi liczbami, dowodami i terminem 14 dni na odpowiedź
  • Jeśli ubezpieczyciel odmawia → pozew – zazwyczaj wygrasz, a koszty pokryje ubezpieczyciel
  • Średni zysk po wygranej sprawie: 15-25 000 zł – różnica między zaniżoną wyceną a realną wartością + odsetki

Co dalej?

Zaniżona wycena auta to pierwszy krok kombinacji ubezpieczyciela. Drugi to zawyżona wartość wraku. W kolejnym artykule pokażę Ci, jak ubezpieczyciele wyceniają wrak na 25 000 zł, mimo że demontaże oferują maksymalnie 15 000 zł. I jak się przed tym bronić. Połączenie obu trików (zaniżone auto + zawyżony wrak) daje ubezpieczycielom oszczędności rzędu 25-35 000 zł na jednej sprawie. Pomnóż to przez setki spraw rocznie…
Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawospadkowepoznan.pl. Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl
disclaimer: Niniejszy artykuł stanowi ogólną informację prawną i nie zastępuje indywidualnej porady prawnej w konkretnej sprawie. Każda szkoda całkowita jest inna i wymaga analizy konkretnych okoliczności. Kancelaria nie ponosi odpowiedzialności za działania podjęte na podstawie informacji zawartych w artykule. W celu uzyskania porady prawnej dostosowanej do Państwa sytuacji, zapraszamy do kontaktu.

Szkoda całkowita – co to znaczy i dlaczego ubezpieczyciel nie chce naprawiać auta?

Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej.

Dzwoni do Ciebie warsztat: „Naprawa kosztuje 40 000 zł.” Myślisz: okej, ubezpieczyciel zapłaci. Za kilka dni dostajes telefon z towarzystwa ubezpieczeniowego: „To szkoda całkowita. Wypłacimy 25 000 zł.” Co do…?!

Ta sytuacja powtarza się w mojej praktyce co tydzień. Klient jest przekonany, że dostanie pieniądze na naprawę, a ubezpieczyciel mówi: „Sorry, total loss.” I nagle zamiast kosztów naprawy, dostaje wartość auta minus wrak. A różnica? Często 15-20 tysięcy złotych.

W tym artykule wyjaśnię, czym właściwie jest szkoda całkowita, kiedy ubezpieczyciel może ją stwierdzić (i kiedy nie ma do tego prawa) oraz jak się bronić przed nieuczciwymi praktykami.

Czym właściwie jest „szkoda całkowita”?

Szkoda całkowita (po angielsku total loss) to sytuacja, w której ekonomicznie nie ma sensu naprawiać pojazdu. Brzmi prosto, ale diabeł tkwi w szczegółach.

W teorii szkoda całkowita występuje, gdy:

  • Koszty naprawy przekraczają wartość pojazdu przed kolizją (np. naprawa kosztuje 50 000 zł, a auto było warte 40 000 zł)
  • Lub: koszty naprawy przekraczają określony próg ekonomiczny (o tym za chwilę)

Przykład 1: Oczywista szkoda całkowita

Wartość auta przed kolizją: 20 000 zł
Koszty naprawy: 35 000 zł
Wniosek: Szkoda całkowita (naprawa kosztuje więcej niż było warte całe auto)

Tu nie ma dyskusji – naprawianie nie ma sensu.

Przykład 2: Nieoczywista szkoda całkowita (tutaj zaczynają się problemy)

Wartość auta przed kolizją: 50 000 zł
Koszty naprawy: 38 000 zł (76% wartości)
Pytanie: Czy to szkoda całkowita?

Ubezpieczyciel mówi: TAK (próg 70%, więc wypłacimy wartość auta minus wrak)
Sąd mówi: Zależy – jeśli w OC, to raczej NIE (próg to 100%)

Próg ekonomiczny – czyli kiedy ubezpieczyciel mówi „nie opłaca się naprawiać”

Ubezpieczyciele lubią mówić o „progu ekonomicznym 70%” czy „80%”. Co to znaczy?

To konwencja ubezpieczeniowa, która mówi: jeśli koszty naprawy przekraczają X% wartości auta, to uznajemy szkodę za całkowitą. Dlaczego?

  • Auto po poważnej naprawie traci na wartości – historia kolizji obniża cenę o 10-20%
  • Naprawione elementy mogą sprawiać problemy – tzw. „naprawa maskująca”
  • Czas naprawy generuje koszty – auto zastępcze przez 2 miesiące to dodatkowe 8-10 tys. zł

Ale uwaga: próg ekonomiczny to nie przepis prawa, tylko zwyczaj ubezpieczeniowy. I tutaj zaczyna się klucz do zrozumienia tematu.

OC a AC – dlaczego próg ekonomiczny jest inny?

To najważniejsza rzecz, którą musisz wiedzieć:

🚨 Kluczowa różnica między OC a AC

Szkoda z OC sprawcy (odpowiedzialność cywilna):

  • Podstawa prawna: art. 363 § 1 KC – naprawienie szkody polega na przywróceniu stanu poprzedniego
  • Próg ekonomiczny wg sądów: 100%
  • Co to znaczy? Jeśli koszty naprawy nie przekraczają wartości auta, to ubezpieczyciel MUSI zapłacić za naprawę
  • Ubezpieczyciele próbują stosować próg 70-80%, ale sądy konsekwentnie odrzucają te argumenty

Szkoda z AC (autocasco – własne ubezpieczenie):

  • Podstawa prawna: umowa AC + OWU (Ogólne Warunki Ubezpieczenia)
  • Próg ekonomiczny: najczęściej 70-80% (zapisane w OWU)
  • Co to znaczy? Jeśli koszty naprawy przekraczają 70% wartości, ubezpieczyciel może uznać szkodę za całkowitą
  • To jest legalne – bo zgodziłeś się na to, podpisując umowę AC

💡 Praktyczna rada

Jeśli masz szkodę z OC sprawcy (nie Ty spowodowałeś kolizję), a ubezpieczyciel mówi „szkoda całkowita, bo próg 70%”, odpowiedz:

„Nie zgadzam się. Art. 363 KC mówi, że mam prawo do przywrócenia stanu poprzedniego. Koszty naprawy nie przekraczają wartości auta, więc żądam odszkodowania na naprawę. Jeśli Pan odmawia, złożę pozew do sądu.”

W 80% przypadków ubezpieczyciel się cofnie. Oni wiedzą, że w sądzie przegrają.

Formuła szkody całkowitej – ile dostanę pieniędzy?

Jeśli ubezpieczyciel stwierdzi szkodę całkowitą (legalnie lub nie), wypłaci Ci nie koszty naprawy, tylko:

Odszkodowanie = Wartość pojazdu przed kolizją – Wartość wraku

Przykład liczbowy (Volvo V60, 2016 rok)

Wartość auta przed kolizją: 80 000 zł (wycena rzeczoznawcy ubezpieczyciela)
Koszty naprawy: 58 000 zł (72,5% wartości)
Wartość wraku: 18 000 zł (silnik, skrzynia, części sprawne)

Ubezpieczyciel twierdzi: „Szkoda całkowita (próg 70%), wypłacimy 62 000 zł (80 000 – 18 000)”

Ty chcesz: Odszkodowanie na naprawę = 58 000 zł

Różnica: 62 000 (szkoda całkowita) vs 58 000 (naprawa)

Wniosek: W tym przypadku szkoda całkowita jest dla Ciebie lepsza (+4 000 zł), ALE tylko jeśli wartość auta i wraku są uczciwie wycenione. A z tym jest problem…

Co się dzieje z wrakiem?

Jeśli ubezpieczyciel wypłaca odszkodowanie za szkodę całkowitą, masz dwie opcje:

Opcja 1: Przekazujesz wrak ubezpieczycielowi- o ile ubezpieczyciel się zgodzi

  • Dostajesz pełne odszkodowanie (wartość auta – wartość wraku)
  • Ubezpieczyciel zabiera wrak (sprzedaje na złomowisku lub w demontażu)
  • Nie musisz się martwić o wrak

Opcja 2: Zatrzymujesz wrak – cześciej

  • Dostajesz obniżone odszkodowanie (musisz „wykupić” wrak od ubezpieczyciela)
  • Możesz naprawić auto we własnym zakresie, sprzedać wrak lub zezłomować
  • Ryzyko: wrak może być trudny do sprzedania za cenę wycenioną przez ubezpieczyciela

⚠️ Uwaga na pułapkę!

Ubezpieczyciele często zaniżają wartość auta (o 20-30%) i zawyżają wartość wraku (o 30-50%), żeby wypłacić jak najmniej. To temat na osobny artykuł, ale zapamiętaj:

  • Wartość auta: sprawdź oferty z OtoMoto (5-10 identycznych aut)
  • Wartość wraku: zadzwoń do 3-4 demontaży i zapytaj „Ile dacie za wrak [marka, model]?”

Kiedy ubezpieczyciel MUSI zapłacić za naprawę (a mówi „szkoda całkowita”)?

Z mojego doświadczenia, 60-70% spraw to próby wykorzystania nieświadomości klienta. Ubezpieczyciel mówi „szkoda całkowita”, mimo że ma obowiązek zapłacić za naprawę.

Ubezpieczyciel MUSI zapłacić za naprawę, jeśli:

  1. Szkoda z OC sprawcy + koszty naprawy nie przekraczają wartości auta
    • Przykład: wartość 80 000 zł, naprawa 72 000 zł (90% wartości)
    • Ubezpieczyciel może mówić „próg 70%”, ale sąd da Ci rację
    • Podstawa prawna: art. 363 KC
  2. Szkoda z AC + OWU nie przewiduje progu ekonomicznego
    • Sprawdź swoje OWU – jeśli nie ma zapisu o progu, ubezpieczyciel musi zapłacić za naprawę
  3. Auto ma wartość sentymentalną lub unikalne wyposażenie
    • Przykład: wersja limitowana, custom tuning za 30 000 zł
    • Argumentuj: „Przywrócenie stanu poprzedniego wymaga naprawy tego konkretnego auta, nie zakupu innego”

Jak wygląda procedura ustalania szkody całkowitej?

Ubezpieczyciel nie może po prostu powiedzieć „szkoda całkowita” i wypłacić ułamek kosztów naprawy. Musi to udowodnić. Procedura wygląda tak:

  1. Rzeczoznawca wycenia koszty naprawy – sporządza kosztorys (części, robocizna, materiały)
  2. Rzeczoznawca wycenia wartość pojazdu przed kolizją – na podstawie ofert rynkowych, katalogów (Eurotax, DAT)
  3. Porównanie: koszty naprawy vs wartość auta
  4. Jeśli próg ekonomiczny przekroczony → rzeczoznawca wycenia wartość wraku
  5. Decyzja: wypłata odszkodowania = wartość auta – wartość wraku

Konkretny przykład z praktyki

Klient po kolizji (nie jego wina, szkoda z OC sprawcy). Ubezpieczyciel wypłacił 42 000 zł za szkodę całkowitą.

Decyzja ubezpieczyciela:

  • Wartość auta: 60 000 zł
  • Koszty naprawy: 50 000 zł (83% wartości)
  • Wartość wraku: 18 000 zł
  • Odszkodowanie: 60 000 – 18 000 = 42 000 zł

Co zrobiliśmy:

  1. Zebraliśmy oferty z OtoMoto – identyczne auta kosztowały 75-85 tys. zł (średnia: 80 000 zł)
  2. Zleciliśmy niezależną wycenę rzeczoznawcy (koszt: 500 zł) → wartość 80 000 zł
  3. Argumentowaliśmy: koszty naprawy 50 000 zł < wartość 80 000 zł → nie ma podstaw do szkody całkowitej (próg 100% w OC)
  4. Reklamacja → odmowa → pozew

Wynik: Sąd przyznał 50 000 zł (koszty naprawy) + 8 000 zł odsetek za opóźnienie. Razem: 58 000 zł zamiast 42 000 zł (różnica 16 000 zł, 38%).

Czy mogę naprawić auto mimo „szkody całkowitej”?

Tak! Ubezpieczyciel nie może Cię zmusić do oddania wraku. Możesz:

  1. Wziąć odszkodowanie za szkodę całkowitą (niższe) – np. 44 000 zł (wartość auta minus wrak minus „wykup” wraku)
  2. Zatrzymać wrak
  3. Naprawić auto we własnym zakresie – np. u znajomego mechanika za 35 000 zł
  4. Po naprawie przejść badanie techniczne – sprawdzenie stanu technicznego w SKP

Czy to się opłaca? Czasem tak – zwłaszcza gdy:

  • Auto ma wartość sentymentalną
  • Ma unikalne wyposażenie (custom tuning, wersja limitowana)
  • Znajomy mechanik naprawi taniej niż warsztat (bez marży ubezpieczyciela)

📌 MIEJSCE NA LINK WEWNĘTRZNY DO OFERTY KANCELARII

Zachęcamy do zapoznania się z ofertą Kancelarii – pomożemy Ci walczyć o sprawiedliwe odszkodowanie po kolizji.

Najważniejsze wnioski

  • Szkoda całkowita = koszty naprawy > wartość auta (lub >określony próg ekonomiczny)
  • W OC próg to 100% (sądy), nie 70-80% (ubezpieczyciele)
  • W AC próg to 70-80% (zapisane w OWU)
  • Odszkodowanie za szkodę całkowitą = wartość auta – wartość wraku
  • Ubezpieczyciele zaniżają wartość auta i zawyżają wartość wraku – sprawdzaj oferty z OtoMoto i dzwoń do demontaży
  • Możesz naprawić auto mimo szkody całkowitej – zatrzymujesz wrak i bierzesz niższe odszkodowanie
  • Jeśli szkoda z OC + koszty naprawy < wartość auta → żądaj odszkodowania na naprawę, nie szkody całkowitej

Co dalej?

W kolejnych artykułach rozwinę dwa najczęstsze problemy, które napotykam w praktyce:

  1. Zaniżona wycena auta – jak podważyć opinię rzeczoznawcy ubezpieczyciela (różnica: często 20-30 tys. zł)
  2. Zawyżona wartość wraku – jak sprawdzić prawdziwą wartość wraku i wywalczyć dopłatę

Te dwa triki pozwalają ubezpieczycielom „ukraść” Ci 10-20 tysięcy złotych w biały dzień. I często się to udaje, bo klient nie wie, jak się bronić.

Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawospadkowepoznan.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl

Rozbudowany disclaimer: Niniejszy artykuł stanowi ogólną informację prawną i nie zastępuje indywidualnej porady prawnej w konkretnej sprawie. Każda szkoda całkowita jest inna i wymaga analizy konkretnych okoliczności. Kancelaria nie ponosi odpowiedzialności za działania podjęte na podstawie informacji zawartych w artykule. W celu uzyskania porady prawnej dostosowanej do Państwa sytuacji, zapraszamy do kontaktu.

Naprawa bezgotówkowa – kiedy serwis nie może Cię zastąpić w rozmowie z ubezpieczycielem?

Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej.

Spis treści

  1. Przypadek z praktyki sądowej – historia kierowcy z Poznania
  2. Czym różni się upoważnienie od cesji wierzytelności?
  3. Dlaczego serwisy nie zawsze zawierają umowe cesji?
  4. Praktyczne wskazówki: jak się zabezpieczyć
  5. FAQ

Zostawiłeś auto w warsztacie po kolizji, podpisałeś kilka papierów i myślisz, że jesteś bezpieczny? Sprawdź, czy nie popełniłeś błędu za kilka tysięcy złotych. W naszej kancelarii w Poznaniu często spotykamy się z sytuacją, w której kierowcy oddają pojazd do naprawy „w ramach ubezpieczenia”, przekonani, że całe ryzyko spada na warsztat. Niestety, rzeczywistość bywa brutalna.

Przypadek z praktyki sądowej

W sprawie rozpoznanej przez Sąd Rejonowy Poznań – Grunwald i Jeżyce (sygn. akt I C 1724/15, wyrok z 17 czerwca 2016 r.) kierowca po wypadku oddał swój samochód marki Toyota do naprawy w serwisie partnerskim Allianz. Koszt naprawy: 8.311,85 zł. Dodatkowo wynajął samochód zastępczy za 615 zł. Razem: prawie 9.000 zł.

Kierowca był przekonany, że skoro serwis należy do sieci naprawczej Allianz (gdzie miał ubezpieczenie AC), to warsztat sam załatwi wszystkie formalności z ubezpieczycielem. Podpisał upoważnienie do odbioru odszkodowania i… wrócił do domu spokojny.

Problem pojawił się, gdy Allianz odmówił wypłaty odszkodowania z powodu braków w dokumentacji. Warsztat zażądał od kierowcy zapłaty pełnej kwoty. Kierowca odmówił, twierdząc, że to nie jego problem – przecież miał „naprawę bezgotówkową”. Sprawa trafiła do sądu.

Sąd nie miał wątpliwości:

„Pozwany nie wykazał, aby pomiędzy nim a powodem doszło do zawarcia umowy cesji wierzytelności przysługującej pozwanemu względem ubezpieczyciela. W szczególności nie może stanowić umowy cesji wierzytelności, o jakiej mowa w art. 509 § 1 k.c., upoważnienie do wypłaty odszkodowania.”

Kierowca musiał zapłacić warsztatu pełną kwotę – 8.926,85 zł – plus 410,88 zł odsetek za zwłokę. Dopiero po tym, jak uzupełnił dokumentację, Allianz wypłacił mu odszkodowanie. Stracił jednak pół roku i setki złotych odsetek.

Czym różni się upoważnienie od cesji wierzytelności?

To kluczowa różnica, którą musisz zrozumieć, oddając auto do warsztatu.

Cesja wierzytelności (art. 509 KC) to umowa, w której przenosisz na warsztat swoją wierzytelność wobec ubezpieczyciela. Po cesji:

  • Warsztat staje się wierzycielem ubezpieczyciela (nie Ty)
  • To warsztat dochodzi odszkodowania od ubezpieczyciela
  • Ty jesteś „poza grą” – warsztat nie może od Ciebie żądać zapłaty

Sąd wyjaśnił istotę cesji:

„Przelew (cesja), o którym mowa wyżej, jest umową, z mocy której wierzyciel (zbywca, zwany też cedentem) przenosi na nabywcę (cesjonariusza) wierzytelność przysługującą mu wobec dłużnika. (…) Celem i skutkiem przelewu jest przejście wierzytelności na nabywcę i utrata jej przez cedenta – zbywcę.”

Upoważnienie do odbioru odszkodowania to coś zupełnie innego:

  • Dajesz warsztatu prawo do odebrania pieniędzy od ubezpieczyciela
  • Ale wierzytelność nadal należy do Ciebie
  • To Ty jesteś zobowiązany zapłacić warsztatu za naprawę
  • Warsztat może żądać od Ciebie zapłaty, jeśli ubezpieczyciel odmówi

Sąd podkreślił:

„Oświadczenie to stanowi jednostronną czynność prawną. W orzecznictwie przyjmuje się natomiast, że przelew wierzytelności nie może być skutecznie dokonany w drodze jednostronnej czynności prawnej.”

Innymi słowy: samo upoważnienie nie zwalnia Cię z obowiązku zapłaty warsztatu. To tylko „pełnomocnictwo” do odebrania pieniędzy, nie przeniesienie wierzytelności.

Dlaczego serwisy nie zawierają umów cesji?

Może się zastanawiasz: skoro cesja chroni kierowcę, dlaczego warsztaty nie oferują jej standardowo?

Odpowiedź jest prozaiczna: ryzyko.

W przypadku cesji warsztat przejmuje całe ryzyko odmowy wypłaty przez ubezpieczyciela. Jeśli Allianz czy PZU powie „nie płacimy”, warsztat zostaje z niczym. Nie może wtedy żądać zapłaty od Ciebie – bo przestałeś być jego dłużnikiem w momencie cesji.

Warsztaty wolą, żebyś Ty pozostał zobowiązany do zapłaty (umowa o dzieło, art. 627 KC). Upoważnienie do odbioru odszkodowania to dla nich wygoda, nie przejęcie odpowiedzialności. Sąd potwierdził:

„Oświadczenie pozwanego z dnia 9 marca 2015r. dawało powodowi jedynie uprawnienie do odbioru przyznanego odszkodowania. Powód nie został jednak przez pozwanego uprawniony do prowadzenia postępowania likwidacyjnego i dochodzenia roszczeń od ubezpieczyciela.”

Co ciekawe, w naszej praktyce widzimy, że niektóre warsztaty współpracujące z ubezpieczycielami (tzw. „sieci naprawcze”) oferują de facto naprawy „na koszt ubezpieczyciela” – ale to wymaga szczególnej umowy między warsztatem a ubezpieczycielem, nie między warsztatem a kierowcą. Kierowca jest wtedy poza tym układem, ale… tylko jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem.

Praktyczne wskazówki: jak się zabezpieczyć

1. Czytaj dokumenty PRZED podpisaniem

Kierowca w sprawie poznańskiej twierdził, że „podpisywał bez analizy, w zaufaniu do warsztatu”. Sąd nie miał dla niego litości:

„Za pozbawione istotnego znaczenia należy uznać twierdzenia pełnomocnika pozwanego, wskazujące, że pozwany działał w zaufaniu do powoda i podpisywał dokumenty bez analizy.”

Jeśli widzisz klauzulę w stylu: „zobowiązuję się do zapłaty, jeśli ubezpieczyciel odmówi wypłaty”STOP. To oznacza, że ryzyko spada na Ciebie, nie na warsztat.

2. Pytaj o cesję wierzytelności

Zapytaj wprost: „Czy podpiszemy umowę cesji wierzytelności, czy tylko upoważnienie?” Jeśli warsztat oferuje cesję – świetnie, jesteś bezpieczny. Jeśli nie – wiesz, że ryzyko odmowy ubezpieczyciela spoczywa na Tobie.

3. Upewnij się, że dokumentacja jest kompletna

W sprawie poznańskiej Allianz odmówił wypłaty, bo zabrakło:

  • Umowy cesji (!) między kierowcą a Allianz (sic!)
  • Danych adresowych sprawcy zdarzenia

Sąd zacytował decyzję Allianz:

„W ramach likwidacji bezpośredniej nie są likwidowane szkody, w których nie zostały podpisane umowy przelewu wierzytelności i zlecenia oraz nie wskazano danych adresowych sprawcy zdarzenia.”

Zanim zostawisz auto, sprawdź z warsztatem, czy:

  • Mają wszystkie dane sprawcy (imię, nazwisko, adres, nr polisy OC)
  • Zgłosiłeś szkodę ubezpieczycielowi (swojemu i sprawcy)
  • Warsztat wie, jakiego ubezpieczyciela będzie obciążał

4. Monitoruj proces likwidacji

Kierowca w sprawie poznańskiej otrzymał od Allianz pismo o odmowie wypłaty już 9 marca 2015 r. (5 dni po naprawie!). Zignorowal je. Warsztat wezwał go do zapłaty dopiero 2 lipca 2015 r. – 4 miesiące później.

„Pozwany zdawał sobie zatem sprawę, że ubezpieczyciel nie wypłacił odszkodowania na rzecz powoda. Pozwany pozostał jednak bezczynny, ani nie podjął żadnych czynności związanych z uzupełnieniem dokumentacji i zakończeniem likwidacji szkody.”

Nie ignoruj pism od ubezpieczyciela. Jeśli odmówi wypłaty – natychmiast reaguj: uzupełnij dokumenty, wyjaśnij sytuację, ewentualnie złóż odwołanie. Każdy dzień zwłoki to odsetki, które zapłacisz warsztatu (art. 481 KC).

5. Rozważ pomoc prawnika

Jeśli warsztat żąda od Ciebie zapłaty po odmowie ubezpieczyciela, a Ty uważasz, że to niesprawiedliwe – skonsultuj się z prawnikiem specjalizującym się w odszkodowaniach. Może się okazać, że:

  • Umowa z warsztatem była niejasna
  • Warsztat wprowadził Cię w błąd co do skutków podpisanych dokumentów
  • Ubezpieczyciel bezpodstawnie odmówił wypłaty

W sprawie poznańskiej kierowca przegrał, bo faktycznie podpisał zobowiązanie do zapłaty. Ale każda sprawa jest inna.

FAQ

1. Czy warsztat z „sieci naprawczej” ubezpieczyciela automatycznie oznacza naprawę bezgotówkową?

Nie. Warsztat może być partnerem ubezpieczyciela, ale to nie oznacza, że przejmuje ryzyko odmowy wypłaty. W sprawie poznańskiej warsztat był na liście Allianz, a mimo to zażądał od kierowcy zapłaty. Sąd stwierdził:

„Za niewystarczający należy uznać sam fakt, że powód figuruje na stronie internetowej (…) S.A. jako podmiot wchodzący w skład sieci naprawczej ubezpieczyciela.”

2. Co zrobić, jeśli ubezpieczyciel odmówił wypłaty, a warsztat żąda zapłaty?

Po pierwsze: sprawdź, dlaczego ubezpieczyciel odmówił. Jeśli to brak dokumentacji – uzupełnij ją (jak w sprawie poznańskiej – kierowca ostatecznie dostał odszkodowanie). Jeśli odmowa jest bezpodstawna – złóż odwołanie do ubezpieczyciela, a potem – jeśli trzeba – pozew do sądu. Po drugie: jeśli warsztat żąda zapłaty teraz, a Ty nie masz pieniędzy – negocjuj odroczenie terminu płatności do czasu wyjaśnienia sprawy z ubezpieczycielem. Pamiętaj jednak: zgodnie z umową o dzieło (art. 627 KC) jesteś zobowiązany zapłacić warsztatu, niezależnie od tego, co zrobi ubezpieczyciel.

3. Czy mogę pozwać warsztat za wprowadzenie mnie w błąd?

To zależy. Jeśli warsztat wyraźnie obiecał Ci „naprawę bezgotówkową” i zapewnił, że „nie zapłacisz ani złotówki”, a okazało się inaczej – możesz mieć podstawy do roszczeń. Musisz jednak udowodnić, że warsztat Cię oszukał. W sprawie poznańskiej kierowca twierdził, że pracownik warsztatu go zapewnił, ale nie miał na to dowodów. Sąd stwierdził:

„Powód okoliczności tej zaprzeczył, zaś twierdzenia pozwanego nie znajdują potwierdzenia w zgromadzonym materiale dowodowym.”

4. Czy „naprawa bezgotówkowa” to termin prawny?

Nie. To marketingowe określenie stosowane przez warsztaty i ubezpieczycieli. Prawnie liczy się, co podpisałeś: czy umowę cesji wierzytelności (art. 509 KC), czy tylko upoważnienie do odbioru odszkodowania. „Bezgotówkowa” nie zawsze znaczy „bez ryzyka dla Ciebie”.


Podsumowanie

Sprawa poznańska (I C 1724/15) to przestroga dla wszystkich kierowców:

  • Upoważnienie ≠ cesja – samo upoważnienie warsztatu do odbioru odszkodowania nie zwalnia Cię z obowiązku zapłaty
  • Warsztat z „sieci naprawczej” ≠ gwarancja bezpieczeństwa – nawet jeśli warsztat współpracuje z Twoim ubezpieczycielem, to nie oznacza, że przejmuje ryzyko odmowy wypłaty
  • „Naprawa bezgotówkowa” ≠ „naprawa bez ryzyka” – jeśli ubezpieczyciel odmówi, warsztat może żądać od Ciebie zapłaty (i wygrać w sądzie)

Sąd podsumował sprawę dobitnie:

„To pozwany był stroną umowy o dzieło i umowy najmu zawartych z powodem i to jego obciążał obowiązek zapłaty za usługi, z których skorzystał. Relacje między pozwanym a zobowiązanym wobec niego sprawcą wypadku czy jego ubezpieczycielem nie mają znaczenia dla oceny zasadności roszczenia.”

Morał? Zanim podpiszesz cokolwiek w warsztacie, przeczytaj dokument i zapytaj o konsekwencje. A jeśli coś jest niejasne – skonsultuj się z prawnikiem. Koszt konsultacji (kilkaset złotych) to nic w porównaniu z ryzykiem zapłaty kilku tysięcy złotych z własnej kieszeni.


Niniejszy artykuł stanowi ogólną informację prawną i nie zastępuje indywidualnej porady prawnej w konkretnej sprawie. Każda sprawa odszkodowawcza wymaga analizy konkretnych okoliczności i dokumentów. W celu uzyskania porady prawnej dostosowanej do Państwa sytuacji, zapraszamy do kontaktu z naszą kancelarią.

Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawnikododszkodowan.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl

„Cesja wierzytelności odszkodowawczych – kiedy pomyłka w umowie nie niweczy przelewu?”

Wprowadzenie

W mojej kancelarii w Poznaniu prowadzę wiele spraw dla podmiotów, które profesjonalnie zajmują się nabywaniem roszczeń odszkodowawczych – warsztatów naprawczych, firm wynajmujących pojazdy zastępcze, czy przedsiębiorstw windykacyjnych. Te podmioty codziennie zawierają dziesiątki umów cesji z poszkodowanymi, a każda pomyłka w dokumentacji może kosztować ich tysiące złotych. Niedawno natknąłem się na fascynujące orzeczenie Sądu Okręgowego w Poznaniu (sygn. II Ca 206/21), które pokazuje, że nie każdy błąd w umowie cesji jest śmiertelny dla przelewu wierzytelności.

Sprawa dotyczyła firmy wynajmującej pojazdy zastępcze, która nabyła od poszkodowanego roszczenie wobec ubezpieczyciela. Problem? W umowie cesji jako dłużnika wskazano… Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny zamiast właściwego towarzystwa ubezpieczeniowego. Ubezpieczyciel wykorzystał tę pomyłkę, kwestionując legitymację firmy do dochodzenia odszkodowania. Jak sprawa się zakończyła i czego możemy się z niej nauczyć?

Disclaimer: Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej.

Spis treści

  1. Czym jest cesja wierzytelności i dlaczego jest kluczowa dla firm windykacyjnych?
  2. Przypadek z Poznania – pomyłka, która mogła kosztować tysiące
  3. Jak sąd interpretuje wadliwie sporządzoną umowę cesji?
  4. Znaczenie art. 65 § 2 k.c. w wykładni oświadczeń woli
  5. Praktyczne wskazówki dla podmiotów nabywających roszczenia

Czym jest cesja wierzytelności i dlaczego jest kluczowa dla firm windykacyjnych?

Cesja, czyli przelew wierzytelności, to umowa, na mocy której dotychczasowy wierzyciel (cedent) przenosi swoją wierzytelność na nowego wierzyciela (cesjonariusza). Reguluje to art. 509 § 1 k.c., który stanowi, że wierzyciel może bez zgody dłużnika przenieść wierzytelność na osobę trzecią, chyba że sprzeciwiałoby się to ustawie, zastrzeżeniu umownemu albo właściwości zobowiązania.

W praktyce odszkodowawczej cesja jest chlebem powszednim. Warsztaty naprawcze nabywają od poszkodowanych roszczenia o zwrot kosztów naprawy, firmy oferujące pojazdy zastępcze przejmują wierzytelności o zwrot kosztów najmu, a podmioty windykacyjne skupują różnorodne roszczenia odszkodowawcze. Dlaczego? Bo poszkodowany otrzymuje natychmiastową pomoc (naprawę pojazdu, auto zastępcze), a firma zarabia na różnicy między wartością nabytego roszczenia a kwotą faktycznie uzyskaną od ubezpieczyciela.

Z doświadczenia wiem, że model ten budzi kontrowersje – ubezpieczyciele narzekają na „profesjonalizację” roszczeń, a niektórzy twierdzą, że firmy windykacyjne sztucznie zawyżają wartość szkód. Prawda jest jednak taka, że mechanizm cesji jest całkowicie legalny i daje poszkodowanym realną pomoc w trudnej sytuacji.

Przypadek z Poznania – pomyłka, która mogła kosztować tysiące

Firma P. sp.k. z S. zajmująca się najmem pojazdów zastępczych zawarła 24 lutego 2019 r. umowę cesji z panem T.R., którego samochód został uszkodzony w wypadku komunikacyjnym dzień wcześniej. Przedmiotem cesji były roszczenia odszkodowawcze związane ze szkodą: koszty najmu pojazdu zastępczego, holowania, przechowania oraz naprawy pojazdu.

Problem pojawił się, gdy firma wystąpiła do sądu z pozwem o zapłatę 5.012,51 zł przeciwko (…) S.A., ubezpieczycielowi sprawcy wypadku. Okazało się bowiem, że w umowie cesji jako dłużnika wskazano Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny, a nie pozwane towarzystwo ubezpieczeniowe. Ubezpieczyciel natychmiast wykorzystał tę pomyłkę, kwestionując legitymację czynną powoda – innymi słowy, twierdził, że firma nie ma prawa dochodzić odszkodowania, bo nie nabyła skutecznie wierzytelności.

Co ciekawe, pozwany przez kilka miesięcy prowadził postępowanie likwidacyjne z firmą P., wypłacił jej nawet częściowe odszkodowanie i nie kwestionował cesji. Dopiero w sądzie podniósł zarzut braku legitymacji procesowej. Takie zachowanie budzi moje wątpliwości etyczne – jeśli ubezpieczyciel uznawał cesję za skuteczną i wypłacał odszkodowanie, dlaczego nagle zmienił zdanie?

Sąd Rejonowy w Chodzieży stanął po stronie ubezpieczyciela i oddalił powództwo, uznając, że pomyłka w umowie czyni cesję nieskuteczną. Firma odwołała się do Sądu Okręgowego w Poznaniu.

Jak sąd interpretuje wadliwie sporządzoną umowę cesji?

Sąd Okręgowy w Poznaniu uchylił wyrok Sądu Rejonowego i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania. Dlaczego? Bo Sąd I instancji poprzestał na literalnej analizie umowy cesji i pominął pozostałe dokumenty oraz całokształt okoliczności sprawy.

Sąd Okręgowy zwrócił uwagę, że poza umową cesji z 24 lutego 2019 r. poszkodowany złożył także:

  • Oświadczenie w sprawie cesji wierzytelności, w którym potwierdził zawarcie umowy ze spółką P. i przeniesienie na nią wszystkich roszczeń związanych ze szkodą.
  • Upoważnienie do wypłaty odszkodowania, w którym ponownie potwierdził cesję i upoważnił firmę do odbioru świadczeń od ubezpieczyciela.

Co więcej, ubezpieczyciel przez kilka miesięcy prowadził z firmą P. korespondencję, traktując ją jako wierzyciela, i wypłacił jej częściowe odszkodowanie. Dopiero w procesie zaczął kwestionować skuteczność cesji.

Sąd Okręgowy stwierdził, że dokumenty przedłożone przez powoda, oceniane jako wzajemnie uzupełniająca się całość, nie uprawniają do poglądu, że cesja była nieskuteczna. Analiza umowy cesji w połączeniu z pozostałymi oświadczeniami cedenta pozwala przyjąć, że przedmiotem cesji była wierzytelność o odszkodowanie przysługująca poszkodowanemu wobec pozwanego ubezpieczyciela, związana ze szkodą z 23 lutego 2019 r.

Sąd podkreślił również, że samo źródło powstania szkody (wypadek komunikacyjny) wykluczało wiązanie roszczenia z odpowiedzialnością Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego. UFG odpowiada bowiem w sytuacjach szczególnych (np. gdy sprawca jest nieznany lub nieubezpieczony), a nie w zwykłych wypadkach komunikacyjnych. Wobec tego wiarygodne było wskazanie powoda, że zamieszczenie danych UFG w umowie wyniknęło wyłącznie z użycia niewłaściwego wzorca umowy.

Znaczenie art. 65 § 2 k.c. w wykładni oświadczeń woli

Kluczowym przepisem w tej sprawie był art. 65 § 2 k.c., który stanowi: „W umowach należy raczej badać, jaki był zgodny zamiar stron i cel umowy, aniżeli opierać się na jej dosłownym brzmieniu”.

Sąd Okręgowy zastosował tę zasadę, uznając, że pomimo błędu w literalnym brzmieniu umowy cesji, zgodny zamiar stron był jasny – poszkodowany chciał przenieść na firmę P. wierzytelność wobec ubezpieczyciela sprawcy wypadku, a firma chciała tę wierzytelność nabyć. Wierzytelność została zidentyfikowana przez wskazanie:

  • źródła szkody (wypadek z 23 lutego 2019 r.),
  • pojazdu poszkodowanego (R. (…) nr rej. (…)),
  • pojazdu sprawcy (nr rej. (…)),
  • składników odszkodowania (koszty najmu, holowania, przechowania, naprawy).

W mojej praktyce wielokrotnie spotykałem się z sytuacją, gdy podmioty nabywające roszczenia używały niewłaściwych wzorców umów. Często wynika to z pośpiechu – poszkodowany podpisuje dokumenty w warsztacie lub wypożyczalni, a pracownik nie weryfikuje dokładnie, czy szablon umowy pasuje do konkretnej sytuacji. To orzeczenie daje nadzieję, że taka pomyłka nie musi być śmiertelna, o ile pozostałe dokumenty jasno wskazują, jaka wierzytelność została przeniesiona.

Praktyczne wskazówki dla podmiotów nabywających roszczenia

Na podstawie tego orzeczenia i mojego doświadczenia w reprezentowaniu warsztatów, wypożyczalni i firm windykacyjnych, polecam następujące praktyki:

1. Używajcie właściwych wzorców umów

Z praktyki kancelarii: Najczęstszy błąd to stosowanie jednego wzorca umowy do wszystkich sytuacji. Przygotujcie osobne szablony dla:

  • wypadków z udziałem ubezpieczonego sprawcy (umowa wskazuje konkretne towarzystwo ubezpieczeniowe),
  • wypadków z udziałem nieubezpieczonego sprawcy (dłużnikiem jest UFG),
  • szkód komunikacyjnych vs. innych szkód na mieniu.

2. Zbierajcie komplet dokumentów potwierdzających cesję

Nie poprzestajcie na samej umowie cesji. Poszkodowany powinien złożyć także:

  • Oświadczenie o cesji – potwierdzające przeniesienie wierzytelności,
  • Upoważnienie do wypłaty odszkodowania – umożliwiające bezpośredni odbiór świadczeń od ubezpieczyciela,
  • Pełnomocnictwo – jeśli chcecie reprezentować poszkodowanego w postępowaniu likwidacyjnym.

Te dokumenty wzajemnie się uzupełniają i w razie sporu pozwolą udowodnić skuteczność cesji.

3. Precyzyjnie identyfikujcie przedmiot cesji

W umowie cesji wskazujcie:

  • datę i miejsce zdarzenia szkodzącego,
  • dane pojazdów uczestniczących w wypadku (numery rejestracyjne),
  • imię i nazwisko sprawcy (jeśli znane),
  • nazwę ubezpieczyciela sprawcy,
  • składniki odszkodowania (np. koszty naprawy, najmu pojazdu zastępczego, holowania).

Im bardziej szczegółowo opiszecie wierzytelność, tym mniejsze ryzyko, że ubezpieczyciel zakwestionuje cesję.

4. Dokumentujcie korespondencję z ubezpieczycielem

Jeśli ubezpieczyciel prowadzi z wami postępowanie likwidacyjne, wypłaca częściowe odszkodowanie lub w inny sposób potwierdza waszą legitymację jako wierzyciela – zachowajcie wszystkie dowody. W przypadku sporu sądowego takie dokumenty będą bezcenne, bo wykażą, że ubezpieczyciel uznawał cesję za skuteczną.

5. W razie wątpliwości – konsultujcie się z prawnikiem

Koszt profesjonalnego przygotowania dokumentacji jest niewielki w porównaniu do ryzyka procesowego. Jeśli macie wątpliwości co do skuteczności cesji, lepiej skonsultować sprawę z prawnikiem przed wystąpieniem do sądu.

FAQ

Czy każda pomyłka w umowie cesji czyni ją nieskuteczną? Nie. Sądy stosują wykładnię oświadczeń woli zgodnie z art. 65 § 2 k.c., badając zgodny zamiar stron i cel umowy. Jeśli z całokształtu okoliczności wynika, jaka wierzytelność miała być przedmiotem cesji, pomyłka w literalnym brzmieniu umowy nie musi być śmiertelna.

Czy ubezpieczyciel może kwestionować cesję, jeśli wcześniej wypłacił odszkodowanie? Formalnie tak, ale takie zachowanie może zostać ocenione jako sprzeczne z zasadą venire contra factum proprium (zakaz działania sprzecznego z własnym wcześniejszym zachowaniem). Jeśli ubezpieczyciel przez miesiące traktował was jako wierzyciela, trudno będzie mu przekonać sąd, że cesja była nieskuteczna.

Jakie dokumenty powinien podpisać poszkodowany przy cesji roszczenia odszkodowawczego? Minimum to: umowa cesji, oświadczenie o cesji wierzytelności i upoważnienie do wypłaty odszkodowania. Dobrze jest także uzyskać pełnomocnictwo do reprezentowania poszkodowanego w postępowaniu likwidacyjnym.

Czy cesja wymaga zgody ubezpieczyciela? Nie. Zgodnie z art. 509 § 1 k.c., wierzyciel może bez zgody dłużnika przenieść wierzytelność na osobę trzecią. Wystarczy powiadomić ubezpieczyciela o cesji.

Najważniejsze wnioski

  • Pomyłka w umowie cesji nie musi być śmiertelna – sądy badają zgodny zamiar stron i całokształt okoliczności.
  • Zbierajcie komplet dokumentów potwierdzających cesję (umowa, oświadczenie, upoważnienie).
  • Zachowanie ubezpieczyciela w postępowaniu likwidacyjnym ma znaczenie – jeśli wypłacił odszkodowanie, trudno mu później kwestionować cesję.
  • Precyzyjnie identyfikujcie przedmiot cesji w dokumentach.

Zakończenie

Ta sprawa to doskonała lekcja dla wszystkich podmiotów nabywających roszczenia odszkodowawcze. Pokazuje, że nawet poważna pomyłka w umowie cesji nie musi być śmiertelna, o ile pozostała dokumentacja jasno wskazuje, jaka wierzytelność została przeniesiona. Jednocześnie przypomina, jak ważne jest staranne przygotowanie dokumentacji – lepiej zapobiegać problemom niż walczyć z nimi w sądzie.

Źródła:

  • Kodeks cywilny, art. 509, 511, 65 § 2
  • Wyrok Sądu Okręgowego w Poznaniu z 24.09.2021 r., sygn. II Ca 206/21

Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją, reprezentując między innymi podmioty nabywające roszczenia od poszkodowanych. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl.

Kiedy „oferta” ubezpieczyciela to tylko ściema? Historia z poznańskiego sądu

Wprowadzenie – czyli jak to się zaczęło

Pamiętam, jak kilka lat temu siedziałem w sądzie, reprezentując klientkę w sprawie o odszkodowanie komunikacyjne. Ubezpieczyciel bronił się argumentem: „Przecież oferowaliśmy poszkodowanej rabaty na części! To nie nasza wina, że z nich nie skorzystała”. Sędzia spojrzał na mnie, ja spojrzałem na akta, i wtedy zrozumiałem – ta sprawa będzie ciekawa.

Dlaczego? Bo ubezpieczyciele coraz częściej stosują taktykę, którą ja nazywam „ofertą nieofertą”. Na papierze wygląda świetnie: „Zapewniamy rabaty 20% na oryginalne części i 40% na materiały lakiernicze!”. W praktyce? Poszkodowany dostaje tylko numer telefonu i maila z informacją: „W razie problemów proszę dzwonić”. I tyle.

Czy to uczciwe? Czy poszkodowany rzeczywiście ma obowiązek latać po dostawcach, organizować zakup części, koordynować dostawy do warsztatu – wszystko po to, by ubezpieczyciel mógł powiedzieć: „No widzi Pan, mogliśmy Panu zapłacić mniej”?

