Kilka lat temu przyszła do kancelarii kobieta, matka młodego mężczyzny, który zginął w wypadku. Historia była tragiczna, ale – niestety – typowa: jej syn jako pasażer wsiadł do auta prowadzonego przez kolegę, z którym wcześniej pił alkohol. Kolega stracił panowanie nad pojazdem, uderzył w drzewo. Kierowca przeżył, jej syn nie.
Kobieta przyszła po odszkodowanie dla swojego wnuka – małego chłopca, który stracił ojca. I wtedy musiałem powiedzieć jej coś, czego nie chciała usłyszeć: „Ubezpieczyciel ma prawo zmniejszyć to odszkodowanie. Być może nawet o połowę”.
„Jak to? Przecież mój syn nie prowadził! To nie on zabił siebie! To ten pijany kierowca!”. Pamiętam jej łzy i gniew. I pamiętam, jak trudno mi było jej wytłumaczyć, że w świetle prawa… jej syn też ponosi część odpowiedzialności.
Dziś chcę napisać o czymś, o czym niewiele osób myśli, wsiadając do auta z kolegą po kilku drinkach. O instytucji prawnej zwanej „przyczynieniem się” – i o tym, jak drastycznie może ona zmniejszyć należne odszkodowanie.

Co to jest przyczynienie się? Nie każdy poszkodowany dostaje pełne odszkodowanie
Wielu ludzi myśli, że skoro padli ofiarą wypadku, to automatycznie należy im się pełne odszkodowanie. Niestety, nie zawsze tak jest.
Art. 362 Kodeksu cywilnego mówi jasno:
„Jeżeli poszkodowany przyczynił się do powstania lub zwiększenia szkody, obowiązek jej naprawienia ulega odpowiedniemu zmniejszeniu stosownie do okoliczności, a zwłaszcza do stopnia winy obu stron.”
Co to oznacza w praktyce? Że jeśli swoim zachowaniem przyczyniłeś się do wypadku lub do zwiększenia jego skutków – nawet jeśli nie prowadziłeś pojazdu – twoje odszkodowanie może być zmniejszone. I to znacząco.
Przepis ten stosuje się w wielu sytuacjach:
- Piesi wchodzący w niedozwolonym miejscu
- Nieuzasadnione wbieganie na jezdnię
- Brak pasów bezpieczeństwa
- A przede wszystkim – wsiadanie jako pasażer do auta prowadzonego przez osobę pod wpływem alkoholu
Wsiadłeś do auta z pijanym kierowcą? Przygotuj się na konsekwencje
To właśnie ten ostatni przypadek chcę dziś szczególnie podkreślić, bo jest najbardziej bolesny i – niestety – najczęstszy.
Wyobraź sobie sytuację: jesteś na imprezie, pijesz z kolegami. Nadchodzi pora wracania do domu. Twój kolega mówi: „Dobra, ja prowadzę”. Ty wiesz, że pił. Ale wsiadasz. Bo przecież nie zostawisz go samego. Bo „nie jest aż tak pijany”. Bo „niedaleko przecież”.
I dochodzi do wypadku. Ty, jako pasażer, doznasz poważnych obrażeń. Kolega – kierowca – ponosi winę. Jego ubezpieczyciel będzie płacił odszkodowanie.
Ale nie pełne. Bo przyczyniłeś się do powstania szkody, świadomie wsiadając do pojazdu prowadzonego przez nietrzeźwą osobę.
Statystyki, które powinny dać do myślenia
Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny zebrał dane dotyczące takich spraw. I liczby są… przygnębiające:
Sądy uwzględniają zarzut przyczynienia się w ponad 90% spraw dotyczących pasażerów pijanego kierowcy.
To nie pomyłka. 90%. Praktycznie pewność, że jeśli wsiadłeś świadomie do auta prowadzonego przez osobę po alkoholu – twoje odszkodowanie zostanie zmniejszone.
O ile? Nawet o 70%.
Wyobraź sobie: masz prawo do 100 tysięcy złotych zadośćuczynienia za ciężkie obrażenia. Sąd stwierdza 70% przyczynienia. Dostajesz 30 tysięcy. A reszta? Twój problem. Bo sam się na to zgodziłeś.
Rzeczywiste sprawy – bo życie pisze najsmutniejsze scenariusze
Pozwól, że podzielę się kilkoma przykładami z praktyki sądowej, które opisał UFG:
Sprawa 1: 20-letni pasażer Dwudziestolatek wspólnie z kierowcą pił alkohol. Jechali bez zapiętych pasów. Doszło do wypadku, chłopak zginął. O odszkodowanie wystąpiła matka w imieniu małoletniego syna zmarłego (wnuka).
UFG wypłacił odszkodowanie ze zmniejszeniem o 50%. Sąd podtrzymał tę decyzję. Małe dziecko straciło ojca. Babcia – syna. A odszkodowanie? Połowa tego, co by należało, gdyby ojciec nie wsiadł do tego auta.
Sprawa 2: Dojechać po alkohol Grupa ludzi pije wódkę. Kończy im się alkohol nad ranem. Dwoje z nich – kobieta i mężczyzna – postanawiają pojechać po kolejną butelkę na stację. Kobieta prowadzi. W trakcie jazdy traci panowanie nad kierownicą, uderza w drzewo.
Dwudziestokilkuletni pasażer – bez zapiętych pasów – trafia do szpitala z licznymi obrażeniami. Odszkodowanie zmniejszone o 70%.
Sprawa 3: 16 lat później Kobieta występuje o zadośćuczynienie za śmierć męża, który zginął w wypadku… 16 lat wcześniej. Prawie 40-letni mąż podróżował jako pasażer Fiatem Cinquecento z pijanym kierowcą. Wcześniej razem pili – pasażer miał 2,5 promila, kierowca 3,3 promila.
Na łuku drogi kierowca zjechał z drogi i uderzył w drzewo. Zginęli obaj. Przyczynienie: 50%.
16 lat bólu, 16 lat bez męża. A odszkodowanie? Połowa.
„Ale ja nie wiedziałem, że jest pijany!”
To częsta linia obrony. I czasem – naprawdę rzadko – może się sprawdzić.
Aby przyczynienie zostało zastosowane, musisz wiedzieć lub móc się domyślać, że kierowca jest pod wpływem alkoholu. Jeśli:
- Piliście razem przed jazdą
- Wyczuwałeś zapach alkoholu
- Zauważyłeś nietypowe zachowanie kierowcy (chwiejny chód, niewyraźna mowa)
- Widziałeś, jak pije
…to trudno będzie przekonać sąd, że nie wiedziałeś.
Z drugiej strony, jeśli faktycznie nie miałeś pojęcia (kierowca pił w ukryciu, oszukał cię, sprawnie ukrywał stan nietrzeźwości) – masz szansę na pełne odszkodowanie. Ale to musisz udowodnić. A nie jest to łatwe.
Słowo od UFG – surowe, ale prawdziwe
Pozwolę sobie zacytować wiceprezes Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego, Sławę Cwalińską-Weychert, która tę kwestię ujęła bezkompromisowo:
„Gdy pasażer wsiada do samochodu z nietrzeźwym kierowcą – często wcześniej pijąc z nim alkohol – to bierze na siebie nie tylko moralną współodpowiedzialność za ewentualny wypadek, ale również zgadza się na poniesienie finansowych konsekwencji związanych z własną szkodą. I o tym warto pamiętać decydując się na podróż z pijanym za kierownicą. Zamiast później obwiniać świat dookoła i mieć żal, że ubezpieczyciel czy sąd, po dokonaniu oceny zachowania poszkodowanego, zmniejszył mu odszkodowanie, jako następstwo jego przyczynienia się do powstania szkody.”
Brzmi surowo? Tak. Ale jest w tym prawda.
Moja rada: wyciągnij kluczyki ze stacyjki
Po latach prowadzenia takich spraw nauczyłem się jednego: nie ma żadnego usprawiedliwienia dla wsiadania do auta prowadzonego przez osobę pod wpływem alkoholu.
Nie ma. Żadnego.
Nie „niedaleko przecież”. Nie „przecież dobrze prowadzi po pijaku”. Nie „nie zostawię go samego”. Nie „nie stać mnie na taksówkę”.
Bo konsekwencje są dwojakie:
- Fizyczne – możesz stracić zdrowie lub życie
- Finansowe – twoje odszkodowanie zostanie drastycznie zmniejszone
Jedyna rozsądna decyzja to wyciągnięcie kluczyków ze stacyjki. Albo taksówka. Albo nocleg u gospodarza. Albo cokolwiek innego – byle nie ta przeklęta jazda.
Co robić, jeśli już do tego doszło?
Jeśli jednak znalazłeś się w takiej sytuacji – wsiadłeś do auta z pijanym kierowcą i doszło do wypadku – powinieneś:
- Być szczerym ze swoim prawnikiem – nie ukrywaj okoliczności, to tylko pogorsza sprawę
- Zbierać dowody ograniczające przyczynienie – może jednak nie wiedziałeś? Może kierowca był przekonujący? Może oszukał cię?
- Przygotować się na zmniejszone odszkodowanie – lepiej mieć realistyczne oczekiwania niż rozczarowanie
- Negocjować stopień przyczynienia – 70% to nie jest jedyna opcja, czasem da się wynegocjować 30-40%
Ale najlepiej… po prostu nie wsiadaj.
Podsumowanie: twój wybór, twoja odpowiedzialność
Prawo jest tu bezwzględne, ale uczciwe. Jeśli świadomie podejmujesz ryzyko, wsiadając do auta prowadzonego przez nietrzeźwą osobę – bierzesz na siebie odpowiedzialność za konsekwencje.
Moralne. Fizyczne. I finansowe.
To nie jest kara. To nie jest niesprawiedliwość. To logiczna konsekwencja twojego wyboru.
Dlatego za każdym razem, gdy widzisz, że ktoś pijany chce prowadzić – wyciągnij kluczyki. Zadzwoń po taksówkę. Zostań na noc. Ale nie wsiadaj.
Bo żadne odszkodowanie nie jest warte twojego życia. A zmniejszone odszkodowanie to tylko dodatkowy ból do już i tak tragicznej sytuacji.
A jakie są Wasze doświadczenia? Znacie kogoś, kto wsiadł z pijanym kierowcą? Jak to się skończyło? Podzielcie się w komentarzach – może wasze historie uratują komuś życie.
Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o praktyce kancelarii znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl.
Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl