
Sprawa, która pokazuje absurd systemu
Kilka miesięcy temu przeglądałem wyroki sądów w sprawach o uraz biczowy – robię to regularnie, bo lubię być na bieżąco z orzecznictwem i widzieć, jak sądy oceniają różne sytuacje. I natknąłem się na sprawę, która mnie wkurzyła. Nie – przepraszam za słowo, ale nie ma lepszego – wkurzyła.
Bo to była sprawa, w której ubezpieczyciel zachował się w sposób tak cyniczny, że aż brakuje słów.
Kobieta jedzie autobusem. Kierowca gwałtownie hamuje. Ona uderza głową w szybę. Doznaje urazu biczowego, bólów głowy, problemów psychicznych. Wymaga rehabilitacji, leków, pomocy innych osób. Ma udokumentowane 5% długotrwałego uszczerbku na zdrowiu.
I co robi ubezpieczyciel? Odmawia wypłaty. W ogóle. Zero złotych.
Argumentacja? Prawdopodobnie standardowa – brak związku przyczynowego, przesada, symulacja, cokolwiek.
Na szczęście sąd nie dał się nabrać. Wyrok Sądu Rejonowego dla Łodzi-Widzewa z 18 września 2018 roku to przykład tego, jak powinna wyglądać sprawiedliwość w sprawach o uraz biczowy.
Sąd zasądził 7 500 złotych zadośćuczynienia plus 5 866,92 złotych odszkodowania za koszty leczenia i rehabilitacji.
Dziś chcę przeanalizować tę sprawę – bo to doskonały przykład tego, z czym mierzą się poszkodowani, i dlaczego warto walczyć nawet wtedy, gdy ubezpieczyciel kategorycznie odmawia.
Historia, która mogła przydarzyć się każdemu
Stan faktyczny był banalnie prosty. 29 czerwca 2015 roku kobieta jechała autobusem. Kierowca gwałtownie zahamował – możliwe, że ktoś wbiegł na jezdnię, możliwe, że coś innego. W każdym razie – hamowanie było na tyle gwałtowne, że pasażerka uderzyła głową w szybę.
To nie było dramatyczne zderzenie. Nie było połamanych kości, krwi, dramatu. Po prostu gwałtowny ruch, uderzenie głową, ból.
Ale skutki? Skutki były poważne.
Co się stało z poszkodowaną?
Biegli sądowi ustalili dokładnie, co się wydarzyło:
Obrażenia fizyczne:
- Skręcenie kręgosłupa szyjnego w mechanizmie „smagnięcia biczem” z dolegliwościami bólowymi i ograniczeniem ruchomości
- Stłuczenie prawego barku
- Pourazowe bóle głowy
Leczenie:
- Miękki kołnierz ortopedyczny przez około 3 tygodnie
- Systematyczne stosowanie leków przeciwbólowych i zmniejszających napięcie mięśni
- Seria zabiegów rehabilitacyjnych
- Leczenie w poradni zdrowia psychicznego
Skutki długoterminowe:
- Ograniczenie w czynnościach codziennych związanych z podnoszeniem rąk powyżej głowy
- Problemy ze schylaniem się i podnoszeniem ciężarów powyżej 5 kg
- Zaburzenie adaptacyjne w postaci zaburzeń nastroju, zaburzeń snu, somatyzacji
- 5% długotrwały uszczerbek na zdrowiu (aspekt psychiatryczny)
Czytając to, pomyślałem: to przecież typowa historia osoby po urazie biczowym. Ból, ograniczenia, rehabilitacja, problemy psychiczne. Nic nadzwyczajnego w świecie odszkodowawczym.
Ale dla tej kobiety to była życiowa katastrofa. Nagle nie mogła normalnie funkcjonować. Potrzebowała pomocy innych osób. Musiała chodzić po lekarzach, rehabilitacjach, psychologach.
I ubezpieczyciel powiedział: nie.
Odmowa ubezpieczyciela – cynizm w czystej postaci
Tu dotykamy sedna problemu, który obserwuję w swojej praktyce od lat. Ubezpieczyciel odmówił wypłaty świadczeń na rzecz powódki. Nie zaproponował niskiej kwoty – po prostu odmówił.
Dlaczego? Tego nie wiemy dokładnie z uzasadnienia wyroku. Ale z mojego doświadczenia mogę się domyślać.
Typowa argumentacja ubezpieczyciela
Ubezpieczyciele w takich sprawach zazwyczaj twierdzą:
- „Brak związku przyczynowego między wypadkiem a dolegliwościami”
- „Badania obrazowe nie wykazują uszkodzeń”
- „Dolegliwości mają charakter psychosomatyczny”
- „Poszkodowana przesadza”
W tej sprawie prawdopodobnie argumentowali podobnie. Może zwracali uwagę na to, że poszkodowana cierpi na samoistną chorobę zwyrodnieniową kręgosłupa? Może twierdzili, że dolegliwości wynikają z tej choroby, a nie z wypadku?
Ale biegły był jasny: nie można wykluczyć wpływu przebytego urazu biczowego na przyspieszenie narastania zmian zwyrodnieniowych.
Czyli nawet jeśli kobieta miała wcześniejsze problemy zdrowotne – wypadek je pogorszył. I to jest szkoda podlegająca naprawieniu.
Co powiedział sąd – analiza wyroku
Sąd nie miał większych wątpliwości. Przeanalizował opinię biegłych, dokumentację medyczną, zeznania świadków – i stwierdził jednoznacznie:
„W następstwie wypadku z dnia 29 czerwca 2015 roku powódka doznała skręcenia kręgosłupa szyjnego w mechanizmie «smagnięcia biczem» i stłuczenia prawego barku.”
Sąd uwzględnił:
- Konieczność noszenia kołnierza ortopedycznego
- Przyjmowanie leków przeciwbólowych
- Rehabilitację
- Wymaganie pomocy innych osób
- Ograniczenie sprawności fizycznej
- Wpływ na sferę psychiczną (zaburzenie adaptacyjne skutkujące 5% długotrwałym uszczerbkiem)
I zasądził 7 500 złotych zadośćuczynienia.
Dlaczego akurat tyle?
Sąd wziął pod uwagę:
- Rozmiar szkody niemajątkowej
- Cierpienia fizyczne (bóle pourazowe, ograniczenie ruchomości)
- Ujemne odczucia psychiczne
- Konieczność leczenia i rehabilitacji
- 5% długotrwały uszczerbek na zdrowiu
7 500 złotych to kwota, która miała zrekompensować te wszystkie cierpienia.
Czy to dużo? Czy to mało? To zależy od perspektywy. Ale co ważne – sąd uznał, że to adekwatna i uzasadniona kwota.
Dodatkowe odszkodowanie za koszty
Oprócz zadośćuczynienia sąd zasądził też 5 866,92 złotych tytułem zwrotu kosztów leczenia i rehabilitacji.
To konkretne pieniądze, które poszkodowana wydała z własnej kieszeni:
- Leki przeciwbólowe
- Zabiegi fizjoterapeutyczne (bo w NFZ trzeba czekać miesiącami, a ból nie czeka)
- Konsultacje lekarskie
- Rehabilitacja
Łącznie więc poszkodowana otrzymała 13 366,92 złotych plus odsetki plus koszty procesu.
Ciekawostka – ubezpieczyciel „coś” jednak zapłacił
Czytając uzasadnienie wyroku, zauważyłem pewien szczegół. Sąd zasądził 7 500 złotych zadośćuczynienia „ponad już wypłacone 1 500 złotych„.
Czyli ubezpieczyciel jednak coś zapłacił? Kiedy? Dlaczego?
To pokazuje typową taktykę. Ubezpieczyciel najpierw kategorycznie odmawia. Poszkodowany składa pozew. Sprawa trafia do sądu. I nagle – tuż przed rozprawą lub na pierwszej rozprawie – ubezpieczyciel proponuje „ugodę” w postaci symbolicznej kwoty.
W tym przypadku było to 1 500 złotych.
Czy to uczciwa propozycja? Oczywiście, że nie. Sąd ostatecznie ustalił łączne zadośćuczynienie na poziomie 9 000 złotych (1 500 zł + 7 500 zł).
Czyli ubezpieczyciel początkowo zaproponował… 17% tego, co należało się poszkodowanej.
Gdyby zaakceptowała tę ofertę – straciłaby ponad 80% należnych jej pieniędzy.
Lekcje, które płyną z tej sprawy
Po przeczytaniu tego wyroku wyciągnąłem kilka wniosków, którymi chcę się podzielić:
1. Ubezpieczyciele liczą na to, że się poddasz
Kategoryczna odmowa wypłaty to taktyka. Ubezpieczyciel wie, że większość ludzi po takiej odmowie pomyśli: „Skoro odmówili, to pewnie mają rację. Może faktycznie nie mam prawa do odszkodowania.”
I odpuszczą.
Ale prawda jest taka, że odmowa ubezpieczyciela to nie wyrok. To tylko opinia jednej ze stron sporu. Sąd może (i często ma) zupełnie inne zdanie.
2. Wcześniejsze choroby nie dyskwalifikują roszczenia
To ważne. Poszkodowana cierpiała na samoistną chorobę zwyrodnieniową kręgosłupa jeszcze przed wypadkiem. Ubezpieczyciel pewnie próbował to wykorzystać, twierdząc że dolegliwości wynikają z tej choroby, a nie z wypadku.
Ale biegły jasno stwierdził: wypadek przyspieszył narastanie zmian zwyrodnieniowych. To jest szkoda. I należy się za nią odszkodowanie.
Więc jeśli ty też masz jakieś wcześniejsze problemy zdrowotne, a wypadek je pogorszył – nie daj się zniechęcić. Masz prawo do odszkodowania.
3. Aspekt psychiatryczny ma znaczenie
W tej sprawie kluczowe było ustalenie 5% długotrwałego uszczerbku na zdrowiu w aspekcie psychiatrycznym.
Zaburzenie adaptacyjne, zaburzenia nastroju, zaburzenia snu – to realne skutki wypadku. I sąd to docenił.
Jeśli po wypadku masz problemy psychiczne (lęki, depresję, koszmary senne) – idź do psychiatry lub psychologa. To nie jest wstyd. To jest dokumentacja, która pomoże ci w sprawie sądowej.
4. Rehabilitacja prywatna się zwraca
Poszkodowana musiała płacić za rehabilitację prywatnie, bo w NFZ czekanie trwa miesiącami. Wydała prawie 6 000 złotych.
Sąd zasądził zwrot tych kosztów.
Więc jeśli ty też musisz płacić za prywatną rehabilitację, konsultacje, leki – zachowuj wszystkie paragony. Będziesz mógł dochodzić zwrotu tych kosztów od ubezpieczyciela.
5. Warto iść do sądu
Ubezpieczyciel odmówił w ogóle. Zaproponował później symboliczne 1 500 złotych. Sąd zasądził łącznie ponad 13 000 złotych.
To niemal dziewięciokrotnie więcej niż pierwotna propozycja.
Gdyby poszkodowana nie poszła do sądu – straciłaby te pieniądze. Na szczęście poszła. I wygrała.
Moja refleksja – dlaczego to piszę
Regularnie analizuję wyroki w sprawach o uraz biczowy. Robię to nie tylko dla własnego rozwoju zawodowego, ale też po to, by dzielić się tą wiedzą z czytelnikami.
Bo widzę, jak wielu ludzi rezygnuje po odmowie ubezpieczyciela. Słyszą „nie” i myślą, że to koniec. Nie wiedzą, że mogą walczyć. Że sądy są po ich stronie. Że statystyki są po ich stronie.
Ta sprawa z Łodzi to doskonały przykład. Kategoryczna odmowa. Symboliczną propozycja ugody. A potem – wyrok zasądzający kilkanaście tysięcy złotych.
To nie jest wyjątek. To jest norma.
I właśnie dlatego piszę te teksty. By pokazać, że warto walczyć. Że prawo jest po twojej stronie. Że nie jesteś sam.
Podsumowanie – co zapamiętać z tej sprawy
Jeśli miałbym wyciągnąć z tej sprawy kilka kluczowych wniosków, brzmiałyby one tak:
- Odmowa ubezpieczyciela to nie koniec drogi – to początek walki, którą możesz wygrać
- Wcześniejsze choroby nie dyskwalifikują roszczenia – jeśli wypadek je pogorszył, masz prawo do odszkodowania
- Aspekt psychiatryczny ma znaczenie – zaburzenia psychiczne po wypadku to realna szkoda
- Zachowuj paragony – za rehabilitację, leki, konsultacje – możesz dochodzić zwrotu
- Iść do sądu się opłaca – statystyki są po twojej stronie
I jeszcze jedno – być może najważniejsze. Nie jesteś sam w tej walce. Są prawnicy, którzy specjalizują się w takich sprawach. Są sądy, które rozumieją twoją krzywdę. Jest orzecznictwo, które pokazuje, że większość spraw kończy się wygraną poszkodowanego.
Wystarczy tylko nie poddać się. Nie dać się zastraszyć odmowie ubezpieczyciela. I walczyć o swoje.
Bo to się opłaca. Finansowo – i moralnie.
Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawospadkowepoznan.pl.
Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl