Pamiętam telefon od pana Michała. Miał na stole projekt ugody z PZU – 70 000 złotych zadośćuczynienia za upadek z dachu. Brzmiało nieźle. Problem w tym, że ugoda zawierała jeden zdradliwy zapis: „wyczerpuje wszelkie roszczenia powoda„. I tu zaczyna się historia o tym, jak ubezpieczyciele potrafią zamknąć Ci wszystkie drzwi jednym podpisem.
Pan Michał był po wypadku przy pracy – upadek przez niezabezpieczony otwór w dachu. Poważne obrażenia, długa rehabilitacja. PZU zaproponowało ugodę: 70 tysięcy zadośćuczynienia i sprawa zamknięta. Brzmi kusząco, prawda? Koniec walki, koniec stresu, pieniądze od ręki.

Ale diabeł tkwi w szczegółach.
Przeanalizowałem projekt ugody i zobaczyłem to, co ubezpieczyciele liczą, że przegapisz – klauzulę „wyczerpania roszczeń” nie tylko z tytułu zadośćuczynienia (art. 445 KC), ale także odszkodowania (art. 444 KC). Czyli jednym podpisem pan Michał miał się zrzec prawa do przyszłych kosztów leczenia, rehabilitacji, renty z tytułu niezdolności do pracy. A jego stan zdrowia wskazywał, że te roszczenia będą mu jeszcze przysługiwały.
I wtedy zrozumiałem – dla ubezpieczyciela to nie jest ugoda. To pułapka.
Czym różni się zadośćuczynienie od odszkodowania? (i dlaczego to kluczowe)
Zanim przejdę dalej, muszę wyjaśnić coś fundamentalnego. W prawie odszkodowawczym mamy dwa rodzaje świadczeń:
1. Zadośćuczynienie (art. 445 KC)
To pieniądze za krzywdę niemajątkową – ból, cierpienie, dyskomfort psychiczny, utratę radości życia. Przyznawane jednorazowo, uwzględnia całość krzywdy – przeszłej i przyszłej.
Przykład: Pan Michał cierpiał przez rok po wypadku, ma blizny, ograniczenia ruchowe. Zadośćuczynienie ma jednorazowo zrekompensować te wszystkie cierpienia.
2. Odszkodowanie (art. 444 KC)
To zwrot konkretnych kosztów związanych ze szkodą – leczenie, rehabilitacja, leki, dojazdy, utracony zarobek. Może być wypłacane stopniowo, w miarę ponoszenia kosztów.
Przykład: Pan Michał potrzebuje regularnej rehabilitacji, drogi sprzęt ortopedyczny, może stracić możliwość pracy w swoim zawodzie (renta). To wszystko to odszkodowanie, nie zadośćuczynienie.
I tu jest pułapka ugody z PZU – ubezpieczyciel proponował 70 000 zł zadośćuczynienia, ale zapisem o „wyczerpaniu wszelkich roszczeń” chciał zamknąć także przyszłe roszczenia odszkodowawcze. Czyli pan Michał miał dostać pieniądze za ból, ale zrzec się prawa do zwrotu kosztów przyszłego leczenia.
To nie jest fair play.
Dlaczego ubezpieczyciele tak bardzo chcą ugody?
Z ich punktu widzenia to idealny scenariusz:
1. Zamykają sprawę raz na zawsze
Ugoda z zapisem „wyczerpania wszelkich roszczeń” oznacza, że nigdy więcej nie zobaczą poszkodowanego. Nawet jeśli za pół roku okaże się, że potrzebuje kosztownej operacji, nie może wrócić z roszczeniem.
2. Unikają procesów sądowych
Sprawa sądowa to:
- Koszty prawników
- Ryzyko wyższego zadośćuczynienia (sąd może zasądzić więcej niż ubezpieczyciel proponuje)
- Opinia biegłego, która może wykazać wyższy uszczerbek
- Czas i niepewność
Ugoda to dla nich zamknięcie sprawy tanio i szybko.
3. Liczą na niewiedzę poszkodowanego
Większość ludzi nie rozumie różnicy między zadośćuczynieniem a odszkodowaniem. Widzą kwotę 70 000 zł i myślą: „Wow, to dużo pieniędzy, biorę!”. Nie czytają małego druku, gdzie jest zapis o zrzeczeniu się przyszłych roszczeń.
A ubezpieczyciel na to liczy.
Na co zwrócić uwagę w projekcie ugody?
Jeśli ubezpieczyciel proponuje Ci ugodę, nie podpisuj bez przeczytania każdego słowa. Oto pułapki, na które musisz uważać:
1. Klauzula „wyczerpania wszelkich roszczeń”
Jeśli ugoda mówi, że „wyczerpuje wszelkie roszczenia powoda z tytułu zdarzenia z dnia [data]” – STOP. To znaczy, że po podpisaniu nie będziesz mógł wrócić z żadnym roszczeniem.
Co robić? Doprecyzuj, czego dotyczy ugoda. Najlepiej: „Ugoda dotyczy wyłącznie zadośćuczynienia za doznaną krzywdę (art. 445 KC). Strony zastrzegają, że ugoda nie wyczerpuje roszczeń odszkodowawczych (art. 444 KC), w szczególności roszczeń o zwrot kosztów przyszłego leczenia, rehabilitacji oraz renty z tytułu niezdolności do pracy.”
Brzmi skomplikowanie? Tak. Ale to różnica między zamkniętą sprawą a możliwością dochodzenia przyszłych kosztów.
2. Wysokość zadośćuczynienia – czy to dobra kwota?
70 000 zł w sprawie pana Michała oceniłem jako zadowalającą, ale nie optymalną. Uwzględniając:
- Poważność obrażeń (upadek z wysokości, długotrwała rehabilitacja)
- Ograniczenia w życiu zawodowym i osobistym
- Przyszłe konsekwencje zdrowotne
Realne szanse na uzyskanie w sądzie: 80 000 – 100 000 zł.
Czy warto walczyć o dodatkowe 30 000 zł? To zależy. Jeśli proces trwa 2-3 lata, stres, niepewność – może nie warto. Ale jeśli ugoda zamyka Ci drogę do przyszłych roszczeń – zdecydowanie nie warto.
3. Roszczenia rentowe – nie zrzekaj się ich za wcześnie
Pan Michał był po wypadku, ale wciąż w trakcie leczenia. Nie wiedzieliśmy jeszcze, czy będzie mógł wrócić do swojego zawodu (fizyczna praca na wysokości). Jeśli okaże się, że nie może pracować w swoim zawodzie, przysługuje mu renta z tytułu utraconego zarobku (art. 444 § 2 KC).
Ale jeśli podpisze ugodę z zapisem „wyczerpuje wszelkie roszczenia” – traci prawo do renty.
Co robić? Nie podpisuj ugody obejmującej roszczenia rentowe, dopóki nie masz pewności co do przyszłych konsekwencji zdrowotnych. Albo wyłącz z ugody roszczenia o rentę.
Czy ugoda musi obejmować wszystkie roszczenia?
Absolutnie nie. To mit, który ubezpieczyciele lubią podtrzymywać.
Ugoda może dotyczyć wyłącznie zadośćuczynienia, pozostawiając otwartą drogę do dochodzenia kosztów leczenia, rehabilitacji, renty. To normalna praktyka, zwłaszcza gdy:
- Poszkodowany jest wciąż w trakcie leczenia
- Nie wiadomo jeszcze, jakie będą długoterminowe konsekwencje zdrowotne
- Nie wiadomo, czy poszkodowany będzie mógł wrócić do pracy
Idealny zapis w ugodzie: „Strony ustalają, że niniejsza ugoda dotyczy wyłącznie zadośćuczynienia za doznaną krzywdę w związku ze zdarzeniem z dnia [data]. Ugoda nie obejmuje i nie wyczerpuje roszczeń powoda z tytułu odszkodowania (art. 444 KC), w szczególności roszczeń o zwrot kosztów przyszłego leczenia, rehabilitacji, zakupu sprzętu medycznego oraz renty z tytułu utraty zdolności do pracy.”
Kiedy ugoda jest dobrym rozwiązaniem?
Nie chcę straszyć – ugoda może być dobrym rozwiązaniem. Ale pod warunkiem, że:
1. Kwota jest sprawiedliwa
Jeśli ubezpieczyciel proponuje 70% – 80% tego, co mógłbyś uzyskać w sądzie, a proces trwałby lata – warto rozważyć ugodę.
2. Znasz wszystkie konsekwencje zdrowotne
Jeśli leczenie jest zakończone, znasz swój ostateczny stan zdrowia, wiesz, że nie będzie przyszłych komplikacji – wtedy ugoda obejmująca wszystkie roszczenia może mieć sens.
3. Masz dość procesu
Proces sądowy to stres, niepewność, lata czekania. Jeśli chcesz zamknąć sprawę i iść dalej – ugoda daje tę możliwość.
Ale nigdy nie podpisuj ugody „na ślepo, bo kusi kwota”.
Co zrobić, jeśli masz już propozycję ugody?
1. Przeanalizuj każde słowo
Przeczytaj projekt ugody linia po linii. Zwróć uwagę na:
- Klauzulę „wyczerpania roszczeń”
- Czy ugoda obejmuje tylko zadośćuczynienie, czy wszystkie roszczenia
- Czy są jakieś dodatkowe warunki (np. zakaz ujawniania kwoty)
2. Skonsultuj z prawnikiem
Nie żałuj 500 złotych na konsultację. Prawnik od odszkodowań spojrzy na ugodę i powie, czy to dobry deal, czy pułapka.
W sprawie pana Michała nasza ocena jasno wskazywała: ugoda w tej formie jest niekorzystna. Klauzula „wyczerpania wszelkich roszczeń” zabija przyszłe roszczenia odszkodowawcze, a kwota zadośćuczynienia mogłaby być wyższa.
3. Wynegocjuj lepsze warunki
Ubezpieczyciel rzadko proponuje najlepszą ofertę od razu. Jeśli zapis jest niekorzystny – proś o zmianę. Możesz np.:
- Podnieść kwotę zadośćuczynienia
- Ograniczyć ugodę tylko do zadośćuczynienia, wyłączając roszczenia odszkodowawcze
- Dodać zastrzeżenia dotyczące konkretnych przyszłych kosztów (np. „z wyłączeniem kosztów operacji kręgosłupa”)
Jeśli ubezpieczyciel odmawia – to znak, że chce Cię „zamknąć tanio”.
Pamiętaj o przyszłości – nie sprzedawaj jej za jednorazową kwotę
Największy błąd, jaki widzę w sprawach odszkodowawczych to krótkowzroczność. Poszkodowani patrzą na kwotę – 50 000, 70 000, 100 000 zł – i myślą: „Wow, to dużo!”.
Ale nie pytają: A co za 5 lat? A co, jeśli okaże się, że skutki wypadku są gorsze niż myślałem? A co, jeśli stracę zdolność do pracy? A co, jeśli będę potrzebował kosztownej operacji?
Jeśli podpisałeś ugodę z klauzulą „wyczerpania wszelkich roszczeń”, odpowiedź brzmi: nic. Nie dostaniesz ani złotówki więcej. Sprawa zamknięta.
I wtedy okazuje się, że ta „świetna” ugoda wcale nie była taka świetna.
Sprawa pana Michała – jak to się skończyło?
Po mojej analizie pan Michał zdecydował się nie podpisywać ugody w zaproponowanej formie. Wynegocjował nowe warunki:
- Podwyższenie kwoty zadośćuczynienia
- Wyłączenie z ugody roszczeń odszkodowawczych – pozostawiając sobie prawo do dochodzenia kosztów przyszłego leczenia i renty
Czy było warto? Zdecydowanie tak. Bo kilka miesięcy później okazało się, że pan Michał nie może wrócić do pracy na wysokościach. Gdyby podpisał pierwszą wersję ugody, straciłby prawo do renty. A teraz mógł ją dochodzić.
Nie daj się zamknąć tanim podpisem
Ugoda z ubezpieczycielem może być dobrym rozwiązaniem – jeśli jest sprawiedliwa, przemyślana i nie odbiera Ci prawa do przyszłych roszczeń. Ale częściej to pułapka – próba zamknięcia sprawy tanio, zanim poszkodowany zrozumie pełną skalę szkody.
Jeśli dostałeś propozycję ugody:
- Przeczytaj każde słowo
- Skonsultuj z prawnikiem
- Nie podpisuj „na ślepo”
- Myśl o przyszłości, nie tylko o kwocie na dzisiaj
Bo raz podpisana ugoda to koniec drogi. I jeśli jest w niej pułapka, odkryjesz to dopiero wtedy, gdy będzie za późno.
Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl oraz www.prawospadkowepoznan.pl.
Masz pytanie lub chcesz podzielić się swoją historią? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl