Zaniżone kosztorysy ubezpieczycieli – dlaczego odszkodowanie nigdy nie wystarcza na naprawę?

Wyobraźcie sobie taką sytuację: ktoś wjeżdża Wam w auto na parkingu, ubezpieczyciel przyjmuje odpowiedzialność, wypłaca odszkodowanie bez zbędnych ceregieli. Idziecie do warsztatu i… okazuje się, że brakuje Wam 4-5 tysięcy złotych do naprawy. „Jak to możliwe?” – pytacie. „Przecież ubezpieczyciel wycenił szkodę, wysłał rzeczoznawcę, wszystko policzone”.

Otóż to wcale nie jest dziwne. To norma. Z mojego doświadczenia wynika, że ubezpieczyciele systemowo zaniżają kosztorysy napraw – i nie mówię tu o drobnych różnicach wynikających z metodologii wyceny. Mówię o różnicach rzędu 30-40%, które sprawiają, że naprawienie auta za wypłacone odszkodowanie jest po prostu niemożliwe.

Dziś chcę podzielić się z Wami kulisami tej praktyki – i co ważniejsze, pokazać, jak się przed nią bronić.

Dwa „patenty” na zaniżanie odszkodowań

Ubezpieczyciele mają wypracowane metody, które pozwalają im legalnie – ale niesprawiedliwie – obcinać wysokość odszkodowań. Dwie najczęstsze to:

Patent pierwszy: obcinanie stawek roboczogodziny

W jednej ze spraw, którą niedawno prowadziłem, ubezpieczyciel przyjął stawkę 90 złotych za jedną roboczogodzinę prac blacharsko-lakierniczych. Problem w tym, że na rynku od lat stawki kształtują się na poziomie 110-130 złotych netto. To nie jest kwestia „różnych warsztatów” czy „różnych regionów Polski” – to po prostu sztuczne zaniżanie kosztów.

Dlaczego to tak bardzo boli? Bo każda naprawa to kilkadziesiąt roboczogodzin. Jeśli ubezpieczyciel przyjmie 90 zł zamiast 120 zł, a naprawa wymaga 40 godzin pracy, to już macie różnicę 1200 złotych. Dodajcie do tego zaniżone ceny części – i nagle odszkodowanie 10 tysięcy to tak naprawdę 6-7 tysięcy realnej wartości.

Co ciekawe, ubezpieczyciele świetnie wiedzą, jakie są rynkowe stawki. Mają dostęp do tych samych baz danych co warsztaty. Po prostu decydują się je obciąć – bo liczą, że poszkodowani się nie zorientują albo nie będą chcieli walczyć.

Patent drugi: zaniżanie cen części zamiennych

Tu ubezpieczyciele mają jeszcze większą swobodę. W kosztorysie piszą „cena rynkowa” – ale jakoś zawsze wychodzi im, że ta rynkowa cena jest o 20-30% niższa niż w rzeczywistych ofertach warsztatów.

Porównajcie sami: ubezpieczyciel wycenia błotnik na 800 złotych, a warsztat mówi „u nas to kosztuje 1100″. Zderzak – 1200 u ubezpieczyciela, 1600 w warsztacie. I tak pozycja po pozycji. Na koniec wychodzi, że na papierze wszystko się zgadza, ale w praktyce pieniędzy brakuje.

Skąd ta różnica? Ubezpieczyciele często operują cenami części zamiennych niższej jakości (tzw. aftermarket) albo cenami hurtowywnymi, podczas gdy warsztaty sprzedają części detalicznie z marżą. Problem w tym, że to Wy jako poszkodowani macie prawo żądać naprawy przywracającej pojazd do stanu sprzed szkody – a nie „naprawy najtańszymi częściami, jakie da się znaleźć”.

Najważniejsza rzecz, której ubezpieczyciele Wam nie powiedzą

Teraz uwaga, bo to jest kluczowe: nie musicie naprawiać auta, żeby dostać pełne odszkodowanie.

Brzmi paradoksalnie? A jednak to prawda. Sąd Najwyższy w przełomowej uchwale (III CZP 68/01) stwierdził jasno:

„Szkoda powstaje w chwili wypadku komunikacyjnego i podlega naprawieniu (…) niezależnie od tego, czy poszkodowany dokonał naprawy rzeczy i czy w ogóle zamierza ją naprawić, odszkodowanie bowiem ma wyrównać uszczerbek majątkowy powstały w wyniku zdarzenia wyrządzającego szkodę, istniejący od chwili wyrządzenia szkody.”

Co to oznacza w praktyce? Że ubezpieczyciel nie może Wam powiedzieć: „Najpierw napraw auto, pokaż faktury, a wtedy zapłacimy różnicę”. To nie działa w ten sposób.

Odszkodowanie ma wyrównać uszczerbek, który powstał w momencie zdarzenia. Jeśli niezależny rzeczoznawca wycenił szkodę na 14 tysięcy, a ubezpieczyciel wypłacił 10 tysięcy, to macie prawo domagać się tych 4 tysięcy różnicy – nawet jeśli jeszcze nie wydaliście złotówki na warsztat.

Dlaczego to tak ważne? Bo ubezpieczyciele bardzo często próbują Was przestraszyć: „Bez faktur nie dopłacimy”, „Najpierw napraw, potem porozmawiamy”, „Skąd mamy wiedzieć, że te pieniądze pójdą na naprawę?”. To wszystko manipulacja. Prawo jest po Waszej stronie.

Jak walczyć? Instrukcja krok po kroku

Jeśli dostaliście odszkodowanie, które Waszym zdaniem nie wystarczy na naprawę, oto co powinniście zrobić:

Krok 1: Zlećcie niezależny kosztorys

Znajdźcie rzeczoznawcę, który nie jest powiązany z ubezpieczycielem. Koszt takiego kosztorysu to zazwyczaj 300-500 złotych – ale to najlepsza inwestycja, jaką możecie zrobić. Rzeczoznawca przyjrzy się autu, wyceni szkodę według rynkowych stawek i da Wam kosztorys, na którym możecie się oprzeć w sporze.

Krok 2: Porównajcie oba kosztorysy

Weźcie kosztorys ubezpieczyciela i kosztorys niezależnego rzeczoznawcy. Rozłóżcie je na biurku i porównajcie pozycja po pozycji:

  • Jakie są stawki roboczogodziny?
  • Czy ceny części się różnią? O ile?
  • Czy ubezpieczyciel pominął jakieś prace?

Często okazuje się, że różnice są w każdej pozycji – i razem dają właśnie te brakujące tysiące złotych.

Krok 3: Złóżcie reklamację

Dajcie ubezpieczycielowi szansę na polubowne rozwiązanie sprawy. Napiszcie reklamację, w której wskażecie konkretne różnice między kosztorysami i zażądacie dopłaty. Załączcie niezależny kosztorys jako dowód.

W praktyce na tym etapie większość spraw się nie kończy – ubezpieczyciele zazwyczaj odpowiadają szablonem „nasz kosztorys jest prawidłowy”. Ale reklamacja jest potrzebna proceduralnie – w sądzie musicie wykazać, że próbowaliście rozwiązać sprawę polubownie.

Krok 4: Idźcie do sądu

Jeśli reklamacja nie pomogła, pozostaje pozew. I tu najważniejsza rada: nie bójcie się sądu. W sprawach o zaniżone odszkodowania poszkodowani wygrywają w zdecydowanej większości przypadków.

W pozwie kluczowe są dwie rzeczy:

  • Szczegółowe porównanie kosztorysów – trzeba wykazać, że ubezpieczyciel zaniżył kwoty. Świetnie sprawdzają się tabele pokazujące różnice pozycja po pozycji.
  • Powołanie się na orzecznictwo – zwłaszcza na tę uchwałę Sądu Najwyższego o tym, że nie trzeba naprawiać auta.

Warto też wnioskować o przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego sądowego. Jeśli ubezpieczyciel będzie twierdził, że jego kosztorys jest prawidłowy, sąd powoła biegłego, który rozstrzygnie, czyja wycena jest prawidłowa. I uwierzcie mi – biegli sądowi zazwyczaj potwierdzają, że rzeczoznawcy niezależni mają rację.

Co z kosztami rzeczoznawcy?

Słyszę to pytanie bardzo często: „Ale jeśli zlecę niezależny kosztorys za 500 złotych, to czy ubezpieczyciel mi to zwróci?”.

Odpowiedź brzmi: tak, ale pod warunkiem, że wygrasz sprawę. Sąd Najwyższy w uchwale podjętej na wniosek Rzecznika Finansowego potwierdził, że poszkodowani mają prawo żądać pokrycia kosztów opinii rzeczoznawcy z OC sprawcy – o ile opinia okaże się niezbędna do efektywnego dochodzenia odszkodowania.

W praktyce działa zasada „kto się myli, ten płaci”. Jeśli Wasz rzeczoznawca wykaże, że ubezpieczyciel zaniżył kosztorys, dostaniecie zwrot kosztów opinii. Jeśli jednak okaże się, że to ubezpieczyciel miał rację (co zdarza się rzadko), koszty poniesiecie sami.

Moja rada z doświadczenia

Z lat praktyki wiem jedno: ubezpieczyciele liczą na to, że poszkodowani się poddadzą. Wiedzą, że większość ludzi nie będzie chciała się męczyć z reklamacjami, pozwami, sądami – i że ostatecznie przyjmą to, co dostali, nawet jeśli to za mało.

Ale jeśli macie rzetelny kosztorys i widzicie, że różnica jest znacząca – walczcie. Naprawdę, to nie jest tak stresujące, jak się wydaje. A satysfakcja, gdy ubezpieczyciel musi dopłacić te kilka tysięcy, których „oszczędził” na zaniżonym kosztorysie? Bezcenna.

Pamiętajcie: odszkodowanie ma wyrównać szkodę, a nie być symbolicznym gestem. Macie prawo do pełnej kwoty – i nikt nie powinien Was przekonywać, że „to jest norma”, „tyle wypłacamy”, „więcej nie dostaniesz”. To wszystko manipulacja.


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawospadkowepoznan.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl


Disclaimer: Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Każda sprawa wymaga indywidualnej analizy, dlatego zapraszam do kontaktu z naszą kancelarią.

Unknown's avatar

Autor: bartoszkowalak

Nazywam się Bartosz Kowalak i jestem prawnikiem, radcą prawnym, do tego jeszcze wspólnikiem w Kowalak Jędrzejewska i Partnerzy Kancelaria Prawna w Poznaniu. Kilka informacji więcej można znaleźć na naszej stronie http://www.prawnikpoznanski.pl. W zasadzie od początku kariery zawodowej miałem i nadal mam do czynienia z sprawami związanymi z dochodzeniem odszkodowań, czy to za wypadki drogowe, czy inne zdarzenia powodujące, iż u jednej osoby z winy drugiej dochodzi do powstania szkody na osobie lub w majątku. W skrócie można by więc napisać, iż obracam się w dziedzinie, która można by dla potrzeb niniejszego bloga nazwać prawem odszkodowań. Prawem odszkodowań- a więc odpowiedzią na pytanie, kto, za co, komu i ile ma zapłacić, gdy zawinił. Temat ten w zasadzie sprawia mi satysfakcję zawodową, tak więc jest to dziedzina prawa,z która lubię się mierzyć. Dlatego też postanowiłem także poza polem działania jakim jest sądowa wokanda spróbować moich sił także poprzez to medium jakim jest niniejszy blog. Chciałbym tutaj pisać o ciekawych rzeczach, często ciekawostkach, związanych z odszkodowaniami. Podzielić się moimi przemyśleniami czy też może udzielić jakieś rady. Drugą gałęzią, której poswięcam sporo uwagi sa sprawy spadkowe: Tak poza tematem bloga zapraszam do zapoznania się z oferta prowadzenia spraw spadkowych. Tak się złożyło, iż poza odszkodowaniami jest to druga gałąź prawa, którą się zajmuję: https://prawospadkowepoznan.pl/

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z BLOG O ODSZKODOWANIACH

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej