PZU liczy, COMPENSA płaci – chaos w likwidacji szkód między ubezpieczycielami

Wprowadzenie

Kilka tygodni temu siedziałem nad aktami sprawy mojego klienta i nie mogłem uwierzyć w to, co czytam. PZU S.A. przeprowadziło likwidację szkody, wyliczyło koszty naprawy, sporządziło szczegółowy kosztorys. A potem COMPENSA – która miała zapłacić odszkodowanie w ramach BLS – wzięła to wyliczenie, zaakceptowała je… i nagle stwierdziła: „to za dużo, nie zapłacimy pełnej kwoty”.

Moment, co?

Jeden ubezpieczyciel liczy, drugi płaci, a poszkodowany tkwi w środku tego absurdu. To niestety coraz częstszy obraz polskiego systemu BLS (Bezpośredniej Likwidacji Szkód). I dziś chcę Wam opowiedzieć, jak to wygląda w praktyce i co możecie z tym zrobić.

Czym jest BLS i dlaczego miało być pięknie

BLS, czyli Bezpośrednia Likwidacja Szkód, to system wprowadzony, żeby uprościć życie poszkodowanym w wypadkach komunikacyjnych. Idea była prosta: zamiast zgłaszać szkodę do ubezpieczyciela sprawcy (co mogło trwać miesiącami), zgłaszasz ją do swojego ubezpieczyciela, który szybko ją likwiduje i wypłaca odszkodowanie. Potem ubezpieczyciele rozliczają się między sobą.

Brzmi świetnie, prawda?

W teorii tak. W praktyce… cóż, zobaczcie co się stało w sprawie mojego klienta.

Sprawa przedsiębiorcy vs COMPENSA – absurd na żywo

Mój klient, \miał wykupione OC w PZU S.A. Uległ wypadkowi spowodowanemu przez kierowcę ubezpieczonego w COMPENSA. Zgodnie z zasadami BLS, szkodę zgłosił do swojego ubezpieczyciela – PZU.

PZU przeprowadziło postępowanie likwidacyjne:

  • Dokonano oględzin pojazdu
  • Sporządzono szczegółowy kosztorys naprawy
  • Ustalono wartość pojazdu przed i po szkodzie
  • Wyliczono wysokość odszkodowania

Wszystko zgodnie z procedurami. PZU jako profesjonalny ubezpieczyciel, z doświadczeniem, systemami eksperckimi (Eurotax, Info-Ekspert), rzeczoznawcami.

A potem COMPENSA – która miała zwrócić PZU poniesione koszty (i płacić poszkodowanemu resztę należności) – nagle stwierdziła: „Wyliczenie PZU jest nieprawidłowe. To za dużo”.

I tu zaczyna się najciekawsza część.

Paradoks: ubezpieczyciel kwestionuje wyliczenie… innego ubezpieczyciela

W sprzeciwie od nakazu zapłaty COMPENSA argumentowała, że należy przeprowadzić opinię biegłego, aby:

  1. Ustalić koszt naprawy przy zastosowaniu części jakości „Q” (zamienniki), a nie „O” (oryginalne)
  2. Zweryfikować wartość pojazdu w oparciu o systemy eksperckie

Problem w tym, że:

  • PZU już to wszystko ustaliło – użyło tych samych systemów eksperckich, tych samych standardów branżowych
  • COMPENSA przyjęła to wyliczenie – nie przeprowadziła własnego postępowania likwidacyjnego, tylko oparła się na kalkulacji PZU
  • A teraz nagle to kwestionuje

Z mojego doświadczenia wiem, że to klasyczna taktyka zwlekania. COMPENSA przyjęła wyliczenie PZU, wypłaciła część odszkodowania, a potem – gdy poszkodowany domaga się reszty – nagle „odkrywa”, że wyliczenie było błędne.

Dlaczego ubezpieczyciele kwestionują wyliczenia swoich kolegów po fachu?

To pytanie zadaję sobie od lat. Teoretycznie wszyscy ubezpieczyciele:

  • Stosują te same systemy eksperckie (Eurotax, Info-Ekspert, Audatex)
  • Mają dostęp do tych samych baz danych o cenach części
  • Zatrudniają rzeczoznawców z tych samych szkół i kursów
  • Podlegają tym samym przepisom prawa

A jednak w praktyce widzę, że gdy jeden ubezpieczyciel liczy, a drugi ma płacić – nagle pojawiają się „wątpliwości”.

Moja teoria? To proste – gdy płaci ktoś inny, łatwiej jest kwestionować. PZU wyliczając szkodę dla swojego klienta (w ramach BLS) nie ma interesu w zaniżaniu odszkodowania. Ale COMPENSA, która ma to zwrócić, już ma taki interes.

I nagle okazuje się, że „wyliczenie PZU wymaga weryfikacji biegłego”.

Poszkodowany w środku – co się dzieje w praktyce

Wyobraźcie sobie sytuację poszkodowanego:

  1. Masz wypadek (nie z Twojej winy)
  2. Zgłaszasz szkodę do swojego ubezpieczyciela (PZU), bo tak działa BLS
  3. PZU liczy szkodę, wszystko dokumentuje, sporządza kosztorys
  4. Część odszkodowania dostaje od PZU, reszta ma przyjść od COMPENSA (sprawca ubezpieczony w COMPENSA)
  5. COMPENSA przyjmuje wyliczenie PZU… ale wypłaca mniej
  6. Piszesz reklamację – odmowa
  7. Idziesz do sądu – COMPENSA nagle kwestionuje wyliczenie PZU i wnosi o opinię biegłego

Efekt? Sprawa przedłuża się o rok, półtorej roku. Poszkodowany czeka na opinię biegłego, która – uwaga – potwierdzi to, co już ustalił PZU.

Bo przecież biegły sądowy użyje tych samych systemów eksperckich, tego samego orzecznictwa, tych samych standardów branżowych co PZU. Tylko że zajmie mu to 6-12 miesięcy.

Jak się bronić przed tym absurdem?

W replice na sprzeciw COMPENSA napisałem wprost ):

„Wnoszę o pominięcie przeprowadzenia opinii biegłego (…) z uwagi na fakt, iż są nieistotne oraz zmierzają do wydłużenia postępowania. W ocenie powoda wnioski te zmierzają jedynie do przedłużenia sprawy.”

I dalej argumentowałem:

„Pozwany, bazując swoją strategię obrony na domniemaniu prawidłowości kalkulacji PZU S.A., wydaje się nie być świadomym metodologii zastosowanej przez ubezpieczyciela przy konstruowaniu kosztorysu.”

Innymi słowy: COMPENSA przyjęła wyliczenie PZU jako prawidłowe, a teraz nagle chce je kwestionować. To sprzeczne stanowisko.

Moja rada praktyczna:

  1. Dokumentuj wszystko – zbieraj całą korespondencję z ubezpieczycielami
  2. Wykaż sprzeczność – jeśli ubezpieczyciel przyjął wyliczenie, a potem je zakwestionował, to użyj tego w sądzie
  3. Wnoś o pominięcie zbędnych dowodów – sąd może (i powinien) pominąć wnioski dowodowe, które służą tylko zwlekaniu
  4. Od razu wnoś o opinię biegłego – jeśli wiesz, że ubezpieczyciel będzie kwestionował Twoje wyliczenie, od razu wnieś o biegłego, zamiast czekać na sprzeciw

Czy BLS rzeczywiście upraszcza życie poszkodowanym?

To pytanie, które zadaję sobie coraz częściej. W założeniu BLS miało przyspieszyć i uprościć likwidację szkód. I faktycznie – na etapie zgłoszenia szkody jest szybciej. Zgłaszasz do swojego ubezpieczyciela, nie musisz szukać kontaktu do ubezpieczyciela sprawcy.

Ale potem zaczyna się problem. Twój ubezpieczyciel liczy szkodę, ale płaci ubezpieczyciel sprawcy. I nagle pojawia się konflikt interesów:

  • Twój ubezpieczyciel nie ma motywu do zaniżania (bo nie on płaci)
  • Ubezpieczyciel sprawcy ma motyw do zaniżania (bo on płaci)
  • A Ty tkwisz w środku

W klasycznym systemie (bez BLS) przynajmniej było jasne: ubezpieczyciel sprawcy liczy i płaci. Jedna strona, jeden proces. Teraz mamy: jeden liczy, drugi płaci, trzeci (poszkodowany) czeka.

Refleksja na zakończenie

To niestety coraz częstszy schemat, który widzę w mojej praktyce.

System BLS miał być ułatwieniem. A stał się polem do gier między ubezpieczycielami, gdzie poszkodowany jest pionkiem.

Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że COMPENSA w końcu pewnie przegra tę sprawę. Biegły sądowy – jeśli sąd zdecyduje się go powołać – najprawdopodobniej potwierdzi wyliczenie PZU. Bo obie strony używają tych samych narzędzi, tych samych standardów.

Ale ubezpieczyciel zyska czas. Rok, półtorej roku. I być może poszkodowany zmęczony czekaniem zaproponuje ugodę na niższą kwotę. Bo przecież „kto wie, co powie biegły”.

A Wy macie doświadczenia z BLS? Spotkaliście się z sytuacją, gdzie jeden ubezpieczyciel liczył, a drugi kwestionował? Piszcie w komentarzach – to fascynujący temat, który zasługuje na głębszą dyskusję.


ŹRÓDŁA:

  • Ustawa z dnia 22 maja 2003 r. o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych

Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawnikododszkodowan.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.plRetry

Stawki za roboczogodzinę, czyli jak ubezpieczyciele oszczędzają na Tobie (a Sąd Najwyższy im to zabrania)

Kilka dni temu zadzwonił do mnie znajomy z pytaniem, które słyszę coraz częściej: „Bartosz, miałem stłuczkę, warsztat wycenił naprawę na 18 tysięcy, a ubezpieczyciel wypłacił mi 13. Mówią, że stawka mojego warsztatu jest »nierynkowa«. Co to w ogóle znaczy?”. Odpowiedziałem mu, co zawsze w takich sytuacjach: „To znaczy, że próbują Cię oszukać, powołując się na przepisy, których albo nie rozumieją, albo celowo ignorują”.

I o tym właśnie chcę dzisiaj napisać – o stawkach za roboczogodzinę w szkodach komunikacyjnych, które stały się polem bitwy między poszkodowanymi a ubezpieczycielami. O tym, jak firmy ubezpieczeniowe próbują wmówić ludziom, że mają prawo narzucać im najniższe ceny na rynku. I o tym, dlaczego Sąd Najwyższy od dwudziestu lat konsekwentnie mówi im: nie, nie macie.

Jak to wygląda w praktyce?

Wyobraź sobie taką sytuację: ktoś wjechał Ci w tył na światłach. Twoja wina? Zero. Szkoda? Klasyczna – zderzak, błotnik, lampa. Idziesz do warsztatu, w którym zawsze naprawiasz auto, znasz ludzi, ufasz im. Robią kosztorys: 200 roboczogodzin prac blacharskich po 140 zł netto, 50 roboczogodzin lakierniczych po 160 zł. Razem z częściami wychodzi 35 tysięcy złotych.

Wysyłasz kosztorys do ubezpieczyciela sprawcy. I tu zaczyna się cyrk. Dostaje odpowiedź: „Po analizie rynku lokalnego ustaliliśmy, że stawka za roboczogodzinę wynosi 95 zł dla prac blacharskich i 110 zł dla lakierniczych. Odszkodowanie: 24 500 zł”. Różnica? Ponad 10 tysięcy złotych.

Co ciekawe – kiedy pytasz, skąd wzięli te stawki, odpowiadają: „Z naszej sieci partnerskich warsztatów”. Aha. Czyli z umów, które sami wynegocjowali z warsztatami, które chcą mieć stały przypływ klientów i są gotowe zejść z ceny. Tylko co to ma wspólnego z rynkiem lokalnym, na którym Ty, jako poszkodowany, faktycznie działasz?

Co na to Sąd Najwyższy?

Z mojego doświadczenia wynika, że większość poszkodowanych w tym momencie rezygnuje. „No trudno, wezmę te 24, dopłacę 10 z własnej kieszeni, byle mieć sprawny samochód”. I właśnie na tym polega problem – ubezpieczyciele liczą na to, że ludzie odpuszczą.

Tymczasem Sąd Najwyższy już ponad dwadzieścia lat temu ustalił zasady gry. W przełomowej uchwale z 13 czerwca 2003 r. (III CZP 32/03) stwierdził wprost: „Kosztami ekonomicznie uzasadnionymi są koszty ustalone według cen, którymi posługuje się wybrany przez poszkodowanego warsztat naprawczy dokonujący naprawy samochodu. Nie ma przy tym znaczenia fakt, że ceny te odbiegają (są wyższe) od cen przeciętnych dla określonej kategorii usług naprawczych na rynku”.

Przeczytaj to jeszcze raz, bo to jest klucz do sprawy. Sąd Najwyższy mówi jasno: jeśli Twój warsztat bierze 140 zł za roboczogodzinę, a to mieści się w stawkach rynkowych (niekoniecznie przeciętnych czy najniższych – rynkowych!), to ubezpieczyciel ma Ci tyle zapłacić. Kropka.

Dlaczego? Bo – jak wyjaśnił SN w innej uchwale z 17 maja 2007 r. (III CZP 150/06) – szkoda powstaje w momencie wypadku, nie w momencie naprawy. Odszkodowanie ma wyrównać uszczerbek majątkowy, który pojawił się w Twoim majątku od razu po kolizji. A ten uszczerbek to nie koszt najniższej możliwej naprawy, tylko koszt przywrócenia pojazdu do stanu sprzed wypadku w warunkach rynkowych.

A co z „obowiązkiem minimalizacji szkody”?

Tutaj ubezpieczyciele wyciągają swój koronny argument: „Ale pan ma obowiązek minimalizować szkodę! Nie może pan iść do najdroższego warsztatu i żądać pełnego zwrotu!”. I faktycznie, art. 354 § 2 Kodeksu cywilnego mówi, że wierzyciel (czyli Ty jako poszkodowany) powinien współdziałać z dłużnikiem (ubezpieczycielem) przy wykonywaniu zobowiązania.

Tylko że – i to jest istotne – to ubezpieczyciel musi wykazać, że Twoje koszty są nieuzasadnione. Nie wystarczy powiedzieć „nasz warsztat partnerski by zrobił taniej”. Musi udowodnić, że stawki Twojego warsztatu są rażąco wyższe od rynkowych, że przekraczają normalną rozpiętość cen na lokalnym rynku. A skoro kilka lat temu (dane z 2017 r.) średnia rozpiętość stawek w warsztatach zrzeszonych w organizacjach rzemieślniczych wynosiła od 85 do 174 zł netto, to warsztat za 140 zł idealnie się w tym mieści.

Co więcej – Rzecznik Finansowy w swoim raporcie z czerwca 2022 r. wprost napisał, że ubezpieczyciele często jako „dowód” przedstawiają wyłącznie fakt, że ich sieć partnerska oferuje stawki niższe. To nie jest żaden dowód. To jest próba wmówienia Ci, że masz się zadowolić najniższą ceną na rynku, podczas gdy prawo daje Ci prawo do wyboru.

Co powinieneś zrobić?

Jeśli dostałeś zaniżone odszkodowanie z powodu stawek za roboczogodzinę, masz kilka opcji:

1. Złóż reklamację – powołaj się na uchwały Sądu Najwyższego (III CZP 32/03, III CZP 68/01, III CZP 150/06) i zażądaj wyjaśnienia, na jakiej podstawie ubezpieczyciel ustalił swoje stawki. Zgodnie z Wytycznymi KNF (nr 15.3), ubezpieczyciel jest obowiązany przedstawić Ci szczegółowe wyjaśnienia i – uwaga – wskazać warsztat w Twojej okolicy, który za tę cenę jest w stanie naprawić auto. Jeśli nie może – sprawa jest przegrana dla niego.

2. Zbierz dowody rynkowości stawek – poproś kilka warsztatów w swojej okolicy o wycenę kosztorysową. Jeśli większość operuje w podobnych widełkach co Twój warsztat, masz dowód, że stawka jest rynkowa.

3. Nie daj się zastraszyć wymogiem faktury – ubezpieczyciele często warunkują dopłatę przedłożeniem rachunku z warsztatu. To manipulacja. Sąd Najwyższy wielokrotnie stwierdził, że szkoda powstaje w momencie wypadku, nie naprawy. Kosztorys to w pełni wystarczający dokument.

4. Jeśli reklamacja nie pomogła – złóż wniosek o interwencję do Rzecznika Finansowego lub rozważ postępowanie sądowe. Pamiętaj, że masz 3 lata na dochodzenie roszczenia (liczonych od dnia wypadku).

Dlaczego to mnie wkurza?

Wiesz, co mnie najbardziej irytuje w tej całej sytuacji? To, że ubezpieczyciele doskonale znają orzecznictwo. Wiedzą, co mówi Sąd Najwyższy. Wiedzą, jakie są Wytyczne KNF. A mimo to konsekwentnie zaniżają odszkodowania, licząc na to, że ludzie odpuszczą.

Z raportu Rzecznika Finansowego wynika, że aż 45% porad telefonicznych dotyczących ubezpieczeń dotyczy problemów z likwidacją szkód OC. Rocznie wpływa ponad 2,5 tysiąca wniosków o interwencję w tych sprawach. To nie są przypadki – to systemowa praktyka.

I dlatego piszę tego bloga. Bo uważam, że prawo odszkodowawcze to nie tylko paragrafy i wyroki – to przede wszystkim ludzie, którzy mają prawo do sprawiedliwego traktowania. A kiedy ubezpieczyciel mówi Ci, że „Twój warsztat jest za drogi”, nie negocjuj – przypominaj mu, co powiedział Sąd Najwyższy.


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl

„Wykładnia umów w praktyce sądowej – przypadek błędnie sporządzonej cesji”

Wprowadzenie

W mojej kancelarii w Poznaniu regularnie spotykam się z sytuacją, gdy warsztaty naprawcze, wypożyczalnie pojazdów czy firmy windykacyjne popełniają błędy w umowach cesji wierzytelności. Najczęstsze? Błędne wskazanie dłużnika, nieprecyzyjny opis wierzytelności, pomyłki w datach czy numerach rejestracyjnych pojazdów. Ubezpieczyciele natychmiast wykorzystują takie błędy, kwestionując skuteczność cesji.

