Szkoda całkowita – kiedy naprawa ma sens, a kiedy to ekonomiczne samobójstwo?

Z mojego doświadczenia wynika, że termin „szkoda całkowita” budzi u klientów skrajne emocje. Jedni słysząc te słowa widzą już siebie przy dealerze wybierającym nowe auto, inni wpadają w panikę myśląc, że ich ukochany samochód trafi na złomowisko. Prawda, jak zwykle w prawie, leży gdzieś pośrodku – i właśnie o tym chcę dziś napisać.

Pamiętam sprawę sprzed kilku lat. Klient przyszedł do mnie z wyceny ubezpieczyciela: „szkoda całkowita” na jego dziesięcioletnim volkswagenach. Był załamany. Auto jeździło, miało wgniecione drzwi i błotnik, ale działało. Ubezpieczyciel chciał wypłacić mu niecałe 20 tysięcy złotych. „Panie mecenasie, za to nie kupię nawet porządnie używanego auta!” – mówił. I miał rację. Co ciekawe, kosztorys naprawy opiewał na 22 tysiące złotych – ale uwzględniał same nowe, oryginalne części i lakiernię autoryzowaną. W praktyce dało się naprawić to auto za 8-9 tysięcy używając dobrych, używanych części.

Czym właściwie jest ta szkoda całkowita?

Fascynujące jest to, że „szkoda całkowita” nie ma definicji prawnej. To pojęcie stworzone przez ubezpieczycieli dla własnych potrzeb. Mówiąc prościej – jeśli naprawa kosztuje więcej niż wartość auta, ubezpieczyciel mówi „stop, to się nie opłaca”. W OC próg wynosi 100% wartości pojazdu, w AC zazwyczaj 70% (choć to zależy od polisy).

Ale – i tutaj zaczyna się ciekawa część – brak prawnej definicji oznacza, że masz wybór. Ubezpieczyciel może powiedzieć „szkoda całkowita”, ale Ty możesz powiedzieć „i tak go naprawię”. I nikt Ci tego nie zabroni.

Kiedy naprawa ma sens?

Z praktyki wiem, że są sytuacje, gdzie naprawa auta po szkodzie całkowitej to rozsądna decyzja:

1. Młode auto z sentymentalną wartością Masz dopiero rok, jeździsz swoim wymarzonym modelem, który kupiłeś z pierwszej wypłaty. Ubezpieczyciel oferuje Ci 80% wartości z polisy AC po kolizji. Za te pieniądze nie kupisz podobnego auta. Wtedy naprawa, nawet na własną rękę, może być lepsza niż kupno „czegoś gorszego”.

2. Rzadki model lub klasyk Kiedyś reprezentowałem właściciela zabytkowego mercedesa. Ubezpieczyciel wycenił auto na 30 tysięcy, kosztorys naprawy wynosił 45 tysięcy. Tylko że znalezienie takiego samego mercedesa na rynku? Niemożliwe. Klient naprawił auto u specjalisty za 35 tysięcy (część prac sam wykonał w warsztacie znajomego). Dziś jeździ tym autem i jest szczęśliwy.

3. Auto użytkowe, gdzie liczy się funkcjonalność Jeśli masz vana do przewozu sprzętu i nie zależy Ci na estetyce, a ubezpieczyciel oferuje Ci grosze – naprawa „na tyle, żeby jeździło” może być najlepszym wyjściem.

Kiedy naprawa to ekonomiczne samobójstwo?

Ale nie zawsze naprawa ma sens. Z doświadczenia wiem, że w niektórych przypadkach lepiej odpuścić:

1. Uszkodzenia strukturalne Jeśli uszkodzony jest szkielet, rama czy elementy konstrukcyjne – nawet po naprawie auto nie będzie już takie samo. Bezpieczeństwo przede wszystkim.

2. Stare auto z dużym przebiegiem Jeśli Twój samochód ma 15 lat, 300 tysięcy kilometrów i ubezpieczyciel wypłaca Ci 5 tysięcy – zastanów się, czy warto wkładać kolejne pieniądze w auto, które i tak niedługo „zejdzie”. Czasem lepiej wziąć pieniądze, dorzucić własne i kupić coś nowszego.

3. Nie masz dostępu do tanich części Jeśli masz markę premium i wszystkie części musisz kupować u autoryzowanego dealera – koszty naprawy szybko poszybują w górę. To kolejna sytuacja, gdzie lepiej wziąć odszkodowanie i kupić inne auto.

Jak to wygląda w praktyce?

Często klienci pytają mnie: „A jak to technicznie zrobić? Jak naprawić auto po szkodzie całkowitej?”

Oto co musisz wiedzieć:

1. Weź odszkodowanie za różnicę Ubezpieczyciel wypłaci Ci różnicę między wartością auta przed szkodą a wartością wraku po szkodzie. Przykładowo: auto warte 20 tysięcy, wrak 3 tysiące – dostaniesz 17 tysięcy.

2. Wrak zostaje Twój To ważne – po wypłacie odszkodowania za szkodę całkowitą wrak nadal należy do Ciebie. Możesz go naprawić, sprzedać na części albo oddać na złom.

3. Przegląd techniczny to must Jeśli naprawisz auto, musisz zrobić przegląd techniczny przed dopuszczeniem go do ruchu. Bez tego ryzykujesz mandat do 5000 złotych. Nie warto.

4. Sprzedaż wraku = dodatkowe pieniądze Swoją drogą, ciekawa opcja: możesz sprzedać wraka komuś, kto potrzebuje części, a za otrzymane pieniądze plus odszkodowanie kupić inne auto. Często to najrozsądniejsze rozwiązanie.

Moja rada

Po latach reprezentowania klientów w sprawach odszkodowawczych widzę kilka schematów. Oto co zwykle mówię klientom, gdy pytają o naprawę po szkodzie całkowitej:

Zrób kosztorys u niezależnego mechanika Nie polegaj tylko na wycenie ubezpieczyciela. Znajdź dobrego, zaufanego mechanika i zapytaj go, ile będzie kosztować naprawą z użyciem dobrych, używanych części. Często różnica jest ogromna.

Zastanów się nad sentymentem vs rozumem Emocje to jedno, ale zimna kalkulacja to drugie. Czasem warto odpuścić ukochane auto, jeśli matematyka nie gra.

Negocjuj z ubezpieczycielem Jeśli uważasz, że wycena wartości Twojego auta jest zaniżona – negocjuj. Często da się wywalczyć wyższe odszkodowanie, co zmienia całą kalkulację.

Nie bój się sprzedać wraku Wraki, zwłaszcza młodszych aut czy popularnych modeli, mogą być warte więcej, niż myślisz. Czasem sprzedaż wraku plus odszkodowanie dają więcej niż naprawa.

Podsumowanie

Szkoda całkowita brzmi dramatycznie, ale w praktyce to tylko ekonomiczna ocena ubezpieczyciela. Decyzja o naprawie albo rezygnacji należy do Ciebie – i warto ją podejmować na chłodno, kalkulując wszystkie za i przeciw.

Z mojego doświadczenia wynika, że nie ma uniwersalnej odpowiedzi. Każda sprawa jest inna. Czasem naprawa to najlepsze wyjście, a czasem lepiej wziąć pieniądze i ruszyć dalej. Kluczem jest zrozumienie swoich opcji i świadome podjęcie decyzji.

A jakie są Wasze doświadczenia ze szkodami całkowitymi? Naprawialiście auto czy jednak kupiliście nowe? Zapraszam do komentarzy – zawsze ciekawi mnie, jak to wygląda w praktyce.


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.blogoodszkodowaniach.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl

Usunięcie śledziony po wypadku – ile wynosi zadośćuczynienie?

Wypadki komunikacyjne to nie tylko stłuczki i połamane kości. Jednym z najpoważniejszych, a zarazem najbardziej niedocenianych urazów jest pęknięcie śledziony – narządu wyjątkowo kruchego i podatnego na uszkodzenia. W większości przypadków jedynym ratunkiem jest jej chirurgiczne usunięcie, co ma trwałe konsekwencje dla zdrowia poszkodowanego.

Z praktyki naszej Kancelarii wiemy, że osoby, które straciły śledzionę w wyniku wypadku, często nie mają świadomości, na jaką wysokość zadośćuczynienia mogą realnie liczyć. Ubezpieczyciele z kolei – jak to w ich zwyczaju – próbują zaniżać wypłaty, licząc na niewiedzę poszkodowanych.

Dziś wyjaśnimy, jakie są konsekwencje utraty śledziony, od czego zależy wysokość zadośćuczynienia i jakie kwoty zasądzają polskie sądy.

Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej.

Spis treści

  1. Dlaczego śledziona jest tak podatna na uszkodzenia?
  2. Objawy i leczenie pękniętej śledziony
  3. Konsekwencje życia bez śledziony
  4. Od czego zależy wysokość zadośćuczynienia?
  5. Ile zasądzają polskie sądy? Przegląd orzeczeń
  6. Praktyczne wskazówki dla poszkodowanych
  7. FAQ

Dlaczego śledziona jest tak podatna na uszkodzenia?

Śledziona to niewielki narząd położony w lewym podżebrzu, który pełni kluczową rolę w układzie odpornościowym organizmu. Problem w tym, że jest wyjątkowo krucha i mało odporna na urazy.

Najczęstsze przyczyny uszkodzenia śledziony

Po urazach głowy, urazy jamy brzusznej – w tym właśnie pęknięcie śledziony – to najczęstsza konsekwencja wypadków komunikacyjnych. Tuż za śledzioną w statystykach znajduje się wątroba, ale to właśnie śledziona pęka najczęściej ze względu na swoją delikatną strukturę.

Klasyczny scenariusz wygląda tak:

  • Silne uderzenie w lewy bok brzucha podczas wypadku samochodowego
  • Upadek na zlodowaconym chodniku zimą (szczególnie u osób starszych)
  • Uderzenie kierownicą lub pasem bezpieczeństwa w kolizji

Objawy i leczenie pękniętej śledziony

Jak rozpoznać pęknięcie śledziony?

Typowe objawy to:

  • Ostry ból w lewym podżebrzu, często promieniujący do lewego barku
  • Rozlany ból brzucha i tkliwość przy dotykaniu
  • Objawy wstrząsu: przyspieszony oddech, szybki puls, lęk, niepokój
  • Bladość skóry, zimne poty
  • W ciężkich przypadkach – utrata przytomności

Leczenie

W przypadku ciężkiego urazu śledziony u osoby dorosłej najczęstszą metodą leczenia jest jej całkowite usunięcie (splenektomia). Zabieg ten wykonuje chirurg, najczęściej w trybie pilnym, gdyż pęknięta śledziona powoduje krwotok do jamy brzusznej, który może zagrażać życiu.

Z doświadczenia naszej Kancelarii wiemy, że operacja to dopiero początek drogi poszkodowanego. Przed nim długa rekonwalescencja i życie z trwałymi ograniczeniami.

Konsekwencje życia bez śledziony

Trwały wpływ na organizm

Utrata śledziony to nieodwracalna zmiana w organizmie, która ma poważne konsekwencje na przyszłość:

1. Obniżona odporność na infekcje

Śledziona odgrywa kluczową rolę w walce z bakteriami. Jej brak oznacza, że poszkodowany jest znacznie bardziej podatny na infekcje, szczególnie te o ciężkim przebiegu.

Praktyczna konsekwencja: Przy każdej cięższej infekcji z gorączką konieczne jest prewencyjne stosowanie antybiotyków o szerokim spektrum działania.

2. Ograniczenia fizyczne

Osoby po usunięciu śledziony muszą unikać intensywnego wysiłku fizycznego. Koniec z:

  • Sportem wyczynowym
  • Pracą fizyczną wymagającą dużego wysiłku
  • Niektórymi hobby (np. boks, wspinaczka, ciężka praca w ogrodzie)

3. Trwały uszczerbek na zdrowiu

Według Rozporządzenia Ministra Pracy i Polityki Społecznej z 18 kwietnia 2013 r., uszczerbek na zdrowiu po utracie śledziony wynosi:

  • 15% – przy utracie śledziony bez większych zmian w obrazie krwi
  • 30% – przy utracie śledziony ze zmianami w obrazie krwi lub zrostami otrzewnowymi

Od czego zależy wysokość zadośćuczynienia?

To pytanie słyszymy najczęściej. I odpowiedź brzmi: to zależy od wielu okoliczności.

Kluczowe kryteria

1. Wiek poszkodowanego

Młoda osoba, która ma przed sobą dziesiątki lat życia z obniżoną odpornością i ograniczeniami fizycznymi, otrzyma znacznie wyższe zadośćuczynienie niż osoba starsza.

2. Przebieg leczenia

  • Ile czasu poszkodowany spędził w szpitalu?
  • Czy był unieruchomiony i przez jak długo?
  • Jak długo wymagał pomocy osób trzecich przy podstawowych czynnościach?
  • Czy wystąpiły powikłania (np. zakażenia, odleżyny, zapalenie dróg moczowych)?

3. Inne obrażenia towarzyszące

Rzadko zdarza się, aby pęknięcie śledziony było jedynym urazem. Najczęściej towarzyszą mu:

  • Złamania kości (np. miednicy, żeber, kończyn)
  • Urazy głowy (wstrząśnienie mózgu)
  • Uszkodzenia innych narządów wewnętrznych
  • Stłuczenia klatki piersiowej

Im więcej obrażeń, tym wyższe zadośćuczynienie.

4. Wpływ na życie zawodowe

  • Czy poszkodowany może wrócić do dotychczasowej pracy?
  • Czy stracił możliwość wykonywania pracy fizycznej?
  • Jak długo był niezdolny do pracy?

5. Konsekwencje psychiczne

Wypadek komunikacyjny, operacja, długie leczenie – to wszystko wywołuje traumę psychiczną:

  • Lęk przed jazdą samochodem
  • Depresja, zaburzenia snu
  • Poczucie niższej wartości (szpecące blizny po operacji)
  • W najcięższych przypadkach – zespół stresu pourazowego (PTSD)

Ile zasądzają polskie sądy? Przegląd orzeczeń

Najlepszym sposobem na zrozumienie, jakiej kwoty możesz oczekiwać, jest przegląd rzeczywistych wyroków.

Sprawa I: 30 000 zł za utratę śledziony i złamanie barku

Sąd Okręgowy w Poznaniu, Ośrodek Zamiejscowy w Lesznie, wyrok z 8 marca 2017 r., sygn. akt XIII C 999/14/2

Stan faktyczny:

  • 26-letni mężczyzna doznał w wypadku pęknięcia śledziony z krwotokiem do jamy brzusznej, ran ciętych głowy i złamania szyjki kości ramiennej lewej
  • Przeszedł zabieg usunięcia śledziony
  • Po wypisaniu ze szpitala przez 4-6 tygodni wymagał opieki przez 3-4 godziny dziennie, a przez kolejne 1-2 miesiące przez 1-2 godziny
  • Trwały uszczerbek: 20% (15% śledziona + 5% złamanie barku)
  • Dodatkowy uszczerbek psychiczny: 10% (zespół stresu pourazowego, który rozwinął się w trwałą zmianę osobowości)
  • Przed wypadkiem był wysportowany, wesoły i towarzyski – po wypadku stał się mniej samodzielny, bardziej nerwowy, wybuchowy i zamknięty w sobie
  • Musiał zrezygnować z pracy na siłowni i pomocy rodzicom w gospodarstwie
  • Do dziś odczuwa okresowe dolegliwości bólowe w okolicy lewego barku i brzucha
  • Pozostała długa blizna na brzuchu (ok. 30 cm), przez co czuje się skrępowany latem

Zasądzona kwota (po uwzględnieniu 50% przyczynienia się poszkodowanego): 30 000 zł

Komentarz: Sąd uwzględnił młody wiek poszkodowanego i fakt, że nigdy nie wróci do pełnej sprawności. Szczególnie istotny był rozległy uszczerbek psychiczny – powód wymaga psychoterapii i farmakoterapii, a powrót do stanu sprzed wypadku jest z dużym prawdopodobieństwem niemożliwy.

Uwaga: Kwota została obniżona o połowę ze względu na to, że poszkodowany wsiadł do samochodu z nietrzeźwym kierowcą, co uznano za 50% współprzyczynienie się do szkody.


Sprawa II: 100 000 zł za utratę śledziony i złamanie miednicy u młodej kobiety

Sąd Apelacyjny w Lublinie, wyrok z 5 czerwca 2014 r., sygn. akt I ACa 145/14

Stan faktyczny:

  • Młoda kobieta (uczennica liceum) doznała w wypadku urazu brzucha z krwotokiem do jamy otrzewnej oraz złamania obu gałęzi kości łonowych
  • Śledzionę usunięto następnego dnia po wypadku
  • Przez około dwa miesiące poruszała się przy pomocy lasek łokciowych
  • Wymagała pomocy przez około trzy miesiące od wypadku
  • Trwały uszczerbek: nieznany (nie podano w orzeczeniu), ale z uwagi na młody wiek i charakter obrażeń uznano za istotny
  • Utrata śledziony wpływa na odporność – przy cięższych infekcjach wymaga prewencyjnego stosowania antybiotyków
  • Po operacji pozostała jej widoczna blizna na brzuchu, którą widać w stroju kąpielowym
  • Przed wypadkiem uczyła się w liceum o profilu policyjno-sportowym – po wypadku musiała zmienić szkołę na liceum ogólnokształcące i przestała uprawiać sport
  • Obecnie odczuwa dolegliwości bólowe po dłuższym siedzeniu i ma problemy z wykonywaniem czynności pielęgnacyjnych przy dziecku

Zasądzona kwota (łącznie z wcześniejszą wypłatą): 100 000 zł

Komentarz: Sąd podkreślił bardzo młody wiek poszkodowanej (uczennica liceum) i fakt, że uraz przekreślił jej plany zawodowe (kariera policyjna wymaga pełnej sprawności fizycznej). Dodatkowo uwzględniono, że nigdy nie odzyska pełnej sprawności, a utrata śledziony ma trwały wpływ na jej zdrowie.


Sprawa III: 75 000 zł za utratę śledziony i liczne złamania

Sąd Apelacyjny w Łodzi, wyrok z 28 marca 2014 r., sygn. akt I ACa 1279/13

Stan faktyczny:

  • Kobieta doznała w wypadku urazu głowy z wstrząśnieniem mózgu, urazu twarzoczaszki, urazu kręgosłupa szyjnego i lędźwiowego oraz urazu brzucha
  • Usunięto jej śledzionę z powodu podejrzenia pourazowego krwiaka (ostatecznie okazało się, że była to torbiel prawdziwa, a nie rzekoma)
  • Trwały uszczerbek: 18% (10% subiektywny zespół pourazowy + 8% pourazowy zespół bólowy lędźwiowo-krzyżowy) plus dodatkowe 15% z powodu utraty śledziony
  • Przez kilka tygodni miała trudności z samoobsługą
  • Przez okres 3 miesięcy wymagała opieki osób trzecich w wymiarze 2 godzin dziennie
  • Po wypadku była niezdolna do pracy – przebywała na zwolnieniu lekarskim, następnie na świadczeniu rehabilitacyjnym (łącznie około 2 lata)
  • Cierpienia fizyczne były znaczne w pierwszych 2 miesiącach, później stopniowo malały, ale bóle krzyża utrzymują się nadal
  • Rozwinął się u niej wtórny, subiektywny zespół pourazowy wymagający leczenia psychiatrycznego

Zasądzona kwota (łącznie z wcześniejszą wypłatą): 75 000 zł

Komentarz: Mimo że utrata śledziony miała w tej sprawie pośredni związek z wypadkiem (zabieg wykonano z ostrożności, podejrzewając krwiak), sąd uznał, że wypadek sprowokował operację. Uwzględniono też liczne inne urazy i długą niezdolność do pracy.


Sprawa IV: 34 000 zł za utratę śledziony (w ramach większego odszkodowania)

Sąd Okręgowy w Poznaniu, wyrok z 27 lutego 2014 r., sygn. akt I C 1328/13

Stan faktyczny:

  • Kobieta doznała w wypadku urazu głowy, stłuczenia klatki piersiowej, złamania lewej kości łokciowej z przemieszczeniem, pęknięcia śledziony z krwotokiem do jamy otrzewnej (konieczność usunięcia)
  • Trwały uszczerbek: 35% (uwzględniający utratę śledziony, złamanie łokcia i szpecące blizny)
  • Po wypadku przez kilka dni przebywała w szpitalu, następnie przez 6 miesięcy korzystała ze zwolnienia lekarskiego, a potem z zasiłku rehabilitacyjnego
  • Niezdolność do pracy trwała około 2 lat
  • Powstałe na jej ciele blizny w okolicy brzucha (po operacji), łokcia, głowy i klatki piersiowej – trwały uszczerbek estetyczny: 33%

Zasądzona kwota tylko za zadośćuczynienie za utratę śledziony i inne urazy: 34 000 zł (w ramach większego odszkodowania obejmującego również zwrot kosztów leczenia)

Komentarz: W tej sprawie ubezpieczyciel dobrowolnie wypłacił poszkodowanej to zadośćuczynienie już w toku postępowania likwidacyjnego. Sąd uznał je za adekwatne do rozmiaru krzywdy, biorąc pod uwagę wielomiejscowe obrażenia i długi okres niezdolności do pracy.


Praktyczne wskazówki dla poszkodowanych

1. Zbieraj pełną dokumentację medyczną

  • Karty informacyjne ze szpitala (szczególnie z zabiegu operacyjnego)
  • Opisy badań (USG, TK, badania krwi pokazujące zmiany w jej obrazie)
  • Dokumentacja pooperacyjna (protokół z zabiegu usunięcia śledziony)
  • Zwolnienia lekarskie i zaświadczenia o niezdolności do pracy
  • Skierowania na rehabilitację i dokumentacja z jej przebiegu

2. Udokumentuj wszystkie koszty

Poza zadośćuczynieniem przysługuje ci odszkodowanie za:

  • Wizyty u specjalistów (chirurg, gastroenterolog)
  • Leki (w tym antybiotyki stosowane prewencyjnie przy infekcjach)
  • Prywatną rehabilitację (jeśli NFZ ma kolejki)
  • Badania kontrolne (badania krwi, USG brzucha)
  • Koszty dojazdów do szpitala/lekarzy

3. Nie akceptuj pierwszej propozycji ubezpieczyciela

W praktyce ubezpieczyciele często oferują symboliczne kwoty (np. 2 800 zł w sprawie XIII C 999/14/2, gdzie sąd ostatecznie zasądził 30 000 zł). Jeśli propozycja jest rażąco niska – odrzuć ją i skonsultuj się z prawnikiem.

4. Zbieraj dowody na konsekwencje utraty śledziony

  • Zaświadczenia lekarskie o konieczności prewencyjnego stosowania antybiotyków
  • Dokumentacja z leczenia infekcji po utracie śledziony
  • Zeznania świadków (rodzina, przyjaciele) o tym, jak często chorujesz
  • Ograniczenia w pracy i hobby – udokumentuj, czego już nie możesz robić

5. Pamiętaj o konsekwencjach psychicznych

Wypadek, operacja, długie leczenie – to wszystko wywołuje traumę. Jeśli doświadczasz:

  • Lęku przed jazdą samochodem
  • Problemów ze snem, depresji
  • Obniżonej samooceny (blizny, ograniczenia fizyczne)

Zgłoś się do psychologa lub psychiatry i dokumentuj terapię. Sądy uwzględniają uszczerbek psychiczny przy ustalaniu wysokości zadośćuczynienia.

Najważniejsze zasady

Utrata śledziony to trwała zmiana w organizmie z poważnymi konsekwencjami
Wysokość zadośćuczynienia zależy od wieku, towarzyszących obrażeń i wpływu na życie zawodowe
Polskie sądy zasądzają od kilkudziesięciu do ponad 100 tysięcy złotych
Młode osoby z licznymi obrażeniami otrzymują najwyższe kwoty
Nie akceptuj pierwszej propozycji ubezpieczyciela – zazwyczaj jest zaniżona

FAQ

Ile wynosi zadośćuczynienie za utratę śledziony?

To bardzo indywidualna kwestia. Polskie sądy zasądzają od około 30 000 zł (przy niewielkich towarzyszących obrażeniach) do nawet 100 000 zł (w przypadku młodych osób z licznymi obrażeniami i długą niezdolnością do pracy). Średnio można mówić o kwotach 50 000 – 80 000 zł.

Czy utrata śledziony to trwała niepełnosprawność?

Formalnie utrata śledziony daje 15-30% trwałego uszczerbku na zdrowiu, co nie przekłada się automatycznie na orzeczenie o niepełnosprawności. Jednak obniżona odporność na infekcje i konieczność unikania intensywnego wysiłku to realne, trwałe ograniczenia.

Co zrobić, jeśli ubezpieczyciel zaproponował mi 5 000 zł za utratę śledziony?

Odrzuć propozycję i skonsultuj się z prawnikiem. To klasyczny przykład zaniżonej oferty. Realne zadośćuczynienie za utratę śledziony to dziesiątki tysięcy złotych, szczególnie jeśli jesteś osobą młodą lub towarzyszyły ci inne obrażenia.

Czy mogę dostać więcej, jeśli oprócz śledziony złamałem inne kości?

Tak. Im więcej obrażeń, tym wyższe zadośćuczynienie. W sprawie I ACa 145/14 poszkodowana otrzymała 100 000 zł właśnie dlatego, że oprócz utraty śledziony doznała złamania miednicy. Każde dodatkowe obrażenie zwiększa rozmiar krzywdy i wysokość zadośćuczynienia.

Ile trwa sprawa sądowa o zadośćuczynienie?

Zazwyczaj od roku do dwóch lat, w zależności od obciążenia sądu i konieczności powołania biegłego. Pamiętaj, że odsetki za opóźnienie naliczane są od dnia, w którym ubezpieczyciel powinien był wypłacić odszkodowanie (30 dni od zgłoszenia szkody).


Disclaimer: Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Każda sprawa odszkodowawcza jest indywidualna, dlatego zapraszamy do kontaktu z naszą kancelarią.

Zapraszam do Kancelarii Prawnik od Odszkodowań:
Radca prawny Bartosz Paweł Kowalak, adwokat Michalina Koligot
ul. Mickiewicza 18a/3, 60-834 Poznań
tel. +48 61 2224963
e-mail: kancelaria@prawnikododszkodowan.pl
www: https://prawnikododszkodowan.pl/


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.blogoodszkodowaniach.pl.

Związek przyczynowy w sprawach odszkodowawczych – co to znaczy, że „i tak by się zdarzyło”?

Pamiętam sprawę sprzed kilku lat. Klient przyszedł do kancelarii wściekły: „Panie mecenasie, zderzyłem się z dzikiem. Nie było znaku ostrzegawczego! Sąd oddalił powództwo, bo stwierdził, że ‚brak związku przyczynowego’. Co to w ogóle znaczy?! Przecież jasne jest, że gdyby znak był, to bym jechał wolniej!”

I tu zaczyna się problem. Bo to, co jest „jasne” dla poszkodowanego, wcale nie musi być jasne dla sądu. Związek przyczynowy to jeden z najtrudniejszych elementów odpowiedzialności odszkodowawczej – i jednocześnie najczęściej niezrozumiany przez osoby spoza branży prawniczej.

Dziś postaram się to zmienić.

Co to w ogóle jest ten „związek przyczynowy”?

Wyobraź sobie łańcuch zdarzeń:

  1. Zarządca drogi nie postawił znaku A18B
  2. Kierowca jechał normalną prędkością
  3. Dzik wyskoczył na jezdnię
  4. Doszło do zderzenia
  5. Samochód został uszkodzony

Pytanie: Które z tych ogniw jest przyczyną szkody?

Intuicyjnie chciałbyś powiedzieć: „Wszystkie! Gdyby nie było punktu 1, to nie byłoby punktu 5!”

Ale prawo mówi: nie wystarczy, że jedno zdarzenie nastąpiło przed drugim. Musi istnieć bezpośredni, adekwatny związek przyczynowy.

W praktyce oznacza to pytanie: Czy dana przyczyna w normalnym biegu rzeczy powoduje określony skutek?

Sprawa pani K. z Wrocławia – klasyka gatunku

W 2012 roku pani K. jechała nocą drogą przy wrocławskim lotnisku. Dzik wyskoczył znikąd – od strony płotu lotniska, w miejscu, gdzie nie było lasu, ani wodopoju, ani typowego siedliska zwierzyny. Zderzenie. Obrażenia. Uszkodzony samochód.

Pani K. pozwała zarządcę drogi: „Nie było znaku A18B! To wasza wina!”

Sąd Rejonowy dla Wrocławia-Śródmieścia oddalił powództwo. I w uzasadnieniu napisał coś, co doskonale ilustruje problem związku przyczynowego:

„Nawet gdyby przyjąć, że doszło do naruszenia obowiązku ustanowienia znaku, to w świetle twierdzeń powódki o nagłym wtargnięciu na jezdnię niewidocznego zwierzęcia, brak było możliwości uniknięcia zderzenia, nawet przy zachowaniu należytej ostrożności. Nie można więc uznać, że samo postawienie znaku spowodowałoby, że powódka uniknęłaby zderzenia.”

Mówiąc prościej: Związku przyczynowego nie było, bo i tak by się zdarzyło.

Test „i tak by się zdarzyło” – jak sądy oceniają przyczynowość

Z mojego doświadczenia wiem, że sądy stosują prosty test mentalny:

Gdyby hipotetycznie usunąć dane zachowanie (np. brak znaku), czy szkoda i tak by powstała?

Przykład 1: Brak znaku A18B przy pojedynczym wypadku

  • Brak znaku → Kierowca jechał normalną prędkością (60 km/h)
  • Jest znak → Kierowca jedzie ostrożnie (50 km/h)
  • 🦌 Dzik wyskakuje 2 metry przed autem

Wynik: Przy prędkości 50 km/h też by nie zdążył zahamować. Brak związku przyczynowego.

Przykład 2: Dziura w jezdni, brak oznakowania

  • Brak oznakowania dziury → Kierowca wjeżdża w dziurę nocą
  • Jest oznakowanie → Kierowca widzi ostrzeżenie i omija dziurę

Wynik: Gdyby było oznakowanie, szkody by nie było. Jest związek przyczynowy.

Widzisz różnicę? W pierwszym przypadku znak nic by nie zmienił. W drugim – wszystko.

Dlaczego sądy są takie „wybredne” w ustalaniu przyczynowości?

Bo gdyby przyjąć luźne rozumienie związku przyczynowego, to moglibyśmy dojść do absurdu.

Przykład absurdalny:

Pan X zderza się z dzikiem. Nie było znaku. Ale też:

  • Nie było oświetlenia ulicznego (wina gminy!)
  • Leśniczy nie wystrzelał wystarczająco dużo dzików (wina nadleśnictwa!)
  • Producent samochodu nie zamontował czujników noktowizyjnych (wina fabryki!)
  • Rodzice pana X poczęli go 30 lat temu (wina rodziców!) 😉

Widzisz, dokąd to prowadzi? Gdybyśmy szli tym tropem, każdy byłby za wszystko odpowiedzialny.

Dlatego prawo wymaga adekwatności – czyli normalnego, przewidywalnego związku między przyczyną a skutkiem.

Trzy rodzaje związków przyczynowych (które musisz znać)

W prawie odszkodowawczym rozróżniamy:

1. Związek przyczynowy faktyczny (causa sine qua non)

= „Bez tego by się nie stało”

Test: Gdyby nie było danego zdarzenia, szkoda by nie powstała?

Przykład: Lekarz pomylił leki. Pacjent zmarł. Gdyby nie pomyłka, pacjent by żył. → Jest związek faktyczny.

2. Związek przyczynowy adekwatny (najważniejszy!)

= „W normalnym biegu rzeczy to prowadzi do tego”

Test: Czy dane zachowanie normalnie, typowo powoduje taki skutek?

Przykład A: Kierowca przejeżdża na czerwonym. Powoduje wypadek. → W normalnym biegu rzeczy jazda na czerwonym prowadzi do wypadków. Jest związek adekwatny.

Przykład B: Zarządca nie postawił znaku A18B. Kierowca zderza się z dzikiem. → W normalnym biegu rzeczy brak znaku NIE prowadzi do wypadków z dzikimi zwierzętami (bo zwierzęta i tak działają nieprzewidywalnie). Brak związku adekwatnego.

3. Związek przyczynowy prawny

= Ten, który prawo uznaje za wystarczający do odpowiedzialności

Najczęściej utożsamiany z adekwatnym. To ten, którego szukają sądy.

Sprawa ze Śląska – kiedy „i tak by się nie zdarzyło”

Znajomy adwokat opowiadał mi o sprawie (zmieniam szczegóły): kierowca jechał wąską, krętą drogą w lesie. Była noc. Bez oświetlenia. Nagle – dzik. Zderzenie.

Kierowca pozwał zarządcę: „Droga powinna być oświetlona! Wtedy bym widział dzika!”

Ale sąd ustalił, że:

  • Droga leśna, 3. kategorii, o natężeniu ruchu 50 aut/dzień
  • Przepisy nie wymagają oświetlenia takich dróg
  • Nawet gdyby była oświetlona, przy krętym zakręcie i dziku wyskakującym z krzaków i tak by nie było czasu na reakcję

Wynik? Powództwo oddalone. Brak związku przyczynowego.

Jak NIE argumentować w sądzie (błędy, które popełniają poszkodowani)

Z praktyki kancelarii wiem, że ludzie najczęściej popełniają te błędy:

❌ Błąd #1: „Przecież logiczne jest, że…”

„Przecież logiczne jest, że gdyby był znak, to bym jechał wolniej!”

Problem: Logika potoczna ≠ logika prawnicza. Musisz UDOWODNIĆ, że wolniejsza jazda faktycznie zapobiegłaby wypadkowi.

❌ Błąd #2: „Ale gdyby…”

„Ale gdyby znak stał 200 metrów wcześniej, to bym się przygotował!”

Problem: Sąd bada stan faktyczny, nie hipotetyczne scenariusze. Znak nie stał 200 metrów wcześniej – koniec dyskusji.

❌ Błąd #3: „To ich obowiązek!”

„To obowiązek zarządcy dbać o bezpieczeństwo, więc muszą zapłacić!”

Problem: Obowiązek dbania o bezpieczeństwo nie oznacza automatycznej odpowiedzialności za każdy wypadek. Musi być związek przyczynowy.

Jak DOBRZE argumentować? (Jeśli faktycznie chcesz wygrać)

Jeśli naprawdę chcesz przekonać sąd, musisz udowodnić:

✅ Krok 1: Była konkretna przyczyna

„Zarządca drogi nie postawił znaku A18B w miejscu, gdzie znak powinien stać (częste przechody zwierzyny – załączam dane Policji o 8 wypadkach w ostatnim roku)”

✅ Krok 2: Ta przyczyna BEZPOŚREDNIO doprowadziła do skutku

„Jechałem zgodnie z przepisami. Gdyby znak stał, jechałbym wolniej (maks. 40 km/h zamiast dozwolonych 60 km/h). Przy mojej drodze hamowania (15 m) i odległości, z jakiej zobaczyłem dzika (25 m), zatrzymałbym się przed zderzeniem.”

✅ Krok 3: To jest normalny, przewidywalny skutek

„W normalnym biegu rzeczy kierowcy zwalniają przed znakami A18B – załączam opinię biegłego z zakresu ruchu drogowego potwierdzającą, że obecność znaku statystycznie redukuje prędkość o 20-30%.”

Widzisz różnicę? To nie jest „no przecież gdyby…”, tylko konkretne, mierzalne argumenty.

Co z tego wynika dla Ciebie praktycznie?

Jeśli rozważasz sprawę odszkodowawczą, zadaj sobie te pytania:

1. Czy szkoda była nieunikniona? Jeśli dzik wyskoczył 2 metry przed Tobą, a Ty jechałeś 60 km/h – to nawet jazda 40 km/h nic by nie dała. Brak związku przyczynowego.

2. Czy istniały okoliczności, które faktycznie mogłyby zmienić bieg wypadków? Jeśli droga była dobrze oświetlona, widoczność była dobra, a Ty po prostu nie zdążyłeś – to nawet znak A18B nic by nie pomógł. Brak związku przyczynowego.

3. Czy potrafisz udowodnić, że dane zachowanie zmieniłoby wynik? Jeśli opierasz się tylko na „przecież to oczywiste”, to przegrasz. Potrzebujesz: opinii biegłych, badań naukowych, statystyk, konkretnych wyliczeń.

Refleksja na koniec

Po latach praktyki adwokackiej wiem jedno: związek przyczynowy to cmentarzysko dobrych spraw.

Widziałem dziesiątki przypadków, gdzie poszkodowani mieli rację moralnie, ale przegrywali prawnie. Bo prawo nie pyta „kto jest winny?”, tylko „czy to zachowanie faktycznie było przyczyną tej szkody?”.

I choć brzmi to cynicznie, to właśnie ta zasada chroni nas przed chaosem. Bo inaczej każdy pozywałby każdego za wszystko.

A sprawa pani K. z Wrocławia? To lekcja, którą każdy przyszły poszkodowany powinien zapamiętać:

„I tak by się zdarzyło” to nie wymówka. To prawniczy fakt.


Źródła:

  • Wyrok Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Śródmieścia z dnia 19 listopada 2014 r., sygn. akt IX C 487/14
  • Art. 361 § 1 Kodeksu cywilnego (normalny związek przyczynowy)
  • Art. 417 § 1 Kodeksu cywilnego (odpowiedzialność Skarbu Państwa i JST)

Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawospadkowepoznan.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl

Czy warto sprzedać szkodę OC/AC kancelarii odszkodowawczej? Prawnik wyjaśnia

Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej.

Zaniżone odszkodowanie z OC sprawcy lub AutoCasco to problem, z którym boryka się wielu poszkodowanych w wypadkach komunikacyjnych. Ubezpieczyciele często proponują kwoty znacznie niższe niż rzeczywista wartość szkody, licząc na to, że poszkodowany nie będzie chciał walczyć o swoje prawa. W takich sytuacjach pojawia się pytanie: czy warto sprzedać szkodę firmie skupującej cesje, czy lepiej samemu dochodzić odszkodowania? Z mojego doświadczenia wynika, że odpowiedź nie jest jednoznaczna i zależy od wielu czynników.

Spis treści

  1. Czym jest sprzedaż szkody OC/AC?
  2. Jak działa cesja wierzytelności w praktyce?
  3. Kiedy sprzedaż szkody ma sens – małe szkody majątkowe
  4. Kiedy lepiej dochodzić odszkodowania samemu – większe szkody
  5. Szczególna ostrożność przy szkodach osobowych
  6. Jakie są alternatywy dla sprzedaży szkody?
  7. Najważniejsze wnioski

Czym jest sprzedaż szkody OC/AC?

Sprzedaż szkody komunikacyjnej to inaczej cesja wierzytelności – odstąpienie prawa do dochodzenia odszkodowania od ubezpieczyciela innemu podmiotowi, najczęściej wyspecjalizowanej kancelarii odszkodowawczej. Po podpisaniu umowy cesji firma przejmuje prawo do roszczenia i to ona zajmuje się walką z ubezpieczycielem o wyższe odszkodowanie.

Zgodnie z art. 509 § 1 KC wierzyciel może bez zgody dłużnika przenieść wierzytelność na osobę trzecią (przelew), chyba że sprzeciwiałoby się to ustawie, zastrzeżeniu umownemu albo właściwości zobowiązania. W przypadku szkód komunikacyjnych taka cesja jest w pełni legalna i powszechnie stosowana.

Jak działa cesja wierzytelności w praktyce?

Proces sprzedaży szkody OC/AC przebiega zwykle w kilku krokach:

Kontakt z kancelarią – poszkodowany zgłasza się do firmy skupującej cesje, przedstawiając dokumentację szkody (decyzja ubezpieczyciela, kosztorys naprawy, dokumentacja zdjęciowa).

Analiza sprawy – specjaliści oceniają, czy szkoda została zaniżona i jaka jest szansa na uzyskanie wyższego odszkodowania w sądzie. Z mojego doświadczenia wynika, że firmy skupujące cesje skupiają się głównie na sprawach, gdzie rozbieżność między ofertą ubezpieczyciela a rzeczywistą wartością szkody jest znaczna.

Propozycja ceny – kancelaria oferuje poszkodowanemu konkretną kwotę za cesję wierzytelności. Jest to zazwyczaj kwota wyższa niż propozycja ubezpieczyciela, ale niższa niż wartość, którą można by uzyskać w sądzie.

Podpisanie umowy cesji – po akceptacji propozycji strony podpisują umowę, poszkodowany otrzymuje pieniądze (zazwyczaj w ciągu kilku dni), a roszczenie przechodzi na kancelarię.

Dalsza walka z ubezpieczycielem – od tego momentu to kancelaria prowadzi sprawę, ponosi wszelkie koszty postępowania sądowego i bierze na siebie ryzyko przegranej.

Kiedy sprzedaż szkody ma sens – małe szkody majątkowe

W mojej praktyce zauważam, że przy małych szkodach majątkowych – do kilku tysięcy złotych – sprzedaż szkody kancelarii odszkodowawczej może być najrozsądniejszym rozwiązaniem. Dlaczego?

Proporcja kosztów do korzyści. Wyobraźmy sobie sytuację: ubezpieczyciel oferuje 3000 zł odszkodowania za naprawę uszkodzonego pojazdu, podczas gdy rzeczywista wartość szkody to 5000 zł. Różnica wynosi 2000 zł. Jeśli zdecydujemy się samodzielnie walczyć o wyższe odszkodowanie, musimy liczyć się z:

  • opłatą sądową (5% wartości przedmiotu sporu, czyli ok. 250 zł przy pozwie o 5000 zł)
  • kosztami opinii biegłego sądowego (zazwyczaj 500-1500 zł)
  • kosztami obsługi prawnej (kilkaset złotych za konsultacje, przygotowanie pozwu)
  • ryzykiem przegrania sprawy i konieczności zwrotu kosztów ubezpieczycielowi

W praktyce oznacza to, że nawet wygrywając sprawę, poszkodowany może odzyskać niewiele więcej niż pierwotna oferta ubezpieczyciela, a w najgorszym scenariuszu – stracić pieniądze.

Czas i nerwy. Postępowanie sądowe w sprawach odszkodowawczych trwa zazwyczaj od kilku miesięcy do roku, czasem dłużej. Wymaga obecności na rozprawach, kontaktu z prawnikiem, analizy dokumentów. Dla wielu osób to zbyt duże obciążenie, zwłaszcza gdy chodzi o relatywnie niewielką kwotę.

Brak ryzyka. Sprzedając szkodę, poszkodowany otrzymuje pieniądze od razu, bez ryzyka przegranej w sądzie. Kancelaria skupująca cesje bierze na siebie całe ryzyko i koszty postępowania.

Z tych powodów przy małych szkodach majątkowych sprzedaż roszczenia może być korzystna – poszkodowany uzyskuje więcej niż oferował ubezpieczyciel, oszczędza czas, nerwy i pieniądze, unikając kosztów i ryzyka postępowania sądowego.

Kiedy lepiej dochodzić odszkodowania samemu – większe szkody

Zupełnie inna sytuacja ma miejsce przy większych szkodach – od kilkunastu tysięcy złotych wzwyż. Tu relacja korzyści do kosztów zmienia się diametralnie i moim zdaniem warto samodzielnie skorzystać z pomocy prawnej i walczyć o pełne odszkodowanie.

Znaczące różnice kwotowe. Przy szkodzie wartej np. 50 000 zł, gdzie ubezpieczyciel oferuje 30 000 zł, różnica wynosi aż 20 000 zł. Kancelaria skupująca cesję może zaproponować np. 35 000 zł – to o 5000 zł więcej niż oferta ubezpieczyciela, ale wciąż 15 000 zł mniej niż pełna wartość szkody.

Tymczasem koszty samodzielnego dochodzenia odszkodowania (opłata sądowa, biegły, prawnik) wyniosą łącznie ok. 3000-5000 zł. Nawet biorąc to pod uwagę, poszkodowany ma szansę uzyskać 10-12 000 zł więcej niż przy sprzedaży cesji.

Długoterminowa perspektywa. Co ciekawe, przy większych szkodach komunikacyjnych często mamy do czynienia nie tylko z uszkodzeniami pojazdu, ale też z elementami długoterminowymi – jak obniżenie wartości pojazdu po naprawie czy koszty zastępczego środka transportu. Wszystkie te elementy składają się na ostateczną wysokość odszkodowania zgodnie z art. 361 § 2 KC.

Z mojego doświadczenia wynika, że w takich sprawach warto skorzystać z pomocy radcy prawnego lub adwokata specjalizującego się w odszkodowaniach, który poprowadzi sprawę na zasadzie wynagrodzenia uzależnionego od wyniku sprawy (tzw. sukcesu). Wiele kancelarii oferuje takie rozwiązania, gdzie koszty obsługi prawnej są opłacane dopiero po wygraniu sprawy i uzyskaniu odszkodowania.

Jakie są alternatywy dla sprzedaży szkody?

Sprzedaż szkody to nie jedyne rozwiązanie dla poszkodowanych niezadowolonych z oferty ubezpieczyciela. Warto rozważyć też inne opcje:

Negocjacje z ubezpieczycielem. Przed podjęciem decyzji o cesji warto samodzielnie lub z pomocą prawnika spróbować wynegocjować wyższe odszkodowanie. Ubezpieczyciele często są gotowi podnieść ofertę, gdy poszkodowany przedstawi niezależną ekspertyzę rzeczoznawcy lub argumenty prawne.

Skarga do Rzecznika Finansowego. Rzecznik Finansowy to instytucja chroniąca konsumentów na rynku finansowym. Złożenie skargi na ubezpieczyciela może skłonić go do zmiany decyzji. Choć Rzecznik nie ma uprawnień władczych (nie może nakazać wypłaty odszkodowania), jego interwencja często skutkuje podwyższeniem oferty.

Pomoc prawna na zasadzie wynagrodzenia od wyniku. W kancelariach odszkodowawczych coraz częściej stosowane jest wynagrodzenie uzależnione od sukcesu sprawy (tzw. success fee lub quota litis). Poszkodowany płaci prawnikowi dopiero po wygraniu sprawy i uzyskaniu odszkodowania, zazwyczaj w formie procentu od przyznanej kwoty (często 20-30%). Dzięki temu ryzyko finansowe jest znacznie mniejsze niż przy tradycyjnym wynagrodzeniu godzinowym, a prawnik ma motywację, by wywalczyć jak najwyższe odszkodowanie.

Postępowanie sądowe z pomocą prawnika. To najbardziej skuteczna droga dla większych szkód i wszystkich szkód osobowych. Choć wymaga czasu i zaangażowania, pozwala uzyskać pełne odszkodowanie zgodnie z rzeczywistą wartością szkody. Sąd powołuje biegłego sądowego, który obiektywnie wyceni szkodę, a poszkodowany ma pełną kontrolę nad przebiegiem sprawy.

Najważniejsze wnioski

  • Przy małych szkodach majątkowych (do kilku tysięcy zł) sprzedaż roszczenia kancelarii odszkodowawczej może być rozsądnym rozwiązaniem – unikamy kosztów, ryzyka i oszczędzamy czas, zyskując więcej niż w ofercie ubezpieczyciela.
  • Przy większych szkodach majątkowych (od kilkunastu tysięcy zł wzwyż) zdecydowanie lepiej samodzielnie dochodzić odszkodowania z pomocą prawnika – różnica między ofertą ubezpieczyciela a pełnym odszkodowaniem jest na tyle znacząca, że koszty postępowania sądowego są uzasadnione.
  • Przed podjęciem decyzji warto skonsultować się z doświadczonym prawnikiem, który oceni realną wartość roszczenia i zaproponuje najlepsze rozwiązanie. Wiele kancelarii oferuje bezpłatne konsultacje wstępne.
  • Wynagrodzenie od wyniku sprawy (success fee) to dobra alternatywa dla sprzedaży szkody – poszkodowany zachowuje kontrolę nad sprawą i ma szansę na pełne odszkodowanie, płacąc prawnikowi dopiero po sukcesie.

FAQ – Najczęściej zadawane pytania

Czy sprzedaż szkody OC/AC jest legalna?
Tak, zgodnie z art. 509 KC cesja wierzytelności (przelew) jest w pełni legalna. Poszkodowany ma prawo odstąpić swoje roszczenie wobec ubezpieczyciela innemu podmiotowi.

Ile można dostać za sprzedaż szkody?
Kwota zależy od wartości szkody i różnicy między ofertą ubezpieczyciela a rzeczywistą wartością uszkodzeń. Zazwyczaj kancelarie odszkodowawcze oferują kwotę wyższą niż propozycja ubezpieczyciela, ale niższą niż pełna wartość szkody (by zabezpieczyć swój zysk).

Czy sprzedaż szkody wpływa na zniżki ubezpieczeniowe (bonus-malus)?
Nie. Cesja wierzytelności nie ma wpływu na zniżki ubezpieczeniowe poszkodowanego. Zniżki mogą zostać obniżone tylko w przypadku zgłoszenia szkody we własnym ubezpieczeniu AC lub uznania poszkodowanego współsprawcą kolizji.

Czy można sprzedać każdą szkodę OC/AC?
Nie każda szkoda nadaje się do sprzedaży. Kancelarie skupujące cesje najchętniej kupują szkody majątkowe (naprawy pojazdów), gdzie jest wyraźna rozbieżność między ofertą ubezpieczyciela a rzeczywistą wartością, i które nie są przedawnione. Roszczenia odszkodowawcze z wypadków komunikacyjnych przedawniają się po 3 latach od zdarzenia.

Ile trwa sprzedaż szkody?
Proces jest zazwyczaj bardzo szybki – od kontaktu z kancelarią do wypłaty pieniędzy mija zazwyczaj 2-7 dni. Wymaga to jednak dostarczenia pełnej dokumentacji szkody (decyzja ubezpieczyciela, kosztorys, dokumentacja zdjęciowa, protokół policji jeśli był wypadek).

Czy po sprzedaży szkody muszę jeszcze coś robić?
Nie. Po podpisaniu umowy cesji i otrzymaniu pieniędzy poszkodowany nie ma już żadnych obowiązków. Całą sprawę przejmuje kancelaria, która wykupiła roszczenie. To ona prowadzi postępowanie z ubezpieczycielem i ewentualnie sprawę sądową.

Co się stanie, jeśli kancelaria przegra sprawę w sądzie po odkupieniu mojego roszczenia?
To nie Twój problem. Po cesji roszczenia to kancelaria ponosi wszystkie ryzyka, w tym ryzyko przegrania sprawy i konieczności zwrotu kosztów ubezpieczycielowi. Ty otrzymałeś już swoje pieniądze i sprawa jest dla Ciebie zakończona.

Czy mogę odwołać cesję, jeśli zmienię zdanie?
Po podpisaniu umowy cesji i otrzymaniu pieniędzy nie ma możliwości odwołania. Roszczenie przeszło na kancelarię i to ona stała się wierzycielem. Dlatego przed podpisaniem umowy warto dokładnie przemyśleć decyzję i ewentualnie skonsultować się z niezależnym prawnikiem.


Disclaimer: Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Każda sprawa odszkodowawcza jest indywidualna i wymaga analizy konkretnych okoliczności. W celu uzyskania profesjonalnej pomocy prawnej dostosowanej do Państwa sytuacji zapraszam do kontaktu z kancelarią.


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.blogoodszkodowaniach.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl

Źródła

  • Kodeks cywilny, art. 509 (cesja wierzytelności)
  • Kodeks cywilny, art. 442¹ (przedawnienie roszczeń odszkodowawczych)
  • Kodeks cywilny, art. 361 § 2 (zakres odszkodowania)

Co zrobić, gdy naprawiłeś auto „na czarno” i nie masz faktur?

Znam to z praktyki aż za dobrze. Klient dzwoni: „Panie mecenasie, miałem stłuczkę, ubezpieczyciel dał mi 3 tysiące, a naprawa kosztowała 6. Poszedłem do kolegi do warsztatu, wszystko załatwiliśmy bez faktury, ale teraz jak mam udowodnić, ile wydałem?”

I tu zaczyna się problem, bo niestety – w świetle najnowszego orzecznictwa Sądu Najwyższego – brak dokumentacji może Cię sporo kosztować.

Dlaczego tak często naprawiamy „na czarno”?

Zanim przejdę do rozwiązań, chcę powiedzieć jasno: rozumiem, dlaczego tak robicie. Z mojego doświadczenia wynika, że poszkodowani naprawiają pojazdy „systemem gospodarczym” z kilku powodów:

1. Ubezpieczyciel wypłacił za mało

To najczęstszy scenariusz. Dostałeś 3.000 zł odszkodowania, a warsztat wycenia naprawę na 7.000 zł. Nie masz 4.000 zł do dołożenia, więc szukasz tańszej opcji.

2. Nie chcesz czekać

Oficjalna naprawa w autoryzowanym serwisie? Kolejka, termin za miesiąc, trzeba zostawić auto na tydzień. A kolega mechanik zrobi to w weekend.

3. Znasz kogoś, kto to zrobi taniej i dobrze

Masz zaufanego mechanika, który zawsze dobrze naprawiał Twoje auto. Po co iść gdzie indziej?

4. Po prostu nie myślisz o procesie sądowym

W momencie naprawy nie przychodzi Ci do głowy, że będziesz musiał cokolwiek udowadniać. Chcesz po prostu naprawić auto i wrócić do normalności.

Problem w tym, że obecne orzecznictwo coraz bardziej wymaga dokumentowania faktycznych kosztów naprawy. I tu zaczyna się Twój kłopot.

Co mówi najnowsze orzecznictwo?

W uchwale składu 7 sędziów Sądu Najwyższego z dnia 8 maja 2024 r. (III CZP 142/22) czytamy:

„Jeżeli poszkodowany poniósł już koszty naprawy pojazdu lub zobowiązał się do ich poniesienia, wysokość odszkodowania z ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej posiadaczy pojazdów mechanicznych powinna odpowiadać tym kosztom, chyba że w danych okolicznościach są one oczywiście nieuzasadnione.”

Brzmi dobrze, prawda? Naprawiłeś auto, więc dostajesz zwrot kosztów. Ale diabeł tkwi w szczegółach – musisz wykazać, ile te koszty wyniosły.

Scenariusz 1: Naprawiłeś auto, ale nie masz żadnych dowodów

To najgorszy możliwy scenariusz. Poszedłeś do kolegi, zapłaciłeś gotówką, nie masz:

  • Faktury
  • Rachunku
  • Potwierdzenia przelewu
  • Specyfikacji części
  • Żadnego dokumentu

Co możesz zrobić?

Rozwiązanie A: Świadek – właściciel warsztatu

Jeśli mechanik, który naprawiał Twoje auto, jest osiągalny i pamięta sprawę, możesz wezwać go jako świadka w procesie sądowym. Będzie mógł zeznać:

  • Jakie uszkodzenia naprawiał
  • Jakie części zamontował
  • Ile wziął za robotę
  • Ile w przybliżeniu kosztowały części

Ale uwaga: zeznania świadka to dowód, ale nie zawsze wystarczający. Sąd może mieć wątpliwości, czy świadek pamięta dokładnie szczegóły naprawy sprzed roku czy dwóch.

Rozwiązanie B: Wróć do metody kosztorysowej

To może zabrzmieć paradoksalnie, ale w jednej z ostatnich spraw sąd orzekł bardzo ciekawie: skoro ubezpieczyciel powołuje się na koncepcję dynamiczną szkody (jako wyjątek od reguły), to na nim spoczywa ciężar wykazania faktycznych kosztów naprawy.

Argumentacja była taka:

  1. Regułą jest metoda kosztorysowa (hipotetyczne koszty naprawy)
  2. Powód wykazał wysokość szkody poprzez opinię biegłego
  3. Ubezpieczyciel powołuje się na wyjątek (szkoda dynamiczna, faktyczne koszty)
  4. Ciężar wykazania wyjątku spoczywa na ubezpieczycielu
  5. Ubezpieczyciel nie wykazał faktycznych kosztów? Stosujemy metodę kosztorysową

To bardzo korzystne rozstrzygnięcie dla poszkodowanych. Jeśli Twoja sprawa trafi do sądu, warto powołać się na takie orzeczenie.

Rozwiązanie C: Udowodnij przynajmniej część kosztów

Nawet jeśli nie masz faktury za całość naprawy, może masz jakieś dowody częściowe:

  • Rachunek za kupione części w sklepie motoryzacyjnym
  • Potwierdzenie przelewu na konto warsztatu (chociaż było „na czarno”, może coś przelewem zapłaciłeś?)
  • Wiadomości SMS lub e-mail z mechanikiem, w których wspomina o cenie

Każdy taki dokument może pomóc sądowi ustalić przynajmniej przybliżoną wysokość faktycznych kosztów.

Scenariusz 2: Naprawiłeś auto u kolegi, ale mechanik „zniknął”

To sytuacja prosto z prawdziwej sprawy sądowej. Poszkodowany naprawił auto w warsztacie w Nowej Soli, ale:

  • Warsztat już nie istnieje
  • Mechanik wyjechał za granicę
  • Adres zamieszkania nieznany
  • Nie ma z nim kontaktu

Co wtedy?

Sąd nie mógł przesłuchać mechanika jako świadka. Poszkodowany zeznał, że naprawa „być może wyniosła między 1.000 a 2.000 zł, jednak są to tylko przypuszczenia”. Nie pamiętał, czy użyto nowych czy używanych części.

W takiej sytuacji sąd uznał, że nie ma możliwości ustalenia faktycznych kosztów naprawy i zastosował metodę kosztorysową – hipotetyczne koszty według opinii biegłego.

Morał: Nawet jeśli nie masz faktur, ale masz dostęp do świadka-mechanika, Twoja sytuacja jest lepsza niż w przypadku, gdy mechanik zniknął bez śladu.

Scenariusz 3: Kupiłeś części sam, mechanik je tylko zamontował

To bardzo częsta sytuacja. Znalazłeś części w internetowym sklepie motoryzacyjnym, kupiłeś je sam (z fakturą!), a kolega mechanik tylko je zamontował (bez faktury za robotę).

To już znacznie lepsza sytuacja, bo możesz udowodnić:

  • Jakie części zostały użyte
  • Ile kosztowały
  • Że były nowe/oryginalne/zamienniki wysokiej jakości

Zostaje tylko kwestia kosztów robocizny. Tu możesz:

  • Powołać się na stawki obowiązujące na rynku lokalnym (opinia biegłego to potwierdzi)
  • Wezwać mechanika jako świadka, żeby zeznał ile wziął za robotę
  • Wykazać przelewy/wypłaty gotówki z bankomatu w okolicy warsztatu w dniu naprawy

Scenariusz 4: Masz faktury, ale nie od warsztatu tylko od dealera części

Kupiłeś części w autoryzowanym dealerze (masz fakturę), ale naprawiłeś auto sam lub z pomocą kolegi mechanika.

To dobra sytuacja. Możesz udowodnić:

  • Dokładnie jakie części zostały użyte
  • Że były oryginalne
  • Ile kosztowały

Nie możesz udowodnić kosztów robocizny, ale biegły sądowy bez problemu oszacuje, ile roboczogodzin wymaga montaż tych konkretnych części i jaka jest stawka godzinowa w Twoim regionie.

Jakie dokumenty warto zbierać „po fakcie”?

Załóżmy, że naprawa już się odbyła, nie masz faktur, ale chcesz się przygotować na ewentualny spór z ubezpieczycielem. Co możesz zrobić?

1. Zdjęcia „przed” i „po”

Jeśli robiłeś zdjęcia uszkodzeń przed naprawą i po naprawie, zachowaj je. Pokaż, jakie elementy były uszkodzone i co zostało naprawione.

Bonus: Jeśli na zdjęciach widać nowe części (błyszczący lakier, nowe klamki, itp.), to dodatkowy dowód, że naprawa faktycznie miała miejsce.

2. Oświadczenie mechanika

Nawet jeśli nie masz faktury, poproś mechanika o wystawienie oświadczenia, w którym potwierdzi:

  • Datę naprawy
  • Zakres wykonanych prac
  • Jakie części zamontował
  • Przybliżony koszt (jeśli pamięta)

Oświadczenie nie jest dowodem tak mocnym jak faktura, ale to lepsze niż nic.

3. Wiadomości tekstowe, e-maile

Sprawdź swoją korespondencję z mechanikiem. Może pisaliście o cenie? O zakresie naprawy? O terminach?

Każda taka wiadomość może być pomocna w procesie.

4. Dowody płatności – nawet pośrednie

Zapłaciłeś gotówką? Sprawdź wyciąg z konta – może w dniu wizyty w warsztacie wypłaciłeś gotówkę z bankomatu w okolicy? To pośredni dowód, że mogłeś zapłacić mechanikowi.

5. Potwierdzenie zakupu części (choćby na paragonie)

Kupiłeś olej, filtry, płyn chłodniczy w sklepie motoryzacyjnym? Zachowaj paragony. Każdy taki dokument pokazuje, że faktycznie inwestowałeś w naprawę pojazdu.

Co z gwarancją na naprawę?

Często klienci pytają: „Czy fakt, że nie mam faktury, oznacza że nie mam gwarancji na naprawę?”

Odpowiedź brzmi: to dwie różne sprawy.

Gwarancja na naprawę to kwestia umowy między Tobą a warsztatem. Jeśli mechanik naprawił coś źle, możesz się domagać naprawy błędów – nawet jeśli nie masz faktury. Gwarancja wynika z Kodeksu cywilnego (rękojmia) i nie zależy od faktury.

Odszkodowanie od ubezpieczyciela to zupełnie inna sprawa – tu faktura (lub inne dowody) są potrzebne, żeby udowodnić wysokość szkody.

Praktyczne rady na przyszłość

Wiem, że teraz jest już za późno, ale jeśli kiedykolwiek w przyszłości będziesz naprawiać pojazd, koniecznie zbieraj dokumentację, nawet jeśli naprawiasz „po znajomości”:

  1. Poproś o fakturę – nawet jeśli mechanik woli „bez faktury”, wyjaśnij że potrzebujesz dokumentu na ubezpieczyciela. Większość warsztatów wystawi fakturę, jeśli uprzedzisz z wyprzedzeniem.
  2. Płać przelewem – nawet jeśli mechanik woli gotówkę, zaproponuj przelew. Masz wtedy dowód płatności.
  3. Rób zdjęcia każdego etapu naprawy – uszkodzenia przed naprawą, rozebrany pojazd, nowe części przed montażem, pojazd po naprawie.
  4. Zbieraj rachunki za części – jeśli kupujesz części sam, zachowaj wszystkie faktury i paragony.
  5. Dokumentuj korespondencję – pisz SMS-y, e-maile, proś o potwierdzenia ustaleń.

Moja refleksja jako praktyka

Przyznam szczerze, że obecne orzecznictwo nie ułatwia życia poszkodowanym. Coraz większy nacisk na dokumentowanie faktycznych kosztów naprawy faworyzuje ubezpieczycieli, którzy mają profesjonalne zespoły prawników i rzeczoznawców.

Przeciętny poszkodowany, który naprawił auto u kolegi za 4.000 zł, nagle staje przed sądem i musi udowadniać każdą złotówkę. A ubezpieczyciel, który wypłacił mu zaledwie 2.000 zł (zamiast należnych 7.000 zł), siedzi wygodnie i czeka, aż poszkodowany „udowodni” swoje roszczenie.

Moim zdaniem to odwrócenie sprawiedliwości. To przecież ubezpieczyciel swoim zaniżonym odszkodowaniem zmusza poszkodowanych do napraw „systemem gospodarczym”. A potem ten sam ubezpieczyciel stawia zarzut: „Udowodnij, ile wydałeś!”.

Dlatego tak ważne jest rozstrzygnięcie, które zapadło w jednej z ostatnich spraw – że ciężar wykazania faktycznych kosztów naprawy spoczywa na ubezpieczycielu, który powołuje się na koncepcję dynamiczną jako wyjątek od reguły.

Co robić w Twojej sytuacji?

Jeśli naprawiłeś już auto bez faktur i zastanawiasz się, czy warto walczyć z ubezpieczycielem:

Krok 1: Oceń, czy możesz zdobyć jakiekolwiek dowody (świadek, częściowe rachunki, zdjęcia)

Krok 2: Zlecać wykonanie kosztorysu naprawy metodą kosztorysową przez rzeczoznawcę lub biegłego

Krok 3: Skonfrontuj kwotę z kosztorysu z tym, co wypłacił ubezpieczyciel

Krok 4: Jeśli różnica jest znaczna (powyżej 1.000-2.000 zł), warto rozważyć proces sądowy

Krok 5: W procesie powoływaj się na koncepcję statyczną szkody i przerzuć ciężar dowodu na ubezpieczyciela

Pamiętaj: nawet bez faktur możesz wygrać sprawę, jeśli masz choć częściowe dowody i dobrego prawnika, który umiejętnie przeprowadzi postępowanie dowodowe.


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawospadkowepoznan.pl.

Naprawiłeś auto bez faktury i masz problem z ubezpieczycielem? Napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl

Metoda kosztorysowa vs. metoda dyferencyjna – co to znaczy dla Twojego odszkodowania?

Jeśli kiedykolwiek doszło do uszkodzenia Twojego samochodu w wypadku i ubiegałeś się o odszkodowanie, prawdopodobnie słyszałeś tajemnicze pojęcia: „metoda kosztorysowa”, „metoda dyferencyjna”, „hipotetyczne koszty naprawy”. Dla wielu brzmi to jak prawnicza abrakadabra, ale w praktyce od zrozumienia tych pojęć zależy, czy dostaniesz sprawiedliwe odszkodowanie, czy tylko jego ułamek.

Dziś postaram się w prosty sposób wyjaśnić, czym różnią się te dwie metody wyceny szkody i – co ważniejsze – dlaczego to dla Ciebie istotne.

Czym jest „szkoda” w przypadku uszkodzonego pojazdu?

Zanim przejdziemy do metod wyceny, musimy najpierw zrozumieć, czym właściwie jest szkoda w rozumieniu prawnym. To może się wydawać oczywiste – przecież szkodą jest uszkodzony samochód, prawda? Otóż nie do końca.

Zgodnie z art. 361 § 2 Kodeksu cywilnego, szkodą jest różnica między stanem majątku poszkodowanego, jaki zaistniał po zdarzeniu wywołującym szkodę, a stanem tego majątku, jaki istniałby, gdyby nie nastąpiło to zdarzenie. Brzmi skomplikowanie?

Mówiąc prościej: szkoda to ta wartość, którą straciłeś w wyniku wypadku. Ale tu zaczyna się problem – kiedy dokładnie powstaje ta szkoda i jak ją mierzyć?

Metoda kosztorysowa – koncepcja statyczna szkody

Co to jest metoda kosztorysowa?

Metoda kosztorysowa zakłada, że szkoda powstaje w momencie uszkodzenia pojazdu i jej wysokość odpowiada hipotetycznym, niezbędnym i ekonomicznie uzasadnionym kosztom naprawy.

Kluczowe słowo tutaj to „hipotetyczne” – czyli takie, które byłyby potrzebne do przywrócenia pojazdu do stanu sprzed szkody, niezależnie od tego, czy faktycznie naprawiłeś auto, czy nie.

Jak to działa w praktyce?

Wyobraźmy sobie, że ktoś uszkodził Twojego audi na parkingu. Biegły sądowy lub rzeczoznawca sporządza kosztorys naprawy i stwierdza, że przywrócenie pojazdu do stanu sprzed szkody wymaga:

  • Wymiany prawych tylnych drzwi – koszt: 2.500 zł
  • Naprawy progu – koszt: 1.800 zł
  • Malowania elementów – koszt: 1.200 zł
  • Robocizna – koszt: 1.200 zł

Razem: 6.700 zł

Według metody kosztorysowej tyle wynosi Twoja szkoda – niezależnie od tego, czy:

  • Naprawisz samochód, czy nie
  • Naprawisz go taniej u kolegi mechanika
  • Naprawisz go drożej w ASO
  • Sprzedasz uszkodzony pojazd
  • W ogóle z niego nie korzystasz

Z mojego doświadczenia wynika, że ta metoda przez lata była standardem w polskim orzecznictwie i – przyznam szczerze – uważam ją za najbardziej sprawiedliwą dla poszkodowanych.

Podstawy prawne metody kosztorysowej

Przez wiele lat Sąd Najwyższy konsekwentnie przyjmował koncepcję statyczną szkody. Kluczowe orzeczenia to:

  • Uchwała składu 7 sędziów SN z dnia 12 kwietnia 2012 r. (III CZP 80/01) – fundamentalne rozstrzygnięcie potwierdzające metodę kosztorysową
  • Postanowienie SN z dnia 20 lutego 2019 r. (III CZP 91/18) – jasno wskazujące, że późniejsze zdarzenia (naprawa, sprzedaż) nie mają wpływu na wysokość szkody
  • Wyrok SN z dnia 3 kwietnia 2019 r. (II CSK 100/18) – synteza dotychczasowego orzecznictwa

Argumentacja była prosta i logiczna: nie można różnicować sytuacji poszkodowanych w zależności od tego, co zrobili z pojazdem po szkodzie. Wszyscy ponoszą tę samą szkodę w momencie uszkodzenia pojazdu.

Metoda dyferencyjna – koncepcja dynamiczna szkody

Co to jest metoda dyferencyjna?

Metoda dyferencyjna to podejście, które uwzględnia faktyczne koszty poniesione przez poszkodowanego lub rzeczywisty uszczerbek w majątku. Zakłada ona, że szkoda ma charakter dynamiczny – czyli należy brać pod uwagę zdarzenia, które nastąpiły już po samym wypadku.

Kiedy stosuje się metodę dyferencyjną?

Zgodnie z kontrowersyjnym i niedawnym rzecznictwem, metodę dyferencyjną stosuje się głównie w dwóch sytuacjach:

1. Gdy poszkodowany sprzedał uszkodzony pojazd

Jeśli sprzedałeś uszkodzone auto, szkodą będzie różnica między:

  • Wartością pojazdu przed szkodą (np. 50.000 zł)
  • Ceną uzyskaną ze sprzedaży uszkodzonego pojazdu (np. 42.000 zł)

Twoja szkoda wynosi więc 8.000 zł.

2. Gdy poszkodowany faktycznie naprawił pojazd

Według najnowszego orzecznictwa SN, jeśli już poniosłeś koszty naprawy, odszkodowanie powinno odpowiadać tym faktycznie poniesionym kosztom (chyba że są one oczywiście nieuzasadnione).

Dlaczego metoda dyferencyjna budzi kontrowersje?

Z mojej perspektywy praktyka prawniczej widzę kilka poważnych problemów z tą metodą:

Problem 1: Wymaga dokumentacji

Często poszkodowani naprawiają pojazd „systemem gospodarczym” – u kolegi mechanika, kupując części na własną rękę. Nie zbierają faktur, rachunków, dokumentów. Potem okazuje się, że nie mogą udowodnić, ile faktycznie wydali.

Problem 2: Faworyzuje ubezpieczycieli

Jeśli ubezpieczyciel wypłaci Ci zaniżone odszkodowanie (powiedzmy 3.000 zł zamiast należnych 7.000 zł), a Ty naprawisz auto tanio u znajomego za 4.000 zł, ubezpieczyciel może twierdzić, że szkoda wyniosła tylko 4.000 zł, a nie 7.000 zł. Efekt? Ubezpieczyciel „wygrywa” na tym, że Ty byłeś zaradny i znalazłeś tańsze rozwiązanie.

Problem 3: Nierówne traktowanie poszkodowanych

Wyobraźmy sobie dwie osoby z identycznymi uszkodzeniami:

  • Osoba A naprawia auto w ASO za 8.000 zł i dostaje 8.000 zł odszkodowania
  • Osoba B naprawia auto u kolegi za 5.000 zł i dostaje tylko 5.000 zł odszkodowania

Obie poniosły tę samą szkodę, ale otrzymały różne odszkodowania. Czy to sprawiedliwe?

Co to oznacza dla Ciebie w praktyce?

Scenariusz 1: Nie naprawiłeś jeszcze pojazdu

Najprostszy przypadek – stosuje się metodę kosztorysową. Możesz dochodzić hipotetycznych kosztów naprawy bez względu na to, czy planujesz naprawę, czy nie.

Twoje działania:

  1. Zlecasz rzeczoznawcy wykonanie kosztorysu
  2. Zgłaszasz szkodę ubezpieczycielowi
  3. Jeśli kwota jest zaniżona – idziesz do sądu z kosztorysem

Scenariusz 2: Naprawiłeś pojazd i masz faktury

W świetle nowego orzecznictwa odszkodowanie powinno odpowiadać faktycznie poniesionym kosztom, ale tylko jeśli:

  • Koszty były niezbędne
  • Koszty były ekonomicznie uzasadnione
  • Naprawa przywróciła pojazd do stanu sprzed szkody

Jeśli naprawiłeś auto w ASO za 10.000 zł, a hipotetyczne koszty naprawy wynoszą 7.000 zł, ubezpieczyciel może zakwestionować te 3.000 zł jako nieuzasadnione.

Scenariusz 3: Naprawiłeś pojazd, ale nie masz faktur

To najtrudniejszy przypadek. Z mojego doświadczenia wynika, że tutaj pojawiają się największe problemy.

Teoretycznie metoda dyferencyjna wymaga wykazania faktycznych kosztów. Ale co, jeśli nie możesz ich udowodnić? Niedawno w jednej ze spraw sąd orzekł, że skoro ubezpieczyciel powołuje się na koncepcję dynamiczną (jako wyjątek od reguły), to na nim spoczywa ciężar wykazania faktycznych kosztów naprawy.

Jeśli ubezpieczyciel tego nie udowodni, sąd zastosuje metodę kosztorysową.

Scenariusz 4: Sprzedałeś uszkodzony pojazd

Tutaj orzecznictwo jest już dość jednoznaczne – stosuje się metodę dyferencyjną. Odszkodowanie to różnica między wartością pojazdu przed szkodą a ceną sprzedaży.

Moje przemyślenia po latach praktyki

Przyznam szczerze, że obserwuję z niepokojem odchodzenie od koncepcji statycznej szkody. Metoda kosztorysowa była prosta, przejrzysta i sprawiedliwa. Każdy poszkodowany wiedział, na co może liczyć.

Koncepcja dynamiczna wprowadza niepewność. Poszkodowani muszą teraz gromadzić dokumentację, udowadniać faktyczne koszty, bronić się przed zarzutami nieuzasadnionych wydatków. To daje ubezpieczycielom kolejne narzędzie do zaniżania odszkodowań.

Co ciekawe, ubezpieczyciele często argumentują, że koncepcja dynamiczna jest „bardziej sprawiedliwa”, bo odpowiada rzeczywistej szkodzie. Ale z drugiej strony to właśnie oni rutynowo zaniżają odszkodowania, zmuszając poszkodowanych do napraw „systemem gospodarczym” bez dokumentacji.

Moim zdaniem metoda kosztorysowa powinna pozostać regułą, a koncepcja dynamiczna wyjątkiem, stosowanym tylko w jasno określonych sytuacjach (jak sprzedaż pojazdu).

Praktyczne rady

  1. Jeśli nie naprawiłeś jeszcze pojazdu – nie spiesz się z naprawą. Najpierw uzyskaj kosztorys, zgłoś szkodę, wynegocjuj odszkodowanie.
  1. Jeśli planujesz naprawę – zbieraj wszystkie dokumenty: faktury, rachunki, potwierdzenia płatności. Rób zdjęcia przed i po naprawie.
  1. Nie bój się kosztorysów z ASO – nawet jeśli planujesz naprawę u kolegi, najpierw zrób kosztorys w autoryzowanym serwisie. To Twój punkt odniesienia.
  1. Nie daj się zmusić do warsztatu partnerskiego – zgodnie z uchwałą SN z września 2024, upusty w warsztatach współpracujących z ubezpieczycielem nie mogą obniżać Twojego odszkodowania.
  1. Zachowaj kopie wszystkich dokumentów – zgłoszenie szkody, korespondencja z ubezpieczycielem, kosztorysy, faktury. Wszystko może być istotne w sporze.
  1. Jeśli sprawa trafi do sądu – powołaj się na ugruntowane orzecznictwo popierające metodę kosztorysową. To wciąż jest standard.

A Twoje doświadczenia?

Czy spotkałeś się z sytuacją, gdy ubezpieczyciel kwestionował wysokość odszkodowania, powołując się na faktyczne koszty naprawy? Jak wyglądała Twoja sprawa?

Zapraszam do dzielenia się historiami w komentarzach. Im więcej przypadków poznamy, tym lepiej będziemy przygotowani na spory z ubezpieczycielami.


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawospadkowepoznan.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl

Części P, Q, O – co kryje się za tymi literkami i dlaczego to najważniejsze w Twojej kalkulacji

Dziś porozmawiamy o czymś, co dla 99% poszkodowanych brzmi jak jakaś tajna magia ubezpieczycieli. Otwierasz kalkulację naprawy i widzisz: „Błotnik prawy – część Q – 450 zł”, „Zderzak przedni – część P – 320 zł”, „Lampa prawa – część O – 850 zł”.

Co to w ogóle znaczy? I dlaczego to TAK ważne?

Niedawno miałem sprawę w Sądzie Rejonowym w Nowej Soli, która doskonale pokazuje, jak te literki mogą zmienić Twoje odszkodowanie o kilka tysięcy złotych. I nie, nie przesadzam.

Spis treści

  1. Sprawa z sądu: PZU vs rzeczywistość
  2. Co oznaczają literki O, Q, P, PJ, PC?
  3. Co powiedział biegły o częściach P/PJ?
  4. Kiedy można stosować zamienniki?
  5. Dlaczego biegły zaakceptował mix O + Q?
  6. Ile można „zaoszczędzić” na tańszych częściach (i jakim kosztem)
  7. Jak sprawdzić, jakie części są w Twojej kalkulacji?

Sprawa z sądu: PZU vs rzeczywistość

Luty 2021 roku, Audi A8, klasyczna kolizja. PZU wypłaciło odszkodowanie w wysokości 8.292 zł. Prywatna ekspertyza poszkodowanego: 13.626 zł. Różnica? Ponad 5.300 zł.

Sprawa trafiła do sądu. Sąd powołał biegłego. I tutaj zaczęło się robi ciekawe – bo biegły dokładnie rozłożył na czynniki pierwsze obie kalkulacje, pokazując, co jest nie tak.

Co oznaczają literki O, Q, P, PJ, PC?

To oznaczenia jakości części zamiennych używanych w kalkulacjach napraw. I nie, nie są wymyślone przez ubezpieczycieli – to standard branżowy.

O (Oryginał z logo producenta)

  • Części z logo producenta auta (np. znaczek VW, Audi, BMW)
  • Najwyższa jakość, pełna gwarancja
  • Pasują idealnie (zero problemów z montażem)
  • Najdroższe (często 2-3x droższe niż zamienniki)

Przykład: Błotnik oryginalny Audi z logo – 1.200 zł

Q (Zamiennik wysokiej jakości – „Quality”)

  • Części producentów renomowanych (np. Hella, Bosch, Magneti Marelli, Van Wezel)
  • Jakość identyczna lub prawie identyczna jak oryginał
  • Pasują idealnie, gwarancja producenta
  • Tańsze o 30-50% niż oryginały
  • Zalecane przez ekspertów jako najlepszy stosunek jakości do ceny

Przykład: Błotnik Van Wezel – 650 zł

P (Parts – zamiennik standardowy)

  • Części firm mniej znanych
  • Jakość różna – niektóre dobre, niektóre kiepskie
  • Czasem problemy z dopasowaniem (szczeliny, nierówności)
  • Tańsze o 50-70% niż oryginały
  • Ryzyko – mogą nie pasować idealnie

Przykład: Błotnik noname – 400 zł

PJ ( – zamiennik niskiej jakości)

  • Części najniższej kategorii
  • Często z Chin, bez certyfikatów
  • Bardzo duże ryzyko – mogą nie pasować, szybko rdzewieją, pękają
  • Tańsze o 70-80% niż oryginały
  • Odradzane przez większość fachowców

Przykład: Błotnik chiński – 250 zł

Co powiedział biegły o częściach P/PJ w kalkulacji PZU?

W omawianej sprawie PZU w swojej kalkulacji zastosowało części jakości P i PJ. Biegły sądowy nie pozostawił na tym suchej nitki.

W opinii przygotowanej dla sądu czytamy:

„Analizując kalkulację naprawy dokonaną przez stronę pozwaną biegły wskazał, że zastosowana przez pozwaną stawka za rbg w wysokości 51 zł netto/1rbg jest nieadekwatna do rynku napraw blacharsko lakierowych w miejscu zamieszkania poszkodowanego i jawi się jako stawka mocno zaniżona. Jednocześnie biegły ustalił, że w kalkulacji tej nie zastosowano wymiany zestawów montażowych, elementów jednorazowych oraz pełnego zakresu prac lakierniczych, przy czym są to operacje oraz elementy bezpośrednio związane z procesem naprawy przedmiotowego pojazdu i powinny zostać uwzględnione w kosztorysie. Biegły wskazał także, że zastosowane przez stronę pozwaną w kalkulacji naprawy części jakości P/PJ nie dają gwarancji skutecznej naprawy oraz mogą nie odtworzyć stanu sprzed szkody, nie przywrócić walorów estetycznych i użytkowych pojazdu.”

Zwróć uwagę na kluczowe sformułowania:

  • nie dają gwarancji skutecznej naprawy
  • mogą nie odtworzyć stanu sprzed szkody
  • nie przywrócić walorów estetycznych i użytkowych

To nie są puste słowa. To oznacza, że jeśli naprawisz auto częściami P/PJ:

  • Mogą nie pasować idealnie (szczeliny, nierówności)
  • Mogą szybko zardzewiać lub pękać
  • Mogą wpłynąć na bezpieczeństwo (np. lampa o gorszej jakości świeci słabiej)
  • Obniżysz wartość handlową auta (przy sprzedaży)

Sąd w uzasadnieniu wyroku potwierdził stanowisko biegłego:

„Sąd stanął więc na stanowisku, że ustalone przez biegłego koszty naprawy w kwocie 13.959,06 zł brutto przy uwzględnieniu części oryginalnych oraz tzw. zamienników pozwoli doprowadzić rzecz do stanu sprzed wyrządzenia szkody bez nieuzasadnionego zawyżania jego wartości.”

Kiedy można stosować zamienniki?

To kluczowe pytanie. Bo nie zawsze trzeba używać oryginalnych części z logo producenta. Ale kiedy zamienniki są OK, a kiedy nie?

Kiedy TRZEBA stosować oryginały (O):

  1. Nowe auto (do 2-3 lat) – szczególnie jeśli jest na gwarancji
  2. Auto premium w doskonałym stanie – jeśli właściciel dbał o oryginalne części
  3. Wymóg warsztatu ASO – jeśli naprawa w ASO, często wymagają oryginałów
  4. Części wpływające na bezpieczeństwo – poduszki powietrzne, elementy układu hamulcowego

Kiedy zamienniki Q są OK:

  1. Auto starsze niż 3 lata – większość aut na polskich drogach
  2. Przebieg powyżej 100.000 km – już nie nowiutkie
  3. Auto nie-premium – Audi A3, VW Golf, Ford Focus itp.
  4. Naprawa poza ASO – normalne warsztaty używają Q

Kiedy NIGDY nie używać P/PJ/PC:

Praktycznie zawsze. Jedyny wyjątek to auto powypadkowe na złom, gdzie liczy się tylko to, żeby jakoś jeździło przed sprzedażą.

Dlaczego biegły zaakceptował mix O + Q?

W omawianej sprawie biegły sporządził dwa warianty wyceny naprawy:

„Ustalając wysokość kosztów naprawy biegły sporządził wycenę tych kosztów w dwóch wariantach. Pierwszy wariant obejmował naprawę pojazdu poza ASO w oparciu wyłącznie o części oryginalne i uwzględniał stawkę za roboczogodzinę w wysokości 110 zł/1 rbg. W tym wariancie koszt naprawy pojazdu wynosi 14.669,67 zł brutto. Drugi wariant obejmował naprawę pojazdu poza ASO w oparciu o części oryginalne oraz uwzględniał dostępność tzw. zamienników. W tym wariancie koszty naprawy wynoszą 13.959,06 zł.”

Różnica? 710 zł. I to właśnie ten drugi wariant biegły uznał za prawidłowy.

Dlaczego? Uzasadnienie jest kluczowe:

„W ocenie biegłego, biorąc pod uwagę wiek pojazdu w chwili zdarzenia oraz przebieg pojazdu, koszt naprawy ustalony w wariancie drugim stanowi realną, niezbędna oraz ekonomicznie uzasadnioną wysokość kosztów naprawy uszkodzonego pojazdu poszkodowanego, naprawionego poza autoryzowaną stacją obsługi producenta pojazdu, który zmierza do przywrócenia pojazdu do stanu sprzed zdarzenia z dnia 8 lutego 2021 r. Jak wskazał biegły zastosowanie oryginalnych części zamiennych oraz tzw. zamienników spełniających wszelkie wymagania dotyczące jakości oraz funkcjonalności, pozwoli uzyskać pełne wartości estetyczne i użytkowe pojazdu oraz nie wpłynie na jego wartość handlową.”

To BARDZO ważny fragment. Biegły wskazuje, że zamienniki Q:

  • Spełniają wymagania jakości i funkcjonalności
  • Pozwolą uzyskać pełne wartości estetyczne i użytkowe
  • Nie wpłyną na wartość handlową pojazdu

I podsumowuje:

„Użycie do naprawy w/w części gwarantuje uzyskanie przez pojazd takich samych jak przed kolizją: parametrów technicznych, takiej samej wartości rynkowej oraz trwałości eksploatacyjnej.”

Czyli – po naprawie częściami O + Q auto będzie dokładnie takie samo jak przed kolizją. Nie lepsze, nie gorsze.

Ile można „zaoszczędzić” na tańszych częściach (i jakim kosztem)

Przeanalizujmy to na przykładzie z omawianej sprawy:

Wariant 1 (same oryginały O):

14.669,67 zł

Wariant 2 (oryginały O + zamienniki Q):

13.959,06 zł

Oszczędność: 710 zł (5%)

Kalkulacja PZU (oryginały + P/PJ + zaniżona stawka + braki):

8.292 zł

„Oszczędność”: 5.667 zł (41%!)

Widzisz różnicę? Zamienniki Q dają 5% oszczędności przy zachowaniu pełnej jakości. PZU „zaoszczędziło” 41%, ale jakim kosztem?

Kosztem:

  • Braku gwarancji skutecznej naprawy
  • Ryzyka nieodtworzenia stanu sprzed szkody
  • Braku przywrócenia walorów estetycznych i użytkowych

A gdyby PZU użyło części PJ/PC zamiast P? Różnica byłaby jeszcze większa.

Przykład z prawdziwego życia:

Zderzak przedni do VW Golfa VII:

  • Oryginał VW (O): 1.800 zł
  • Zamiennik Van Wezel (Q): 950 zł – oszczędność 850 zł, jakość identyczna
  • Zamiennik noname (P): 600 zł – oszczędność 1.200 zł, jakość wątpliwa
  • Chiński (PJ/PC): 350 zł – oszczędność 1.450 zł, nie pasuje, krzywo, szybko pęka

Czy naprawdę warto oszczędzić 500 zł, ryzykując, że zderzak nie będzie pasował lub pęknie po roku?

Jak sprawdzić, jakie części są w Twojej kalkulacji?

Otwórz kalkulację naprawy od ubezpieczyciela. Szukaj kolumny „Jakość części” lub podobnej. Zobaczysz literki: O, Q, P, PJ, PC.

Co robić, jeśli widzisz P, PJ lub PC?

  1. Protestuj natychmiast – napisz do ubezpieczyciela, że nie akceptujesz części niskiej jakości
  2. Zlecić prywatną ekspertyzę – rzeczoznawca przeliczy naprawę z częściami Q
  3. Żądaj dopłaty – różnica może być znaczna (kilka tysięcy złotych)
  4. Nie naprawiaj na razie – jak naprawisz, trudniej będzie udowodnić, że trzeba było użyć lepszych części

Co robić, jeśli widzisz Q?

To jest OK – o ile:

  • Auto ma więcej niż 2-3 lata
  • Przebieg powyżej 50.000 km
  • Nie jest to auto premium w idealnym stanie

Możesz przyjąć odszkodowanie i naprawić.

Co robić, jeśli widzisz O?

Świetnie! – ale sprawdź, czy:

  • Wszystkie części są O (czasem ubezpieczyciel miesza O z P)
  • Stawka robocizny jest OK (min. 100-110 zł/rbg)
  • Są wszystkie zestawy montażowe i normalia

Jeśli masz wątpliwości:

Zlecić niezależną ekspertyzę. Kosztuje 300-500 zł, ale może zaoszczędzić Ci kilku tysięcy.

Moja rada praktyczna

Złote zasady przy ocenie jakości części:

  1. P/PJ/PC = czerwona lampka – natychmiast protestuj
  2. Q = zazwyczaj OK – o ile auto nie jest nowe i nie jest na gwarancji
  3. O = ideał – ale sprawdź, czy ubezpieczyciel nie oszczędza na czym innym (stawka rbg, normalia)

Jeśli ubezpieczyciel zastosował P/PJ:

  1. Napisz reklamację – powołaj się na wyrok, który omawiam
  2. Cytuj biegłego: „części P/PJ nie dają gwarancji skutecznej naprawy”
  3. Żądaj przeliczenia z częściami Q
  4. Jeśli odmowa – idź do sądu (z opinią biegłego masz prawie 100% szans)

Jeśli już naprawiłeś auto częściami P/PJ:

Trudniej, ale:

  • Możesz dochodzić różnicy wartości (auto po naprawie jest mniej warte)
  • Możesz dochodzić kosztów ponownej naprawy (jeśli części się zepsuły)
  • Potrzebna będzie opinia rzeczoznawcy

Podsumowanie? Te małe literki – O, Q, P, PJ, PC – to nie są przypadkowe oznaczenia. To fundamentalna różnica między naprawą, która przywróci auto do stanu sprzed szkody, a naprawą, która tylko zamaskuje uszkodzenia na jakiś czas.

Ubezpieczyciele świetnie to wiedzą. Dlatego stosują części P/PJ – bo są tańsze. A jeśli poszkodowany się nie zorientuje, to zaoszczędzą kilka tysięcy złotych.

Ale teraz już wiesz. Sprawdź swoją kalkulację. I jeśli zobaczysz P, PJ lub PC – nie akceptuj tego. Bo jak pokazał wyrok z Nowej Soli – sąd stoi po stronie poszkodowanego, a nie ubezpieczyciela oszczędzającego na jakości.


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.blogoodszkodowaniach.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl

Czy odmowa skorzystania z oferty ubezpieczyciela zawsze szkodzi?

Wprowadzenie

Po latach obserwacji spraw odszkodowawczych dostrzegam pewną prawidłowość. Większość artykułów i poradników prawnych koncentruje się na tym, jak walczyć z ubezpieczycielami, jak bronić swoich praw, jak nie dać się oszukać. I słusznie – bo przypadki nadużyć są częste. Ale ta perspektywa może prowadzić do niebezpiecznego wniosku: „Zawsze odrzucaj propozycje ubezpieczyciela, zawsze żądaj maksimum.”

A to nie jest do końca prawda.

Prawo odszkodowawcze wymaga racjonalności od obu stron. Od ubezpieczyciela – by składał realne oferty. Od poszkodowanego – by rozważał te oferty w dobrej wierze. I ta druga kwestia fascynuje mnie szczególnie, bo pokazuje, gdzie przebiega granica między uzasadnioną obroną swoich praw a nieuzasadnionym odrzuceniem rozsądnej propozycji.

Wyrok Sądu Okręgowego w Poznaniu (II Ca 1941/21 z 19 stycznia 2022 r.), który analizowałem w poprzednich artykułach, nie tylko potwierdził prawo poszkodowanej do odrzucenia fikcyjnej oferty. Sąd wyjaśnił też bardzo precyzyjnie, kiedy odmowa byłaby nieuzasadniona. I to właśnie chcę dziś omówić.

Obowiązek minimalizacji szkody – co to naprawdę znaczy?

Zacznijmy od podstaw. Kodeks cywilny w art. 354 § 2 stanowi:

„Dłużnik i wierzyciel powinni ze sobą współdziałać przy wykonywaniu zobowiązania.”

W praktyce odszkodowawczej oznacza to, że poszkodowany nie może:

  • Celowo zawyżać kosztów naprawy
  • Wybierać nieracjonalnie drogich rozwiązań
  • Ignorować oczywiste możliwości obniżenia szkody
  • Działać wbrew dobrym obyczajom i zasadom współżycia społecznego

Brzmi rozsądnie, prawda?

Problem pojawia się, gdy zaczynamy konkretyzować: co to znaczy „nieracjonalnie drogie”? Kiedy ignorowanie oferty ubezpieczyciela staje się naruszeniem obowiązku minimalizacji szkody?

Po latach obserwacji orzecznictwa i praktyki dostrzegam, że odpowiedź nie jest prosta. Zależy od wielu czynników – i właśnie o nich chcę dziś napisać.

Co Sąd uznałby za nieuzasadnioną odmowę?

Sąd Okręgowy w Poznaniu bardzo precyzyjnie określił warunki, które muszą być spełnione, aby poszkodowany był zobowiązany rozważyć ofertę ubezpieczyciela. Sformułował cztery przesłanki:

Przesłanka 1: Jasna i konkretna oferta

Co to znaczy: Ubezpieczyciel musi przedstawić ofertę, która zawiera wszystkie niezbędne informacje do podjęcia decyzji:

  • Konkretny warsztat (nazwa, adres, telefon)
  • Konkretny zakres naprawy
  • Konkretny termin realizacji
  • Konkretne warunki gwarancji

Przykład oferty wystarczającej: „Proponujemy naprawę w warsztacie AutoService, ul. Poznańska 15, Leszno, tel. 123-456-789. Naprawa obejmuje: [lista uszkodzeń]. Termin rozpoczęcia: 7 dni od akceptacji. Gwarancja: 24 miesiące.”

Przykład oferty niewystarczającej: „Zapewniamy możliwość naprawy w jednym z rekomendowanych przez nas warsztatów. W razie trudności prosimy o kontakt.”

Jeśli ubezpieczyciel przedstawi pierwszą wersję – poszkodowany powinien ją rozważyć. Jeśli drugą – może ją zignorować.

Przesłanka 2: Brak niedogodności dla poszkodowanego

Co to znaczy: Skorzystanie z oferty nie może wymagać od poszkodowanego ponadprzeciętnego wysiłku:

  • Warsztat jest w rozsądnej odległości (do 20-30 km)
  • Nie trzeba organizować transportu pojazdu na własny koszt
  • Nie trzeba koordynować działań wielu podmiotów
  • Termin oczekiwania jest rozsądny (max. 2-3 tygodnie)

Przykład rozsądnej oferty: Warsztat 10 km od domu poszkodowanego, oferuje odbiór i dowóz pojazdu, naprawa rozpocznie się za tydzień.

Przykład oferty z niedogodnościami: Warsztat 80 km od domu, poszkodowany musi sam dowieźć auto, termin naprawy za 6 tygodni, musi sam kupić części u wskazanego dostawcy.

Cytat z wyroku: „Skoro, jak się powszechnie przyjmuje, poszkodowany nie ma obowiązku przeprowadzenia naprawy w warsztacie wskazanym przez ubezpieczyciela, to również nakładanie na niego obowiązku zorganizowania procesu naprawy przy udziale dostawców części wskazanych przez ubezpieczyciela nie może być uznawane za zasadę, ale za wyjątek od reguły.”

Przesłanka 3: Pełna realizacja interesu poszkodowanego

Co to znaczy: Naprawa wykonana według propozycji ubezpieczyciela musi:

  • Przywrócić pojazd do stanu sprzed szkody
  • Wykorzystywać odpowiednie części (oryginalne lub równoważnej jakości)
  • Nie powodować utraty wartości pojazdu
  • Nie narażać poszkodowanego na problemy w przyszłości

Przykład oferty zgodnej z interesem: Naprawa z użyciem części oryginalnych producenta, w autoryzowanym warsztacie, z gwarancją 24 miesiące.

Przykład oferty niezgodnej z interesem: Naprawa z użyciem części zamiennych najniższej kategorii (PJ), bez gwarancji, w warsztacie nieznajdującym się w sieci autoryzowanej.

W sprawie z Leszna kosztorys ubezpieczyciela przewidywał części PJ i P, podczas gdy prawidłowa naprawa wymagała części oryginalnych (O). To był powód, dla którego poszkodowana mogła ofertę odrzucić.

Przesłanka 4: Wyraźne pouczenie o skutkach

Co to znaczy: Ubezpieczyciel musi jasno poinformować poszkodowanego:

  • Że oferuje konkretną alternatywę
  • Jakie są jej warunki
  • Że odmowa skorzystania wpłynie na wysokość odszkodowania
  • Jak zostanie obliczone odszkodowanie w przypadku odmowy

Przykład właściwego pouczenia: „Oferujemy naprawę w warsztacie X za kwotę 8.000 zł. Jeśli Państwo zdecydują się naprawić pojazd we własnym zakresie, odszkodowanie zostanie obliczone na podstawie naszej wyceny. Różnica będzie pokryta tylko w przypadku wykazania, że naprawa musiała kosztować więcej.”

Przykład niewłaściwego pouczenia: „Zapewniamy możliwość naprawy w naszych warsztatach.” (brak informacji o skutkach odmowy)

Kiedy odmowa JEST uzasadniona – podsumowanie z wyroku

Na podstawie wyroku można sformułować katalog sytuacji, w których poszkodowany ma prawo odrzucić ofertę ubezpieczyciela bez negatywnych skutków:

Oferta jest ogólnikowa – „prosimy o kontakt”, „zapewniamy możliwość”, bez konkretów

Oferta jest pozorna – warsztat nie istnieje, nie ma wolnych terminów, nie odpowiada na telefony

Oferta jest niepełna – dotyczy tylko części potrzebnych do naprawy, resztę musisz załatwić sam

Oferta jest niewygodna – warsztat daleko, długi termin oczekiwania, musisz coś organizować sam

Oferta jest niezgodna z Twoim interesem – części zamienniki zamiast oryginalnych, technologia niższej jakości

Nie otrzymałeś pouczenia – ubezpieczyciel nie wyjaśnił skutków odmowy

W sprawie z Leszna wszystkie te warunki były spełnione. Dlatego Sąd uznał odmowę za uzasadnioną.

Kiedy odmowa MOŻE być nieuzasadniona – przykłady

Ale są też sytuacje, w których odmowa skorzystania z oferty ubezpieczyciela może być problematyczna. Pozwolę sobie na kilka hipotetycznych przykładów:

Przykład 1: Autoryzowany warsztat obok domu

Sytuacja: Ubezpieczyciel proponuje naprawę w autoryzowanym warsztacie marki Twojego auta, 5 km od Twojego domu. Warsztat ma doskonałe opinie, oferuje gwarancję 36 miesięcy, termin rozpoczęcia naprawy: 3 dni. Koszt według kosztorysu ubezpieczyciela: 10.000 zł. Ty chcesz naprawić w swoim warsztacie za 15.000 zł.

Ocena: Jeśli jedynym powodem odmowy jest „bo wolę swojego mechanika”, a warsztat ubezpieczyciela jest równie dobry – odmowa może być problematyczna. Nie masz obowiązku korzystać z warsztatu ubezpieczyciela, ale możesz mieć trudności z dochodzeniem różnicy 5.000 zł.

Co zrobić: Poproś o szczegółowy kosztorys z Twojego warsztatu i wykaż, dlaczego ta naprawa jest lepsza/konieczna (np. dodatkowe usługi, lepsza technologia, konkretne powody jakościowe).

Przykład 2: Części oryginalne z rabatem

Sytuacja: Ubezpieczyciel konkretnie proponuje: „Części oryginalne do Państwa V. Golfa dostępne w salonie VW, ul. Poznańska 10, Poznań, z rabatem 25%. Lista części: [konkretne numery katalogowe]. Proszę podać do wiadomości sprzedawcy kod: XYZ123. Części będą dostarczone do wskazanego przez Państwa warsztatu.” Ty odmawiasz, bo „nie chcesz od nich nic”.

Ocena: Jeśli oferta jest naprawdę konkretna, łatwa do realizacji, dotyczy wszystkich potrzebnych części i nie wymaga od Ciebie nadmiernego wysiłku – odmowa może być trudna do uzasadnienia.

Co zrobić: Spróbuj skorzystać. Jeśli w trakcie realizacji pojawią się problemy (brak części, nieprawdziwe rabaty) – udokumentuj to. Wtedy będziesz miał podstawę do żądania pełnego odszkodowania.

Przykład 3: Najem pojazdu zastępczego

Sytuacja: Ubezpieczyciel oferuje pojazd zastępczy z firmy X za 100 zł/dzień. Ty wypożyczasz z firmy Y za 300 zł/dzień, bo „nie ufasz firmom współpracującym z ubezpieczycielem”.

Ocena: Tutaj orzecznictwo jest bardzo jasne: jeśli ubezpieczyciel oferuje realny pojazd zastępczy, powinieneś z niego skorzystać. Różnica w cenie nie zostanie zrefundowana, chyba że wykażesz konkretne wady oferty ubezpieczyciela.

Cytat z wyroku: „W orzecznictwie ugruntował się pogląd, że poszkodowany powinien korzystać z tańszej oferty najmu pojazdu zastępczego, jeśli ubezpieczyciel taką realnie zaoferuje.”

Co zrobić: Skorzystaj z oferty ubezpieczyciela, jeśli jest ona realna. Inaczej możesz stracić 200 zł/dzień.

Czym różni się najem auta od naprawy – kluczowy fragment

To jeden z najważniejszych fragmentów wyroku. Sąd wyjaśnił, dlaczego nie można mechanicznie przenosić zasad dotyczących najmu pojazdu zastępczego na sprawy naprawy:

„Naprawa pojazdu jest zagadnieniem dużo bardziej złożonym, powiązanym z wyborem zaufanego warsztatu naprawczego, który przy tym, na ogół, organizuje także proces naprawy na swoich warunkach, przy wykorzystaniu stosowanych przez siebie technologii i części oraz materiałów, które sam pozyskuje. Komplikowanie tego procesu i stawianie przez ubezpieczyciela poszkodowanemu ponadprzeciętnych wymagań w zakresie jego organizacji jest nakładaniem na poszkodowanego nadmiernych obowiązków.”

Co to znaczy w praktyce:

Przy najmie auta:

  • Element zaufania ma mniejsze znaczenie
  • Auto działa albo nie
  • Usługa jest standaryzowana
  • Łatwo porównać oferty

Przy naprawie:

  • Zaufanie do warsztatu jest kluczowe
  • Jakość robocizny ma ogromne znaczenie
  • Każda naprawa jest inna
  • Trudno porównać oferty

Dlatego można wymagać od poszkodowanego, by korzystał z tańszego wynajmu auta. Ale trudniej wymagać, by korzystał z warsztatu wskazanego przez ubezpieczyciela.

Moja rada – jak ocenić ofertę ubezpieczyciela

Jeśli dostałeś od ubezpieczyciela konkretną ofertę (nie ogólniki, ale rzeczywistą propozycję), przejdź przez następującą checklistę:

Test 1: Konkretność (5 pytań)

  • ❓ Czy podano nazwę i adres warsztatu/sklepu?
  • ❓ Czy podano zakres naprawy/listę części?
  • ❓ Czy podano ceny?
  • ❓ Czy podano termin realizacji?
  • ❓ Czy podano warunki gwarancji?

Jeśli odpowiedź na którekolwiek pytanie brzmi „nie” – oferta jest niewystarczająca.

Test 2: Wygoda (4 pytania)

  • ❓ Czy warsztat/sklep jest w rozsądnej odległości (do 30 km)?
  • ❓ Czy termin jest akceptowalny (do 3 tygodni)?
  • ❓ Czy muszę coś organizować sam?
  • ❓ Czy transport pojazdu jest zapewniony?

Jeśli odpowiedź na więcej niż jedno pytanie brzmi „nie” – oferta jest niewygodna.

Test 3: Jakość (3 pytania)

  • ❓ Czy naprawa wykorzystuje części odpowiedniej jakości?
  • ❓ Czy warsztat ma dobre opinie?
  • ❓ Czy gwarancja jest co najmniej 12-miesięczna?

Jeśli odpowiedź na którekolwiek pytanie brzmi „nie” – oferta może być niezgodna z Twoim interesem.

Test 4: Pouczenie (2 pytania)

  • ❓ Czy ubezpieczyciel wyjaśnił skutki odmowy?
  • ❓ Czy wyjaśnił, jak zostanie obliczone odszkodowanie przy odmowie?

Jeśli odpowiedź na oba pytania brzmi „nie” – oferta jest niepełna.

Jeśli wszystkie testy są pozytywne – co wtedy?

To najtrudniejsza sytuacja. Oferta jest konkretna, wygodna, jakościowa, z pouczeniem o skutkach. Co robić?

Moja rada: rozważ ją poważnie.

Nie musisz z niej korzystać. Masz prawo naprawić auto gdzie chcesz. Ale jeśli zdecydujesz się na własny warsztat, bądź przygotowany na:

Scenariusz A: Twój warsztat droższy z uzasadnionych powodów

Jeśli Twój warsztat oferuje:

  • Lepsze części (oryginalne zamiast Q)
  • Lepszą technologię (np. lakierowanie w komorze)
  • Dłuższą gwarancję (36 miesięcy zamiast 12)
  • Dodatkowe usługi (np. detailing po naprawie)

To masz podstawy do żądania wyższego odszkodowania. Ale będziesz musiał to wykazać (kosztorys, uzasadnienie).

Scenariusz B: Twój warsztat droższy bez konkretnych powodów

Jeśli różnica wynika tylko z:

  • Wyższych stawek roboczogodziny (bez uzasadnienia jakościowego)
  • Wyższych cen części (bez uzasadnienia jakościowego)
  • „Bo wolę swojego mechanika”

To możesz mieć problem z dochodzeniem różnicy. Ubezpieczyciel w procesie będzie argumentował: „Oferowaliśmy równie dobrą naprawę taniej. Poszkodowany odmówił bez uzasadnionego powodu.”

Złoty środek – co ja bym zrobił

Po latach obserwacji spraw odszkodowawczych, gdybym był poszkodowanym i dostał konkretną, wygodną ofertę od ubezpieczyciela, zrobiłbym tak:

Krok 1: Zweryfikuj ofertę

Zadzwoń do warsztatu. Sprawdź opinie. Zapytaj o szczegóły.

Krok 2: Porównaj ze swoim warsztatem

Uzyskaj kosztorys od swojego zaufanego warsztatu. Porównaj jakość, ceny, warunki.

Krok 3: Podejmij racjonalną decyzję

  • Jeśli oferta ubezpieczyciela jest równie dobra i wygodna – rozważ ją poważnie
  • Jeśli Twój warsztat jest lepszy (jakościowo, nie tylko cenowo) – idź tam, ale przygotuj uzasadnienie
  • Jeśli nie masz konkretnych powodów odmowy – może lepiej skorzystać z oferty ubezpieczyciela

Krok 4: Udokumentuj wszystko

Jeśli odmawiasz – zapisz dlaczego. Jeśli korzystasz – zachowaj dokumenty. Jeśli próbujesz skorzystać, ale się nie udaje – udokumentuj problemy.

Podsumowanie – rozważaj racjonalnie, ale nie bój się bronić

Ten artykuł napisałem, bo chciałem zbalansować perspektywę. Poprzednie pięć tekstów pokazywało, jak ubezpieczyciele tworzą pozory pomocy i jak się przed tym bronić. I to wszystko pozostaje w mocy.

Ale prawo wymaga też od poszkodowanego racjonalności. Jeśli ubezpieczyciel naprawdę oferuje coś konkretnego, wygodnego i zgodnego z Twoim interesem – warto to rozważyć. Nie musisz tego przyjmować, ale powinieneś to przemyśleć.

Kluczowa zasada z wyroku:

Poszkodowany może odrzucić ofertę ubezpieczyciela, jeśli:

  • Oferta nie jest konkretna
  • Oferta jest niewygodna
  • Oferta jest niezgodna z jego interesem
  • Nie otrzymał pouczenia o skutkach

Ale jeśli wszystkie cztery warunki są spełnione, odmowa może być trudniejsza do uzasadnienia.

A poszkodowana z Leszna? Żaden z tych warunków nie był spełniony. Dlatego mogła spokojnie odrzucić „ofertę” ubezpieczyciela. I wygrała.

Nie bój się bronić swoich praw. Ale rób to mądrze.


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawospadkowepoznan.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl

Części oryginalne czy zamienniki? O co warto walczyć z ubezpieczycielem

Wprowadzenie

Jedno z najczęstszych pytań, które pojawia się w sprawach odszkodowawczych po wypadkach komunikacyjnych, brzmi: „Ubezpieczyciel chce płacić za części zamienniki, ale ja chcę oryginalne – czy mam do nich prawo?”

Po latach obserwacji mechanizmów działania ubezpieczycieli dostrzegam pewien powtarzający się schemat. Ubezpieczyciel sporządza kosztorys naprawy, w którym pojawiają się tajemnicze oznaczenia: „P”, „PJ”, „Q”, „O”. Dla przeciętnego poszkodowanego to chińszczyzna. Dla ubezpieczyciela – sposób na obniżenie kosztów likwidacji szkody.

Ta kwestia fascynuje mnie szczególnie, bo pokazuje fundamentalny konflikt interesów. Poszkodowany chce, żeby jego auto było naprawione jak najlepiej – najlepiej tak, jakby wypadku w ogóle nie było. Ubezpieczyciel chce zapłacić jak najmniej. A prawo? Prawo mówi jasno – ale diabeł tkwi w szczegółach.

Niedawny wyrok Sądu Okręgowego w Poznaniu (II Ca 1941/21 z 19 stycznia 2022 r.) bardzo precyzyjnie wyjaśnił, kiedy poszkodowany ma prawo do części oryginalnych, a kiedy może być zobowiązany do użycia zamienników. I moim zdaniem – to orzeczenie powinien znać każdy, kto ma rozbite auto.

Co kryje się za symbolami: O, Q, P, PJ?

Zacznijmy od wyjaśnienia, co oznaczają te tajemnicze symbole, które pojawiają się w kosztorysach naprawy:

O (Original) – części oryginalne producenta pojazdu. To te same części, które zostały użyte w Twoim aucie podczas jego produkcji. Mają logo producenta (np. VW, Ford, Toyota) i najwyższą jakość.

Q (Quality) – części zamienne wyższej jakości, produkowane przez renomowanych producentów części (nie producenta pojazdu). Często porównywalna jakość do oryginalnych, ale bez logo producenta auta.

P (Premium aftermarket) – części zamienne średniej jakości. Produkowane przez mniej znane firmy, jakość różna.

PJ (budget aftermarket) – części zamienne najtańsze. Jakość często słaba, brak gwarancji dopasowania i trwałości.

Co ciekawe – różnice cenowe są znaczące. Część oryginalna może kosztować 2-3 razy więcej niż zamiennik PJ. Dlatego ubezpieczyciele tak chętnie wyceniają naprawę na podstawie części typu P lub PJ.

Sprawa V. Golfa – gdy ubezpieczyciel narzuca technologię

W sprawie rozpoznawanej przez Sąd Okręgowy w Poznaniu poszkodowana miała rozbity V. Golfa z 2008 roku. Ubezpieczyciel sporządził kosztorys naprawy, w którym przeważały części typu P i PJ – czyli najtańsze zamienniki.

Wyjątkiem były tylko:

  • Drzwi przednie lewe i tylne lewe (z uszczelkami) – typu O
  • Felga koła zapasowego – ale od innego producenta (felga (…) do V. Golfa)

Poszkodowana uznała, że to nie jest prawidłowa naprawa. Zlecenie naprawy z użyciem takich części oznaczałoby, że jej auto po naprawie nie będzie w stanie sprzed wypadku. Jakość zamienników PJ jest bowiem znacznie niższa niż części oryginalnych.

Ubezpieczyciel odpowiedział: to wystarczy do naprawy, więc płacimy tylko tyle.

Poszkodowana poszła do sądu. I wygrała.

Przełomowa uchwała Sądu Najwyższego – nowe części oryginalne

Sąd Okręgowy w Poznaniu powołał się na uchwałę Sądu Najwyższego w składzie 7 sędziów z dnia 12 kwietnia 2012 r. (III CZP 80/11). To orzeczenie zmieniło całkowicie polski rynek odszkodowań.

Co mówi ta uchwała?

„Zakład ubezpieczeń zobowiązany jest na żądanie poszkodowanego do wypłaty, w ramach odpowiedzialności z tytułu ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej posiadacza pojazdu mechanicznego, odszkodowania obejmującego celowe i ekonomicznie uzasadnione koszty nowych części i materiałów służących do naprawy uszkodzonego pojazdu.”

Mówiąc prościej: poszkodowany ma prawo do nowych części oryginalnych.

Ale jest jedno „ale”: „Jeżeli ubezpieczyciel wykaże, że prowadzi to do wzrostu wartości pojazdu, odszkodowanie może ulec obniżeniu o kwotę odpowiadającą temu wzrostowi.”

Co to znaczy w praktyce?

Z tej uchwały wynikają trzy fundamentalne zasady:

1. Domyślnie – części oryginalne nowe

Poszkodowany ma prawo żądać odszkodowania obliczonego na podstawie kosztów zakupu nowych części oryginalnych producenta pojazdu. To punkt wyjścia, standard, norma.

2. To ubezpieczyciel musi udowodnić, że powstał wzrost wartości

Jeśli ubezpieczyciel twierdzi, że naprawa częściami nowymi spowoduje wzrost wartości pojazdu (bo np. auto było stare, a teraz ma nowe części) – to on musi to udowodnić. Nie poszkodowany musi dowodzić, że ma prawo do nowych części, ale ubezpieczyciel musi wykazać podstawy do obniżenia odszkodowania.

3. Obniżenie tylko o kwotę wzrostu wartości

Nawet jeśli ubezpieczyciel udowodni wzrost wartości – może obniżyć odszkodowanie tylko o tę konkretną kwotę. Nie może arbitralnie narzucić części zamiennych typu P czy PJ.

W praktyce oznacza to koniec epoki, gdy ubezpieczyciele automatycznie wyceniali naprawy na podstawie najtańszych zamienników.

Dlaczego ubezpieczyciele tak bronią zamienników?

Obserwując przez lata praktykę ubezpieczycieli, dostrzegam pewien mechanizm ekonomiczny. Przyjmijmy przykładowe liczby:

  • Część oryginalna (O): 1000 zł
  • Zamiennik jakościowy (Q): 700 zł
  • Zamiennik średni (P): 500 zł
  • Zamiennik tani (PJ): 300 zł

Przy uszkodzeniu wymagającym wymiany 20 części różnica między kosztorysem z części oryginalnych a zamienników PJ może wynieść nawet 14 000 zł. Na jednej szkodzie.

Przy dziesiątkach tysięcy szkód rocznie – mówimy o setkach milionów złotych oszczędności dla ubezpieczycieli.

Dlatego tak desperacko bronią możliwości wyceny napraw z użyciem zamienników. I dlatego tak często w kosztorysach pojawiają się tajemnicze symbole P i PJ zamiast O.

Kiedy ubezpieczyciel może narzucić zamienniki?

Mimo przełomowej uchwały SN, są sytuacje, gdy ubezpieczyciel może uzasadnić obniżenie odszkodowania poniżej kosztów części oryginalnych. Ale musi to udowodnić.

Sytuacja 1: Pojazd bardzo stary

Jeśli naprawiasz 20-letnie auto, którego wartość rynkowa przed wypadkiem wynosiła 5000 zł, a wymiana uszkodzonych części na nowe oryginalne kosztuje 8000 zł – ubezpieczyciel może argumentować, że naprawa powoduje wzrost wartości pojazdu.

Ale uwaga: Musi to udowodnić opinią rzeczoznawcy, że:

  • Wartość auta przed wypadkiem wynosiła X zł
  • Wartość auta po naprawie częściami nowymi wyniesie X+Y zł
  • Dlatego odszkodowanie należy obniżyć o Y zł

Sytuacja 2: Części były już wymieniane

Jeśli naprawiasz element, który już wcześniej był uszkodzony i naprawiany (np. błotnik był już wymieniony 2 lata temu na nowy oryginalny), ubezpieczyciel może argumentować, że ponowna wymiana na nowy oryginalny spowoduje wzrost wartości.

Ale znowu: Musi to udowodnić dokumentacją z poprzedniej naprawy i opinią rzeczoznawcy.

Sytuacja 3: Części dostępne w niższej cenie

Jeśli ubezpieczyciel udowodni, że konkretne części oryginalne są dostępne u autoryzowanego dealera z rabatem (np. promocja, wyprzedaż rocznika) – może zastosować niższą cenę.

Ale pamiętaj: Musi udowodnić dostępność tych konkretnych części w tej konkretnej cenie, a nie ogólnie „mamy umowę z dostawcą” (o czym pisałem w poprzednim artykule).

Co było nie tak w sprawie z Leszna?

W sprawie V. Golfa ubezpieczyciel próbował zastosować wszystkie możliwe sztuczki:

  1. Wycenił naprawę z częściami P i PJ – mimo że auto miało tylko 10 lat i była to standardowa kolizja
  2. Nie udowodnił wzrostu wartości pojazdu – nie przedstawił żadnej opinii rzeczoznawcy o tym, że naprawa częściami O spowoduje wzrost wartości auta
  3. Próbował „wmuszać” zamienniki poprzez mechanizm rabatów – o którym pisałem szczegółowo w pierwszym artykule tej serii

Sąd ocenił to jednoznacznie: poszkodowana ma prawo do odszkodowania obliczonego na podstawie części oryginalnych (O). Biegły sądowy wycenił naprawę z użyciem części oryginalnych na 15.648,18 zł. Ubezpieczyciel wypłacił początkowo 11.770,84 zł (licząc z zamienników). Sąd zasądził różnicę.

Jak walczyć o części oryginalne – moja rada

Jeśli dostałeś kosztorys z ubezpieczyciela i widzisz w nim symbole P, PJ, Q zamiast O – nie akceptuj go automatycznie. Oto co powinieneś zrobić:

Krok 1: Złóż reklamację

Napisz do ubezpieczyciela (mailowo, żeby mieć potwierdzenie):

„Nie zgadzam się z wycenioną kwotą odszkodowania. Żądam przeliczenia kosztów naprawy na podstawie nowych oryginalnych części producenta pojazdu (symbol O), zgodnie z uchwałą Sądu Najwyższego z dnia 12 kwietnia 2012 r., III CZP 80/11.”

Krok 2: Zleć własną wycenę

Znajdź rzeczoznawcę samochodowego i poproś o wycenę naprawy z częściami oryginalnymi. Koszt: zwykle 200-500 zł. Ale jeśli różnica w odszkodowaniu to kilka tysięcy – warto.

Krok 3: Wyślij wezwanie do zapłaty

Jeśli ubezpieczyciel odmówi – wyślij wezwanie do zapłaty z własną wyceną i uzasadnieniem prawnym (uchwała SN). Daj termin 14 dni.

Krok 4: Pozew do sądu

Jeśli i to nie pomoże – pozostaje pozew. W takich sprawach koszty sądowe są relatywnie niskie (można liczyć opłatę od pozwu proporcjonalnie – 5% wartości przedmiotu sporu), a szanse na wygraną – wysokie, jeśli auto nie jest bardzo stare i ubezpieczyciel nie udowodni wzrostu wartości.

Jak ubezpieczyciel próbuje obejść prawo?

Po latach obserwacji mechanizmów działania ubezpieczycieli dostrzegam kilka powtarzających się sztuczek:

Sztuczka 1: „Części Q są równie dobre”

Ubezpieczyciel argumentuje: „Części jakościowe Q są równie dobre jak oryginalne O, więc czemu Pan/Pani chce więcej?”

Odpowiedź: Prawo daje mi prawo do części oryginalnych. Jeśli uważasz, że części Q są wystarczające – udowodnij, że naprawa częściami O spowoduje wzrost wartości mojego auta.

Sztuczka 2: „Ma Pan promocję u naszego dostawcy”

O tym pisałem w pierwszym artykule – ubezpieczyciel oferuje części O z rabatem, ale w praktyce ich nie dostarcza albo warunki są nie do spełnienia.

Odpowiedź: Jeśli oferujesz rabat – podaj konkretny sklep, konkretne części, konkretną cenę. Jak nie – płać pełną wartość.

Sztuczka 3: „Auto jest stare, więc obniżamy o stopień zużycia”

Ubezpieczyciel obniża wartość części o „stopień zużycia” – np. 20% za każdy rok użytkowania auta.

Odpowiedź: To nielegalne. Uchwała SN wyraźnie mówi o nowych częściach. Obniżenie możliwe jest tylko o wzrost wartości pojazdu, nie o abstrakcyjny „stopień zużycia”.

Czy warto walczyć o części oryginalne?

Odpowiedź zależy od konkretnej sytuacji:

Warto walczyć, gdy:

  • Auto jest relatywnie nowe (do 10-12 lat)
  • Różnica między kosztorysem ubezpieczyciela a wyceną z części O jest znacząca (powyżej 3000 zł)
  • Auto jest dobrze utrzymane i nie miało wcześniej poważnych napraw
  • Chcesz zachować wartość auta (np. planujesz je sprzedać)

Może nie warto, gdy:

  • Auto jest bardzo stare (ponad 15 lat) i ma niską wartość rynkową
  • Różnica w kosztorysach jest minimalna (poniżej 1000 zł)
  • Auto i tak planujesz niedługo wymienić
  • Koszt walki (rzeczoznawca, prawnik, czas) przewyższa potencjalny zysk

Podsumowanie – Twoje prawo do pełnej naprawy

Ten wyrok potwierdza coś, co uważam za fundamentalne: poszkodowany ma prawo do pełnej naprawy pojazdu, przywracającej go do stanu sprzed wypadku. A pełna naprawa oznacza domyślnie użycie nowych części oryginalnych producenta.

Ubezpieczyciel może zaproponować alternatywę (części Q, własny dostawca z rabatem), ale nie może jej narzucić. I nie może automatycznie obniżać odszkodowania tylko dlatego, że zastosował w kosztorysie części PJ zamiast O.

Jeśli chce obniżyć – musi udowodnić podstawy. To na nim ciąży ciężar dowodu (art. 6 k.c.).

A poszkodowana z Leszna? Wygrała i dostała pełne odszkodowanie na podstawie części oryginalnych. Mimo że ubezpieczyciel przez całe postępowanie bronił swojego kosztorysu z częściami P i PJ.

Czasem warto walczyć o swoje.


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawospadkowepoznan.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl

PZU liczy, COMPENSA płaci – chaos w likwidacji szkód między ubezpieczycielami

Wprowadzenie

Kilka tygodni temu siedziałem nad aktami sprawy mojego klienta i nie mogłem uwierzyć w to, co czytam. PZU S.A. przeprowadziło likwidację szkody, wyliczyło koszty naprawy, sporządziło szczegółowy kosztorys. A potem COMPENSA – która miała zapłacić odszkodowanie w ramach BLS – wzięła to wyliczenie, zaakceptowała je… i nagle stwierdziła: „to za dużo, nie zapłacimy pełnej kwoty”.

Moment, co?

Jeden ubezpieczyciel liczy, drugi płaci, a poszkodowany tkwi w środku tego absurdu. To niestety coraz częstszy obraz polskiego systemu BLS (Bezpośredniej Likwidacji Szkód). I dziś chcę Wam opowiedzieć, jak to wygląda w praktyce i co możecie z tym zrobić.

Czym jest BLS i dlaczego miało być pięknie

BLS, czyli Bezpośrednia Likwidacja Szkód, to system wprowadzony, żeby uprościć życie poszkodowanym w wypadkach komunikacyjnych. Idea była prosta: zamiast zgłaszać szkodę do ubezpieczyciela sprawcy (co mogło trwać miesiącami), zgłaszasz ją do swojego ubezpieczyciela, który szybko ją likwiduje i wypłaca odszkodowanie. Potem ubezpieczyciele rozliczają się między sobą.

Brzmi świetnie, prawda?

W teorii tak. W praktyce… cóż, zobaczcie co się stało w sprawie mojego klienta.

Sprawa przedsiębiorcy vs COMPENSA – absurd na żywo

Mój klient, \miał wykupione OC w PZU S.A. Uległ wypadkowi spowodowanemu przez kierowcę ubezpieczonego w COMPENSA. Zgodnie z zasadami BLS, szkodę zgłosił do swojego ubezpieczyciela – PZU.

PZU przeprowadziło postępowanie likwidacyjne:

  • Dokonano oględzin pojazdu
  • Sporządzono szczegółowy kosztorys naprawy
  • Ustalono wartość pojazdu przed i po szkodzie
  • Wyliczono wysokość odszkodowania

Wszystko zgodnie z procedurami. PZU jako profesjonalny ubezpieczyciel, z doświadczeniem, systemami eksperckimi (Eurotax, Info-Ekspert), rzeczoznawcami.

A potem COMPENSA – która miała zwrócić PZU poniesione koszty (i płacić poszkodowanemu resztę należności) – nagle stwierdziła: „Wyliczenie PZU jest nieprawidłowe. To za dużo”.

I tu zaczyna się najciekawsza część.

Paradoks: ubezpieczyciel kwestionuje wyliczenie… innego ubezpieczyciela

W sprzeciwie od nakazu zapłaty COMPENSA argumentowała, że należy przeprowadzić opinię biegłego, aby:

  1. Ustalić koszt naprawy przy zastosowaniu części jakości „Q” (zamienniki), a nie „O” (oryginalne)
  2. Zweryfikować wartość pojazdu w oparciu o systemy eksperckie

Problem w tym, że:

  • PZU już to wszystko ustaliło – użyło tych samych systemów eksperckich, tych samych standardów branżowych
  • COMPENSA przyjęła to wyliczenie – nie przeprowadziła własnego postępowania likwidacyjnego, tylko oparła się na kalkulacji PZU
  • A teraz nagle to kwestionuje

Z mojego doświadczenia wiem, że to klasyczna taktyka zwlekania. COMPENSA przyjęła wyliczenie PZU, wypłaciła część odszkodowania, a potem – gdy poszkodowany domaga się reszty – nagle „odkrywa”, że wyliczenie było błędne.

Dlaczego ubezpieczyciele kwestionują wyliczenia swoich kolegów po fachu?

To pytanie zadaję sobie od lat. Teoretycznie wszyscy ubezpieczyciele:

  • Stosują te same systemy eksperckie (Eurotax, Info-Ekspert, Audatex)
  • Mają dostęp do tych samych baz danych o cenach części
  • Zatrudniają rzeczoznawców z tych samych szkół i kursów
  • Podlegają tym samym przepisom prawa

A jednak w praktyce widzę, że gdy jeden ubezpieczyciel liczy, a drugi ma płacić – nagle pojawiają się „wątpliwości”.

Moja teoria? To proste – gdy płaci ktoś inny, łatwiej jest kwestionować. PZU wyliczając szkodę dla swojego klienta (w ramach BLS) nie ma interesu w zaniżaniu odszkodowania. Ale COMPENSA, która ma to zwrócić, już ma taki interes.

I nagle okazuje się, że „wyliczenie PZU wymaga weryfikacji biegłego”.

Poszkodowany w środku – co się dzieje w praktyce

Wyobraźcie sobie sytuację poszkodowanego:

  1. Masz wypadek (nie z Twojej winy)
  2. Zgłaszasz szkodę do swojego ubezpieczyciela (PZU), bo tak działa BLS
  3. PZU liczy szkodę, wszystko dokumentuje, sporządza kosztorys
  4. Część odszkodowania dostaje od PZU, reszta ma przyjść od COMPENSA (sprawca ubezpieczony w COMPENSA)
  5. COMPENSA przyjmuje wyliczenie PZU… ale wypłaca mniej
  6. Piszesz reklamację – odmowa
  7. Idziesz do sądu – COMPENSA nagle kwestionuje wyliczenie PZU i wnosi o opinię biegłego

Efekt? Sprawa przedłuża się o rok, półtorej roku. Poszkodowany czeka na opinię biegłego, która – uwaga – potwierdzi to, co już ustalił PZU.

Bo przecież biegły sądowy użyje tych samych systemów eksperckich, tego samego orzecznictwa, tych samych standardów branżowych co PZU. Tylko że zajmie mu to 6-12 miesięcy.

Jak się bronić przed tym absurdem?

W replice na sprzeciw COMPENSA napisałem wprost ):

„Wnoszę o pominięcie przeprowadzenia opinii biegłego (…) z uwagi na fakt, iż są nieistotne oraz zmierzają do wydłużenia postępowania. W ocenie powoda wnioski te zmierzają jedynie do przedłużenia sprawy.”

I dalej argumentowałem:

„Pozwany, bazując swoją strategię obrony na domniemaniu prawidłowości kalkulacji PZU S.A., wydaje się nie być świadomym metodologii zastosowanej przez ubezpieczyciela przy konstruowaniu kosztorysu.”

Innymi słowy: COMPENSA przyjęła wyliczenie PZU jako prawidłowe, a teraz nagle chce je kwestionować. To sprzeczne stanowisko.

Moja rada praktyczna:

  1. Dokumentuj wszystko – zbieraj całą korespondencję z ubezpieczycielami
  2. Wykaż sprzeczność – jeśli ubezpieczyciel przyjął wyliczenie, a potem je zakwestionował, to użyj tego w sądzie
  3. Wnoś o pominięcie zbędnych dowodów – sąd może (i powinien) pominąć wnioski dowodowe, które służą tylko zwlekaniu
  4. Od razu wnoś o opinię biegłego – jeśli wiesz, że ubezpieczyciel będzie kwestionował Twoje wyliczenie, od razu wnieś o biegłego, zamiast czekać na sprzeciw

Czy BLS rzeczywiście upraszcza życie poszkodowanym?

To pytanie, które zadaję sobie coraz częściej. W założeniu BLS miało przyspieszyć i uprościć likwidację szkód. I faktycznie – na etapie zgłoszenia szkody jest szybciej. Zgłaszasz do swojego ubezpieczyciela, nie musisz szukać kontaktu do ubezpieczyciela sprawcy.

Ale potem zaczyna się problem. Twój ubezpieczyciel liczy szkodę, ale płaci ubezpieczyciel sprawcy. I nagle pojawia się konflikt interesów:

  • Twój ubezpieczyciel nie ma motywu do zaniżania (bo nie on płaci)
  • Ubezpieczyciel sprawcy ma motyw do zaniżania (bo on płaci)
  • A Ty tkwisz w środku

W klasycznym systemie (bez BLS) przynajmniej było jasne: ubezpieczyciel sprawcy liczy i płaci. Jedna strona, jeden proces. Teraz mamy: jeden liczy, drugi płaci, trzeci (poszkodowany) czeka.

Refleksja na zakończenie

To niestety coraz częstszy schemat, który widzę w mojej praktyce.

System BLS miał być ułatwieniem. A stał się polem do gier między ubezpieczycielami, gdzie poszkodowany jest pionkiem.

Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że COMPENSA w końcu pewnie przegra tę sprawę. Biegły sądowy – jeśli sąd zdecyduje się go powołać – najprawdopodobniej potwierdzi wyliczenie PZU. Bo obie strony używają tych samych narzędzi, tych samych standardów.

Ale ubezpieczyciel zyska czas. Rok, półtorej roku. I być może poszkodowany zmęczony czekaniem zaproponuje ugodę na niższą kwotę. Bo przecież „kto wie, co powie biegły”.

A Wy macie doświadczenia z BLS? Spotkaliście się z sytuacją, gdzie jeden ubezpieczyciel liczył, a drugi kwestionował? Piszcie w komentarzach – to fascynujący temat, który zasługuje na głębszą dyskusję.


ŹRÓDŁA:

  • Ustawa z dnia 22 maja 2003 r. o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych

Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawnikododszkodowan.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.plRetry