Sprawa, o której dziś piszę – wyrok Sądu Okręgowego w Poznaniu z 19 stycznia 2022 r., sygn. akt II Ca 1941/21 – odpowiada na te pytania w sposób, który uważam za ważny I chcę się tym z Wami podzielić, bo to dotyczy każdego, kto miał lub będzie miał kolizję.

Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej.

Spis treści

  1. Stan faktyczny – kolizja w Lesznie i spór o 3.600 zł
  2. Taktyka ubezpieczyciela – rabaty, które (nie)istnieją
  3. Co powiedział sąd? Analiza uzasadnienia wyroku
  4. Dlaczego ta sprawa jest ważna – moje refleksje
  5. Praktyczne wnioski dla poszkodowanych
  6. FAQ – odpowiadam na Wasze pytania

Stan faktyczny – kolizja w Lesznie i spór o 3.600 zł

18 maja 2018 roku. Leszno. Zwykła kolizja drogowa – takich w Polsce zdarza się kilkadziesiąt dziennie. Ucierpiało Volvo V50 z 2008 roku, należące do pani A.T. Sprawca miał ubezpieczenie w dużym towarzystwie ubezpieczeniowym (w wyroku: Towarzystwo (…) S.A. z siedzibą w Warszawie).

Poszkodowana zgłosiła szkodę następnego dnia – 19 maja 2018 r. Ubezpieczyciel przeprowadził likwidację, sporządził kosztorys i wypłacił 11.770,84 zł. Sprawa zamknięta? Nie do końca.

Pani A.T. ustaliła u rzeczoznawcy, że rzeczywiste koszty przywrócenia pojazdu do stanu sprzed wypadku wyniosą 15.331,18 zł. Różnica? 3.560,34 zł. To nie jest drobna kwota – to prawie 30% więcej niż zaproponował ubezpieczyciel.

Co ciekawe, poszkodowana zdecydowała się na naprawę pojazdu. Mogła przecież wziąć pieniądze od ubezpieczyciela i pozostawić auto w stanie uszkodzonym (prawo jej na to pozwala), ale chciała je naprawić. I tu zaczęły się schody.

Taktyka ubezpieczyciela – rabaty, które (nie)istnieją

Ubezpieczyciel bronił się w sądzie argumentem, który znam z wielu podobnych spraw:

„Nasza kalkulacja uwzględniała rabaty: 20% na oryginalne części zamienne typu «O» oraz 40% na materiały lakiernicze. Poszkodowana mogła z nich skorzystać u naszych partnerów. Skoro tego nie zrobiła, to sama ponosi konsekwencje wyższych kosztów naprawy.”

Brzmi logicznie, prawda? W końcu – pomyślicie – jeśli ktoś oferuje Ci taniej, a Ty nie skorzystasz, to Twoja strata.

Ale czort, jak to mówią, tkwi w szczegółach.

Co faktycznie dostała poszkodowana?

Przeanalizowałem dokumenty z tej sprawy (są w aktach, dostępne publicznie) i zwróciłem uwagę na kilka rzeczy:

1. Kalkulacja naprawy z 28 maja 2018 r. i 16 lipca 2018 r.

W zakresie materiałów lakierniczych ubezpieczyciel w ogóle nie napisał: „Oferujemy Pani materiały z rabatem 40%”. Zamiast tego pojawiła się tajemnicza wzmianka: „współczynnik odchylenia 60%”. Co to w ogóle znaczy? Ja jako prawnik, który od lat zajmuje się odszkodowaniami, sam musiałem się zastanowić. A co dopiero poszkodowany bez wykształcenia prawniczego?

W zakresie części zamiennych pojawiła się adnotacja: „cena -20% (części zamienne)”. Ale to była tylko informacja w kosztorysie, a nie oferta zakupu części po takiej cenie.

2. Instrukcja obsługi „oferty”

Na końcu kalkulacji naprawy znalazła się informacja:

„W przypadku trudności z nabyciem: – części oryginalnych w cenach podanych w niniejszym kosztorysie, – materiałów lakierniczych w cenach podanych w niniejszym kosztorysie, prosimy o kontakt z (…) S.A.”

I dane kontaktowe: mail i telefon.

To wszystko. To nie jest oferta zakupu części. To jest instrukcja, co zrobić, gdy pojawią się „trudności”. Jakie trudności? Kto je stwierdza? Kiedy? Gdzie mam szukać tych części? Czy mogę kupić je w dowolnym miejscu, czy tylko u konkretnego dostawcy? Nic z tego nie wynikało.

3. Pismo z 18 lipca 2018 r. – odpowiedź na reklamację

Poszkodowana złożyła reklamację (26 czerwca 2018 r.), kwestionując wysokość odszkodowania. Ubezpieczyciel odpowiedział pismem z 18 lipca 2018 r., w którym wyjaśniał:

„Zastosowany rabat jest realnym rabatem oferowanym przez konkretnych dealerów oraz dostawców, a kalkulacja naprawy uwzględnia realny koszt zakupu części oraz realny koszt zakupu materiału lakierniczego.”

Ale nigdzie nie napisał konkretnie: „Proszę pojechać do firmy X przy ulicy Y w Lesznie, tam dostanie Pani część nr Z za kwotę W zł”. Nie było też informacji: „Jeśli Pani zadzwoni pod ten numer, dostarczymy Pani bezpłatnie wszystkie potrzebne części do wybranego przez Panią warsztatu”.

Porozumienia z dostawcami – sekret ubezpieczyciela

W toku procesu ubezpieczyciel przedłożył dokumenty: Porozumienie nr (…) z aneksem (rabat 20% na części zamienne oryginalne) oraz Porozumienie nr (…) z aneksem (rabat 40% na materiały lakiernicze), zawarte z konkretnymi podmiotami.

Problem? Poszkodowana nie miała o tych porozumieniach pojęcia przed procesem. Nikt jej nie powiedział: „Pani A., mamy umowę z firmą (…) sp. z o.o. w Warszawie, która dostarczy Pani oryginalne części Volvo z rabatem 20%, bezpłatnie, pod wskazany przez Panią adres”.

Ubezpieczyciel wymieniał w pismach do poszkodowanej zupełnie innych dostawców niż ci, z którymi miał zawarte porozumienia. Jak to możliwe? Ja też się zastanawiam.

Co powiedział sąd? Analiza uzasadnienia wyroku

Sąd Rejonowy w Lesznie (wyrok z 4 października 2021 r., sygn. akt I C 1807/18) zasądził na rzecz poszkodowanej brakującą kwotę: 3.657,62 zł wraz z odsetkami oraz zwrot kosztów procesu (1.807,90 zł).

Ubezpieczyciel złożył apelację, ale Sąd Okręgowy w Poznaniu (wyrok z 19 stycznia 2022 r., sygn. akt II Ca 1941/21) apelację oddalił, potwierdzając w pełni rozstrzygnięcie sądu pierwszej instancji.

Kluczowe fragmenty uzasadnienia – cytuję dosłownie

1. Brak konkretnej oferty

„Przytoczone twierdzenia pozwanego zostały stworzone na potrzeby procesu i nie mają koniecznego oparcia w dowodach.”

Sąd stwierdził wprost: to, co ubezpieczyciel mówił w sądzie, nie pokrywało się z tym, co faktycznie przekazał poszkodowanej. W aktach sprawy nie było żadnego dowodu na to, że ubezpieczyciel „kilkukrotnie proponował możliwość zakupu oryginalnych części zamiennych z rabatem 20% wraz z możliwością ich dostarczenia”.


2. Materiały lakiernicze – rabat fikcyjny

„W kalkulacjach naprawy z 28 maja 2018 r. i 16 lipca 2018 r. w zakresie materiałów lakierniczych w ogóle nie przedstawiono oferty ich nabycia z rabatami na poziomie 40%, a jedynie niesprecyzowany ‚współczynnik odchylenia 60%’.”

Sąd uznał, że nie ma podstaw, by stwierdzić, iż poszkodowana została poinformowana o możliwości zakupu materiałów z rabatem 40%. Po prostu jej tego nie zaproponowano.

3. Nadmierna uciążliwość dla poszkodowanego

To fragment, który uważam za najważniejszy w całym uzasadnieniu:

„Zamiast przekazać samochód w celu naprawy do wybranego warsztatu, powódka musiałaby bowiem uzyskać od pozwanego dane konkretnych dostawców części zamiennych i materiałów lakierniczych, skontaktować się z nimi, dostarczyć im kosztorysy sporządzone przez pozwanego (…), dokonać u tych dostawców zakupów części oryginalnych, których użycie w procesie naprawy pozwany zaakceptował oraz zakupu materiału lakierniczego, ale także musiałaby samodzielnie zakupić części oryginalne potrzebne do naprawy, których pozwany nie uwzględnił w kosztorysie (…), a następnie zapewnić dostawy tych części i materiałów do warsztatu.”

Sąd nazwał to „ponadprzeciętną aktywnością” i stwierdził, że ubezpieczyciel nie może tego wymagać od poszkodowanego.

W praktyce poszkodowana musiałaby koordynować działania:

  • Ubezpieczyciela (który miał sporządzić kosztorys)
  • Dostawcy części zaakceptowanych przez ubezpieczyciela (z rabatem)
  • Dostawcy części nieujętych w kosztorysie ubezpieczyciela (bez rabatu)
  • Dostawcy materiałów lakierniczych (z rabatem)
  • Warsztatu naprawczego (który miał wszystko zmontować)

Ja, jako prawnik, który od lat zajmuje się prawem odszkodowawczym, nie wyobrażam sobie takiej logistyki. A co dopiero osoba, która po raz pierwszy ma do czynienia z kolizją?

4. Brak warsztatu w miejscu zamieszkania

Sąd zwrócił uwagę na jeszcze jedną kwestię:

„Pozwany nie informował też powódki, że może zlecić wykonanie naprawy w wybranym przez siebie warsztacie, do którego zostaną dostarczone (bezkosztowo) części i materiały do jej dokonania, ale informował, że «Zapewnia możliwość naprawy pojazdu jednym z rekomendowanych przez nas warsztatów». Co istotne, próba skorzystania z takiego warsztatu przez powódkę skończyła się niepowodzeniem, bo pozwany nie przekazał powódce informacji o żadnym «warsztacie rekomendowanym», który mógłby dokonać naprawy pojazdu w miejscu jej zamieszkania.”

Poszkodowana mieszkała w Lesznie. Próbowała skorzystać z „oferty” ubezpieczyciela. Z korespondencji SMS-owej (załączonej do akt) wynikało, że ubezpieczyciel nie był w stanie wskazać żadnego warsztatu w Lesznie.

Sąd uznał, że propozycja była fikcyjna.

Dlaczego ta sprawa jest ważna – moje refleksje

Zajmuję się prawem odszkodowawczym od lat i widziałem wiele podobnych spraw. Ale ten wyrok uważam za przełomowy z kilku powodów.

1. Sąd nie dał się „zasypać” dokumentami

Ubezpieczyciel przedłożył porozumienia z dostawcami, kosztorysy, pisma – wszystko wyglądało profesjonalnie. Ale sąd przeanalizował to dokładnie i stwierdził: „stworzone na potrzeby procesu”. To ważne, bo często sądy ograniczają się do stwierdzenia: „Skoro ubezpieczyciel coś oferował, to poszkodowany powinien był skorzystać”. Ten sąd poszedł głębiej.

2. Sąd stanął po stronie „słabszego” uczestnika obrotu

Poszkodowany to zazwyczaj osoba, która po raz pierwszy ma do czynienia z kolizją, nie zna przepisów, nie wie, jakie ma prawa. Ubezpieczyciel to profesjonalista, który likwiduje dziesiątki spraw dziennie. Sąd w Poznaniu zauważył tę nierówność i nie pozwolił, by ubezpieczyciel wykorzystywał swoją przewagę informacyjną.

3. Sąd wyjaśnił, czym jest „obowiązek minimalizacji szkody”

Często słyszę argument: „Poszkodowany ma obowiązek minimalizować szkodę, więc jeśli ubezpieczyciel oferował taniej, to powinien był skorzystać”. To prawda, ale tylko w rozsądnych granicach.

Sąd Okręgowy w Poznaniu napisał:

„Obowiązek minimalizacji skutków szkody oraz obowiązek współdziałania w procesie likwidacji szkody (…) musi być utrzymany i stosowany w rozsądnych granicach i nie powinien być wykorzystywany przez ubezpieczyciela do nakłaniania poszkodowanego, by zrezygnował z realizacji przysługujących mu praw, w tym podstawowego prawa do naprawienia szkody w pełnym zakresie.”

To zdanie warto wydrukować i powiesić w każdym dziale likwidacji szkód.

4. Sąd rozróżnił najem pojazdu zastępczego od naprawy

W sprawach o koszt najmu pojazdu zastępczego sądy często mówią: „Jeśli ubezpieczyciel oferował tańszy pojazd zastępczy, a poszkodowany wynajął droższy, to dostanie zwrot tylko w wysokości oferty ubezpieczyciela”. I to jest słuszne – najem to prosta usługa, można łatwo porównać oferty.

Ale sąd w Poznaniu zwrócił uwagę, że naprawa pojazdu to coś innego:

„Naprawa pojazdu jest zagadnieniem dużo bardziej złożonym, powiązanym (…) z wyborem zaufanego warsztatu naprawczego, który przy tym, na ogół, organizuje także proces naprawy na swoich warunkach, przy wykorzystaniu stosowanych przez siebie technologii i części oraz materiałów, które sam pozyskuje.”

Innymi słowy: wybór warsztatu to kwestia zaufania. Nie można porównywać tego do prostego najmu samochodu.

5. Sąd określił, kiedy „oferta” jest rzeczywista

To najważniejszy fragment dla praktyki. Sąd wskazał, że można mówić o naruszeniu obowiązku współpracy przez poszkodowanego tylko wtedy, gdy:

  1. Do poszkodowanego została skierowana jasna oferta (konkretny przedmiot, cena, sprzedawca, czas).
  2. Oferta zawierała wszystkie niezbędne informacje do podjęcia decyzji.
  3. Skorzystanie z oferty nie wiązało się z niedogodnościami dla poszkodowanego.
  4. Oferta w pełni realizowała potrzebę poszkodowanego.

Dopiero spełnienie wszystkich tych warunków pozwala obniżyć odszkodowanie. W sprawie z Leszna żaden z tych warunków nie został spełniony.

Praktyczne wnioski dla poszkodowanych

Wniosek 1: Nie musisz naprawiać auta w warsztacie wskazanym przez ubezpieczyciela

To Twoje podstawowe prawo. Wynika z art. 363 § 1 KC (możesz wybrać sposób naprawienia szkody) .

Wniosek 2: „Oferta rabatowa” musi być konkretna

Jeśli ubezpieczyciel mówi: „Oferujemy Panu rabaty”, zapytaj:

  • Gdzie mogę kupić części? (pełna nazwa firmy, adres)
  • Jakie dokładnie części są objęte rabatem? (numery katalogowe)
  • Kto zapewni dostawę?
  • Czy mogę wybrać własny warsztat?
  • Czy dostanę pisemne potwierdzenie tych warunków?

Jeśli odpowiedzi są ogólnikowe („proszę zadzwonić”, „w razie problemów proszę pisać”), to nie jest to oferta.

Wniosek 3: Dokumentuj wszystko

W sprawie z Leszna kluczowa okazała się korespondencja SMS-owa. Zachowuj:

  • Maile
  • SMS-y
  • Notatki z rozmów telefonicznych (data, godzina, z kim, co ustalono)

To może być decydujące w sądzie.

Wniosek 4: Nie daj się zastraszyć

Ubezpieczyciele często mówią: „Jeśli Pan nie skorzysta z naszej oferty, dostanie Pan mniej”. To manipulacja, jeśli nie spełniają warunków określonych przez sąd w Poznaniu.

Wniosek 5: Zlecaj opinię rzeczoznawcy

W sprawie z Leszna opinia biegłego R.H. wykazała, że uzasadnione koszty naprawy wynoszą 15.648,18 zł, a nie 11.770,84 zł. Bez tej opinii poszkodowana nie wygrałaby sprawy.

Wniosek 6: Idź do sądu, jeśli musisz

Poszkodowana z Leszna wygrała nie tylko kwotę odszkodowania (3.657,62 zł), ale także:

  • Odsetki ustawowe za opóźnienie (od 19 czerwca 2018 r.)
  • Zwrot kosztów procesu w I instancji (1.807,90 zł)
  • Zwrot kosztów procesu w II instancji (450 zł)

Łącznie dostała więcej niż pierwotnie dochodziła. Czasem warto walczyć.

FAQ – odpowiadam na Wasze pytania

1. Czy ubezpieczyciel może zmusić mnie do naprawy w jego warsztacie?

Nie. Masz prawo wybrać dowolny warsztat. To wynika z podstawowych zasad prawa odszkodowawczego .

2. Co zrobić, gdy ubezpieczyciel oferuje „rabaty”, ale bez konkretów?

Poproś pisemnie o szczegóły: nazwę dostawcy, adres, listę części, warunki dostawy. Jeśli nie dostaniesz konkretnej odpowiedzi – zachowaj tę korespondencję jako dowód w przyszłym procesie.

3. Czy muszę naprawić auto, żeby dostać odszkodowanie?

Nie. Wyrok SO w Poznaniu (II Ca 1941/21) potwierdza: „Obowiązek wypłaty należnego odszkodowania nie jest uzależniony od naprawienia pojazdu, ani od kosztów rzeczywiście poniesionych”. Odszkodowanie to ekwiwalent pieniężny za szkodę.

