
Kiedyś reprezentowałem klienta, który doznał poważnego urazu w magazynie hurtowni budowlanej. Gdy przyszedł do mnie z dokumentacją, pierwsza rzecz, którą pokazał mi ubezpieczyciel, to zdjęcie tablicy: „ZAKAZ WSTĘPU DLA OSÓB POSTRONNYCH”. „Panie mecenasie, sam widzi pan – wszedłem tam gdzie nie wolno. To moja wina” – powiedział przygnębiony. A ja pomyślałem: no tak, tylko że ta tablica wisiała na drzwiach, które były szeroko otwarte przez cały dzień, a pół miasta tam wchodziło…
Spis treści
- Kiedy zakaz to tylko fasada?
- Co to znaczy „faktyczne zabezpieczenie”?
- Tolerowanie praktyki – kto odpowiada?
- Przykład z praktyki kancelarii
- Jak udowodnić, że zakaz był pozorny?
- Praktyczne wskazówki
Kiedy zakaz to tylko fasada?
Z mojego doświadczenia w sprawach odszkodowawczych wynika, że tabliczki z zakazami to ulubiona obrona przedsiębiorców. „Przecież było napisane!”, „Ostrzegaliśmy!”, „To jego wina, że nie przestrzegał!”. Tyle że prawo patrzy głębiej – na faktyczny stan rzeczy, nie tylko na to, co jest napisane.
Zastanówmy się: czym różni się prawdziwy zakaz od fasadowego?
Prawdziwy zakaz to:
- Zamknięte drzwi lub inna fizyczna bariera
- Kontrola dostępu (przepustki, kody, bramki)
- Egzekwowanie zakazu przez pracowników
- Konsekwentne karanie naruszeń
- Alternatywna droga dla klientów (np. okienko wydawcze)
Fasadowy zakaz to:
- Tablica na otwartych drzwiach
- Brak jakiejkolwiek kontroli
- Pracownicy sami wpuszczają klientów
- Tolerowanie „wyjątków” jako normy
- Brak realnej możliwości obsługi bez wejścia
Co to znaczy „faktyczne zabezpieczenie”?
W praktyce kancelarii spotkałem się z przypadkiem hurtowni, gdzie na każdych drzwiach magazynu wisiała tablica „ZAKAZ WSTĘPU”. Ale jednocześnie:
- Drzwi były cały dzień otwarte na oścież
- Klienci regularnie wchodzili po towar
- Pracownicy pozwalali im wjeżdżać samochodami do środka
- Razem nosili ciężkie elementy do pobliskiej stolarni
- Nikt nigdy nie został upomniany za wejście
Czy w takiej sytuacji można mówić o zakazie? Moim zdaniem absolutnie nie. To było zabezpieczenie na papierze, mające chronić przedsiębiorcę przed odpowiedzialnością, ale nie faktycznie chronić ludzi przed niebezpieczeństwem.
Sądy w takich sprawach często odwołują się do zasady, że liczy się praktyka, nie teoria. Jeśli przez lata wszyscy chodzili tam gdzie „nie wolno” i nikt nie reagował, to faktycznie można tam było chodzić.
Tolerowanie praktyki – kto odpowiada?
To kluczowe pytanie: kto ponosi odpowiedzialność, gdy zakaz istnieje formalnie, ale jest powszechnie naruszany za cichym przyzwoleniem pracodawcy?
Odpowiedź jest jasna: pracodawca. To on prowadzi działalność gospodarczą, to on jako profesjonalista powinien zadbać o bezpieczeństwo. Jeśli widzi, że ludzie łamią zakazy i nic z tym nie robi – to jest to jego świadoma decyzja.
Co więcej, tolerowanie takiej praktyki tworzy uzasadnione oczekiwanie po stronie klientów czy pracowników, że faktycznie można tam wchodzić. W końcu skoro przez rok wchodziłeś tam dziesięć razy i nikt nic nie mówił, to jedenasty raz też wejdziesz – i trudno mówić, że postępujesz nagannie.
Przykład z praktyki kancelarii
Pamiętam sprawę magazynu budowlanego. Poszkodowany był stałym klientem, który regularnie kupował materiały. Zawsze sam wchodził do magazynu, by wskazać pracownikowi na wózku widłowym, które blaty chce kupić. Nikt mu tego nie zabraniał – wręcz przeciwnie, było to standardową procedurą obsługi.
Pewnego dnia jeden ze sztapli przewrócił się na niego, powodując ciężkie obrażenia. Ubezpieczyciel natychmiast zarzucił: „Wszedł tam gdzie zakaz, 90% jego winy!”.
Ale gdy zaczęliśmy zbierać dowody, okazało się, że:
Świadkowie zeznali:
- „Zawsze tak było, że klienci wchodzili do magazynu”
- „Sam widziałem jak właściciel wpuszczał ludzi samochodami”
- „Pracownicy pomagali klientom nosić deski do stolarni obok”
- „Nikt nigdy nie mówił, żeby nie wchodzić”
Inspektor Pracy stwierdził:
- Niewłaściwe składowanie materiałów
- Brak faktycznego zabezpieczenia dostępu
- Tolerowanie wchodzenia osób postronnych
- Naruszenie przepisów BHP
Sąd apelacyjny uznał, że w takich okolicznościach przyczynienie poszkodowanego było minimalne, bo jego zachowanie mieściło się w normie praktyki obowiązującej w tym zakładzie.
Jak udowodnić, że zakaz był pozorny?
To kluczowe pytanie praktyczne. Oto co warto zrobić:
1. Zbierz zeznania świadków Inni klienci, pracownicy (szczególnie byli pracownicy), dostawcy – każdy, kto widział jak faktycznie wygląda praca w danym miejscu.
2. Zrób dokumentację fotograficzną Jeśli możesz, sfotografuj:
- Otwarte drzwi z tablicą „zakaz wstępu”
- Klientów wchodzących do „zakazanej” strefy
- Brak fizycznych barier (bramek, zamków)
- Pracowników wpuszczających ludzi
3. Sprawdź protokoły z kontroli Inspekcja Pracy, Sanepid, inne organy kontrolne – ich ustalenia mają ogromną wagę w sądzie. Jeśli stwierdzili naruszenia, to bardzo wzmacnia Twoją pozycję.
4. Poproś o nagrania monitoringu Jeśli w zakładzie jest monitoring, możesz w procesie wnioskować o jego zabezpieczenie i okazanie. Pokaże on prawdę o tym, jak faktycznie wyglądała praktyka.
5. Dokumentuj własne doświadczenia Jeśli regularnie bywałeś w danym miejscu – zapisz kiedy, w jakich okolicznościach wchodziłeś do „zakazanej” strefy i kto Ci na to pozwalał.
Praktyczne wskazówki
Moja rada dla poszkodowanych:
Jeśli doszło do wypadku w miejscu, gdzie formalnie obowiązywał zakaz, ale faktycznie wszyscy tam wchodzili – nie przyjmuj od razu winy na siebie. To, że była tablica, nie oznacza automatycznie Twojej winy.
Moja rada dla przedsiębiorców:
Chcecie rzeczywiście chronić ludzi? Nie poprzestajcie na tablicy. Zamknijcie drzwi, zróbcie okienko wydawcze, zainstalujcie bramkę. A jeśli nie możecie tego zrobić i faktycznie musicie wpuszczać klientów – to zadbajcie o ich bezpieczeństwo tak, jakby byli pracownikami.
Co robić gdy widzisz pozorny zakaz?
Z doświadczenia wiem, że często ludzie intuicyjnie wyczuwają, że coś jest nie tak. Jeśli pracujesz lub bywa w miejscu, gdzie:
- Jest zakaz, ale wszyscy go łamią
- Nikt nie egzekwuje zasad
- Miejsce wydaje się niebezpieczne
…to uważaj. A jeśli jesteś pracownikiem – zgłoś to do Inspekcji Pracy. Oni mają narzędzia, by wymusić prawdziwe zabezpieczenia.
FAQ
Czy tablica „Zakaz wstępu” zwalnia pracodawcę z odpowiedzialności?
Nie. Sama tablica to za mało. Sądy oceniają faktyczny stan rzeczy – czy zakaz był realnie egzekwowany, czy był tylko na papierze.
Co jeśli wszedłem tam pierwszy raz i nie wiedziałem o praktyce?
To wzmacnia Twoją pozycję. Jeśli wszedłeś kierując się tym, co widziałeś (np. inne osoby w środku, otwarte drzwi, obecność pracowników), to Twoje zachowanie było racjonalne.
Czy mogę zostać obwiniony, jeśli przeczytałem tablicę, ale wszedłem bo pracownik mnie wpuścił?
W praktyce kancelarii takie sytuacje oceniane są bardzo łagodnie dla poszkodowanego. Jeśli profesjonalista (pracownik firmy) Cię wpuścił, masz prawo zakładać, że możesz tam być.
Jak Inspekcja Pracy ocenia takie sytuacje?
Inspektorzy pracy sprawdzają nie tylko czy są tablice, ale czy zakład faktycznie dba o bezpieczeństwo. Ich zeznania w sądzie często potwierdzają, że zakaz był pozorny.
Co robić jeśli ubezpieczyciel zarzuca mi 90% winy za wejście do zakazanej strefy?
Nie panikuj i nie przyjmuj od razu tej proporcji. Zbierz dowody na to, że zakaz był pozorny, skonsultuj się z prawnikiem specjalizującym się w odszkodowaniach.
Czy mogę wygrać sprawę mimo formalnego naruszenia zakazu?
Tak. W mojej praktyce były przypadki, gdzie mimo formalnego zakazu, sąd przyznał odszkodowanie w pełnej lub prawie pełnej wysokości, bo okoliczności pokazały, że faktycznie zakaz był fikcją.
Najważniejsze wnioski
- Tablica „Zakaz wstępu” nie zwalnia z odpowiedzialności, jeśli nie jest egzekwowana
- Liczy się praktyka faktyczna, nie formalne zapisy
- Tolerowanie naruszeń przez pracodawcę obciąża jego, nie poszkodowanego
- Warto zbierać dowody na pozorny charakter zakazu
- Zeznania Inspekcji Pracy są kluczowe w takich sprawach
Disclaimer: Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Każda sprawa odszkodowawcza jest indywidualna, dlatego zapraszam do kontaktu z kancelarią.
Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.blogoodszkodowaniach.pl.
Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl