
Scena z sali rozpraw, która utkwiła mi w pamięci
Pamiętam rozprawę sprzed kilku lat. Pani Marta – nazwijmy ją tak – straciła męża w wypadku samochodowym. Była na sali sądowej, by zeznawać o tym, jak wyglądało jej życie przed i po śmierci męża. O tym, jak dzieci pytają „kiedy tata wróci”. O pustym miejscu przy stole. O tym, że do dziś ma w szafie jego koszule, których nie potrafi wyrzucić.
To były zeznania tak pełne bólu, że na sali zapanowała cisza. Nawet sędzia odłożył długopis.
I wtedy wstał pełnomocnik ubezpieczyciela i powiedział: „Wnosimy o przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego psychiatry na okoliczność oceny stanu psychicznego powódki po śmierci męża”.
Pani Marta spojrzała na niego z takim wyrazem twarzy… Jakby ktoś kazał jej udowodnić, że naprawdę kocha – kochała – swojego męża.
To było kilka lat temu. Od tamtej pory widziałem tę scenę dziesiątki razy. Bo to nie jest wyjątek. To jest standard.
Zmiana prawa w 2008 r.: narodziny nowej bataliI
Żeby zrozumieć, skąd się wzięło to zjawisko, cofnijmy się do 2008 roku. Wtedy do Kodeksu cywilnego wprowadzono art. 446 § 4, który pozwolił najbliższym członkom rodziny dochodzić zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej – nie tylko za koszty pogrzebu czy utratę wsparcia finansowego, ale właśnie za krzywdę osobistą, za ból, cierpienie, pustkę po stracie.
To była ogromna zmiana. Wreszcie prawo dostrzegło, że śmierć męża, żony, dziecka czy rodzica to nie tylko „szkoda materialna”, ale przede wszystkim trauma, która niszczy życie najbliższych.
Ale każda zmiana prawa niesie ze sobą nowe pole do walki. I ubezpieczyciele – jak to ubezpieczyciele – szybko opracowali strategię, jak płacić jak najmniej.
Taktyka ubezpieczycieli: „niech udowodni, że cierpi”
Z praktyki kancelarii wynika jasno: niemal wszystkie towarzystwa ubezpieczeniowe – i to nie przesadzam, naprawdę prawie wszystkie – stosują tę samą linię obrony w sprawach o zadośćuczynienie za śmierć osoby bliskiej.
Wnoszą o przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego psychiatry lub psychologa.
Cel? Rzekomo „obiektywna ocena”, czy śmierć osoby bliskiej rzeczywiście wpłynęła na stan psychiczny poszkodowanego. Czy poszkodowany przeżył traumę. Czy jego ból jest „udowodniony medycznie”.
Innymi słowy: udowodnij, że naprawdę cierpisz.
Kiedy ubezpieczyciele stosują tę taktykę?
Co ciekawe, wniosek o opinię biegłego pada szczególnie często wtedy, gdy osoba poszkodowana nie ma rozpoznanej choroby psychicznej. Jeśli po śmierci męża czy córki ktoś rozwinął depresję, schizofrenię paranoidalną lub inną ciężką chorobę psychiczną – wówczas dowód z opinii biegłego psychiatry jest… no cóż, zrozumiały. Bo choroba to fakt medyczny, który wymaga diagnozy.
Ale w większości przypadków ludzie po stracie bliskich nie chorują psychicznie. Przeżywają żałobę – głęboką, bolesną, wyniszczającą – ale w końcu wracają do w miarę normalnego życia. Nie rozwijają depresji klinicznej. Nie lądują w szpitalu psychiatrycznym.
I właśnie w tych przypadkach ubezpieczyciele mówią: „A skoro nie masz choroby psychicznej, to udowodnij, że ta śmierć w ogóle Cię dotknęła. Idź do psychiatry, niech zbada, czy naprawdę cierpisz”.
Jakie są skutki tej taktyki?
Ta strategia procesowa przynosi ubezpieczycielom dwie korzyści:
- Wydłużenie procesu: Przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego zajmuje zwykle kilka miesięcy, a czasem nawet rok (jak pisałem w poprzednim wpisie o długości postępowań). To kolejne miesiące, w których ubezpieczyciel nie płaci. Kolejne miesiące odsetek – ale też kolejne miesiące, w których rodzina czeka, cierpi, frustruje się.
- Psychologiczne zniszczenie powoda: To, co obserwuję u klientów w takich sytuacjach, to irytacja, rozdrażnienie, a często wręcz oburzenie. Ludzie czują się poniżeni. „Mam udowodnić, że kochałem żonę? Mam udowodnić, że śmierć córki mnie złamała? Naprawdę muszę iść do psychiatry i opowiadać obcemu człowiekowi o moim bólu, żeby jakiś ubezpieczyciel uwierzył, że cierpię?”
To nie jest tylko uciążliwość procesowa. To wtórna wiktymizacja – ponowne zranienie osoby, która już i tak przeszła przez piekło.
Wyrok, który powinien zmienić wszystko
Na szczęście, nie wszystkie sądy dają się na to nabrać. I tu dochodzimy do jednego z najważniejszych orzeczeń w tej materii: wyroku Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu z dnia 23 kwietnia 2014 r., sygn. akt I ACa 330/13.
Sąd Apelacyjny jasno i stanowczo stwierdził:
„Błędna jest praktyka dopuszczenia dowodu z opinii biegłego na okoliczność stanu psychicznego powodów w związku ze śmiercią osoby najbliższej. Dowód taki nie ma znaczenia dla rozstrzygnięcia, skoro przedmiotem procesu nie jest wywołanie rozstroju zdrowia u najbliższych członków rodziny.”
I dalej:
„Za całkowicie błędny pod względem logicznym i normatywnym należy wywód strony pozwanej, w którym usiłowała wywieść, że członkom rodziny przysługuje zadośćuczynienie jedynie wtedy, gdy następstwem śmierci osoby najbliższej jest wywołanie rozstroju zdrowia psychicznego, mającego nadto postać choroby psychicznej.”
Co to oznacza? Że nie musisz mieć depresji,eby dostać zadośćuczynienie za śmierć osoby bliskiej.
Że nie musisz udowadniać swojego cierpienia opinią psychiatry.
Że sam fakt śmierci osoby najbliższej wystarcza, by uznać, że doznałeś krzywdy, która zasługuje na rekompensatę.
Logika, która powinna być oczywista
Sąd Apelacyjny we Wrocławiu wskazał coś, co powinno być oczywiste dla każdego: zadośćuczynienie za śmierć osoby bliskiej to nie jest odszkodowanie za „wywołanie choroby psychicznej”. To rekompensata za krzywdę – za ból, cierpienie, pustkę, która pozostaje po stracie kogoś bliskiego.
Nie chodzi o to, czy po śmierci męża rozwinęłaś depresję. Chodzi o to, że straciłaś męża. Że Twoje życie się zawaliło. Że Twoje dzieci zostały bez ojca. Że Twoja przyszłość, którą planowałaś razem z nim, przestała istnieć.
To jest krzywda. I ona zasługuje na zadośćuczynienie – niezależnie od tego, czy poszłaś do psychiatry, czy nie.
Dlaczego sądy wciąż dopuszczają te opinie?
Mimo tego wyroku – który przecież jest jasny i przekonujący – wciąż spotykam się z sytuacjami, w których sądy dopuszczają dowód z opinii biegłego psychiatry na wniosek ubezpieczyciela.
Dlaczego? Kilka możliwych powodów:
- Rutyna: Sędziowie przyzwyczaili się do tego, że „w sprawach o zadośćuczynienie zawsze jest opinia biegłego”. Nie zastanawiają się, czy akurat w tej sprawie jest ona potrzebna.
- Ostrożność: Niektórzy sędziowie myślą: „No dobrze, przeprowadzimy tę opinię, żeby mieć pełny obraz”. Nie zdają sobie sprawy, że to kolejne miesiące oczekiwania dla rodziny i niepotrzebne upokorzenie.
- Brak świadomości: Nie każdy sędzia zna wyrok SA we Wrocławiu. Albo nawet jeśli zna, nie chce się „narażać” apelacji przez ubezpieczyciela.
Z praktyki kancelarii obserwuję, że coraz więcej sądów – zwłaszcza w dużych miastach – zaczyna odmawiać dopuszczenia takich opinii, powołując się właśnie na wyrok wrocławski. Ale wciąż jest dużo pracy do zroboty.
Moja rada: walcz z tym wnioskiem
Jeśli jesteś powodem w sprawie o zadośćuczynienie za śmierć osoby bliskiej i ubezpieczyciel wnosi o opinię biegłego psychiatry – sprzeciw się temu.
Co możesz zrobić?
- Twój pełnomocnik powinien złożyć stanowisko, w którym podniesie, że wniosek ubezpieczyciela jest bezzasadny i zmierza wyłącznie do wydłużenia postępowania oraz wtórnej wiktymizacji powoda. Powołaj się na wyrok SA we Wrocławiu z 23.04.2014 r., sygn. I ACa 330/13.
- Podkreśl, że art. 446 § 4 KC nie wymaga wykazania rozstroju zdrowia psychicznego – wymaga jedynie wykazania krzywdy związanej ze śmiercią osoby bliskiej. A ta krzywda jest oczywista.
- Jeśli sąd mimo wszystko dopuści opinię – możesz to wykorzystać w apelacji jako argument na korzyść (przedłużenie postępowania bez podstawy).
Refleksja: o co tu naprawdę chodzi?
Często zastanawiam się, co myślą sobie prawnicy ubezpieczycieli, którzy wnoszą o te opinie. Czy naprawdę wierzą, że ktoś, kto stracił dziecko w wypadku, musi mieć depresję, żeby zasługiwać na zadośćuczynienie? Czy naprawdę myślą, że ból matki, która pochowała syna, da się „zmierzyć” testem psychiatrycznym?
Czy może po prostu wykonują polecenia z centrali: „W każdej sprawie wnoście o opinię psychiatry. Wydłuży to proces, może powód się zniechęci”?
Moim zdaniem, w sprawach o zadośćuczynienie za śmierć osoby bliskiej powinien obowiązywać szczególny standard etyczny. To nie są sprawy o „zwykłe” odszkodowania za stłuczkę samochodu. To sprawy, w których ludzie mierzą się z największą tragedią swojego życia.
Zmuszanie ich do badań psychiatrycznych, by „udowodnili” swój ból, to nie tylko niehumanitarne – to po prostu niepotrzebne z punktu widzenia prawa. I coraz więcej sądów to rozumie.
Podsumowanie: nie jesteś winien dowodów na swój ból
Na koniec kilka kluczowych wniosków:
- Nie musisz mieć choroby psychicznej, by dostać zadośćuczynienie za śmierć osoby bliskiej.
- Wniosek ubezpieczyciela o opinię psychiatry to taktyka procesowa mająca wydłużyć sprawę i Cię zniechęcić.
- Wyrok SA we Wrocławiu z 23.04.2014 r. (sygn. I ACa 330/13) jasno stwierdza, że taka praktyka jest błędna.
- Sprzeciwiaj się takim wnioskom – Twój pełnomocnik powinien wskazać sądowi, że są one bezpodstawne.
- Coraz więcej sądów odrzuca te wnioski – mamy nadzieję, że wkrótce stanie się to standardem.
A jakie są Wasze doświadczenia? Zdarzyło Wam się zostać zmuszonym do badania psychiatrycznego w sprawie o zadośćuczynienie? Jak to przeżyliście? Podzielcie się swoimi historiami w komentarzach.
Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawospadkowepoznan.pl.
Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl