Zderzenie z dzikiem – kiedy możesz dostać odszkodowanie? (Spoiler: prawie nigdy)

Wprowadzenie

Kolizje z dzikimi zwierzętami to jeden z najczęstszych typów zdarzeń drogowych w Polsce. Dzik, łoś, sarna – wyskakują znikąd, tuż przed maskę, i nawet najlepszy kierowca nie ma szans na reakcję. W praktyce kancelarii spotykamy się z tego typu sprawami regularnie, a pytanie klientów jest zawsze to samo: „Kto mi za to zapłaci?”.

Odpowiedź, choć przykra, jest zazwyczaj brutalna: najprawdopodobniej nikt. Dzisiaj chcę szczerze opowiedzieć o tym, dlaczego szanse na odszkodowanie po zderzeniu z dzikiem są tak minimalne, kiedy można spróbować walczyć, i dlaczego autocasco to jedyne sensowne rozwiązanie w tej sytuacji.

Spis treści

  1. Dlaczego dzika zwierzyna to problem bez właściciela
  2. Koło łowieckie – teoretyczna szansa, praktyczna iluzja
  3. Zarządca drogi i sprawa brakującego znaku
  4. Co mówi orzecznictwo? (Nic dobrego)
  5. Moje doświadczenia: klienci rezygnują po analizie kosztów
  6. Porady praktyczne: autocasco i ostrożność
  7. Kiedy mimo wszystko warto próbować?

Dlaczego dzika zwierzyna to problem bez właściciela

Zacznijmy od fundamentalnej kwestii, która wydaje się truizmem, ale właśnie w niej tkwi cały problem: dzika zwierzyna jest dzika. Nikt nie jest jej właścicielem, nikt nie odpowiada za jej zachowanie, nikt nie kontroluje jej ruchów.

Wyobraźmy sobie typową sytuację: wracacie wieczorem do domu przez las, nagle z boku wyskakuje dzik, uderzacie w niego, przednia część auta w gruzach, wy w szoku. Przychodzicie do kancelarii z pytaniem: „Kto zapłaci?”.

I tu zaczyna się problem. Bo w prawie odszkodowawczym musimy znaleźć podmiot odpowiedzialny – kogoś, kto ponosi winę za zdarzenie. A w przypadku dzikiego zwierzęcia… kto to ma być? Dzik sam nie odpowie przed sądem (co oczywiste), ale co ważniejsze – nie ma też nikogo, kto by „za niego” odpowiadał.

To jak szukanie winnego, gdy w auto uderza meteoryt. Teoretycznie zdarzenie jest, szkoda jest, ale sprawcy w rozumieniu prawnym – nie ma.

Koło łowieckie – teoretyczna szansa, praktyczna iluzja

Istnieje jednak jeden scenariusz, w którym odpowiedzialność można by przypisać: polowanie z nagonką.

Wyobraźmy sobie sytuację: trwa polowanie, myśliwi organizują nagonkę (czyli spłoszenie zwierzyny w określonym kierunku), dzik w panice wybiega na drogę i wpada pod koła Waszego auta. W takiej sytuacji można by mówić o odpowiedzialności koła łowieckiego lub organizatora polowania – to ich działanie doprowadziło do wybiegnięcia zwierzęcia na jezdnię.

Brzmi prosto, prawda? W teorii tak. Ale w praktyce z taką sytuacją nigdy się nie spotkałem.

Dlaczego? Bo:

  • Polowania nie są zazwyczaj organizowane w bezpośrednim sąsiedztwie dróg (przynajmniej oficjalnie)
  • Poszkodowany kierowca zwykle nie ma pojęcia, że akurat trwa polowanie
  • Nawet jeśli polowanie się odbywało, udowodnienie związku przyczynowego (że to nagonka spowodowała wybiegnięcie) jest niezwykle trudne

Tak więc ta podstawa odpowiedzialności istnieje głównie w podręcznikach prawa, nie w praktyce.

Zarządca drogi i sprawa brakującego znaku

Druga możliwa podstawa odpowiedzialności to zarządca drogi (gmina, powiat, GDDKiA – w zależności od rodzaju drogi).

Zgodnie z art. 20 ustawy z dnia 21 marca 1985 r. o drogach publicznych, do zarządcy drogi należy utrzymanie drogi w sposób zapewniający bezpieczeństwo ruchu. Obejmuje to m.in.:

  • utrzymanie nawierzchni,
  • stawianie znaków drogowych,
  • ostrzeganie o potencjalnych zagrożeniach.

I tu pojawia się pewien pomysł: a co jeśli w miejscu, gdzie często występuje dzika zwierzyna, nie ma znaku ostrzegawczego (znak A-18b „Dzikie zwierzęta”)? Czy to nie jest zaniedbanie zarządcy?

Teoretycznie – owszem, można by się o to zaczepić. Ale praktyka pokazuje, że to droga donikąd. Dlaczego?

Problem 1: Gdzie postawić znak?

Zwierzęta nie trzymają się ustalonych tras. Dzik może wybiec dosłownie wszędzie – w lesie, na skraju wsi, a nawet… w mieście. Czy zarządca ma obowiązek stawić znaki na każdym możliwym odcinku? Oczywiście, że nie.

Problem 2: Dowodzenie winy

Nawet jeśli brakuje znaku w miejscu, gdzie zwierzęta często przekraczają jezdnię, to na poszkodowanym spoczywa ciężar udowodnienia, że:

  • zarządca wiedział (lub powinien wiedzieć) o częstym występowaniu zwierzyny,
  • brak znaku był zaniedbaniem,
  • gdyby znak był, do wypadku by nie doszło.

Ten ostatni punkt jest kluczowy – i tu pojawia się…

Problem 3: Orzecznictwo sądów

Sądy wielokrotnie przyjmowały, że nawet gdyby znak był, to przy nagłym wtargnięciu zwierzyny nic by to nie dało. Dzik wyskakuje z lasu tuż przed maskę – czy znak 200 metrów wcześniej pozwoliłby na uniknięcie zderzenia? Sądy zwykle odpowiadają: nie.

Co ciekawe, w praktyce często okazuje się, że znak był (tylko poszkodowany go nie zauważył), albo poszkodowany po prostu nie ma pewności, czy był. A bez konkretnych dowodów sprawa się sypie.

Co mówi orzecznictwo? (Nic dobrego)

Z praktyki kancelarii wynika, że orzecznictwo w sprawach zderzeń z dzikimi zwierzętami jest zdecydowanie niekorzystne dla poszkodowanych. Sądy konsekwentnie przyjmują, że:

  • Brak znaku nie oznacza automatycznej winy zarządcy
  • Nagłe wtargnięcie zwierzyny to zdarzenie trudne do przewidzenia
  • Nawet z ostrzeżeniem kierowca często nie ma szans na uniknięcie kolizji

Innymi słowy: brak podstaw do przypisania odpowiedzialności.

Moje doświadczenia: klienci rezygnują po analizie kosztów

Zastanawia mnie czasem, jak to jest, że dziki powodują szkody na setki tysięcy złotych rocznie, a tak niewielu poszkodowanych dostaje odszkodowanie. Odpowiedź jest prosta: ekonomiczny rachunek.

W praktyce kancelarii spotkaliśmy się z dziesiątkami zapytań o tego typu sprawy. Typowy scenariusz wygląda tak:

  1. Klient przychodzi ze zdjęciami rozbitego auta (często szkoda 10-20 tysięcy złotych)
  2. Pyta: „Kto zapłaci?”
  3. Przedstawiamy mu analizę sprawy: szanse minimalne, koszty procesu wysokie (opłata sądowa, biegły, ewentualnie koszty strony przeciwnej)
  4. Klient po przemyśleniu… rezygnuje

I to jest racjonalna decyzja. Po co ryzykować 5-10 tysięcy złotych kosztów procesowych przy bardzo wysokim ryzyku przegrania sprawy?

Większość naszych klientów po dokładnej analizie kosztów i szans procesowych sprawę odpuszczała. Nie dlatego, że się poddawali – po prostu matematyka nie grała.

Porady praktyczne: autocasco i ostrożność

Skoro szanse na odszkodowanie od kogokolwiek są tak znikome, co robić? Mam dla Was kilka praktycznych rad:

1. Autocasco – jedyne sensowne rozwiązanie

Jeśli często jeździcie przez tereny leśne, ubezpieczenie AC (autocasco) to nie luksus, to konieczność. Tylko to zabezpieczenie realnie ochroni Was przed kosztami naprawy po zderzeniu z dzikiem.

Uwaga: sprawdźcie warunki polisy – niektóre AC mają wyłączenia dla szkód spowodowanych przez zwierzęta, albo wymagają dodatkowej składki.

2. Widzisz znak „Dzikie zwierzęta”? Zwolnij!

To nie jest dekoracja – to ostrzeżenie. W miejscach oznaczonych tym znakiem:

  • Zwolnij do 60-70 km/h
  • Patrz w las po obu stronach drogi
  • Szczególnie uważaj o zmierzchu i w nocy (wtedy zwierzęta są najaktywniejsze)

3. Techniki bezpiecznej jazdy

  • Jeśli widzisz zwierzę na poboczu – nie trąb! Dzik może się przestraszyć i wybiec pod koła
  • Lepiej zatrzymać się i poczekać, aż zwierzę przejdzie
  • Pamiętaj: gdzie jedno zwierzę, tam często jest więcej (zwłaszcza dziki chodzą grupami)

4. Co robić po zderzeniu?

  • Wezwij policję (protokół będzie potrzebny do zgłoszenia szkody w AC)
  • Zrób zdjęcia miejsca zdarzenia i uszkodzeń
  • Jeśli zwierzę żyje i jest ranne – nie zbliżaj się! Dzik to niebezpieczne zwierzę
  • Powiadom Straż Leśną lub koło łowieckie (numer znajdziesz u dyżurnego policji)

5. Nie próbuj omijać w ostatniej chwili

Paradoksalnie, lepiej uderzyć w dzika niż zrobić gwałtowny manewr, stracić panowanie nad autem i wpaść w drzewo lub do rowu. Twoje życie jest warte więcej niż auto.

Kiedy mimo wszystko warto próbować?

Czy zawsze trzeba odpuścić? Nie do końca. Są sytuacje, w których warto skonsultować sprawę z prawnikiem:

  1. Masz świadków polowania w pobliżu – jeśli ktoś widział nagonkę, myśliwych w okolicy, to podstawa do odpowiedzialności koła łowieckiego
  2. Znasz dokładne miejsce i możesz udowodnić częste występowanie zwierzyny + brak znaku – to trudne, ale czasem wykonalne (np. zapisy z FB lokalnej grupy o dzikach na drodze)
  3. Szkoda jest bardzo wysoka (np. 50-100 tysięcy złotych) – wtedy może warto podjąć ryzyko procesowe
  4. Masz pełne AC – możesz dostać odszkodowanie z własnego AC, a ubezpieczyciel sam zdecyduje, czy chce regresować (dochodzić zwrotu) od kogokolwiek

Ale uczciwie? To są rzadkie sytuacje. W zdecydowanej większości przypadków sprawa nie ma szans powodzenia.

Podsumowanie i refleksja

Zastanawia mnie, dlaczego w dobie wzrastającej populacji dzików i rosnącej liczby wypadków wciąż nie ma systemowego rozwiązania tego problemu. Może jakiś fundusz kompensacyjny? Jakaś forma odpowiedzialności zbiorowej Skarbu Państwa za szkody wyrządzone przez dziką zwierzynę?

Z praktyki kancelarii wiem jedno: obecny stan prawny nie chroni poszkodowanych. Dzik wybiegł, auto rozbite, życie zagrożone – a odpowiedzialnego nie ma. Pozostaje tylko ubezpieczenie i ostrożność.

Tak więc moja rada: przezornie wykupcie autocasco, a widząc znak ostrzegający o dzikiej zwierzynie – zwolnijcie i wypatrujcie rogów czy szabel wyłaniających się z lasu. Bo szansę na odszkodowanie od kogokolwiek są, niestety, wysoce iluzoryczne.

A jakie są Wasze doświadczenia z dzikami na drodze? Udało się komuś dostać odszkodowanie? A może macie swoje sposoby na bezpieczną jazdę przez lasy? Podzielcie się w komentarzach!


Źródła:

  • Ustawa z dnia 21 marca 1985 r. o drogach publicznych (art. 20)

Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawospadkowepoznan.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl

Nieznane's awatar

Autor: bartoszkowalak

Nazywam się Bartosz Kowalak i jestem prawnikiem, radcą prawnym, do tego jeszcze wspólnikiem w Kowalak Jędrzejewska i Partnerzy Kancelaria Prawna w Poznaniu. Kilka informacji więcej można znaleźć na naszej stronie http://www.prawnikpoznanski.pl. W zasadzie od początku kariery zawodowej miałem i nadal mam do czynienia z sprawami związanymi z dochodzeniem odszkodowań, czy to za wypadki drogowe, czy inne zdarzenia powodujące, iż u jednej osoby z winy drugiej dochodzi do powstania szkody na osobie lub w majątku. W skrócie można by więc napisać, iż obracam się w dziedzinie, która można by dla potrzeb niniejszego bloga nazwać prawem odszkodowań. Prawem odszkodowań- a więc odpowiedzią na pytanie, kto, za co, komu i ile ma zapłacić, gdy zawinił. Temat ten w zasadzie sprawia mi satysfakcję zawodową, tak więc jest to dziedzina prawa,z która lubię się mierzyć. Dlatego też postanowiłem także poza polem działania jakim jest sądowa wokanda spróbować moich sił także poprzez to medium jakim jest niniejszy blog. Chciałbym tutaj pisać o ciekawych rzeczach, często ciekawostkach, związanych z odszkodowaniami. Podzielić się moimi przemyśleniami czy też może udzielić jakieś rady. Drugą gałęzią, której poswięcam sporo uwagi sa sprawy spadkowe: Tak poza tematem bloga zapraszam do zapoznania się z oferta prowadzenia spraw spadkowych. Tak się złożyło, iż poza odszkodowaniami jest to druga gałąź prawa, którą się zajmuję: https://prawospadkowepoznan.pl/

Dodaj komentarz