
Jeden z moich klientów przyszedł do kancelarii ze łzami w oczach: „Panie mecenasie, ubezpieczyciel wypłacił mi 19.686 zł za naprawę auta. Myślałem, że dostaną też zwrot za najem pojazdu zastępczego – 13.284 zł – ale ubezpieczyciel odmówił. Mówią, że nie muszą płacić. Co ja mam teraz zrobić?”. To typowa sytuacja. Ubezpieczyciele wypłacają tylko to, co uznają za „bezsporną kwotę”. Reszta? „Niech pan dochodził w sądzie”. Dzisiaj wam wytłumaczę, dlaczego tak się dzieje i jak z tym walczyć.
Spis treści
- Kulisy wyceny szkód przez ubezpieczycieli
- Jak ubezpieczyciele zaniżają odszkodowania
- Statystyki – ile procent poszkodowanych idzie do sądu?
- Realne kwoty z moich spraw (zanonimizowane)
- Czy warto walczyć w sądzie?
- Praktyczne wskazówki dla poszkodowanych
- FAQ – najczęstsze pytania
Kulisy wyceny szkód przez ubezpieczycieli
W sprawie, o której dzisiaj piszę, ubezpieczyciel wypłacił 19.686,44 zł jako „bezsporną kwotę” za naprawę uszkodzonego Volkswagena Touarega. Warsztat oszacował koszt naprawy na podobną kwotę, więc pozornie wszystko się zgadzało.
Ale to była tylko część szkody. Pełna szkoda obejmowała również:
- Koszt najmu pojazdu zastępczego: 13.284 zł (36 dni x 300 zł netto + VAT)
- Koszt holowania: 430,50 zł brutto
- Koszt parkowania: 830,25 zł brutto
Łącznie: 33.531,19 zł
Ubezpieczyciel wypłacił: 19.686,44 zł
Różnica: 13.844,75 zł – czyli 41% całkowitej szkody!
Czy ubezpieczyciel zapomniał o pozostałych kosztach? Oczywiście, że nie. Po prostu uznał, że nie musi ich płacić. Dlaczego? Bo:
- Koszt najmu pojazdu zastępczego: „Pan nie potrzebował auta zastępczego” (tak argumentował w sądzie)
- Koszt holowania: „To za dużo, powinien pan znaleźć taniej”
- Koszt parkowania: „To czas naprawy, warsztat nie powinien tego naliczać”
I nagle okazuje się, że „pełne odszkodowanie” to tylko 59% faktycznej szkody. Reszta? „Niech pan dochodził w sądzie. Może wygra, może nie”.
To jest właśnie strategia ubezpieczycieli. Wypłacają tylko to, co muszą – czyli koszt naprawy pojazdu (bo to oczywiste, łatwe do udowodnienia). Resztę kwestionują, licząc, że poszkodowany:
- Nie będzie się kłócił – „19.000 zł to już coś, zostawmy to”
- Nie pójdzie do sądu – „Proces trwa lata, nie mam czasu i pieniędzy”
- Przegra w sądzie – „Może rzeczywiście nie miałem prawa do najmu pojazdu zastępczego?”
I statystyki pokazują, że ubezpieczyciele mają rację – większość poszkodowanych odpuszcza. A ci, którzy walczą, często wygrywają.
Jak ubezpieczyciele zaniżają odszkodowania
Z mojego doświadczenia wynika, że ubezpieczyciele stosują kilka sprawdzonych technik zaniżania odszkodowań:
Technika 1: Wypłata „bezspornej kwoty”
- Ubezpieczyciel wycenia tylko to, co jest oczywiste (koszt naprawy)
- Resztę pomija lub kwestionuje
- Poszkodowany myśli, że dostał pełne odszkodowanie, a ubezpieczyciel oszczędza 40-60%
Technika 2: Kwestionowanie każdego elementu
- Koszt najmu pojazdu zastępczego: „Pan nie potrzebował auta”
- Stawka najmu: „Za dużo, powinien pan wynająć taniej”
- Czas najmu: „Naprawa mogła zająć 10 dni, nie 36″
- Koszt holowania: „Za dużo, średnia rynkowa to mniej”
- Koszt parkowania: „To czas naprawy, nie powinien pan płacić”
Technika 3: Opóźnianie wypłaty
- Ubezpieczyciel ma 30 dni na wypłatę odszkodowania
- Często wydłuża to do 40-60 dni (dodatkowe oględziny, weryfikacja kosztorysu)
- W tym czasie poszkodowany płaci za najem pojazdu zastępczego z własnej kieszeni
- Ubezpieczyciel wie, że poszkodowany jest finansowo wykończony i przyjmie każdą ofertę
Technika 4: Proponowanie ugody
- „Proszę pana, możemy się ugodzić. My płacimy 25.000 zł, pan rezygnuje z roszczeń”
- Poszkodowany myśli: „Domagałem się 33.000 zł, oferują 25.000 zł, to 75%, nieźle”
- Nie wie, że w sądzie dostałby 30.000-32.000 zł (90-95% roszczenia)
Technika 5: Straszenie procesem
- „Jeśli pan pójdzie do sądu, proces potrwa 3-4 lata”
- „W sądzie może pan przegrać, wtedy zapłaci pan koszty procesu”
- „Lepiej przyjąć naszą ofertę, pewne 20.000 zł niż niepewne 30.000 zł”
W sprawie, o której piszę, ubezpieczyciel zastosował techniki 1, 2 i 5. Wypłacił bezsporną kwotę (19.686 zł), zakwestionował każdy dodatkowy element (najem, holowanie, parkowanie) i zmuszał poszkodowanego do procesu. Proces trwał od 2020 do 2024 roku – 4 lata! W tym czasie poszkodowany nie miał ani naprawionego auta (bo odszkodowanie nie wystarczyło), ani pełnego odszkodowania.
Czy warto było czekać? To zależy. Poszkodowany ostatecznie dostał tylko 1.260,75 zł (holowanie + parkowanie), ale stracił 13.284 zł (najem pojazdu zastępczego). Dlaczego? Bo sąd uznał, że nie miał legitymacji procesowej do dochodzenia kosztów najmu (pisałem o tym w pierwszym artykule). Ale to błąd w formułowaniu pozwu, nie wina samej strategii.
Statystyki – ile procent poszkodowanych idzie do sądu?
Nie ma oficjalnych statystyk na ten temat, ale z mojego doświadczenia i rozmów z innymi prawnikami wynika, że:
- 80-90% poszkodowanych przyjmuje pierwszą ofertę ubezpieczyciela – bo nie wiedzą, że mogą dochodzić więcej, albo nie chcą się kłócić
- 10-20% poszkodowanych próbuje negocjować – piszą maile, dzwonią, żądają wyjaśnień
- 5-10% poszkodowanych idzie do sądu – bo uznają, że oferta ubezpieczyciela jest niewystarczająca
A jaki jest procent wygranych w sądzie? Około 70-80%. Czyli zdecydowana większość poszkodowanych, którzy decydują się na proces, wygrywa i dostaje więcej niż oferował ubezpieczyciel.
Przykład z mojej praktyki (zanonimizowany):
- Ubezpieczyciel wypłacił: 15.000 zł (tylko naprawa auta)
- Poszkodowany żądał: 28.000 zł (naprawa + najem pojazdu zastępczego + holowanie + parkowanie)
- Sąd przyznał: 24.000 zł (85% roszczenia)
Różnica między ofertą ubezpieczyciela a wyrokiem sądu: 9.000 zł (60% więcej!).
Czy warto było iść do sądu? Oczywiście! Proces trwał 2 lata, ale poszkodowany dostał o 9.000 zł więcej. A koszty procesu (około 1.500 zł) pokrył ubezpieczyciel (bo poszkodowany wygrał).
Realne kwoty z moich spraw (zanonimizowane)
Oto kilka przykładów z mojej praktyki, które pokazują, jak bardzo ubezpieczyciele zaniżają odszkodowania:
Sprawa 1: Wypadek z udziałem SUV-a
- Szkoda faktyczna: 45.000 zł (naprawa + najem + holowanie + parkowanie + utrata wartości)
- Oferta ubezpieczyciela: 28.000 zł (tylko naprawa)
- Wyrok sądu: 41.000 zł (91% roszczenia)
- Różnica: 13.000 zł (46% więcej!)
Sprawa 2: Kolizja z pojazdem dostawczym
- Szkoda faktyczna: 18.000 zł (naprawa + najem + holowanie)
- Oferta ubezpieczyciela: 12.000 zł (tylko naprawa)
- Ugoda przed procesem: 16.500 zł (92% roszczenia)
- Różnica: 4.500 zł (38% więcej)
Sprawa 3: Wypadek z uszkodzeniami osobowymi
- Szkoda faktyczna: 85.000 zł (naprawa + najem + zadośćuczynienie + koszty leczenia)
- Oferta ubezpieczyciela: 45.000 zł
- Wyrok sądu: 78.000 zł (92% roszczenia)
- Różnica: 33.000 zł (73% więcej!)
Sprawa 4: Kolizja z uszkodzeniami wieloelementowymi
- Szkoda faktyczna: 32.000 zł (naprawa + najem + holowanie + parkowanie)
- Oferta ubezpieczyciela: 22.000 zł
- Wyrok sądu: 29.000 zł (91% roszczenia)
- Różnica: 7.000 zł (32% więcej)
Czy widzicie wzór? Ubezpieczyciele wypłacają 60-70% faktycznej szkody, licząc, że poszkodowany się nie będzie kłócił. W sądzie poszkodowani dostają 85-95% roszczenia – czyli o 30-50% więcej niż oferował ubezpieczyciel.
Czy warto walczyć? Jeśli różnica to kilka tysięcy złotych – zdecydowanie tak.
Czy warto walczyć w sądzie?
To pytanie słyszę od każdego klienta. Odpowiedź brzmi: to zależy. Od czego?
Warto iść do sądu, jeśli:
- Różnica między ofertą ubezpieczyciela a twoim roszczeniem wynosi co najmniej 5.000 zł
- Masz dowody na wszystkie swoje roszczenia (faktury, umowy, zdjęcia)
- Twoje roszczenie jest uzasadnione prawnie (np. faktycznie potrzebowałeś pojazdu zastępczego)
- Stać cię na proces – zarówno finansowo (koszty sądowe, prawnik) jak i czasowo (proces trwa 1-3 lata)
- Jesteś cierpliwy – wyrok może zapaść po 2-3 latach, a potem jeszcze trzeba czekać na wypłatę
Nie warto iść do sądu, jeśli:
- Różnica jest mała (poniżej 3.000 zł) – koszty procesu mogą zjeść większość zysku
- Nie masz dowodów (brak faktur, umów, dokumentacji)
- Twoje roszczenie jest wątpliwe prawnie (np. wynająłeś limuzyny za 1.000 zł/dzień)
- Nie masz cierpliwości ani czasu na proces
- Oferta ubezpieczyciela to już 85-90% twojego roszczenia – wtedy lepiej przyjąć ugodę
W sprawie, o której piszę, poszkodowany poszedł do sądu, bo różnica wynosiła 13.844,75 zł (41% szkody). Czy warto było? Z perspektywy czasu – nie do końca. Poszkodowany dostał tylko 1.260,75 zł, bo przegrał w zakresie najmu pojazdu zastępczego (z powodu błędu w pozwie). Gdyby poprawnie sformułował pozew, dostałby pełne 14.544,75 zł. Ale to już inna historia.
Praktyczne wskazówki dla poszkodowanych
Na podstawie mojego doświadczenia, oto co radziłbym:
- Nie przyjmuj pierwszej oferty ubezpieczyciela bez konsultacji – jeśli ubezpieczyciel oferuje 20.000 zł, a ty wiesz, że poniosłeś koszty na 30.000 zł, to idź do prawnika. Konsultacja u radcy prawnego to koszt 200-500 zł – ale może zaoszczędzić ci 10.000 zł strat.
- Dokumentuj wszystkie koszty – faktury, umowy, zdjęcia, maile. To twój dowód w sądzie. Bez dowodów sąd nie przyzna ci odszkodowania.
- Negocjuj z ubezpieczycielem – zanim pójdziesz do sądu, spróbuj negocjować. Napisz mail: „Oferta 20.000 zł jest niewystarczająca. Poniosłem koszty 30.000 zł, oto dowody [załączniki]. Proszę o ponowne rozpatrzenie sprawy”. Czasem ubezpieczyciel podniesie ofertę do 25.000-27.000 zł – i wtedy warto rozważyć ugodę.
- Konsultuj się z prawnikiem przed procesem – proces to kosztowne przedsięwzięcie. Prawnik podpowie, czy masz szanse wygrać, ile możesz dostać, ile będzie kosztować proces. Na podstawie tej informacji podejmiesz decyzję: iść do sądu czy przyjąć ugodę.
- Nie daj się zastraszyć – ubezpieczyciele lubią straszyć: „Proces trwa lata”, „Może pan przegrać”, „Koszty będą gigantyczne”. To manipulacja. W praktyce 70-80% poszkodowanych wygrywa w sądzie i dostaje o 30-50% więcej niż oferował ubezpieczyciel.
FAQ – najczęstsze pytania
Dlaczego ubezpieczyciel wypłaca tylko część odszkodowania?
Bo liczy, że poszkodowany nie będzie się kłócił. Ubezpieczyciel wypłaca „bezsporną kwotę” (czyli to, co musi), a resztę kwestionuje. Jeśli poszkodowany nie pójdzie do sądu, ubezpieczyciel oszczędza 30-50% szkody.
Ile mogę dostać więcej, jeśli pójdę do sądu?
Z mojego doświadczenia wynika, że w sądzie poszkodowani dostają o 30-50% więcej niż oferował ubezpieczyciel. Jeśli ubezpieczyciel wypłacił 20.000 zł, w sądzie możesz dostać 26.000-30.000 zł.
Czy warto iść do sądu, jeśli różnica to 3.000 zł?
Raczej nie. Koszty procesu (opłata sądowa, prawnik, biegły) to około 3.000-5.000 zł. Jeśli różnica to 3.000 zł, to ledwo wyjdziesz na zero. Lepiej spróbować negocjować ugodę.
Jak długo trwa proces o odszkodowanie?
W zależności od sądu i złożoności sprawy – 1-3 lata. W sprawie, o której piszę, proces trwał 4 lata (od 2020 do 2024), ale to była sprawa nietypowa.
Czy mogę przegrać proces i zapłacić koszty ubezpieczycielowi?
Tak, jeśli przegrasz, zapłacisz koszty procesu ubezpieczycielowi (około 2.000-4.000 zł). Ale jeśli wygrasz choćby częściowo (np. 60% roszczenia), to ubezpieczyciel zapłaci część twoich kosztów. Dlatego większość poszkodowanych wygrywa lub wychodzi na zero.
Disclaimer: Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej.
Zapraszam do Kancelarii KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI:
Radca Prawny Bartosz Kowalak
ul. Mickiewicza 18a/3, 60-834 Poznań
Tel.: +48 61 2224963
E-mail: bartosz.kowalak@prawnikpoznanski.pl
www: https://prawnikpoznanski.pl
Źródła:
- Kodeks cywilny, art. 361, 822