Przez lata obserwuję, jak sądy podchodzą do wykładni wadliwie sformułowanych umów. Nie zawsze litera umowy jest najważniejsza – czasem liczy się całokształt okoliczności, zgodny zamiar stron i cel umowy. Niedawne orzeczenie Sądu Okręgowego w Poznaniu (sygn. II Ca 206/21) to doskonała lekcja, jak prawidłowo interpretować błędnie sporządzoną umowę cesji, stosując art. 65 § 2 k.c.

Ta sprawa szczególnie mnie fascynuje, bo pokazuje, że nawet poważna pomyłka w umowie nie musi być śmiertelna, jeśli z całokształtu dokumentów wynika, jaka była rzeczywista wola stron.

Disclaimer: Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej.

Spis treści

  1. Art. 65 § 2 k.c. – podstawa wykładni oświadczeń woli
  2. Wykładnia literalna vs wykładnia funkcjonalna
  3. Przypadek z Poznania – jak sąd interpretował wadliwą umowę cesji
  4. Znaczenie kontekstu i pozostałych dokumentów
  5. Praktyczne wskazówki dla podmiotów nabywających roszczenia

Art. 65 § 2 k.c. – podstawa wykładni oświadczeń woli

Art. 65 § 2 k.c. to jeden z najważniejszych przepisów polskiego prawa cywilnego. Stanowi:

Art. 65 § 2 k.c.
W umowach należy raczej badać, jaki był zgodny zamiar stron i cel umowy, aniżeli opierać się na jej dosłownym brzmieniu.

Ten przepis daje sądom jasną dyrektywę: nie trzymajcie się kurczowo literalnego brzmienia umowy. Badajcie, co strony faktycznie chciały osiągnąć, jaki był cel umowy, jaka była ich zgodna wola.

W praktyce oznacza to, że jeśli w umowie pojawi się błąd (literówka, pomyłka, nieprecyzyjne sformułowanie), sąd nie musi uznawać umowy za nieważną lub nieskuteczną. Może – i powinien – zbadać, co strony faktycznie miały na myśli.

Zastanawia mnie, dlaczego tak wiele firm używa niewłaściwych wzorców umów. Koszt profesjonalnego przygotowania dokumentacji jest niewielki w porównaniu do ryzyka procesowego. Ale nawet jeśli błąd się pojawi, art. 65 § 2 k.c. daje szansę na jego „naprawienie” przez sąd.

Wykładnia literalna vs wykładnia funkcjonalna

W teorii prawa wyróżnia się dwa podstawowe sposoby interpretacji umów:

Wykładnia literalna (językowa)

Polega na analizie dosłownego brzmienia umowy. Sąd bada, co strony napisały w dokumencie, jakie użyły słowa, jakie sformułowania. Wykładnia literalna jest punktem wyjścia – sąd zawsze najpierw czyta umowę i stara się zrozumieć jej treść na podstawie użytych słów.

Wykładnia funkcjonalna (celowościowa)

Polega na analizie zgodnego zamiaru stron i celu umowy. Sąd nie poprzestaje na dosłownym brzmieniu, ale bada:

  • Co strony chciały osiągnąć?
  • Jaki był cel umowy?
  • Jak strony wykonywały umowę po jej zawarciu?
  • Jaki był kontekst zawarcia umowy?

Art. 65 § 2 k.c. nakazuje sądom preferować wykładnię funkcjonalną nad literalną. Oczywiście jeśli tekst umowy jest jasny i nie budzi wątpliwości, sąd zastosuje wykładnię literalną. Ale jeśli w umowie pojawią się niejasności, sprzeczności lub błędy, sąd ma obowiązek zbadać zgodny zamiar stron.

Przypadek z Poznania – jak sąd interpretował wadliwą umowę cesji

Firma P. sp.k. zajmująca się najmem pojazdów zastępczych zawarła 24 lutego 2019 r. umowę cesji z panem T.R., którego samochód został uszkodzony w wypadku. Przedmiotem cesji były roszczenia odszkodowawcze wobec ubezpieczyciela sprawcy wypadku.

Problem? W umowie cesji jako dłużnika wskazano Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny zamiast właściwego towarzystwa ubezpieczeniowego ((…) S.A.). To poważny błąd, bo UFG odpowiada tylko w określonych sytuacjach (sprawca nieznany, nieubezpieczony), a nie w zwykłych wypadkach komunikacyjnych.

Ubezpieczyciel wykorzystał tę pomyłkę, kwestionując legitymację procesową firmy. Sąd Rejonowy w Chodzieży stanął po jego stronie i oddalił powództwo, uznając, że błąd w umowie czyni cesję nieskuteczną.

Firma odwołała się do Sądu Okręgowego w Poznaniu, który zastosował art. 65 § 2 k.c. i dokonał wykładni funkcjonalnej umowy cesji. Sąd stwierdził:

„Analiza treści umowy cesji wierzytelności z 24 lutego 2019 r., niewątpliwie zawierającej wskazanie innego podmiotu niż pozwany jako dłużnika cedowanej wierzytelności, w połączeniu z treścią pozostałych dokumentów zawierających oświadczenia cedenta, pozwalają przyjąć, że przedmiotem cesji była wierzytelność o odszkodowanie przysługująca T.R. względem pozwanego.”

Innymi słowy, Sąd Okręgowy nie poprzestał na literalnym brzmieniu umowy cesji. Zbadał:

  • Treść pozostałych dokumentów (oświadczenie poszkodowanego, upoważnienie do wypłaty),
  • Kontekst zawarcia umowy (źródło szkody, dane pojazdów),
  • Zachowanie stron po zawarciu umowy (postępowanie likwidacyjne z ubezpieczycielem).

Na tej podstawie Sąd ustalił, że pomimo błędu w literalnym brzmieniu umowy, zgodny zamiar stron był jasny: poszkodowany chciał przenieść na firmę wierzytelność wobec ubezpieczyciela sprawcy wypadku, a firma chciała tę wierzytelność nabyć.

Znaczenie kontekstu i pozostałych dokumentów

Kluczowe w tej sprawie było to, że Sąd Okręgowy nie oceniał umowy cesji w oderwaniu od pozostałych dokumentów. Zbadał całokształt okoliczności, w tym:

1. Oświadczenie poszkodowanego w sprawie cesji

Poszkodowany złożył 24 lutego 2019 r. oświadczenie, w którym potwierdził zawarcie umowy cesji z firmą P. i przeniesienie na nią wierzytelności związanych ze szkodą z 23.02.2019 r. W oświadczeniu tym nie ma mowy o UFG – poszkodowany wyraźnie wskazał, że cesja dotyczy roszczeń związanych z konkretnym zdarzeniem szkodzącym.

2. Upoważnienie do wypłaty odszkodowania

Poszkodowany upoważnił firmę P. do odbioru odszkodowania należnego w związku ze szkodą z 23.02.2019 r. spowodowaną przez kierującego pojazdem o numerze rejestracyjnym (…). Ponownie potwierdzono cesję, bez wzmianki o UFG.

3. Zachowanie ubezpieczyciela w postępowaniu likwidacyjnym

Ubezpieczyciel przez kilka miesięcy prowadził postępowanie likwidacyjne z firmą P., traktując ją jako wierzyciela, i wypłacił częściowe odszkodowanie. Dopiero w sądzie zaczął kwestionować cesję. Z perspektywy wykładni umowy to istotne – zachowanie ubezpieczyciela potwierdza, że nie miał wątpliwości, iż cesja dotyczy wierzytelności wobec niego, a nie wobec UFG.

4. Źródło szkody

Sąd zwrócił uwagę, że samo źródło powstania szkody wykluczało wiązanie roszczenia z odpowiedzialnością UFG. UFG odpowiada bowiem w sytuacjach szczególnych (np. sprawca nieznany, nieubezpieczony), a nie w zwykłych wypadkach komunikacyjnych. Skoro wypadek był typowym zdarzeniem drogowym z udziałem ubezpieczonego sprawcy, oczywiste było, że roszczenie przysługuje wobec towarzystwa ubezpieczeniowego, a nie UFG.

Sąd Okręgowy stwierdził:

„Nie można natomiast mieć wątpliwości, jaka wierzytelność była w tym przypadku przedmiotem cesji, gdyż zidentyfikowano ją przez wskazanie źródła szkody (uszkodzenie pojazdu T.R. w zdarzeniu drogowym w dniu 23.02.2019 r. przez kierującego pojazdem o numerze rejestracyjnym (…)).”

Praktyczne wskazówki dla podmiotów nabywających roszczenia

Na podstawie tego orzeczenia i mojego doświadczenia w reprezentowaniu warsztatów, wypożyczalni i firm windykacyjnych polecam następujące praktyki:

1. Jeśli popełniliście błąd w umowie cesji – nie panikujcie

Pomyłka w umowie cesji (np. błędne wskazanie dłużnika, nieprecyzyjny opis wierzytelności) nie musi być śmiertelna. Sądy stosują wykładnię funkcjonalną zgodnie z art. 65 § 2 k.c., badając zgodny zamiar stron i cel umowy. Jeśli z całokształtu dokumentów wynika, jaka wierzytelność została przeniesiona, cesja jest skuteczna.

2. Zbierajcie komplet dokumentów potwierdzających cesję

Nie poprzestajcie na samej umowie cesji. Poszkodowany powinien złożyć także:

  • Oświadczenie o cesji – potwierdzające przeniesienie wierzytelności,
  • Upoważnienie do wypłaty odszkodowania – umożliwiające bezpośredni odbiór świadczeń od ubezpiezyciela.

Te dokumenty wzajemnie się uzupełniają. Jeśli w jednym pojawi się pomyłka, pozostałe pozwolą ustalić, jaka wierzytelność została przeniesiona.

3. Precyzyjnie identyfikujcie przedmiot cesji

W umowie cesji wskazujcie:

  • Datę i miejsce zdarzenia szkodzącego,
  • Dane pojazdów uczestniczących w wypadku (numery rejestracyjne),
  • Imię i nazwisko sprawcy (jeśli znane),
  • Nazwę ubezpieczyciela sprawcy (nie UFG, chyba że sprawca był rzeczywiście nieubezpieczony),
  • Składniki odszkodowania (np. koszty naprawy, najmu pojazdu zastępczego, holowania).

Im bardziej szczegółowo opiszecie wierzytelność, tym mniejsze ryzyko, że ubezpieczyciel zakwestionuje cesję.

4. Dokumentujcie korespondencję z ubezpieczycielem

Jeśli ubezpieczyciel prowadzi z wami postępowanie likwidacyjne, traktuje was jako wierzyciela i wypłaca częściowe odszkodowanie, zachowajcie wszystkie dowody. W przypadku sporu sądowego będą one kluczowe – wykażą, że ubezpieczyciel nie miał wątpliwości co do skuteczności cesji, a zatem interpretował umowę tak samo jak wy.

5. W procesie powołujcie się na art. 65 § 2 k.c.

Jeśli ubezpieczyciel kwestionuje legitymację procesową, powołując się na błąd w umowie cesji, od razu powołajcie się na art. 65 § 2 k.c.. Argumentujcie, że:

  • Umowa powinna być interpretowana zgodnie z zamiarem stron, a nie dosłownym brzmieniem,
  • Z całokształtu dokumentów wynika jasno, jaka wierzytelność została przeniesiona,
  • Zachowanie ubezpieczyciela w postępowaniu likwidacyjnym potwierdza, że nie miał wątpliwości co do przedmiotu cesji.

6. Powołujcie się na orzecznictwo

Orzeczenie Sądu Okręgowego w Poznaniu (sygn. II Ca 206/21) to doskonały precedens. Jeśli popełniliście podobny błąd w umowie cesji, powołajcie się na to orzeczenie w procesie. Pokaże to sądowi, że pomyłka w literalnym brzmieniu umowy nie czyni cesji nieskuteczną, jeśli zgodny zamiar stron był jasny.

7. Korzystajcie z pomocy prawnika

Jeśli ubezpieczyciel kwestionuje legitymację procesową, powołując się na błąd w umowie cesji, skonsultujcie sprawę z prawnikiem specjalizującym się w prawie odszkodowawczym. Z doświadczenia wiem, że profesjonalna pomoc prawna często pozwala wygrać sprawę, która na pierwszy rzut oka wydaje się przegrana.

FAQ

Czy pomyłka w umowie cesji (np. błędne wskazanie dłużnika) czyni cesję nieskuteczną? Niekoniecznie. Sądy stosują wykładnię oświadczeń woli zgodnie z art. 65 § 2 k.c., badając zgodny zamiar stron i cel umowy. Jeśli z całokształtu dokumentów wynika, jaka wierzytelność została przeniesiona, cesja jest skuteczna.

Co to jest wykładnia funkcjonalna umowy? To interpretacja umowy, która nie poprzestaje na dosłownym brzmieniu, ale bada zgodny zamiar stron i cel umowy. Sąd analizuje kontekst zawarcia umowy, zachowanie stron po jej zawarciu i inne dokumenty, aby ustalić, co strony faktycznie chciały osiągnąć.

Czy sąd może „naprawić” błąd w umowie cesji? Sąd nie może zmieniać treści umowy, ale może dokonać jej wykładni zgodnie z art. 65 § 2 k.c. Jeśli z całokształtu okoliczności wynika, że błąd był pomyłką (np. użycie niewłaściwego wzorca), a zgodny zamiar stron był inny, sąd może uznać cesję za skuteczną pomimo błędu w literalnym brzmieniu.

Jakie dokumenty oprócz umowy cesji mogą pomóc w wykładni? Wszelkie oświadczenia poszkodowanego (oświadczenie o cesji, upoważnienie do wypłaty), korespondencja z ubezpieczycielem, dokumenty źródłowe (protokół policji, umowa najmu pojazdu zastępczego), faktury, potwierdzenia przelewów. Im więcej dokumentów, tym łatwiej ustalić zgodny zamiar stron.

Czy zachowanie ubezpieczyciela w postępowaniu likwidacyjnym ma znaczenie dla wykładni umowy cesji? Tak. Jeśli ubezpieczyciel przez miesiące traktował cesjonariusza jako wierzyciela, prowadził z nim korespondencję i wypłacił częściowe odszkodowanie, trudno mu później twierdzić, że cesja była nieskuteczna z powodu błędu w umowie. Takie zachowanie potwierdza, że ubezpieczyciel interpretował umowę tak samo jak cesjonariusz.

Najważniejsze wnioski

  • Pomyłka w umowie cesji nie musi być śmiertelna – sądy badają zgodny zamiar stron zgodnie z art. 65 § 2 k.c.
  • Wykładnia funkcjonalna (celowościowa) ma pierwszeństwo przed wykładnią literalną (językową).
  • Sąd ocenia umowę cesji w kontekście pozostałych dokumentów i zachowania stron po zawarciu umowy.
  • Zachowanie ubezpieczyciela w postępowaniu likwidacyjnym ma znaczenie dla wykładni umowy cesji.

Zakończenie

To orzeczenie to doskonała lekcja, jak sądy podchodzą do wykładni oświadczeń woli. Nie zawsze litera umowy jest najważniejsza – czasem liczy się całokształt okoliczności, zgodny zamiar stron i cel umowy. Dla podmiotów nabywających roszczenia odszkodowawcze to ważna nauka: nawet jeśli popełniliście błąd w umowie cesji, nie wszystko stracone. Jeśli z całokształtu dokumentów wynika, jaka wierzytelność została przeniesiona, macie duże szanse wygrać sprawę w sądzie.

Zastanawia mnie, dlaczego tak wiele firm używa niewłaściwych wzorców umów. Koszt profesjonalnego przygotowania dokumentacji jest niewielki w porównaniu do ryzyka procesowego. Ale nawet jeśli błąd się pojawi, art. 65 § 2 k.c. daje szansę na jego „naprawienie” przez sąd – pod warunkiem, że pozostałe dokumenty i zachowanie stron potwierdzają zgodny zamiar.

Źródła:

  • Kodeks cywilny, art. 65 § 2
  • Wyrok Sądu Okręgowego w Poznaniu z 24.09.2021 r., sygn. II Ca 206/21

Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat reprezentuję warsztaty naprawcze, wypożyczalnie pojazdów i podmioty windykacyjne w sporach z ubezpieczycielami. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl.


„Czy wynajmujący pojazdy zastępcze może skutecznie dochodzić odszkodowania? Praktyczny przewodnik po cesji”

Wprowadzenie

W mojej kancelarii w Poznaniu prowadzę dziesiątki spraw dla firm oferujących pojazdy zastępcze poszkodowanym w wypadkach komunikacyjnych. Model biznesowy tych firm jest prosty: poszkodowany otrzymuje auto zastępcze od razu po wypadku, a firma przejmuje od niego roszczenie o zwrot kosztów najmu wobec ubezpieczyciela sprawcy. To rozwiązanie korzystne dla obu stron – poszkodowany nie musi czekać miesiącami na likwidację szkody, a firma zarabia na różnicy między wartością nabytego roszczenia a kwotą faktycznie uzyskaną od ubezpieczyciela.

Model ten budzi kontrowersje. Ubezpieczyciele narzekają na „profesjonalizację” roszczeń i zarzucają firmom zawyżanie kosztów najmu. Niektórzy twierdzą, że mechanizm cesji jest nadużywany. Prawda jest jednak taka, że cesja wierzytelności jest całkowicie legalna, a poszkodowani otrzymują realną pomoc w trudnej sytuacji. Niedawne orzeczenie Sądu Okręgowego w Poznaniu (sygn. II Ca 206/21) potwierdza, że firmy wynajmujące pojazdy zastępcze mogą skutecznie dochodzić odszkodowań od ubezpieczycieli – pod warunkiem prawidłowego udokumentowania cesji.

Disclaimer: Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej.

Spis treści

  1. Jak działa model biznesowy firm oferujących pojazdy zastępcze?
  2. Mechanizm cesji wierzytelności w praktyce
  3. Sprawa firmy P. – lekcja prawidłowej dokumentacji
  4. Jakie dokumenty powinien podpisać poszkodowany?
  5. Najczęstsze błędy firm i jak ich unikać
  6. Praktyczne wskazówki dla wypożyczalni

Jak działa model biznesowy firm oferujących pojazdy zastępcze?

Wyobraźmy sobie typową sytuację: pan Janusz z Lubonia miał wypadek komunikacyjny. Jego samochód jest uszkodzony, a on musi codziennie dojeżdżać do pracy w Poznaniu. Zgłasza szkodę do ubezpieczyciela sprawcy, ale wie, że likwidacja potrwa kilka tygodni, a może nawet miesięcy. Co robić?

Tutaj wkracza firma oferująca pojazdy zastępcze. Proponuje panu Januszowi:

  • Natychmiastowe udostępnienie samochodu zastępczego,
  • Przejęcie na siebie obowiązku dochodzenia kosztów najmu od ubezpieczyciela,
  • Brak jakichkolwiek płatności z góry – pan Janusz płaci dopiero, jeśli ubezpieczyciel odmówi wypłaty odszkodowania.

W zamian pan Janusz przenosi na firmę swoje roszczenie o zwrot kosztów najmu pojazdu zastępczego wobec ubezpieczyciela sprawcy. Robi to w drodze umowy cesji wierzytelności.

Z perspektywy poszkodowanego to idealne rozwiązanie – otrzymuje natychmiastową pomoc, nie ryzykuje własnych pieniędzy, a jeśli ubezpieczyciel wypłaci odszkodowanie, sprawa jest załatwiona bez jego udziału. Z perspektywy firmy to model biznesowy oparty na ryzyku – jeśli ubezpieczyciel odmówi wypłaty lub zaniży odszkodowanie, firma musi walczyć o swoje w sądzie.

Mechanizm cesji wierzytelności w praktyce

Cesja wierzytelności, regulowana w art. 509 k.c., to umowa, na mocy której dotychczasowy wierzyciel (cedent) przenosi swoją wierzytelność na nowego wierzyciela (cesjonariusza). W przypadku firm oferujących pojazdy zastępcze:

  • Cedent = poszkodowany (np. pan Janusz),
  • Cesjonariusz = firma wynajmująca pojazdy,
  • Dłużnik = ubezpieczyciel sprawcy wypadku.

Kluczowe jest, że cesja nie wymaga zgody dłużnika (art. 509 § 1 k.c.). Ubezpieczyciel nie może powiedzieć „nie zgadzam się na cesję”. Wystarczy go powiadomić o przelewie, a od tego momentu firma wynajmująca pojazdy wstępuje w prawa poszkodowanego.

W praktyce cesja następuje zazwyczaj w dniu podpisania umowy najmu pojazdu zastępczego. Poszkodowany jednocześnie:

  • Zawiera umowę najmu z firmą,
  • Podpisuje umowę cesji wierzytelności,
  • Składa oświadczenie o cesji,
  • Udziela upoważnienia do wypłaty odszkodowania na rzecz firmy.

Dzięki temu firma może od razu wystąpić do ubezpieczyciela z roszczeniem o zwrot kosztów najmu, bez pośrednictwa poszkodowanego.

Sprawa firmy P. – lekcja prawidłowej dokumentacji

Firma P. sp.k. z S. zajmująca się najmem pojazdów zastępczych zawarła 24 lutego 2019 r. umowę cesji z panem T.R., którego samochód został uszkodzony w wypadku dzień wcześniej. Przedmiotem cesji były roszczenia o zwrot kosztów najmu pojazdu zastępczego, holowania, przechowania oraz naprawy pojazdu.

Firma wystąpiła do ubezpieczyciela sprawcy wypadku, (…) S.A., z roszczeniem o wypłatę odszkodowania. Ubezpieczyciel prowadził postępowanie likwidacyjne, uznał szkodę całkowitą i wypłacił firmie częściowe odszkodowanie. Jednak część roszczeń – w tym koszty najmu pojazdu zastępczego – ubezpieczyciel zakwestionował jako zawyżone.

Firma wystąpiła do sądu z pozwem o zapłatę 5.012,51 zł. Wtedy ubezpieczyciel zmienił taktykę i zakwestionował legitymację procesową powoda, twierdząc, że cesja była nieskuteczna. Powodem? W umowie cesji przez pomyłkę wskazano jako dłużnika Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny zamiast towarzystwa ubezpieczeniowego.

Sąd Rejonowy w Chodzieży uwierzył ubezpieczycielowi i oddalił powództwo. Firma odwołała się do Sądu Okręgowego w Poznaniu, który uchylił wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania. Dlaczego?

Sąd Okręgowy zwrócił uwagę, że firma przedłożyła komplet dokumentów potwierdzających cesję:

  • Umowę cesji z 24.02.2019 r. (k. 24 akt),
  • Oświadczenie poszkodowanego w sprawie cesji wierzytelności (k. 33 akt),
  • Upoważnienie do wypłaty odszkodowania (również z 24.02.2019 r.).

Dokumenty te, oceniane jako wzajemnie uzupełniająca się całość, jednoznacznie wskazywały, że przedmiotem cesji było roszczenie wobec ubezpieczyciela sprawcy wypadku, a nie UFG. Pomyłka w umowie cesji wynikała z użycia niewłaściwego wzorca, ale pozostałe dokumenty jasno identyfikowały przenoszoną wierzytelność.

Co więcej, ubezpieczyciel przez kilka miesięcy prowadził postępowanie likwidacyjne z firmą, traktując ją jako wierzyciela, i wypłacił częściowe odszkodowanie. Dopiero w sądzie zaczął kwestionować cesję – co Sąd Okręgowy ocenił negatywnie.

Jakie dokumenty powinien podpisać poszkodowany?

Na podstawie tego orzeczenia i mojego doświadczenia w reprezentowaniu wypożyczalni rekomEnduję, by poszkodowany podpisał trzy podstawowe dokumenty:

1. Umowa cesji wierzytelności

To kluczowy dokument, który przenosi roszczenie z poszkodowanego na firmę. Umowa powinna zawierać:

  • Dane stron (cedent = poszkodowany, cesjonariusz = firma),
  • Dokładne oznaczenie przenoszonej wierzytelności:
    • Data i miejsce zdarzenia szkodzącego,
    • Dane pojazdów uczestniczących w wypadku (numery rejestracyjne),
    • Imię i nazwisko sprawcy (jeśli znane),
    • Nazwa ubezpieczyciela sprawcy (to kluczowe – nie UFG, chyba że sprawca był nieubezpieczony),
    • Składniki odszkodowania (np. koszty najmu pojazdu zastępczego zgodnie z umową nr (…) z dnia (…)).

2. Oświadczenie w sprawie cesji wierzytelności

Dodatkowy dokument, w którym poszkodowany potwierdza:

  • Że zawarł umowę cesji z firmą w dniu (…),
  • Że firma wstąpiła we wszelkie jego prawa związane ze szkodą,
  • Że firma nabyła wszelkie jego wierzytelności wobec ubezpieczyciela.

To oświadczenie ma charakter uzupełniający, ale w praktyce jest bardzo ważne – potwierdza wolę poszkodowanego i może rozwiać wątpliwości co do skuteczności cesji.

3. Upoważnienie do wypłaty odszkodowania

Dokument, w którym poszkodowany upoważnia firmę do odbioru odszkodowania bezpośrednio od ubezpieczyciela. Powinien zawierać:

  • Dane poszkodowanego i firmy,
  • Odniesienie do umowy cesji,
  • Wyraźne stwierdzenie, że poszkodowany upoważnia firmę do odbioru wszelkich świadczeń związanych ze szkodą.

Ten dokument jest szczególnie istotny w relacjach z ubezpieczycielem – pozwala firmie samodzielnie prowadzić postępowanie likwidacyjne bez angażowania poszkodowanego.

Najczęstsze błędy firm i jak ich unikać

W praktyce spotykam się z kilkoma typowymi błędami, które popełniają firmy wynajmujące pojazdy zastępcze:

Błąd 1: Używanie jednego wzorca umowy do wszystkich sytuacji

Problem: Firma używa tego samego szablonu umowy cesji bez względu na to, kto jest dłużnikiem (ubezpieczyciel sprawcy vs UFG vs bezpośrednia odpowiedzialność sprawcy).

Rozwiązanie: Przygotujcie osobne wzorce dla:

  • Wypadków z udziałem ubezpieczonego sprawcy (dłużnik = towarzystwo ubezpieczeniowe),
  • Wypadków z udziałem nieubezpieczonego sprawcy (dłużnik = UFG),
  • Sytuacji, gdy nie ma OC sprawcy (dłużnik = sprawca osobiście).

Błąd 2: Brak weryfikacji danych przed podpisaniem umowy

Problem: Pracownik wypożyczalni przepisuje dane z poprzedniej umowy lub błędnie identyfikuje ubezpieczyciela sprawcy.

Rozwiązanie: Przed podpisaniem umowy cesji zweryfikujcie:

  • Kto był sprawcą wypadku (imię, nazwisko, numer rejestracyjny pojazdu),
  • Kto jest ubezpieczycielem sprawcy (nazwa towarzystwa),
  • Czy sprawca był ubezpieczony w dacie wypadku.

Te informacje zazwyczaj znajdują się w protokole policji lub można je uzyskać bezpośrednio od poszkodowanego.

Błąd 3: Zbieranie tylko umowy cesji, bez dodatkowych dokumentów

Problem: Firma poprzestaje na podpisaniu umowy cesji, nie zbierając oświadczenia poszkodowanego ani upoważnienia do wypłaty.

Rozwiązanie: Zawsze zbierajcie komplet dokumentów (umowa cesji + oświadczenie + upoważnienie). W razie sporu sądowego te dokumenty wzajemnie się uzupełniają i zwiększają szanse na wygraną.

Błąd 4: Brak dokumentowania korespondencji z ubezpieczycielem

Problem: Firma prowadzi postępowanie likwidacyjne z ubezpieczycielem, ale nie archiwizuje korespondencji.

Rozwiązanie: Zachowujcie wszystkie:

  • Pisma od ubezpieczyciela,
  • E-maile,
  • SMS-y,
  • Potwierdzenia przelewów.

Jeśli ubezpieczyciel w sądzie zakwestionuje cesję, te dokumenty wykażą, że przez miesiące traktował was jako wierzyciela.

Błąd 5: Rezygnacja z dochodzenia roszczeń po pierwszej odmowie ubezpieczyciela

Problem: Ubezpieczyciel odmawia wypłaty lub zaniża odszkodowanie, a firma – obawiając się kosztów procesu – rezygnuje z dalszej walki.

Rozwiązanie: Nie dajcie się zastraszyć. Jeśli macie prawidłowo sporządzoną dokumentację i roszczenie jest uzasadnione, macie duże szanse wygrać sprawę w sądzie.

Praktyczne wskazówki dla wypożyczalni

Na podstawie tego orzeczenia i mojego doświadczenia polecam następujące praktyki:

1. Inwestujcie w profesjonalne wzory dokumentów

Koszt przygotowania przez prawnika wzorów umowy cesji, oświadczenia i upoważnienia to zazwyczaj kilkaset złotych. To niewiele w porównaniu do ryzyka, że błędnie sporządzona umowa doprowadzi do oddalenia pozwu o kilka tysięcy złotych.

2. Szkolcie pracowników z zakresu prawidłowego wypełniania dokumentów

Pracownicy wypożyczalni powinni wiedzieć:

  • Jakie dane są kluczowe dla identyfikacji wierzytelności,
  • Jak zweryfikować, kto jest ubezpieczycielem sprawcy,
  • Jak wyjaśnić poszkodowanemu istotę cesji i jej skutki.

3. Zawsze zbierajcie komplet dokumentów

Nie poprzestajcie na samej umowie cesji. Poszkodowany powinien złożyć także oświadczenie o cesji i upoważnienie do wypłaty odszkodowania. Te dokumenty wzajemnie się uzupełniają i w razie sporu zwiększają szanse na wygraną.

4. Dokumentujcie całą korespondencję z ubezpieczycielem

Jeśli ubezpieczyciel prowadzi z wami postępowanie likwidacyjne, traktuje was jako wierzyciela i wypłaca częściowe odszkodowanie, zachowajcie wszystkie dowody. W razie sporu sądowego będą one kluczowe dla wykazania, że ubezpieczyciel uznawał cesję za skuteczną.

5. Nie rezygnujcie z dochodzenia roszczeń po pierwszej odmowie

Ubezpieczyciele często zaniżają odszkodowania lub odmawiają wypłaty, licząc na to, że cesjonariusz nie będzie się spierał. Nie dajcie się zastraszyć. Jeśli roszczenie jest uzasadnione, walczcie o swoje – w sądzie lub na drodze polubownej.

6. Korzystajcie z pomocy prawnika

Jeśli ubezpieczyciel kwestionuje legitymację procesową lub znacząco zaniża odszkodowanie, skonsultujcie sprawę z prawnikiem specjalizującym się w prawie odszkodowawczym. Z doświadczenia wiem, że profesjonalna pomoc prawna często pozwala uzyskać wielokrotnie wyższe odszkodowanie niż pierwotna propozycja ubezpieczyciela.

FAQ

Czy cesja wierzytelności wymaga zgody ubezpieczyciela? Nie. Zgodnie z art. 509 § 1 k.c., wierzyciel może bez zgody dłużnika przenieść wierzytelność na osobę trzecią. Wystarczy powiadomić ubezpieczyciela o cesji.

Jakie dokumenty powinien podpisać poszkodowany przy cesji roszczenia? Minimum to: umowa cesji, oświadczenie o cesji wierzytelności i upoważnienie do wypłaty odszkodowania. Dobrze jest także uzyskać pełnomocnictwo do reprezentowania poszkodowanego w postępowaniu likwidacyjnym.

Czy pomyłka w umowie cesji (np. błędne wskazanie dłużnika) czyni cesję nieskuteczną? Niekoniecznie. Sądy stosują wykładnię oświadczeń woli zgodnie z art. 65 § 2 k.c., badając zgodny zamiar stron i cel umowy. Jeśli z całokształtu dokumentów wynika, jaka wierzytelność miała być przedmiotem cesji, pomyłka w literalnym brzmieniu umowy nie musi być śmiertelna.

Co zrobić, jeśli ubezpieczyciel kwestionuje legitymację procesową? Nie panikujcie. Przedłóżcie sądowi komplet dokumentów potwierdzających cesję (umowa, oświadczenie, upoważnienie) oraz całą korespondencję z ubezpieczycielem. Jeśli ubezpieczyciel prowadził z wami postępowanie likwidacyjne i traktował was jako wierzyciela, trudno będzie mu przekonać sąd, że cesja była nieskuteczna.

Czy wypłata częściowego odszkodowania przez ubezpieczyciela potwierdza skuteczność cesji? W praktyce tak. Jeśli ubezpieczyciel wypłacił wam część odszkodowania, tym samym potwierdził, że uznaje was za wierzyciela. Trudno mu później twierdzić, że cesja była nieskuteczna.

Najważniejsze wnioski

  • Firmy wynajmujące pojazdy zastępcze mogą skutecznie dochodzić odszkodowań od ubezpieczycieli na podstawie cesji wierzytelności.
  • Kluczem jest prawidłowe udokumentowanie cesji: umowa cesji + oświadczenie poszkodowanego + upoważnienie do wypłaty.
  • Pomyłka w umowie cesji nie musi być śmiertelna, o ile pozostałe dokumenty jasno identyfikują przenoszoną wierzytelność.
  • Zachowanie ubezpieczyciela w postępowaniu likwidacyjnym ma znaczenie – jeśli wypłacił częściowe odszkodowanie, trudno mu później kwestionować cesję.

Zakończenie

Model biznesowy firm oferujących pojazdy zastępcze jest całkowicie legalny i daje poszkodowanym realną pomoc w trudnej sytuacji. Kluczem do sukcesu jest prawidłowe udokumentowanie cesji wierzytelności – trzy dokumenty (umowa cesji, oświadczenie, upoważnienie), prawidłowo wypełnione, to podstawa. Jeśli ubezpieczyciel zakwestionuje legitymację procesową, nie dajcie się zastraszyć – z odpowiednią dokumentacją macie duże szanse wygrać sprawę w sądzie.

Źródła:

  • Kodeks cywilny, art. 509, 511, 65 § 2
  • Wyrok Sądu Okręgowego w Poznaniu z 24.09.2021 r., sygn. II Ca 206/21

Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat reprezentuję firmy wynajmujące pojazdy zastępcze i warsztaty naprawcze w sporach z ubezpieczycielami. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl.

Czy poszkodowany MUSI korzystać z warsztatu wskazanego przez ubezpieczyciela?

Wprowadzenie

Jedno z pytań, które przewija się w prawie każdej sprawie odszkodowawczej, brzmi: „Ubezpieczyciel proponuje mi naprawę w ich warsztacie – czy muszę się zgodzić?” To pytanie fascynuje mnie od lat, bo w odpowiedzi kryje się fundamentalna kwestia: gdzie przebiega granica między obowiązkiem współpracy poszkodowanego z ubezpieczycielem a prawem do samostanowienia o sposobie naprawienia własnej szkody?

Po latach obserwacji orzecznictwa i praktyki ubezpieczycieli dostrzegam pewien paradoks. Z jednej strony – prawo wymaga od poszkodowanego „współpracy w dobrej wierze” i „minimalizacji szkody”. Z drugiej – nie można od niego wymagać rezygnacji z podstawowych praw. Gdzie leży złoty środek?

Niedawno Sąd Okręgowy w Poznaniu (wyrok z 19 stycznia 2022 r., sygn. II Ca 1941/21) bardzo precyzyjnie odpowiedział na to pytanie. I jego rozważania – moim zdaniem – powinien znać każdy poszkodowany.

Co to znaczy „współpraca w dobrej wierze”?

Zacznijmy od podstaw. Kodeks cywilny w art. 354 § 2 mówi, że dłużnik i wierzyciel powinni ze sobą współdziałać przy wykonywaniu zobowiązania. W praktyce odszkodowawczej oznacza to, że poszkodowany nie może celowo utrudniać likwidacji szkody ani sztucznie zawyżać kosztów naprawy.

Brzmi rozsądnie, prawda?

Problem pojawia się, gdy ubezpieczyciele zaczynają interpretować tę zasadę… kreatywnie. „Współpraca” w ich wykonaniu często brzmi tak:

  • „Proszę naprawić auto w naszym warsztacie partnerskim”
  • „Kupić części u naszego dostawcy”
  • „Skorzystać z naszej pomocy w organizacji naprawy”

A na końcu dopisek: „W przeciwnym razie odszkodowanie może być niższe”.

Czy to jest współpraca, czy szantaż? Po latach obserwacji tego mechanizmu mam pewne zdanie.

Sprawa z Leszna – kiedy „pomoc” staje się utrudnieniem

W sprawie rozpoznawanej przez Sąd Okręgowy w Poznaniu poszkodowana z Leszna otrzymała od ubezpieczyciela informację: „Zapewniamy możliwość naprawy pojazdu w jednym z rekomendowanych przez nas warsztatów”.

Poszkodowana próbowała z tej oferty skorzystać. Chciała naprawić samochód blisko domu, bez niepotrzebnych komplikacji. I tu zaczęły się schody.

Okazało się, że ubezpieczyciel nie był w stanie wskazać żadnego konkretnego warsztatu w Lesznie. Korespondencja SMS-owa (która znalazła się w aktach sprawy) pokazała, że poszkodowana wielokrotnie dopytywała o szczegóły – bezskutecznie. Ubezpieczyciel odpowiadał ogólnikami albo w ogóle nie odpowiadał.

Sąd ocenił to jednoznacznie: sama propozycja była fikcyjna.

Czym różni się najem pojazdu zastępczego od naprawy?

Tu robi się naprawdę ciekawie. W orzecznictwie ugruntował się pogląd, że poszkodowany powinien korzystać z tańszej oferty najmu pojazdu zastępczego, jeśli ubezpieczyciel taką realnie zaoferuje. Sądy konsekwentnie stoją na stanowisku, że jeśli można wypożyczyć auto taniej, a jakość usługi jest porównywalna – to należy z tego skorzystać.

Ale Sąd Okręgowy w Poznaniu wyraźnie podkreślił: naprawa to co innego.

Dlaczego? Cytat z wyroku:

„Naprawa pojazdu jest zagadnieniem dużo bardziej złożonym, powiązanym z wyborem zaufanego warsztatu naprawczego, który przy tym, na ogół, organizuje także proces naprawy na swoich warunkach, przy wykorzystaniu stosowanych przez siebie technologii i części oraz materiałów, które sam pozyskuje.”

Mówiąc prościej:

Przy najmie auta:

  • Usługa jest standaryzowana
  • Auto działa albo nie
  • Wybór firmy ma mniejsze znaczenie
  • Element zaufania jest mniej istotny

Przy naprawie:

  • Każda naprawa jest inna
  • Jakość robocizny ma ogromne znaczenie
  • Poszkodowany często ma swojego zaufanego mechanika
  • Warsztat decyduje o technologii i częściach
  • To proces długotrwały, wymagający koordynacji

Sąd podsumował to tak: „nakładanie na poszkodowanego obowiązku zorganizowania procesu naprawy przy udziale dostawców części wskazanych przez ubezpieczyciela nie może być uznawane za zasadę, ale za wyjątek od reguły”.

To bardzo ważne zdanie. Oznacza, że domyślnie – poszkodowany SAM decyduje, gdzie naprawi auto. Ubezpieczyciel może zaproponować alternatywę, ale musi to być realna, konkretna i korzystna propozycja.

Co musi zrobić ubezpieczyciel, żeby jego oferta była wiążąca?

Po przeanalizowaniu tego wyroku wyciągam następujące wnioski. Aby poszkodowany był zobowiązany skorzystać z warsztatu wskazanego przez ubezpieczyciela, muszą być spełnione łącznie cztery warunki:

1. Jasna, konkretna oferta

Nie wystarczy napisać: „oferujemy naprawę w naszych warsztatach”. Trzeba podać:

  • Nazwę i adres konkretnego warsztatu
  • Zakres naprawy
  • Termin wykonania
  • Gwarancję na naprawę

Ogólniki typu „prosimy o kontakt” to za mało.

2. Brak niedogodności dla poszkodowanego

Warsztat powinien być:

  • W rozsądnej odległości od miejsca zamieszkania poszkodowanego
  • Dostępny w rozsądnym terminie
  • Wyposażony w odpowiedni sprzęt do naprawy danego pojazdu

Jeśli ubezpieczyciel proponuje warsztat 100 km od domu poszkodowanego albo z terminem oczekiwania 3 miesiące – to nie jest realna oferta.

3. Pełna realizacja interesu poszkodowanego

Naprawa musi:

  • Przywrócić pojazd do stanu sprzed szkody
  • Wykorzystywać odpowiednie części (o tym w kolejnym artykule)
  • Stosować właściwą technologię
  • Nie powodować utraty wartości pojazdu

4. Wyraźne pouczenie o skutkach

Ubezpieczyciel powinien jasno napisać: „Jeśli nie skorzystają Państwo z naszej oferty, odszkodowanie zostanie obliczone na podstawie naszej wyceny”.

W sprawie z Leszna żaden z tych warunków nie był spełniony. Dlatego Sąd uznał, że poszkodowana miała prawo naprawić auto gdzie chciała, a odszkodowanie należało obliczyć na podstawie rzeczywistych, rynkowych kosztów naprawy.

Nadmierne obciążenie poszkodowanego – gdzie jest granica?

Sąd bardzo wyraźnie stwierdził, że od poszkodowanego nie można wymagać „ponadprzeciętnej aktywności”. Co to znaczy w praktyce?

Wyobraźmy sobie, że ubezpieczyciel mówi Ci:

  1. Skontaktuj się z naszym działem likwidacji szkód
  2. Dostaniesz dane warsztatu (może będzie w Twojej okolicy, może nie)
  3. Musisz sam zorganizować transport pojazdu
  4. Musisz kupić części u wskazanych dostawców (po wcześniejszym kontakcie z nimi)
  5. Musisz dostarczyć części do warsztatu
  6. Musisz koordynować cały proces naprawy

Czy to jest rozsądne? Moim zdaniem – nie. I Sąd się ze mną zgadza.

Cytat z wyroku: „Komplikowanie tego procesu i stawianie przez ubezpieczyciela poszkodowanemu ponadprzeciętnych wymagań w zakresie jego organizacji jest nakładaniem na poszkodowanego nadmiernych obowiązków.”

Poszkodowany po wypadku jest w stresie. Często nie ma auta i musi korzystać z komunikacji publicznej albo pomocy rodziny. Czasem jest poszkodowany cieleśnie. Nie można od takiej osoby wymagać, żeby została koordynatorem skomplikowanego procesu naprawy.

Kiedy poszkodowany POWINIEN rozważyć ofertę ubezpieczyciela?

Nie chcę, żeby ten artykuł był odczytywany jako zachęta do ignorowania wszelkich propozycji ubezpieczyciela. Są sytuacje, gdy warto z nich skorzystać.

Oferta ubezpieczyciela jest warta rozważenia, gdy:

  • Warsztat jest renomowany i blisko Twojego miejsca zamieszkania
  • Oferuje gwarancję na naprawę równą lub dłuższą niż standardowa
  • Naprawa rozpocznie się szybko (bez długiego oczekiwania)
  • Zakres naprawy jest zgodny z Twoimi oczekiwaniami
  • Nie musisz niczego organizować – wszystko załatwia warsztat

Oferta jest podejrzana, gdy:

  • Warsztat jest daleko od Ciebie
  • Nie znasz tej firmy, nie ma opinii w internecie
  • Musisz sam organizować zakup części
  • Ubezpieczyciel nie chce podać konkretów (tylko „prosimy o kontakt”)
  • Zakres naprawy budzi Twoje wątpliwości

Moja rada

Jeśli ubezpieczyciel proponuje Ci warsztat, zadaj następujące pytania (mailowo, żeby mieć to na piśmie):

  1. Jaka jest dokładna nazwa i adres warsztatu?
  2. Jaki jest zakres naprawy? (poproś o szczegółowy kosztorys)
  3. Kiedy naprawa może się rozpocząć i ile potrwa?
  4. Jaką gwarancję oferuje warsztat?
  5. Czy muszę cokolwiek organizować sam, czy warsztat załatwia wszystko?
  6. Co się stanie, jeśli nie skorzystam z tej oferty – jak zostanie obliczone odszkodowanie?

Jeśli odpowiedzi są konkretne, szczegółowe i satysfakcjonujące – rozważ tę ofertę. Może być naprawdę korzystna.

Jeśli odpowiedzi są ogólnikowe albo w ogóle ich nie ma – masz pełne prawo naprawić auto gdzie chcesz. I żądać odszkodowania według rzeczywistych kosztów naprawy.

Podsumowanie – Twoje prawo wyboru

Ten wyrok potwierdza coś, co uważam za fundamentalne: poszkodowany ma prawo wyboru, gdzie naprawi swój pojazd. Ubezpieczyciel może składać propozycje, ale nie może zmuszać do ich przyjęcia poprzez szantaż („jak nie skorzystasz, to zapłacimy mniej”).

Jak ujął to Sąd Okręgowy: „Obowiązek minimalizacji skutków szkody oraz obowiązek współdziałania w procesie likwidacji szkody musi być utrzymany i stosowany w rozsądnych granicach i nie powinien być wykorzystywany przez ubezpieczyciela do nakłaniania poszkodowanego, by zrezygnował z realizacji przysługujących mu praw.”

Współpraca – tak. Rezygnacja z praw – nie.

A poszkodowana z Leszna? Wygrała sprawę i dostała pełne odszkodowanie, mimo że nie skorzystała z fikcyjnej „oferty” ubezpieczyciela. Sąd Okręgowy oddalił apelację, potwierdzając, że miała do tego pełne prawo.


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawospadkowepoznan.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl

51 zł za roboczogodzinę w 2021 roku? Sprawdź, czy ubezpieczyciel żyje w przeszłości

Dzisiaj opowiem ci historię o podróży w czasie. Nie, nie chodzi o science fiction. Chodzi o to, że ubezpieczyciele potrafią przenieść się do roku 2008 i tam zostać. Przynajmniej jeśli chodzi o stawki robocizny w warsztatach.

Niedawno prowadziłem sprawę w Sądzie Rejonowym w Nowej Soli. Kolizja z lutego 2021 roku. PZU w swojej kalkulacji zastosowało stawkę 51 zł netto za roboczogodzinę.

Kiedy to zobaczyłem, pomyślałem: „No nie, to niemożliwe. W 2021 roku? To jakaś pomyłka”.

Ale nie była. To była świadoma, celowa decyzja. I biegły sądowy nie pozostawił na tym suchej nitki.

Spis treści

  1. Sprawa z sądu: 51 zł w 2021 roku
  2. Co powiedział biegły o tej stawce?
  3. Historia stawek robocizny w Polsce (2010-2024)
  4. Ile naprawdę kosztuje roboczogodzina?
  5. Dlaczego ubezpieczyciele stosują stare stawki?
  6. Ile możesz stracić na zaniżonej stawce?
  7. Jak sprawdzić, czy Twoja stawka jest OK?
  8. Co robić, jeśli stawka jest zaniżona?

Sprawa z sądu: 51 zł w 2021 roku

Luty 2021 roku, typowa kolizja – uszkodzony przedni zderzak, prawa lampa, błotnik, koło i drzwi w Audi A8. PZU przyjęło odpowiedzialność, wypłaciło odszkodowanie: 8.292 zł.

Poszkodowany naprawił auto. Okazało się, że tej kwoty nie wystarczyło. Prywatna ekspertyza wykazała koszt naprawy: 13.626 zł. Różnica? 5.334 zł.

Sprawa trafiła do sądu. Sąd powołał biegłego. I tutaj zaczęło się interesujące.

Co powiedział biegły o tej stawce?

Biegły sądowy mgr inż. Marcin G. przeanalizował kalkulację PZU. I nie miał wątpliwości.

W uzasadnieniu wyroku czytamy:

Analizując kalkulację naprawy dokonaną przez stronę pozwaną biegły wskazał, że zastosowana przez pozwaną stawka za rbg w wysokości 51 zł netto/1rbg jest nieadekwatna do rynku napraw blacharsko lakierniczych w miejscu zamieszkania poszkodowanego i jawi się jako stawka mocno zaniżona.”

Zwróć uwagę na sformułowania:

  • nieadekwatna do rynku
  • jawi się jako stawka mocno zaniżona

To nie jest „trochę za mała”, „mogłaby być wyższa”, „można by rozważyć”. To jest: „mocno zaniżona” i „nieadekwatna do rynku„.

Biegły nie powiedział tego wprost, ale między wierszami czytam: „To się kupy nie trzyma”.

Jaką stawkę przyjął biegły?

„Ustalając wysokość kosztów naprawy biegły sporządził wycenę tych kosztów w dwóch wariantach. Pierwszy wariant obejmował naprawę pojazdu poza ASO w oparciu wyłącznie o części oryginalne i uwzględniał stawkę za roboczogodzinę w wysokości 110 zł/1 rbg. W tym wariancie koszt naprawy pojazdu wynosi 14.669,67 zł brutto. Drugi wariant obejmował naprawę pojazdu poza ASO w oparciu o części oryginalne oraz uwzględniał dostępność tzw. zamienników. W tym wariancie koszty naprawy wynoszą 13.959,06 zł.”

Stawka biegłego: 110 zł netto/rbg

Stawka PZU: 51 zł netto/rbg

Różnica: 115% (ponad dwukrotnie!)

Sąd przyjął wycenę biegłego bez wahania:

„Wobec powyższej oceny dowodu z opinii biegłego Sąd przyjął ustalenia w niej zawarte za swoje i uczynił je podstawą rozstrzygnięcia. Jednocześnie wskazać należy, że nie bez znaczenia dla pozytywnej oceny pracy biegłego był brak jakichkolwiek zarzutów pełnomocników stron do pracy biegłego.”

PZU nie wniosło żadnych zastrzeżeń do opinii biegłego. Dlaczego? Bo wiedziało, że nie ma argumentów. Stawka 51 zł w 2021 roku jest po prostu nie do obronienia.

Historia stawek robocizny w Polsce (2010-2024) poza ASO

Żeby zrozumieć skalę problemu, cofnijmy się w czasie.

Rok 2008-2010: Era 40-50 zł

  • Średnia stawka: 40-50 zł netto/rbg
  • To były czasy tuż po wejściu Polski do UE
  • Warsztaty dopiero się rozwijały
  • Sprzęt często jeszcze stary, poniemiecki

Rok 2011-2013: Era 50-65 zł

  • Średnia stawka: 50-65 zł netto/rbg
  • Warsztaty zaczęły inwestować w nowy sprzęt
  • Rosły koszty części, energii, wynajmu
  • Stawki musiały rosnąć

Rok 2014-2016: Era 65-80 zł

  • Średnia stawka: 65-80 zł netto/rbg
  • Profesjonalizacja rynku
  • Coraz wyższe wymagania technologiczne
  • Szkolenia, certyfikaty

Rok 2017-2019: Era 80-100 zł

  • Średnia stawka: 80-100 zł netto/rbg
  • Drastyczny wzrost kosztów pracy
  • Deficyt fachowców (emigracja do Niemiec)
  • Nowe technologie (aluminium, stal wysokowytrzymała)

Rok 2020-2021: Era 100-120 zł

  • Średnia stawka: 100-120 zł netto/rbg
  • Pandemia – wzrost wszystkich kosztów
  • Inflacja
  • Jeszcze większy deficyt pracowników

Rok 2022-2024: Era 120-140 zł

  • Średnia stawka: 120-140 zł netto/rbg
  • Dalszy wzrost kosztów
  • Nowe wymagania ekologiczne
  • Szkolenia z aut elektrycznych i hybrydowych

A gdzie jest stawka 51 zł?

Gdzieś między 2008 a 2011 rokiem.

PZU w 2021 roku zastosowało stawkę sprzed 13 lat.

To jakby dziś kupić benzynę po cenie z 2008 roku (wtedy kosztowała 3,50 zł/litr). Fajnie by było, prawda? Ale przecież to niemożliwe.

A jednak w kalkulacjach odszkodowawczych – możliwe.

Ile naprawdę kosztuje roboczogodzina?

Przeanalizujmy rynek na podstawie rzeczywistych stawek z 2021 roku (rok zdarzenia w omawianej sprawie) i porównajmy z 2024 rokiem.

Warsztaty standardowe (poza ASO) – 2021:

Duże miasta (Warszawa, Poznań, Kraków, Wrocław):

  • Stawka minimalna: 110 zł netto/rbg
  • Stawka średnia: 120 zł netto/rbg
  • Stawka maksymalna: 140 zł netto/rbg

Średnie miasta (100-300 tys. mieszkańców):

  • Stawka minimalna: 95 zł netto/rbg
  • Stawka średnia: 110 zł netto/rbg
  • Stawka maksymalna: 125 zł netto/rbg

Małe miasta i wsie:

  • Stawka minimalna: 80 zł netto/rbg
  • Stawka średnia: 95 zł netto/rbg
  • Stawka maksymalna: 110 zł netto/rbg

Warsztaty ASO (autoryzowane) – 2021:

Marki premium (Audi, BMW, Mercedes, Lexus):

  • Stawka: 150-200 zł netto/rbg

Marki masowe (VW, Ford, Toyota, Peugeot):

  • Stawka: 120-150 zł netto/rbg

A teraz 2024 rok:

Warsztaty standardowe (duże miasta):

  • Stawka średnia: 130-140 zł netto/rbg

ASO marki premium:

  • Stawka: 180-220 zł netto/rbg

Gdzie jest 51 zł?

Nigdzie. Nie znajdziesz takiego warsztatu, który w 2021 roku naprawiał za 51 zł/rbg. A przynajmniej nie takiego, który:

  • Ma odpowiedni sprzęt
  • Ma wykwalifikowanych pracowników
  • Daje gwarancję
  • Naprawi zgodnie z technologią producenta

Dlaczego ubezpieczyciele stosują stare stawki?

Bo to najbardziej efektywna metoda zaniżania odszkodowań.

Przykład z omawianej sprawy:

Zakres naprawy według biegłego:

  • Naprawa blacharki: 18 rbg
  • Lakierowanie: 12 rbg
  • Montaż i demontaż części: 8 rbg
  • Łącznie: 38 rbg

Koszt robocizny przy stawce PZU (51 zł): 38 rbg × 51 zł = 1.938 zł netto (2.384 zł brutto)

Koszt robocizny przy stawce rynkowej (110 zł): 38 rbg × 110 zł = 4.180 zł netto (5.141 zł brutto)

Różnica: 2.757 zł brutto

I to tylko na robociźnie! Sama zaniżona stawka robocizny daje ubezpieczycielowi „oszczędność” prawie 3.000 zł na tej jednej naprawie.

Dlaczego to tak skuteczne?

Bo większość poszkodowanych nie sprawdza stawki robocizny.

Ludzie patrzą na:

  • Koszt części (czy są oryginalne?)
  • Całkowitą kwotę (czy wystarczy na naprawę?)

Ale nikt nie zagłębia się w to, ile kosztuje roboczogodzina. To zbyt techniczne, zbyt skomplikowane.

A ubezpieczyciel na tym bazuje.

Ale przecież warsztat to wyłapie?

Oczywiście. Warsztat, gdy zobaczysz kalkulację z 51 zł/rbg, powie ci: „Panie, to śmieszne, my nie naprawimy za takie pieniądze”.

I wtedy masz dwie opcje:

  1. Dopłacić z własnej kieszeni
  2. Walczyć z ubezpieczycielem

90% ludzi wybiera opcję 1. Bo nie wiedzą, że mogą walczyć. Albo nie mają czasu, energii, pieniędzy na proces.

I ubezpieczyciel na tym polega.

Ile możesz stracić na zaniżonej stawce?

Przeanalizujmy to na różnych przykładach szkód.

Przykład 1: Drobna kolizja (zderzak + lampa)

Zakres prac:

  • Wymiana zderzaka: 3 rbg
  • Wymiana lampy: 2 rbg
  • Lakierowanie zderzaka: 4 rbg
  • Łącznie: 9 rbg

Stawka PZU: 51 zł 9 × 51 = 459 zł netto (565 zł brutto)

Stawka rynkowa: 110 zł 9 × 110 = 990 zł netto (1.218 zł brutto)

Strata: 653 zł

Przykład 2: Średnia kolizja (zderzak, błotnik, drzwi, lampa)

Zakres prac:

  • Naprawa blacharki: 12 rbg
  • Lakierowanie: 8 rbg
  • Montaż/demontaż: 5 rbg
  • Łącznie: 25 rbg

Stawka PZU: 51 zł 25 × 51 = 1.275 zł netto (1.568 zł brutto)

Stawka rynkowa: 110 zł 25 × 110 = 2.750 zł netto (3.383 zł brutto)

Strata: 1.815 zł

Przykład 3: Poważna kolizja (cały bok auta)

Zakres prac:

  • Naprawa blacharki: 35 rbg
  • Lakierowanie: 20 rbg
  • Montaż/demontaż: 15 rbg
  • Łącznie: 70 rbg

Stawka PZU: 51 zł 70 × 51 = 3.570 zł netto (4.391 zł brutto)

Stawka rynkowa: 110 zł 70 × 110 = 7.700 zł netto (9.471 zł brutto)

Strata: 5.080 zł

Widzisz? Im większa szkoda, tym większa strata.

A teraz pomyśl: ile tysięcy takich szkód rocznie wypłaca jeden ubezpieczyciel? I ile milionów złotych „oszczędza” na zaniżonych stawkach robocizny?

Jak sprawdzić, czy Twoja stawka jest OK?

Otwórz kalkulację naprawy od ubezpieczyciela. Szukaj pozycji:

  • „Stawka robocizny”
  • „Koszt roboczogodziny”
  • „Rbg” (roboczogodzina)

Jeśli stawka jest niższa niż:

W 2024 roku:

  • 100 zł netto/rbg – czerwona lampka
  • 110 zł netto/rbg – minimalna stawka akceptowalna
  • 120-130 zł netto/rbg – OK dla większości miast
  • 140-150 zł netto/rbg – OK dla dużych miast i ASO

W 2021 roku (jak w omawianej sprawie):

  • 80 zł netto/rbg – czerwona lampka
  • 95 zł netto/rbg – minimalna stawka akceptowalna
  • 110-120 zł netto/rbg – OK

Jak to przeliczyć na brutto?

Stawka netto × 1,23 = stawka brutto

Przykład: 110 zł netto × 1,23 = 135,30 zł brutto

Uwaga na podwójne zaniżenie!

Czasem ubezpieczyciel podaje stawkę brutto, ale… po starej stawce netto.

Przykład:

  • Ubezpieczyciel pisze: „Stawka 63 zł brutto/rbg”
  • To brzmi lepiej niż „51 zł netto”
  • Ale 63 zł brutto = 51 zł netto
  • Więc to ta sama zaniżona stawka!

Zawsze przeliczaj na netto i porównuj.

Co robić, jeśli stawka jest zaniżona?

Wariant 1: Jeszcze nie naprawiłeś auta

Krok 1: Napisz reklamację

Wzór:

„W kalkulacji naprawy z dnia [data] zastosowano stawkę robocizny w wysokości [X] zł netto/rbg. Stawka ta jest rażąco zaniżona i nieadekwatna do aktualnych realiów rynkowych.

Zgodnie z opinią biegłego sądowego mgr inż. w sprawie I C 66/23 przed Sądem Rejonowym w Nowej Soli, stawka [X] zł/rbg ‚jest nieadekwatna do rynku napraw blacharsko lakierniczych w miejscu zamieszkania poszkodowanego i jawi się jako stawka mocno zaniżona’.

Średnia stawka robocizny w [nazwa miasta] wynosi obecnie [Y] zł netto/rbg, co można zweryfikować kontaktując się z lokalnymi warsztatami.

Żądam przeliczenia kalkulacji z uwzględnieniem stawki [Y] zł netto/rbg. Różnica wynosi [kwota] zł.”

Krok 2: Jeśli odmowa – zlecić prywatną ekspertyzę

Rzeczoznawca przeliczy naprawę z rynkową stawką robocizny.

Krok 3: Pozew do sądu

Z opinią rzeczoznawcy i powołaniem się na wyrok z Nowej Soli masz bardzo mocną pozycję.

Wariant 2: Już naprawiłeś auto

Krok 1: Zbierz rachunek z warsztatu

Musi pokazywać realną stawkę robocizny (np. 120 zł/rbg).

Krok 2: Napisz do ubezpieczyciela

„W dniu [data] otrzymałem odszkodowanie obliczone przy stawce [X] zł/rbg. Naprawiłem pojazd w warsztacie [nazwa], gdzie stawka wynosi [Y] zł/rbg, zgodnie z rynkiem. Różnica w koszcie robocizny wynosi [kwota] zł. Załączam rachunek. Żądam dopłaty.”

Krok 3: Pozew

Z rachunkiem i opinią rzeczoznawcy (jeśli trzeba).

Wariant 3: Naprawiłeś sam/u kolegi

Trudniej, ale:

Krok 1: Zlecić ekspertyzę post-factum

Rzeczoznawca ustali, ile powinno kosztować przy rynkowej stawce.

Krok 2: Dochodzić różnicy

Nawet jeśli zapłaciłeś mniej (bo kolega zrobił taniej), masz prawo do pełnej kwoty odpowiadającej rynkowym cenom.

Złota zasada:

Nie akceptuj stawki poniżej 100 zł netto/rbg (w 2024). Jeśli widzisz 50-60 zł – protestuj od razu.

Ile zaoszczędzisz walcząc o stawkę?

Wróćmy do omawianej sprawy:

Powód wygrał:

  • Odszkodowanie: 5.334 zł
  • Odsetki (od marca 2021 do lipca 2023): ~1.200 zł
  • Koszty procesu (zwrócone przez PZU): 3.937 zł
  • Łącznie: ~10.500 zł

PZU zapłaciło łącznie:

  • Wcześniej wypłacone: 8.292 zł
  • Po wyroku: 5.334 zł
  • Odsetki: ~1.200 zł
  • Koszty procesu: 3.937 zł
  • Razem: ~18.800 zł

Gdyby PZU od razu przyjęło rynkową stawkę 110 zł/rbg, zapłaciłoby ~14.000 zł i koniec.

Ale nie, próbowali zaoszczędzić stosując 51 zł/rbg. I ostatecznie zapłacili więcej – bo doliczyły się odsetki i koszty procesu.

Lekcja dla poszkodowanych:

Walcz o stawkę. Bo nawet jeśli proces trwa 2 lata, odsetki i zwrot kosztów procesu sprawią, że się opłaci.

Lekcja dla ubezpieczycieli:

Ale oni i tak się nie uczą…


Podsumowanie? Stawka 51 zł netto za roboczogodzinę w 2021 roku to podróż w czasie o 13 lat wstecz. To stawka sprzed ery smartfonów, Ubera i inflacji. To stawka, która jest – jak ujął biegły sądowy – „nieadekwatna do rynku i mocno zaniżona„.

I nie, to nie jest przypadek. To świadoma strategia ubezpieczycieli: zaniżyć stawkę, liczyć, że poszkodowany nie zauważy lub nie będzie protestował. A jeśli zauważy – może dopłaci z własnej kieszeni i da spokój.

Ale jak pokazał wyrok z Nowej Soli – sądy widzą to doskonale. I jeśli trafisz do sądu z biegłym, który ustali rynkową stawkę – wygrasz. I odzyskasz nie tylko różnicę, ale także odsetki i koszty procesu.

Sprawdź swoją kalkulację. Jeśli zobaczysz stawkę poniżej 100 zł netto – nie akceptuj. Bo to nie jest 2008 rok. To jest 2024. I stawki robocizny dawno wyszły z dwucyfrówki.


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.blogoodszkodowaniach.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl


Warsztat samochodowy w sądzie – jak wygrać sprawę z ubezpieczycielem?

Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej.

W mojej praktyce radcy prawnego specjalizującego się w odszkodowaniach często spotykam się z sytuacją, w której warsztaty samochodowe muszą walczyć z ubezpieczycielami o należne im pieniądze. Dziś opowiem Wam o sprawie, która doskonale ilustruje, z czym mierzą się serwisy prowadzące naprawy na cesję – i jak skutecznie można obronić swoje interesy w sądzie.

Spis treści

  1. Czym jest naprawa na cesję i dlaczego generuje spory?
  2. Jedenaście szkód, jeden proces – anatomia sprawy
  3. Kluczowe zarzuty ubezpieczyciela i jak je obaliliśmy
  4. Co zadecydowało o wygranej warsztatu?
  5. Praktyczne wnioski dla warsztatów
  6. FAQ

Czym jest naprawa na cesję i dlaczego generuje spory?

Naprawa na cesję to rozwiązanie, które pozwala poszkodowanym naprawić auto bez angażowania własnych środków. W praktyce wygląda to tak: warsztat naprawia pojazd, a w zamian otrzymuje od klienta przelew wierzytelności – czyli prawa do odszkodowania od ubezpieczyciela sprawcy. Brzmi prosto, ale diabeł tkwi w szczegółach.

Problem pojawia się, gdy ubezpieczyciel weryfikuje koszty naprawy – obniża stawki za roboczogodzinę, kwestionuje czas najmu pojazdu zastępczego, a czasem nawet samą ważność umowy cesji. Warsztat zostaje z nieopłaconą fakturą, a ubezpieczyciel argumentuje, że „przecież oferował taniej”. I tu zaczyna się batalia, którą niedawno stoczyłem w poznańskim sądzie.

Jedenaście szkód, jeden proces – anatomia sprawy

Sprawa, którą prowadziłem, dotyczyła warsztatu samochodowego z Poznania, który wykonał naprawy w jedenastu różnych szkodach. W każdej z nich ubezpieczyciel Ergo Hestia zaniżył odszkodowanie, stosując różne „sztuczki”:

  • Weryfikacja stawki za roboczogodzinę – warsztat stosował 128,40 zł netto, ubezpieczyciel uznawał max 100-110 zł
  • Skrócenie czasu najmu pojazdu zastępczego – np. z 84 do 25 dni
  • Obniżenie stawki najmu auta – z 110,70 zł do 86 zł brutto za dobę
  • Kwestionowanie zasadności parkowania – w sytuacji, gdy poszkodowany miał garaż

Łącznie warsztat domagał się dopłaty 22 222,98 zł. Ubezpieczyciel nie chciał zapłacić ani złotówki, twierdząc że:

  • umowy cesji są nieważne (brak kauzy),
  • poszkodowani powinni skorzystać z tańszych ofert współpracujących wypożyczalni,
  • stawki warsztatu są zawyżone w stosunku do średnich rynkowych.

Kluczowe zarzuty ubezpieczyciela i jak je obaliliśmy

Zarzut 1: Nieważność umowy cesji

Ubezpieczyciel w każdej ze szkód podnosił, że umowa przelewu wierzytelności nie zawiera kauzy, czyli podstawy prawnej. To typowy zarzut, którym ubezpieczyciele próbują podważyć legitymację warsztatu do dochodzenia roszczeń.

Jak to obaliliśmy? W umowach zlecenia naprawy był jednoznaczny zapis: „Celem zabezpieczenia roszczeń serwisu wobec poszkodowanego o zapłatę za naprawę pojazdu i najem pojazdu zastępczego, poszkodowany przelewa przysługującą mu wierzytelność…”

Sąd nie miał wątpliwości – kauza była wyraźnie wskazana. Cesja służyła zabezpieczeniu należności warsztatu. Koniec dyskusji.

Zarzut 2: Zawyżone stawki za roboczogodzinę

To chyba najczęstszy punkt sporny. Ubezpieczyciel twierdził, że stawka 128,40 zł netto jest „rażąco zawyżona” i stosował średnie stawki rynkowe 100-110 zł.

Jak to rozstrzygnęliśmy? Powołaliśmy biegłego sądowego, który przeprowadził szczegółową analizę rynku. Wynik? Stawka 128,40 zł mieściła się w granicach stawek rynkowych stosowanych w Poznaniu. Co więcej, biegły potwierdził, że warsztat dysponował:

  • operatem szacunkowym potwierdzającym realność stawki,
  • odpowiednim wyposażeniem i wykształconym personelem,
  • certyfikatami ze szkoleń specjalistycznych.

Istotnie, była to jedna z wyższych stawek na lokalnym rynku, ale – jak stwierdził biegły – „poparta zewnętrzą oceną zakładu pod kątem rentowności”. Stawki warsztatów współpracujących z ubezpieczycielami są bowiem sztucznie zaniżone o 20-30% w stosunku do stawek komercyjnych.

Zarzut 3: Poszkodowani powinni skorzystać z oferty ubezpieczyciela

W każdej sprawie ubezpieczyciel wysyłał maile z informacją, że może zorganizować najem pojazdu zastępczego za 86 zł brutto (klasa B) lub 95-135 zł (klasy wyższe). Argumentował: „skoro była tańsza oferta, to poszkodowany naruszył zasadę minimalizacji szkody”.

Co na to sąd? Sąd przywołał uchwałę Sądu Najwyższego III CZP 20/17, która jasno mówi: poszkodowany ma obowiązek skontaktować się z ubezpieczycielem i sprawdzić warunki oferty. Jeśli ubezpieczyciel zaproponuje pojazd równorzędny (ta sama klasa, porównywalne warunki), a poszkodowany wybierze droższy wariant – nadwyżka nie podlega zwrotowi.

Uchwała Sądu Najwyższego z dnia 24 sierpnia 2017 r.

Wydatki na najem pojazdu zastępczego poniesione przez poszkodowanego,  przekraczające koszty zaproponowanego przez ubezpieczyciela skorzystania z takiego pojazdu są objęte odpowiedzialnością z tytułu umowy obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej posiadaczy pojazdów mechanicznych, jeżeli ich poniesienie było celowe i ekonomicznie uzasadnione.

W naszej sprawie kluczowe było ustalenie, od kiedy poszkodowani wiedzieli o ofercie ubezpieczyciela. W większości przypadków informacja trafiała do warsztatu (który reprezentował poszkodowanych) mailem lub w protokole szkody już po rozpoczęciu najmu. Sąd uznał, że poszkodowani mieli kilka dni na zmianę decyzji, ale nie byli zobowiązani do rezygnacji z już wynajętego auta natychmiast.

Finalnie sąd uwzględnił stawki warsztatu przez kilka pierwszych dni (2-5 dni), a potem stosował stawki ubezpieczyciela. To kompromis, ale uczciwy – poszkodowany nie musi biegać za ubezpieczycielem, ale też nie może ignorować rozsądnej oferty.

Zarzut 4: Zbędne parkowanie pojazdu

W jednej ze szkód poszkodowany zostawił uszkodzone auto na parkingu warsztatu przez 39 dni, choć miał własny garaż. Ubezpieczyciel uznał tylko 22 dni.

Wynik? Sąd zgodził się z ubezpieczycielem – skoro poszkodowany miał możliwość darmowego przechowywania, parkowanie u warsztatu było zbędne. Nie każdy wydatek pozostający w związku ze szkodą jest refundowany – obowiązuje zasada celowości (art. 345 § 2 k.c.).

Zarzut 5: Zawyżony czas najmu pojazdu zastępczego

Tutaj było różnie. W szkodach całkowitych (auto do złomowania) poszkodowani korzystali z aut zastępczych nawet 84 dni, bo ubezpieczyciel czekał na… prawomocny wyrok sądu karnego ustalający sprawcę.

Co stwierdził sąd? Ubezpieczyciel sam ustala przebieg wypadku i nie może przerzucać ryzyka opieszałego postępowania na poszkodowanego. Skoro ostatecznie przyznał odpowiedzialność (jeszcze przed wyrokiem karnym!), to całe opóźnienie obciąża jego. Poszkodowany miał prawo do auta zastępczego do momentu otrzymania odszkodowania plus 7-14 dni na zakup nowego pojazdu.

W sprawach naprawczych sąd powoływał się na opinię biegłego o technologicznym czasie naprawy, dolicząc dni na oględziny i dostawę części.

Co zadecydowało o wygranej warsztatu?

Po kilku latach procesu (sprawa trwała od 2017 do 2022!) sąd zasądził na rzecz warsztatu 12 630,56 zł zamiast żądanych 22 222,98 zł. Sukces w 57%. Co było kluczem?

  1. Poprawnie sporządzone umowy cesji – kauza jasno wskazana, podpisy właścicieli lub osób uprawnionych.
  2. Opinia biegłego – potwierdziła rynkowość stawek warsztatu i uzasadnione czasy napraw.
  3. Dokumentacja – każda faktura, umowa najmu, protokół szkody były załączone.
  4. Znajomość orzecznictwa – powołanie się na uchwały SN (III CZP 5/11, III CZP 76/13, III CZP 20/17) pokazało, że warsztat zna swoje prawa.

Co nie pomogło? Gołosłowne twierdzenia, że „zawsze kontaktowaliśmy się z ubezpieczycielem, ale oferta była gorsza”. Bez konkretów – takich jak maile, notatki – sąd to zignorował.

Praktyczne wnioski dla warsztatów

Z tej sprawy wynika kilka lekcji, które każdy warsztat prowadzący naprawy na cesję powinien wziąć sobie do serca:

  1. Cesja musi mieć kauzę – zawsze zapisuj: „w celu zabezpieczenia roszczeń serwisu o zapłatę za naprawę i najem pojazdu zastępczego”.
  2. Zbieraj dowody na stawki – operat szacunkowy, certyfikaty, porównanie z konkurencją. W sądzie się przyda.
  3. Informuj poszkodowanych o ofertach ubezpieczyciela – ale nie zmuszaj ich do rezygnacji z już podpisanych umów. Daj 3-5 dni na decyzję.
  4. Dokumentuj wszystko – maile, protokoły szkody, umowy najmu. Bez tego przegrasz.
  5. Nie przesadzaj z czasem najmu/parkingu – jeśli technologia każe skończyć w 5 dni, nie wystawiaj faktury za 14. Ubezpieczyciel to sprawdzi, a sąd uwzględni opinię biegłego.

FAQ

Czy warsztat może stosować wyższe stawki niż średnie rynkowe?
Tak, pod warunkiem że są uzasadnione (sprzęt, szkolenia, certyfikaty). Sąd w naszej sprawie uznał stawkę 128,40 zł za rynkową, mimo że była wyższa od średniej 111-125 zł.

Co zrobić, gdy ubezpieczyciel kwestionuje ważność cesji?
Sprawdź, czy w umowie zlecenia naprawy jest zapis o cauzie (celu przelewu). Jeśli tak – ubezpieczyciel nie ma racji. Jeśli nie – uzupełnij umowę aneksem.

Czy poszkodowany musi korzystać z oferty ubezpieczyciela?
Nie musi, ale jeśli dostanie konkretną, równorzędną ofertę (ten sam segment auta, rozsądne warunki) i ją zignoruje – nadwyżka nie zostanie zwrócona. Ma jednak kilka dni na podjęcie decyzji.

Ile trwa sprawa sądowa z ubezpieczycielem?
W naszym przypadku – 5 lat. Standardowo 2-3 lata, zwłaszcza jeśli potrzebna jest opinia biegłego. Warto uzbroić się w cierpliwość.

Czy warsztat może wygrać bez prawnika?
Teoretycznie tak, ale w praktyce – trudno. Ubezpieczyciele mają doświadczonych pełnomocników, a sprawy są skomplikowane proceduralnie. Z doświadczenia wiem, że warsztat bez reprezentacji rzadko wygrywa pełne roszczenie.


Źródła

  • Kodeks cywilny, art. 415, art. 509
  • Ustawa o ubezpieczeniach obowiązkowych, art. 34 ust. 1
  • Uchwała SN z 17.11.2011 r., III CZP 5/11
  • Uchwała SN z 24.08.2017 r., III CZP 20/17

Rozbudowany disclaimer: Niniejszy artykuł stanowi ogólną informację prawną i nie zastępuje indywidualnej porady prawnej w konkretnej sprawie. Każda sprawa sądowa wymaga analizy konkretnych okoliczności i dokumentów. Kancelaria nie ponosi odpowiedzialności za działania podjęte na podstawie informacji zawartych w artykule. W celu uzyskania porady prawnej dostosowanej do Państwa sytuacji, zapraszamy do kontaktu z naszą kancelarią.

Podsumowanie kancelarii: Niniejszy artykuł powstał w oparciu o doświadczenie i wiedzę zespołu Kancelarii Prawnik od Odszkodowań. Od lat wspieramy warsztaty samochodowe i poszkodowanych z całej Polski w sporach z ubezpieczycielami, tłumacząc zawiłości prawa z pasją i zaangażowaniem, aby każdy mógł zrozumieć swoje prawa i skutecznie je dochodzić.

Zapraszam do Kancelarii Prawnik od Odszkodowań:
Radca prawny Bartosz Paweł Kowalak, adwokat Michalina Koligot
ul. Mickiewicza 18a/3, 60-834 Poznań
tel. +48 61 2224963

www: https://prawnikododszkodowan.pl/

Czy warto zatrudnić rzeczoznawcę samochodowego przed procesem? Moja odpowiedź brzmi: TAK

Otrzymałeś kosztorys od ubezpieczyciela. Patrzysz na kwotę i… coś tu nie gra. „To za mało” – myślisz. Dzwonisz do warsztatu, a mechanik potwierdza Twoje przeczucia: „Za te pieniądze nie naprawię tego auta”. Co teraz?

Z mojego wieloletniego doświadczenia w sprawach odszkodowawczych wiem, że to moment, w którym wiele osób popełnia pierwszy błąd – przyjmuje propozycję ubezpieczyciela, bo „szkoda się kłócić”. A przecież masz prawo do pełnego odszkodowania. I właśnie tutaj pojawia się postać, która może odmienić losy Twojej sprawy: niezależny rzeczoznawca samochodowy.

Czy warto z niego skorzystać? Moim zdaniem – jak najbardziej. I w tym artykule wyjaśnię dlaczego.


W tym wpisie dowiesz się:

  • Kim jest rzeczoznawca samochodowy i jak może Ci pomóc?
  • Kiedy warto zatrudnić niezależnego rzeczoznawcę?
  • Trzy kluczowe powody, dla których rzeczoznawca może zmienić losy Twojej sprawy
  • Jak przygotować się do współpracy z rzeczoznawcą?
  • Ile kosztuje ekspertyza i czy ubezpieczyciel ją zwróci?
  • Czy rzeczoznawca to „strzelanie z armaty do muchy”, czy realna pomoc?

Kim jest rzeczoznawca samochodowy?

Rzeczoznawca samochodowy (inaczej: rzeczoznawca motoryzacyjny) to wykwalifikowany specjalista, który:

  • Ustala przebieg powstania szkody – analizuje, jak doszło do uszkodzeń.
  • Ocenia zakres uszkodzeń – sprawdza nie tylko to, co widać na pierwszy rzut oka, ale też ukryte defekty.
  • Wycenia koszty naprawy – przygotowuje kosztorys na podstawie aktualnych stawek i technologii naprawy.
  • Sporządza ekspertyzę – dokument, który może posłużyć w negocjacjach z ubezpieczycielem lub w sądzie.

Ważne: rzeczoznawcy samochodowi to nie tylko ci, którzy pracują dla ubezpieczycieli. Ty też możesz zatrudnić niezależnego rzeczoznawcę, który będzie działał wyłącznie w Twoim interesie.


Trzy kluczowe powody, dla których warto zatrudnić rzeczoznawcę

Z mojej praktyki wynika, że niezależna ekspertyza rzeczoznawcy samochodowego może diametralnie zmienić sytuację poszkodowanego. Oto trzy najważniejsze powody, dla których warto z niej skorzystać:

1. Rzeczoznawca może wykazać, że ceny w kosztorysie ubezpieczyciela są za niskie

Ubezpieczyciele często stosują tzw. wartości katalogowe części zamiennych, które są niższe od rzeczywistych cen rynkowych. Albo przyjmują technologię naprawy „na taśmie”, która w praktyce jest niemożliwa do wykonania w normalnym warsztacie.

Przykład z praktyki:
Pan Michał miał uszkodzony dach po gradobiciu. Ubezpieczyciel zaproponował 8 000 zł, zakładając naprawę poprzez „wypukiwanie”. Niezależny rzeczoznawca stwierdził, że ze względu na rozmiar wgnieceń i technologię lakierowania dachu, konieczna jest wymiana – koszt: 14 000 zł. Ubezpieczyciel po otrzymaniu ekspertyzy podwyższył odszkodowanie do 13 500 zł.

2. Rzeczoznawca wykryje uszkodzenia, których ubezpieczyciel „nie zauważył”

Rzeczoznawca z ramienia ubezpieczyciela ma często ograniczony czas na oględziny. Może przeoczyć ukryte uszkodzenia, np.:

  • Pęknięcia w podwoziu
  • Uszkodzenia elektroniki (czujniki, kamery)
  • Deformacje elementów konstrukcyjnych
  • Uszkodzenia w obszarach niewidocznych bez demontażu

Przykład:
Pani Anna po uderzeniu w bok miała uszkodzony błotnik i drzwi. Rzeczoznawca ubezpieczyciela wycenił szkodę na 6 000 zł. Niezależny rzeczoznawca zlecił demontaż drzwi i wykrył pęknięcie słupka B oraz uszkodzenie progów – dodatkowe 9 000 zł. Ubezpieczyciel po przedstawieniu ekspertyzy wypłacił pełne odszkodowanie.

3. Rzeczoznawca może potwierdzić, że szkoda faktycznie miała miejsce – mimo że ubezpieczyciel twierdzi inaczej

Zdarza się, że ubezpieczyciel kwestionuje sam fakt wystąpienia szkody lub jej zakres, argumentując, że:

  • „Te uszkodzenia powstały wcześniej”
  • „To nie jest skutek tego zdarzenia”
  • „Samochód był już uszkodzony przed wypadkiem”

W takich sytuacjach niezależna ekspertyza może być kluczowym dowodem, że szkoda faktycznie powstała w wyniku danego zdarzenia.

Przykład:
Pan Tomasz miał stłuczkę parkingową. Ubezpieczyciel stwierdził, że pęknięcie zderzaka „jest zbyt duże jak na takie uderzenie” i odmówił wypłaty pełnego odszkodowania. Niezależny rzeczoznawca przeanalizował mechanizm zdarzenia i wykazał, że przy danym kącie uderzenia pęknięcie o takim charakterze jest normalnym skutkiem kolizji. Ubezpieczyciel zmienił decyzję.


Kiedy warto skorzystać z rzeczoznawcy samochodowego?

Na podstawie doświadczenia naszej kancelarii, oto sytuacje, w których zatrudnienie rzeczoznawcy jest szczególnie uzasadnione:

1. Zaniżone odszkodowanie

Jeśli po otrzymaniu kosztorysu masz poczucie, że kwota jest za niska – zweryfikuj to u niezależnego rzeczoznawcy. Czasem różnica między propozycją ubezpieczyciela a rzeczywistym kosztem naprawy sięga kilkunastu tysięcy złotych.

2. Szkoda całkowita (total loss)

Ubezpieczyciel uznał szkodę za całkowitą? To oznacza, że wypłaci Ci wartość rynkową auta pomniejszoną o wartość wraku. Problem w tym, że:

  • Wartość auta przed szkodą może być zaniżona
  • Wartość wraku może być zawyżona

Rezultat? Otrzymujesz o tysiące złotych mniej, niż powinno Ci się należeć. A do tego zostaniesz z wrakiem, którego nie sprzedasz za cenę, jaką wycenił ubezpieczyciel.

Przykład:
Pani Ewa miała 10-letnie Audi A4 w świetnym stanie technicznym. Ubezpieczyciel wycenił wartość przed szkodą na 25 000 zł, a wartość wraku na 8 000 zł. Wypłacił 17 000 zł. Niezależny rzeczoznawca wycenił wartość auta na 32 000 zł, a wraku na 6 000 zł. Różnica: 9 000 zł. Po naszej interwencji ubezpieczyciel wypłacił dodatkowe 7 500 zł.

3. Ubezpieczyciel kwestionuje sam fakt szkody

Jeśli ubezpieczyciel twierdzi, że uszkodzenia „nie są skutkiem tego zdarzenia” lub „powstały wcześniej”, ekspertyza niezależnego rzeczoznawcy może być Twoim najlepszym dowodem.

4. Przed procesem sądowym

Jeśli planujesz sprawę sądową, ekspertyza rzeczoznawcy to silny dowód na poparcie Twoich roszczeń. Sąd często powołuje własnego biegłego, ale posiadanie niezależnej ekspertyzy zwiększa Twoje szanse na korzystny wyrok.


Jak przygotować się do spotkania z rzeczoznawcą?

Aby współpraca z rzeczoznawcą była efektywna, przygotuj:

Dokumenty:

  • Dowód rejestracyjny
  • Polisa OC/AC
  • Zdjęcia z miejsca zdarzenia
  • Kosztorys od ubezpieczyciela
  • Korespondencja z ubezpieczycielem

Informacje do przekazania:

  • Szczegółowy opis zdarzenia – jak doszło do szkody, z jakiej strony nastąpiło uderzenie
  • Wykaz wszystkich uszkodzeń – zwróć uwagę na te, które mogą być niewidoczne bez demontażu
  • Stan pojazdu przed szkodą – czy auto było w pełni sprawne, czy miało wcześniejsze uszkodzenia

Wskazówki:

  • Zadbaj o dobre warunki oględzin: światło dzienne, najlepiej podnośnik w warsztacie
  • Poproś rzeczoznawcę, by zrobił własne zdjęcia uszkodzeń
  • Jeśli to możliwe, zlecaj demontaż elementów, by sprawdzić ukryte uszkodzenia

Ile kosztuje rzeczoznawca samochodowy?

Ceny usług rzeczoznawców różnią się w zależności od regionu i zakresu ekspertyzy. Szacunkowe stawki to:

  • Oszacowanie kosztów naprawy: ok. 500 zł
  • Wycena wartości samochodu (przed szkodą): ok. 300 zł
  • Wycena wartości wraku: ok. 200 zł

Jeśli zamawiasz pakiet (np. wycena przed szkodą + koszt naprawy), cena często jest niższa.

Czy to się opłaca?

Jeśli różnica między propozycją ubezpieczyciela a rzeczywistym kosztem naprawy wynosi kilka lub kilkanaście tysięcy złotych, 500 zł za ekspertyzę to niewielka inwestycja.

Przykład:
Pan Marek zapłacił 600 zł za ekspertyzę rzeczoznawcy. Dzięki temu udowodnił, że odszkodowanie powinno być wyższe o 12 000 zł. Ubezpieczyciel wypłacił dodatkowe 10 000 zł. Bilans? +9 400 zł.


Czy ubezpieczyciel zwróci koszt rzeczoznawcy?

Teraz najlepsze: tak, ubezpieczyciel może zwrócić koszt rzeczoznawcy. Podstawą jest uchwała Sądu Najwyższego z dnia 2 września 2019 r. (sygn. III CZP 99/18), która stanowi, że:

„Poszkodowany oraz inni uczestnicy zdarzenia komunikacyjnego mogą domagać się zwrotu kosztów powstałych w wyniku powołania rzeczoznawcy do sporządzenia niezależnej ekspertyzy”.

Ale uwaga! Musisz spełnić warunek: uzasadnić konieczność sporządzenia ekspertyzy. Innymi słowy, musisz wykazać, że miałeś podstawy, by wątpić w wycenę ubezpieczyciela.

Kiedy ubezpieczyciel może odmówić zwrotu?

Jeśli uznasz, że ekspertyza była bezzasadna, np.:

  • Ubezpieczyciel zaproponował od razu pełne odszkodowanie
  • Nie zgłosiłeś zastrzeżeń przed zleceniem ekspertyzy
  • Ekspertyza nie wykazała żadnych różnic w stosunku do wyceny ubezpieczyciela

Jak zwiększyć szanse na zwrot?

  1. Zgłoś zastrzeżenia do wyceny ubezpieczyciela przed zleceniem ekspertyzy
  2. Uzasadnij, dlaczego wątpisz w kosztorys (np. „Mechanik stwierdził, że naprawa jest niemożliwa za tę kwotę”)
  3. Dołącz ekspertyzę do odwołania i wezwij do zwrotu jej kosztów

Rzeczoznawca a proces sądowy – czy to ma sens?

Jeśli negocjacje z ubezpieczycielem nie przyniosą efektu, pozostaje droga sądowa. I tutaj pojawia się pytanie: czy warto mieć ekspertyzę rzeczoznawcy przed procesem?

Moim zdaniem – jak najbardziej. Oto dlaczego:

1. Sąd często powołuje biegłego

W sprawach o odszkodowanie sąd zwykle powołuje własnego biegłego sądowego. Ale jeśli masz już ekspertyzę niezależnego rzeczoznawcy, możesz:

  • Przedstawić ją jako dowód na poparcie swoich roszczeń
  • Kwestionować opinię biegłego sądowego, jeśli będzie niekorzystna
  • Przyspieszyć proces, bo sąd będzie miał dodatkowy materiał dowodowy

2. Ekspertyza może skłonić ubezpieczyciela do ugody

Kiedy ubezpieczyciel widzi, że masz profesjonalną ekspertyzę i jesteś zdeterminowany, by walczyć w sądzie, często decyduje się na ugodę pozasądową. To oszczędność czasu i kosztów dla obu stron.

3. Zwiększasz szanse na wygranie sprawy

Sąd oceni, czy Twoje roszczenie jest uzasadnione. Ekspertyza rzeczoznawcy to mocny argument, że masz rację.


Czy rzeczoznawca to „strzelanie z armaty do muchy”?

Często słyszę od klientów: „Czy to nie przesada? Może ubezpieczyciel się ugnie po prostu moim pismem odwoławczym?”.

Odpowiedź brzmi: zależy od kwoty sporu.

  • Jeśli różnica między Twoją wyceną a propozycją ubezpieczyciela to 1000-2000 zł, rzeczoznawca może być niepotrzebny. Spróbuj negocjacji.
  • Jeśli różnica to 5000 zł i więcej, rzeczoznawca to realna pomoc, która może uratować Ci tysiące złotych.

Moja rada: Nie rezygnuj z rzeczoznawcy z obawy przed kosztem. To inwestycja, która zwykle się zwraca.


Rzeczoznawca samochodowy – jak wybrać najlepszego?

Nie każdy rzeczoznawca jest taki sam. Oto na co zwrócić uwagę:

1. Doświadczenie i kwalifikacje

  • Sprawdź, czy ma uprawnienia rzeczoznawcy samochodowego (wpis do rejestru)
  • Zapytaj o doświadczenie w podobnych sprawach

2. Niezależność

  • Upewnij się, że nie współpracuje stale z ubezpieczycielem, którego kwestionujesz
  • Poproś o referencje od innych klientów

3. Zakres usług

  • Czy oferuje demontaż elementów podczas oględzin?
  • Czy sporządza szczegółową dokumentację fotograficzną?

4. Cena

  • Porównaj ceny kilku rzeczoznawców, ale nie kieruj się wyłącznie najniższą ceną. Ważniejsza jest jakość ekspertyzy.

Podsumowanie – czy warto? TAK!

Z mojego doświadczenia wynika, że zatrudnienie niezależnego rzeczoznawcy samochodowego to jedna z najlepszych decyzji, jaką możesz podjąć w walce o pełne odszkodowanie. Oto kluczowe korzyści:

Wykaże zaniżone ceny w kosztorysie ubezpieczyciela
Wykryje ukryte uszkodzenia, których ubezpieczyciel nie zauważył
Potwierdzi, że szkoda faktycznie miała miejsce
Zwiększy Twoje szanse w negocjacjach i w sądzie
Może zostać zwrócony przez ubezpieczyciela

Pamiętaj: ubezpieczyciel ma swojego rzeczoznawcę. Ty też masz prawo mieć swojego. I to może być klucz do uzyskania pełnego odszkodowania.


Potrzebujesz pomocy w sprawie odszkodowania?

Nasza kancelaria specjalizuje się w sprawach odszkodowawczych. Pomożemy Ci:

  • Ocenić, czy odszkodowanie jest zaniżone
  • Znaleźć zaufanego rzeczoznawcę
  • Przygotować pismo odwoławcze lub pozew
  • Reprezentować Cię w negocjacjach lub w sądzie


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Widziałem dziesiątki spraw, gdzie niezależna ekspertyza rzeczoznawcy odmieniła los poszkodowanego. Jeśli masz wątpliwości co do swojego odszkodowania – nie wahaj się. Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl


FAQ – najczęściej zadawane pytania

1. Czy mogę sam wynająć rzeczoznawcę, czy to musi zrobić ubezpieczyciel?
Możesz sam wynająć niezależnego rzeczoznawcę. Ubezpieczyciel również ma swojego, ale Ty masz prawo do własnej ekspertyzy.

2. Ile kosztuje rzeczoznawca samochodowy?
Zazwyczaj ok. 500 zł za oszacowanie kosztów naprawy, 300 zł za wycenę wartości auta. Ceny mogą się różnić w zależności od regionu.

3. Czy ubezpieczyciel zwróci koszt rzeczoznawcy?
Tak, jeśli uzasadnisz konieczność sporządzenia ekspertyzy (np. zaniżone odszkodowanie). Podstawa: uchwała SN z 2 września 2019 r., sygn. III CZP 99/18.

4. Kiedy warto skorzystać z rzeczoznawcy?
Gdy odszkodowanie jest zaniżone, szkoda została uznana za całkowitą, ubezpieczyciel kwestionuje sam fakt szkody lub planujesz proces sądowy.

5. Czy rzeczoznawca może pomóc w sądzie?
Tak, jego ekspertyza to mocny dowód. Sąd może również powołać własnego biegłego, ale posiadanie niezależnej opinii zwiększa Twoje szanse.

6. Jak długo trwa sporządzenie ekspertyzy?
Zazwyczaj 3-7 dni roboczych od oględzin pojazdu.

7. Czy rzeczoznawca musi widzieć uszkodzony pojazd?
Tak, oględziny są konieczne do sporządzenia rzetelnej ekspertyzy. Najlepiej, by odbyły się w warsztacie z możliwością demontażu elementów.


Źródła:

  • Kodeks cywilny, art. 361 § 2
  • Uchwała Sądu Najwyższego z dnia 2 września 2019 r., sygn. III CZP 99/18
  • Ustawa o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych

Jak sporządzić prawidłową umowę cesji? Przewodnik dla warsztatów samochodowych krok po kroku

Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej.

Prowadzisz warsztat i chcesz oferować naprawy bezgotówkowe? Cesja wierzytelności to Twoje podstawowe narzędzie – ale tylko wtedy, gdy jest sporządzona prawidłowo. Z mojego doświadczenia wiem, że jeden błąd w umowie może kosztować Cię dziesiątki tysięcy złotych. Dziś pokażę Ci, jak tego uniknąć.

Spis treści

  1. Czym jest cesja i dlaczego jest kluczowa dla warsztatu
  2. Elementy niezbędne prawidłowej umowy cesji
  3. Kauza cesji – najczęstszy błąd warsztatów
  4. Cesja od współwłaścicieli pojazdu – jak to zrobić
  5. Cesja przy leasingu i kredycie – kiedy potrzebna zgoda banku
  6. Różnice między cesją a pełnomocnictwem
  7. Wzór umowy cesji z komentarzem
  8. FAQ

Czym jest cesja i dlaczego jest kluczowa dla warsztatu

Cesja, czyli przelew wierzytelności (art. 509 k.c.), to umowa, w której poszkodowany przenosi na warsztat swoje prawo do odszkodowania od ubezpieczyciela. W praktyce oznacza to, że warsztat może sam domagać się pieniędzy bezpośrednio od ubezpieczyciela – bez angażowania poszkodowanego.

Dlaczego to takie ważne? Bo bez cesji jesteś zdany na łaskę klienta. On otrzymuje odszkodowanie, a Ty… czekasz, aż zechce Ci zapłacić. Z cesją to Ty kontrolujesz proces i możesz walczyć o swoje pieniądze w sądzie, jeśli ubezpieczyciel zaniża odszkodowanie.

Ale uwaga – cesja musi być sporządzona prawidłowo. W sprawie, którą prowadziłem, ubezpieczyciel w każdej z jedenastu szkód kwestionował ważność umowy cesji. I wiesz co? Gdyby nie precyzyjne zapisy w umowach, warsztat mógłby przegrać wszystkie roszczenia o wartości ponad 22 tysięcy złotych.

Elementy niezbędne prawidłowej umowy cesji

Według art. 509 k.c. umowa cesji wymaga zgody tylko dwóch stron: cedenta (poszkodowanego) i cesjonariusza (warsztatu). Ubezpieczyciel nie musi się zgadzać – wystarczy go poinformować. Ale żeby cesja była skuteczna, musi zawierać:

1. Strony umowy

  • Cedent – osoba uprawniona do odszkodowania (właściciel pojazdu, współwłaściciele)
  • Cesjonariusz – warsztat (pełna nazwa firmy, NIP, adres)

Pułapka: Jeśli pojazd ma kilku współwłaścicieli, cesja od jednego z nich może być niewystarczająca. O tym za moment.

2. Przedmiot cesji

Musisz precyzyjnie określić, co jest przedmiotem przelewu. Najlepiej tak:

„Cedent przelewa na Cesjonariusza przysługującą mu względem [nazwa ubezpieczyciela] wierzytelność w postaci roszczenia o zapłatę odszkodowania z tytułu:

  • uszkodzenia pojazdu marki [marka] o nr rej. [numer],
  • kosztów najmu pojazdu zastępczego,
  • kosztów holowania pojazdu,
  • kosztów parkowania/przechowywania pojazdu,
  • kosztów badania technicznego pojazdu, wraz z wszelkimi prawami związanymi z tą wierzytelnością, w tym prawem do odsetek za opóźnienie.”

Im bardziej szczegółowo, tym lepiej. W sporze sądowym ubezpieczyciel będzie próbował argumentować, że „cesja nie obejmowała najmu pojazdu zastępczego” – jeśli nie wymienisz tego wprost.

3. Kauza cesji – KLUCZOWA!

To najważniejszy element, którego brakuje w 90% błędnych umów cesji. Kauza to podstawa prawna, cel przelewu wierzytelności. Bez niej umowa jest nieważna.

Kauza cesji – najczęstszy błąd warsztatów

W sprawie, którą wygrałem, ubezpieczyciel w każdym piśmie procesowym podnosił: „Umowa cesji nie zawiera kauzy, wobec czego jest nieważna, a powód nie ma legitymacji do dochodzenia roszczenia”.

Gdyby to był prawda, warsztat przegrałby całą sprawę. Na szczęście w umowach zlecenia naprawy był zapis:

„§ 3 ust. 1. Celem zabezpieczenia roszczeń serwisu wobec poszkodowanego o zapłatę za naprawę pojazdu i najem pojazdu zastępczego, poszkodowany przelewa przysługującą mu względem [ubezpieczyciela] wierzytelność…”

Sąd stwierdził jednoznacznie: kauza jest jasno wskazana. Cesja służy zabezpieczeniu należności warsztatu za wykonane usługi. Koniec dyskusji.

Jak zapisać kauzy prawidłowo

Wystarczy jeden prosty zapis na początku paragrafu o cesji:

Wersja 1 (najprostsza): „W celu zabezpieczenia roszczeń Warsztatu o zapłatę za naprawę pojazdu oraz świadczone usługi (najem pojazdu zastępczego, holowanie, parking), Klient przelewa na Warsztat…”

Wersja 2 (bardziej szczegółowa): „Strony ustalają, że niniejsza cesja służy zabezpieczeniu wierzytelności Warsztatu wobec Klienta z tytułu:

  • wynagrodzenia za naprawę pojazdu,
  • opłat za najem pojazdu zastępczego,
  • kosztów holowania i parkowania pojazdu. W związku z powyższym Klient dokonuje przelewu wierzytelności…”

Bez tego zapisu Twoja cesja jest bezwartościowa. Ubezpieczyciel podniesie zarzut nieważności, a sąd – niestety – będzie musiał go uwzględnić.

Cesja od współwłaścicieli pojazdu – jak to zrobić

Wyobraź sobie sytuację: naprawiasz BMW, którego współwłaścicielami są dwaj bracia. Jeden z nich podpisuje zlecenie naprawy i umowę cesji. Myślisz, że jesteś zabezpieczony? Niekoniecznie.

Problem współwłasności

Zgodnie z art. 509 k.c. cesji może dokonać tylko osoba uprawniona do wierzytelności. Jeśli pojazd należy do dwóch osób, odszkodowanie przysługuje im wspólnie – w częściach odpowiadających ich udziałom we współwłasności.

W sprawie, którą prowadziłem, pojazd Volvo V50 należał do trzech osób: Jędrzeja, Magdaleny i Mariusza W. Ubezpieczyciel argumentował: „Umowę najmu podpisał Jędrzej, a faktura została wystawiona na Mariusza – brak legitymacji!”

Jak to rozwiązaliśmy?

W aktach sprawy były trzy umowy zlecenia naprawy – każda podpisana przez innego współwłaściciela, każda zawierająca cesję. Dodatkowo świadkowie potwierdzili, że wszyscy trzej wiedzieli o najmie pojazdu zastępczego i wyrazili na niego zgodę.

Sąd uznał to za wystarczające. Ale mógł być problem, gdybyśmy mieli tylko jeden podpis.

Praktyczne rozwiązania dla warsztatu

Opcja 1: Umowa cesji od wszystkich współwłaścicieli Najlepsze rozwiązanie. Przygotuj jeden dokument, na którym podpiszą się wszyscy współwłaściciele:

„My, niżej podpisani: [imiona, nazwiska, PESEL], będący współwłaścicielami pojazdu [dane], działając wspólnie, przelewamy na Warsztat wierzytelność…”

Opcja 2: Pełnomocnictwo + cesja Jeśli nie wszyscy współwłaściciele mogą przyjechać, poproś o pełnomocnictwo:

„Ja, [imię, nazwisko], współwłaściciel pojazdu, upoważniam [imię drugiego współwłaściciela] do zawarcia umowy cesji w moim imieniu.”

Pełnomocnictwo powinno być na piśmie, z podpisem i datą. Nie musi być notarialne, chyba że współwłaściciel ma wątpliwości.

Opcja 3: Cesja od jednego + oświadczenie pozostałych Jeden podpisuje cesję, reszta składa pisemne oświadczenie:

„Ja, [imię, nazwisko], współwłaściciel pojazdu, wyrażam zgodę na przelew wierzytelności o odszkodowanie na rzecz Warsztatu oraz oświadczam, że najem pojazdu zastępczego odbywał się za moją wiedzą i zgodą.”

To najsłabsze rozwiązanie, ale lepsze niż nic.

Cesja przy leasingu i kredycie – kiedy potrzebna zgoda banku

Tu zaczyna się prawdziwa zabawa. Pojazd jest własnością banku (leasing) albo obciążony zastawem rejestrowym (kredyt). Kto jest uprawniony do odszkodowania? I czy możesz przyjąć cesję od korzystającego?

Leasing operacyjny

Zasada: Pojazd jest własnością leasingodawcy, więc to on jest uprawniony do odszkodowania.

W sprawie, którą prowadziłem, pojazd BMW początkowo był leasingowany od Getin Leasing S.A. Ubezpieczyciel próbował to wykorzystać: „Właścicielem był leasing, więc cesja od pana D. jest nieważna!”

Na szczęście pojazd został wykupiony w 2015 r. – dowód rejestracyjny to potwierdzał. Sąd nie miał wątpliwości.

Ale co, jeśli leasing trwa? Masz dwie opcje:

Opcja A: Cesja od leasingodawcy
Najlepsze rozwiązanie, ale… nierealne. Leasingodawca nie przyjedzie do Twojego warsztatu, żeby podpisać umowę. Musiałbyś wysłać dokument pocztą, czekać na zwrot, a klient w tym czasie korzysta z auta zastępczego. Koszt najmu rośnie, a Ty nie masz zabezpieczenia.

Opcja B: Cesja od korzystającego + upoważnienie od leasingodawcy
Korzystający (np. firma leasingująca auto) musi uzyskać od leasingodawcy pisemne upoważnienie do zawierania umów w jego imieniu, w tym cesji. Takie upoważnienie jest często w umowie leasingu – poproś klienta o kopię.

Jeśli nie ma upoważnienia? Ryzyko Twoje. Ubezpieczyciel może argumentować, że cesja jest nieważna, bo korzystający nie był uprawniony do odszkodowania.

Kredyt z zastawem rejestrowym

Zasada: Pojazd jest własnością kredytobiorcy, ale bank ma zastaw rejestrowy – czyli prawo do zaspokojenia się z odszkodowania w pierwszej kolejności.

Czy potrzebujesz zgody banku na cesję? To zależy od umowy kredytu. Często zawiera ona klauzulę, że:

„Kredytobiorca nie może bez zgody Banku dokonywać rozporządzeń (w tym cesji) wierzytelnościami związanymi z pojazdem.”

Jeśli taka klauzula istnieje, cesja bez zgody banku może być nieważna (art. 509 § 1 k.c. – cesja nie może sprzeciwiać się zastrzeżeniu umownemu).

Co robić w praktyce?

  1. Sprawdź dowód rejestracyjny – czy pojazd jest objęty leasingiem, zastawem rejestrowym.
  2. Jeśli tak – poproś klienta o umowę leasingu/kredytu i sprawdź, czy może dokonać cesji.
  3. Jeśli umowa zabrania cesji – poproś o zgodę banku/leasingodawcy (e-mail wystarczy).
  4. Jeśli klient odmawia albo nie może uzyskać zgody – zastanów się dwa razy, czy chcesz to ryzyko.

W jednej ze szkód w mojej sprawie klient nie dostarczył żadnych dokumentów dotyczących leasingu, bo pojazd był już wykupiony. Ale gdyby leasing trwał, warsztat mógłby mieć problem.

Różnice między cesją a pełnomocnictwem

Warsztaty często mylą te dwa pojęcia. To błąd, który może Cię drogo kosztować.

Cesja (przelew wierzytelności)

  • Skutek: Wierzytelność przechodzi na Ciebie. Stajesz się nowym wierzycielem ubezpieczyciela.
  • Trwałość: Nieodwołalna (klient nie może cofnąć cesji).
  • Uprawnienia: Możesz domagać się pieniędzy we własnym imieniu, pozywać ubezpieczyciela.
  • Zastosowanie: Naprawy bezgotówkowe, gdzie Ty ponosisz koszty.

Pełnomocnictwo

  • Skutek: Wierzytelność pozostaje przy kliencie. Ty działasz tylko w jego imieniu.
  • Trwałość: Odwoływalne (klient może je cofnąć w każdej chwili).
  • Uprawnienia: Możesz reprezentować klienta, ale pozew musisz wnosić w jego imieniu.
  • Zastosowanie: Pomoc klientowi w dochodzeniu jego odszkodowania (rzadko stosowane przez warsztaty).

Praktyczna różnica:
Masz pełnomocnictwo, wynajmujesz auto zastępcze za 3000 zł, a potem klient… cofa pełnomocnictwo i sam odbiera odszkodowanie od ubezpieczyciela. Ty zostałeś z nieopłaconą fakturą i możesz tylko pozwać klienta (który nagle nie odbiera telefonu). Z cesją tego ryzyka nie ma – wierzytelność jest Twoja.

Wzór umowy cesji z komentarzem

Poniżej przedstawiam wzór umowy cesji, która przeszła pozytywnie przez sąd w sprawie przeciwko Ergo Hestii:


UMOWA ZLECENIA NAPRAWY POWYPADKOWEJ
z cesją wierzytelności

Zawarta w dniu ……………….. w [miejscowość] pomiędzy:

[Nazwa warsztatu], NIP: …………, adres: …………….
zwanym dalej „Warsztatem”,

a

[Imię i nazwisko klienta], PESEL: …………, adres: …………….
zwanym dalej „Klientem”,

będącym właścicielem pojazdu marki ………, nr rej. ………, rok prod. ……..

§ 1. Przedmiot umowy

  1. Klient zleca Warsztatowi wykonanie naprawy powypadkowej pojazdu opisanego w preambule.
  2. Warsztat zobowiązuje się wykonać naprawę zgodnie z kosztorysem, po uprzednim uzgodnieniu zakresu i kosztów z Klientem.

§ 2. Najem pojazdu zastępczego (jeśli dotyczy)

  1. Na czas niezbędny do dokonania naprawy, Klient najmuje od Warsztatu pojazd zastępczy marki ………, nr rej. ………
  2. Szczegóły najmu określa odrębna umowa najmu pojazdu zastępczego.

§ 3. Cesja wierzytelności (najważniejszy paragraf!)

  1. W celu zabezpieczenia roszczeń Warsztatu wobec Klienta o zapłatę za:
    • naprawę pojazdu,
    • najem pojazdu zastępczego,
    • holowanie pojazdu,
    • parkowanie/przechowywanie pojazdu,
    • badanie techniczne pojazdu,
    Klient przelewa na Warsztat przysługującą mu względem: [pełna nazwa ubezpieczyciela sprawcy], NIP: ………… wierzytelność w postaci roszczenia o zapłatę odszkodowania z tytułu:
    • uszkodzenia pojazdu marki ………, nr rej. ………,
    • kosztów najmu pojazdu zastępczego,
    • kosztów holowania pojazdu,
    • kosztów parkowania/przechowywania pojazdu,
    • kosztów badania technicznego pojazdu,
    wraz z wszelkimi prawami związanymi z tą wierzytelnością, w tym prawem do odsetek za opóźnienie.
  2. Klient zobowiązuje się poinformować ubezpieczyciela o dokonanej cesji oraz przekazać Warsztatowi wszelkie dokumenty niezbędne do dochodzenia roszczenia.

§ 4. Postanowienia końcowe

  1. W sprawach nieuregulowanych niniejszą umową mają zastosowanie przepisy Kodeksu cywilnego.
  2. Umowę sporządzono w dwóch jednobrzmiących egzemplarzach, po jednym dla każdej ze stron.

………………………. ……………………….
(podpis Warsztatu) (podpis Klienta)


Komentarz do wzoru

– KAUZA
To zdanie: „W celu zabezpieczenia roszczeń Warsztatu…” uratowało warsztat w mojej sprawie. Bez niego cała umowa byłaby nieważna. Nigdy nie pomijaj tego zapisu.

– PRZEDMIOT
Wymieniamy wszystko: naprawa, najem, holowanie, parking, badanie. Ubezpieczyciel nie będzie mógł argumentować, że „cesja nie obejmowała najmu”.

FAQ

Czy ubezpieczyciel musi wyrazić zgodę na cesję?
Nie. Cesja wierzytelności (art. 509 k.c.) nie wymaga zgody dłużnika (ubezpieczyciela). Wystarczy go poinformować. Ubezpieczyciel może nie lubić cesji, ale nie może jej zablokować.

Co zrobić, gdy ubezpieczyciel odmawia kontaktu z warsztatem po cesji?
To naruszenie prawa. Po cesji Ty jesteś wierzycielem, więc ubezpieczyciel musi z Tobą rozmawiać. Jeśli odmawia – wyślij pismo z kopią umowy cesji i zagroź skargą do Rzecznika Finansowego.

Czy można dokonać cesji po zakończeniu naprawy?
Można, ale to ryzykowne. Jeśli klient zdąży odebrać odszkodowanie od ubezpieczyciela przed cesją,

Czy cesja musi być w formie pisemnej?
Teoretycznie nie (cesja jest umową niezależną), ale w praktyce – tak. Bez pisemnej umowy nie udowodnisz w sądzie, że cesja była ważna. Ubezpieczyciel zawsze będzie kwestionował cesję ustną.

Czy można dokonać cesji w szkodzie AC (autocasco)?
Tak, ale sprawdź OWU ubezpieczyciela. Przed przyjęciem zlecenia – zapytaj klienta o warunki polisy.


Źródła

  • Kodeks cywilny, art. 509
  • Wyrok Sądu Rejonowego Poznań-Grunwald i Jeżyce, sygn. IX C 1316/17

Rozbudowany disclaimer: Niniejszy artykuł stanowi ogólną informację prawną i nie zastępuje indywidualnej porady prawnej w konkretnej sprawie. Każda umowa cesji powinna być dostosowana do specyfiki warsztatu i rodzaju świadczonych usług. Kancelaria nie ponosi odpowiedzialności za działania podjęte na podstawie informacji zawartych w artykule. W celu uzyskania porady prawnej dostosowanej do Państwa sytuacji, zapraszamy do kontaktu z naszą kancelarią.

Podsumowanie kancelarii: Niniejszy artykuł powstał w oparciu o doświadczenie zespołu Kancelarii Prawnik od Odszkodowań. Od lat wspieramy warsztaty samochodowe w sporach z ubezpieczycielami, pomagając w prawidłowym zabezpieczeniu należności i dochodzeniu roszczeń w sądzie.

Zapraszam do Kancelarii Prawnik od Odszkodowań:
Radca prawny Bartosz Paweł Kowalak, adwokat Michalina Koligot
ul. Mickiewicza 18a/3, 60-834 Poznań
tel. +48 61 2224963

www: https://prawnikododszkodowan.pl/

Ciężar dowodu w sporze z ubezpieczycielem – niech oni udowodnią!

Wprowadzenie

Jedno z najczęstszych nieporozumień w sprawach odszkodowawczych dotyczy fundamentalnej kwestii: kto co musi udowodnić? Po latach obserwacji procesów odszkodowawczych dostrzegam pewien powtarzający się schemat. Poszkodowany otrzymuje zaniżone odszkodowanie, składa reklamację, a ubezpieczyciel odpowiada: „Proszę udowodnić, że naprawa kosztowałaby więcej”. I poszkodowany zaczyna gorączkowo zbierać oferty, dzwonić do warsztatów, szukać faktur.

Ale moment – czy na pewno to poszkodowany musi to wszystko udowadniać?

Ta kwestia fascynuje mnie szczególnie, bo pokazuje jak łatwo można odwrócić naturalny porządek rzeczy. Ubezpieczyciel wypłaca odszkodowanie zaniżone o połowę, a potem każe poszkodowanemu udowadniać, że należy mu się więcej. To trochę jak gdyby złodziej ukradł Ci portfel, a potem kazał udowadniać, ile było w nim pieniędzy.

Niedawny wyrok Sądu Okręgowego w Poznaniu (II Ca 1941/21 z 19 stycznia 2022 r.) bardzo precyzyjnie wyjaśnił, jak powinien rozkładać się ciężar dowodu w sprawach odszkodowawczych. I jego rozważania – moim zdaniem – to lekcja, którą powinien znać każdy poszkodowany.

Podstawy – art. 6 k.c. i art. 232 k.p.c.

Zacznijmy od fundamentów. Kodeks cywilny w art. 6 stanowi:

„Ciężar udowodnienia faktu spoczywa na osobie, która z faktu tego wywodzi skutki prawne.”

A kodeks postępowania cywilnego w art. 232 dodaje:

„Strony są obowiązane wskazywać dowody dla stwierdzenia faktów, z których wywodzą skutki prawne.”

Co to znaczy w praktyce?

Jeśli twierdzisz, że coś się stało – musisz to udowodnić. Jeśli twierdzisz, że masz prawo do czegoś – musisz wykazać podstawę tego prawa.

Brzmi prosto. Ale diabeł tkwi w szczegółach – konkretnie w pytaniu: kto z czego wywodzi skutki prawne?

Kto czego musi dowieść w sprawie odszkodowawczej?

W typowej sprawie odszkodowawczej po wypadku komunikacyjnym mamy następującą sytuację:

Co musi udowodnić poszkodowany (powód):

✅ Że doszło do wypadku ✅ Że sprawca był ubezpieczony w OC u pozwanego ubezpieczyciela ✅ Że poniósł szkodę ✅ Że szkoda pozostaje w związku przyczynowym z wypadkiem

To wszystko. Poszkodowany nie musi udowadniać, ile dokładnie kosztuje naprawa, jakie części są potrzebne, jaka jest rynkowa cena roboczogodziny. To ustali biegły sądowy.

Co musi udowodnić ubezpieczyciel (pozwany):

Jeśli ubezpieczyciel twierdzi, że:

❌ Szkoda jest mniejsza niż twierdzi poszkodowany – musi to udowodnić

❌ Poszkodowany mógł naprawić taniej – musi to udowodnić

❌ Poszkodowany naruszył obowiązek minimalizacji szkody – musi to udowodnić

❌ Poszkodowany nie współpracował w likwidacji szkody – musi to udowodnić

Kluczowa zasada: To ubezpieczyciel wywodzi skutki prawne z tych faktów (zmniejszenie wysokości odszkodowania), więc to on musi je udowodnić.

Sprawa z Leszna – co próbował udowodnić ubezpieczyciel?

W sprawie rozpoznawanej przez Sąd Okręgowy w Poznaniu ubezpieczyciel wypłacił poszkodowanej 11.770,84 zł. Poszkodowana zleciła własną wycenę, która wykazała, że prawidłowa naprawa kosztuje 15.331,18 zł. Różnica: ponad 3.500 zł.

Ubezpieczyciel w procesie argumentował:

  1. „Oferowaliśmy rabaty na części” – 20% na części oryginalne, 40% na materiały lakiernicze
  2. „Mamy umowy z dostawcami” – przedstawił porozumienia handlowe
  3. „Poszkodowana mogła naprawić taniej” – gdyby skorzystała z naszych rabatów
  4. „Poszkodowana nie współpracowała” – nie skorzystała z naszej oferty

Brzmi przekonująco, prawda? Ubezpieczyciel przedstawił dokumenty, powołał się na konkretne umowy, zarzucił poszkodowanej brak współpracy.

Ale Sąd zadał kluczowe pytanie: Czy ubezpieczyciel udowodnił wszystkie te twierdzenia?

Co ubezpieczyciel musiał udowodnić (i czego nie udowodnił)

Sąd Okręgowy bardzo szczegółowo przeanalizował, co ubezpieczyciel powinien był udowodnić, żeby jego argumentacja była skuteczna. Oto lista:

1. Że poszkodowana otrzymała konkretną ofertę rabatową

Czego wymagał Sąd:

  • Konkretne warsztaty w miejscu zamieszkania poszkodowanej
  • Konkretne sklepy/dostawcy części
  • Konkretne ceny konkretnych części

Co przedstawił ubezpieczyciel:

  • Ogólną informację „w razie trudności prosimy o kontakt”
  • Nazwę dwóch dostawców (bez szczegółów)
  • Umowy handlowe z zupełnie innymi podmiotami

Ocena Sądu: ❌ Nie udowodnił. Sama wzmianka o możliwości kontaktu to nie jest konkretna oferta.

2. Że dysponował konkretnymi częściami z rabatem

Czego wymagał Sąd:

  • Że ma u dostawcy konkretne części do V. Golfa z 2008 roku
  • Że te konkretne części są objęte rabatami 20%/40%
  • Że poszkodowana mogła je realnie nabyć

Co przedstawił ubezpieczyciel:

  • Umowy ogólne z dostawcami
  • Deklaracje o rabatach „na wszystkie części oryginalne”

Ocena Sądu: ❌ Nie udowodnił. Cytat z wyroku: „nie udowodnił ani okoliczności, że dysponował konkretnymi częściami zamiennymi oryginalnymi dla pojazdu poszkodowanych, ani że te dokładnie części zamienne objęte były takimi rabatami.”

3. Że poinformował poszkodowaną w należyty sposób

Czego wymagał Sąd:

  • Jasne, konkretne pismo z ofertą rabatową
  • Wskazanie konkretnych warsztatów/sklepów
  • Pouczenie o skutkach nieskorzystania

Co przedstawił ubezpieczyciel:

  • Kosztorys z dopiskiem „w razie trudności prosimy o kontakt”
  • Pismo reklamacyjne wzmiankujące o rabatach w kontekście prawidłowości wyceny

Ocena Sądu: ❌ Nie udowodnił. Cytat: „nie udowodnił, by w toku postępowania likwidacyjnego proponował powódce konkretne warsztaty naprawcze oraz konkretne sklepy, w których można zakupić części zamienne z rabatami.”

4. Że poszkodowana mogła łatwo skorzystać z oferty

Czego wymagał Sąd:

  • Że warsztat był dostępny w miejscu zamieszkania poszkodowanej
  • Że proces zakupu części był prosty
  • Że poszkodowana nie musiała być koordynatorem całego procesu

Co przedstawił ubezpieczyciel:

  • Ogólne twierdzenia o dostępności rabatów

Ocena Sądu: ❌ Nie udowodnił. Wręcz przeciwnie – korespondencja SMS wykazała, że poszkodowana próbowała skorzystać, a ubezpieczyciel nie był w stanie wskazać warsztatu w Lesznie.

Dlaczego sama umowa z dostawcą to za mało?

To jeden z najważniejszych wniosków z tego wyroku. Ubezpieczyciele często myślą, że wystarczy przedstawić umowę z dostawcą części i powiedzieć: „Widzicie? Mamy rabaty, więc poszkodowany mógł taniej”.

Ale Sąd wyjaśnił, że to nie działa tak prosto.

Sama umowa handlowa dowodzi tylko, że ubezpieczyciel zawarł porozumienie z jakimś dostawcą. Nie dowodzi:

❌ Że ten dostawca ma akurat te części, które są potrzebne do tego konkretnego pojazdu

❌ Że te części są dostępne w terminie potrzebnym do naprawy

❌ Że rabat rzeczywiście dotyczy tych części (a nie tylko wybranych pozycji)

❌ Że poszkodowany może łatwo z tego rabatu skorzystać

❌ Że oferta została poszkodowanemu konkretnie przedstawiona

Innymi słowy: Ubezpieczyciel musi udowodnić nie tylko, że potencjalnie dysponuje rabatami, ale że konkretna poszkodowana mogła konkretnie z nich skorzystać przy naprawie konkretnie tego pojazdu.

Cytat z wyroku: „Bez znaczenia było to, czy ubezpieczyciel dysponował częściami zamiennymi i materiałami lakierniczymi z rabatami, jako że udowodnił jedynie, iż potencjalnie takimi rabatami dysponuje.”

Mechanizm odwrócenia ciężaru dowodu

Po przeanalizowaniu tego wyroku zauważyłem coś fascynującego. Ubezpieczyciele próbują odwrócić naturalny ciężar dowodu poprzez następujący schemat:

Krok 1: Zaniżona wycena

Ubezpieczyciel wycenia naprawę na podstawie części zamiennych najniższej kategorii (P, PJ) i z rabatem na materiały. Wypłaca 60% rzeczywistego kosztu naprawy.

Krok 2: Ogólnikowa „oferta”

W kosztorysie lub piśmie ubezpieczyciel dodaje: „W razie trudności prosimy o kontakt”. Nie podaje szczegółów.

Krok 3: Roszczenie poszkodowanego

Poszkodowany naprawia auto we własnym zakresie, za pełną kwotę, i domaga się dopłaty.

Krok 4: Odwrócenie ról

Ubezpieczyciel w procesie argumentuje: „Proponowaliśmy taniej. Poszkodowany nie skorzystał. Niech udowodni, że nie mógł skorzystać albo że naprawa musiała kosztować tyle, ile żąda.”

I tu jest haczyk. Bo jeśli Sąd nie będzie uważny, może przyjąć, że skoro ubezpieczyciel „coś proponował”, to teraz poszkodowany musi udowadniać, dlaczego z tego nie skorzystał.

Ale Sąd Okręgowy w Poznaniu postawił sprawę jasno: Nie tak szybko.

Cytat: „zgodnie z art. 6 k.c. i art. 232 k.p.c. to na stronie pozwanej ciążył obowiązek udowodnienia w sprawie okoliczności, które miałyby uwalniać go od odpowiedzialności w wysokości wynikającej z zastosowania stawek rynkowych.”

To ubezpieczyciel musi udowodnić, że jego oferta była realna. To ubezpieczyciel musi wykazać, że poszkodowany mógł skorzystać. To ubezpieczyciel musi przedstawić dowody, że oferta była konkretna i dostępna.

Jeśli tego nie zrobi – przegrywa.

Jak to działa w praktyce – przykład z życia

Pozwolę sobie przedstawić typowy przebieg takiej sprawy (oparty na obserwacji wielu podobnych przypadków):

Wersja ubezpieczyciela (w procesie):

„Pan X mógł naprawić auto za 8.000 zł, gdyby skorzystał z naszej oferty rabatowej. Zamiast tego naprawił za 12.000 zł i domaga się różnicy. To pokazuje, że nie minimalizował szkody. Powinien udowodnić, że naprawa musiała kosztować 12.000 zł.”

Wersja rzeczywista (z dokumentów):

  • Ubezpieczyciel przesłał kosztorys z dopiskiem „w razie trudności tel. XXX”
  • Pan X zadzwonił – powiedziano mu „proszę napisać maila”
  • Pan X napisał maila – otrzymał odpowiedź „przekażemy dalej”
  • Po tygodniu nikt się nie kontaktował
  • Pan X napisał ponownie – otrzymał nazwę firmy (bez adresu, cen, szczegółów)
  • Pan X zadzwonił do tej firmy – „nie mamy teraz tych części”
  • Pan X poinformował ubezpieczyciela – cisza
  • Po dwóch tygodniach Pan X naprawił auto we własnym zakresie

Kto powinien coś udowadniać?

Według ubezpieczyciela – Pan X powinien udowodnić, że nie było innej możliwości.

Według Sądu – ubezpieczyciel powinien udowodnić, że jego oferta była realna i dostępna.

I tu jest fundamentalna różnica.

Co to zmienia dla poszkodowanych?

Ta zasada ma ogromne praktyczne znaczenie. Oznacza, że:

✅ Poszkodowany NIE MUSI udowadniać:

  • Że nie było tańszych warsztatów
  • Że części nie mogły kosztować mniej
  • Że nie mógł skorzystać z oferty ubezpieczyciela
  • Że jego sposób naprawy był jedyny możliwy

✅ Poszkodowany MUSI udowodnić tylko:

  • Że doszło do wypadku
  • Że poniósł szkodę
  • Wysokość szkody (zwykle poprzez opinię biegłego w procesie)

❌ Ubezpieczyciel MUSI udowodnić:

  • Że oferował realną alternatywę
  • Że poszkodowany mógł z niej skorzystać
  • Że byłaby ona zgodna z interesem poszkodowanego
  • Że poszkodowany został o tym właściwie poinformowany

Jeśli ubezpieczyciel tego nie udowodni – przegrywa.

Moja rada – jak wykorzystać tę wiedzę

Jeśli jesteś w sporze z ubezpieczycielem, a oni twierdzą „mogłeś taniej” – pamiętaj o tej zasadzie:

W korespondencji przedsądowej:

Napisz: „Zgodnie z art. 6 k.c. to na Państwu spoczywa ciężar udowodnienia, że mogłem naprawić auto taniej. Proszę przedstawić konkretne dowody: nazwę warsztatu, cennik, ofertę – wraz z wykazaniem, że mogłem z tego realnie skorzystać.”

W pozwie:

Twój pełnomocnik powinien napisać: „Pozwany nie wykazał, by oferował powodowi realną możliwość naprawy po niższych kosztach. Nie przedstawił konkretnych dowodów dostępności części z rabatami. Zgodnie z art. 6 k.c. skutki braku udowodnienia tych okoliczności obciążają pozwanego.”

W procesie:

Jeśli ubezpieczyciel prezentuje dowody (umowy z dostawcami, kosztorysy), Twój pełnomocnik powinien je zakwestionować pytaniami:

  • Czy ten konkretny dostawca miał te konkretne części?
  • Czy poszkodowany został o tym poinformowany?
  • Gdzie miał je kupić? Kiedy? Za ile konkretnie?
  • Czy to było dla niego wygodne i dostępne?

Jeśli ubezpieczyciel nie odpowie konkretnie – nie udowodnił swojej tezy.

Podsumowanie – kto co musi wykazać

Ten wyrok potwierdza fundamentalną zasadę procesu cywilnego: kto twierdzi, ten dowodzi. Jeśli ubezpieczyciel twierdzi, że poszkodowany mógł naprawić taniej – musi to udowodnić. Nie wystarczy ogólnikowe „oferowaliśmy rabaty” czy przedstawienie umów handlowych z dostawcami.

Trzeba wykazać konkretnie:

  • Co oferowałeś
  • Komu oferowałeś
  • Kiedy oferowałeś
  • Jak to było dostępne
  • Dlaczego poszkodowany powinien był z tego skorzystać

Jeśli nie możesz tego wszystkiego udowodnić – nie możesz zarzucać poszkodowanemu, że nie minimalizował szkody.

Cytat z wyroku, który warto zapamiętać:

„Przesłanki do dokonania takiej oceny nie zostały udowodnione (nie wynikają z zebranego materiału), czego negatywne skutki obciążają pozwanego (art. 6 k.c.).”

Mówiąc prościej: Nie udowodniłeś? Twoja strata.

A poszkodowana z Leszna? Wygrała, bo ubezpieczyciel nie udowodnił swoich twierdzeń o rzekomych rabatach i realnej ofercie. Dostała pełne odszkodowanie według rzeczywistych kosztów naprawy.

Bo w sporze z ubezpieczycielem – to oni muszą udowodnić, że płacą mniej słusznie. Nie ty musisz udowadniać, że należy ci się więcej.


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawospadkowepoznan.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl