Zadośćuczynienie za śmierć dziecka – ile naprawdę można dostać?

To jedno z najtrudniejszych pytań, jakie słyszę w swojej praktyce. Rodzice, którzy stracili dziecko w wypadku, przychodzą do kancelarii zrozpaczeni, zgubieni – i często nie wiedzą, czego mogą się spodziewać.

Ubezpieczyciele proponują kwoty, które wydają się absurdalne. 20 000 zł? 30 000 zł? Jak można wycenić stratę dziecka?

Dziś chcę pokazać Wam, na podstawie prawdziwego wyroku sądowego, jakie kwoty rzeczywiście zasądzają polskie sądy – i co wpływa na wysokość zadośćuczynienia.

Dlaczego w ogóle mówimy o „wycenie” życia ludzkiego?

Zacznijmy od podstaw. Zadośćuczynienie nie jest ceną za życie dziecka. Żadne pieniądze nie zwrócą Wam ukochanej osoby. To oczywiste.

Zadośćuczynienie to forma rekompensaty za krzywdę, którą poniósł najbliższy członek rodziny. To próba – jakkolwiek niedoskonała – złagodzenia skutków tragedii.

Podstawa prawna to art. 446 § 4 Kodeksu cywilnego:

„Sąd może przyznać najbliższym członkom rodziny zmarłego odpowiednią sumę tytułem zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę.”

Kluczowe słowo: odpowiednią. Jak sąd ustala, co jest „odpowiednie”?

Prawdziwa sprawa: śmierć 18-letniego syna

W lutym 2024 roku Sąd Okręgowy w Poznaniu rozpatrywał sprawę matki, której 18-letni syn zginął w wypadku drogowym w 2020 roku. Sprawa dotyczyła żądania zadośćuczynienia za śmierć dziecka.

Kim był zmarły?

  • 18 lat w chwili śmierci
  • Uczeń liceum ogólnokształcącego, klasa o profilu matematyczno-fizyczno-informatycznym
  • Bardzo dobry uczeń, pasjonat informatyki
  • Planował studia informatyczne
  • Osoba wesoła, towarzyska, pogodna, grzeczna, chętna do pomocy
  • Bardzo silna, pozytywna więź z matką – nie było między nimi konfliktów, nie sprawiał problemów wychowawczych

Jaka była krzywda matki?

Sąd szczegółowo zbadał konsekwencje śmierci syna dla matki:

Bezpośrednie reakcje (pierwsze miesiące):

  • Ogromny szok – matka początkowo nie mogła uwierzyć w śmierć syna
  • Apatia, rozpacz
  • Bezsenność, brak apetytu
  • Ciągłe myśli o synu, częsty płacz
  • Niemożność skupienia się
  • Przez ponad rok kilka razy w tygodniu przesiadywała godzinami na cmentarzu

Długotrwałe skutki psychiczne:

  • We wrześniu 2020 roku rozpoczęła leczenie psychiatryczne (11 wizyt w prywatnej poradni, po 200 zł każda)
  • Przyjmowała leki psychiatryczne (50 zł miesięcznie przez ponad rok)
  • Diagnoza: ostra reakcja stresowazespół stresu pourazowego → obecnie trwała zmiana osobowości w postaci traumatycznej (powikłanej) żałoby
  • Nadal (po prawie 4 latach) odczuwa głęboki ból psychiczny, żal, tęsknotę
  • Straciła radość życia, ma mniej energii
  • Lęka się o bezpieczeństwo rodziny
  • Często ma trudności ze snem
  • Zachowała pokój zmarłego syna w niezmienionym stanie
  • Nadal nosi żałobę po nim

Opinia biegłych psychiatry i psychologa:

„Potrzebuje leczenia psychiatrycznego i terapii psychologicznej. Jednak rokowania są niepewne z uwagi na dotychczasowe nieskuteczne leczenie.”

Czy były okoliczności łagodzące?

Sąd wziął pod uwagę także pozytywne aspekty sytuacji matki:

  • Nie została sama – ma córkę, konkubenta i przyjaciół
  • Otrzymała silne wsparcie psychiczne od bliskich
  • To pomogło jej przetrwać najtrudniejsze chwile


Ile zasądził sąd?

Sąd uznał za odpowiednie zadośćuczynienie w wysokości 150 000 zł.

To kwota przed uwzględnieniem przyczynienia się poszkodowanego do wypadku (20%) oraz przed odjęciem nawiązki zasądzonej w sprawie karnej (10 000 zł).

Ostatecznie matka otrzymała:

  • 150 000 zł (podstawa)
  • minus 20% przyczynienia = 120 000 zł
  • minus 10 000 zł nawiązki
  • = 89 000 zł zadośćuczynienia (plus odsetki od października 2021 roku)

Dla porównania: PZU zaoferował początkowo 30 000 zł, a wypłacił 21 000 zł (po uwzględnieniu 30% przyczynienia).

Co wpływa na wysokość zadośćuczynienia? Analiza wyroku

Na podstawie uzasadnienia sądu możemy wyodrębnić kluczowe czynniki:

1. Wiek zmarłego dziecka

Im młodsze dziecko, tym większa krzywda rodziców. W tym przypadku 18 lat to wiek, w którym:

  • Dziecko już dorosło, ale wciąż mieszkało z rodzicem
  • Była przed nim całe życie
  • Rodzic miał konkretne nadzieje związane z jego przyszłością (studia, kariera)

2. Siła więzi rodzinnej

Sąd bardzo szczegółowo badał relację matka-syn:

  • „Więź bardzo silna, pozytywna”
  • Brak konfliktów
  • Wspólne spędzanie czasu (rowery, filmy, mecze)
  • Częste rozmowy telefoniczne (co drugi dzień, gdy syn był poza domem)
  • Syn pomagał w domu (informatyka, nauka siostry)

Im silniejsza więź, tym większa krzywda.

3. Intensywność i długotrwałość cierpienia

Sąd ocenił:

  • Dramatizm pierwszych przeżyć – szok, niedowierzanie, apatia
  • Długotrwałość skutków – po prawie 4 latach matka wciąż cierpi
  • Skutki medyczne – traumatyczna żałoba, zespół stresu pourazowego
  • Brak poprawy – leczenie psychiatryczne nieskuteczne, rokowania niepewne

Im dłuższe i intensywniejsze cierpienie, tym wyższe zadośćuczynienie.

4. Konsekwencje dla życia codziennego

Matka:

  • Straciła radość życia
  • Nie podjęła pracy (koncentruje się na opiece nad córką)
  • Ma trudności ze snem
  • Lęka się o bezpieczeństwo rodziny
  • Zachowała pokój syna w niezmienionym stanie (niemożność pogodzenia się ze stratą)

Im głębsze zakłócenie funkcjonowania, tym wyższe zadośćuczynienie.

5. Wsparcie bliskich (czynnik łagodzący)

Sąd uznał, że matka miała duże wsparcie psychiczne od konkubenta, córki i przyjaciół. To zmniejszyło rozmiar krzywdy.

Gdyby została sama – zadośćuczynienie mogłoby być wyższe.

6. Okoliczności śmierci

Śmierć gwałtowna, nagła, w wypadku – to zwiększa krzywdę. Rodzic nie miał szansy się pożegnać, przygotować.

Gdyby śmierć nastąpiła np. po długiej chorobie, krzywda byłaby inna (choć również ogromna).

Porównanie z innymi wyrokami – ile zasądzają sądy?

Na podstawie orzecznictwa polskich sądów można zarysować pewne przedziały:

Rodzaj stratyTypowy przedział zadośćuczynienia

Śmierć małego dziecka (0-10 lat)100 000 - 200 000 zł

Śmierć nastolatka (11-17 lat)80 000 - 180 000 zł

Śmierć dorosłego dziecka (18-30 lat)70 000 - 150 000 zł

Śmierć współmałżonka80 000 - 200 000 zł

Śmierć rodzica (dla małego dziecka)70 000 - 150 000 zł

Uwaga: To tylko orientacyjne przedziały. Każda sprawa jest oceniana indywidualnie!

Czynniki, które mogą zwiększyć zadośćuczynienie:

  • Szczególnie silna więź
  • Dramatyczne okoliczności śmierci (np. śmierć na oczach rodzica)
  • Ciężkie, długotrwałe konsekwencje psychiczne
  • Brak wsparcia ze strony innych bliskich
  • Pozostawienie rodzica samego (np. śmierć jedynego dziecka samotnej matki)

Czynniki, które mogą zmniejszyć zadośćuczynienie:

  • Przyczynienie się zmarłego do wypadku (jak w omawianej sprawie – 20%)
  • Słabsza więź rodzinna
  • Duże wsparcie ze strony bliskich
  • Szybka poprawa stanu psychicznego

Co z propozycją ubezpieczyciela?

W omawianej sprawie PZU zaproponował 30 000 zł (ostatecznie wypłacił 21 000 zł po uwzględnieniu przyczynienia).

Sąd zasądził 150 000 zł (ostatecznie 89 000 zł po przyczynieniu i nawiązce).

Różnica: pięciokrotność.

To nie jest wyjątek. Ubezpieczyciele rutynowo zaniżają zadośćuczynienia:

  • Zaniżają ocenę krzywdy
  • Zawyżają przyczynienie
  • Stosują wewnętrzne „tabele”, które nie mają oparcia w orzecznictwie

Wniosek: Nie należy automatycznie akceptować pierwszej propozycji ubezpieczyciela.

Czy warto iść do sądu?

W omawianej sprawie:

  • Czas trwania procesu: prawie 4 lata (od wypadku w sierpniu 2020 do wyroku w lutym 2024)
  • Wynik: +91 220 zł w stosunku do propozycji ubezpieczyciela
  • Koszty procesu: ubezpieczyciel musiał je pokryć (po stronie powódki ponad 13 000 zł)

Czy warto było czekać 4 lata? Każdy musi odpowiedzieć na to pytanie sam. Ale różnica między 21 000 zł a 112 220 zł (całość świadczeń) jest ogromna.

Moje refleksje

Przez lata praktyki widziałem dziesiątki takich spraw. Każda jest inna, każda boli. Ale kilka obserwacji zawsze się powtarza:

1. Ubezpieczyciele zaniżają – to norma

Rzadko zdarza się, że ubezpieczyciel od razu zaproponuje kwotę zbliżoną do tej, którą zasądziłby sąd. To nie jest złośliwość – to po prostu system.

2. Dokumentacja to klucz

W tej sprawie kluczowa była:

  • Opinia biegłych psychiatry i psychologa – potwierdziła traumatyczną żałobę
  • Dokumentacja medyczna – wizyty u psychiatry, leki
  • Zeznania świadków – konkubent, przyjaciółka, babcia chłopaka

Bez tego trudno byłoby udowodnić rozmiar krzywdy.

3. Przyczynienie może drastycznie zmniejszyć świadczenie

W tej sprawie 20% przyczynienia oznaczało 30 000 zł mniej zadośćuczynienia (plus proporcjonalnie mniej innych świadczeń).

Ubezpieczyciele często zawyżają przyczynienie. Warto je kwestionować.

4. Profesjonalna pomoc prawna ma sens

Matka w tej sprawie była reprezentowana przez profesjonalnego pełnomocnika. Dzięki temu:

  • Prawidłowo sformułowano roszczenia
  • Przeprowadzono dowody (w tym opinię biegłych)
  • Skutecznie argumentowano przed sądem

Bez tej pomocy trudno byłoby osiągnąć taki wynik.

Podsumowanie: ile naprawdę można dostać?

Na podstawie tej sprawy i mojego doświadczenia:

Za śmierć dziecka (18 lat, silna więź, długotrwałe konsekwencje psychiczne):

  • Ubezpieczyciel zaoferuje: 20 000 – 40 000 zł
  • Sąd zasądzi (bez przyczynienia): 100 000 – 180 000 zł
  • Po uwzględnieniu przyczynienia: minus 10-30% (w zależności od okoliczności)

Kluczowe czynniki wpływające na wysokość:

  1. Wiek dziecka
  2. Siła więzi rodzinnej
  3. Intensywność i długotrwałość cierpienia
  4. Konsekwencje dla życia codziennego
  5. Wsparcie bliskich
  6. Okoliczności śmierci

Czy warto walczyć?
Jeśli różnica między propozycją ubezpieczyciela a oczekiwaniami jest znaczna (np. oferują 30 000 zł, a oczekujesz 100 000 zł) – zdecydowanie tak.


A Wasze doświadczenia? Ile zaproponował Wam ubezpieczyciel? Ile zasądził sąd? Podzielcie się w komentarzach – Wasze historie mogą pomóc innym.


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.blogoodszkodowaniach.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl


Disclaimer: Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Każda sprawa odszkodowawcza jest indywidualna i wymaga analizy konkretnych okoliczności.

Upadek na chodniku – kto odpowiada i jak skutecznie dochodzić odszkodowania?

Zima w pełni, chodniki pokryte lodem, a wiosną – dziury po kaflu chodnikowym jak pułapki na przechodniów. Z mojego doświadczenia w kancelarii wiem, że obok wypadków komunikacyjnych to właśnie upadki na chodniku stanowią drugą najczęstszą przyczynę poważnych urazów. Złamana ręka po potknięciu, skręcone kolano na oblodzonym chodniku, stłuczenie głowy – takie sytuacje zdarzają się częściej, niż mogłoby się wydawać. Co ciekawe, wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że przysługuje im pełne odszkodowanie za takie zdarzenia.

W tym artykule opowiem, kto odpowiada za stan chodnika, jakie roszczenia możesz zgłosić i – co najważniejsze – jak zabezpieczyć dowody, by skutecznie dochodzić swoich praw.

Spis treści

  1. Kto odpowiada za stan chodnika?
  2. Jakie odszkodowanie przysługuje poszkodowanemu?
  3. Jak zabezpieczyć dowody po upadku?
  4. Kiedy zgłosić roszczenie?
  5. FAQ – najczęstsze pytania

Kto odpowiada za stan chodnika?

Odpowiedzialność za stan chodnika zależy od jego lokalizacji i statusu prawnego. Zgodnie z art. 415 Kodeksu cywilnego, za szkodę odpowiada podmiot, który dopuścił do powstania zagrożenia – w tym przypadku nieodpowiedniego stanu technicznego ciągu pieszego.

W praktyce odpowiedzialnym może być:

  • Gmina – jeśli chodnik jest własnością publiczną (droga gminna, miejska),
  • Spółdzielnia mieszkaniowa lub zarządca nieruchomości – gdy chodnik przylega do budynku mieszkalnego,
  • Właściciel nieruchomości prywatnej – jeśli nieruchomość graniczy z chodnikiem (obowiązek utrzymania czystości i bezpieczeństwa).

Zimą kluczowy jest obowiązek odśnieżania i posypywania. Wiosną i latem – utrzymanie odpowiedniego stanu technicznego, czyli naprawa dziur, wyrównanie płyt chodnikowych. Jeśli zarządca nie dopełnił tych obowiązków, można mówić o odpowiedzialności odszkodowawczej.


Jakie odszkodowanie przysługuje poszkodowanemu?

Jeśli doznałeś urazu w wyniku upadku na zaniedbanych chodnikach, przysługują Ci dwa rodzaje świadczeń:

1. Odszkodowanie za szkody majątkowe (art. 444 § 1 KC)

Odszkodowanie obejmuje konkretne, udokumentowane koszty, takie jak:

  • Różnica między wynagrodzeniem a zasiłkiem chorobowym – jeśli przez uraz nie mogłeś pracować,
  • Koszty leczenia – wizyty u lekarza, rehabilitacja, zabiegi,
  • Zakup leków – udokumentowany fakturami z apteki,
  • Koszt opieki osoby trzeciej – jeśli ktoś musiał się Tobą opiekować (np. podczas rekonwalescencji).

2. Zadośćuczynienie za krzywdę (art. 445 § 1 KC)

Zadośćuczynienie to zapłata za tzw. krzywdę niemajątkową – ból, cierpienie, dyskomfort psychiczny związany z urazem. Wysokość zadośćuczynienia zależy od:

  • Rodzaju i ciężkości obrażeń,
  • Długości leczenia i rekonwalescencji,
  • Trwałości skutków (np. uraz trwały, blizny),
  • Wpływu na codzienne życie (np. niemożność wykonywania pracy, hobby).

Przykład z praktyki: Pewna mieszkanka Swarzędza potknęła się o wystającą płytę chodnikową, dozając złamania nadgarstka. Po 3 miesiącach leczenia i rehabilitacji otrzymała 15 000 zł zadośćuczynienia oraz 4 000 zł odszkodowania za utracone zarobki i koszty leczenia.


Jak zabezpieczyć dowody po upadku?

To kluczowe pytanie. Bez odpowiednich dowodów trudno będzie wygrać sprawę. W praktyce widzę, że wiele osób traci szansę na odszkodowanie, bo nie zabezpieczyło materiału dowodowego zaraz po zdarzeniu.

Co zrobić natychmiast po upadku?

  1. Zrób zdjęcia lub film miejsca zdarzenia
    • Sfotografuj miejsce upadku z różnych perspektyw (zbliżenia i plan ogólny),
    • Uchwycić szczegóły: dziurę w chodniku, lód, zaśnieżenie, brak posypki,
    • Zrób zdjęcia od razu – lód może stopnieć, chodnik może zostać naprawiony!
  2. Zbierz dane świadków
    • Poproś przechodniów o spisanie oświadczenia lub podanie danych kontaktowych,
    • Świadkowie mogą być kluczowi dla wykazania, że zdarzenie faktycznie miało miejsce.
  3. Wezwij Straż Miejską lub Policję (opcjonalnie)
    • Patrol sporządzi notatkę urzędową, która będzie silnym dowodem w sądzie,
    • Problem: często czekanie na patrol trwa 3-4 godziny – jeśli jesteś ranny, priorytetem jest szpital.
  4. Sprawdź monitoring
    • Jeśli miejsce jest monitorowane (np. okolica sklepu, bloku), zwróć się do zarządcy o zabezpieczenie nagrania.

Dokumentacja medyczna i kosztów

Zbierz wszystkie dokumenty:

  • Wypisy ze szpitala, karty informacyjne, historia leczenia,
  • Faktury za leki (zawsze proś o fakturę w aptece!),
  • Rachunki za rehabilitację, wizyty prywatne u lekarza,
  • Zaświadczenie od pracodawcy o utracie zarobków (różnica między wynagrodzeniem a zasiłkiem).

Koszt opieki osoby bliskiej: Jeśli ktoś bliski się Tobą opiekował, można wykazać koszt takiej opieki na podstawie średnich stawek (np. koszt opiekunki, pielęgniarki).


Kiedy zgłosić roszczenie?

Jak najszybciej po zakończeniu leczenia! Opóźnione zgłoszenie (np. po kilku miesiącach) może budzić wątpliwości sądu co do związku przyczynowego między zdarzeniem a urazem.

Procedura:

  1. Zgłoś roszczenie na piśmie do podmiotu odpowiedzialnego (gmina, spółdzielnia, zarządca),
  2. Dołącz dokumentację medyczną, zdjęcia, faktury, oświadczenia świadków,
  3. Jeśli podmiot odmówi zapłaty – możesz skierować sprawę do sądu.

Pamiętaj o terminie przedawnienia: Roszczenia z tytułu czynu niedozwolonego (art. 442¹ KC) przedawniają się po 3 latach od momentu, gdy dowiedziałeś się o szkodzie i osobie odpowiedzialnej.



FAQ – najczęstsze pytania

1. Czy mogę dochodzić odszkodowania, jeśli nie wezwałem policji?
Tak. Brak notatki służbowej nie wyklucza dochodzenia odszkodowania, ale utrudnia udowodnienie faktu zdarzenia. Kluczowe są zdjęcia, świadkowie i dokumentacja medyczna.

2. Ile wynosi zadośćuczynienie za złamanie ręki po upadku na chodniku?
Zależy od rodzaju złamania, czasu leczenia i trwałości skutków. Średnio: 10 000–30 000 zł, ale każda sprawa jest indywidualna.

3. Kto płaci odszkodowanie – gmina czy ubezpieczyciel?
Jeśli gmina/zarządca ma ubezpieczenie OC, roszczenie kierujesz do ubezpieczyciela. W przeciwnym razie – bezpośrednio do podmiotu odpowiedzialnego.

4. Czy mogę dochodzić odszkodowania, jeśli byłem nieuważny?
Tak, ale sąd może zastosować przyczynienie się poszkodowanego (art. 362 KC), co zmniejszy odszkodowanie. Kluczowe jest wykazanie, że główną przyczyną była wina zarządcy.

5. Jak długo trwa sprawa o odszkodowanie za upadek na chodniku?
Polubownie: 3-6 miesięcy. W sądzie: 1-2 lata, w zależności od skomplikowania sprawy.

6. Czy warto korzystać z pomocy prawnika?
Zdecydowanie tak. Doświadczony prawnik pomoże zebrać dowody, prawidłowo sformułować roszczenie i reprezentować Cię w sądzie, co zwiększa szanse na sukces.


Podsumowanie

Upadek na zaniedbanych chodnikach to nie tylko przykry wypadek – to także podstawa do uzyskania odszkodowania i zadośćuczynienia. Kluczowe jest zabezpieczenie dowodów zaraz po zdarzeniu (zdjęcia, świadkowie, dokumentacja medyczna) oraz szybkie zgłoszenie roszczenia. Z mojego doświadczenia wiem, że wiele osób rezygnuje z dochodzenia swoich praw, bo nie wie, jak to zrobić. To błąd – właściwie przygotowana sprawa ma duże szanse na sukces.

A propos – może właśnie dzięki takim roszczeniom stan infrastruktury w Polsce zacznie się poprawiać?


Disclaimer: Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Każda sprawa wymaga indywidualnej analizy, dlatego zapraszam do kontaktu z naszą kancelarią.

Zapraszam do Kancelarii Prawnej Kowalak Jędrzejewska i Partnerzy:
Radca Prawny Bartosz Kowalak
ul. Mickiewicza 18a/3, 60-834 Poznań
Tel.: +48 61 2224963
E-mail: kancelaria@prawnikpoznanski.pl
www: https://prawnikododszkodowan.pl/


Źródła:
Kodeks cywilny, art. 415, 444, 445, 442¹, 362

Wstrząśnienie mózgu po wypadku – czy przysługuje odszkodowanie?

Wśród konsekwencji wypadków komunikacyjnych jednym z najczęstszych urazów jest wstrząśnienie mózgu. Wielu poszkodowanych zastanawia się, czy taki uraz uprawnia do otrzymania odszkodowania i zadośćuczynienia, zwłaszcza gdy objawy wydają się przemijać. Z mojego doświadczenia wiem, że ubezpieczyciele często kwestionują roszczenia związane z wstrząśnieniem mózgu, argumentując brakiem trwałego uszczerbku na zdrowiu. Sprawdźmy, jak wygląda ta kwestia w praktyce prawnej.

Spis treści

  1. Czym jest wstrząśnienie mózgu i jakie są jego objawy?
  2. Czy wstrząśnienie mózgu daje prawo do odszkodowania?
  3. Jak ubezpieczyciele traktują roszczenia związane z wstrząśnieniem mózgu?
  4. Kiedy wstrząśnienie mózgu może prowadzić do wyższego zadośćuczynienia?
  5. Praktyczne wskazówki dla poszkodowanych
  6. FAQ – najczęstsze pytania

Czym jest wstrząśnienie mózgu i jakie są jego objawy?

Wstrząśnienie mózgu to krótkotrwałe zaburzenie czynności mózgu, które zazwyczaj nie pozostawia istotnych zmian w strukturze tego organu. Z definicji wystąpienie wstrząśnienia mózgu nie wiąże się z uszkodzeniem układu nerwowego, w tym samego mózgu. Oznacza to, że gdy uraz ogranicza się wyłącznie do wstrząśnienia, objawy powinny minąć samoistnie, bez trwałych następstw.

Typowe objawy wstrząśnienia mózgu to:

  • Krótkotrwała utrata przytomności (często tylko kilka sekund lub minut)
  • Zaburzenia pamięci (amnezja wsteczna lub następcza)
  • Silne bóle głowy
  • Problemy z koncentracją i pamięcią krótkotrwałą
  • Zaburzenia równowagi i koordynacji ruchowej
  • Nudności i wymioty
  • Spóźnione reakcje
  • Problemy z artykulacją i wysławianiem się

Wstrząśnienie mózgu może wystąpić nie tylko w wyniku wypadku komunikacyjnego, ale także po upadku na oblodzonej powierzchni, w trakcie uprawiania sportu czy w innych sytuacjach, gdy dochodzi do gwałtownego wstrząsu głowy.

Czy wstrząśnienie mózgu daje prawo do odszkodowania?

To pytanie często pada w mojej kancelarii, gdy klienci zgłaszają się po wypadku z rozpoznaniem wstrząśnienia mózgu. Odpowiedź brzmi: tak, wstrząśnienie mózgu uprawnia do odszkodowania i zadośćuczynienia, mimo że tabela procentowego uszczerbku na zdrowiu nie przewiduje dla niego konkretnego punktowania.

Zgodnie z art. 444 § 1 KC (odszkodowanie) oraz art. 445 § 1 KC (zadośćuczynienie za krzywdę), poszkodowany ma prawo do naprawienia zarówno szkody majątkowej, jak i niemajątkowej. Nawet gdy uszczerbek na zdrowiu wynosi formalnie 0%, poszkodowany doświadcza realnych dolegliwości, które uzasadniają przyznanie zadośćuczynienia.

Kluczowe argumenty za przyznaniem odszkodowania:

  • Wstrząśnienie mózgu wiąże się z realnym cierpieniem fizycznym i psychicznym (bóle głowy, zaburzenia pamięci, konieczność hospitalizacji)
  • Poszkodowany często przebywa w szpitalu przez 7 dni w ramach obserwacji neurologicznej
  • Występują czasowe ograniczenia w codziennym funkcjonowaniu (praca, nauka, obowiązki domowe)
  • Mogą pojawić się konsekwencje psychiczne (lęk przed kolejnymi urazami, zaburzenia nastroju)

Jak ubezpieczyciele traktują roszczenia związane z wstrząśnieniem mózgu?

Z praktyki naszej kancelarii wynika, że ubezpieczyciele często wydają decyzje odmowne w sprawach dotyczących wstrząśnienia mózgu. Argumentują to brakiem trwałego uszczerbku na zdrowiu, powołując się na fakt, że tabela oceny procentowej nie przewiduje punktacji dla tej jednostki chorobowej.

Typowa argumentacja ubezpieczyciela:

  • Brak uszczerbku na zdrowiu = brak podstaw do zadośćuczynienia
  • Wstrząśnienie mózgu to stan przejściowy, więc nie uzasadnia wypłaty świadczenia
  • Poszkodowany „wyszedł z urazu bez szwanku”, co wyklucza roszczenia

Taka postawa jest oczywiście błędna i niezgodna z orzecznictwem sądów. Brak uszczerbku na zdrowiu nie oznacza braku krzywdy wymagającej naprawienia. Konsekwencje wstrząśnienia mózgu – od wielodniowej hospitalizacji przez dolegliwości bólowe po czasowe problemy z pamięcią i koncentracją – są na tyle dotkliwe, że uzasadniają przyznanie zadośćuczynienia.

Kiedy wstrząśnienie mózgu może prowadzić do wyższego zadośćuczynienia?

Nie zawsze urazy głowy ograniczają się wyłącznie do wstrząśnienia mózgu. Często zdarza się, że mimo braku widocznych uszkodzeń układu nerwowego, u poszkodowanego utrzymują się długotrwałe dolegliwości.

Neurolog może wówczas rozpoznać zaburzenia adaptacyjne będące następstwem urazu głowy, takie jak:

  • Utrwalone nerwice związane z urazem głowy
  • Przewlekłe bóle głowy
  • Zaburzenia lękowe
  • Problemy z pamięcią i koncentracją utrzymujące się przez długi czas
  • Zaburzenia snu

Zgodnie z rozporządzeniem w sprawie sposobu ustalania procentowego uszczerbku na zdrowiu, tego typu zaburzenia mogą być punktowane jako co najmniej 5% uszczerbku na zdrowiu. W takich przypadkach roszczenie o zadośćuczynienie będzie wyrażać się w znacznie wyższej kwocie, często sięgającej kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Z praktyki kancelarii: W jednej ze spraw, gdzie początkowo rozpoznano jedynie wstrząśnienie mózgu, klient w ciągu kolejnych miesięcy zgłaszał uporczywe bóle głowy i problemy z koncentracją. Po ponownej konsultacji neurologicznej stwierdzono 5% uszczerbek na zdrowiu, co pozwoliło wywalczyć zadośćuczynienie o 15 000 zł wyższe niż pierwotna propozycja ubezpieczyciela.

Praktyczne wskazówki dla poszkodowanych

Jeśli doznałeś wstrząśnienia mózgu w wyniku wypadku, pamiętaj o kilku kluczowych krokach:

  1. Dokumentuj wszystkie objawy – zapisuj, jakie dolegliwości odczuwasz (bóle głowy, problemy z pamięcią, nudności). Te informacje mogą być kluczowe w postępowaniu odszkodowawczym.
  2. Zgłoś się do neurologa – nawet jeśli objawy ustępują, warto przeprowadzić kontrolną konsultację neurologiczną, aby wykluczyć późniejsze komplikacje.
  3. Zachowaj dokumentację medyczną – wszystkie karty informacyjne ze szpitala, zaświadczenia, skierowania i wyniki badań będą potrzebne do zgłoszenia roszczenia.
  4. Nie akceptuj pierwszej propozycji ubezpieczyciela – ubezpieczyciele często oferują symboliczne kwoty za wstrząśnienie mózgu. Warto skonsultować się z prawnikiem przed podjęciem decyzji.
  5. Skontaktuj się z kancelarią specjalizującą się w odszkodowaniach – profesjonalny prawnik pomoże wywalczyć sprawiedliwe zadośćuczynienie, uwzględniając wszystkie okoliczności sprawy.

FAQ – najczęstsze pytania

Czy wstrząśnienie mózgu uprawnia do odszkodowania, jeśli uszczerbek na zdrowiu wynosi 0%?
Tak. Brak formalnego uszczerbku na zdrowiu nie wyklucza prawa do zadośćuczynienia. Wstrząśnienie mózgu wiąże się z realnymi dolegliwościami (bóle głowy, hospitalizacja, zaburzenia pamięci), które uzasadniają przyznanie świadczenia na podstawie art. 445 § 1 KC.

Ile może wynieść zadośćuczynienie za wstrząśnienie mózgu?
Wysokość zadośćuczynienia zależy od okoliczności sprawy, w tym od stopnia dolegliwości, czasu leczenia i konsekwencji urazu. W praktyce kwoty wahają się od kilku tysięcy złotych (przy braku komplikacji) do kilkudziesięciu tysięcy złotych (jeśli stwierdzone zostaną długotrwałe zaburzenia adaptacyjne).

Co zrobić, jeśli ubezpieczyciel odmówił wypłaty odszkodowania za wstrząśnienie mózgu?
Warto skonsultować się z prawnikiem specjalizującym się w odszkodowaniach. Odmowa ubezpieczyciela nie jest wiążąca – poszkodowany ma prawo dochodzić swoich roszczeń na drodze sądowej, gdzie sąd oceni zasadność roszczenia niezależnie od stanowiska ubezpieczyciela.

Jak długo mam czas na zgłoszenie roszczenia o odszkodowanie?
Roszczenia odszkodowawcze, w przypadku urazów nie będacych skutkiem przestępstwa, przedawniają się z upływem 3 lat od dnia, w którym poszkodowany dowiedział się o szkodzie i osobie zobowiązanej do jej naprawienia (art. 442¹ KC). W praktyce najlepiej zgłosić roszczenie jak najszybciej po wypadku.

Czy mogę dochodzić odszkodowania, jeśli nie zgłosiłem wypadku na policji?
Tak, brak zgłoszenia wypadku na policji nie wyklucza możliwości dochodzenia odszkodowania. Kluczowa jest dokumentacja medyczna oraz inne dowody potwierdzające okoliczności wypadku i poniesione szkody.

Czy wstrząśnienie mózgu może prowadzić do długotrwałych konsekwencji zdrowotnych?
Tak, u niektórych osób wstrząśnienie mózgu może prowadzić do długotrwałych zaburzeń, takich jak przewlekłe bóle głowy, problemy z pamięcią czy zaburzenia lękowe. W takich przypadkach neurolog może rozpoznać zaburzenia adaptacyjne, które są punktowane jako uszczerbek na zdrowiu (minimum 5%).

Podsumowanie

Wstrząśnienie mózgu po wypadku komunikacyjnym, upadku czy innym zdarzeniu to poważny uraz, który uprawnia do odszkodowania i zadośćuczynienia. Mimo że tabela procentowego uszczerbku na zdrowiu nie przewiduje dla niego konkretnej punktacji, poszkodowany ma prawo do naprawienia krzywdy wynikającej z doznanego urazu. Co więcej, jeśli dolegliwości utrzymują się przez dłuższy czas, mogą zostać zakwalifikowane jako zaburzenia adaptacyjne, co znacząco zwiększa wysokość należnego zadośćuczynienia.

Nie daj się zniechęcić odmową ubezpieczyciela – sprawdź swoje prawa i skonsultuj się z prawnikiem specjalizującym się w odszkodowaniach.


Disclaimer: Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Każda sprawa odszkodowawcza jest indywidualna, dlatego zapraszamy do kontaktu z naszą kancelarią.

Zapraszam do Kancelarii Prawnej Kowalak Jędrzejewska i Partnerzy:
Radca Prawny Bartosz Kowalak
ul. Mickiewicza 18a/3, 60-834 Poznań
Tel.: +48 61 2224963
E-mail: kancelaria@prawnikpoznanski.pl
www: https://prawnikpoznanski.pl


Źródła:

  • Kodeks cywilny, art. 444, 445
  • Rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Społecznej w sprawie szczegółowych zasad orzekania o stałym lub długotrwałym uszczerbku na zdrowiu

Zarażenie włośnicą – czy można dochodzić odszkodowania?

Włośnica, inaczej trychinoza lub trichinelloza, to bardzo poważna i wyniszczająca organizm choroba pasożytnicza. Jest wywoływana przez włośnia krętego (Trichinella spiralis). Zarażenie następuje przez spożycie mięsa zawierającego larwy włośnia spiralnego – najczęściej nieprzebadanego lub źle przebadanego mięsa dzika lub świni.

Po zjedzeniu zarażonego mięsa w organizmie człowieka uwalniają się larwy, które po okresie dojrzewania rodzą tysiące swoich potomków. Następnie w postaci larwalnej przedostają się do mięśni przepony, ale znajduje się je również w mięśniach międzyżebrowych, języku, krtani oraz mięśniach grzbietu. Po osiedleniu się otorbiają się, tworząc tzw. wągry, których otoczka ulega z czasem zwapnieniu. W tej postaci, odizolowane od organizmu, larwy mogą przeżyć w organizmie człowieka nawet 20–40 lat.

Spis treści

  1. Objawy włośnicy – co należy wiedzieć?
  2. Kto odpowiada za zarażenie włośnicą?
  3. Jak dochodzić odszkodowania za zarażenie włośnicą?
  4. Ile wynosi zadośćuczynienie za zarażenie włośnicą?
  5. Przypadek z praktyki – zarażenie włośnicą na imprezie
  6. Praktyczne wskazówki dla poszkodowanych
  7. FAQ – najczęstsze pytania

Objawy włośnicy – co należy wiedzieć?

Objawy włośnicy mogą pojawić się już na drugi dzień po spożyciu zarażonego mięsa. Do najczęstszych symptomów należą:

  • Obrzęk oczu i twarzy
  • Bóle mięśni
  • Biegunka
  • Nudności i wymioty
  • Wykwity skóry
  • Bóle brzucha
  • Zmęczenie
  • Gorączka
  • Bóle głowy
  • Dreszcze
  • Kaszel

W ciężkich przypadkach włośnicy (im więcej larw spożyje poszkodowany, tym przebieg może być bardziej drastyczny) może dojść do problemów kardiologicznych, zaburzeń oddychania oraz koordynacji ruchów. Najcięższe przypadki mogą zakończyć się śmiercią.

Kto odpowiada za zarażenie włośnicą?

Raczej do rzadkości należą przypadki, gdy pacjent sam upolował dzika czy ubił przez siebie hodowaną świnię, a następnie bez przebadania mięso to zjadł. W takim przypadku trudno mówić o możliwości dochodzenia odszkodowania.

Zazwyczaj jednak poszkodowani pacjenci zarażają się po zjedzeniu zakażonego mięsa nabytego w normalnym sklepie mięsnym lub w sklepie z dziczyzną. Skoro w sprzedaży znalazło się zainfekowane mięso, to ktoś musiał popełnić jakiś błąd.

Obowiązek badania mięsa

Mięso trzody chlewnej i dzików podlega obowiązkowemu badaniu także na obecność włośnia spiralnego w jego tkankach. Jeżeli więc larwy włośnia w tym mięsie się znajdują, to albo:

  1. Nie zostało ono przebadane (np. sklepikarz wprowadził do sprzedaży kiełbasę niewiadomego pochodzenia)
  2. Zostało przebadane źle (np. weterynarz popełnił błąd w badaniu lub nie przeprowadził go w ogóle, mimo wystawienia świadectwa)

W obu przypadkach winę za dopuszczenie do zarażenia konsumentów ponosi osoba odpowiedzialna za wprowadzenie mięsa do sprzedaży lub za jego badanie.

Odpowiedzialność prawna

Za zarażenie włośnicą odpowiedzialność mogą ponosić:

  • Weterynarz – jeśli nieprawidłowo przeprowadził badanie mięsa lub nie przeprowadził go wcale
  • Sprzedawca (sklep mięsny, sklep z dziczyzną) – jeśli wprowadził do sprzedaży nieprzebadane mięso
  • Producent wędlin – jeśli przetworzone mięso nie zostało odpowiednio przebadane przed użyciem do produkcji

Odpowiedzialność za zarażenie włośnicą może wynikać z:

  • Art. 415 KC (czyn niedozwolony – delikt)
  • Art. 430 KC (odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną przez osobę, za którą się odpowiada, np. pracownika)
  • Art. 449 KC (odpowiedzialność za produkt niebezpieczny)

Jak dochodzić odszkodowania za zarażenie włośnicą?

W przypadku zarażenia włośnicą poszkodowany może dochodzić:

  1. Odszkodowania (art. 444 KC) – np. koszty leczenia, leków, rehabilitacji
  2. Zadośćuczynienia (art. 445 KC) – rekompensata za doznaną krzywdę, cierpienie fizyczne i psychiczne
  3. Renty (art. 444 § 2 KC) – jeśli włośnica spowodowała trwały uszczerbek na zdrowiu i utratę zdolności do pracy

Krok po kroku – jak dochodzić odszkodowania?

  1. Zgromadź dokumentację medyczną – karty informacyjne ze szpitala, wyniki badań, zaświadczenia lekarskie potwierdzające zarażenie włośnicą
  2. Ustal źródło zarażenia – zidentyfikuj miejsce zakupu mięsa (sklep, producent wędlin)
  3. Zgłoś sprawę organom – zawiadom Sanepid i policję o zarażeniu
  4. Skontaktuj się z prawnikiem – specjalista pomoże ocenić wartość roszczeń i przygotować wezwanie do zapłaty
  5. Wyślij wezwanie do zapłaty – do osoby odpowiedzialnej (np. weterynarza, właściciela sklepu) lub jej ubezpieczyciela OC
  6. W razie odmowy – wniesienie pozwu – jeśli sprawa nie zakończy się ugodą, należy wystąpić na drogę sądową

Ile wynosi zadośćuczynienie za zarażenie włośnicą?

Na to pytanie trudno jednoznacznie odpowiedzieć, ponieważ przebieg choroby może być bardzo różny w zależności od:

  • Ilości skonsumowanych larw włośnia spiralnego
  • Stanu zdrowia i odporności poszkodowanego
  • Sukcesu wdrożonego leczenia

Jak wspomniano wcześniej, choroba ta może mieć bardzo poważny przebieg i nawet prowadzić do śmierci, ale może też zostać zaleczona (choć o wyleczeniu włośnicy chyba nie ma mowy – larwy mogą pozostać w organizmie przez dziesiątki lat).

Uszczerbek na zdrowiu przy włośnicy

Problem ten zauważył nawet ustawodawca, który w tabeli procentowego uszczerbku na zdrowiu przewidział, że ustalony uszczerbek na zdrowiu przez biegłego lekarza w toku badania chorego na chorobę zakaźną może być ustalany w widełkach od 0% do 100% uszczerbku.

Oznacza to, że:

  • W łagodnych przypadkach (krótkotrwała hospitalizacja, brak trwałych następstw): uszczerbek może wynieść 0%–10%, a zadośćuczynienie kilka tysięcy złotych
  • W umiarkowanych przypadkach (kilkutygodniowa hospitalizacja, długotrwałe dolegliwości): uszczerbek 10%–30%, a zadośćuczynienie od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych
  • W ciężkich przypadkach (trwałe uszkodzenia narządów, wielomiesięczne leczenie, poważne konsekwencje zdrowotne): uszczerbek 30%–100%, a zadośćuczynienie może wynieść od kilkudziesięciu do nawet kilkuset tysięcy złotych

Przypadek z praktyki – zarażenie włośnicą na imprezie

W praktyce kancelarii prowadziłem sprawę trzech osób, które wzięły udział w imprezie na północy Wielkopolski. Jedną z atrakcji kulinarnych była, jak to poszkodowani określali, „przepyszna” kiełbasa z dzika. Kiełbasa okazała się tak pyszna, że cała trójka spędziła kilka ciężkich tygodni w szpitalu.

Ustalenie winnego

W toku prowadzonego przez policję dochodzenia ustalono, że winnym jest weterynarz, który z lenistwa lub chęci zysku podbił świadectwo mięsa dzika, którego w ogóle nie przebadał. Mięso trafiło na wędliny, a następnie na stół, przy którym biesiadowała trójka mieszkańców Poznania.

Dochodzenie odszkodowania

Po ustaleniu, że weterynarz z podpoznańskiej miejscowości jest winnym zaniedbania, zostało do niego skierowane wezwanie do zapłaty zadośćuczynienia w kwocie 100 000 zł, którą uznaliśmy za adekwatną do konsekwencji włośnicy i jej przebiegu u poszkodowanych.

Zazwyczaj osoby wykonujące zawód weterynarza posiadają polisę OC od odpowiedzialności cywilnej z tytułu szkód, do jakich mogą się dopuścić, wykonując swój zawód. Niestety okazało się, że weterynarz poskąpił na wykupieniu polisy, co uniemożliwiło dochodzenie wskazanej kwoty od zakładu ubezpieczeń.

Jedyną osobą, która zatem mogła zapłacić reprezentowanym przeze mnie klientom, był sam weterynarz. Nie był to jednak właściciel prężnie działającej kliniki, a jego majątek nie pozwalał na pokrycie tak skumulowanych roszczeń.

Ugoda

Poszkodowani po długich negocjacjach zawarli z weterynarzem ugodę, na podstawie której zapłacił każdemu z pięciu poszkodowanych po 30 000 zł zadośćuczynienia.

Ten przypadek pokazuje, jak ważne jest, aby osoby wykonujące zawody wysokiego ryzyka (lekarze, weterynarze, producenci żywności) posiadały odpowiednie ubezpieczenie OC. W przeciwnym razie poszkodowani mogą nie otrzymać pełnej rekompensaty za doznaną krzywdę.

Praktyczne wskazówki dla poszkodowanych

  1. Zgłoś zarażenie organom – niezwłocznie zawiadom Sanepid i policję o podejrzeniu zarażenia włośnicą. To pozwoli na wszczęcie dochodzenia i ustalenie źródła zarażenia.
  2. Zachowaj resztki mięsa – jeśli to możliwe, zabezpiecz pozostałości mięsa, które mogło być źródłem zarażenia. To kluczowy dowód w sprawie.
  3. Zbieraj dokumentację medyczną – gromadź wszystkie dokumenty potwierdzające zarażenie, przebieg leczenia i konsekwencje zdrowotne.
  4. Ustal, kto odpowiada – czy to weterynarz, sklep, czy producent wędlin? Może to mieć kluczowe znaczenie dla dochodzenia odszkodowania.
  5. Skontaktuj się z prawnikiem – sprawy o zarażenie włośnicą są złożone i wymagają profesjonalnej pomocy prawnej. Doświadczony prawnik pomoże wywalczyć sprawiedliwe odszkodowanie.

FAQ – najczęstsze pytania

Czy można dochodzić odszkodowania za zarażenie włośnicą?
Tak, jeśli zarażenie nastąpiło przez spożycie mięsa zakupionego w sklepie lub od producenta wędlin. Odpowiedzialność może ponosić weterynarz, sprzedawca lub producent, którzy nie dopełnili obowiązku prawidłowego przebadania mięsa.

Ile wynosi zadośćuczynienie za zarażenie włośnicą?
Wysokość zadośćuczynienia zależy od przebiegu choroby i jej konsekwencji. W łagodnych przypadkach może wynieść kilka tysięcy złotych, w ciężkich – od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy złotych.

Kto odpowiada za zarażenie włośnicą?
Odpowiedzialność mogą ponosić: weterynarz (jeśli nieprawidłowo przebadał mięso), sprzedawca (jeśli wprowadził do sprzedaży nieprzebadane mięso) lub producent wędlin (jeśli użył do produkcji zarażonego mięsa).

Jak udowodnić, że zarażenie nastąpiło przez spożycie konkretnego mięsa?
Kluczowe są: dokumentacja medyczna potwierdzająca zarażenie, świadkowie, którzy spożywali to samo mięso, wyniki badań resztek mięsa oraz dochodzenie prowadzone przez Sanepid i policję.

Czy weterynarz powinien mieć ubezpieczenie OC?
Tak, osoby wykonujące zawody wysokiego ryzyka (w tym weterynarze) powinny posiadać ubezpieczenie OC od odpowiedzialności cywilnej. Dzięki temu poszkodowani mogą uzyskać pełne odszkodowanie, nawet jeśli weterynarz nie dysponuje wystarczającym majątkiem osobistym.

Jak długo mam czas na zgłoszenie roszczenia o odszkodowanie?
Roszczenia odszkodowawcze przedawniają się z upływem 3 lat od dnia, w którym poszkodowany dowiedział się o szkodzie i osobie zobowiązanej do jej naprawienia (art. 442¹ KC). Najlepiej zgłosić roszczenie jak najszybciej po zarażeniu.

Czy mogę dochodzić odszkodowania, jeśli sam upoluję dzika i nie przebadam mięsa?
Nie, w takim przypadku odpowiedzialność za zarażenie ponosi sam poszkodowany, ponieważ świadomie zrezygnował z obowiązkowego badania mięsa. Odszkodowania można dochodzić tylko wtedy, gdy zarażenie nastąpiło przez czyjąś winę (np. weterynarza, sprzedawcy).

Podsumowanie

Zarażenie włośnicą to poważna choroba, która może mieć długotrwałe i wyniszczające konsekwencje dla zdrowia. Jeśli zarażenie nastąpiło przez spożycie mięsa zakupionego w sklepie lub od producenta wędlin, poszkodowany ma prawo do odszkodowania i zadośćuczynienia. Odpowiedzialność mogą ponosić weterynarz, sprzedawca lub producent, którzy nie dopełnili obowiązku prawidłowego przebadania mięsa.

Wysokość zadośćuczynienia zależy od przebiegu choroby i jej konsekwencji – od kilku tysięcy złotych w łagodnych przypadkach po kilkadziesiąt lub nawet kilkaset tysięcy złotych w ciężkich przypadkach. Jeśli zostałeś zarażony włośnicą, skontaktuj się z prawnikiem specjalizującym się w odszkodowaniach, aby skutecznie dochodzić swoich praw.


Disclaimer: Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Każda sprawa odszkodowawcza jest indywidualna, dlatego zapraszamy do kontaktu z naszą kancelarią.

Zapraszam do Kancelarii Prawnej Kowalak Jędrzejewska i Partnerzy:
Radca Prawny Bartosz Kowalak
ul. Mickiewicza 18a/3, 60-834 Poznań
Tel.: +48 61 2224963
E-mail: kancelaria@prawnikpoznanski.pl
www: https://prawnikpoznanski.pl


Źródła:

  • Kodeks cywilny, art. 415, 430, 444, 445, 449
  • Rozporządzenie w sprawie sposobu ustalania procentowego uszczerbku na zdrowiu

Kapitalizacja renty – czy warto zamienić miesięczne wypłaty na jednorazową kwotę?

Ostatnio w mojej kancelarii zauważyłem pewien trend, który zasługuje na osobny wpis. Kilku moich klientów – poszkodowanych w wypadkach komunikacyjnych, którym przysługuje renta odszkodowawcza – otrzymało od ubezpieczycieli propozycję, która na pierwszy rzut oka brzmi kusząco: zamiast miesięcznej renty przez kilkadziesiąt lat, jednorazowa wypłata całej kwoty od razu. Nie wiem, czy to zaplanowana akcja niektórych zakładów ubezpieczeń, czy zwykły przypadek, ale temat pojawia się na tyle często, że warto się nad nim pochylić. Bo pytanie, które zawsze pada, brzmi: czy taka ugoda jest korzystna? Czy warto zamienić pewną, comiesięczną rentę na jednorazową wypłatę?

Odpowiedź, jak to w prawie bywa, nie jest prosta. Zależy od wielu czynników – zdrowia poszkodowanego, wieku, wysokości renty, kwoty proponowanej przez ubezpieczyciela, a nawet od tego, jak oceniamy własne szanse inwestycyjne i… długość życia. Brzmi niewygodnie? Może, ale to realia prawa odszkodowawczego. Dziś postaram się rozłożyć ten problem na czynniki pierwsze i podpowiedzieć, na co zwrócić uwagę, gdy ubezpieczyciel zaproponuje Ci kapitalizację renty.

Czym jest renta wyrównawcza?

Zacznijmy od podstaw. Renta wyrównawcza (lub odszkodowawcza) to świadczenie okresowe, które przysługuje poszkodowanemu w sytuacji, gdy w wyniku wypadku poniósł straty o charakterze stałym i powtarzalnym. Reguluje to art. 444 § 2 Kodeksu cywilnego, który mówi, że jeśli poszkodowany utracił całkowicie lub częściowo zdolność do pracy zarobkowej albo jeśli zwiększyły się jego potrzeby lub zmniejszyły widoki powodzenia na przyszłość, może domagać się od zobowiązanego do naprawienia szkody odpowiedniej renty.

W praktyce renta pokrywa takie koszty jak:

  • Zwiększone potrzeby: comiesięczny zakup leków, rehabilitacja, opieka osób trzecich, specjalna dieta, koszty wymiany protez czy sprzętu ortopedycznego
  • Utracone dochody: różnica między wynagrodzeniem sprzed wypadku a obecnymi zarobkami (lub ich brakiem), gdy poszkodowany nie może pracować lub musi wykonywać mniej intratną pracę
  • Zmniejszone widoki na przyszłość: gdy wypadek uniemożliwił realizację planów zawodowych (np. student medycyny po urazie ręki nie może zostać chirurgiem)

Renta ma charakter okresowy – jest wypłacana co miesiąc, często przez dziesiątki lat, aż do śmierci poszkodowanego lub do momentu ustania przyczyn, które ją uzasadniały (np. poszkodowany wyzdrowieje, przejdzie na emeryturę).

Co to jest kapitalizacja renty?

Kapitalizacja renty to zamiana miesięcznych wypłat na jednorazową, większą kwotę. Zamiast dostawać np. 1000 zł miesięcznie przez 30 lat (co daje w sumie 360 000 zł), poszkodowany otrzymuje od ubezpieczyciela np. 250 000 zł od razu – i koniec. Żadnych dalszych rat.

Dla ubezpieczycieli to wygodne rozwiązanie – zamykają sprawę raz na zawsze, nie muszą prowadzić długoterminowej dokumentacji, wypłacać miesięcznie, kontrolować, czy renta nadal jest uzasadniona. Dla poszkodowanego? Odpowiedź nie jest oczywista.

Kiedy kapitalizacja jest korzystna?

Z mojego doświadczenia wynika, że kapitalizacja może być korzystna w kilku sytuacjach:

1. Gdy kwota jest uczciwa

To podstawa. Jeśli ubezpieczyciel proponuje kwotę zbliżoną do sumy rat rentowych, jakie poszkodowany otrzymałby do statystycznej daty zgonu (według tablic GUS), to warto to rozważyć.

Przykład: Poszkodowany ma 40 lat, renta wynosi 1000 zł miesięcznie. Średnia przeżywalność dla mężczyzn w tym wieku to ok. 40 lat (do ok. 80 roku życia). To daje: 1000 zł x 12 miesięcy x 40 lat = 480 000 zł. Jeśli ubezpieczyciel proponuje np. 400 000 zł, to jest to kwota do rozważenia (niższa, bo uwzględnia dyskonto – wartość pieniądza w czasie). Jeśli proponuje 150 000 zł – to ewidentnie próbuje „skosić” poszkodowanego.

2. Gdy poszkodowany potrzebuje większej sumy teraz

Czasem poszkodowany potrzebuje pieniędzy na konkretny cel – remont mieszkania, zakup domu przystosowanego dla osoby z niepełnosprawnością, spłata kredytu, otwarcie działalności. Miesięczna renta (np. 1000 zł) nie pozwala na takie wydatki, a jednorazowa kwota (np. 250 000 zł) tak.

3. Gdy poszkodowany ma pomysł na inwestycję

Dysponując dużą kwotą, poszkodowany może ją zainwestować (np. kupić obligacje, lokatę, nieruchomość pod wynajem) i osiągać lepsze dochody niż z renty. Ale uwaga – to wymaga wiedzy i ostrożności. Źle zainwestowane pieniądze można stracić.

Kiedy kapitalizacja jest ryzykowna?

Są jednak sytuacje, w których kapitalizacja to zły pomysł:

1. Gdy kwota jest zaniżona

Jeśli ubezpieczyciel proponuje kwotę znacznie niższą od sumy przyszłych rat (np. 100 000 zł zamiast 400 000 zł), to ewidentnie próbuje „zrobić” poszkodowanego. Niestety, wielu poszkodowanych – kusząc się na „szybkie pieniądze” – godzi się na takie warunki. A potem, po kilku latach, uświadamiają sobie, że stracili krocie.

2. Gdy renta może wzrosnąć

Renta nie jest „zamrożona” – jej wysokość może się zmienić. Jeśli stan zdrowia poszkodowanego pogorszył się, koszty leczenia wzrosły, można wystąpić o podwyższenie renty (art. 907 KC – zmiana okoliczności). Jeśli kapitalizujesz rentę teraz, tracisz tę możliwość. A przecież przez 20-30 lat wiele może się zmienić.

3. Gdy poszkodowany nie ma doświadczenia w zarządzaniu pieniędzmi

To delikatny temat, ale realny. Jednorazowa wypłata dużej kwoty (np. 200 000 zł) może być dla niektórych osób pokusą – niepotrzebne wydatki, złe inwestycje, naciski rodziny. A potem brak pieniędzy i żadnej renty. Miesięczna renta to pewność – co miesiąc wpływają pieniądze na konto, bez ryzyka, że się skończą.

4. Gdy poszkodowany jest młody i długo będzie potrzebował wsparcia

Im młodszy poszkodowany, tym większe ryzyko. Jeśli 25-latek z trwałym uszczerbkiem dostanie jednorazową kwotę zamiast renty, która miałaby być wypłacana przez kolejne 50 lat, musi mieć absolutną pewność, że te pieniądze wystarczą na całe życie. To ogromne ryzyko.



Jak ocenić propozycję ubezpieczyciela? Moja metoda

Gdy klient przychodzi do mnie z propozycją kapitalizacji, zawsze używam tej samej metody:

Krok 1: Oblicz sumę przyszłych rat

Weź swoją obecną rentę (np. 800 zł), pomnóż przez 12 miesięcy, a następnie przez liczbę lat do statystycznej daty zgonu (wg tablic GUS dla Twojego wieku i płci). To da Ci teoretyczną wartość renty.

Przykład: Renta 800 zł, poszkodowany ma 50 lat, średnia przeżywalność to 30 lat. Suma: 800 zł x 12 x 30 = 288 000 zł.

Krok 2: Uwzględnij dyskonto

Pieniądz dzisiaj jest wart więcej niż pieniądz za 20 lat (inflacja, możliwość inwestycji). Dlatego ubezpieczyciele stosują dyskonto – obniżają sumę przyszłych rat o pewien procent (zazwyczaj 3-5% rocznie). To oznacza, że uczciwą kwotą kapitalizacji będzie np. 70-80% sumy przyszłych rat.

Przykład: 288 000 zł x 75% = 216 000 zł. Jeśli ubezpieczyciel proponuje ok. 200 000 zł, to jest uczciwa oferta. Jeśli proponuje 100 000 zł – to próba oszustwa.

Krok 3: Rozważ inne czynniki

  • Czy Twój stan zdrowia jest stabilny, czy może się pogorszyć (wtedy renta mogłaby wzrosnąć)?
  • Czy masz inne źródła dochodu, czy renta to Twoja główna poduszka finansowa?
  • Czy masz pomysł na zagospodarowanie pieniędzy (inwestycja, cele życiowe)?
  • Czy jesteś „dobrym zarządcą” pieniędzy, czy ryzykujesz, że kwota szybko się skończy?

Krok 4: Porozmawiaj z prawnikiem

To nie jest decyzja, którą należy podejmować samemu. Pomoc specjalisty w prawie odszkodowawczym to nie koszt, a inwestycja – prawnik pomoże ocenić propozycję, policzyć, czy jest uczciwa, i negocjować lepsze warunki z ubezpieczycielem.

Moja rada: nie daj się skusić na „szybkie pieniądze”

Jako prawnik, który od lat zajmuje się odszkodowaniami, widziałem wiele przypadków, gdy poszkodowani zgadzali się na kapitalizację za grosze. Kusili się na jednorazową wypłatę (np. 50 000 zł), choć ich renta przez 30 lat wyniosłaby 300 000 zł. A potem żałowali, bo pieniądze się skończyły, a renty już nie było.

Moja rada: zawsze, ale to zawsze, zanim podpiszesz ugodę z ubezpieczycielem, usiądź i policz. A jeszcze lepiej – przyjdź do prawnika. W mojej kancelarii takie obliczenia zajmują mi 30 minut, ale mogą uratować klienta przed stratą dziesiątek, a czasem setek tysięcy złotych.

Refleksja na koniec: pewność kontra ryzyko

Kapitalizacja renty to jak wybór między pewnością a ryzykiem. Miesięczna renta to pewność – co miesiąc pieniądze na koncie, aż do końca życia. Jednorazowa wypłata to ryzyko – może przyniesie więcej (jeśli dobrze zainwestujesz), a może mniej (jeśli źle zarządzisz pieniędzmi lub ubezpieczyciel Cię „oskuba”).

Nie ma jednej dobrej odpowiedzi – każda sprawa jest inna. Ale jedno jest pewne: nie podejmuj decyzji pod presją czasu czy ubezpieczyciela. To Twoje pieniądze, Twoje zdrowie, Twoja przyszłość. Masz prawo je chronić.

Jeśli masz pytania, wątpliwości, chcesz podzielić się swoją historią lub potrzebujesz porady – zostaw komentarz lub napisz do mnie. Chętnie pomogę.


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.blogoodszkodowaniach.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl


Źródła:

  • Kodeks cywilny, art. 444 § 2 (renta odszkodowawcza)
  • Kodeks cywilny, art. 907 (zmiana okoliczności uzasadniających zmianę wysokości renty)

Czy złe ustawienie zagłówków to powód do odmowy wypłaty odszkodowania za uraz biczowy?

Wprowadzenie

Gdy otrzymałem pytanie od czytelniczki bloga: „Doznałam urazu biczowego. Ubezpieczyciel odmawia mi wypłaty odszkodowania z uwagi na złe ustawienie zagłówków. Czy takie działanie jest zgodne z prawem? Jak mogę się bronić?” – szczerze mówiąc, zastanawiałem się przez chwilę, czy to nie jakiś „fake news”. Niemożliwe, żeby ubezpieczyciel naprawdę użył takiego argumentu, prawda? Niestety, po latach pracy w odszkodowaniach wiem, że ubezpieczyciele potrafią zaskakiwać coraz bardziej karkołomną argumentacją. Postanowiłem więc przeanalizować tę sprawę dokładnie – i odpowiedź jest jednoznaczna: takie uzasadnienie odmowy jest całkowicie błędne i bezpodstawne.

Disclaimer: Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej.

Spis treści

  1. Dlaczego taki argument to absurd prawny?
  2. Kto ponosi odpowiedzialność za wypadek?
  3. Czy może być mowa o przyczynieniu się?
  4. Porównanie z innymi sytuacjami
  5. Brak powszechnej wiedzy o zagłówkach
  6. Jak się bronić przed taką odmową?
  7. Praktyczne wskazówki dla poszkodowanych
  8. Najczęstsze pytania o odmowy wypłat

Dlaczego taki argument to absurd prawny?

Zacznijmy od podstaw. Jeśli ubezpieczyciel odmawia wypłaty odszkodowania wyłącznie z powodu złego ustawienia zagłówków, to w sposób oczywisty jego decyzja jest błędna i sprzeczna z prawem.

Dlaczego? Bo dając rację takiemu rozumowaniu, musielibyśmy uznać, że:

  • To nie sprawca wypadku ponosi winę za skutki kolizji
  • Ale poszkodowany sam sobie jest winien urazu biczowego

To odwrócenie logiki odpowiedzialności cywilnej o 180 stopni! Zgodnie z art. 436 § 1 KC w związku z art. 415 KC, za szkodę wyrządzoną przez ruch pojazdu mechanicznego odpowiada kierowca tego pojazdu (lub posiadacz/właściciel). To sprawca wypadku – ten, kto najechał na tył, nie zachował bezpiecznej odległości, nie wyhamował – ponosi odpowiedzialność za skutki zdarzenia.

Logika ubezpieczyciela = absurd

Gdybyśmy przyjęli argumentację ubezpieczyciela, to:

  • Sprawca wypadku mógłby zrzucać winę na poszkodowanego: „On sobie sam jest winien, bo miał źle ustawione zagłówki”
  • Każdy element wyposażenia samochodu mógłby być pretekstem do odmowy: „Miał nieodpowiednie opony”, „Nie miał poduszek bocznych”, „Siedział za blisko kierownicy”
  • Odpowiedzialność sprawcy zostałaby de facto zniwelowana

To byłby koniec systemu odpowiedzialności cywilnej w Polsce.

Kto ponosi odpowiedzialność za wypadek?

Przypomnijmy podstawowe zasady:

Odpowiedzialność sprawcy (art. 436 § 1 KC)

Posiadacz mechanicznego środka komunikacji poruszanego za pomocą sił przyrody ponosi odpowiedzialność za szkodę na osobie lub mieniu, wyrządzoną komukolwiek przez ruch tego środka, chyba że szkoda nastąpiła wskutek siły wyższej albo wyłącznie z winy poszkodowanego lub osoby trzeciej.

Kluczowe jest tutaj: „wyłącznie z winy poszkodowanego”. Aby sprawca mógł uwolnić się od odpowiedzialności, musiałoby się okazać, że poszkodowany w 100% sam sobie jest winien szkody. Czy złe ustawienie zagłówków może to udowodnić? Oczywiście, że nie.

Przyczyna wypadku vs skutki wypadku

Musimy rozróżnić:

  • Przyczynę wypadku – np. najechanie na tył przez sprawcę
  • Skutki wypadku – np. uraz biczowy u poszkodowanego

Złe ustawienie zagłówków nie spowodowało wypadku. Wypadek spowodował sprawca, który:

  • Nie zachował bezpiecznej odległości
  • Nie wyhamował
  • Uderzył w tył pojazdu poszkodowanego

Zagłówki mogły (teoretycznie) wpłynąć na nasilenie skutków, ale nie na sam fakt wystąpienia wypadku.

Czy może być mowa o przyczynieniu się?

Nawet gdybyśmy rozważali tę sytuację na gruncie przyczynienia się do powstania szkody (art. 362 KC), które mogłoby prowadzić do zmniejszenia kwoty odszkodowania – to i tak argument ubezpieczyciela się nie sprawdza.

Czym jest przyczynienie się?

Art. 362 KC stanowi:

„Jeżeli poszkodowany przyczynił się do powstania lub zwiększenia szkody, obowiązek jej naprawienia ulega odpowiedniemu zmniejszeniu stosownie do okoliczności, a zwłaszcza do stopnia winy obu stron.”

Aby mówić o przyczynieniu się, muszą być spełnione warunki:

  1. Zawinione lub obiektywnie niewłaściwe zachowanie poszkodowanego
  2. Związek przyczynowy między tym zachowaniem a szkodą
  3. Możliwość przewidywalności skutków przez poszkodowanego

Czy złe ustawienie zagłówków spełnia te warunki?

1. Zawinione zachowanie?

Nie. Ogromna większość kierowców nie ma świadomości, jak prawidłowo ustawić zagłówki. Nikt tego nie uczy na kursach prawa jazdy, nie ma kampanii informacyjnych, producenci aut nie wkładają jasnych instrukcji. Z praktyki kancelarii wiem, że większość ludzi w ogóle nie wie, że zagłówki powinny być ustawione na wysokości potylicy, a nie szyi czy ramion.

2. Związek przyczynowy?

Wątpliwy. Nawet idealnie ustawiony zagłówek nie zapobiegnie w pełni urazowi biczowemu przy silnym uderzeniu. Może jedynie złagodzić skutki. Badania pokazują, że prawidłowe ustawienie zagłówków zmniejsza ryzyko poważniejszych obrażeń, ale nie eliminuje go całkowicie.

3. Możliwość przewidywalności?

Nie. Pojęcie „uraz biczowy” (whiplash) to dla większości ludzi całkowita nowość. Jak poszkodowany miał przewidzieć, że złe ustawienie zagłówków może wpłynąć na skutki wypadku, skoro:

  • Nikt go tego nie uczył
  • Nie ma powszechnej wiedzy na ten temat
  • Sam fakt urazu biczowego jest dla niego zaskoczeniem

Porównanie z innymi sytuacjami

Czasem ubezpieczyciele próbują stosować analogie do innych przypadków. Przykład: brak zimowych opon podczas jazdy zimą w góry. Czy to uzasadnia odmowę wypłaty?

Różnica fundamentalna

W przypadku opon zimowych:

  • Istnieje przepis prawa nakazujący ich użycie w określonych warunkach (w niektórych krajach)
  • Jest powszechna wiedza, że opony zimowe są konieczne w trudnych warunkach atmosferycznych
  • Można przewidzieć konsekwencje jazdy bez nich (dłuższa droga hamowania, ryzyko poślizgu)

W przypadku zagłówków:

  • Brak przepisu nakazującego konkretne ustawienie
  • Brak powszechnej wiedzy o prawidłowym ustawieniu
  • Trudno przewidzieć konsekwencje dla zdrowia

Czyli: nawet w przypadku opon zimowych, gdzie wymogi są jaśniejsze, sądy rzadko uznają istotne przyczynienie się. A co dopiero w przypadku zagłówków!

Brak powszechnej wiedzy o zagłówkach

To kluczowy argument. Z doświadczenia kancelarii wiem, że:

Większość kierowców nie wie:

  • Że zagłówki powinny być ustawione na wysokości środka głowy (potylicy), nie szyi
  • Że odległość zagłówka od głowy powinna wynosić około 2-3 cm
  • Że zbyt nisko ustawiony zagłówek może zwiększyć ryzyko urazu
  • Że zagłówki w ogóle mają funkcję ochronną przy uderzeniu od tyłu

Nikt tego nie upowszechnia:

  • Kursy prawa jazdy – minimalna wzmianka, jeśli w ogóle
  • Instrukcje obsługi aut – techniczne, mało zrozumiałe
  • Kampanie społeczne – praktycznie nie istnieją
  • Media – temat rzadko poruszany

Tym samym: nie można obciążać poszkodowanego winą za coś, o czym nie mógł wiedzieć.

Jak się bronić przed taką odmową?

Jeśli otrzymałeś odmowę wypłaty odszkodowania z takim uzasadnieniem, oto konkretne kroki:

Krok 1: Zaskarż decyzję ubezpieczyciela

Napisz sprzeciw lub odwołanie (w zależności od procedury zakładu ubezpieczeń), w którym wyjaśnisz, że argument o zagłówkach jest bezpodstawny.

Krok 2: Wskaż przyczynę wypadku

Podkreśl, że przyczyną wypadku było działanie sprawcy (najechanie na tył, brak zachowania bezpiecznej odległości), nie sposób ustawienia zagłówków.

Krok 3: Odwołaj się do orzecznictwa

Powołaj się na:

  • Art. 436 § 1 KC – odpowiedzialność posiadacza pojazdu
  • Art. 415 KC – odpowiedzialność za czyn niedozwolony

Krok 4: Jeśli ubezpieczyciel podtrzymuje odmowę – idź do sądu

Złóż pozew o zapłatę zadośćuczynienia. W praktyce kancelarii takie sprawy kończą się bardzo korzystnie dla poszkodowanych – sądy odrzucają absurdalne argumenty ubezpieczycieli.

Praktyczne wskazówki dla poszkodowanych

Rada 1: Dokumentuj wszystko

Zbieraj:

  • Protokół z miejsca wypadku (dokumentuje, kto uderzył w kogo)
  • Dokumentację medyczną (karty leczenia, skierowania, RTG/MRI)
  • Faktury za leki i rehabilitację
  • Zdjęcia pojazdów po wypadku

Rada 2: Nie daj się zastraszyć

Argumenty ubezpieczyciela o zagłówkach to taktyka zniechęcania. Wielu poszkodowanych rezygnuje z dalszej walki, słysząc takie absurdy. Nie daj się!

Rada 3: Skonsultuj się z prawnikiem

W naszej kancelarii regularnie spotykamy się z takimi przypadkami. Prawnik pomoże Ci:

  • Ocenić zasadność odmowy
  • Sformułować prawidłowy sprzeciw/pozew
  • Reprezentować Cię w sądzie

Rada 4: Powołaj się na brak powszechnej wiedzy

Podkreśl w piśmie, że:

  • Nikt Cię nie uczył, jak ustawiać zagłówki
  • Nie było kampanii społecznych na ten temat
  • Nie mogłeś przewidzieć konsekwencji

Rada 5: Żądaj uzasadnienia

Poproś ubezpieczyciela o szczegółowe uzasadnienie, dlaczego złe ustawienie zagłówków całkowicie zwalnia sprawcę z odpowiedzialności. Zobaczysz, że takiego uzasadnienia nie będą w stanie podać.

Podsumowanie z refleksją

Po latach pracy z odszkodowaniami przestałem się dziwić coraz bardziej absurdalnym argumentom ubezpieczycieli. Ale argument o zagłówkach? To szczyt kreatywności w poszukiwaniu pretekstów do odmowy wypłaty.

Pamiętajcie: odpowiedzialność za wypadek ponosi sprawca, nie poszkodowany. Złe ustawienie zagłówków nie może być podstawą do odmowy wypłaty odszkodowania. Jeśli otrzymaliście taką decyzję – walczcie! Sądy są po Waszej stronie.

A Wy? Spotkaliście się z podobnymi absurdalnymi argumentami ubezpieczycieli? Podzielcie się w komentarzach – Wasze historie mogą pomóc innym poszkodowanym!


FAQ – Najczęstsze pytania o odmowy wypłat

1. Czy ubezpieczyciel może odmówić wypłaty z powodu złego ustawienia zagłówków?

Nie, to bezpodstawna odmowa. Zgodnie z art. 436 § 1 KC w związku z art. 415 KC, za szkodę wyrządzoną przez ruch pojazdu odpowiada sprawca wypadku (posiadacz/właściciel pojazdu), nie poszkodowany. Złe ustawienie zagłówków:

  • Nie było przyczyną wypadku
  • Nie zwalnia sprawcy z odpowiedzialności
  • Nie może być podstawą do całkowitej odmowy wypłaty

Jeśli otrzymałeś taką odmowę, zaskarż ją i rozważ złożenie pozwu do sądu.

2. Czy złe ustawienie zagłówków może być przesłanką przyczynienia się do szkody?

Bardzo wątpliwe. Aby mówić o przyczynieniu się (art. 362 KC), które mogłoby zmniejszyć wysokość odszkodowania, musiałyby być spełnione warunki:

  • Zawinione lub obiektywnie niewłaściwe zachowanie poszkodowanego
  • Związek przyczynowy między tym zachowaniem a szkodą
  • Możliwość przewidywalności skutków

W przypadku zagłówków:

  • Brak winy – większość ludzi nie wie, jak prawidłowo je ustawić
  • Wątpliwy związek przyczynowy – nawet prawidłowo ustawiony zagłówek nie zapobiegnie w pełni urazowi przy silnym uderzeniu
  • Brak przewidywalności – pojęcie urazu biczowego jest nieznane większości kierowców

Z praktyki kancelarii: sądy bardzo rzadko uznają przyczynienie się w takich sytuacjach, a jeśli już, to w minimalnym stopniu (5-10% zmniejszenia kwoty).

3. Jak powinny być ustawione zagłówki, żeby chronić przed urazem biczowym?

Prawidłowe ustawienie zagłówków:

  • Wysokość: Górna krawędź zagłówka powinna być na wysokości czubka głowy (lub co najmniej środka głowy/potylicy)
  • Odległość: Zagłówek powinien być jak najbliżej głowy (około 2-3 cm), ale nie dotykać jej
  • Kąt: Zagłówek powinien być prostopadły do oparcia fotela, nie pochylony

Badania wykazują, że prawidłowo ustawiony zagłówek może zmniejszyć ryzyko poważniejszych obrażeń kręgosłupa szyjnego o 20-25%, ale nie eliminuje go całkowicie. Przy silnym uderzeniu uraz biczowy może wystąpić nawet przy idealnym ustawieniu.

4. Czy można dostać odszkodowanie, jeśli nie miało się w ogóle zagłówków w samochodzie?

Tak, można. Brak zagłówków nie zwalnia sprawcy wypadku z odpowiedzialności. To sprawca najechał na tył, nie zachował bezpiecznej odległości – to on odpowiada za skutki.

Jednak w takiej sytuacji ubezpieczyciel może próbować argumentować, że:

  • Poszkodowany przyczynił się do zwiększenia szkody (art. 362 KC)
  • Można zmniejszyć kwotę odszkodowania o pewien procent

Z praktyki kancelarii: nawet w przypadku całkowitego braku zagłówków, sądy rzadko uznają istotne przyczynienie się (zazwyczaj nie więcej niż 10-20% zmniejszenia kwoty), ponieważ:

  • Brak zagłówków był typowy w starszych pojazdach (np. samochody z lat 80./90.)
  • Nie było przepisu nakazującego ich montaż we wszystkich pojazdach
  • Poszkodowany nie mógł przewidzieć wypadku i jego skutków

5. Jak ubezpieczyciel może udowodnić, że zagłówki były źle ustawione?

To problem ubezpieczyciela, nie Twój. To ubezpieczyciel, który odmawia wypłaty, musi udowodnić swoje twierdzenia (art. 6 KC – ciężar dowodu).

Ubezpieczyciel mógłby próbować:

  • Powołać się na zdjęcia z miejsca wypadku (rzadko są tak szczegółowe)
  • Zażądać opinii biegłego z zakresu rekonstrukcji wypadków (bardzo kosztowne i czasochłonne)
  • Przeprowadzić oględziny pojazdu (jeśli jeszcze istnieje)

W praktyce: bardzo trudno ubezpieczycielowi udowodnić, że zagłówki były źle ustawione w momencie wypadku. Dodatkowo, nawet jeśli to udowodni, musi jeszcze wykazać związek przyczynowy między złym ustawieniem a urazem – co jest niemal niemożliwe.

6. Co robić, jeśli ubezpieczyciel oferuje niższą kwotę, twierdząc że „przyczyniłem się” złym ustawieniem zagłówków?

Nie akceptuj takiej propozycji bez konsultacji z prawnikiem. Postępuj następująco:

  1. Poproś o uzasadnienie na piśmie – ubezpieczyciel musi wskazać, dlaczego uznaje przyczynienie się i jaki jest jego stopień
  2. Sprawdź, czy mają dowody – czy są zdjęcia, dokumentacja, opinie?
  3. Skonsultuj się z prawnikiem – w naszej kancelarii często walczymy o pełną kwotę, mimo takich argumentów ubezpieczyciela
  4. Rozważ pozew do sądu – sąd oceni, czy rzeczywiście było przyczynienie się i w jakim stopniu

Z praktyki: większość takich argumentów to zwykła taktyka negocjacyjna ubezpieczycieli, mająca zniechęcić poszkodowanego. Gdy sprawa trafia do sądu, okazuje się, że ubezpieczyciel nie ma żadnych dowodów, a sąd przyznaje pełną kwotę.


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją, walcząc z absurdalnymi argumentami ubezpieczycieli. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawospadkowepoznan.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl


Źródła:

  • Art. 436 § 1 Kodeksu cywilnego (odpowiedzialność posiadacza mechanicznego środka komunikacji)
  • Art. 415 Kodeksu cywilnego (odpowiedzialność za czyn niedozwolony)
  • Art. 362 Kodeksu cywilnego (przyczynienie się do powstania lub zwiększenia szkody)
  • Art. 6 Kodeksu cywilnego (ciężar dowodu)

Brak trwałego uszczerbku? Ubezpieczyciel i tak musi zapłacić!

Wprowadzenie

Zastanawia mnie, dlaczego ubezpieczyciele tak uparcie twierdzą, że krzywda istnieje tylko wtedy, gdy biegły orzeknie „trwały uszczerbek na zdrowiu”. Z mojego wieloletniego doświadczenia w sprawach odszkodowawczych wynika, że to jedno z najczęstszych nieporozumień – a właściwie taktyk – stosowanych przez zakłady ubezpieczeń.

Wyobraźmy sobie taką sytuację: wracacie z pracy, stajecie na światłach, nagle czujecie uderzenie od tyłu. Kark strzela bólem, głowa pęka, przez kilka tygodni nie możecie normalnie funkcjonować. Ale po dwóch miesiącach wszystko wraca do normy. Czy to oznacza, że nie doznaliście krzywdy? Oczywiście, że nie! A jednak ubezpieczyciel powie: „Brak trwałego uszczerbku = brak zadośćuczynienia”.

Dziś chcę podzielić się z Wami wiedzą, która wielokrotnie pomogła moim klientom wywalczyć sprawiedliwe zadośćuczynienie – nawet gdy byli „tylko” poobijani.

Spis treści

  1. Mit o „prawdziwych” obrażeniach
  2. Lekkie obrażenia to też krzywda – co mówi prawo?
  3. Taktyka ubezpieczycieli: dlaczego odmawiają?
  4. Moje doświadczenia: sprawy o 2-15 tysięcy złotych
  5. Kiedy rezygnować z opinii biegłego?
  6. Praktyczne porady: jak dochodzić zadośćuczynienia za „lekkie” obrażenia
  7. Ugoda czy proces? Co wybrać?

Mit o „prawdziwych” obrażeniach

Kiedy mówimy „wypadek” i „poszkodowany”, przed oczami stają nam dramatyczne obrazy: złamania, pęknięcia czaszki, utrata narządów. W takich przypadkach odpowiedzialność zakładu ubezpieczeń jest oczywista – krzywda jest ewidentna, a zadośćuczynienie (choć często za niskie) zostaje wypłacone.

Ale życie – na szczęście – bywa łaskawsze. Większość wypadków kończy się znacznie lżejszymi konsekwencjami: wstrząśnienie mózgu, skręcenie mięśni szyi (tzw. uraz kręgosłupa szyjnego), posiniaczeń, obrzęki. Po kilku tygodniach czy miesiącach poszkodowany wraca do zdrowia i funkcjonuje jak przed wypadkiem.

I tu zaczyna się problem. Bo ubezpieczyciel twierdzi: „Skoro nie ma trwałego uszczerbku, to nie ma krzywdy. A jak nie ma krzywdy, to nie ma zadośćuczynienia”.

To fundamentalny błąd – a raczej celowa manipulacja.

Lekkie obrażenia to też krzywda – co mówi prawo?

Przypomnijmy sobie, co mówi art. 445 § 1 Kodeksu cywilnego:

W razie uszkodzenia ciała lub wywołania rozstroju zdrowia sąd może przyznać poszkodowanemu odpowiednią sumę tytułem zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę.

Kluczowe słowo: krzywda. Nie „trwały uszczerbek”, nie „długotrwałe następstwa”, tylko po prostu krzywda.

Krzywda to ból, cierpienie, dyskomfort, ograniczenie w życiu codziennym – bez względu na to, czy trwa miesiąc, rok, czy całe życie. Jeśli przez dwa miesiące po wypadku:

  • nie mogliście normalnie spać,
  • każdy ruch głową sprawiał ból,
  • musieliście brać zwolnienie lekarskie,
  • nie mogliście bawić się z dziećmi,
  • czuliście strach przed jazdą samochodem,

to doznaliście krzywdy. I macie prawo do zadośćuczynienia.

Taktyka ubezpieczycieli: dlaczego odmawiają?

Z mojej praktyki wynika, że odmowy ubezpieczycieli w tego typu sprawach mają jedno źródło: ekonomiczny rachunek. Zakład ubezpieczeń wie, że:

  1. Większość poszkodowanych zaakceptuje odmowę i się podda
  2. Część przyjmie śmiesznie niską kwotę (np. 500-1000 zł)
  3. Tylko nieliczni zdecydują się na drogę sądową

To gra liczbami. Jeśli z 100 poszkodowanych tylko 10 pójdzie do sądu, ubezpieczyciel i tak wychodzi na swoje.

Ale ja uczę moich klientów, żeby nie grali według reguł ubezpieczyciela.

Moje doświadczenia: sprawy o 2-15 tysięcy złotych

W naszej kancelarii prowadziłem co najmniej kilkanaście spraw tego typu. Klient przychodzi z dokumentacją: karta leczenia szpitalnego (obserwacja przez noc), zwolnienie lekarskie na 2-3 tygodnie, recepty na leki przeciwbólowe. Obrażenia? Wstrząśnienie mózgu, uraz kręgosłupa szyjnego, stłuczenia, otarcia. Biegli orzekliby: 0% trwałego uszczerbku.

I co wtedy? Rezygnować? Nigdy!

Przygotowuję pozew o zadośćuczynienie, szacując krzywdę na 2-15 tysięcy złotych (w zależności od:

  • intensywności bólu,
  • czasu leczenia,
  • wpływu na życie codzienne,
  • wieku poszkodowanego,
  • innych okoliczności sprawy).

Co ciekawe, większość tych spraw kończyła się ugodą. Dlaczego? Bo dla zakładu ubezpieczeń sprawa o 2-3 tysiące złotych nie jest warta zaangażowania prawników, stawienia się na rozprawach, ponoszenia kosztów sądowych. Prościej jest zapłacić.

Kiedy rezygnować z opinii biegłego?

To pytanie pojawia się w każdej takiej sprawie. Moja rada? W przypadku braku trwałego uszczerbku często lepiej jest unikać opinii biegłego.

Dlaczego? Bo biegły medyk spojrzy na sprawę z perspektywy medycznej: czy są trwałe następstwa? Jeśli nie – orzeknie 0% uszczerbku. A taka opinia może grać na niekorzyść poszkodowanego, bo ubezpieczyciel będzie się nią zasłaniał.

Zamiast tego lepiej zdać się na osąd sędziego, który oceni:

  • dokumentację medyczną (karty leczenia, zwolnienia),
  • zeznania poszkodowanego (jak ból wpłynął na życie codzienne),
  • całokształt okoliczności sprawy.

Sędzia nie jest związany opinią biegłego – może ocenić krzywdę samodzielnie, na podstawie zgromadzonych dowodów.

Praktyczne porady: jak dochodzić zadośćuczynienia za „lekkie” obrażenia

Z doświadczenia wiem, że sukces w tego typu sprawach zależy od dobrego przygotowania. Oto moja lista niezbędników:

1. Dokumentacja medyczna to fundament

  • Karta leczenia szpitalnego (nawet jeśli byliście tylko na obserwacji)
  • Zwolnienia lekarskie (każde, nawet krótkie)
  • Recepty na leki przeciwbólowe, przeciwzapalne
  • Dokumentacja leczenia ambulatoryjnego (wizyty u lekarza, fizjoterapia)
  • Zdjęcia obrażeń (sińce, otarcia, obrzęki) – najlepiej z kilku dni

2. „Dziennik krzywdy”

Zachęcam klientów, by prowadzili notatki:

  • Jak ból wpływał na codzienne życie (np. „nie mogłem spać na boku”)
  • Jakie czynności były niemożliwe (np. „nie mogłem podnieść dziecka”)
  • Jak długo trwały dolegliwości
  • Czy pojawiły się lęki (np. strach przed jazdą samochodem)

To nie jest wymóg prawny, ale takie notatki są bezcenne na rozprawie.

3. Nie przyjmuj pierwszej oferty

Jeśli ubezpieczyciel oferuje 500-1000 zł, to nie jest sprawiedliwa kwota. Nawet przy „lekkich” obrażeniach zadośćuczynienie powinno wynosić co najmniej 2-3 tysiące złotych.

4. Szacowanie krzywdy – na co zwrócić uwagę

  • Czas trwania dolegliwości: 2 tygodnie vs 2 miesiące to ogromna różnica
  • Intensywność bólu: czy tylko dyskomfort, czy mocny ból wymagający leków?
  • Wpływ na życie: czy trzeba było zrezygnować z planów (urlop, ważne wydarzenia)?
  • Wiek poszkodowanego: młodszy człowiek szybciej wraca do zdrowia, ale też krzywda może być dotkliwsza (np. niemożność uprawiania sportu)

5. Droga sądowa – nie bój się jej

Wiem, że dla wielu osób sąd to ostateczność. Ale w takich sprawach to często jedyna droga do sprawiedliwości. A co najważniejsze – jak wspomniałem, większość spraw kończy się ugodą, więc często nawet nie dochodzi do wyroku.

Ugoda czy proces? Co wybrać?

To pytanie słyszę od każdego klienta. Moja odpowiedź? Zawsze najpierw próbujemy ugody.

Dlaczego? Bo:

  • Ugoda jest szybsza (sprawa może zakończyć się na pierwszej rozprawie)
  • Nie ma ryzyka związanego z wydaniem wyroku
  • Ubezpieczyciel często woli zapłacić 3-5 tysięcy w ugodzie niż ryzykować wyrok na 8-10 tysięcy

Ale żeby ugoda miała sens, trzeba pokazać siłę. Ubezpieczyciel musi wiedzieć, że jesteśmy przygotowani do walki, że mamy dokumentację, argumenty prawne, i że nie odpuścimy.

Podsumowanie i refleksja

Po latach reprezentowania poszkodowanych w sprawach odszkodowawczych dostrzegam jeden stały wzorzec: ubezpieczyciele liczą na to, że poszkodowani się poddadzą. Że uwierzą w mit o „braku trwałego uszczerbku = brak krzywdy”. Że zaakceptują śmieszne kwoty lub w ogóle odmowę.

Ale prawda jest taka: każda krzywda, nawet ta „lekka”, zasługuje na zadośćuczynienie. Ból, cierpienie, dyskomfort, strach – to wszystko składa się na krzywdę w rozumieniu prawa. I żaden biegły, żadna opinia o „0% uszczerbku” nie może tej krzywdy wymazać.

Tak więc moja rada ode mnie: nie dajcie się zniechęcić pierwszej odmowie. Jeśli doznaliście obrażeń w wypadku – nawet tych „lekkich” – macie prawo do zadośćuczynienia. I warto o nie walczyć.

A jakie są Wasze doświadczenia? Udało Wam się wywalczyć zadośćuczynienie za „lekkie” obrażenia? Jaka była reakcja ubezpieczyciela? Napiszcie w komentarzach – chętnie podyskutuję!


Źródła:

  • Kodeks cywilny, art. 445 § 1

Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawospadkowepoznan.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl

Czy pasażer bez pasów może przyczynić się do szkody? Analiza nietypowego przypadku

Kilka lat temu reprezentowałem Klienta w sprawie o zadośćuczynienie za śmierć córki. Tragedia wydarzyła się kilkanaście lat temu — w wypadku komunikacyjnym, spowodowanym przez kierowcę auta, w którym córka była pasażerką.

Pełnomocnik towarzystwa ubezpieczeniowego w odpowiedzi na pozew wniósł o powołanie biegłego z zakresu rekonstrukcji wypadków, aby ustalić, czy zmarła miała w chwili zdarzenia zapięte pasy bezpieczeństwa. Argumentował, że jeśli nie, to zachodzi przyczynienie się poszkodowanej, co powinno skutkować obniżeniem zadośćuczynienia nawet o połowę.

Samochód bez pasów bezpieczeństwa – czy pasażer mógł spełnić obowiązek z prawa drogowego?

Problem w tej sprawie był jednak nietypowy. Z informacji uzyskanych od ojca wynikało, że pojazd – stary Ford Scirocco – nie był w ogóle wyposażony w fabryczne pasy bezpieczeństwa na tylnej kanapie.
W takiej sytuacji pasażerka nie mogła w żaden sposób spełnić obowiązku wynikającego z ustawy – Prawo o ruchu drogowym, czyli obowiązku zapięcia pasów bezpieczeństwa.

Czy zatem można mówić o przyczynieniu się, jeśli ktoś nie miał fizycznej możliwości zapięcia pasów?

Niektórzy mogliby argumentować, że pasażer powinien odmówić jazdy takim pojazdem. Jednak w realiach konkretnej sprawy byłoby to oczekiwanie zbyt daleko idące – zwłaszcza że zdarzenie miało miejsce na gminnej drodze bez komunikacji publicznej. Odmowa podróży oznaczałaby w praktyce brak możliwości dotarcia do celu.

Stanowisko sądów – brak przyczynienia, gdy pasażer nie mógł zapiąć pasów

Podobne poglądy można znaleźć w orzecznictwie.
W wyroku Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z 21 listopada 2012 r. (V ACa 646/12) sąd wskazał, że:

„Nie sposób przyjąć, aby naganność zachowania rodziców polegała na podróżowaniu samochodem, który nie jest wyposażony w pasy bezpieczeństwa. Skoro pojazd był dopuszczony do ruchu, to oznacza, że spełniał wymagania techniczne warunkujące bezpieczne nim podróżowanie.”

Innymi słowy – brak pasów w pojeździe dopuszczonym do ruchu nie może być uznany za zachowanie nieostrożne pasażera.

Również Sąd Okręgowy w Łodzi w wyroku z 6 listopada 2014 r. (II C 1582/12) uznał, że:

„Obowiązek korzystania z pasów bezpieczeństwa uzależniony jest od wyposażenia pojazdu w takie pasy. Jeśli samochód ich nie posiada, pasażer nie narusza przepisów ani zasad ostrożności.”

Sąd podkreślił, że pojazd dopuszczony do ruchu daje pasażerowi uzasadnione zaufanie, że spełnia wymogi bezpieczeństwa. Nie można więc obarczać poszkodowanego winą za podróżowanie takim autem.

Wnioski – brak przyczynienia w braku realnej możliwości spełnienia obowiązku

W opisanej sytuacji trudno mówić o przyczynieniu się pasażerki.
Jeśli samochód nie jest wyposażony w pasy bezpieczeństwa lub są one uszkodzone, pasażer nie ma możliwości ich zapięcia. Oczekiwanie, że odmówi jazdy, byłoby oderwane od realiów – zwłaszcza gdy nie istnieje alternatywny środek transportu.

Dlatego w takich sprawach sądy konsekwentnie uznają, że nie można obniżać zadośćuczynienia ani odszkodowania z tytułu przyczynienia się pasażera do szkody, gdy brak pasów nie wynika z jego winy.


Podsumowanie

Sprawy o zadośćuczynienie za śmierć osoby bliskiej w wypadku drogowym są z natury bardzo trudne emocjonalnie, ale i prawnie. Warto pamiętać, że przyczynienie się poszkodowanego musi być realne i zawinione – nie może wynikać z okoliczności, na które nie miał on wpływu.

Jeżeli ubezpieczyciel w podobnej sytuacji podnosi zarzut przyczynienia, warto zweryfikować, czy rzeczywiście pasażer miał możliwość zapięcia pasów, czy też pojazd nie był w nie wyposażony.

Prywatna operacja po wypadku – czy ubezpieczyciel zwróci koszty leczenia?

Wypadki komunikacyjne często kończą się nie tylko bólem, ale i długą walką o pełny powrót do zdrowia.
Zdarza się, że publiczna służba zdrowia nie jest w stanie zapewnić pomocy w odpowiednim czasie – a poszkodowany musi wybierać między długim oczekiwaniem a prywatnym leczeniem.
Czy w takiej sytuacji ubezpieczyciel z OC sprawcy musi zwrócić koszty prywatnej operacji? Odpowiedź brzmi: tak – jeśli wydatek był konieczny i celowy.

Staw rzekomy po złamaniu ręki – przypadek z praktyki

Klient mojej kancelarii uległ wypadkowi motocyklowemu z winy innego kierowcy. W jego wyniku doznał skomplikowanego złamania ręki, które wymagało zespolenia kości tytanowymi śrubami.
Po kilku miesiącach okazało się jednak, że doszło do powstania tzw. stawu rzekomego – czyli nieprawidłowego zrostu lub braku zrostu kości, prowadzącego do wytworzenia „sztucznego stawu”.

Leczenie takiego powikłania wymaga kolejnej operacji.
Problem w tym, że w publicznym szpitalu zaproponowano termin… za sześć miesięcy.
Alternatywą była prywatna operacja u tego samego lekarza – w tej samej klinice – za 7 000 zł, możliwa „od ręki”.

NFZ czy prywatny zabieg – co wybrać i jak patrzy na to ubezpieczyciel

Klient zdecydował się na zabieg prywatny. Kierowały nim logiczne powody:

  • krótszy czas oczekiwania,
  • mniejsze ryzyko pogorszenia stanu zdrowia,
  • szybsza rehabilitacja i powrót do pracy.

Ubezpieczyciel – jak można było przewidzieć – odmówił zwrotu kosztów, argumentując, że poszkodowany miał możliwość leczenia w ramach NFZ i powinien „minimalizować szkodę”, a więc unikać kosztów prywatnych.

Takie stanowisko zakładów ubezpieczeń pojawia się w wielu podobnych sprawach.
Jednak – jak potwierdza orzecznictwo – jest bezpodstawne.

Stanowisko sądów: ubezpieczyciel ma zwrócić celowe koszty leczenia

Od lat utrwalony jest pogląd, że osoba poszkodowana ma prawo do zwrotu wszystkich uzasadnionych i celowych wydatków na leczenie – niezależnie od tego, czy leczenie odbyło się prywatnie, czy publicznie.

W szczególności warto przytoczyć:

🔹 Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie, VI ACa 888/12 z 22 stycznia 2013 r.:

„Żądanie zwrotu kosztów leczenia mieści się w roszczeniu o odszkodowanie obejmującym wszelkie koszty wynikłe z uszkodzenia ciała – zarówno jednorazowe, jak zakup sprzętu medycznego, jak i cykliczne: zakup leków, rehabilitację, wizyty lekarskie czy prywatne operacje.”

🔹 Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie, I ACa 1/10 z 25 maja 2010 r.:

„Zgodnie z art. 444 §1 Kodeksu cywilnego poszkodowanemu przysługuje zwrot wszelkich wydatków pozostających w związku z uszkodzeniem ciała lub rozstrojem zdrowia. (…) Nie zwalnia od tego obowiązku fakt, że leczenie prywatne nie przyniosło oczekiwanej poprawy, jeśli tylko było konieczne i celowe.”

W praktyce oznacza to, że jeśli poszkodowany racjonalnie zdecydował się na prywatny zabieg, by uniknąć komplikacji i skrócić czas cierpienia, to ubezpieczyciel z OC sprawcy ma obowiązek zwrócić poniesione koszty.

Dlaczego prywatna operacja może być uzasadniona

W omawianym przypadku klient mógł wybierać między:

  • czekaniem pół roku na operację w ramach NFZ,
  • a natychmiastowym zabiegiem prywatnym, który pozwalał szybciej wrócić do sprawności.

Z punktu widzenia prawa cywilnego i zdrowego rozsądku taka decyzja jest uzasadniona, bo chroni dobra wyższe: zdrowie, sprawność i życie człowieka.
W takich sytuacjach argument o „minimalizacji szkody” nie ma zastosowania, bo poszkodowany nie zwiększa szkody – przeciwnie, dba o swoje zdrowie i ogranicza jej skutki.

Jak udowodnić zasadność prywatnych kosztów leczenia

Jeśli chcesz skutecznie dochodzić zwrotu kosztów prywatnej operacji lub rehabilitacji:

  1. 🔹 Zachowaj fakturę lub rachunek za zabieg.
  2. 🔹 Poproś lekarza o zaświadczenie, że operacja była konieczna i że długie oczekiwanie mogło pogorszyć stan zdrowia.
  3. 🔹 Udokumentuj, że termin w NFZ był odległy (np. potwierdzenie z rejestracji).
  4. 🔹 Złóż wniosek do ubezpieczyciela o zwrot kosztów wraz z uzasadnieniem medycznym.

Jeśli zakład ubezpieczeń odmówi – sprawa ma wysokie szanse powodzenia przed sądem.

Podsumowanie: zdrowie ważniejsze niż interes ubezpieczyciela

Sąd Okręgowy w Poznaniu w opisywanej sprawie w pełni podzielił naszą argumentację – uznając, że ubezpieczyciel musi zwrócić koszty prywatnej operacji, skoro była ona konieczna i celowa.
To ważny sygnał: poszkodowany nie musi czekać miesiącami na pomoc z NFZ, by „nie narazić się” na odmowę zwrotu kosztów.

Warto pamiętać: dobra materialne zakładu ubezpieczeń nigdy nie mogą stać wyżej niż zdrowie i życie człowieka.


Autor: adw. Bartosz Kowalak

Kancelaria Prawna w Poznaniu
📞 795 777 519
📍 ul. Mickiewicza 18a/3, Poznań
🌐 www.prawnikpoznanski.pl

Refundacja kosztów prywatnego leczenia po wypadku

pl

Czy ubezpieczyciel musi zwrócić koszty prywatnego leczenia po wypadku? Uchwała SN rozwiewa wątpliwości


Z mojego doświadczenia: dylemat poszkodowanych

Z mojego doświadczenia w prawie odszkodowawczym wynika, że jednym z najczęstszych dylematów poszkodowanych w wypadkach komunikacyjnych jest pytanie:
„Czy mogę skorzystać z prywatnej opieki medycznej i żądać zwrotu kosztów od ubezpieczyciela?”

W publicznej służbie zdrowia kolejki są tak długie, że czekanie na zabieg może trwać miesiące, a czasem lata – co w przypadku urazów po kolizji drogowej oznacza pogorszenie stanu zdrowia i dodatkowe cierpienie. Dla mnie zawsze było oczywiste, że odszkodowanie powinno pokrywać realne potrzeby, a nie zmuszać do cierpienia w oczekiwaniu.

Po latach reprezentowania klientów w Poznaniu i Wielkopolsce cieszę się z uchwały Sądu Najwyższego, która rozstrzyga tę kwestię jednoznacznie na korzyść poszkodowanych. To prawdziwy przełom – dziś opowiem o nim z perspektywy praktyka.


Uchwała SN: refundacja prywatnego leczenia po wypadku

Pamiętam sprawę jednego z moich klientów – kierowcy, który po wypadku samochodowym doznał poważnego urazu kręgosłupa. Na rehabilitację w ramach NFZ trzeba było czekać pół roku – groziło to trwałym uszczerbkiem. Ubezpieczyciel odmówił refundacji prywatnych wizyt, argumentując, że „państwowa opieka wystarczy”. Klient czuł się bezradny, a ja wiedziałem, że to typowa taktyka zakładów ubezpieczeń, które starają się minimalizować wypłaty.

Podobne historie powtarzają się w mojej praktyce od lat, zwłaszcza w kontekście niewydolności NFZ.
W końcu w tę sprawę zaangażował się Rzecznik Finansowy, kierując pytanie prawne do Sądu Najwyższego:

„Czy odpowiedzialność ubezpieczyciela z tytułu obowiązkowego OC posiadaczy pojazdów mechanicznych obejmuje koszty prywatnego leczenia, jeśli leczenie publiczne jest dostępne, ale opóźnione?”

Sąd Najwyższy w składzie siedmiu sędziów nie miał wątpliwości. W uchwale orzekł jasno:

„Świadczenie ubezpieczyciela obejmuje także uzasadnione i celowe koszty leczenia oraz rehabilitacji poszkodowanego niefinansowane ze środków publicznych (art. 444 § 1 k.c.).”

Innymi słowy: nie musisz udowadniać, że publiczna służba zdrowia jest niedostępna czy zbyt wolna.
Wystarczy, że prywatne leczenie jest uzasadnione i celowe dla Twojego powrotu do zdrowia.


Co oznacza art. 444 § 1 Kodeksu cywilnego dla poszkodowanych

Mówiąc prościej, art. 444 § 1 Kodeksu cywilnego stanowi, że w razie uszkodzenia ciała lub wywołania rozstroju zdrowia, naprawienie szkody obejmuje wszelkie wynikłe z tego powodu koszty.
Sąd Najwyższy podkreślił, że odszkodowanie z OC sprawcy ma charakter kompensacyjny – ma wyrównać szkodę w pełni, a nie ograniczać się do minimum.

To fascynujący aspekt prawa odszkodowawczego, bo pokazuje, jak orzecznictwo reaguje na realne problemy życia codziennego.
Zastanawia mnie tylko, dlaczego ubezpieczyciele tak długo opierali się tej oczywistości – pewnie chodziło o oszczędności.
Dla poszkodowanych to jednak często walka o zdrowie i godność.

W praktyce oznacza to, że jeśli po wypadku drogowym potrzebujesz prywatnej operacji ortopedycznej lub rehabilitacji neurologicznej, a publiczna opcja jest niewystarczająca, ubezpieczyciel musi pokryć te koszty.
Kluczowe są jednak dowody: rachunki, opinie lekarskie potwierdzające celowość leczenia i rehabilitacji.


Jak przygotować się do dochodzenia kosztów prywatnego leczenia

Z perspektywy mojej kancelarii w Poznaniu, ta uchwała to silne narzędzie w negocjacjach z ubezpieczycielami.
Wcześniej firmy często zaniżały oferty, twierdząc, że „NFZ załatwi sprawę”.
Dziś, powołując się na uchwałę SN, można skutecznie walczyć o pełną kompensację.

To dotyczy nie tylko operacji, ale również rehabilitacji, fizjoterapii, czy terapii psychologicznej po traumie.
W Wielkopolsce, gdzie ruch drogowy jest intensywny, takie przypadki są bardzo częste – wypadki na A2 czy w centrum Poznania nierzadko kończą się długotrwałymi urazami.

Moim zdaniem to krok w stronę sprawiedliwości systemowej.
W kraju, gdzie publiczny system zdrowia boryka się z problemami, prywatna opieka przestaje być luksusem – staje się koniecznością.


Moja rada: jak nie dać się zaniżyć odszkodowaniu

Zawsze mówię klientom: dokumentujcie wszystko od razu.
Zbierajcie rachunki za prywatne wizyty, konsultacje i terapie – to podstawa roszczenia.

Rada ode mnie:
Nie czekajcie na ofertę ubezpieczyciela – działajcie szybko. Jeśli proponują zaniżoną kwotę, powołajcie się na uchwałę Sądu Najwyższego.
Często samo to powoduje, że negocjacje ruszają w dobrą stronę.

Czego unikać?
Podpisywania ugody bez konsultacji z prawnikiem. Wiele osób przyjmuje niskie kwoty, tracąc prawo do dalszych roszczeń.
Sygnał ostrzegawczy: gdy ubezpieczyciel żąda dowodu, że „w NFZ nie było miejsc” – dziś to już nie jest wymagane.

Warto szukać pomocy, jeśli koszty leczenia przekraczają 5–10 tys. zł.
Z doświadczenia wiem, że radca prawny specjalizujący się w odszkodowaniach powypadkowych pomoże zebrać dowody i wycenić szkody zgodnie z art. 444 Kodeksu cywilnego.


Podsumowanie: walka o zdrowie wygrana

Ta uchwała Sądu Najwyższego daje mi ogromną satysfakcję jako prawnikowi – to nie tylko prawo, ale realna pomoc ludziom w potrzebie.
Po latach obserwacji widzę, jak poszkodowani zyskują pewność, że ich zdrowie jest priorytetem.

Jeśli jesteście po wypadku i zastanawiacie się, czy możecie odzyskać koszty prywatnego leczenia – ten wpis jest właśnie dla Was.
A jakie są Wasze doświadczenia z refundacją prywatnego leczenia po wypadku?
Podzielcie się w komentarzach – chętnie odpowiem i może poświęcę temu osobny wpis.


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI.
Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawospadkowepoznan.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl.