Czy warto składać apelację – uwagi na tle sprawy związanej z wypadkiem na niezabezpieczonej wiacie przystankowej.

Przystanek_autobusowy_praga_poludnie_(2)
By Alina Zienowicz Ala z (Own work) [CC BY-SA 3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)%5D, via Wikimedia Commons

Kiedyś bodajże przy okazji artykułu dotyczącego odszkodowania należnego za wypadek na chodniku pisałem, iż paradoksalnie takie sprawy są znacznie trudniejsze niż te związane z wypadkami samochodowymi.

Dlaczego?

W sytuacji wypadków komunikacyjnych w przeważającej mierze mamy dzięki działaniom Policji i Prokuratury ustalony stan faktyczny i sprawstwo osoby, z której polisy dochodzimy odszkodowania.

W sprawach, gdzie dochodzi do potknięcia o nierówną płytę chodnikową, wystająca rurę, czy śliską nawierzchnię  najczęściej ubezpieczyciel w ogóle kwestionuje winę swojego ubezpieczonego i wskazuje, iż dane zdarzenie miało charakter nieszczęśliwego wypadku.

A skoro nieszczęśliwy wypadek, to po prostu pech, za który  nikt nie odpowiada, a pretensje można mieć tylko do losu.

Z taką własnie sytuacją mieliśmy do czynienia ostatnio w sprawie wypadku, który miał miejsce na jednej z  poznańskich ulic, a konkretnie na wiacie przystankowej, która naszym i poszkodowanej zdaniem była źle zabezpieczona i jako taka niebezpieczna.

Boczna szyba z wiaty została zbita przez jakiegoś wandala, a poznańskie służby miejskie szkło i owszem posprzątały, ale poprzecznej nisko położonej belki stelaża wiaty w żaden sposób nie zabezpieczyły.

Zdaniem Sądu Rejonowego w Poznaniu winy po stronie Miasta nie można było się dopatrzyć, innego zdania po naszej apelacji był natomiast Sąd Okręgowy.

Po krótce odwołam się do słów uzasadnienia tego wyroku:

Jak wynika z zakreślonej przez powódkę podstawy faktycznej żądania pozwu, odpowiedzialności pozwanej w postaci bezprawnego działania upatrywała ona w nienależytym zabezpieczeniu uszkodzonej wiaty przystanku autobusowego. Sąd Rejonowy trafnie skonstatował, że zgodnie z przywołanymi w uzasadnieniu zaskarżonego wyroku regulacjami prawnymi to na pozwanej Gminie  spoczywa ciężar utrzymania w należytym stanie technicznym wszystkich przystanków komunikacji miejskiej położonych na terenie Gminy. Tym samym, jak słusznie stwierdził Sąd Rejonowy, pozwana Gmina ma obowiązek dokonywania koniecznych napraw i podejmowania wszelkich koniecznych czynności do zapewnienia bezpieczeństwa osobom korzystającym z przystanku. Należy przyznać również rację Sądowi Rejonowemu, że nie można oczekiwać od Gminy, aby każde uszkodzenia naprawiała niezwłocznej. Nie można wymagać, aby Gmina dysponowała zapasowym szybami do wszystkich rodzajów przystanków na swoim terenie. Oczywistym jest też, iż koniecznym w przypadku wybicia szyby jest dokonanie pomiarów, złożenie zamówienia, co wiąże się z określonym czasem trwania tych czynności. W tym zakresie Sąd Okręgowy podziela rozważania Sądu Rejonowego, iż pozwanej nie można przypisać zaniedbań.

Jednakże zdaniem Sądu Okręgowego pozwanej Gminie należy przypisać winę z innej przyczyny, bowiem gdy wskutek wybicia szyby w bocznej części wiaty otworzyła się możliwość przejścia tą drogą, a jak wynika ze zdjęcia na karcie 12 akt i co nie było kwestionowane, na tej otwartej możliwej do przejścia drodze umiejscowiony był poprzeczny, dolny profil wiaty przymocowanej około 15 – 20 cm nad ziemią. Należało zabezpieczyć to przejście na przykład poprzez umieszczenie taśm uniemożliwiających przejście i sygnalizujących uszkodzenie wiaty. Bądź też poprzez oklejenie poprzecznego, dolnego profilu wiaty taśmą ostrzegawczą. Obowiązek Gminy takiego działania wynikał z zasady zachowania należytej staranności przy podejmowaniu wszelkich koniecznych czynności do zapewnienia bezpieczeństwa osobom korzystającym z przystanku. Jak wskazała powódka w pozwie, a co nie było kwestionowane, niektóre wiaty przystankowe, z których ona korzysta są zbudowane w taki sposób, że ściana boczna znajduje się tylko z jednej strony, zatem ta okoliczność umacnia jeszcze tezę, iż pozwana, której obowiązkiem jest zapewnienie bezpieczeństwa osobom korzystającym z przystanku zobowiązana była do należytego oznaczenia otwartej wskutek wybicia szyby drogi przejścia boczną częścią wiaty z przymocowanym poprzecznym profilem 15 – 20 centymetrów nad ziemią.

W tym stanie rzeczy w ocenie Sądu Okręgowego pozwanej należy przypisać niedbalstwo, a w konsekwencji winę za powstałą u powódki szkodę.

P.s. Zdjęcie u góry, to wiata w Warszawie, nie związana z prowadzona przez nas szkodą.

Reklamy

Złamanie nogi na oblodzonym chodniku – kogo pozwać spółdzielnię, czy firmę sprzątającą, a może obu?

applying_a_splint_to_a_broken_leg_as_part_of_a_course_in_first_aid_8d21261vWypadki, złamania ręki, nogi, potłuczenia i skręcenia w sezonie zimowym są równie często przedmiotem analizy na sądowej wokandzie jak te związane z wypadkami komunikacyjnymi. No niech będzie, ze prawie równie częste.

W każdym razie w skali kraju ilość osób, które w sezonie zimowym na źle odśnieżonym chodniku, śliskich schodach, czy zabłoconym podjeździe łamie sobie kości idzie pewnie w tysiące.

Chcąc dochodzić odszkodowania za powstałe w związku z wypadkiem koszty oraz zadośćuczynienia za ból i cierpienie związane z złamaną nogą, czy skręconym stawem kolanowym musimy ustalić kto jest podmiotem odpowiedzialnym.

Czyli kto ponosi winę za to, iż chodnik nie został posypany piaskiem, albo też lód nie został skuty a błoto uprzątnięte, a w konsekwencji ktoś na tym lodzie, błocie, śniegu „wywinął orła”.

Nie jest to wbrew pozorom taka łatwa i oczywista sprawa. Dlaczego? Odwołam się tutaj do przykładu.

Dostałem jakiś czas temu zapytanie od Czytelnika bloga, który złamał rękę na pokrytym lodem chodniku położonym na terenie administrowanym przez spółdzielnię mieszkaniową.

Zdarzenie miało miejsce na początku grudnia zeszłego roku, w godzinach porannych. Klient wychodził do pracy i musiał pokonać pewien odcinek chodnikiem.

Chodnik ten był pokryty lodem i nie był posypany piaskiem ani solą. Doszło do poślizgnięcia i upadku. Wskutek którego nastąpiło złamanie nasady dalszej kości promieniowej, co wykazały późniejsze badania.

Klient dość łatwo ustalił, iż miejsce, na którym doszło do upadku należy do spółdzielni mieszkaniowej, spółdzielnia nawet jakoś szczególnie nie uchylała się i wskazała klientowi numer polisy od odpowiedzialności cywilnej.

Zakład ubezpieczeń po konsultacji z spółdzielnią mieszkaniową wydał decyzję odmowną wskazując, iż spółdzielnia zawarła umowę z firmą sprzątającą w zakresie zimowego utrzymania nieruchomości, a co za tym idzie to na tej firmie spoczywa odpowiedzialność za wypadek.

No cóż idąc za wskazaniami spółdzielni Poszkodowany zgłosił pisemnie do firmy sprzątającej wypadek opisując zdarzenie i załączając dokumentację medyczną. Ta sprawę przekazała do swojego ubezpieczyciela, który oświadczył, że brak jest podstaw prawnych by obciążyć firmę sprzątającą odpowiedzialnością cywilną deliktową za powstałe zdarzenie.

Zakład ubezpieczeń wskazał, iż firma sprzątająca faktycznie ma zawartą umowę ze spółdzielnią, ale w tym dniu zgłoszenie co do konieczności posypania miało miejsce już po wypadku, poza tym wszystkie inne czynności wynikające z umowy firma ta wykonała w sposób zgodny z jej treścią. Co za tym idzie trudno mówić o jej odpowiedzialności.

No cóż Czytelnik po takiej korespondencji był trochę zagubiony. Ewidentnie ktoś popełnił błąd ale kto? Poszkodowany gotów był wystąpić na drogę sądową, ale przeciwko komu, czy pozwać spółdzielnię, czy firmę sprzątającą, czy ubezpieczyciela?

Niestety odpowiedź na tak postawione pytanie w kontekście tak opisanego stanu faktycznego nie jest łatwa.

Po pierwsze w sytuacji gdy trudno określić, który z dwóch podmiotów ponosiłby odpowiedzialność, to pozwanie ich obu wiązałoby się z ryzykiem poniesienia kosztów zastępstwa procesowego w przypadku jednego z tych podmiotów.

Jeżeli bowiem Sąd ustaliłby, iż winna jest spółdzielnia, a odpowiedzialności tej nie ponosi przedsiębiorca zajmujący się czystością chodnika, to w przypadku tego drugiego oddali pozew i obciąży powoda kosztami. Oczywiście jednocześnie zasądzi zadośćuczynienie od drugiego podmiotu.

Może wystąpić jednak sytuacja, iż faktycznie po przeanalizowaniu obowiązków wynikających z umowy zawartej między spółdzielnią a firmą sprzątającą, iż nie będzie innego wyjścia jak wystosować powództwo względem obu podmiotów.

Pozostawiając rozstrzygnięcie sądowi.

W pierwszej kolejności jednak należałoby dotrzeć do treści zapisów umowy i ewentualnych protokołów potwierdzających wykonanie zlecanych czynności przez przedsiębiorstwo sprzątające. Może to się okazać niemożliwe, gdy strony umowy odmówią ich przekazania, wówczas będą musiały je przedstawić sądowi.

Gdyby jednak dokumenty te znalazły się w rękach poszkodowanego i jeżeliby okazałoby się, iż z treści umowy wynika, iż firma ta miała obowiązek reagować jedynie na zgłoszenie ze strony spółdzielni, a takiego nie było, albo było później, to trudno temu przedsiębiorcy zarzucać jakąkolwiek winę.

Z drugiej strony gdyby umowa była tak skonstruowana, ze przedsiębiorca ten miał obowiązek reakcji np. w sytuacji wystąpienia określonych warunków pogodowych, bez konieczności notyfikacji, a te warunki atmosferyczne zaszły a mimo tego nie przystąpiono do posypywania, to tej winy po jego stronie można by się dopatrzyć.

Jaki z tego wniosek? Bez analizy treści porozumienia zawartego między podmiotem, w którego kompetencji leży utrzymanie zimowe chodnika, a firmą sprzątającą nie sposób ustalić, który z tych podmiotów powinien zostać pozwany o zadośćuczynienie przez osobę, która na śliskim, zaśnieżonym chodniku doznała wypadku.

Ponadto gdy nie wiemy, który z podmiotów jest odpowiedzialny, a na pewno któryś jest, to wartym rozważenia jest pozwanie obu.