Jakie zadośćuczynienie za złamanie ręki proponuje zakład ubezpieczeń, a jakie zasądza Sąd

Kilka miesięcy temu pisałem na temat wysokości dochodzonego zadośćuczynienia za uraz w postaci złamania ręki, do którego to złamania doszło w wyniku wypadku czy innego zdarzenia, za skutki którego odpowiedzialność ponosi zakład ubezpieczeń.

Wpis ten można znaleźć TUTAJ.

Ww wpisie starałem się odwołać do przykładu, tj konkretnych wyroków jakie zapadły w danej sprawie. Tak abyś Ty Szanowny Czytelniku, który z dużą dozą prawdopodobieństwa masz podobny problem mógł na podstawie tychże wyroków porównać swoją sytuację.

Analizując te wyroki naszedł mnie pomysł na niniejszy artykuł, który pozwoli też wyrobić sobie zdanie osobom poszkodowanym, którym ubezpieczyciel przyznał jakieś zadośćuczynienie lub w ogóle odmówił wypłaty zadośćuczynienia, czy warto mimo wszystko iść do sądu.

Oczywiście sam fakt, iż w danej konkretnej sprawie np. rozpoznawanej przez Sąd Rejonowy w Szamotułach, czy przez Sąd Okręgowy w Poznaniu zapadł taki a nie inny wyrok zasądzający taka a nie inna kwotę  nie oznacza od razu, iż w Twojej sprawie rozstrzygnięcie będzie podobne.

Na pewno jednak porównując kilku wyroków będzie można sobie wyrobić zdanie na temat strategii zakładów ubezpieczeń w sprawach związanych z dochodzeniem zadośćuczynienia za uszczerbek na zdrowiu w postaci złamania ręki.

A dalej poprzez porównanie kwot proponowanych z wyrokami jakie następnie zapadły wyrobić będzie sobie można zdanie na temat sensowności kierowania sprawy przeciwko ubezpieczycielowi na drogę postępowania sądowego.

Jak się łatwo domyśleć różnice są zasadnicze. Co oczywiście nie oznacza, iż w każdej sprawie i zawsze właściwa jest droga sądowa. Może akurat Ty Czytelniku jesteś szczęściarzem, który dostał od ubezpieczyciela tyle ile się należy i sąd jest w Twoim wypadku zbędny?

No cóż raczej mało prawdopodobne, a jak to wyglądało na podstawie przykładowych trzech wyroków:

  1. Sąd Okręgowy w  Łodzi w sprawie o sygn. akt: II Ca 1461/15 – w wyroku z dnia Łodzi z 2015-12-30 zasądził dodatkową kwotę 5.400 zł tytułem zadośćuczynienia za złamanie reki u poszkodowanej ponad wcześniej wypłacona kwotę 9600 zł.   W uzasadnieniu wyroku czytamy:

„Ustalając wysokość zadośćuczynienia przy bezspornej zasadzie odpowiedzialności pozwanego Sąd podkreślił, że zadośćuczynienie jest formą rekompensaty pieniężnej z tytułu szkody niemajątkowej i obejmuje swym zakresem wszelkie cierpienia fizyczne i psychiczne, które nie mogą być bezpośrednio przeliczone na pieniądze, a ustawodawca nie wprowadza żadnych sztywnych kryteriów ustalania wysokości zadośćuczynienia, pozostawiając to zagadnienie w całości uznaniu sędziowskiemu.

Przy określaniu wysokości zadośćuczynienia Sąd wziął więc pod uwagę wysokość procentowego uszczerbku na zdrowiu ustalonego na poziomie 5%, rozmiar cierpień fizycznych i psychicznych związanych z doznanymi obrażeniami i następstwa wypadku, a także trwałość tych skutków. Sąd podniósł, że zadośćuczynienie ma przede wszystkim charakter kompensacyjny i tym samym jego wysokość ma przedstawiać jakąś ekonomicznie odczuwalną wartość. Poszkodowany powinien otrzymać od zobowiązanego sumę o tyle w danych okolicznościach odpowiednią, ażeby mógł za jej pomocą, co najmniej złagodzić odczucie krzywdy i odzyskać równowagę psychiczną i ma wreszcie poszkodowanemu ułatwić przezwyciężenie ujemnych przeżyć. Sąd  w pełni podzielił stanowisko Sądu Najwyższego zawarte w wyroku z dnia 3 lutego 2000 roku / I CKN 969/98, LEX nr 50824/, zgodnie z którym zadośćuczynienie nie jest karą, lecz sposobem naprawienia krzywdy. Chodzi tu o krzywdę ujmowaną jako cierpienie fizyczne, a więc ból i inne dolegliwości oraz cierpienia psychiczne czyli negatywne uczucia przeżywane w związku z cierpieniami fizycznymi lub następstwami uszkodzenia ciała, czy rozstroju zdrowia w postaci np. wyłączenia z normalnego życia, strach przed jazdą samochodem, ograniczenia w możliwości uprawiania ulubionych sportów, ograniczenia w dźwiganiu itp. Celem zadośćuczynienia jest przede wszystkim złagodzenie tych cierpień. Winno ono mieć charakter całościowy i obejmować wszystkie cierpienia fizyczne i psychiczne, zarówno te doznane jak i te które wystąpią w przyszłości (a więc prognozy na przyszłość). W rozpoznawanej sprawie Sąd Rejonowy podkreślił więc, że z opinii biegłego ortopedy wprost wynika, że zakres cierpień fizycznych i psychicznych należy uznać za znaczny (co zostało jeszcze graficznie wyeksponowane w uzasadnieniu) – związany z doznanym bólem, koniecznością pozostawania w niewygodnym unieruchomieniu gipsowym, postępowaniem usprawniającym, ograniczeniami w sprawności.”

 

2. Wyrokiem o sygn. I C 1480/12 – Sąd Rejonowy w Kłodzku  w dniu  2014-09-01 zasądził kwotę 48.000 zł ponad wypłaconą wcześniej kwotę 12.000 zł. Łącznie więc poszkodowany za złamanie ręki otrzymał 60.000 zł. Jak więc widać w wyniku interwencji Sądu wypłacone zadośćuczynienie było więc pięć razy większe jak wypłacone w oparciu o decyzję ubezpieczyciela.

W swoich motywach Sąd wskazał:

„Bezspornym jest w sprawie, że w dniu 20 kwietnia 2012r. na ulicy (…) w K. powódka potknęła się o uszkodzoną nawierzchnię chodnika w wyniku czego upadła, doznała złamania prawej kości ramiennej w zakresie nasady bliższej, zaś strona pozwana jako ubezpieczyciel odpowiedzialności cywilnej sprawcy zdarzenia, nie kwestionowała okoliczności wypadku oraz przyjęła odpowiedzialność za jego skutki. Z dokumentacji medycznej oraz opinii biegłego R. B.wynika jednoznacznie, że powódka w wyniku zdarzenia z 20.04.2012r. doznała złamania prawej kości ramiennej w zakresie nasady bliższej, którą zespolono płytą i 10 śrubami, powstała szpara pomiędzy odłamami nadal nie wypełnia się kostniną i nie wykazuje tendencji do powstania zrostu, powódka nadal posiada znaczne ograniczenie ruchomości w stawie ramiennym – odwodzenie ograniczone do kąta 40-45 stopni, rotacja wewnętrzna ograniczona do 10 stopni, zaś rotacja zewnętrzna do 30 stopni, w okolicy barku widoczna blizna pooperacyjna długości około 12 cm, zaś trwały uszczerbek na zdrowiu powódki, pozostający w związku przyczynowym z wypadkiem, wynosi 40%. Należy wskazać, że biegły przyjął uszczerbek w tej wysokości na podstawie pkt 113c rozporządzenia MPiPS z 18.12.2002 (Dz. U. 2002.234.1974 ze zm.), który przewiduje zakres uszczerbku w granicach 30-55%, a więc nie można twierdzić, aby ustalony uszczerbek był zawyżony. Jak wynika zaś z opinii biegłego i przesłuchania powódki, wypadek z dnia 20.04.2012r. skutkuje do chwili obecnej dolegliwościami bólowymi stawu ramiennego prawego, które powodują upośledzenie funkcji prawej ręki w zakresie wykonywania cięższych prac fizycznych, ograniczenie możliwości w posługiwaniu się prawą ręką, nadal konieczność pomocy osób trzecich przy wykonywaniu niektórych czynności życia codziennego, brak możliwości powrotu do pełnego zdrowia, problemy ze znalezieniem pracy z uwagi na ograniczoną ruchomość prawej ręki.

Zatem mając na uwadze wszystkie podniesione wyżej okoliczności – w tym rozmiar doznanych przez powódkę cierpień fizycznych i psychicznych (powódka czuje się osobą niepełnowartościową z uwagi na brak pełnej samodzielności w zakresie posługiwania się prawą ręką), doznany ból podczas leczenia, długi i jeszcze niezakończony okres leczenia (powódkę czeka zabieg usunięcia płytki zespalającej) i związane z tym ograniczenie przez dłuższy okres aktywności życiowej z uwagi m.in. na założony opatrunek – ortezę i unieruchomienie kończyny, wiek powódki, konieczność pomocy osób trzecich przez dłuższy czas po zabiegu operacyjnym, nadal brak zrostu kości w obrębie złamania oraz aktualne skutki wypadku, ograniczające sprawność ruchową powódki i powodujące konieczność pomocy osób trzecich przy wykonywaniu niektórych czynności, Sąd uznał za odpowiednią sumę tytułem zadośćuczynienia pieniężnego należnego powódce kwotę 60.000 zł przy uwzględnieniu także trwałego uszczerbku na zdrowiu powódki w wysokości 40% w nawiązaniu również, co wskazano wyżej, zarówno do zasobności społeczeństwa i przeciętnego poziomu życia, mając na uwadze także wysokość sum zasądzanych w podobnych przypadkach w tut. Sądzie.”

3.Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa w sprawie o sygn. akt: XVI C 110/14 – w wyroku z dnia 2016-05-24 zasądził za złamanie prawej ręki kwotę 7.000 zł, w sytuacji gdy zakład ubezpieczeń w ogóle nie widział podstaw do wypłaty zadośćuczynienia. ś

W uzasadnieniu do wyroku  Sąd ten wskazuje:

„Oceniając w niniejszej sprawie zasadność przyznania zadośćuczynienia i jej wysokość Sąd miał na uwadze przede wszystkim zakres uszkodzenia ciała powoda oraz niestandardowe skutki złamania prawej ręki tj. nieudany zabieg operacyjny, następnie repozycja kości przy znieczuleniu ogólnym (zdarzenia w ocenie Sądu pozostające w adekwatnym związku przyczynowym ze zdarzeniem) oraz fakt, że do chwili obecnej, czyli trzy i pół roku po wypadku A. D. odczuwa bóle prawej ręki, nie może wykonywać ciężkich prac domowych, nie odzyskał pełnej sprawności nad ręką. Ograniczenie w zakresie ruchu zgięcia dłoniowego wynosi 50 % oraz 30 % w zakresie zgięcia promieniowego i łokciowego.

Sąd nie zasądził na rzecz powoda dochodzonej przez niego kwoty 15.000 zł wziąwszy pod uwagę to, że niniejsze postępowanie dotyczy ręki, czyli części ciała niebędącej narządem wewnętrznym, której uszkodzenie ze swej istoty nie stwarza zagrożenia dla zdrowia całego organizmu, w konsekwencji czego zwykle odszkodowania przyznawane przez Sądy poszkodowanym w związku ze złamaniem ręki nie są wysokie.

Kierując się przedstawionymi okolicznościami, należy uznać, iż żądanie powoda zadośćuczynienia w kwocie 15.000 zł jest zbyt wygórowane. Zdaniem Sądu kwota 7.000 zł będzie stanowiła dla powoda wystarczającą, odczuwalną wartość ekonomiczną, a nadto jest dostosowana do aktualnych stosunków majątkowych społeczeństwa. Zadośćuczynienie ma charakter bowiem kompensacyjny, ale jego wysokość nie powinna być nadmierna i oderwana od aktualnych stosunków majątkowych społeczeństwa.”

I jak Państwo uważacie, warto iść do sądu przeciwko zakładowi ubezpieczeń?

Reklamy

Autor: bartoszkowalak

Nazywam się Bartosz Kowalak i jestem prawnikiem, radcą prawnym, do tego jeszcze wspólnikiem w Kancelarii Adwokacko Radcowskiej Kacprzak Kowalak spółka partnerska w Poznaniu. Kilka informacji więcej można znaleźć na naszej stronie http://www.kacprzak.pl. W zasadzie od początku kariery zawodowej miałem i nadal mam do czynienia z sprawami związanymi z dochodzeniem odszkodowań, czy to za wypadki drogowe, czy inne zdarzenia powodujące, iż u jednej osoby z winy drugiej dochodzi do powstania szkody na osobie lub w majątku. W skrócie można by więc napisać, iż obracam się w dziedzinie, która można by dla potrzeb niniejszego bloga nazwać prawem odszkodowań. Prawem odszkodowań- a więc odpowiedzią na pytanie, kto, za co, komu i ile ma zapłacić, gdy zawinił. Temat ten w zasadzie sprawia mi satysfakcję zawodową, tak więc jest to dziedzina prawa,z która lubię się mierzyć. Dlatego też postanowiłem także poza polem działania jakim jest sądowa wokanda spróbować moich sił także poprzez to medium jakim jest niniejszy blog. Chciałbym tutaj pisać o ciekawych rzeczach, często ciekawostkach, związanych z odszkodowaniami. Podzielić się moimi przemyśleniami czy też może udzielić jakieś rady.

7 myśli na temat “Jakie zadośćuczynienie za złamanie ręki proponuje zakład ubezpieczeń, a jakie zasądza Sąd”

  1. Ja nie wiem czym te sądy się kierują,czy my żyjemy w jakimś 3 świecie że sąd uważa kwotę 7 tyś zł za wystarczającą niech sędzia spróbuje sobie normalnie funkcjonować z takim ograniczeniem ruchomości…jakoś dla członków rodzin „poległych” w katastrofie smoleńskiej po 250tys zł zadośćuczynienia i renty nie były zbyt wygórowane…Składki OC równamy do zachodu a odszkodowań najlepiej jakby wcale nie wypłacano.Czasami mam wrażenie że obywatele tylko mają obowiązki, natomiast ich jedyne prawo to żeby się z tych obowiązków wywiązać.

    Polubienie

      1. W sądach rejonowych strasznie dziwni sędziowie pracują mam wrażenie że bez kontaktu z rzeczywistością.
        Dostałem kiedyś wezwanie na komendę policji w sprawie wykroczenia.Przekroczyłem prędkość o 22km/h bo jechałem 72km/h 5 metrów za znakiem teren zabudowany który stał 200m przed najbliższym domem ale nieistotne.”Zawiniłem” ok przyznałem się i już.Za jakiś miesiąc przyszło pismo z sądu rejonowego że zostałem ukarany grzywną 100zł i kosztami sądowymi prawie drugie tyle.Oczywiście odwołałem się od kosztów sądowych bo niby z jakiej racji mam płacić za głupotę policji która tak radar ustawiła że złapała taką ilość „piratów” drogowych że ogarnęli to po prawie roku od wykroczenia.Po dwóch miesiącach przyszło pismo podtrzymujące poprzednią decyzję z uzasadnieniem, że dobrze zarabiam to mogę zapłacić i że przesyłają do sadu okręgowego.Po kolejnych 2 miesiącach wyrok z sądu okręgowego uzasadnienie na 3 strony A4 gdzie sędzia nie pozostawił na policji i sądzie rejonowym suchej nitki i oczywiście kosztów nie musiałem płacić.Za głupotę policji i sądu rejonowego zapłacili podatnicy.

        Polubienie

          1. Tak oczywiście że mam ale muszę tego poszukać.Chodziło o to że w 21 wieku takie sprawy policji nie powinny zajmować tyle czasu.Są telefony,faxy,maile,internet i ustalenie sprawcy wykroczenia to najmniejszy problem tym bardziej że ja przyznałem się od razu do wykroczenia i absolutnie nie unikałem odpowiedzialności a nie zgodziłem się tylko kosztami sądowymi które wynikały z tego że policja nie wywiązała się z 30dniowego terminu na wystawienie mandatu(sprawa była kilka lat wstecz) .Niedopuszczalne jest .żeby jeden kierowca płacił inną karę niż ten któremu mandat wystawiono w terminie przy czym przekroczenie terminu wynikało tylko z winy policji.Moja sytuacja majątkowa nie może mieć wpływu na to czy zostanę kosztami obarczony czy nie.Wszystkiego z głowy nie przytoczę ale jak znajdę mogę podesłać na maila.Bardzo ostro potraktowano i policję i sąd rejonowy moim zdaniem bardzo słusznie.Szkoda tylko że w sumie 2 posiedzenia sądu rejonowego,jedno okręgowego się odbyły na koszt podatników za niecałe 100zł kosztów.Potem się dowiedziałem, że nadgorliwy policjant tak ustawiał fotoradar że 90% kierowców przejeżdżających koło niego dostało fotki w sumie kilka tysięcy w tydzień i była afera bo i komendant policji i burmistrz tez dostali mandaty ;).

            Polubienie

  2. „Dzień dobry,
    mam poważny problem z ubezpieczycielem cmentarza komunalnego.

    Sytuacja wyglądała tak:
    Kilka dni po ostatnich świętach pojechaliśmy na cmentarz posprzątać.
    Gdy już wracaliśmy ku samochodowi zaparkowanemu na parkingu cmentarza mama zahaczyła o stojak na rowery i upadła na niego.
    W rezultacie po pojawieniu sie w szpitalu okazało się, iż złamała sobie rękę kość promieniową. Poza tym bardzo mocno się obila.
    Teraz jest cały czas na zwolnieniu lekarskim, nie chodzi do pracy.
    Zwróciliśmy się do zarządcy cmentarza z prośbą o numer polisy ubezpieczeniowej.
    Po kontakcie z ubezpieczycielem zaczęły się kłopoty, bo ubezpieczyciel stwierdził, iż to zdarzenie nie podlega ubezpieczeniu i mamy wszcząc roszczenie z powództwa cywilnego.
    Nie wiem co dalej z tym zrobić i czy warto iść z tym i z mamą do sądu.
    Proszę Panie Mecenasie o jakąś poradę jak wygląda to ze strony prawnej .
    Z góry dziękuje i pozdrawiam „

    Polubienie

    1. Dzień dobry,

      Decyzja co do skieorwania sprawy do sądu zalezy od tego, czy może Pani przypisać winę zarządcy cmentarza.
      Sam fakt, iz do wypadku doszło nie oznacza od razu, iz za jego skutki ponosi akurat odpowiedzialność osoba trzecia.
      Być może winę można przypisac tu mamie, bądź też złamanie reki było po prostu konsekwencją nieszczęsliwego wypadku.

      Musiałaby Pani opisac, czy ten stojak był biebezpieczne, w złym miejscu ulokowany, połamany, itd itp.

      Pozdrawiam

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s