Dlaczego podpisanie ugody z ubezpieczycielem może zamknąć Ci drogę do sądu? Historia z sali rozpraw

Przypadek, który nauczył mnie pokory

Niedawno zostałem poproszony o tzw. substytucję procesową – sytuację, w której radca prawny lub adwokat zastępuje stronę na rozprawie w sprawie prowadzonej przez innego prawnika. Bywa to rutynowa czynność, szczególnie gdy główny pełnomocnik ma kolizję terminów. Idąc na tę konkretną rozprawę, spodziewałem się kilku godzin przesłuchań, wzruszających zeznań rodziny i standardowego procesu o podwyższenie zadośćuczynienia.

Tymczasem sprawa zakończyła się w… dziesięć minut. I to przegraną powódki, z obowiązkiem zapłaty wysokich kosztów zastępstwa procesowego dla ubezpieczyciela.

Co poszło nie tak? Otóż pozornie oczywista sprawa o zadośćuczynienie za śmierć ojca w wypadku drogowym okazała się mieć jeden, ale kluczowy haczyk: wcześniejsza ugoda z ubezpieczycielem. Ugoda, o której powódka… zapomniała poinformować swojego adwokata. Lub – co być może bliższe prawdy – nie zdawała sobie sprawy z jej prawnych konsekwencji.

Ta historia idealnie pokazuje, dlaczego w sprawach odszkodowawczych każdy szczegół ma znaczenie. I dlaczego zanim podpiszesz ugodę z ubezpieczycielem, powinieneś porozmawiać z prawnikiem.

Co się stało? Anatomia przegranej

Sprawa wyglądała na pierwszy rzut oka standardowo: ojciec powódki zginął w wypadku drogowym, ubezpieczyciel wypłacił córce jakieś zadośćuczynienie, ale w jej oczach – i ocenie jej adwokata – kwota była zbyt niska. Złożono więc pozew o podwyższenie zadośćuczynienia. Standardowa procedura, tysiące takich spraw rocznie w polskich sądach.

Problem pojawił się w momencie, gdy przedstawiciel ubezpieczyciela wyciągnął z teczki dokument: ugodę, którą powódka podpisała wcześniej, przyjmując pierwszą propozycję ubezpieczyciela. I to nie była ugoda „na poczekaniu”, tylko pełnoprawne porozumienie, w którym strony wskazały, że ugoda ta wyczerpuje wszelkie roszczenia wynikające z przedmiotowego wypadku.

Co to oznaczało? Że powódka zrzekła się prawa do jakichkolwiek dalszych roszczeń związanych z tym zdarzeniem. Innymi słowy, podpisując tę ugodę, zamknęła sobie drogę do sądu. Na zawsze.

Efekt? Sąd oddalił powództwo, powołując się na powagę rzeczy ugodzonej (łac. res transacta). To taka prawnicza formuła, która oznacza, że jeśli już zawarłeś ugodę w danej sprawie, nie możesz ponownie wnosić o to samo do sądu. Sprawa jest „ugodzona” – zakończona, finito.

Res transacta – czyli dlaczego ugoda to nie żart

Powaga rzeczy ugodzonej (res transacta) to instytucja prawna, która chroni stabilność stosunków prawnych. Gdyby każdy mógł podpisać ugodę, wziąć pieniądze, a potem i tak iść do sądu po więcej – chaos byłby nie do opanowania. Prawo zatem zakłada, że ugoda to świadome porozumienie, które kończy spór.

Ale – i tu zaczyna się ciekawe – nie każda ugoda zamyka wszystkie drzwi. W praktyce odszkodowawczej rozróżniamy dwa rodzaje ugód:

  1. Ugoda wyczerpująca wszystkie roszczenia – taka, w której strony wyraźnie stwierdzają, że wszelkie roszczenia związane z danym zdarzeniem są tym samym załatwione. Przykład: „Strony zgodnie oświadczają, że niniejsza ugoda wyczerpuje wszelkie roszczenia powódki względem pozwanego wynikające z wypadku z dnia X”. Taka ugoda faktycznie zamyka drogę do dalszych roszczeń.
  2. Ugoda dotycząca tylko zgłoszonych roszczeń – taka, która dotyczy wyłącznie konkretnych, już zgłoszonych roszczeń. Przykład: „Strony ustalają, że zadośćuczynienie za doznaną krzywdę wynosi X zł”. W tym wypadku, jeśli później pojawią się nowe roszczenia (np. renta z tytułu zwiększonych potrzeb), można je dochodzić.

W mojej sprawie była to ugoda typu pierwszego. Powódka – zapewne nieświadomie – podpisała dokument, który zamykał jej wszelkie możliwości dalszego dochodzenia roszczeń. Ubezpieczyciel zaś doskonale o tym wiedział.

Czy można się „wyplątać” z ugody? Art. 918 KC jako ostatnia deska ratunku

Teoretycznie istnieje możliwość uchylenia się od skutków ugody. Kodeks cywilny w art. 918 przewiduje, że strona może uchylić się od ugody, jeśli działała pod wpływem błędu co do okoliczności faktycznych, które uznawała za niewątpliwe w chwili zawierania ugody. Ale uwaga – błąd musi być na tyle istotny, że gdyby go nie było, spór lub niepewność w ogóle by nie powstały.

Brzmi skomplikowanie? W praktyce oznacza to, że musisz wykazać, iż w momencie podpisywania ugody myślałeś, że dzieje się X, a naprawdę działo się Y – i gdybyś wiedział o Y, nigdy byś ugody nie podpisał.

Przykład? Podpisałeś ugodę, myśląc, że Twoje obrażenia są lekkie i szybko się wyleczysz. Po miesiącu okazało się, że doznałeś trwałego uszczerbku na zdrowiu, o którym nie wiedziałeś w chwili podpisywania ugody. To może być podstawa do uchylenia się od ugody na podstawie art. 918 KC.

Ale to wyjątek, nie reguła. Sądy bardzo restrykcyjnie podchodzą do tego przepisu, bo inaczej każdy mógłby się „rozmyślić” po fakcie. W praktyce odszkodowawczej widziałem zaledwie kilka przypadków skutecznego uchylenia się od ugody na tej podstawie.

Moja rada: ugoda to nie „tylko formalność”

Co z tego wszystkiego wynika dla poszkodowanych? Kilka praktycznych wniosków, które mogą uchronić Cię przed sytuacją mojej powódki:

1. Nigdy nie podpisuj ugody bez konsultacji z prawnikiem

Wiem, że brzmi to jak oczywista rada, ale… ile razy widziałem ludzi, którzy myśleli „to tylko papiery, ubezpieczyciel mi to wysłał, to podpisuję”? Zbyt wiele. Ugoda to umowa, która ma taką samą moc prawną jak wyrok sądowy. Zanim ją podpiszesz, skonsultuj się z radcą prawnym lub adwokatem.

2. Czytaj uważnie, co podpisujesz

Szczególnie zwróć uwagę na zapisy typu:

  • „Strony oświadczają, że niniejsza ugoda wyczerpuje wszelkie roszczenia…”
  • „Powód zrzeka się wszelkich dalszych roszczeń…”
  • „Strony uznają sprawę za zakończoną…”

Takie sformułowania oznaczają, że zamykasz sobie drogę do dalszych roszczeń. Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości co do wysokości zadośćuczynienia – nie podpisuj.

3. Wynegocjuj bezpieczniejszą treść ugody

Jeśli rzeczywiście chcesz zawrzeć ugodę (bo np. pilnie potrzebujesz pieniędzy), ale nie jesteś pewien, czy kwota jest sprawiedliwa, zaproponuj sformułowanie typu: „Niniejsza ugoda dotyczy wyłącznie roszczeń zgłoszonych w postępowaniu likwidacyjnym przed ubezpieczycielem do dnia X”. To Ci zostawi furtkę na przyszłość.

4. Pamiętaj: ubezpieczyciel ma prawników, Ty też powinieneś

Ubezpieczyciel ma całe działy prawne, które przygotowują takie ugody w sposób maksymalnie korzystny dla nich. Ty – poszkodowany, często w stresie, bólu, po stracie bliskiej osoby – masz podpisać dokument, którego konsekwencji nie rozumiesz. To nie jest wyrównana walka. Dlatego warto mieć kogoś po swojej stronie.

Refleksja: czego mnie nauczyła ta sprawa

Ta dziesięciominutowa rozprawa utkwiła mi w pamięci bardziej niż niejeden wielodniowy proces. Dlaczego? Bo pokazała mi, jak wiele może zależeć od jednego podpisu. I jak często poszkodowani – działając w dobrej wierze, zaufaniu do instytucji, a czasem po prostu w desperacji – podpisują dokumenty, które zamykają im drogę do sprawiedliwości.

Moim zdaniem, ubezpieczyciele powinni mieć obowiązek jasno informować poszkodowanych o konsekwencjach podpisania ugody. Dziś zbyt często zdarza się, że ugoda jest przedstawiana jako „szybka, bezproblemowa forma załatwienia sprawy”, bez wspominania o tym, że jednocześnie zamyka się możliwość jakichkolwiek dalszych roszczeń.

Ale to tylko moja refleksja. W obecnym stanie prawnym obowiązuje zasada: czytaj, co podpisujesz. A najlepiej – konsultuj się z prawnikiem przed, a nie po.

A jakie są Wasze doświadczenia? Zdarzyło Wam się podpisać ugodę z ubezpieczycielem? Byliście zadowoleni z jej warunków, czy z perspektywy czasu widzicie, że daliście się „przechytrzyć”? Podzielcie się swoimi historiami w komentarzach.


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawospadkowepoznan.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl

Unknown's avatar

Autor: bartoszkowalak

Nazywam się Bartosz Kowalak i jestem prawnikiem, radcą prawnym, do tego jeszcze wspólnikiem w Kowalak Jędrzejewska i Partnerzy Kancelaria Prawna w Poznaniu. Kilka informacji więcej można znaleźć na naszej stronie http://www.prawnikpoznanski.pl. W zasadzie od początku kariery zawodowej miałem i nadal mam do czynienia z sprawami związanymi z dochodzeniem odszkodowań, czy to za wypadki drogowe, czy inne zdarzenia powodujące, iż u jednej osoby z winy drugiej dochodzi do powstania szkody na osobie lub w majątku. W skrócie można by więc napisać, iż obracam się w dziedzinie, która można by dla potrzeb niniejszego bloga nazwać prawem odszkodowań. Prawem odszkodowań- a więc odpowiedzią na pytanie, kto, za co, komu i ile ma zapłacić, gdy zawinił. Temat ten w zasadzie sprawia mi satysfakcję zawodową, tak więc jest to dziedzina prawa,z która lubię się mierzyć. Dlatego też postanowiłem także poza polem działania jakim jest sądowa wokanda spróbować moich sił także poprzez to medium jakim jest niniejszy blog. Chciałbym tutaj pisać o ciekawych rzeczach, często ciekawostkach, związanych z odszkodowaniami. Podzielić się moimi przemyśleniami czy też może udzielić jakieś rady. Drugą gałęzią, której poswięcam sporo uwagi sa sprawy spadkowe: Tak poza tematem bloga zapraszam do zapoznania się z oferta prowadzenia spraw spadkowych. Tak się złożyło, iż poza odszkodowaniami jest to druga gałąź prawa, którą się zajmuję: https://prawospadkowepoznan.pl/

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z BLOG O ODSZKODOWANIACH

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej