
Zastanawiasz się, dlaczego ubezpieczyciel oferuje Ci 5.846 zł, gdy faktyczne koszty naprawy wynoszą ponad 15.000 zł? Właśnie taka sytuacja przydarzyła się jednemu z moich klientów – i udało nam się wygrać sprawę w sądzie. Chcę dziś podzielić się z Wami tą historią, bo pokazuje ona typowe mechanizmy stosowane przez ubezpieczycieli.
Spis treści
- Jak rozpoczęła się sprawa?
- Dlaczego ubezpieczyciel wypłacił tylko 5.846 zł?
- Argumenty, którymi posługiwał się ubezpieczyciel
- Co pokazała opinia biegłego?
- Jak sąd rozstrzygnął spór?
- Moje wnioski z tej sprawy
Jak rozpoczęła się sprawa?
Marzec 2020 roku. Typowa kolizja drogowa w Poznaniu. Uszkodzony Mercedes-Benz Sprinter z 2007 roku – pojazd roboczy, używany w działalności gospodarczej. Przód i prawa strona wymagały naprawy. Nic nadzwyczajnego, mogłoby się wydawać.
Sprawa zgłoszona do ubezpieczyciela dopiero w listopadzie 2021 roku. Pozwany – Powszechny Zakład Ubezpieczeń – przeprowadził oględziny i sporządził kosztorys: 7.190 zł brutto, czyli 5.846 zł netto. Właściciel był przedsiębiorcą uprawnionym do odliczania VAT, więc odszkodowanie ustalono w kwocie netto.
Problem? Niezależny kosztorys pokazywał zupełnie inne kwoty: 21.543 zł brutto, a 17.515 zł netto. Różnica? Prawie 12.000 zł.
Dlaczego ubezpieczyciel wypłacił tylko 5.846 zł?
Z mojego doświadczenia wiem, że ubezpieczyciele stosują kilka sprawdzonych metod zaniżania odszkodowań:
Po pierwsze – stawka roboczogodziny. W swoim kosztorysie PZU przyjął 51 zł za roboczogodzinę. Niezależny rzeczoznawca wskazał na stawkę 120 zł netto. To ogromna różnica, która przy kilkunastu godzinach pracy daje tysiące złotych.
Po drugie – jakość części. Ubezpieczyciel często zakłada użycie najtańszych możliwych części, podczas gdy przywrócenie pojazdu do stanu sprzed szkody może wymagać części lepszej jakości.
Po trzecie – zakres uszkodzeń. Czasami ubezpieczyciele „nie zauważają” pewnych uszkodzeń lub minimalizują ich zakres.
Argumenty, którymi posługiwał się ubezpieczyciel
Kiedy sprawa trafiła do sądu, PZU przedstawił dwa główne argumenty obronę:
Argument 1: „Sprzedałeś samochód? To płacimy różnicę w wartości”
Ubezpieczyciel dowiedział się, że poszkodowany sprzedał pojazd w kwietniu 2024 roku (czyli ponad 4 lata po szkodzie). I natychmiast zmienił narrację: „Skoro sprzedałeś auto, to odszkodowanie to różnica między wartością przed szkodą a ceną sprzedaży.”
To bardzo częsty argument ubezpieczycieli. Ale jest często błędny.
Argument 2: „Naprawiłeś? To pokaż faktury!”
Drugi wariant to: „Jeśli naprawiłeś pojazd, odszkodowanie to tylko rzeczywiście poniesione koszty naprawy. Pokaż faktury!”
Również błędny argument, ale często skuteczny wobec osób bez reprezentacji prawnej.
Co pokazała opinia biegłego?
Sąd powołał biegłego z zakresu wyceny pojazdów . Biegły sporządził szczegółową opinię, która była kluczowa dla rozstrzygnięcia.
Koszty naprawy według biegłego:
- Z częściami oryginalnymi (O): 16.236,39 zł netto
- Z częściami oryginalnymi i zamiennymi (O i Q): 15.161,42 zł netto
- Z częściami zamiennymi (P, PJ): niewystarczające do przywrócenia stanu sprzed szkody
Biegły jasno wskazał: do przywrócenia pojazdu do stanu sprzed szkody wystarczy naprawa na częściach O i Q. Naprawa tylko na częściach zamiennych (P, PJ) nie przywróci pojazdu do właściwego stanu.
Co ważne, biegły nie mógł już przeprowadzić oględzin pojazdu – ten został sprzedany. Ale jak się okazało, nie było to potrzebne.
Jak sąd rozstrzygnął spór?
Sąd Rejonowy Poznań-Grunwald i Jeżyce w Poznaniu wydał wyrok, który w pełni potwierdził stanowisko, które od lat prezentuję w swojej praktyce.
Kluczowe tezy wyroku:
1. Szkoda powstaje w momencie kolizji
Sąd przywołał uchwałę Sądu Najwyższego z 2012 roku i jednoznacznie stwierdził: szkoda w majątku poszkodowanego powstaje w chwili wypadku, a nie w momencie naprawy czy sprzedaży pojazdu.
2. Bez znaczenia jest to, co poszkodowany zrobił z autem
Czy naprawił pojazd? Czy go sprzedał? Czy zostawił uszkodzony w garażu? To nie ma znaczenia dla wysokości odszkodowania!
Sąd napisał wprost: „stanowisko pozwanego mogłoby doprowadzić do nieuzasadnionego zróżnicowania sytuacji prawnej poszkodowanych”.
3. Odszkodowanie to przewidywane koszty naprawy
Poszkodowany nie musi wykazywać rzeczywistych kosztów naprawy. Wystarczy wykazać przewidywane, uzasadnione koszty przywrócenia pojazdu do stanu sprzed szkody.
4. Faktury? Niepotrzebne!
Sąd jednoznacznie stwierdził, że brak faktur za naprawę nie podważa roszczenia poszkodowanego.
Wyrok końcowy:
Sąd zasądził od PZU na rzecz poszkodowanego 9.315,31 zł wraz z odsetkami od 21 grudnia 2021 r. (czyli 30 dni od zgłoszenia szkody).
To różnica między uzasadnionymi kosztami naprawy (15.161,42 zł netto z częściami O i Q) a wypłaconym już odszkodowaniem (5.846,11 zł).
Dlaczego nie pełne 11.669 zł, o które wnioskował poszkodowany? Bo kosztorys niezależnego rzeczoznawcy zakładał wyższe koszty niż te ustalone przez biegłego sądowego.
Moje wnioski z tej sprawy
Po latach zajmowania się sprawami odszkodowawczymi widzę pewne stałe wzorce:
1. Ubezpieczyciele celowo zaniżają pierwsze oferty
PZU wypłacił 5.846 zł, a sąd zasądził ostatecznie ponad 15.000 zł (łącznie z pierwszą wypłatą). To różnica ponad 150%. Przypadek? Nie sądzę.
2. Argumenty o „sprzedaży” lub „braku naprawy” są chwytem
Wielokrotnie spotykam się z tym argumentem. A przecież prawo jest jasne – szkoda powstaje w momencie zdarzenia, niezależnie od późniejszych losów pojazdu.
3. Czas gra na niekorzyść poszkodowanych
Szkoda z marca 2020, zgłoszenie w listopadzie 2021, wyrok w 2025 roku. Przez 5 lat poszkodowany nie miał dostępu do należnych mu pieniędzy. Stąd tak ważne są odsetki – w tym przypadku od 21 grudnia 2021 r.
4. Warto walczyć nawet o „stare” sprawy
Ta szkoda miała już ponad rok, gdy została zgłoszona ubezpieczycielowi. Roszczenia przedawniają się po 3 latach od dnia, w którym poszkodowany dowiedział się o szkodzie i osobie zobowiązanej do jej naprawienia (art. 442¹ KC). Wciąż było więc pole do działania.
5. Opinia biegłego sądowego jest kluczowa
Niezależne kosztorysy to jedno (w tej sprawie wskazywał 17.515 zł), ale ostateczne słowo należy do biegłego sądowego. W tym przypadku ustalił on 15.161 zł. To wciąż o prawie 10.000 zł więcej niż oferował ubezpieczyciel!
6. Trzeba znać prawo i bronić swoich racji
Gdyby poszkodowany przyjął pierwszą ofertę PZU – straciłby prawie 10.000 zł. Gdyby nie miał profesjonalnej reprezentacji – mógłby dać się przekonać argumentom o „sprzedaży pojazdu” czy „braku faktur”.
Co robić, gdy ubezpieczyciel zaniża odszkodowanie?
Z tej sprawy płynie kilka praktycznych wniosków:
✓ Nie przyjmuj pierwszej oferty bez analizy – porównaj ją z niezależnym kosztorysem
✓ Sprzedaż pojazdu nie pozbawia Cię odszkodowania – szkoda powstała wcześniej
✓ Brak faktur za naprawę nie szkodzi – liczy się szkoda obiektywna
✓ Dokumentuj wszystko – zdjęcia, kosztorysy, korespondencja
✓ Reaguj na czas – roszczenia się przedawniają
✓ Rozważ pomoc prawną – różnica może być wielokrotnie większa niż koszt prawnika
Zakończenie – moje przemyślenia
Ta sprawa to typowy przykład tego, z czym spotykam się niemal codziennie. Ubezpieczyciele mają swoje procedury, swoje „tabele” i „wytyczne”. Ale te wytyczne często stoją w sprzeczności z prawem i orzecznictwem sądów.
Szczególnie niepokoi mnie argument o „sprzedaży pojazdu” – gdyby był słuszny, oznaczałoby to że poszkodowani musieliby trzymać uszkodzone auta w garażach do czasu wyjaśnienia sprawy. To absurd, który na szczęście sądy konsekwentnie odrzucają.
Co ciekawe, ubezpieczyciel wniósł o uzupełnienie opinii biegłego i przeprowadzenie oględzin pojazdu (już po jego sprzedaży!), ale sąd słusznie uznał to za zbędne. Rodzaj części faktycznie użytych do naprawy nie ma znaczenia dla wysokości odszkodowania.
A jakie są Wasze doświadczenia z wypłatą odszkodowań za uszkodzone pojazdy? Czy ubezpieczyciele proponowali Wam kwoty znacząco niższe od realnych kosztów naprawy?
Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawospadkowepoznan.pl.
Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl