Auto z systemem bezkluczykowym -czy ubezpieczyciel odmówi wypłaty odszkodowania w przypadku jego kradzieży?

512px-Car_keysCo prawda niniejszy blog ma niewiele wspólnego z artyzmem, ale jego autora często męczy niemoc twórcza. Czasami jednak sam temat szuka człowieka. Tak też wygląda sytuacja z dzisiejszym tematem. Otóż przy okazji wyprowadzania dzieciarni na plac zabaw miałem sposobność poplotkować z kolegą prokuratorem, który dzieci są równolatkami moich pociech.  Między innymi tematem jaki poruszyliśmy jest hit ostatnich miesięcy wśród złodziei samochodów- a konkretnie kradzież aut z systemem bezkluczykowym.

System ten, który miał ułatwiać życie  właścicielom aut, jak okazało się przede wszystkim ułatwia życie amatorom cudzych aut.

Dla przypomnienia system bezkluczykowy działa na tej zasadzie, że komputer w samochodzie wykrywa kluczyk i po dotknięciu klamki odblokowuje drzwi oraz inne blokady auta. Wystarczy potem aby kierowca wcisnął przycisk i auto jedzie. Nie trzeba wyciągać kluczyka z kieszeni, czy koperty. Producenci samochodów niby zabezpieczyli się w ten sposób, że zasięg sygnału jest ograniczony do kilkudziesięciu centymetrów, metra.

Ta przeszkoda okazała się jednak banalnie prosta do obejścia, złodzieje pojazdów dysponują bowiem urządzeniami, które przekazują ten sygnał na znacznie większej odległości, nawet kilkudziesięciu metrów. Wystarczy więc, iż sygnał z kluczyka znajdzie się w zasięgu urządzenia i auto w zasadzie jest rozkodowane i może odjechać.

Jakie przełożenie ta informacja ma na kwestie odszkodowania? Otóż wedle informacji od kolegi prokuratora wynika, iż zakłady ubezpieczeń mimo posiadanej polisy AC -autocasco zaczęły w przypadku tego typu kradzieży wydawać decyzję odmowne.  Nie wiem na ile jest w tej informacji prawdy, bo do mnie nie trafił jeszcze żaden klient, krótkie tourne po internecie także nie pozwoliło na znalezienie takiej informacji, na którymś z forów.

Niemniej jednak może być w tym trochę  prawdy.

Zakład ubezpieczeń w przypadku szkody kradzieżowej odszkodowanie wypłaci w sytuacji, gdy udowodnimy, iż doszło do kradzieży. Takim dowodem zwykle jest postanowienie prokuratury o umorzeniu śledztwa z powodu niewykrycia sprawcy.

Tymczasem po pierwsze w przypadku kradzieży auta z systemem bezkluczykowym  nie ma żadnego śladu kradzieży, a kluczyk po jego odkodowaniu w zasadzie potwierdza, iż przy jego użyciu doszło do ostatniego uruchomienia pojazdu. Tym samym dość łatwo okoliczność tę wykorzystać przy próbie wyłudzenia odszkodowania.

W sytuacji, gdy prowadzący sprawę Policjant podejmie jakieś wątpliwości co do sprawy nie wyda postanowienia o umorzeniu z uwagi na niewykrycie sprawcy, a inne rodzajowo postanowienie o umorzeniu z uwagi na brak danych pozwalających na uznanie, iż miało miejsce przestępstwo.

Takie postanowienie, to w zasadzie przekreślenie sobie szans na odszkodowanie. Nie potwierdza ono bowiem faktu kradzieży, a jedynie fakt, iż Policja takie zgłoszenie otrzymała, a po przeprowadzonym postępowaniu uważa, iż przestępstwa nie popełniono.

Po drugie sam ubezpieczyciel nawet w sytuacji, gdy Prokuratura przysłała nam postanowienie o umorzeniu z uwagi na niewykrycie sprawcy, mimo wszystko sam może okoliczność kradzieży zakwestionować. Powołując się na fakt, iż według danych z kluczyka, to za jego pomocą uruchomiono ostatni raz pojazd. Co jest oczywiście prawdą, ale taką typową półprawdą.

Wydaje mi się jednak, iż w tej drugiej sytuacji raczej sądy staną po stronie Klientów ubezpieczalni. W zasadzie mamy tu dość prostą analogię z mielonymi kiedyś przez sądy sprawami odmów z Ac z uwagi na ujawnione ślady kopiowania kluczyków. W tamtych sprawach sądy uznawały, iż kluczyk mógł być kopiowany w tak wielu miejscach ( warsztat,  myjnia, poprzedni właściciel), iż nie sposób udowodnić właścicielowi współudziału w przestępstwie.  Tak samo więc raczej bym się nie obawiał odmowy z AC w takiej sytuacji.

Co innego oczywiście, gdy postanowienie Prokuratury będzie wskazywało na brak danych co do faktu popełnienia przestępstwa. Wówczas może być problem i warto dość uważnie przyglądać się temu co dostaliśmy, aby móc jeszcze zadziałać na etapie postepowania karnego.

 

A Państwo macie może już informację z tym jakie decyzje zapadają w ubezpieczalniach w przypadku takiej kradzieży?

 

Reklamy

Przeniesienie własności auta przy szkodzie kradzieżowej – autocasco.

Zwrócił się do mnie Czytelnik, który miał to nieszczęście, iż należący do niego pojazd został skradziony. Na tyle jednak miał szczęście, iż w myśl dawnego hasła PZU: „przezorny zawsze ubezpieczony”.  Tak wiec posiadał polisę AC przewidująca także odpowiedzialność ubezpieczyciela za kradzież.

Ubezpieczyciel przysłał poszkodowanemu szereg dokumentów, które miałby on zorganizować, między innymi ubezpieczalnia zażyczyła sobie podpisania umowy przeniesienia własności skradzionego auta.

Czytelnik w związku z tym żądaniem miał szereg wątpliwości: czy ubezpieczyciel może żądać przeniesienia własności, czy on może przenieść te własność w sytuacji gdy auto jest skradzione, a co w sytuacji gdy auto się odnajdzie?

No cóż jest to w zasadzie standardowa procedura przy wszystkich szkodach kradzieżowych w zasadzie wszystkich ubezpieczalni.

Uprawnienie do żądania złożenia podpisu pod umową przeniesienia własności auta wynika wprost z postanowień ogólnych warunków umowy AC.

I jest w zasadzie bardzo logiczne.

Skoro ubezpieczyciel stosownie do postanowień polisy wypłaca odszkodowanie za skradziony pojazd, to chciałby mieć szanse ( nawet promilową) na odzyskanie wypłaconego odszkodowania.

A co się stanie jak auto się odnajdzie? Wówczas ubezpieczyciel jako jego właściciel je odzyska i w dowolny przez siebie sposób zagospodaruje.

 

 

O nielojalnym zachowaniu ubezpieczyciela, czyli o zmianie sposobu rozliczenia szkody z naprawy na szkodę całkowitą dopiero w toku procesu.

512px-Crushed_Saturn
Autor: Mr Fish

Kilkanaście dni temu zapadł wyrok Sądu Okręgowego w Poznaniu wydany w wyniku wniesionej przeze mnie apelacji. Orzeczenie to niezmiernie mnie ucieszyło, gdyż problem tam poruszony dotyka wielu osób likwidujących szkody samochodowe.

Sprawa była dość banalna, ale coraz częściej przewijająca się przez sądową wokandę.

Pozwem  powód dochodził dopłaty odszkodowania z tytułu zaniżonej szkody częściowej.

W toku postępowania likwidacyjnego, pozwany uznał szkodę częściową, ustalając przy tym wartość pojazdu sprzed szkody na kwotę 6.700 zł i do tej kwoty pozwolił powodowi przeprowadzić naprawę. 

Powód naprawił pojazd poniżej tej kwoty (6.642 zł), ale pozwany obniżył wypłacone odszkodowanie, bo stwierdził, że zastosowana stawka za roboczogodzinę była za wysoka. W toku postępowania dowodowego, biegły sądowy potwierdził, że stawka za roboczogodzinę powoda była zasadna. Biegły zarazem wyliczył, że w przedmiotowej szkodzie, rzeczywista wartość pojazdu była niższa niż ustalił pozwany i zakwalifikował szkodę jako całkowitą.

Na tej opinii biegłego oparł się Sąd pierwszej Instancji, który uzasadniając swoją decyzję o oddaleniu roszczenia wskazał, że w pojeździe Nissan Almera stwierdzono szkodę całkowitą, a zatem należało ustalić odszkodowanie metodą dyferencyjną. Roszczenie powoda przekraczało ustaloną różnicę, implicite nie zasługiwało na uwzględnienie.

Mój Klient za moją namową nie zgodził się na takie rozstrzygnięcie czego konsekwencją było wniesienie apelacji. Naszym zdaniem nawet jeżeli w sprawie wystąpiła szkoda całkowita, to z winy pozwanej ubezpieczalni doszło do wygenerowania dodatkowych kosztów, za które ani powód ani poszkodowany nie odpowiada.

W uzasadnieniu apelacji wskazałem, iż w pierwszej kolejności należy podnieść, że odpowiedzialność pozwanego ograniczona jest do sumy ubezpieczenia. Oznacza to, że ubezpieczyciel, naprawiając szkodę jest zobowiązany do pokrycia wszelkich powstałych kosztów w danej sprawie, co do których powstania nie przyczynił się poszkodowany, które nie powstałyby, gdyby nie zdarzenie szkodowe, a które nie przekraczają sumy gwarancyjnej. Zgodnie z art. 15 ust. 1 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych (…), w przypadku ubezpieczenia obowiązkowego odpowiedzialności cywilnej zakład ubezpieczeń jest obowiązany zwrócić ubezpieczającemu uzasadnione okolicznościami zdarzenia, koszty poniesione w celu zapobieżenia zwiększeniu szkody w granicach sumy gwarancyjnej.

Podobną dyspozycję obejmuje art. 28 ustawy o działalności ubezpieczeniowej i rease-kuracyjnej: Zakład ubezpieczeń wypłaca odszkodowanie lub świadczenie na podstawie uznania roszczenia uprawnionego z umowy ubezpieczenia w wyniku ustaleń dokonanych w przeprowadzonym przez siebie postępowaniu, o którym mowa w art. 29, zawartej z nim ugody lub prawomocnego orzeczenia sądu.

Z powyższych przepisów, jednoznacznie wynika, że zakład ubezpieczeń odpowiada nie tylko za roszczenia uszczegółowione w konkretnych przepisach, jak np. określone w art. 363 k.c., ale za wszelkie koszty, niezawinione przez poszkodowanego, powstałe po zdarzeniu szkodowym.

Takie stanowisko reprezentują również przedstawiciele doktryny. M. Serwach, w komentarzu do art. 15 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych (…) podaje: Bezsporne jest, że zakład ubezpieczeń zobowiązuje się nie tylko do wypłaty odszkodowania, ale także pokrycia dodatkowych kosztów związanych z ustaleniem odpowiedzialności oraz likwidacją szkody. (Brodecki Z. (red.), Glicz M. (red.), Serwach M. (red.), Prawo ubezpieczeń gospodarczych. Komentarz. Tom I. Komentarz do przepisów prawnych o funkcjonowaniu rynku ubezpieczeń., LEX, 2010).

Stąd, nawet jeżeli w przedmiotowej sprawie, została ostatecznie stwierdzona szkoda całkowita w pojeździe, to koszty powstałe z powodu zakwalifikowania przez pozwanego szkody jako częściowej, są kosztami, za które odpowiada zakład ubezpieczeń, bowiem błędna kwalifikacja szkody i naprawa pojazdu była wynikiem jego działania.

W dalszej kolejności podniosłem, iż należy podkreślić, że pozwany jako zakład ubezpieczeń jest podmiotem profesjonalnym. W toku postępowania likwidacyjnego, w jego imieniu działają zawodowi rzeczoznawcy. Większość dzisiejszych biegłych sądowych było wcześniej właśnie rzeczoznawcami w zakładach ubezpieczeń. Tym samym, należy zakładać, że czynności wykonywane przez zakład ubezpieczeń w toku postępowania likwidacyjnego mają charakter fachowy, są dochowywane z ponadprzeciętną starannością i pozwalają budzić pewien zakres zaufania. Skoro więc pozwany ustalił wartość pojazdu sprzed szkody na kwotę 6.700 zł i wyraził zgodę na naprawę pojazdu do tej kwoty, to uznać należy że koszty powstałe wskutek takiej naprawy nie obwiniają powoda.

Z drugiej strony, nie może budzić wątpliwości, że do powstania kosztów przewyższających wartość szkody całkowitej, doszło na skutek niedochowania staranności przez pozwanego przy podejmowaniu działań ustawowo przewidzianych. Rzeczoznawca pozwanego nie pomylił się bowiem nieznacznie, ale przeszacował wartość pojazdu aż o 850 zł, co jest dużą różnicą, skoro biegły ustalił wartość pojazdu przed szkodą na kwotę 5850 zł. Art. 29 ust. 1 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych (…), wyraźnie wskazuje, że zakład ubezpieczeń podejmuje postępowanie dotyczące ustalenia stanu faktycznego zdarzenia losowego, zasadności zgłoszonych roszczeń i wysokości świadczenia. Natomiast jedną z podstawowych zasad prawa cywilnego jest dochowanie należytej staranności przy wykonywaniu zobowiązań umownych.

Zakład ubezpieczeń miał obowiązek oszacować szkodę. Skoro jest podmiotem profesjonalnym, należy uznać, że nie miał tego uczynić byle jak, ale z należytą starannością. Nie uczynił tego, a powstałych z tej przyczyny kosztów nie powinno się przenosić na powoda.

Przypomnieć jeszcze należy, że w trakcie postępowania likwidacyjnego od początku nie było mowy o szkodzie całkowitej, powód nie przeforsowywał swojego stanowiska lecz w zgodzie z pozwanym ustalał rozmiar szkody częściowej i warunki jej naprawy. Pozwany w kosztorysie eurotaxglass’s przesłanym powodowi po oględzinach, zawierającym rozliczenie kosztów naprawy, na samym końcu zawarł informację wskazującą na odpowiedzialność PZU S.A. maksymalnie do kwoty 6.700,00. Ponadto w notatce tej pozwany prosi o przedstawienie faktur za naprawę pojazdu, co sugeruje iż pozwany przewiduje i godzi się na naprawę pojazdu. Z tych względów odmowa refundacji naprawy dokonanej zgodnie z wytycznymi pozwanego jest niedopuszczalna. Zaznaczyć należy, że pozwany nie kwestionował ustalenia szkody częściowej w pojeździe Nissan Almera, a swoje zdanie w tym zakresie wyraził dopiero gdy Sąd go do tego zobowiązał, przyjmując wówczas korzystne dla siebie ustalenia biegłego. Pozwany w piśmie z dnia 04 października 2016 przyznał się, że nie weryfikował czy naprawa dokonana przez powódkę umożliwia przywrócenie samochodu do stanu sprzed kolizji drogowej.

Wyżej przedstawione okoliczności bezsprzecznie wskazują, iż pozwany nie zachował należytej staranności przy ustalaniu wysokości szkody w niniejszej sprawie i popełnił błąd w trakcie postępowania likwidacyjnego. Zarazem pozwany wprowadził w błąd powoda, który niezawinienie, przeprowadził naprawę. Naprawę, co warto podkreślić, po cenach rynkowych, co potwierdził biegły sądowy.

Podsumowując, uznać należy, że w świetle art. 29 ust. 1 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych (…), pozwany był zobowiązany rzetelnie ustalić zakres szkody. Zaniechanie tego, doprowadziło do powstania kosztów, za które co do zasady – na podstawie art. 15 ust. 1 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych oraz art. 28 ustawy o działalności ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej – odpowiada pozwany zakład ubezpieczeń. In concreto, doszło do powstania dodatkowych kosztów, niezawinionych przez powoda i w związku z zasadą pełnego odszkodowania, należało w całości uwzględnić powództwo.

Ponadto wskazałem, iż ustawa oraz orzecznictwo w różnych przypadkach sankcjonuje nieprawidłowe działanie zakładu ubezpieczeń w toku postępowania likwidacyjnego. Tytułem przykładu: można dochodzić odsetek ustawowych za opóźnienie od 31 dnia od daty zgłoszenia roszczeń ubezpieczycielowi, przyjmując że po tej dacie dochodzi do przewlekłości ze strony zakładu; można domagać się refundacji kosztów zleconej przez poszkodowanego opinii niezależnego rzeczoznawcy, który podważył ustalenia zakładu, co następnie potwierdził biegły sądowy; roszczenie z tytułu najmu pojazdu zastępczego można skutecznie rozszerzyć o okres, w którym pozwany zwlekał z przekazaniem warsztatowi kalkulacji po oględzinach naprawczych, które stanowią podstawę do przeprowadzenia naprawy. W niniejszej sprawie, również miało miejsce nieprawidłowe działanie zakładu ubezpieczeń.

Powiem szczerze, ze trochę ku mojemu zaskoczeniu Sąd Okręgowy w pełni podzielił wyżej wskazane argumenty.

Może trochę przedłużę ten artykuł, ale oddam głos sądowi, treść uzasadnienia ustnego na podstawie skryptu sądu:

„[Przewodniczący sprawozdawca 00:00:00.151] W tym miejscu Sąd Okręgowy przedstawi uzasadnienie wydanego rozstrzygnięcia. Będzie to uzasadnienie ustne, które na podstawie artykułu 328 paragraf 1(1) kpc zastępuje uzasadnienie pisemne. Przedmiotem postępowania apelacyjnego była kontrola prawidłowości wyroku Sądu Rejonowego Poznań – Grunwald i Jeżyce w Poznaniu z dnia 28 października 2016 roku wydanego w sprawie IX C 2261/14, sprawa prowadzona była z powództwa …. Serwis Blacharsko-Lakierniczy Spółki z ograniczoną odpowiedzialnością przeciwko Powszechnemu Zakładowi Ubezpieczeń S.A. w Warszawie. Zaskarżonym wyrokiem Sąd Rejonowy w znacznej części uwzględnił żądanie pozwu, oddalił pozew jedynie w nieznacznej części co do kwoty zaskarżonej apelacją, w grę wchodziło 638 złotych 56 groszy. Jeżeli chodzi o motywy rozstrzygnięcia Sądu Rejonowego, to pisemne uzasadnienie znajduje się na kartach 748 do 759 akt. Z najistotniejszych kwestii wymagających przypomnienia, to Sąd Rejonowy ustalił, że strona powodowa nabyła wierzytelności dotyczące odszkodowania za naprawę uszkodzonych pojazdów. Co do kwoty 638 złotych i 56 groszy Sąd Rejonowy ustalił, że w tym zakresie chodzi o szkodę w pojeździe Nissan Almera, wcześniej pojazd ten należał do Spółki z ograniczoną odpowiedzialnością [? 00:01:28.106], wierzytelność tą nabył powód. W toku postępowania likwidacyjnego strona pozwana określiła wartość pojazdu, wskazała, że w grę wchodzi jego naprawa i po dokonaniu naprawy przez stronę powodową została zakwestionowana ta naprawa tylko co do kwoty 638 złotych 56 groszy. W ocenie strony pozwanej zawyżono o stawkę roboczogodziny oraz niewłaściwie określono wartość części użytych do naprawy pojazdu. Sąd Rejonowy, oddalając żądanie pozwu w tym zakresie doszedł do wniosku, że w grę wchodziła szkoda całkowita, wynikało to z opinii biegłego, który wskazał, że koszt naprawy był wyższy od wartości pojazdu w chwili wypadku, a w związku z tym Sąd Rejonowy doszedł do wniosku, że strona powodowa nie domaga…, nie może domagać się w związku z tym uzupełnienia kosztów naprawy z uwagi na to, że wypłacona do tej pory kwota przez stronę pozwaną wyczerpuje szkodę powoda. Sąd Rejonowy wcześniej w oparciu o opinię biegłego ustalił, że rzeczywiście żądana kwota za naprawy znajdowała usprawiedliwienie w opinii biegłego i rzeczywiście, jeśli chodzi o wysokość szkody została ona prawidłowo określona przez stronę powodową. Z tym orzeczeniem nie zgodziła się strona powodowa, składając apelację, apelacja znajduje się na kartach 770 do 772. W apelacji domagano się zmiany zaskarżonego wyroku i uwzględnienia powództwa, czyli zasądzenia dodatkowo kwoty 638 złotych 56 groszy wraz ustawowymi odsetkami od 27 sierpnia 2014 roku natomiast w odpowiedzi na apelację strona pozwana domagała się oddalenia apelacji. I rozstrzygając o zasadności apelacji Sąd Okręgowy kierował się materiałem dowodowym zgromadzonym przed Sądem Rejonowym, w toku postępowania apelacyjnego nie zgłoszono bowiem żadnych wniosków dowodowych, a w ocenie Sądu Okręgowego brak było podstaw do prowadzenia dalszych dowodów z urzędu. W związku z tym, opierając się na tym materiale dowodowym, który został zgromadzony przed Sądem Rejonowym, Sąd Okręgowy doszedł do wniosku, że istnieją jednak podstawy do uwzględnienia powództwa w związku z tym wyrok podlegał zmianie na podstawie artykułu 386 paragraf 1 kodeksu postępowania cywilnego, a wskazana w apelacji kwota zasądzeniu od pozwanego na rzecz powoda. Przypomnieć należy pewne okoliczności, które być może umknęły nieco Sądowi Rejonowemu, że jeśli chodzi o powstanie szkody to sytuacja wyglądała w ten sposób, że szkoda została zgłoszona pozwanemu, który zaaprobował czy wręcz zaproponował dokonanie likwidacji szkody w ten sposób, że następuje to poprzez naprawę pojazdu i wskazał, że potrzebne są do tego rachunki, wskazał też limit kosztów naprawy i w ocenie Sądu Okręgowego przy takiej postawie strony pozwanej, która jest profesjonalistą i powinna w sposób prawidłowy przeprowadzić proces likwidacji szkody doszło do swoistego porozumienia między stronami co do tego, w jaki sposób szkoda ta zostanie zlikwidowana. Przypomnieć należy o treści obowiązującego prawa, czyli artykułu 354 kc 355 kc, czyli można wymagać od strony pozwanej wysokiej staranności biorąc pod uwagę prowadzoną przez nią działalność gospodarczą czy pamiętać też trzeba o pewnej lojalności przy wykonywaniu zobowiązania o współdziałaniu stron przy czynieniu tego, w związku z w tym w ocenie Sądu Okręgowego skoro na tym etapie postępowania strona pozwana zaakceptowała, że w taki sposób dojdzie do likwidacji szkody ta propozycja została zaakceptowana przez stronę powodową, która wykonała te czynności, na które wskazywała strona pozwana, a spór dotyczy wyłącznie wysokości dokonanej naprawy, czyli czy są podstawy do odliczenia pewnych kwot z tytułu amortyzacji części zamiennych i co do tego, jaką stawkę za roboczogodzinę przyjąć to w tej sytuacji skoro ten spór okazał się być rozstrzygnięty z korzyścią dla strony powodowej, gdyż biegły potwierdził, że te stawki, które są stosowane przez stronę powodową znajdują usprawiedliwienie to w ocenie Sądu Okręgowego brak jest podstaw w tym momencie, aby strona pozwana wycofywała się z wcześniejszych uzgodnień, tym bardziej, że opinia biegłego, która na to wskazywała została też wydana z przekroczeniem tezy dowodowej, gdyż w tezie dowodowej, która została przesłana biegłemu, tego typu okoliczności nie zostały wskazane do wyjaśnienia. W tej sytuacji Sąd Okręgowy uznając, że te rachunki, które zostały przedstawione przez stronę powodową pozwanemu mają usprawiedliwienie i ten sposób likwidacji szkody został zaakceptowany wspólnie przez strony, doszedł do wniosku, że istnieją podstawy do zasądzenia wskazanej kwoty i zmienił zaskarżony wyrok przez zasądzenie dodatkowo bezspornej kwoty 638 złotych 56 groszy. Również co do kwestii odsetek to nie budziło wątpliwości w tym zakresie, Sąd Okręgowy odwołuje się do argumentacji, która znajduje się w uzasadnieniu zaskarżonego wyroku. Zauważyć przy tym należy, że gdyby się okazało, że wskazana przez Sąd Okręgowy podstawa w grę nie wchodzi, można by się zastanawiać nad kwestią odpowiedzialności deliktowej strony pozwanej, która rzeczywiście w sposób mało lojalny postępuje, wskazując pewną drogę postępowania stronie przeciwnej, a następnie z tej drogi się wycofując, generując niepotrzebne koszty, podczas gdy to rzeczą strony pozwanego profesjonalisty było prawidłowe przeprowadzenie procesu likwidacji szkody i zagwarantowanie, że wszystko odbędzie się zgodnie z przepisami. Jeżeli chodzi o koszty postępowania w tym zakresie Sąd Okręgowy kosztami tymi obciążył stronę pozwaną jako przegrywającą na podstawie artykułu 98 kodeksu postępowania cywilnego. Na koszty te złożyła się opłata od apelacji w kwocie 32 złotych, a prócz tego wynagrodzenie radcy prawnego reprezentującego stronę powodową, w tym przypadku wysokość tego wynagrodzenia określono w oparciu o przepisy rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 22 października 2015 roku w sprawie opłat za czynności radców prawnych (Dziennik Ustaw, pozycja 1804), w grę wchodziło zastosowanie paragrafu 2 punktu 2 w związku z paragrafem 10 ustęp 1 punkt 1 i paragrafem 15 cytowanego rozporządzenia przy uwzględnieniu zmiany stawek wynikających z rozporządzenia z dnia 3 października 2016 roku, stąd kwota 135 złotych wynagrodzenia plus 32 złote opłaty sądowej w sumie 167 złotych i taka kwota została zasądzona. To wszystko, dziękuję.”

Czy otrzymane od ubezpieczyciela odszkodowanie trzeba przeznaczyć na naprawę auta?

Jakiś czas temu pisałem o uprawnieniu poszkodowanego co do podjęcia decyzji, w zakresie naprawiania auta uszkodzonego z winy osoby trzeciej.

Temat ten powrócił w pytaniu od Czytelnika zadanym jednak trochę z innej perspektywy. Stąd też raz jeszcze o tym napiszę.

Pytanie otrzymałem następujące:

„Dobry wieczór.

Dostałam odszkodowanie od ubezpieczyciela za uszkodzenia blacharskie auta według szacunkowej wyceny – kosztorysu sporządzonego przez PZU. Mam pytanie czy muszę to odszkodowanie przeznaczyć na naprawę auta czy mogę przeznaczyć na dowolny cel. Bo auto nie było pierwszej świeżości i odszkodowanie nie pokryje kosztów naprawy więc wydaje mi się, że nie ma raczej sensu. W ubezpieczalni powiedzieli mi, że przy ubezpieczeniu na kolejny okres będą chcieli zrobić zdjęcia auta. Więc chciałem się dowiedzieć czy muszę usunąć te zgłoszoną szkodę czy nie ?”

Zgodnie z treścią art. 363 Kodeksu cywilnego nie ma takiej potrzeby.  Przepis ten stanowi bowiem, iż :

Naprawienie szkody powinno nastąpić, według wyboru poszkodowanego, bądź przez przywrócenie stanu poprzedniego, bądź przez zapłatę odpowiedniej sumy pieniężnej. Jednakże gdyby przywrócenie stanu poprzedniego było niemożliwe albo gdyby pociągało za sobą dla zobowiązanego nadmierne trudności lub koszty, roszczenie poszkodowanego ogranicza się do świadczenia w pieniądzu.

Autorzy Kodeksu cywilnego zdecydowali więc, iż to co poszkodowany zrobi z należnym mu odszkodowaniem, to tylko i wyłącznie jego sprawa.

Jeżeli więc doszło do wypłaty odszkodowania na podstawie kalkulacji – szacunkowej wyceny szkody, to poszkodowany decyduje ( przepis mówi wprost: według jego wyboru), czy chce on szkodę naprawić, czy za otrzymane odszkodowanie pojechać na wakacje lub kupić dzieciom lody.

Jego wybór!

Oczywiście jak ubezpieczyciel będzie wznawiał ubezpieczenie i jego agent wykona fotografie auta, to i wartość pojazdu będzie mniejsza i kolejne odszkodowanie w razie szkody pewnie też, ale to już zupełnie inny temat.

Naprawa czy wymiana – co decyduje o sposobie naprawienia szkody?

Jakiś czas temu otrzymałem maila od Czytelnika bloga o następującej treści:

„Dzień dobry,

czytając Pana bloga nie odnalazłem odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie. Posiadam ubezpieczenie AC (wariant serwisowy) w PZU. O warunkach naprawy pojazdu zobowiązuje nas jedynie jeden dokument – OWU który jest bardzo ogólny.

Otóż mój problem polega na tym – iż w aucie mam wgniecioną maskę, ubezpieczyciel oczywiście chce ją naprawić, a ja chcę ją wymienić. Czy mam do tego prawo?

 

W OWU (§ 17) jest jedynie taki zapis:

(…) koszty naprawy pojazdu ustalane są na podstawie następujących cen części zamiennych zakwalifikowanych do wymiany:

1)    w wariancie serwisowym: cen części oryginalnych;

(…)

Wiem że istnieje technologia naprawy producenta danego auta która mówi który element i w jaki sposób może zostać naprawiony. Ale OWU już nie mówi kiedy element kwalifikuje się do wymiany a kiedy do naprawy. Dla mnie logicznym jest, że każdy uszkodzony element (zdeformowany) który jest elementem wymiennym, kwalifikuje się do wymiany i powinien być wyceniony na podstawie nowych cześć oryginalnych, a co za tym idzie powinien być tą częścią zastąpiony. Naprawie powinny podlegać tylko elementy niewymienne jak np dach, słupki itp.

Dodatkowo, na samej stronie ubezpieczyciela reklamują AC jak poniżej:

„ Jeżeli jesteś przywiązany do marki i jakości gwarantowanej przez producenta swojego samochodu, wybierz wariant serwisowy. Jeśli samochód będzie wymagał naprawy, użyte zostaną wyłącznie części oryginalne.”

Czy da się jasno określić że mam prawo do wymiany uszkodzonej części jeśli uszkodzenie to tylko niewielkie wgniecenie?”

Pytanie bardzo ciekawe i w zasadzie z skutkami odpowiedzi na nie mierzą się dziesiątki osób dziennie, które po kolizji komunikacyjnej oddają swoje auto do warsztatu. Co oczywiste od decyzji likwidatora zależeć będzie, czy odszkodowanie będzie przyznane w wysokości wyższej- w razie wymiany części, czy niższej- gdy dana część zakwalifikujemy jedynie do naprawy.

Tak więc kto, co decyduje o tym, czy dana część ma być naprawiana, czy wymieniona na nową?

Moim zdaniem decydująca jest tu technologia producenta. A więc zespół wytycznych, które producent danego modelu przewidział dla usunięcia skutków danej kolizji.

Posługując się cytatem:

„Instrukcja Naprawy wg Producenta (TIPS) to informacja dostępna na platformie  w module graficznym Obrazu Uszkodzeń, służąca wsparciu użytkownika przy wykonywaniu precyzyjnej i rzetelnej kalkulacji uwzględniającej specyficzne procedury naprawy. Informacje zawarte w Instrukcji Naprawy bazują na przekazanych przez producentów pojazdów informacjach związanych z technologią naprawy”

Jeżeliby więc powstał tu spór na linii ubezpieczyciel warsztat i poszkodowany, to poszkodowany musiałby się zwrócić do danego producenta marki lub zlecić opinię rzeczoznawcy samochodowemu.

Czy ubezpieczyciel zwraca koszt prywatnej opinii rzeczoznawcy?

Siłą rzeczy wchodząc w spór z ubezpieczalnią poszkodowany musi sięgnąć do wiedzy fachowej.

Jak wiadomo wiedza kosztuje.

Kosztuje także możliwość skorzystania z tzw. prywatnej opinii rzeczoznawcy. Tytułem przykładu : w sprawie związanej z zaniżeniem odszkodowania za szkodę w samochodzie, będzie to rzeczoznawca samochodowy z dziedziny kosztorysowania szkód komunikacyjnych, w szkodzie zalaniowej kosztorysant budowlany.

Pytanie jakie w związku z  tym się pojawia, to czy jeżeli korzystając z wiedzy biegłego uda nam się udowodnić swoje racje, to czy można żądać od ubezpieczyciela zwrotu poniesionych na wykonanie opinii kosztów?

Z mojego doświadczenia wynika, iż nie ma tu większych problemów. Sąd dość jednolicie stoją w takiej sytuacji po stronie osób poszkodowanych.

W tym miejscu należy wskazać, że w judykaturze Sądu Najwyższego przyjmuje się, że jeżeli strona poniosła koszty sporządzenia prywatnej opinii rzeczoznawców, która zaprzeczała stanowisku oponenta, to przegrywający winien zwrócić koszty wykonania ekspertyzy.

Powyższe stanowisko wyrażone zostało w wyroku z dnia 2 września 1975 w sprawie I CR 505/75, w którym Sąd Najwyższy stwierdził:

Dokonana przed wszczęciem postępowania sądowego i poza zabezpieczeniem dowodów ekspertyza może być istotną przesłanką zasądzenia odszkodowania. W takim wypadku koszt ekspertyzy stanowi szkodę ulegającą naprawieniu (art. 361 k.c.). Należy zauważyć, iż zlecenie wykonania opinii było niezbędne dla ustalenia zasadności statusu roszczenia. Wobec powyższego koszt uzyskania takiej wyceny wchodzi w zakres niezbędnych kosztów związanych z roszczeniem powoda.

Stała suma ubezpieczenia- czyli o tym, że ubezpieczyciel powinien dotrzymywać słowa!

Wpis z gatunku: ciekawe i wygrane sprawy sądowe. O tyle sprawa ciekawa, iż przyjęta w opisanej w niniejszym artykule sprawa na pewno nie miała charakteru jednostkowego, a jak się okazało po sądowym rezultacie warto było podnieść rękawicę rzuconą przez ubezpieczyciela.

Otóż jakiś czas temu zgłosił się do mnie poszkodowany   – właściciel pojazdu marki Suzuki Swift, który z zakładem ubezpieczeń Hestia zawarł między innymi ubezpieczenie Autocasco.

Co istotne poszkodowany w momencie zakupu polisy zdecydował się za zapłatą dodatkowej składki do wykupienia opcji niezmiennej sumy wartości ubezpieczenia. Tj. płacąc dodatkowe kilkanaście procent wydawało mu się, iż uzyskał pewność, że przez okres ubezpieczenia w razie zdarzenia zakład ubezpieczeń nie będzie kwestionował ustalonej w polisie wartości auta.

No cóż był w błędzie.

W listopadzie 2015 r. miała miejsce kolizja, w której przedmiotowy pojazd został uszkodzony. Powód niezwłocznie zgłosił szkodę swojemu ubezpieczycielowi, który na podstawie oględzin pojazdu, stwierdził nieopłacalność jego naprawy oraz zakwalifikował szkodę jako całkowitą.

Z tym poszkodowany nie miał problemu.

Zdziwienie poszkodowanego wywołał fakt, iż ubezpieczyciel STU Ergo Hestia S.A. oszacował wartość szkody na kwotę 11.600 zł i takie też przyznał odszkodowanie.

Właściciel Suzuki o tyle się zdziwił, iż zakład ubezpieczeń przyjął wartość pojazdu przed szkodą w kwocie 15.800 zł, a wartość wraku w kwocie 4.200 zł. Gdy tymczasem powód zawierając umowę zdecydował się na stałą sumę ubezpieczenia tj. stałą wartość pojazdu w czasie obowiązywania umowy, która na dzień zawarcia umowy została ustalona na  18.625 zł. Co za tym idzie wartość szkody całkowitej zdaniem poszkodowanego powinna odpowiadać różnicy między 18625 a 4200.

Jedynie na marginesie pojawił się drugi zarzut, iż ubezpieczyciel dokonał wyceny wartości pojazdu na dzień zawarcia umowy w systemie INFO-EKSPERT, zamiast w systemie Eurotax. Poszkodowany nie godząc się na takie potraktowanie przez pozwanego, zlecił niezależnemu ekspertowi wykonanie opinii w sprawie wysokości wartości pojazdu na dzień zawarcia umowy.

Ubezpieczyciel  w swoich decyzjach jako przyczynę wyliczenia wartości pojazdu na dzień zawarcia umowy wskazał uprzednie niezgodne oszacowanie pojazdu z postanowieniami OWU. Pozwany powołując się na § 1.1 oraz 1.2. OWU KLAUZULE 02 dokonał ponownego oszacowania wartości pojazdu na dzień zawarcia umowy.

W skrócie STU ERGO Hestia twierdziła, iż faktycznie jej ubezpieczony kupił polisę z bajerem, tj. ochroną wartości ustalonej wartości pojazdu w polisie. Ale kwota ta przy zawarciu ubezpieczenia została ustalona źle co za tym idzie zdaniem ubezpieczalni można ja jeszcze raz zweryfikować.

Oczywiście w dół, a nie w górę.

Zdaniem poszkodowanego taka konstrukcja treści zawartej w OWU klauzuli pozwala na dowolną zmianę ww. wartości pojazdu.

Poszkodowany w wytoczonym Hestii pozwie wskazał, iż :

„Możliwość takiej ingerencji zaprzecza istocie instytucji stałej sumy ubezpieczenia i jest sprzeczna z dobrymi obyczajami. Warto podkreślić, iż przyjęcie stałej sumy ubezpieczenia jest dodatkowo płatne i zwiększa składkę AC uiszczaną na rzecz zakładu ubezpieczeń. Ponowne oszacowanie wartości umożliwia wypłatę mniejszego odszkodowania ubezpieczonym i prowadzi do osiągania korzyści przez zakład ubezpieczeń. Wobec powyższego należy uznać, że klauzla zwarta w § 1.1 oraz 1.2.OWU KLAUZULE ma charakter abuzywny.

Zgodnie z art. 385 [1] § kpc postanowienia umowy zawieranej z konsumentem nie uzgodnione indywidualnie nie wiążą go, jeżeli kształtują jego prawa i obowiązki w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami, rażąco naruszając jego interesy (niedozwolone postanowienia umowne). Niewątpliwe taki charakter ma powyższy zapis.

W rozumieniu art. 3851 § 1 k.c. „rażące naruszenie interesów konsumenta” oznacza nieusprawiedliwioną dysproporcję praw i obowiązków na jego niekorzyść w określonym stosunku obligacyjnym, natomiast „działanie wbrew dobrym obyczajom” w zakresie kształtowania treści stosunku obligacyjnego wyraża się w tworzeniu przez partnera konsumenta takich klauzul umownych, które godzą w równowagę kontraktową tego stosunku. Obie, wskazane w tym przepisie, formuły prawne służą do oceny tego, czy standardowe klauzule umowne zawarte we wzorcu umownym przekraczają zakreślone przez ustawodawcę granice rzetelności kontraktowej twórcy wzorca w zakresie kształtowania praw i obowiązków konsumenta. – tak SN w wyroku z dnia 13.07.2005 r. w sprawie I CK 832/04.

W piśmiennictwie nadto wskazuje się, w stosunkach z konsumentami szczególne znaczenie mają te oceny zachowań podmiotów w świetle dobrych obyczajów, które odwołują się do takich wartości jak: szacunek wobec partnera, uczciwość, szczerość, zaufanie, lojalność, rzetelność i fachowość. Im powinny odpowiadać zachowania stron stosunku, także w fazie przedumownej. Postanowienia umów, które kształtują prawa i obowiązki konsumenta, nie pozwalając na realizację tych wartości, będą uznawane za sprzeczne z dobrymi obyczajami (tak A. Olejniczak (w:) Kodeks cywilny. Komentarz. Tom III. Zobowiązania – część ogólna, Lex 2010).

Z uwagi na powyższe, pozostałe wyjaśnienia pozwanego zawarte w jego decyzjach uznać należy za zbędne, bowiem dotyczą one określania wartości pojazdu, do którego w rzeczywistości nie powinno ponownie dojść. Podpisując umowę strony obopólnie zgodziły się na przyjętą stałą sumę ubezpieczenia, natomiast zawartą w OWU klauzulę należy uznać za niedozwoloną, a tym samym podjęte na mocy jej treści działanie za bezpodstawne.

Nadto warto podkreślić, iż pozwany nie przestrzega zawartej przez strony umowy, bowiem wyceny wartości pojazdu na dzień zawarcia umowy dokonał w programie INFO-EKSPERT. Na mocy § 6 OWU Autocasco ustalenie wartości pojazdu dokonywane jest w oparciu o system Eurotax.”

Rezultat tak wniesionego pozwu?

Wyrok wydany a odszkodowanie już w pełnej wysokości na koncie klienta.