4. Czy warto iść do sądu o 3-4 tysiące złotych?

W sprawie z Leszna tak. Poszkodowana dochdziła 3.657 zł, a dostała także zwrot kosztów procesu (łącznie ponad 2.200 zł) i odsetki. Poza tym – jeśli ubezpieczyciel działa nieuczciwie, warto to pokazać. Z mojego doświadczenia: sądy coraz częściej stają po stronie poszkodowanych.

5. Ile trwa taka sprawa?

W sprawie z Leszna wyrok I instancji zapadł 4 października 2021 r. (sprawa wpłynęła pewnie w 2018 r., ale dokładnej daty nie mam), a wyrok II instancji – 19 stycznia 2022 r. Łącznie około 3-4 lat. To długo, ale nie jest to czas zmarnowany – przez cały ten czas naliczają się odsetki ustawowe.


Zakończenie – moja rada

Ta sprawa pokazuje, że warto walczyć o swoje prawa. Ubezpieczyciele liczą na to, że poszkodowani się poddadzą, bo „to tylko kilka tysięcy”, „nie opłaca się iść do sądu”, „prawnik będzie kosztował więcej”.

Nie dajcie się.

Sąd Okręgowy w Poznaniu pokazał, że rzeczywista oferta ubezpieczyciela musi spełniać określone warunki – i jeśli ich nie spełnia, to poszkodowany nie ma obowiązku z niej korzystać. To precedens, na który będę się powoływał w kolejnych sprawach.

A jeśli kiedykolwiek spotkasz się z „ofertą rabatową” ubezpieczyciela, pamiętaj słowa poznańskiego sądu: propozycja musi być realna, konkretna i nie powodować dla Ciebie nadmiernych niedogodności. Jeśli tak nie jest – to nie jest oferta. To ściema.


Disclaimer: Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Każda sprawa odszkodowawcza jest indywidualna, dlatego zapraszamy do kontaktu z naszą kancelarią.

Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawnikododszkodowan.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl


Źródła

  • Wyrok Sądu Okręgowego w Poznaniu z 19 stycznia 2022 r., sygn. akt II Ca 1941/21
  • Wyrok Sądu Rejonowego w Lesznie z 4 października 2021 r., sygn. akt I C 1807/18
  • Kodeks cywilny, art. 361, art. 363, art. 822, art. 354 § 2
  • Ustawa z dnia 22 maja 2003 r. o ubezpieczeniach obowiązkowych

BLS – Pułapka dla Poszkodowanych, czyli Jak Nie Pomylić Ubezpieczyciela w Pozwie

Z mojego doświadczenia wiem, że sprawy odszkodowawcze potrafią być frustrujące nie tylko przez zaniżone kwoty, ale też przez zawiłości proceduralne. Jedną z nich jest system BLS – Bezpośredniej Likwidacji Szkód. Brzmi znajomo? Pewnie tak, bo większość z nas miała z nim do czynienia po drobnej kolizji. Problem w tym, że wielu poszkodowanych gubi się w tym, kto tak naprawdę jest odpowiedzialny za wypłatę odszkodowania. A to może kosztować wygraną w sądzie.

Niedawno trafiła do mnie sprawa, która idealnie ilustruje ten problem. Klientka miała uszkodzony Mercedes po kolizji z Volvo. Sprawca miał OC w PZU. Ale dokumenty likwidacyjne? Pochodziły od… Warty! Dlaczego? Bo działało BLS. I tu zaczyna się zamieszanie, które może zgubić nawet doświadczonego pełnomocnika, nie mówiąc o osobie bez wykształcenia prawniczego.

Czym jest BLS i jak działa?

BLS to Bezpośrednia Likwidacja Szkód – system porozumienia między ubezpieczycielami działającymi na polskim rynku. W skrócie: po kolizji możesz zgłosić szkodę nie do ubezpieczyciela sprawcy, ale do swojego własnego ubezpieczyciela (tego, u którego masz wykupione OC). Twój ubezpieczyciel przyjmuje zgłoszenie, ocenia szkodę i wypłaca odszkodowanie. Ale uwaga – nie robi tego z własnej kieszeni. Działa w imieniu i na rzecz ubezpieczyciela sprawcy.

To rozwiązanie miało usprawnić likwidację drobnych szkód. W teorii – świetny pomysł. W praktyce? Często koszmar dla poszkodowanych, którzy nie wiedzą, kogo pozwać, gdy odszkodowanie jest zaniżone.

Pułapka nr 1: Kogo pozywać – „swojego” czy „ich” ubezpieczyciela?

To najczęstszy błąd. Poszkodowany widzi dokumenty od Warty, więc myśli: „Warta mi zaniżyła odszkodowanie, to ją pozwę!”. Błąd!

W systemie BLS Warta działa tylko jako pośrednik, agent ubezpieczyciela sprawcy (w tym przypadku PZU). To PZU ponosi odpowiedzialność za wypłatę odszkodowania, bo to PZU zawarło umowę OC ze sprawcą. Warta jedynie wykonała techniczną czynność w imieniu PZU.

Moja rada: Zawsze sprawdź, kto był ubezpieczycielem sprawcy! To on powinien być pozwanym, nawet jeśli wszystkie pisma przyszły od „twojego” ubezpieczyciela.

Pułapka nr 2: Dokumenty wprowadzają w błąd

W sprawie mojej klientki dokumenty likwidacyjne formalnie pochodziły od Warty – jej ubezpieczyciela. Ale w treści pozwu musiałem jasno wskazać, że Warta działała w imieniu PZU. Dlaczego? Bo sąd mógłby oddalić powództwo, gdyby uznał, że pozwaliśmy niewłaściwego pozwanego (co w praktyce oznaczałoby konieczność wniesienia nowego pozwu, opłatę sądową i dalsze opóźnienia).

To może brzmieć technicznie, ale skutki są realne. Widziałem sprawy, gdzie poszkodowani pozywali swojego ubezpieczyciela (bo od niego dostali dokumenty), a sąd oddalał powództwo z braku legitymacji biernej. Potem musieli zaczynać od nowa – tracąc czas, pieniądze i nerwy.

Pułapka nr 3: Brak świadomości o VAT

Częścią sprawy mojej klientki była też kwestia VAT. Poszkodowana była przedsiębiorcą z prawem do odliczenia podatku naliczonego, więc szkoda wyrażona była w wartości netto. Ubezpieczyciel (PZU, działający przez Wartę) wypłacił kwotę netto, co było prawidłowe. Ale gdyby poszkodowana nie była świadoma tej zasady, mogłaby dochodzić odszkodowania brutto – i przegrać sprawę, bo żądałaby za dużo.

Co ciekawe, to nie kwestia BLS, ale ogólna zasada w sprawach odszkodowawczych. Jeśli masz firmę i odliczasz VAT, twoja szkoda to koszt netto naprawy. Jeśli nie masz firmy – brutto. Ubezpieczyciele o tym wiedzą i często to wykorzystują, kwestionując roszczenia osób, które nie orientują się w tych niuansach.

Jak uniknąć tych pułapek?

  1. Sprawdź polisę sprawcy, nie swoją – To ubezpieczyciel sprawcy ponosi odpowiedzialność, nawet jeśli likwidacja przebiegała przez BLS.
  2. Czytaj dokumenty ze zrozumieniem – Jeśli widzisz adnotację „działamy w imieniu i na rzecz [innego ubezpieczyciela]”, to ten inny ubezpieczyciel jest twoim adwersarzem.
  3. Nie wstydź się pytać – Lepiej zapytać prawnika przed wniesieniem pozwu niż tracić czas i pieniądze na błędne postępowanie.
  4. Dokumentuj wszystko – Każde pismo, każda decyzja ubezpieczyciela – to twój materiał dowodowy.

Podsumowanie

System BLS miał być wygodą. W wielu przypadkach nią jest – drobne szkody można szybko załatwić bez zbędnej biurokracji. Ale gdy dochodzi do sporu, BLS potrafi wprowadzić chaos. Poszkodowani mylą ubezpieczycieli, pozywają niewłaściwe podmioty, a sądy oddalają powództwa.

Dlatego pamiętaj: w systemie BLS twój ubezpieczyciel to tylko pośrednik. Odpowiada ubezpieczyciel sprawcy. To podstawowa, ale kluczowa zasada, która może zadecydować o sukcesie twojej sprawy.


Masz wątpliwości, kogo pozwać po kolizji? Skontaktuj się z nami:

Bartosz Kowalak – Radca Prawny
KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI
ul. Mickiewicza 18a/3, 60-834 Poznań
tel. +48 61 2224963
e-mail: kancelaria@prawnikpoznanski.pl
www: prawnikpoznanski.pl | blogoodszkodowaniach.pl


Masz pytanie lub swoją historię związaną z BLS? Zostaw komentarz – chętnie odpowiem!