O nowej strategii ubezpieczycieli w walce sądowej z osobami dochodzącymi zadośćuczynienia za uraz biczowy kręgosłupa.

Whiplash
autor: Bruce Blaus CC BY-SA 4.0

Uraz biczowy kręgosłupa, w nomenklaturze lekarsko-rehabilitacyjnej  inaczej whiplash, czy smagnięcie biczem,jest jednym z najczęstszych urazów do jakich dochodzi w wyniku wypadków komunikacyjnych.

W zasadzie wystarczy niewielkie w swej sile uderzenie by głowa doznała nagłego przyspieszenia powodując nagły skręt szyi i uderzenie w zagłówek, szybę, czy słupek.

O urazie tym i możliwości dochodzenia zadośćuczynienia z tego tytułu pisałem już zresztą w tym artykule: URAZ BICZOWY.

Po moich obserwacjach i rozmowach z osobami reprezentującymi ubezpieczycieli wynika, iż osoby poszkodowane w ten sposób mają w chwili obecnej wysoką świadomość istnienia tego typu urazu. Nie traktują bólów głowy i drętwienia karku jako przemijającego schorzenia, ale leczą się neurologicznie i z tego tytułu oczekują od ubezpieczycieli należnego zadośćuczynienia.

Problem ten w odczuciu ubezpieczycieli jest już bardzo istotny, co zresztą sam potwierdzam, około połowa wszystkich spraw związanych z uszczerbkiem na zdrowiu jakie trafiają do mnie do kancelarii, to właśnie urazy skrętne kręgosłupa o charakterze biczowym.

Co prawda kwoty jakie można uzyskać z tytułu urazu biczowego nie są jednostkowo wysokie ( najczęściej od kilku do kilkunastu tysięcy złotych), to jednak liczone przez tysiące poszkodowanych robią już wrażenie w oczach akcjonariuszy spółek ubezpieczeniowych.

Dlatego też ubezpieczyciela, z tego co obserwuję, i co zostało mi nieoficjalnie potwierdzone prowadzą wojnę z tego typu roszczeniami.

 

 

Jak to wygląda w praktyce.

Po pierwsze w chwili obecnej praktycznie większość  szkód, które są zgłaszane ubezpieczalniom załatwiane są odmownie. Ubezpieczyciel nie tylko nie proponuje godziwej kwoty tytułem zadośćuczynienia, ale wręcz  nie proponuje żadnej kwoty.

Zdaniem ubezpieczyciela najczęściej:

a) szkoda nie ma związku z wypadkiem, a jest efektem zmian zwyrodnieniowych kręgosłupa. Co ciekawe zwyrodnienia kręgosłupa pojawiają się praktycznie u każdego po przekroczeniu trzydziestego, czterdziestego roku życia.

b) siły wyzwolone w wyniku kolizji nie mogły doprowadzić do powstania uszczerbku na zdrowiu. W skrócie, jak auto nie jest w kawałkach a poszkodowany w częściach, to zdaniem ubezpieczycieli jakieś tam puknięcie przy 30-40 na godzinę nie powoduje żadnego obrażenia u pasażerów. Jest to moim zdaniem pogląd absolutnie błędny- sam kiedyś   w poślizgu przy 5 km na godzinę zostałem uderzony przez kierowcę, który nie mógł wyhamować na lodzie. Mimo że w moim aucie co najwyżej była wgnieciona tablica rejestracyjna,to ja  sam odczuwałem ból kręgosłupa przez prawie dwa tygodnie.

c) zgłaszany uraz nie wiąże się z uszczerbkiem na zdrowiu i ma charakter jedynie przemijający, pogląd ten nie do końca się potwierdza po opinii biegłych. Zdarzają się osoby, u których biegły mimo stwierdzenia skrętnego urazu kręgosłupa orzeka zerowy uszczerbek, ale najczęściej uszczerbek ten wynosi od 5 do 15%.

Sama odmowa z jakiejkolwiek z wyżej powołanych przyczyn nie byłaby tragedią. Zostaje bowiem sąd, który po rocznym lub i dłuższym postępowaniu wyda stosowny wyrok.

Niemniej jednak w chwili obecnej sprawy związane z biczowym, skrętnym urazem kręgosłupa zamiast pozostać raczej sprawami błahymi i prostymi z punktu widzenia przewodu sądowego stają się sprawami bardzo siermiężnymi i skomplikowanymi pod kątem dowodowym.

Co robią bowiem zakłady ubezpieczeń?

Kwestionują wszystko i na każdą możliwą okoliczność powołują biegłego. Robią to w bardzo oczywistym celu, o czym będzie niżej.

I tak po pierwsze.

Ubezpieczyciele kwestionują swoją odpowiedzialność za skutki spowodowania wypadku. Zdarza się to nawet w wypadku sytuacji, gdy ten sam ubezpieczyciel wcześniej swoją odpowiedzialność uznał i np. wypłacił odszkodowanie za szkodę całkowitą. W tej sytuacji wnoszą o powołanie biegłego z dziedziny rekonstrukcji wypadków i przeprowadzenie całego procesu ustalania odpowiedzialności kierowcy. w tym także słuchania świadków zdarzenia, kolizji, wypadku.

Sam ostatnio miałem sytuację, w której taki wniosek pomimo wcześniejszej wypłaty złożył jeden z ubezpieczycieli. Na szczęście sąd tak długo „grillował” niedoświadczonego aplikanta reprezentującego ubezpieczyciela, aż ten uznał co do zasady odpowiedzialność zakładu ubezpieczeń.

Po drugie pojawia się kolejny w moim odczuciu kuriozalny wniosek dowodowy. Otóż ubezpieczyciela wnoszą aby powołać biegłego z dziedziny rekonstrukcji wypadków oraz biegłego z dziedziny medycyn celem wykonania wspólnej opinii, na okoliczność czy wyzwolone w wyniku kolizji drogowej, czy wypadku komunikacyjnego siły mogły doprowadzić do  powstania rzeczonego urazu. Moim osobistym zdaniem dowód taki nie powinien, ale jest, dopuszczany. Tego typu okoliczność po pierwsze jest praktycznie nie sprawdzalna- nikt nie nagrywa bowiem filmu w jaki sposób zachowała się szyja poszkodowanego w momencie wypadku, aby móc to ustalić. Po drugie moim zdaniem nie ulega wątpliwości, iż nie ma tutaj konieczności sięgania do wiedzy specjalnej, jest oczywistym dla mnie, iż w wyniku jakiejkolwiek kolizji może dojść do urazu.

Równie dobrze za chwilę ubezpieczyciele będą żądać biegłego na okoliczność, czy można złamać nogę na chodniku, albo wybić sobie żeby spadając na twarz z roweru.

Bez przesady. Niemniej jednak aby tej przesady nie było musi zainterweniować sędzia. Przypuszczalnie z czasem jak w entej sprawie te wnioski znowu będą się powtarzać z błahej sprawy czyniąc sądowego tasiemca sędziowie będą je oddalać. Na ten moment w dużej części dowód ten jest dopuszczany.

Po trzecie ubezpieczyciela żądają także aby biegły neurolog wypowiedział się także na temat istnienia wcześniejszych zwyrodnień, czy urazów. W tym zakresie nie miałbym do taktyki obrony ubezpieczalni zastrzeżeń.

Wracając natomiast do celu jaki przyświeca ubezpieczycielom. Zwłaszcza, iż w większości przypadków i tak te sprawy przegrają i zamiast zapłacić łącznie z odsetkami i kosztami 10-20 tys złotych, zapłacą o 10 tyś więcej w każdej sprawie, tym samym taka taktyka wydawałaby się bezsensowna ekonomicznie. Oczywistym jest, iż przy dochodach jakiegokolwiek poszkodowanego jakikolwiek ubezpieczyciel dysponuje wręcz nieograniczonymi środkami.

Po pierwsze i najważniejsze ubezpieczalnie chcą zmusić poszkodowanych do rzucania ręcznika jeszcze przed wyjściem na ring.  Jeżeli poszkodowany, który chce dochodzić 5-10 tyś, będzie miał wiedzę, że owszem może tę kwotę dostanie, ale po 3-4 latach procesu. Po wizycie u 3 biegłych i po 10 rozprawach. Do tego będzie ryzykował kosztami na poziomie 10 tys złotych, czyli większymi od dochodzonego roszczenia. Przez wszystkie te lata, rozprawy będzie mu się sugerować, iż jest symulantem i oszustem, to wiele osób po prostu sobie odpuści.

Po drugie jak już ktoś w tym sądzie się znajdzie, to w takiej perspektywie jak wyżej będzie znacznie bardziej chętny do zawarcia korzystnej dla ubezpieczalni ugody.

Co można w tej sytuacji zrobić. No cóż zacisnąć pięści i nie ustępować, to po pierwsze. Po  drugie uważam, że warto w każdej takiej sprawie występować o interwencje do Rzecznika finansowego. Być może po setnej takiej skardze problem zostanie zauważony.

A że problem jest realny i dotyka wielu osób pozwolę sobie zacytować maila jakiego otrzymałem od Czytelniczki bloga:

„Dzień dobry Panie Bartoszu,

Pozwoliłam sobie napisać teraz do Pana na maila (dwa razy prosiłam już Pana o pomoc w komentarzach na blogu, skorzystałam z Pana rad i za nie dziękuję), ale teraz chciałam zapytać Pana czy istnieje jakaś możliwość konsultacji z zapoznaniem się przez Pana z moją dokumentacją.

Bardzo Pana proszę ja już po prostu zaczynam się denerwować, nie tylko tym, że przegram, ale przede wszystkim, że ja nie udźwignę tego finansowo. W sprawie było już dwóch biegłych, a teraz  pozwany wystąpił jeszcze o biegłego od rekonstrukcji zdarzeń podobno biegły z tej dziedziny jest bardzo drogi. Zastanawiam się czemu o niego wystąpili skoro już mają dwie opinie biegłych (ortopedy i neurologa), którzy twierdzą, że doznałam owszem urazu skręcenia kręgosłupa, ale uszczerbku na zdrowiu nie doznałam, tak więc po co dalej to ciągnąć, skoro i tak już wygrali tą sprawę, ja naprawdę tego wszystkiego nie rozumiem,  bardzo żałuję, że w ogóle się zdecydowałam na pójście do sądu.

Z niecierpliwością będę czekała na Pana odpowiedź.”

Reklamy

Autor: bartoszkowalak

Nazywam się Bartosz Kowalak i jestem prawnikiem, radcą prawnym, do tego jeszcze wspólnikiem w Kancelarii Adwokacko Radcowskiej Kacprzak Kowalak spółka partnerska w Poznaniu. Kilka informacji więcej można znaleźć na naszej stronie http://www.kacprzak.pl. W zasadzie od początku kariery zawodowej miałem i nadal mam do czynienia z sprawami związanymi z dochodzeniem odszkodowań, czy to za wypadki drogowe, czy inne zdarzenia powodujące, iż u jednej osoby z winy drugiej dochodzi do powstania szkody na osobie lub w majątku. W skrócie można by więc napisać, iż obracam się w dziedzinie, która można by dla potrzeb niniejszego bloga nazwać prawem odszkodowań. Prawem odszkodowań- a więc odpowiedzią na pytanie, kto, za co, komu i ile ma zapłacić, gdy zawinił. Temat ten w zasadzie sprawia mi satysfakcję zawodową, tak więc jest to dziedzina prawa,z która lubię się mierzyć. Dlatego też postanowiłem także poza polem działania jakim jest sądowa wokanda spróbować moich sił także poprzez to medium jakim jest niniejszy blog. Chciałbym tutaj pisać o ciekawych rzeczach, często ciekawostkach, związanych z odszkodowaniami. Podzielić się moimi przemyśleniami czy też może udzielić jakieś rady.

4 myśli na temat “O nowej strategii ubezpieczycieli w walce sądowej z osobami dochodzącymi zadośćuczynienia za uraz biczowy kręgosłupa.”

  1. Dzień dobry,

    Do tej pory nie byłam u neurologa, ale pójdę dlatego, ze oprócz kręgosłupa boli mnie jeszcze strasznie głowa.
    Posiadam wszystkie dokumenty i historię choroby od lekarza rodzinnego z pierwszej wizyty w dniu wypadku.

    Mam problemy z zasypianiem .
    Problem sprawia mi również podnoszenie rąk do góry między innymi przy czesaniu włosów, wieszaniu prania, myciu okien czy wieszaniu firanek

    Boję się kierować samochodem, boje się jeździć nawet jako pasażer.

    Wszystkie czynności, przy których trzeba podnosić ręce do góry sprawiają mi problem. Odczuwam wtedy drętwienie i mocny ból ramion i rąk.
    Kiedy siedzę lub stoję w jednej pozycji wtedy też odczuwam silny ból szyji i ramion.

     
    Czy o zadośćuczynienie mogę zacząć starać się już teraz czy lepiej jak zakończę leczenie? Teraz można bardziej sprecyzować kwotę jaką powinna wypłacić ubezpieczalnia?

    Polubienie

  2. A ja sobie odpuscilam. Miałam właśnie taki wypadek, przy ok. 60/h zajechał mi pacan drogę, uderzylam w niego czołowo. Samochód wg ubezpieczyciela do kasacji a kierowca – czyli ja-o dziwo! bez szwanku! Zadziwiające. Minęły już 4 lata a ja nadal odczuwam skutki tej kolizji. I zapewne będę odczuwać. Ale co mogę teraz zrobić, leczę się tabletki, rehabilitacja i ani grosza zadośćuczynienia.

    Polubienie

    1. Dzień dobry, Można by się jeszcze zastanowić nad zgłoszeniem roszczenia, choć bedzie cięzko wykazać zwiazek pomiędzy leczeniem a wypadkiem- albo inaczej : tej związek będzie kwestionowany przez ubezpieczyciela. Co do przedawnienia, to samo zgłoszenie szkody samochodowej przerwało bieg przedawnienia, być moze więc nie minąl jeszcze 3 letni jego okres co do szkody osobowej. Poza tym można by bronić poglądu, iż jest wypadek był de facto przestępstwem- rozstrój zdrowia ponad 7 dni, a wiec wówczas zachodziłby 20 letni okres przedawnienia.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s