Regres nietypowy – czyli o tym, czego nie mówią w kampaniach „Nie pij i jedź

Każdego roku, szczególnie po świętach, media podają te same statystyki: ile osób zginęło w wypadkach drogowych, ilu kierowców jechało po alkoholu, ile mandatów wystawiono. Tysiące przypadków. I co roku myślę sobie to samo – gdyby ci ludzie wiedzieli o regresie nietypowym, może zastanowiliby się dwa razy, zanim wsiądą za kółko po drinku.

Z praktyki kancelarii wiem, że większość kierowców kojarzy konsekwencje jazdy po alkoholu z karą więzienia, utratą prawa jazdy i grzywną. To prawda – ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Prawdziwe tsunami finansowe czeka na tych, którzy spowodują wypadek będąc pod wpływem alkoholu.

Czym jest regres nietypowy? Krótko: finansowa katastrofa

Regres nietypowy to instrument prawny zawarty w art. 43 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, który pozwala ubezpieczycielowi dochodzić od sprawcy wypadku zwrotu wszystkich kwot wypłaconych poszkodowanym.

Mówiąc prościej: ubezpieczyciel najpierw płaci ofiarom wypadku (bo do tego jest zobowiązany), a potem przychodzi do pijanego sprawcy i mówi: „Oddawaj każdą złotówkę”.

Kiedy ubezpieczyciel może dochodzić regresu?

Zgodnie z art. 43 ust. 1 ustawy, ubezpieczyciel może dochodzić zwrotu wypłaconego odszkodowania, gdy sprawca:

  • Kierował pojazdem w stanie po użyciu alkoholu lub środków odurzających (art. 178a § 1 Kodeksu karnego)
  • Wyrządził szkodę umyślnie
  • Zbiegł z miejsca zdarzenia
  • Nie posiadał wymaganych uprawnień do kierowania pojazdem

W praktyce kancelarii najczęściej spotykamy się z regresem związanym właśnie z alkoholem.

Ile to może kosztować? Przykłady z prawdziwego życia

Scenariusz 1: „Zwykła” kolizja z drugim autem

Pan Janusz wracał z imprezy firmowej, 1,2 promila alkoholu we krwi. Nie zauważył czerwonego światła i uderzył wbok BMW X5. Dwa auta – złom. Jego stary golf nic nie jest wart, ale BMW? Naprawa: 80 000 zł.

Ubezpieczyciel wypłacił poszkodowanemu 80 000 zł. I teraz przychodzi do pana Janusza z pozwem o zwrot całej tej kwoty.

Pan Janusz, magazynier z pensją 4500 zł brutto, ma oddać 80 000 zł. Plus odsetki. Plus koszty procesu.

Scenariusz 2: Wypadek z obrażeniami ciała

Pani Karolina, 0,8 promila, potrąciła pieszego na przejściu. Pan Kowalski, lat 45, złamana noga, 4 miesiące niezdolności do pracy, 10% trwałego uszczerbku na zdrowiu.

Ubezpieczyciel wypłacił:

  • Zadośćuczynienie: 40 000 zł
  • Utracone zarobki: 15 000 zł
  • Koszty leczenia i rehabilitacji: 8 000 zł
  • Koszty opieki: 5 000 zł
  • Razem: 68 000 zł

I właśnie tyle pani Karolina musi zwrócić ubezpieczycielowi. Plus koszty sądowe ok. 5 000 zł.

Pani Karolina, nauczycielka, pensja 5000 zł netto. Jak spłacić 73 000 zł?

Scenariusz 3: Śmierć osoby w wypadku

To jest najgorszy możliwy scenariusz. Pan Adam, 1,5 promila, wjechał w drzewo. Pasażerka – jego znajoma – zginęła na miejscu. Zostawiła męża i dwoje dzieci.

Ubezpieczyciel wypłacił rodzinie:

  • Zadośćuczynienie dla męża (art. 446 § 4 KC): 150 000 zł
  • Zadośćuczynienie dla każdego z dzieci: po 100 000 zł = 200 000 zł
  • Jednorazowe odszkodowanie dla męża (art. 446 § 3 KC): 100 000 zł
  • Jednorazowe odszkodowanie dla dzieci: po 50 000 zł = 100 000 zł
  • Koszty pogrzebu: 15 000 zł
  • Razem: 565 000 zł

Pan Adam siedzi w więzieniu (art. 177 § 2 Kodeksu karnego – spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym to nawet do 12 lat). I czeka na niego pozew o 565 000 zł plus koszty.

Pan Adam, przed wypadkiem kierowca ciężarówki, zarabiał 6000 zł netto. Ma żonę i troje dzieci. Jak spłacić ponad pół miliona złotych?

Odpowiedź: praktycznie nijak.

Co się dzieje, gdy nie można zapłacić? Egzekucja komornicza

Z praktyki kancelarii wiemy, że większość sprawców nie jest w stanie zapłacić roszczeń regresowych. Ubezpieczyciele to wiedzą, ale i tak pozywają – i słusznie, bo prawo im na to pozwala.

Co się wtedy dzieje?

  1. Wyrok sądowy – sąd przyznaje roszczenie ubezpieczyciela (bo prawo jest jasne)
  2. Egzekucja komornicza – komornik zajmuje:
    • Wynagrodzenie
    • Konto bankowe
    • Samochód (jeśli ma jakąś wartość)
    • Inne ruchomości
    • Nieruchomości
  3. Spłata przez lata – często do końca życia

Dlaczego o tym nie mówią w kampaniach?

To jest moje osobiste pytanie do twórców kampanii społecznych. Dlaczego wszędzie widzimy „Kieliszek → Więzienie → Zawiasy”, a nigdy „Kieliszek → Wypadek → Bankructwo”?

Moim zdaniem to druga perspektywa jest znacznie bardziej przerażająca dla przeciętnego człowieka. Nikt nie chce stracić domu, żyć z długami do końca życia, mieć zajęte konto.

A przecież to jest realna konsekwencja. Nie hipotetyczna. Pozwy regresowe są standardem w przypadku wypadków spowodowanych przez pijanych kierowców.

Czy można uniknąć regresu? Krótko: nie

Czasem spotykam się z pytaniem: „Czy można jakoś wynegocjować z ubezpieczycielem? Może się ugodę?”.

Teoretycznie – tak, ubezpieczyciel może zrezygnować z części roszczenia. Praktycznie? Rzadko to robią. Ich udziałowcy nie patrzą przychylnie na „odpuszczanie” należności.

Jedyny sposób to… po prostu nie jeździć po pijaku.

Moja rada dla tych, którzy już to zrobili

Jeśli spowodowaliście wypadek po alkoholu i czeka was pozew regresowy:

  1. Nie ignorujcie sprawy – wyrok zaoczny nie sprawi, że problem zniknie
  2. Skontaktujcie się z prawnikiem – czasem da się wynegocjować raty (choć niewielkie szanse)
  3. Przygotujcie się mentalnie – to będzie trwało lata
  4. Nie próbujcie ukrywać majątku – to może skutkować dodatkowymi konsekwencjami karnymi

Co ciekawe, spotykam się też z sytuacją odwrotną – klienci pytają, czy mogą sami dochodzić regresu od sprawcy (jeśli ubezpieczyciel tego nie robi). Odpowiedź: nie, to roszczenie przysługuje tylko ubezpieczycielowi.

FAQ – najczęstsze pytania o regres nietypowy

Czy ubezpieczyciel MUSI dochodzić regresu? Nie musi, ale w praktyce zawsze to robi. To są często ogromne kwoty – dziesiątki, setki tysięcy złotych.

Czy regres dotyczy tylko alkoholu? Nie. Dotyczy też jazdy pod wpływem narkotyków, ucieczki z miejsca wypadku, jazdy bez uprawnień, czy umyślnego spowodowania szkody.

Czy ubezpieczyciel może zająć mieszkanie? Tak, jeśli masz wyrok i egzekucja komornicza nie przynosi efektów. Jedyne zabezpieczenie to – jeśli mieszkanie jest wspólnotą małżeńską – może być chronione częściowo.

Czy rodzina odpowiada za mój dług regresowy? Nie, chyba że była współwłaścicielem pojazdu. Dług regresowy to twój osobisty dług.



Moja refleksja na koniec

Czy ta świadomość powstrzyma wszystkich przed jazdą po alkoholu? Pewnie nie. Ale jeśli choć jedna osoba przeczyta ten tekst i pomyśli „kurde, nie warto”, to już jest sukces.

Z praktyki kancelarii pamiętam dziesiątki spraw karnych i cywilnych związanych z jazdą po pijaku. Za każdym razem widzę to samo: łzy, desperację, pytanie „co ja teraz zrobię?”.

I za każdym razem myślę: gdybyś wiedział wcześniej, co cię czeka, wsiadłbyś za kółko?

Jazda po alkoholu to nie tylko ryzyko mandatu czy więzienia. To ryzyko finansowej zagłady. Na resztę życia.

A jakie są Wasze doświadczenia z regresem nietypowym – jako sprawcy lub poszkodowani? Dajcie znać w komentarzach.


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym i karnym komunikacyjnym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawnikododszkodowan.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl

Sprawca odwołał oświadczenie po kolizji – co teraz? Praktyczny przewodnik dla poszkodowanych

Wprowadzenie

Pamiętam sprawę sprzed kilku lat, która idealnie pokazuje, jak szybko może zmienić się sytuacja po kolizji drogowej. Mój klient został uderzony w tył na skrzyżowaniu w Poznaniu. Sprawca natychmiast przyznał się do winy, podpisali oświadczenie na miejscu. Wszystko wydawało się proste. Tydzień później dzwoni do mnie klient: „ubezpieczyciel odmawia wypłaty. Sprawca odwołał oświadczenie i twierdzi teraz, że to ja wjechałem pod niego”. Stres, frustracja, poczucie bezradności. I pytanie: „Co ja mam teraz zrobić?”

Ta sytuacja jest znacznie częstsza, niż mogłoby się wydawać. Dlatego chcę dziś opowiedzieć Wam, co się dzieje, gdy sprawca kolizji zmieni zdanie i odwoła swoje oświadczenie – i co możecie wtedy zrobić.

Disclaimer: Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej.

Typowy scenariusz kolizji – wszystko wydaje się jasne

Zacznijmy od początku. Sytuacja modelowo wygląda tak:

Macie kolizję komunikacyjną – stłuczkę, „dzwona”, jak to mówią. Pół biedy, że to nie Wy spowodowaliście zdarzenie, ale ten drugi kierowca – który nie zachował bezpiecznego odstępu albo nie ustąpił pierwszeństwa.

Wtedy macie dwie opcje:

Opcja 1: Wzywamy policję

Czekamy godzinę, dwie, aż przyjadą funkcjonariusze. Oceniają, kto jest winny. Sprawca dostaje mandat. Sprawa dokumentowana.

Opcja 2: Podpisujemy oświadczenie (najczęstsza)

W większości przypadków, gdy nie ma wątpliwości co do winy sprawcy, po prostu podpisujemy oświadczenie. Szybciej, wygodniej, nie blokujemy ruchu.

Co zawiera takie oświadczenie?

W oświadczeniu tym:

  • Opisujemy przebieg wypadku
  • Sprawca przyznaje się do spowodowania kolizji
  • Wskazujemy zakres uszkodzeń – przynajmniej tych widocznych gołym okiem

Nie ulega wątpliwości, że tak sporządzony dokument jest wystarczający, aby przedstawić go zakładowi ubezpieczeń i oczekiwać wypłaty odszkodowania.

A potem zaczyna się problem…

Zanim jednak ubezpieczyciel wyda decyzję co do przyznania odszkodowania, zwraca się do sprawcy z prośbą o potwierdzenie swojego oświadczenia. I tu pojawia się pierwszy problem.

Co ciekawe, z mojej praktyki wynika, że ubezpieczyciele czasem celowo sugerują sprawcom, że mogą zmienić zdanie. Pytają w taki sposób, który budzi wątpliwości: „Czy jest Pan pewien, że Pan zawinił?”, „Czy na pewno nie było tak, że ten drugi…?”. To taktyka – im więcej wątpliwości, tym większa szansa na odmowę wypłaty.

Czy sprawca może odwołać oświadczenie?

Odpowiedź: Tak, może

Pierwsze pytanie, jakie się pojawia: Czy w ogóle można zmienić, odwołać tak złożone oświadczenie?

Odpowiedź brzmi: Tak, sprawca może odwołać swoje oświadczenie.

I nie jest to sytuacja bardzo rzadka – wręcz całkiem częsta. Zresztą całkowicie zrozumiała.

Dlaczego sprawcy zmieniają zdanie?

Kolizja drogowa łączy się zwykle ze sporym stresem:

  • Adrenalina skacze do góry nie tylko z uwagi na sam fakt zdarzenia
  • Często druga strona zachowuje się agresywnie – krzyk, groźby, nacisk na szybkie podpisanie
  • Po czasie, w spokoju, kierowca zastanawia się nad przebiegiem zdarzenia
  • Konsultuje z rodziną – żona/mąż mówi: „Przecież to nie Ty zawinłeś!”
  • Boi się konsekwencji – utraty punktów, wyższej składki OC, mandatu

Tak więc już po podpisaniu oświadczenia kierowca, zastanawiając się nad przebiegiem zdarzenia, może dojść do wniosku, że popełnił błąd co do uznania swojej winy.

Co to oznacza dla poszkodowanego?

Oczywiście taka wolta sprawcy osobie poszkodowanej komplikuje sprawę.

Gdyby bowiem sprawca wypadku okoliczności zdarzenia potwierdził, to w zasadzie pozostałby spór z ubezpieczycielem co do wysokości szkody, a sama zasada (czyli fakt zawinienia) byłaby niejako przyznana.

Teraz nagle wszystko staje pod znakiem zapytania.

Co zrobi ubezpieczyciel?

Ubezpieczyciel nie może automatycznie odmówić wypłaty

I tu zaczyna się najciekawsza część. Nie oznacza to, że ubezpieczyciel niejako z automatu wyda decyzję odmowną w stosunku do Waszego roszczenia.

Dlaczego? Bo przepisy prawa nakładają na zakład ubezpieczeń szereg obowiązków, w tym przede wszystkim obowiązek samodzielnego ustalenia:

  • Przebiegu i przyczyn kolizji drogowej
  • Zakresu i wysokości szkody

Jak ubezpieczyciel może ustalić przebieg zdarzenia?

Ubezpieczyciel ustaleń tych może dokonać na kilka sposobów:

1. Porównanie obu oświadczeń Nie jest wykluczone, że z samego tylko opisu wypadku i zastrzeżeń jego uczestników uda się ustalić stan faktyczny i wydać decyzję przyznającą odszkodowanie.

Z mojego doświadczenia: jeśli pierwotne oświadczenie sprawcy było szczegółowe i jasno opisywało jego winę, a późniejsze odwołanie jest mgliste i nieprzekonujące – ubezpieczyciel może przychylić się do Twojej wersji.

2. Przesłuchanie świadków Jeśli byli świadkowie (pasażerowie, przechodnie), ich zeznania mogą rozstrzygnąć sprawę.

3. Oględziny miejsca zdarzenia Analiza miejsca (np. ślady hamowania, uszkodzenia pojazdów) może wskazać prawdziwego winowajcę.

4. Analiza zdjęć Zdjęcia zrobione podczas zdarzenia to bezcenny dowód. Dlatego zawsze mówię klientom: „Rób zdjęcia! Wszystkiego – pojazdów, uszkodzeń, miejsca, ustawienia aut!”.

5. Powołanie biegłego rzeczoznawcy Z dziedziny rekonstrukcji wypadków – to najdroższa, ale też najbardziej wiarygodna metoda.

Gdy ubezpieczyciel mimo wszystko odmawia odszkodowania

Nie można jednak wykluczyć, że zmiana treści oświadczenia sprawcy spowoduje wydanie przez zakład ubezpieczeń decyzji odmownej.

I tu trzeba być szczerym: w interesie ubezpieczyciela jest, aby odszkodowania nie przyznawać. Jeżeli istnieją jakiekolwiek większe wątpliwości co do przebiegu zdarzenia, to liczyć się należy właśnie z taką decyzją.

Co możesz zrobić? Praktyczny poradnik

Krok 1: Odwołanie od decyzji ubezpieczyciela

Zawsze można wnieść odwołanie od decyzji ubezpieczyciela. Nie zniechęcałbym do korzystania z tego środka, gdyż:

  • Nie wiąże się z kosztami
  • Nie generuje ryzyka
  • Daje szansę na ponowne rozpatrzenie sprawy

Niemniej jednak – i tu mówię z pełną szczerością, wynikającą z mojego doświadczenia – jest to wysoce nieskuteczny środek wpływania na zmianę stanowiska ubezpieczyciela. W 90% przypadków ubezpieczyciel podtrzymuje swoją decyzję.

Krok 2: Droga sądowa

Wówczas nie pozostaje nic innego jak skorzystać z drogi sądowej. Możesz pozwać:

  • Ubezpieczyciela (bezpośrednie roszczenie z art. 822 KC i art. 34 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych)
  • Sprawcę szkody (roszczenie z art. 415 KC i art. 436 KC)

Z praktyki: lepiej pozwać ubezpieczyciela, bo to on ma pieniądze i polisę OC właśnie po to zawarto, żeby pokrywał szkody. Sprawca często nie ma środków na wypłatę odszkodowania.

Moje praktyczne rady – jak się zabezpieczyć?

Rada 1: ROB ZDJĘCIA!

To najważniejsza rada, jaką mogę Wam dać. Rób zdjęcia wszystkiego:

  • Położenia pojazdów względem siebie
  • Uszkodzeń obu aut (z bliska i z daleka)
  • Śladów hamowania, tłuczonych szyb, itp.
  • Miejsca zdarzenia (znaki drogowe, oznakowanie)
  • Tablicy rejestracyjnej drugiego pojazdu

Te zdjęcia mogą uratować Waszą sprawę, gdy sprawca zmieni zdanie.

Rada 2: Zapisuj dane świadków

Jeśli ktokolwiek widział wypadek – zapisz dane: imię, nazwisko, numer telefonu. Świadkowie mogą być kluczowi w sądzie.

Rada 3: Filmuj, jeśli masz dashcam

Nagranie z kamery samochodowej to niezbity dowód. Jeśli masz dashcam – zadbaj o zabezpieczenie nagrania natychmiast po wypadku.

Rada 4: Opisz przebieg zdarzenia szczegółowo

W oświadczeniu na miejscu wypadku opisz dokładnie, co się stało:

  • Kierunek jazdy
  • Prędkość (przybliżoną)
  • Sygnalizację (światła, znaki)
  • Działania obu stron przed kolizją

Im bardziej szczegółowy opis, tym trudniej później go podważyć.

Rada 5: Nie daj się zastraszyć ubezpieczycielowi

Jeśli dostaniesz odmowę z powodu odwołania oświadczenia przez sprawcę – nie rezygnuj. To nie koniec drogi. Sądy często przychylają się do wersji poszkodowanego, szczególnie gdy:

  • Masz solidne dowody (zdjęcia, świadków)
  • Pierwotne oświadczenie sprawcy było jasne
  • Późniejsze odwołanie jest nieprzekonujące

Rada 6: Skonsultuj się z prawnikiem

W takich sprawach warto skorzystać z pomocy prawnika. Doświadczony adwokat/radca:

  • Oceni, jakie masz szanse w sądzie
  • Pomoże zebrać dowody
  • Sformułuje pozew i reprezentuje Cię w postępowaniu

Podsumowanie z refleksją

Odwołanie oświadczenia przez sprawcę to frustrująca sytuacja – ale nie oznacza końca Waszej sprawy. Macie narzędzia, aby walczyć o swoje prawa. Kluczem jest odpowiednie zabezpieczenie dowodów już na miejscu wypadku – bo potem może być za późno.

Z mojego wieloletniego doświadczenia wynika, że sądy są po stronie poszkodowanych, gdy:

  • Pierwotne oświadczenie było jasne i szczegółowe
  • Poszkodowany ma dowody (zdjęcia, świadków, nagrania)
  • Późniejsze odwołanie sprawcy jest mało wiarygodne

Nie dajcie się zniechęcić odmową ubezpieczyciela. To tylko pierwszy krok. Droga sądowa może być długa, ale często kończy się sukcesem.

A Wy? Czy ktoś z Was doświadczył takiej sytuacji, gdy sprawca zmienił zdanie po podpisaniu oświadczenia? Jak sobie z tym poradziliście? Podzielcie się w komentarzach – Wasze historie mogą pomóc innym!


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawospadkowepoznan.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl


Źródła:

  • Art. 822 Kodeksu cywilnego (odpowiedzialność ubezpieczyciela)
  • Art. 415 Kodeksu cywilnego (odpowiedzialność za czyn niedozwolony)
  • Art. 436 § 1 Kodeksu cywilnego (odpowiedzialność posiadacza mechanicznego środka komunikacji)
  • Art. 34 ustawy z dnia 22 maja 2003 r. o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych (bezpośrednie roszczenie poszkodowanego)

O co pyta sąd poszkodowanego w sprawie o zadośćuczynienie? Przewodnik przez przesłuchanie powoda

Pamiętam swoje pierwsze przesłuchanie klienta w sprawie odszkodowawczej. Młoda kobieta po wypadku, bardzo zdenerwowana, siedziała na sali i widziałem, jak jej ręce trzęsły się, gdy sędzia zaczął zadawać pytania. To był moment, który uświadomił mi, jak ważne jest przygotowanie klienta nie tylko merytorycznie, ale też psychicznie na to, co go czeka.

Dziś, po latach praktyki, chcę podzielić się wiedzą o tym, czego poszkodowany może się spodziewać podczas przesłuchania w sądzie. Bo przygotowany świadek to spokojny świadek, a spokojny świadek zeznaje najlepiej.

Dlaczego sąd w ogóle przesłuchuje poszkodowanego?

To pytanie może wydawać się oczywiste, ale odpowiedź jest bardziej złożona, niż się wydaje. Sąd ma przecież dokumentację medyczną, opinię biegłego, zeznania świadków. Po co jeszcze przesłuchiwać samego poszkodowanego?

Z mojego doświadczenia wynika, że sąd chce usłyszeć opowieść wprost od źródła. Dokumentacja pokazuje fakty medyczne, biegły wyjaśnia je naukowo, ale tylko poszkodowany może opowiedzieć, jak te fakty przełożyły się na jego codzienne życie. Jak wygląda jego cierpienie, jego ból, jego ograniczenia – na co dzień, w domu, w pracy, w relacjach z rodziną.

Co więcej, sąd często testuje wiarygodność. Sprawdza, czy to, co powód mówi, jest spójne z tym, co pokazuje dokumentacja. Czy są jakieś sprzeczności? Czy powód nie przesadza? A może wręcz przeciwnie – bagatelizuje swoje cierpienia?

Typowe pytania sądu – czego się spodziewać?

1. Pytania o sam wypadek

Sąd zazwyczaj zaczyna od odtworzenia przebiegu zdarzenia. To logiczne – przecież podstawą odpowiedzialności jest samo zajście szkody. Pytania mogą dotyczyć:

  • Jak doszło do wypadku? – Powód ma opowiedzieć swoimi słowami, co się stało. Bez szczegółów technicznych, po prostu: jechałem, nagle poczułem uderzenie…
  • Czy pamiętasz moment uderzenia? – To ważne pytanie. Nagłość zdarzenia ma znaczenie dla oceny mechanizmu urazu, szczególnie przy urazie biczowym.
  • Co robiłeś bezpośrednio przed wypadkiem? – Sąd chce wiedzieć, czy poszkodowany był skoncentrowany, czy może rozproszony. Czasem ubezpieczyciel próbuje wykazać współwinę.
  • Czy miałeś zapięte pasy? – To klasyka. Pytanie szczególnie istotne w kontekście urazu biczowego – pasy mogą zarówno chronić, jak i w pewnych sytuacjach wpływać na mechanizm urazu.

Z praktyki wiem, że klienci często panikują przy tych pytaniach, bojąc się, że każda drobna niespójność zostanie użyta przeciwko nim. Mówię im zawsze: mów prawdę i mów to, co pamiętasz. Jeśli czegoś nie pamiętasz – powiedz to wprost.

2. Pytania o dolegliwości bezpośrednio po wypadku

Tutaj sąd wchodzi w sedno sprawy – jakie były pierwsze objawy?

  • Co poczułeś zaraz po uderzeniu? – Ból? Oszołomienie? Strach?
  • Kiedy zaczął się ból? – To kluczowe. Często przy urazie biczowym ból pojawia się dopiero po kilku godzinach. Klienci się boją, że jak powiedzą „zaraz nie bolało”, to sąd uzna, że nie było urazu. Nieprawda. To typowy przebieg urazu biczowego.
  • Czy trafiłeś do szpitala? – Jeśli tak, to kiedy i co tam stwierdzono. Jeśli nie – dlaczego? Czasem ludzie po prostu bagatelizują objawy, myśląc, że „samo przejdzie”.

3. Pytania o przebieg leczenia

Sąd chce wiedzieć, jak rozwijała się sytuacja po wypadku:

  • Jak często chodziłeś do lekarza? – Regularność wizyt świadczy o tym, że dolegliwości były realne i uciążliwe.
  • Jakie leki przyjmowałeś? – Rodzaj i dawki leków pokazują natężenie bólu. Silne analgetyki? Leki przeciwzapalne? To wszystko ma znaczenie.
  • Czy byłeś na rehabilitacji? – Ile razy? Co ci zalecono? Jak znosiłeś zabiegi? Czy przyniosły poprawę?
  • Czy stosowałeś się do zaleceń lekarzy? – To ważne. Jeśli lekarz zalecił coś, czego nie robiłeś – dlaczego? Czasem ludzie nie mają czasu, czasem nie stać ich na prywatną rehabilitację. Sąd to rozumie, ale trzeba to wyjaśnić.

4. Pytania o wpływ urazu na codzienne życie

To moim zdaniem najważniejsza część przesłuchania. Tu powód pokazuje, jak naprawdę wygląda jego życie po wypadku.

  • Czy musisz korzystać z pomocy innych osób? – W jakich czynnościach? Kto ci pomaga? Jak często?
  • Czy zmieniło się coś w twoim życiu zawodowym? – Czy wróciłeś do pracy? Czy musisz robić przerwy? Czy są czynności, których już nie możesz wykonywać?
  • Jak wygląda twoje życie rodzinne? – Czy możesz bawić się z dziećmi? Czy pomagasz w domu tak jak wcześniej?
  • Czy rezygnowałeś z jakichś aktywności? – Sport, hobby, spotkania towarzyskie?

Pamiętam klienta, który przed wypadkiem grał w piłkę nożną amatorsko, 3 razy w tygodniu. Po urazie kręgosłupa szyjnego nie mógł już grać. Mówił w sądzie: „To brzmi jak błahostka, ale to była moja odskocznią od pracy, czas z kolegami. Teraz siedzę w domu, bo nic innego nie mogę robić”. Sąd to docenił – utrata radości z życia to też krzywda.

5. Pytania o stan obecny

Sąd zawsze pyta o to, jak wygląda sytuacja teraz, w dniu rozprawy:

  • Czy nadal odczuwasz dolegliwości? – Jakie? Jak często? O jakiej intensywności?
  • Czy bierzesz leki? – Jakie i jak często?
  • Czy jesteś nadal pod opieką lekarzy? – Jak często chodzisz? Co ci zalecają?
  • Czy stan się poprawił od czasu wypadku? – O ile? Czy jest szansa na dalszą poprawę?

To pytanie o poprawę często niepokoi klientów. Boją się, że jak powiedzą „trochę lepiej”, to sąd przyzna mniejsze zadośćuczynienie. Ale przecież leczenie ma na celu poprawę! Sąd to wie. Ważne, żeby uczciwie powiedzieć: „Tak, jest lepiej niż zaraz po wypadku, ale nadal nie mogę normalnie funkcjonować”.

6. Pytania o leczenie przed wypadkiem

Ubezpieczyciel uwielbia to pytanie, bo szuka przyczyn konkurencyjnych – może ból kręgosłupa to nie skutek wypadku, tylko wcześniejsze schorzenie?

  • Czy przed wypadkiem leczyłeś się z powodu kręgosłupa? – Jeśli tak, to z jakiego powodu? Jak często? Czy miałeś dolegliwości?
  • Czy przed wypadkiem miałeś inne choroby? – Szczególnie te, które mogą wpływać na kręgosłup, mięśnie, stawy.

Z doświadczenia wiem, że tu klienci czasem się gubią. Boją się przyznać, że np. 5 lat temu bolały ich plecy po noszeniu ciężkich rzeczy. Ale lepiej powiedzieć prawdę – bo to i tak wyjdzie w dokumentacji, a wtedy sąd może uznać, że próbujesz coś ukryć.

Kluczowe jest pokazanie różnicy: „Tak, bolały mnie plecy, ale to były dolegliwości sporadyczne, lokalne. Po wypadku ból jest nieustanny, promieniuje do ręki, nie pozwala mi spać”.

Jak odpowiadać na pytania sądu? Moja rada

Po latach prowadzenia klientów przez przesłuchania, wypracowałem kilka zasad, które zawsze im przekazuję:

  1. Mów prawdę – To najważniejsze. Sąd szybko wyłapie niespójności, a wtedy twoja wiarygodność spadnie do zera.
  2. Mów konkretnie – Nie „bolało mnie”, ale „ból pojawiał się każdego ranka, gdy wstawałem z łóżka, uniemożliwiał mi obrócenie głowy w lewo”.
  3. Nie przesadzaj – Jeśli mówisz, że nie możesz podnieść niczego, a ubezpieczyciel ma nagranie, jak niesiesz torbę z zakupami – jesteś skończony. Mów o tym, czego naprawdę nie możesz.
  4. Nie bagatelizuj – Odwrotna skrajność. Jeśli cierpisz, powiedz o tym. Nie udawaj bohatera, który „daje sobie radę”. Sąd ma ocenić twoją krzywdę, więc musi ją poznać.
  5. Mów spokojnie – Wiem, że to stresujące. Ale nerwowe, chaotyczne odpowiedzi mogą być źle odebrane. Weź głęboki oddech, zastanów się, odpowiedz.
  6. Jeśli czegoś nie pamiętasz – powiedz to – „Nie pamiętam” to uczciwa odpowiedź. Lepiej to niż wymyślanie.

Refleksja na koniec – sąd to nie wróg

Po tych wszystkich radach może się wydawać, że przesłuchanie to jakiś przesłuch kryminalny. Ale to nieprawda. Sąd nie jest twoim wrogiem. Sąd chce po prostu poznać prawdę.

Sędziowie w sprawach odszkodowawczych widzą setki poszkodowanych. Potrafią odróżnić prawdziwe cierpienie od symulacji. Potrafią też dostrzec, gdy ktoś próbuje ukryć swój ból z fałszywej dumy.

Najlepsze przesłuchania, jakie widziałem, to te, gdzie klient mówił szczerze, spokojnie, po ludzku. Opowiadał swoje życie przed wypadkiem i po. Bez emocji, ale też bez chłodu. Po prostu – prawda.

A wy? Macie doświadczenia z przesłuchaniami w sądzie? Albo może przygotowujecie się do takiego przesłuchania i macie pytania? Piszcie w komentarzach – chętnie podzielę się swoimi spostrzeżeniami.


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawospadkowepoznan.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl

Szkoda całkowita pojazdu – jak ubezpieczyciel wycenia wrak i jak się bronić przed zaniżonym odszkodowaniem

Disclaimer: Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Każda sprawa odszkodowawcza wymaga indywidualnej analizy.


Spis treści

  1. Jak ubezpieczyciele wykorzystują giełdy internetowe przy szkodach całkowitych
  2. Dlaczego oferty z giełdy mogą być nierealne
  3. Kiedy można zakwestionować wycenę ubezpieczyciela
  4. Jak skutecznie udowodnić zaniżenie odszkodowania
  5. Praktyczne wskazówki dla poszkodowanych

Taktyka ubezpieczycieli przy szkodach całkowitych – giełda internetowa jako narzędzie wyceny

W praktyce odszkodowawczej kancelarii wielokrotnie obserwowano określoną strategię zakładów ubezpieczeń, która – choć formalnie dopuszczalna – może znacząco wpłynąć na ostateczną wysokość odszkodowania. Ubezpieczyciele stosuje procedurę, która wymaga od poszkodowanych szczególnej uwagi i często pomocy profesjonalnego pełnomocnika.

W przypadku stwierdzenia szkody całkoitej pojazdu, likwidatorzy regularnie zamieszczają na internetowych giełdach samochodowych ogłoszenia z zaproszeniem do składania ofert zakupu uszkodzonego pojazdu. Najwyższa otrzymana oferta staje się następnie podstawą do ustalenia wartości wraku, co bezpośrednio wpływa na kwotę wypłacanego odszkodowania.

Mechanizm jest prosty: im wyższa cena oferowana za wrak, tym niższe świadczenie wypłaca ubezpieczyciel.

Problem niezrealizowanych ofert

Procedura wydaje się logiczna i transparentna – do momentu, gdy potencjalny kupujący nie sfinalizuje transakcji. W takiej sytuacji poszkodowany często nie jest w stanie sprzedać wraku za cenę wskazaną przez ubezpieczyciela. Gdy ostatecznie pojazd zostaje sprzedany taniej innemu nabywcy, Warta zazwyczaj odmawia pokrycia różnicy w cenie.

Co więcej, ubezpieczyciel konsekwentnie broni stanowiska, że poszkodowany mógł przecież sprzedać auto drożej, ale tego zaniechał – stąd dopłata jest nieuzasadniona. Stanowisko to znajduje poparcie w orzecznictwie niektórych sądów, co oznacza realne ryzyko przegrania sprawy sądowej, jeśli poszkodowany nie przygotuje odpowiednich dowodów.


Jak zakwestionować nierealistyczną ofertę z giełdy internetowej

Wygranie sporu z ubezpieczycielem w takich przypadkach jest możliwe, ale wymaga solidnego przygotowania dowodowego. Kluczowe jest wykazanie, że oferta, na którą powołuje się Warta, nie była realna do zrealizowania.

Sprawdzenie kompletności informacji w ogłoszeniu

Pierwszy krok to dokładna weryfikacja, czy ubezpieczyciel zamieścił w ogłoszeniu kompletne dane o wszystkich usterkach pojazdu wraz z pełną dokumentacją fotograficzną. Praktyka pokazuje, że zamieszczone informacje nie zawsze są kompletne.

Potencjalny nabywca, nie znając pełnego zakresu uszkodzeń, może zaproponować wyższą cenę niż faktycznie byłby skłonny zapłacić po zapoznaniu się z rzeczywistym stanem pojazdu. Brak informacji o istotnych uszkodzeniach w ogłoszeniu to silny argument na rzecz poszkodowanego.

Weryfikacja kosztów naprawy

Kolejny element do sprawdzenia to oszacowanie kosztów naprawy pojazdu przedstawione przez zakład ubezpieczeń. Mimo stwierdzenia szkody całkowitej, niektórzy nabywcy rozważają naprawę pojazdu – pod warunkiem, że koszty nie będą nadmierne.

Zaniżenie przez ubezpieczyciela szacowanych kosztów naprawy może wprowadzić oferenta w błąd i skłonić go do zaproponowania wyższej ceny za wrak, niż zrobiłby to znając rzeczywiste koszty przywrócenia pojazdu do stanu używalności.


Inne okoliczności podważające wiarygodność oferty

Odmowa zakupu po oględzinach

W praktyce kancelarii zdarzały się przypadki, gdy udało się nawiązać kontakt z osobą składającą ofertę. Po przeprowadzeniu osobistych oględzin pojazdu potencjalny nabywca odmówił zawarcia transakcji, uznając, że stan techniczny pojazdu jest znacznie gorszy niż wynikało to ze zdjęć zamieszczonych w ogłoszeniu.

Przedawnione oferty

Zdarzyły się również sytuacje kuriozalne – ubezpieczyciel przesyłał poszkodowanemu ofertę nabywcy dopiero dwa tygodnie po upływie terminu ważności tej oferty. W takich przypadkach niemożność realizacji transakcji jest oczywista i łatwa do udowodnienia.

Brak reakcji oferenta

Czasami oferent nie odpowiada na próby kontaktu lub wycofuje się z oferty bez podania przyczyny. Dokumentowanie takich prób kontaktu może stanowić pomocny dowód w sporze z ubezpieczycielem.


Praktyczne wskazówki dla poszkodowanych

  1. Nie akceptuj automatycznie wyceny ubezpieczyciela – szczególnie jeśli bazuje ona wyłącznie na ofertach z giełdy internetowej
  2. Zbieraj dokumentację – zapisuj wszystkie ogłoszenia, oferty, korespondencję z potencjalnymi nabywcami
  3. Weryfikuj ogłoszenie ubezpieczyciela – sprawdź, czy zawiera kompletne informacje o wszystkich uszkodzeniach i ich dokumentację fotograficzną
  4. Zlecaj niezależne wyceny – opinia rzeczoznawcy może pomóc, choć sama w sobie może nie wystarczyć do wygrania sprawy
  5. Próbuj skontaktować się z oferentem – jeśli to możliwe, ustal przyczyny niezrealizowania transakcji i udokumentuj to
  6. Sprawdź terminy ważności ofert – upewnij się, że oferta jest aktualna w momencie, gdy ubezpieczyciel się na nią powołuje
  7. Zbieraj dowody na nierealistyczność oferty – każdy element mogący podważyć wiarygodność oferty może być kluczowy w postępowaniu sądowym


Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

Czy ubezpieczyciel może ustalać wartość wraku na podstawie ofert z giełdy internetowej?
Tak, jest to dopuszczalna metoda wyceny. Problem pojawia się, gdy oferta nie jest realistyczna lub gdy do transakcji nie dochodzi z przyczyn leżących po stronie oferenta lub ubezpieczyciela.

Co zrobić, gdy nie mogę sprzedać wraku za cenę wskazaną przez zakład ubezpieczeń?
Przede wszystkim dokumentuj wszystkie próby sprzedaży i zbieraj dowody na to, że oferta z giełdy nie była realna. Warto skonsultować się z prawnikiem specjalizującym się w sprawach odszkodowawczych.

Czy opinia niezależnego rzeczoznawcy wystarczy do podważenia wyceny ubezpieczyciela?
Sama opinia może nie wystarczyć, jeśli ubezpieczyciel powołuje się na konkretną ofertę zakupu. Konieczne jest wykazanie, że oferta nie była realna lub możliwa do zrealizowania.

Jak długo mogę dochodzić różnicy w odszkodowaniu?
Roszczenia odszkodowawcze z umowy ubezpieczenia OC przedawniają się z upływem 3 lat. Termin ten liczy się od dnia, w którym poszkodowany dowiedział się o szkodzie i osobie zobowiązanej do jej naprawienia.

Czy muszę sprzedać wrak kupującemu wskazanemu przez ubezpieczyciela?
Nie, nie ma takiego obowiązku. Możesz sprzedać wrak komu chcesz, ale jeśli sprzedasz go taniej niż oferował kupujący wskazany przez Wartę, ubezpieczyciel prawdopodobnie odmówi dopłaty.


Podsumowanie – spór z ubezpieczycielem można wygrać

Opisane przypadki, które miały miejsce w rzeczywistości i były przedmiotem postępowań sądowych, pokazują, że wygranie sporu z ubezpieczycielem w przypadku szkody całkowitej jest możliwe – pod warunkiem odpowiedniego przygotowania dowodowego.

Kluczowe znaczenie ma wykazanie, że oferta z giełdy internetowej nie była realistyczna do zrealizowania z przyczyn leżących po stronie ubezpieczyciela (niekompletne informacje w ogłoszeniu, zaniżone koszty naprawy, przedawniona oferta) lub oferenta (odmowa zakupu po oględzinach, brak reakcji na kontakt).

Choć proces ten najprawdopodobniej wymaga wdania się w spór sądowy, odpowiednie przygotowanie znacznie zwiększa szanse na korzystne rozstrzygnięcie.


Potrzebujesz pomocy w sprawie odszkodowawczej?

Kancelaria Prawna Kowalak Jędrzejewska Konrady i Partnerzy specjalizuje się w dochodzeniu odszkodowań i zadośćuczynień. Oferujemy kompleksową pomoc prawną w sporach z ubezpieczycielami.

Zapraszamy do kontaktu:
Radca Prawny Bartosz Kowalak
ul. Mickiewicza 18a/3, 60-834 Poznań

www.prawnikpoznanski.pl
E-mail: kancelaria@prawnikpoznanski.pl


Źródła:

  • Ustawa z dnia 22 maja 2003 r. o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych
  • Kodeks cywilny, art. 361,
  • Praktyka orzecznicza sądów powszechnych w sprawach odszkodowawczych

15 pytań ubezpieczyciela, które cię zaskoczą – czyli polowanie na dziurę w całym

Pytanie, które mnie rozbawi… i zirytowało

Zeszły miesiąc, sprawa pana Marka – kolizja od tyłu, klasyczny uraz biczowy, wszystko udokumentowane. Dostajemy od ubezpieczyciela pismo z „tezami dowodowymi” dla biegłego sądowego.

Czytam. I nie mogę uwierzyć w to, co widzę.

Pytanie numer 4: „Jakiego kształtu i rodzaju oraz ustawienia był zagłówek zamontowany w fotelu, który zajmował poszkodowany w chwili zdarzenia?”

Dzwonię do klienta: „Panie Marku, pamięta pan jaki kształt miał zagłówek w pana samochodzie?”

„…co? Jaki zagłówek? Normalny, taki samochodowy. A co, to ma jakieś znaczenie?”

„Ubezpieczyciel chce wiedzieć dokładnie jaki był kształt, rodzaj i ustawienie.”

Cisza w słuchawce. Potem:

„Panie mecenasie, oni chyba żartują?”

„Niestety nie, panie Marku. To jest ich nowa strategia.”

To nie jest żart. To jest rzeczywistość spraw o uraz biczowy w 2025 roku. Ubezpieczyciele zadają coraz bardziej szczegółowe, czasem wręcz absurdalne pytania, szukając jakiejkolwiek podstawy do odmowy wypłaty.

Dziś pokażę wam listę realnych pytań, które ubezpieczyciele formułują w sprawach o uraz biczowy. I wyjaśnię, co naprawdę się za nimi kryje.

Cel tych pytań – szukanie dziury w całym

Zanim przejdę do konkretnych pytań, muszę wyjaśnić jedną fundamentalną rzecz: te pytania nie mają na celu ustalenia prawdy.

Ich celem jest znalezienie jakiejkolwiek okoliczności, która pozwoli ubezpieczycielowi odmówić wypłaty.

To nie jest rzetelne dochodzenie. To polowanie.

Ubezpieczyciel myśli tak: „Jeśli znajdę choć jeden szczegół, który podważy wersję poszkodowanego – mogę odmówić. Albo przynajmniej zaniżyć odszkodowanie.”

Dlatego pytania są tak szczegółowe. Dlatego niektóre są absurdalne. Bo im więcej pytań, tym większa szansa, że poszkodowany:

  • Czegoś nie pamięta
  • Powie coś nieścisłego
  • Popadnie w sprzeczności

A każda nieścisłość to potencjalna broń dla ubezpieczyciela.

15 pytań ubezpieczycieli – od sensownych do absurdalnych

Oto rzeczywista lista pytań, które ubezpieczyciele formułują dla biegłych w sprawach o uraz biczowy. Przeanalizuję każde z nich, pokazując, które są uzasadnione, a które to czysta desperacja.

Pytanie 1: Czy poszkodowany miał zapięte pasy bezpieczeństwa?

„Czy poszkodowany miał zapięte pasy bezpieczeństwa w chwili zdarzenia, a jeżeli nie to jaki miało to wpływ na doznane obrażenia?”

Moja ocena: Sensowne pytanie. Pasy bezpieczeństwa faktycznie mają wpływ na mechanizm urazu.

Jeśli pasy były zapięte – tułów jest unieruchomiony, a głowa wykonuje ruch „biczowy”. To typowy mechanizm urazu biczowego.

Jeśli pasów nie było – mechanizm może być inny, ciało mogło się przemieścić bardziej.

To uzasadnione pytanie medyczne.

Jak odpowiadać: Szczerze. Jeśli pasy były zapięte – powiedz to. Jeśli nie – też powiedz, ale to może skomplikować sprawę (bo brak pasów to mołziwe przyczynienie).

Pytanie 2: Czy poduszki powietrzne się uaktywniły?

„Czy i jakie poduszki powietrzne uaktywniły się w chwili zdarzenia i czy miało to wpływ na doznane obrażenia?”

Moja ocena: Sensowne, ale z podtekstem.

Jeśli poduszki się wypaliły – to sygnał, że uderzenie było silne. To wzmacnia twoją wersję.

Ale ubezpieczyciel czasem próbuje argumentować odwrotnie: „Skoro poduszki się nie wypaliły, to uderzenie było zbyt słabe, by spowodować uraz.”

To błędny argument (poduszki mają określone progi aktywacji, a uraz biczowy może powstać przy mniejszych siłach), ale ubezpieczyciele go stosują.

Jak odpowiadać: Powiedz prawdę. Jeśli się wypaliły – świetnie, to pomaga. Jeśli nie – nie przejmuj się, to nie wyklucza urazu.

Pytanie 3: Jakiego kształtu był fotel?

„Jakiego kształtu i rodzaju był fotel pojazdu, które znajdował poszkodowany w chwili zdarzenia?”

Moja ocena: Zaczyna się absurd.

Ubezpieczyciel chce wiedzieć, jaki fotel? Dlaczego? Bo teoretycznie ergonomia fotela może wpływać na mechanizm urazu.

Ale praktycznie? Większość ludzi nie pamięta, jaki dokładnie kształt miał fotel w ich aucie. „Normalny fotel samochodowy” – to wszystko, co możesz powiedzieć.

I szczerze mówiąc – to nie ma istotnego znaczenia w sprawie.

Jak odpowiadać: „Standardowy fotel samochodowy.” Koniec. Nie kombinuj, bo nie pamiętasz szczegółów i nie musisz.

Pytanie 4: Jakiego kształtu był zagłówek?

„Jakiego kształtu i rodzaju oraz ustawienia był zagłówek zamontowany w fotelu, który zajmował poszkodowany w chwili zdarzenia?”

Moja ocena: To już jest śmieszne.

Zagłówek. Kształt zagłówka. Rodzaj zagłówka. Ustawienie zagłówka.

Kto pamięta, jaki miał zagłówek w samochodzie? „Taki… normalny. Z głowy?”

Ubezpieczyciel próbuje sugerować, że „źle ustawiony zagłówek” mógł przyczynić się do urazu. Ale to klasyczne szukanie dziury w całym.

Jak odpowiadać: „Standardowy zagłówek, prawidłowo zamocowany, w normalnej pozycji.” To wystarczy.

Pytanie 5: Czy uderzył pan w zagłówek?

„Czy poszkodowany uderzył w zagłówek w chwili zdarzenia, a jeżeli tak to jaki to miało wpływ na doznane obrażenia?”

Moja ocena: Pułapka.

Jeśli powiesz „tak” – ubezpieczyciel będzie twierdził, że to uderzenie w zagłówek spowodowało uraz, a nie ruch biczowy.

Jeśli powiesz „nie” – ubezpieczyciel może twierdzić, że skoro nie było kontaktu z zagłówkiem, to nie było wystarczającej siły do urazu.

Klasyczna pułapka w stylu „Czy przestał pan bić swoją żonę?”

Jak odpowiadać: „Nie pamiętam dokładnie, wszystko wydarzyło się bardzo szybko.” To bezpieczna odpowiedź.

Pytanie 6: Czy auto miało system Anti-Whiplash?

„Czy pojazd był wyposażony w system zabezpieczeń Anti-Whiplash tj. AWS, WSIPS czy SAHR?”

Moja ocena: Techniczny absurd.

Większość kierowców nie wie, czy ich auto ma system Anti-Whiplash. To specjalistyczne systemy, które są w nowszych, droższych autach.

Ubezpieczyciel próbuje sugerować: „Jeśli auto miało taki system, to uraz nie mógł powstać.”

Ale to bzdura. Systemy Anti-Whiplash zmniejszają ryzyko urazu, ale go nie eliminują całkowicie.

Jak odpowiadać: „Nie wiem, nie jestem ekspertem od wyposażenia samochodowego.” Albo sprawdź w instrukcji auta, jeśli jeszcze je masz.

Pytanie 7: Czy zdarzenie było nagłe?

„Czy zdarzenie miało charakter nagły, co mechanicznie spowodowało wzmożenie napięcia mięśni w obrębie kręgosłupa szyjnego?”

Moja ocena: Sensowne, ale dziwnie sformułowane.

To pytanie o mechanizm urazu. Nagłe zderzenie → bezwładny ruch głowy → uraz biczowy.

Ale sposób sformułowania sugeruje, że ubezpieczyciel szuka podtekstu: „A może to nie było nagłe? Może miał pan czas się przygotować?”

Kolizja zawsze jest nagła. To oczywiste.

Jak odpowiadać: „Tak, zdarzenie było całkowicie nagłe i nieoczekiwane.”

Pytanie 8: Czy energia mogła doprowadzić do urazu?

„Czy energia działająca podczas zdarzenia na poszkodowanego mogła doprowadzić do obrażeń w obrębie kręgosłupa szyjnego przy uwzględnieniu napiętych i nienapiętych mięśni?”

Moja ocena: To pytanie dla biegłego, nie dla poszkodowanego.

Ubezpieczyciel pyta o fizykę zderzenia, siły, przyspieszenia. Przeciętny kierowca nie ma pojęcia o takich rzeczach.

To pytanie powinno być skierowane wyłącznie do biegłego z rekonstrukcji wypadków, nie do poszkodowanego.

Jak odpowiadać: „Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie, nie mam wiedzy z fizyki czy biomechaniki. To pytanie dla biegłego.”

Pytanie 9: Do jakich urazów mogło dojść przy takich uszkodzeniach auta?

„Do jakich urazów mogło dojść do poszkodowanego przy uwzględnieniu zakresu i charakteru uszkodzeń pojazdu?”

Moja ocena: Znowu pytanie dla biegłego, nie dla poszkodowanego.

Ubezpieczyciel próbuje ustalić, czy „zakres uszkodzeń auta odpowiada” urazom osoby. Klasyczne: „Samochód ma tylko rysę, więc pan nie mógł doznać urazu.”

To absurdalne rozumowanie. Uraz biczowy może powstać nawet przy niewielkich uszkodzeniach auta, bo to nie karoseria się uderza, tylko głowa wykonuje ruch bezwładny.

Jak odpowiadać: „To pytanie medyczne/techniczne, nie potrafię na nie odpowiedzieć.”

Pytanie 10: Czy miał pan wcześniejsze schorzenia kręgosłupa?

„Czy przed zdarzeniem u poszkodowanego istniały schorzenia kręgosłupa, w tym zmiany zwyrodnieniowe, a jeżeli tak to jaka miały postać i stopień zaawansowania?”

Moja ocena: Sensowne, ale używane przeciwko tobie.

To pytanie jest uzasadnione medycznie. Wcześniejsze schorzenia mogą wpływać na przebieg urazu.

Ale ubezpieczyciel będzie próbował twierdzić: „Widzi pan? Ma pan zmiany zwyrodnieniowe sprzed wypadku. To one powodują ból, a nie wypadek.”

To błędny argument. Nawet jeśli miałeś wcześniejsze zmiany – wypadek mógł je pogorszyć. I to jest szkoda podlegająca naprawieniu.

Jak odpowiadać: Szczerze. Jeśli miałeś wcześniejsze problemy – powiedz. Ale zaznacz: „Przed wypadkiem nie miałem takich dolegliwości. Pojawiły się dopiero po kolizji.”

Pytanie 11: Czy wcześniejsze schorzenia mają wpływ na obecny stan?

„Czy na stan zdrowia poszkodowanego obecny i bezpośrednio po kolizji miały wpływ wcześniejsze schorzenia czy zdarzenia? W jakim stopniu?”

Moja ocena: To jest pytanie dla biegłego, ale ubezpieczyciel chce, żebyś SAM przyznał, że „tak, moje wcześniejsze problemy powodują obecny ból”.

Nie daj się złapać.

Jak odpowiadać: „To pytanie medyczne, na które powinien odpowiedzieć biegły. Ja mogę tylko powiedzieć, że przed wypadkiem nie miałem takich dolegliwości.”

Pytanie 12: Czy twój styl życia powoduje dolegliwości?

„Czy stan zdrowia obecny czy obrażenia, schorzenia dolegliwości zgłaszane przez powoda mają związek z dotychczasowych trybem życia powoda, rodzajem wykonywanej przez niego pracy zawodowej?”

Moja ocena: To już jest bezczelne.

Ubezpieczyciel sugeruje: „A może pan po prostu ma bóle, bo pracuje pan fizycznie? Albo bo ma pan siedzącą pracę? To nie ma związku z wypadkiem.”

To klasyczne przerzucanie winy na poszkodowanego.

Jak odpowiadać: „Przed wypadkiem prowadziłem normalny, aktywny tryb życia bez tego rodzaju dolegliwości. Dolegliwości pojawiły się dopiero po kolizji.”

Pytanie 13-15: Pytania techniczne o wypadek

„Jak były usytuowane pojazdy po zdarzeniu? Jaki był rodzaj, masa, tor ruchu i prędkość pojazdów? Jakie były warunki atmosferyczne?”

Moja ocena: To wszystko pytania techniczne, na które przeciętny kierowca nie zna odpowiedzi.

Możesz pamiętać ogólne okoliczności („było słonecznie”, „stałem na światłach”), ale szczegóły techniczne (masa pojazdu? prędkość? wartość przeciążeń?) – to domena biegłych i policji.

Jak odpowiadać: Odpowiadaj na to, co pamiętasz. Reszta to zadanie dla biegłych i dokumentacji policyjnej.

Jak się przygotować do takich pytań?

Z mojego doświadczenia, oto kilka uniwersalnych rad:

1. Nie czuj się zobowiązany odpowiadać na pytania techniczne

Jeśli ubezpieczyciel pyta o fizykę, biomechanikę, parametry techniczne auta – możesz śmiało powiedzieć: „Nie wiem, nie mam takiej wiedzy.”

To nie jest przesłuchanie kryminalne. Nie musisz być ekspertem.

2. Odpowiadaj tylko na to, co pamiętasz

Jeśli nie pamiętasz kształtu zagłówka – powiedz „nie pamiętam”. To lepsza odpowiedź niż zmyślanie.

Każda nieścisłość może być użyta przeciwko tobie.

3. Nie daj się złapać w pułapkę

Pytania w stylu „Czy uderzył pan w zagłówek?” to pułapki. Każda odpowiedź może być użyta przeciwko tobie.

Bezpieczna strategia: „Nie pamiętam dokładnie, wszystko wydarzyło się bardzo szybko.”

4. Podkreślaj, że dolegliwości pojawiły się po wypadku

To kluczowe. W każdej odpowiedzi zaznaczaj: „Przed wypadkiem nie miałem takich dolegliwości. Pojawiły się dopiero po kolizji.”

To ustala związek przyczynowy.

5. Miej prawnika przy wypełnianiu formularzy

Najlepiej, jeśli to prawnik pomoże ci wypełnić odpowiedzi na pytania ubezpieczyciela. Wie, które pytania są pułapkami, a które wymagają precyzyjnych odpowiedzi.

Moja refleksja – desperacja ubezpieczycieli

Po latach prowadzenia spraw o uraz biczowy widzę wyraźną tendencję: ubezpieczyciele są coraz bardziej desperaccy.

Pytania o kształt zagłówka? O system Anti-Whiplash? O „wzmożenie napięcia mięśni”?

To nie są pytania mające na celu ustalenie prawdy. To szukanie dziury w całym. Polowanie na jakąkolwiek nieścisłość, która pozwoli odmówić wypłaty.

I szczerze mówiąc – to mnie frustruje. Bo system powinien działać inaczej. Powinien ustalać fakty, a nie szukać wykrętów.

Ale taka jest rzeczywistość. I dlatego warto być przygotowanym.

Podsumowanie – nie daj się zastraszyć pytaniami

Jeśli dostaniesz od ubezpieczyciela formularz z 15 szczegółowymi pytaniami o wypadek – nie panikuj.

To standardowa taktyka. Chcą cię przytłoczyć liczbą pytań, sprawić, byś się pogubił, byś powiedział coś nieścisłego.

Pamiętaj:

  • Nie musisz odpowiadać na pytania techniczne, które przekraczają twoją wiedzę
  • Możesz powiedzieć „nie pamiętam” – to bezpieczna odpowiedź
  • Podkreślaj, że dolegliwości pojawiły się dopiero po wypadku
  • Najlepiej, jeśli prawnik pomoże ci przygotować odpowiedzi
  • Nie daj się złapać w pułapki („Czy przestał pan bić żonę?”)

I przede wszystkim – nie rezygnuj po takiej ankiecie. To tylko jedna z taktyk ubezpieczyciela. W sądzie będzie miał biegłego, który ustali prawdę medyczną. I tam twoja sprawa się rozstrzygnie.

Pytania ubezpieczyciela to tylko hałas. Prawda wyjdzie w sądzie.


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawospadkowepoznan.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl

Ile ryzykujesz przegrywając sprawę o zadośćuczynienie? Prawda o kosztach procesu

Wprowadzenie

Jedno z najtrudniejszych pytań, jakie słyszę od klientów w mojej kancelarii brzmi: „A ile zapłacę, jeśli przegramy?”. Widzę w ich oczach strach – właśnie przeszli przez traumę wypadku, zmierzyli się z bólem i cierpieniem, a teraz muszą zmierzyć się z ryzykiem finansowym związanym z procesem sądowym. To naturalne, że się obawiają.

Przez lata prowadzenia spraw odszkodowawczych nauczyłem się, że strach przed kosztami procesu często paraliżuje ludzi bardziej niż sam ból fizyczny. Widziałem osoby, które rezygnowały z dochodzenia swoich praw tylko dlatego, że bały się, co się stanie, jeśli przegrają. Dlatego dziś chcę rozwiać te obawy i szczerze, bez owijania w bawełnę, opowiedzieć o tym, ile tak naprawdę kosztuje przegrana w sprawie o zadośćuczynienie.

Ale zanim przejdę do liczb, pozwólcie, że zacznę od czegoś, co Was pewnie uspokoi.

Najpierw dobra wiadomość – przegrana to rzadkość

Z praktyki kancelarii specjalizujących się w prawie odszkodowawczym wynika, że prawidłowo przygotowana sprawa o zadośćuczynienie rzadko kończy się przegraną. Dlaczego? Bo dobry prawnik przed wytoczeniem powództwa dokonuje gruntownej analizy sprawy. Ocenia dokumentację medyczną, szanse powodzenia, realia orzecznictwa w podobnych przypadkach.

Jeśli prawnik mówi Wam „warto się procesować” – to znaczy, że widzi realne podstawy do wygrania sprawy. Jeśli mówi „nie ma szans” – oszczędza Wam czasu, nerwów i pieniędzy.

Co więcej, w przypadku spraw o poważne urazy – wypadki komunikacyjne, błędy medyczne, trwałe uszczerbki na zdrowiu – statystyki są po stronie poszkodowanych. W praktyce kancelarii widzę, że zdecydowana większość takich spraw kończy się przynajmniej częściowym uwzględnieniem roszczenia. Pytanie brzmi raczej „ile zasądzą” niż „czy zasądzą”.

Ale załóżmy najgorszy scenariusz. Co się dzieje, gdy mimo wszystko przegrywasz?

Anatomia kosztów przegranego procesu

Jeśli sąd oddala Twoje powództwo (lub uwzględnia je tylko w niewielkiej części), zgodnie z zasadą odpowiedzialności za wynik procesu, musisz pokryć koszty przeciwnika. Z czego się one składają?

1. Wpis sądowy (który już zapłaciłeś)

Zacznijmy od tego, co zapłaciłeś już na starcie. Wpis sądowy w sprawach o zadośćuczynienie wynosi 5% wartości przedmiotu sporu.

Przykłady:

  • Domagasz się 10 000 zł? Wpis = 500 zł
  • Domagasz się 50 000 zł? Wpis = 2 500 zł
  • Domagasz się 100 000 zł? Wpis = 5 000 zł
  • Domagasz się 200 000 zł? Wpis = 10 000 zł

Ten koszt ponosisz niezależnie od wyniku sprawy – to Twoja „opłata za dostęp do wymiaru sprawiedliwości”.

2. Koszty biegłych sądowych

W sprawach o zadośćuczynienie niemal zawsze potrzebne są opinie biegłych – neurologów, ortopedów, psychologów, czasem chirurgów czy specjalistów z zakresu medycyny pracy.

Każdy biegły kosztuje. I tutaj zaczyna się matematyka, która może boleć.

Koszt jednego biegłego: od 1 000 do 2 500 zł (w zależności od specjalizacji i złożoności sprawy).

Ile biegłych może być w sprawie? To zależy. W prostych przypadkach – jeden (np. neurolog). W bardziej skomplikowanych – nawet trzech lub czterech:

  • Biegły neurolog (ocena uszczerbku neurologicznego)
  • Biegły ortopeda (ocena urazów kości i stawów)
  • Biegły psycholog (ocena skutków psychicznych)
  • Biegły rekonstruktor wypadków (ocena mechanizmu zdarzenia)

Razem: od 1 000 zł do nawet 10 000 zł w najbardziej skomplikowanych sprawach.

3. Koszty zastępstwa procesowego przeciwnika

To jest ten koszt, który najbardziej „boli” w razie przegranej. Jeśli ubezpieczyciel (lub inna strona pozwana) reprezentowany był przez adwokata lub radcę prawnego, musisz zwrócić koszty tego zastępstwa.

Na szczęście te koszty są ryczałtowe i określone w rozporządzeniu Ministra Sprawiedliwości. Nie są dowolne – zależą od wartości przedmiotu sporu.

Tabela stawek minimalnych:

  • Sprawa o wartości 5 001 – 10 000 zł: 1 800 zł
  • Sprawa o wartości 10 001 – 50 000 zł: 3 600 zł
  • Sprawa o wartości 50 001 – 200 000 zł: 5 400 zł
  • Sprawa o wartości powyżej 200 000 zł: 10 800 zł (lub więcej, w zależności od zakresu)

4. Inne koszty (rzadziej)

Czasem dochodzą jeszcze:

  • Koszty przeprowadzonych przez przeciwnika dowodów (np. prywatna opinia biegłego strony)
  • Koszty świadków (dojazdy, noclegi – w praktyce rzadko występują)
  • Koszty tłumaczy (jeśli w sprawie były dokumenty w obcym języku)


Przykładowe scenariusze – ile naprawdę możesz stracić?

Rozegrałem w swojej praktyce dziesiątki spraw o zadośćuczynienie. Pozwólcie, że pokażę Wam realne scenariusze kosztów.

Scenariusz 1: Mała sprawa (roszczenie 10 000 zł)

  • Wpis sądowy: 500 zł
  • Biegły neurolog: 1 500 zł
  • Koszty zastępstwa przeciwnika: 1 800 zł
  • Razem: ok. 3 800 zł

Scenariusz 2: Średnia sprawa (roszczenie 50 000 zł)

  • Wpis sądowy: 2 500 zł
  • Biegły neurolog: 1 800 zł
  • Biegły psycholog: 1 500 zł
  • Koszty zastępstwa przeciwnika: 3 600 zł
  • Razem: ok. 9 400 zł

Scenariusz 3: Duża sprawa (roszczenie 150 000 zł)

  • Wpis sądowy: 7 500 zł
  • Biegły neurolog: 2 000 zł
  • Biegły ortopeda: 2 000 zł
  • Biegły psycholog: 1 800 zł
  • Koszty zastępstwa przeciwnika: 5 400 zł
  • Razem: ok. 18 700 zł

Brzmi groźnie? Zaraz pokażę Wam, dlaczego w rzeczywistości nie jest aż tak źle.

A teraz najważniejsze – art. 102 KPC, czyli „tarcza” dla poszkodowanych

Tutaj wkracza coś, co w mojej ocenie jest jednym z mądrzejszych przepisów polskiego prawa procesowego – art. 102 Kodeksu postępowania cywilnego.

Przepis ten mówi, że sąd może nie obciążyć strony przegrywającej kosztami procesu, jeśli przemawia za tym „słuszność” lub „względy słuszności”.

Co to znaczy w praktyce? Że nawet jeśli Twoje powództwo zostanie oddalone, sąd może uznać, że:

  • Miałeś uzasadnione podstawy do wytoczenia powództwa
  • Sprawa była skomplikowana i trudna do oceny
  • Jesteś w trudnej sytuacji materialnej
  • Przegrana wynikała z okoliczności niezależnych od Ciebie

Z praktyki kancelarii mogę powiedzieć, że w sprawach o zadośćuczynienie sądy stosują art. 102 KPC. Dlaczego? Bo widzą dramat człowieka – osobę, która faktycznie cierpiała, walczyła o swoje prawa, a przegrana wynikła z braku dostatecznych dowodów, a nie z nadużycia prawa do sądu.

Spotkałem się z wyrokami, gdzie sąd oddalił powództwo o zadośćuczynienie, ale nie obciążył poszkodowanego żadnymi kosztami, stosując właśnie art. 102 KPC. To nie jest automatyzm, ale to realna możliwość.

Kiedy naprawdę warto się martwić kosztami?

Po latach praktyki mogę powiedzieć, że ryzyko wysokich kosztów w sprawach o zadośćuczynienie jest realne tylko w dwóch sytuacjach:

1. Gdy sprawa jest „bez szans”, a mimo to jest wytaczana Jeśli Twój prawnik mówi „nie ma szans”, a Ty mimo to chcesz iść do sądu – wtedy faktycznie ryzykujesz. W takich sprawach sąd rzadko stosuje art. 102 KPC, bo widzi, że powództwo było bezzasadne od początku.

2. Gdy sprawa jest prowadzona chaotycznie i nieprofesjonalnie Jeśli dowody są słabe, argumentacja mętna, dokumentacja niekompletna – sąd może uznać, że strona nie dołożyła należytej staranności. Wtedy art. 102 KPC raczej nie pomoże.

Ale w rzetelnie przygotowanej sprawie, prowadzonej przez doświadczonego prawnika, ryzyko wysokich kosztów jest minimalne.

Moja rada – jak minimalizować ryzyko?

  1. Przed procesem przeprowadź dokładną ocenę szans z prawnikiem. Nie idź do sądu „na ślepo”.
  2. Zbieraj dokumentację skrupulatnie. Im lepsza dokumentacja, tym większe szanse na wygraną (i mniejsze ryzyko kosztów).
  3. Rozważ mediację lub negocjacje przed procesem. Często można osiągnąć zadowalający wynik bez sądu.
  4. Jeśli jesteś w trudnej sytuacji materialnej, złóż wniosek o zwolnienie z kosztów sądowych (wpis + koszty biegłych). To realna możliwość.
  5. Jeśli sprawa jest wątpliwa, pytaj prawnika o realne szanse. Lepiej usłyszeć brutalną prawdę teraz niż stracić pieniądze później.
  6. Pamiętaj o ubezpieczeniu ochrony prawnej – niektóre polisy pokrywają koszty procesu (w tym koszty w razie przegranej). Sprawdź, czy Twoja polisa OC/AC ma taką opcję.

Podsumowanie i refleksja

Po tylu latach prowadzenia spraw o zadośćuczynienie mogę powiedzieć jedno: strach przed kosztami procesu jest często większy niż realne ryzyko.

Tak, teoretycznie możesz przegrać i zapłacić kilka, kilkanaście, a w ekstremalnych przypadkach nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. Ale w praktyce, jeśli:

  • Twoja sprawa ma solidne podstawy,
  • Jest prowadzona przez doświadczonego prawnika,
  • Dokumentacja jest kompletna,
  • Sąd widzi, że walczysz o swoje prawa w dobrej wierze,

…to ryzyko jest minimalne. A nawet jeśli przegrasz, sąd często stosuje art. 102 KPC i chroni Cię przed kosztami.

Pamiętajcie: system prawny nie jest stworzony, by karać ludzi za dochodzenie swoich praw. Jest po to, by szukać sprawiedliwości. I czasem ta droga wymaga odwagi – ale warto.

A Wy? Mieliście doświadczenia z kosztami procesów odszkodowawczych? Albo macie pytania? Dajcie znać w komentarzach!


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawospadkowepoznan.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl

Ile kosztuje prawnik w sprawie o zadośćuczynienie? Modele wynagrodzenia kancelarii odszkodowawczych

Wstęp

Jednym z pierwszych pytań, które słyszę od osób poszkodowanych w wypadkach, brzmi: „Ile to będzie kosztować?”. To zrozumiałe – po przejściu traumy wypadku, szemraniu się z ubezpieczycielem i niepewności co do przyszłości, kwestia wynagrodzenia prawnika staje się kluczowa. W mojej praktyce w Poznaniu wielokrotnie widziałem, jak poszkodowani rezygnują z dochodzenia swoich praw tylko dlatego, że obawiają się kosztów obsługi prawnej. Dziś postanowiłem rozwiać te wątpliwości i pokazać, jak tak naprawdę wygląda rynek wynagrodzenia prawników w sprawach odszkodowawczych.

Spis treści

  1. Dlaczego wynagrodzenie to kwestia umowna?
  2. Trzy główne modele wynagrodzenia w sprawach odszkodowawczych
  3. Wynagrodzenie procentowe – najczęstszy model
  4. Projekt regulacji rynku kancelarii odszkodowawczych
  5. Która opcja jest najlepsza dla poszkodowanego?
  6. Praktyczne rady przy wyborze prawnika

Dlaczego wynagrodzenie to kwestia umowna?

Zacznijmy od fundamentalnej prawdy: nie ma urzędowego cennika usług prawniczych w sprawach odszkodowawczych. Żadna ustawa nie narzuca, ile adwokat czy radca prawny może zażądać za prowadzenie sprawy o zadośćuczynienie. To oznacza, że wynagrodzenie jest zawsze przedmiotem negocjacji między prawnikiem a klientem.

Z mojego doświadczenia wynika, że poszkodowani często nie zdają sobie z tego sprawy. Myślą, że stawki są odgórnie ustalone i nie można ich negocjować. Tymczasem w praktyce kancelarii odszkodowawczych w Poznaniu i całej Polsce funkcjonuje kilka podstawowych modeli wynagrodzenia, z których każdy ma swoje plusy i minusy.

Trzy główne modele wynagrodzenia w sprawach odszkodowawczych

1. Wynagrodzenie procentowe (success fee)

To zdecydowanie najpopularniejszy model, szczególnie w sprawach o zadośćuczynienie za wypadki komunikacyjne, błędy medyczne czy inne szkody na osobie. W tym systemie:

  • Prawnik nie pobiera żadnej kwoty z góry
  • Wynagrodzenie stanowi określony procent uzyskanego odszkodowania lub zadośćuczynienia
  • Wypłata następuje dopiero po wygraniu sprawy i otrzymaniu pieniędzy od ubezpieczyciela

Ile wynosi ten procent? Z praktyki kancelarii odszkodowawczych w Wielkopolsce wynika, że najczęściej oscyluje on wokół 20% uzyskanej kwoty. Spotkałem się jednak z ofertami wahającymi się od 15% do nawet 30-35%.

Co istotne, w tym modelu koszty zastępstwa procesowego (tzw. koszty radcowskie lub adwokackie) zasądzane przez sąd od strony przegrywającej również trafiają do kancelarii jako część wynagrodzenia.

2. Wynagrodzenie ryczałtowe (stawki ministerialne)

Alternatywą jest ustalenie wynagrodzenia na podstawie stawek określonych w rozporządzeniu Ministra Sprawiedliwości. Dla typowych spraw odszkodowawczych, gdzie wartość przedmiotu sporu wynosi:

  • Od 5 000 do 10 000 zł – stawka wynosi 1 800 zł
  • Od 10 000 do 50 000 zł – stawka wynosi 3 600 zł
  • 50.000 do 200.000 zł- 5400 zł

Uwaga: te kwoty to nie urzędowe wynagrodzenie prawnika, lecz ryczałtowo określone koszty, które sąd może zasądzić od strony przegrywającej. W praktyce można się jednak umówić z prawnikiem na wynagrodzenie w oparciu o te stawki.

Koszty te są zwracane przez ubezpieczyciela jako tzw. koszty zastępstwa procesowego.

Który model najlepszy? To zależy od kilku czynników, o których napiszę za chwilę.

Projekt regulacji rynku kancelarii odszkodowawczych

Co ciekawe, od kilku lat toczy się debata nad uregulowaniem rynku kancelarii odszkodowawczych. W projektach ustaw pojawiały się propozycje wprowadzenia maksymalnej stawki wynagrodzenia procentowego na poziomie 20%.

Projekt ten wynikał z obaw, że niektóre podmioty nadużywają swojej pozycji wobec poszkodowanych, pobierając horrendalne prowizje. Z praktyki mogę powiedzieć, że stawka 20% wydaje się uczciwa – przy wyższych wartościach (30-35%) relacja między nakładem pracy a wynagrodzeniem zaczyna się przechylać na niekorzyść klienta.

Która opcja jest najlepsza dla poszkodowanego?

Odpowiedź brzmi: to zależy.

Model procentowy sprawdza się, gdy:

  • Poszkodowany nie ma środków na pokrycie kosztów z góry
  • Sprawa jest skomplikowana i trudno przewidzieć jej wynik
  • Chcemy, aby prawnik był maksymalnie zmotywowany do uzyskania jak najwyższego odszkodowania

Model ryczałtowy lub zapłata z góry sprawdza się, gdy:

  • Sprawa jest stosunkowo prosta i szanse na wygraną są wysokie
  • Poszkodowany ma środki na pokrycie kosztów
  • Przewidywane odszkodowanie jest wysokie (wtedy 20% może być znaczącą kwotą)

Z mojego doświadczenia, w trudnych sprawach o zadośćuczynienie – gdzie ubezpieczyciel walczy zaciekle, potrzebna jest opinia biegłego, a proces może trwać latami – model procentowy jest najbardziej fair. Prawnik wtedy rzeczywiście dzieli ryzyko z klientem.

Praktyczne rady przy wyborze prawnika

  1. Sprawdź doświadczenie, nie tylko cenę. Tańszy prawnik niekoniecznie oznacza lepszą ofertę, jeśli sprawa zostanie przegrana.
  2. Zapytaj o szczegóły. Czy wynagrodzenie obejmuje wszystkie etapy postępowania (I instancja, apelacja)?
  3. Negocjuj. Pamiętaj, że stawki są umowne. Jeśli sprawa dotyczy wysokich kwot, możesz spróbować wynegocjować niższy procent.
  4. Uważaj na zbyt wysokie prowizje. Stawki powyżej 25% powinny budzić czujność – sprawdź, czy są uzasadnione.
  5. Wszystko na piśmie. Umowa z prawnikiem powinna jasno określać wysokość i sposób płatności wynagrodzenia.


Podsumowanie i refleksja

Po latach prowadzenia spraw odszkodowawczych uważam, że uczciwy model wynagrodzenia to taki, w którym obie strony – prawnik i klient – dzielą ryzyko i korzyści. Model procentowy, o ile nie przekracza 20-25%, spełnia to kryterium. Prawnik jest wtedy zmotywowany do walki o każdą złotówkę dla klienta, bo wie, że od tego zależy jego zarobek.

Pamiętajcie: dobry prawnik to nie ten, który obiecuje złote góry za najniższą prowizję, ale ten, który realnie oceni Waszą sprawę i przeprowadzi ją skutecznie przez labirynt sądów i procedur ubezpieczeniowych.

A jakie są Wasze doświadczenia z wynagrodzeniami prawników w sprawach odszkodowawczych? Dajcie znać w komentarzach!


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawospadkowepoznan.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl

Firmy odszkodowawcze – czy warto zaufać? O czym media nie mówią

Prowadzę tego bloga, bo chcę dzielić się wiedzą, która może uchronić ludzi przed poważnymi problemami. Dziś o temacie, który od lat budzi moje wątpliwości jako prawnika specjalizującego się w odszkodowaniach.

Kiedy „pomoc” zamienia się w pułapkę

Wyobraźcie sobie sytuację: jesteście poszkodowani w wypadku, macie złamaną nogę, długą rehabilitację przed sobą, a tu jeszcze ubezpieczyciel proponuje śmieszne pieniądze. W skrzynce ląduje ulotka – „Pomożemy w uzyskaniu WYSOKIEGO odszkodowania! BEZ KOSZTÓW z góry! Prowizja tylko od SUKCESU!”. Brzmi kusząco, prawda?

Z mojego doświadczenia wiem, że pokusa jest ogromna. Nie trzeba płacić z góry, firma wszystko załatwi, a my tylko czekamy na przelew. Problem zaczyna się wtedy, gdy ten przelew… nigdy nie przychodzi na nasze konto.

Historia z Łodzi, która powinna nas otrzeźwić

Niedawno media opisały sprawę, która wstrząsnęła środowiskiem odszkodowawczym. Łódzka firma zajmująca się dochodzeniem odszkodowań przez kilka lat budowała zaufanie klientów. Model biznesowy? Klasyczny – brak opłat z góry, prowizja 25-30% od uzyskanej kwoty, wypłata bezpośrednio na konto firmy, potem rozdysponowanie.

Tylko że te pieniądze nigdy nie trafiały do poszkodowanych.

Co ciekawe, mechanizm był prosty jak budowa cepa. Właściciel firmy otrzymywał od ubezpieczycieli odszkodowania i zadośćuczynienia, potrącał swoją prowizję… i resztę zatrzymywał dla siebie. Klienci słyszeli legendy o „problemach technicznych”, „opóźnieniach w systemie bankowym” czy „konieczności dodatkowych uzgodnień z ubezpieczycielem”.

Kiedy zdesperowani poszkodowani dzwonili bezpośrednio do zakładów ubezpieczeń, dowiadywali się prawdy – pieniądze zostały wypłacone dawno temu. Tylko nie im.

Skala problemu zapiera dech

Liczby z tej sprawy robią wrażenie. Prokuratura ustaliła, że pokrzywdzonych było prawie tysiąc osób, a łączna kwota przywłaszczonych środków przekroczyła 4 miliony złotych.

Pamiętam, jak pierwszy raz przeczytałem o tej sprawie – pomyślałem, że to niemożliwe. Jak przez tyle lat nikt nie zauważył? Jak można było oszukać tysiąc osób?

Odpowiedź jest prozaiczna: bo system to umożliwiał. Niektórzy stracili „tylko” kilkaset złotych – zbyt mało, by walczyć w sądzie. Inni kilkadziesiąt tysięcy. W jednym przypadku kwota sięgnęła prawie ćwierć miliona złotych. Wyobrażacie sobie? Ktoś po ciężkim wypadku, może inwalida, czeka na zadośćuczynienie 200 000 zł… i nigdy tych pieniędzy nie widzi.

Co wyróżnia prawnika od firmy paraprawniczej?

Swoją drogą, często słyszę pytanie: „Panie mecenasie, jaka jest różnica między panem a firmą odszkodowawczą?”

Odpowiedź jest kluczowa, choć może zabrzmi jak autopromocja – ale to fakty prawne:

1. Ubezpieczenie OC

Każdy adwokat i radca prawny musi mieć ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej. To nie opcja – to obowiązek ustawowy. Suma ubezpieczenia to obecnie minimum 100 000 euro (ok. 450 000 zł).

Firmy paraprawnicze? Nie mają takiego obowiązku. Zero zabezpieczenia dla klienta.

2. Nadzór korporacyjny

Podlegamy nadzorowi Okręgowej Izby Radców Prawnych lub Okręgowej Rady Adwokackiej. Za nieprawidłowości grożą nam kary dyscyplinarne, w tym wydalenie z zawodu. To realna kontrola, której się boimy.

Biura odszkodowawcze? Praktycznie poza systemem kontroli. Dopóki nie wkroczy policja lub prokuratura, mogą działać bezkarnie.

3. Tajemnica zawodowa

Jako radca prawny jestem związany tajemnicą zawodową (art. 3 ustawy o radcach prawnych). To nie pusty frazес – za jej złamanie grozi mi odpowiedzialność karna.

Pracownicy firm paraprawniczych? Brak podobnych regulacji.

4. Kodeks etyki

Podlegam Kodeksowi Etyki Radcy Prawnego. Nie mogę na przykład pobierać „wygórowanego” wynagrodzenia – musi być adekwatne do pracy. Prowizja 30% od odszkodowania? W wielu przypadkach byłaby uznana za nieetyczną.

Z praktyki: kiedy „tania” pomoc staje się najdroższa

Pamiętam rozmowę z osobą, która trafiła do mojej kancelarii po tym, jak przez dwa lata próbowała dochodzić odszkodowania przez firmę paraprawniczą. Ubezpieczyciel wypłacił 80 000 zł zadośćuczynienia. Firma miała potrącić 25% (20 000 zł) i przelać resztę klientce.

Minęły miesiące. Telefony nie były odbierane. Biuro – zamknięte. Właściciel? Zniknął.

Co mogliśmy zrobić? Niewiele. Złożyliśmy zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Klientka dołączyła do grupy pokrzywdzonych w postępowaniu karnym. Ale pieniędzy? Do dziś nie odzyskała.

Gdyby skorzystała z usług prawnika z OC? Miałaby roszczenie do ubezpieczyciela adwokata/radcy. Mogłaby odzyskać swoje pieniądze – może nie od razu, ale miałaby realną szansę.

Moja rada – lista kontrolna przed wyborem

Zanim podpiszecie umowę z kimkolwiek (włącznie ze mną), sprawdźcie:

1. Czy macie do czynienia z prawnikiem?

  • Wpiszcie nazwisko w wyszukiwarkę Krajowej Rady Radców Prawnych (www.kirp.pl) lub Naczelnej Rady Adwokackiej (www.adwokatura.pl)
  • Jeśli nie ma – to nie jest prawnik

2. Jak wygląda umowa?

  • Czy wynagrodzenie jest precyzyjnie określone?
  • Czy są zapisy o ubezpieczeniu OC?
  • Czy jest klauzula o wypłacie bezpośrednio na WASZE konto?

3. Kto i gdzie dostanie pieniądze?

  • Upierajcie się, aby ubezpieczyciel przekazywał środki na WASZE konto, a dopiero wy przekazywaliście prowizję pełnomocnikowi

4. Sprawdźcie opinie

  • Nie tylko te na stronie firmy
  • Poszukajcie w Google, portalach prawniczych, forach

Dlaczego w ogóle o tym piszę?

Bo ta dziedzina prawa daje mi największą satysfakcję, gdy mogę pomóc osobie, która ucierpiała w wypadku. I wściekam się, gdy widzę, jak ktoś wykorzystuje ludzi w trudnej sytuacji życiowej.

Czy to oznacza, że wszystkie firmy odszkodowawcze są nieuczciwe? Absolutnie nie. Znam uczciwe biura, prowadzone przez byłych likwidatorów szkód, którzy robią dobrą robotę.

Ale – i to wielkie „ale” – brak regulacji prawnych w tej branży to otwarcie furtki dla oszustów. I póki ustawodawca tego nie zmieni, poszkodowani są narażeni na ryzyko.

Moja refleksja na koniec

Po latach praktyki w prawie odszkodowawczym dostrzegam paradoks: im więcej jest firm „pomagających” poszkodowanym, tym więcej jest… poszkodowanych. Tyle że nie tylko przez pierwotne wypadki, ale też przez nieuczciwe praktyki biznesowe.

Czy system się zmieni? Szczerze? Wątpię, dopóki nie pojawią się regulacje ustawowe. Do tego czasu – bądźcie czujni, sprawdzajcie, z kim macie do czynienia, i nie dajcie się zwieść obietnicom szybkich, łatwych pieniędzy.

A jakie są Wasze doświadczenia z firmami odszkodowawczymi? Dajcie znać w komentarzach – może Wasze historie pomogą innym uniknąć kłopotów.



Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawnikododszkodowan.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl

Wypadek komunikacyjny z urazem biczowym – przestępstwo czy wykroczenie? Dlaczego to aż tak ważne dla odszkodowania

Naruszenie czynności narządu ciała na czas poniżej lub powyżej 7 dni – to brzmi jak suchy paragraf, prawda? A jednak ta granica 7 dni może zadecydować o tym, czy poszkodowany będzie mógł dochodzić odszkodowania przez 3 lata, czy przez 20 lat. W praktyce kancelarii widzimy, jak często ta różnica ma kluczowe znaczenie dla losów sprawy odszkodowawczej.

Spis treści

  1. Sprawa z Torunia – kontrowersyjne orzeczenie
  2. Przestępstwo czy wykroczenie? Różnica, która zmienia wszystko
  3. Przedawnienie roszczeń – 3 lata vs 20 lat
  4. Uraz biczowy w praktyce – dlaczego to nie jest „drobna” sprawa
  5. Co możesz zrobić jako poszkodowany?
  6. Najważniejsze wnioski

Sprawa z Torunia – gdy opinia biegłego budzi wątpliwości

Przed Sądem Rejonowym w Toruniu w dniu 11 września 2017 roku zapadło orzeczenie, które warto przeanalizować. W dniu 12 maja 2016 roku na skrzyżowaniu doszło do kolizji drogowej. Sprawca nie zastosował się do znaku B-20 „stop” i wymuszając pierwszeństwo spowodował wypadek. Pokrzywdzona, będąca w 7 tygodniu ciąży, chcąc uniknąć zderzenia zjechała do rowu.

Skutek? Siedem dni w szpitalu z rozpoznaniem: uraz kręgosłupa w mechanizmie „bicza”, stan po wypadku komunikacyjnym. Biegły lekarz stwierdził jednak, że doznane urazy skutkowały naruszeniem czynności narządu ciała na czas poniżej 7 dni. Konsekwencja? Czyn zakwalifikowano jako wykroczenie, nie przestępstwo.

Z doświadczenia kancelarii wynika, że taka ocena urazu biczowego jest niezwykle rzadka i budzi poważne wątpliwości. Skutki tego typu urazów zazwyczaj trwają znacznie dłużej niż 7 dni.

Przestępstwo czy wykroczenie? Granica 7 dni

Jeśli naruszenie czynności narządu ciała trwa krócej niż 7 dni, mamy do czynienia z wykroczeniem. Sprawca ponosi odpowiedzialność administracyjnoprawną, sprawa trafia do sądu grodzkiego.

Przestępstwo – art. 157 § 1 KK

Gdy naruszenie czynności narządu ciała trwa dłużej niż 7 dni, czyn jest przestępstwem. Sprawca odpowiada przed sądem karnym, a konsekwencje są znacznie poważniejsze.

Kto o tym decyduje? Biegły lekarz sądowy, który ocenia dokumentację medyczną i stan zdrowia pokrzywdzonego. I to właśnie tutaj pojawia się problem – różni biegli mogą mieć różne zdanie na temat tego samego urazu.

Przedawnienie roszczeń – dlaczego te 7 dni jest ważne

Tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Kwalifikacja karna ma bezpośredni wpływ na przedawnienie roszczeń cywilnych o odszkodowanie i zadośćuczynienie.

Wykroczenie → 3 lata przedawnienia

Zgodnie z art. 442¹ § 1 KC, roszczenie o naprawienie szkody wyrządzonej czynem niedozwolonym ulega przedawnieniu z upływem 3 lat od dnia, w którym poszkodowany dowiedział się o szkodzie i o osobie obowiązanej do jej naprawienia.

Przestępstwo → 20 lat przedawnienia

Ale uwaga – art. 442¹ § 2 KC stanowi, że jeśli szkoda wynika z przestępstwa, roszczenie przedawnia się z upływem 20 lat od dnia popełnienia przestępstwa.

Co to oznacza w praktyce?
W sprawie toruńskiej pokrzywdzona miała zaledwie 3 lata na dochodzenie odszkodowania. Gdyby czyn zakwalifikowano jako przestępstwo, miałaby 20 lat. To kolosalna różnica, szczególnie przy urazach, których skutki ujawniają się z czasem.

Uraz biczowy – dlaczego rzadko kończy się w 7 dni

Uraz biczowy (tzw. „whiplash”, „smagnięcie biczem”) to kontuzja kręgosłupa szyjnego powstała w wyniku nagłego ruchu głowy do przodu i do tyłu. Najczęściej występuje przy zderzeniach tylnych lub gwałtownym hamowaniu.

Typowe objawy urazu biczowego:

  • Ból i sztywność karku (pojawia się często z opóźnieniem)
  • Bóle głowy
  • Zawroty głowy
  • Zaburzenia koncentracji i pamięci
  • Mrowienie w rękach
  • Problemy ze snem

Kluczowa kwestia: Objawy urazu biczowego często nasilają się po kilku dniach lub nawet tygodniach od wypadku. W praktyce kancelarii reprezentujemy klientów, u których skutki urazu biczowego utrzymują się miesiącami, a nawet latami.

Dlatego opinia biegłego z Torunia, że uraz ten spowodował naruszenie czynności narządu ciała poniżej 7 dni, budzi poważne wątpliwości.

Co możesz zrobić jako poszkodowany?

1. Nie lekceważ objawów

Jeśli po wypadku czujesz ból karku, głowy, masz zawroty głowy – natychmiast zgłoś się do lekarza. Nie czekaj, aż „samo przejdzie”. Dokumentacja medyczna to Twój podstawowy dowód.

2. Regularnie dokumentuj leczenie

Każda wizyta u lekarza, każde badanie, każdy zabieg rehabilitacyjny – wszystko to ma znaczenie dla sprawy. Im bardziej kompleksowa dokumentacja, tym trudniej będzie biegłemu stwierdzić, że uraz był „krótkotrwały”.

3. Monitoruj terminy przedawnienia

Jeśli sprawca został skazany za wykroczenie, masz 3 lata na zgłoszenie roszczenia. Jeśli za przestępstwo20 lat. Ale uwaga: bieg terminu 3-letniego może rozpocząć się już od momentu, gdy dowiedziałeś się o szkodzie i sprawcy.

4. Kwestionuj opinię biegłego, jeśli jest wątpliwa

W postępowaniu karnym trudno jest kwestionować opinię biegłego, ale w sprawie cywilnej o odszkodowanie możesz złożyć wniosek o opinię innego biegłego lub o opinię uzupełniającą. Jeśli uważasz, że skutki wypadku były poważniejsze niż stwierdził biegły w sprawie karnej – działaj.

5. Szybko skontaktuj się z prawnikiem

Im szybciej zasięgniesz porady prawnej, tym lepiej. W praktyce kancelarii widzimy, jak wiele osób traci prawo do odszkodowania tylko dlatego, że nie wiedziały o krótkim terminie przedawnienia.

Czy wiesz, że…

…uraz biczowy jest jednym z najczęstszych urazów w wypadkach komunikacyjnych, a jednocześnie jednym z najtrudniejszych do udowodnienia? Objawy mogą być „niewidoczne” na standardowych badaniach obrazowych (RTG), a pojawiają się z opóźnieniem. Dlatego tak ważne jest kompleksowe badanie przez neurologa i systematyczna rehabilitacja.

…różnica między wykroczeniem a przestępstwem to nie tylko kwestia odpowiedzialności karnej sprawcy, ale przede wszystkim Twojego czasu na dochodzenie odszkodowania? Te 17 lat różnicy (3 lata vs 20 lat) to ogromna szansa na pełną rekompensatę.

Najważniejsze wnioski

Uraz biczowy to poważna kontuzja, której skutki rzadko kończą się w 7 dni. Jeśli biegły stwierdza inaczej – masz prawo to kwestionować.

Kwalifikacja karna ma bezpośredni wpływ na przedawnienie roszczeń cywilnych: wykroczenie = 3 lata, przestępstwo = 20 lat.

Dokumentuj wszystko: każdą wizytę u lekarza, każde badanie, każdy objaw. To Twój dowód w sprawie o odszkodowanie.

Nie czekaj z wizytą u prawnika. Im szybciej zaczniesz działać, tym większe masz szansę na pełne odszkodowanie.

Podsumowanie

Sprawa toruńska to doskonały przykład tego, jak krucha może być granica między wykroczeniem a przestępstwem – i jak wielkie konsekwencje dla poszkodowanego może mieć opinia biegłego. Siedem dni w szpitalu z urazem biczowym kręgosłupa, a biegły stwierdza naruszenie czynności narządu ciała poniżej 7 dni? W praktyce kancelarii takie sytuacje są rzadkością, ale jeśli się zdarzają – mogą pozbawić poszkodowanego prawa do pełnego odszkodowania.

Dlatego tak ważne jest, by czuwać nad prawidłową oceną urazu – zarówno w postępowaniu karnym, jak i cywilnym. I pamiętać o terminach przedawnienia. Bo różnica między 3 a 20 latami to nie abstrakcja – to realna szansa na odzyskanie sprawiedliwości i godnego odszkodowania.


Disclaimer: Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej. Każda sprawa odszkodowawcza jest indywidualna, dlatego zachęcam do konsultacji z prawnikiem specjalizującym się w sprawach odszkodowawczych.

Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz na blogu www.blogoodszkodowaniach.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: bartosz.kowalak@prawnikpoznanski.pl

Jak wygląda teza o przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego w sprawie o odszkodowanie za smagnięcie biczem – na przykładzie rzeczywistej sprawy

Spis treści

  1. Czym jest opinia biegłego w sprawie odszkodowawczej?
  2. Prawdziwa teza dowodowa – punkt po punkcie
  3. Co to znaczy dla Ciebie jako poszkodowanego?
  4. Moje praktyczne rady przed badaniem przez biegłego
  5. Najczęstsze pytania o opinię biegłego

Czym jest opinia biegłego w sprawie odszkodowawczej?

Z mojego doświadczenia wiem, że opinia biegłego to absolutnie kluczowy element każdej sprawy o odszkodowanie za smagnięcie biczem. To dokument, który często przesądza o wysokości przyznanego zadośćuczynienia. Sąd, który nie jest lekarzem, potrzebuje eksperta, który odpowie na pytania medyczne dotyczące Twoich obrażeń.

W sprawach o uraz biczowy (medycznie: dystorsja kręgosłupa szyjnego, potocznie: whiplash) sąd zazwyczaj powołuje biegłego neurologa i ortopedę. Dlaczego obu? Bo smagnięcie biczem to kompleksowy uraz – dotyczy zarówno kręgosłupa (ortopeda), jak i układu nerwowego (neurolog).

Prawdziwa teza dowodowa – punkt po punkcie

Pozwólcie, że pokażę Wam autentyczne postanowienie z jednej z moich spraw. Oczywiście dane osobowe zostały zanonimizowane, ale struktura i pytania są rzeczywiste. To sprawa z 2017 roku, która trafiła do Sądu Rejonowego Poznań-Grunwald i Jeżyce.

Oto teza, jaką sformułował sąd:

POSTANOWIENIE z dnia 6 grudnia 2017r.

Sąd Rejonowy Poznań – Grunwald i Jeżyce w Poznaniu postanawia przeprowadzić dowód z opinii biegłego z dziedziny neurologii i ortopedii na okoliczność ustalenia:

Punkt 1: Jakich obrażeń doznał powód podczas wypadku?

To podstawowe pytanie. Biegły musi ustalić, co właściwie Ci się stało w wypadku z 9 maja 2016 roku. W przypadku smagnięcia biczem typowe obrażenia to:

  • Naciągnięcie więzadeł kręgosłupa szyjnego
  • Uszkodzenie dysków międzykręgowych
  • Ucisk na korzenie nerwowe
  • Uraz mięśni szyi i karku

Punkt 2: Określenie charakteru i wysokości uszczerbku na zdrowiu

To jest serce sprawy. Biegły ma określić:

  • Charakter uszczerbku: czy jest trwały (zostaje na zawsze), długotrwały (potrwa długo, ale może się cofnąć) czy krótkotrwały
  • Wysokość uszczerbku: wyrażona w procentach, zgodnie z Rozporządzeniem Ministra Pracy i Polityki Społecznej

Z mojego doświadczenia wiem, że w sprawach o smagnięcie biczem uszczerbek zazwyczaj wynosi od 1% do 10%, w zależności od nasilenia objawów. Jednak każda sprawa jest inna – widziałem przypadki, gdzie u młodego człowieka po pozornie „niewielkim” wypadku rozwinęły się przewlekłe bóle karku i zawroty głowy, co dało wyższy uszczerbek.

Punkt 3: Czas i natężenie dolegliwości bólowych

Biegły ma ocenić:

  • Jak długo bolało?
  • Jak bardzo bolało? (lekkie, umiarkowane, silne)
  • Jak to wpłynęło na Twoje życie codzienne?

To kluczowe dla ustalenia zadośćuczynienia. Sądy przyznają wyższe kwoty, gdy dowód udowodni, że przez długi czas cierpiałeś na silne bóle, które ograniczały Twoje funkcjonowanie.

Punkt 4: Czas leczenia i obecny stan zdrowia

Biegły sprawdza:

  • Ile trwało leczenie?
  • Czy leczenie się zakończyło?
  • Czy są jeszcze obecne skutki wypadku?

Często spotkałem się z sytuacją, gdzie ubezpieczyciel twierdził, że „leczenie się zakończyło po 3 miesiącach”, a w rzeczywistości klient nadal chodził na rehabilitację i brał leki przeciwbólowe.

Punkt 5: Choroby i czynniki samoistne sprzed wypadku

To jest punkt, którego ubezpieczyciele bardzo pilnują. Biegły ma ustalić:

  • Czy przed wypadkiem miałeś zmiany zwyrodnieniowe kręgosłupa?
  • Czy te zmiany powodowały dolegliwości?
  • Czy wymagały leczenia?

Uwaga! To nie znaczy, że jeśli miałeś artrozę kręgosłupa przed wypadkiem, to nie dostaniesz odszkodowania. Zgodnie z art. 361 § 1 KC, sprawca odpowiada tylko za normalne następstwa działania, z którego szkoda wynikła. Jeśli wypadek pogorszył Twój stan zdrowia lub uruchomił wcześniej „uśpione” dolegliwości, nadal należy Ci się odszkodowanie.

Z praktyki wiem, że kluczowe jest tu pytanie: Czy przed wypadkiem te zmiany zwyrodnieniowe powodowały dolegliwości i wymagały leczenia? Jeśli nie – to wypadek jest przyczyną Twoich obecnych problemów.

Punkt 6: Wcześniejsze wypadki

W tym przypadku powód miał wcześniejszy wypadek w styczniu 2016 roku (4 miesiące przed głównym wypadkiem). Biegły ma ustalić:

  • Jakie były obrażenia w tym wcześniejszym wypadku?
  • Czy mają wpływ na obecne dolegliwości?

To ważne, bo ubezpieczyciel może próbować argumentować, że Twoje dolegliwości wynikają z wcześniejszego zdarzenia, nie z tego, za które odpowiada. Jednak biegły musi to jasno udowodnić.

Co to znaczy dla Ciebie jako poszkodowanego?

Mówiąc wprost: każdy punkt tej tezy to potencjalne pole bitwy z ubezpieczycielem. Jeśli biegły odpowie na pytania korzystnie dla Ciebie, Twoje szanse na wysokie odszkodowanie rosną. Jeśli niekorzystnie – ubezpieczyciel będzie używał opinii jak broni.

Co ciekawe, zauważyłem, że sądy w Poznaniu formułują bardzo szczegółowe tezy – i to jest dobrze! Im więcej pytań, tym mniej miejsca na domysły i tym trudniej ubezpieczycielowi podważyć opinię.

Moje praktyczne rady przed badaniem przez biegłego

Rada 1: Przygotuj się do badania

  • Weź ze sobą całą dokumentację medyczną od wypadku
  • Przygotuj listę dolegliwości (nawet tych, które wydają się drobne)
  • Notuj wszystkie wizyty lekarskie i rehabilitacyjne

Rada 2: Bądź szczery z biegłym

Nie wyolbrzymiaj, ale też nie bagatelizuj. Jeśli nadal boli – powiedz. Jeśli jest lepiej niż było – też powiedz. Biegli są doświadczeni i wyczują przesadę.

Rada 3: Mów konkretnie

Zamiast „strasznie bolało”, powiedz: „Przez 6 miesięcy co rano budziłem się z bólem karku, który uniemożliwiał mi obrót głowy w lewo. Brałem Ketonal codziennie.”

Rada 4: Nie ukrywaj wcześniejszych problemów zdrowotnych

Biegły i tak je wykryje. Lepiej powiedzieć: „Tak, miałem zmiany zwyrodnieniowe, ale przed wypadkiem nie miałem żadnych dolegliwości i nie leczyłem się.”

Czego unikać?

  • Nie udawaj: Biegli widzieli setki pacjentów i wyczują nieszczerość
  • Nie bój się: To nie jest przesłuchanie, biegły chce ustalić prawdę
  • Nie rezygnuj z adwokata/radcy: Możemy Ci pomóc przygotować się do badania

Podsumowanie z refleksją

Po latach pracy w sprawach odszkodowawczych mogę powiedzieć jedno: opinia biegłego to nie wyrok, ale jej wpływ na ostateczną wysokość odszkodowania jest ogromny. Dlatego warto traktować badanie przez biegłego poważnie i przygotować się do niego jak najlepiej.

Pamiętajcie – biegły nie jest po stronie ubezpieczyciela ani po Waszej stronie. On ma być po stronie prawdy medycznej. A jeśli opinia będzie rzetelna i szczegółowa, sąd będzie miał solidną podstawę do przyznania sprawiedliwego odszkodowania.

A Wy? Byliście kiedyś badani przez biegłego? Jakie macie doświadczenia? Dajcie znać w komentarzach!


FAQ – Najczęstsze pytania o opinię biegłego

1. Czy mogę mieć swojego biegłego w sprawie?

Nie możesz „mieć swojego” biegłego powołanego przez sąd – to sąd wybiera eksperta z listy biegłych sądowych. Jednak możesz:

  • Złożyć wniosek o powołanie konkretnego biegłego z listy (sąd nie musi się zgodzić)
  • Dołączyć do akt prywatną opinię medyczną jako dowód (ale nie zastąpi ona opinii sądowej)

2. Ile kosztuje opinia biegłego?

Zazwyczaj od 1500 do 2000 zł. Kosztami na początku obciąża się powoda (Ciebie), ale jeśli wygrasz sprawę, ubezpieczyciel zwróci Ci te koszty. W przypadku zwolnienia od kosztów sądowych, możesz być zwolniony z zaliczki na biegłego.

3. Jak długo trzeba czekać na opinię?

To zależy od obłożenia biegłego. Zazwyczaj od 3 do 6 miesięcy. Jeśli biegły się spóźnia, można złożyć do sądu wniosek o wyznaczenie nowego terminu lub powołanie innego biegłego.

4. Co jeśli nie zgadzam się z opinią biegłego?

Masz prawo złożyć zastrzeżenia do opinii i wnioskować o:

  • Opinię uzupełniającą (od tego samego biegłego)
  • Opinię nowego biegłego
  • Opinię instytutu naukowego

Z praktyki wiem, że najskuteczniejsze są merytoryczne zastrzeżenia – np. „Biegły pominął badanie RTG z dnia X, które pokazuje uszkodzenie dysku C5-C6”.

5. Czy muszę się stawić na badanie przez biegłego?

Tak, to Twój obowiązek procesowy. Jeśli się nie stawisz bez usprawiedliwienia, sąd może uznać, że nie ma podstaw do przyznania Ci odszkodowania. Jednak jeśli masz ważny powód (np. choroba), poinformuj sąd i biegłego wcześniej – badanie zostanie przełożone.

6. Co biegły może sprawdzić podczas badania?

W przypadku urazu biczowego biegły zazwyczaj:

  • Przeprowadza wywiad (pyta o wypadek, dolegliwości, leczenie)
  • Bada zakres ruchomości szyi
  • Sprawdza siłę mięśniową i czucie
  • Analizuje dokumentację medyczną (RTG, MRI, wyniki badań)
  • Ocenia Twój aktualny stan zdrowia

Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawospadkowepoznan.pl.

Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl


Źródła:

  • Postanowienie Sądu Rejonowego Poznań-Grunwald i Jeżyce w Poznaniu z dnia 6 grudnia 2017 r. (dane zanonimizowane)
  • Art. 361 § 1 Kodeksu cywilnego (zasada adekwatnego związku przyczynowego)
  • Rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Społecznej w sprawie szczegółowych zasad orzekania o stałym lub długotrwałym uszczerbku na zdrowiu