OC SKOKOWO W GÓRĘ!? Czy po wyroku Sądu Najwyższego dopuszczającego zadośćuczynienie dla „pośrednio” poszkodowanych czeka nas skokowa fala podwyżek stawek OC?

Reymerswaele_Two_tax_collectors_(detail)_04Głośny wyrok Sądu Najwyższego z 27 III 2018 r., o którym pisałem TUTAJ, a który dopuścił możliwość dochodzenia zadośćuczynienie nie tylko dla bezpośrednio pokrzywdzonych w wyniku wypadku, czy innego zdarzenia, ale także dla bliskich osób najbardziej poszkodowanych odbił się także szerokim echem wśród ubezpieczycieli.

W wypowiedziach jakie znalazłem w internecie pojawia się informacja, iż być może nawet może kierowców czekać:

SKOKOWA PODWYŻSZKA CEN OC

A to wszystko z uwagi na nie uwzględnienie przez ubezpieczycieli w swoich kalkulacjach skutków finansowych wyroku Sądu Najwyższego rozszerzającego krąg osób uprawnionych do dochodzenia zadośćuczynienia, także na osoby bliskie bezpośrednio poszkodowanych.

Niektóre scenariusze, na które wskazują nawet na możliwość upadku kilku ubezpieczycieli oraz na  konieczność skokowej podwyżki składek na ubezpieczenie obowiązkowe OC.

Przy bardziej  optymistycznym wariancie ceny pójdą w górę o kilkanaście, dwadzieścia procent do góry.

Trzeba wskazać, iż według szacunków Komisji Nadzoru Finansowego że średnio zadośćuczynienie dla osoby bliskiej ciężko rannego może wynieść ponad 40 tys.zł.

Przy czym taka kwota, podobnie jak w przypadku zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej będzie wypłacane kilku osobom bliskim.

KNF szacuje, iż łączna wartość wypłat dla pośrednio poszkodowanych może wynieść w zależności od scenariusza kilkaset milionów złotych do kilku miliardów w wersji najbardziej realnej. Choć jest i wersja mówiąca o wypłatach rzędu kilkunastu miliardów.

W kontekście prawie 100 % podwyżek stawek OC w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy informacja ta nie napawać będzie optymizmem właścicieli pojazdów.

 

Reklamy

Jakie zmiany czeka wynajem pojazdów z OC sprawcy po niedawnym wyroku Sądu Najwyższego.

„Czy w ramach obowiązku minimalizacji szkody, poszkodowanemu który nie skorzystał z oferty najmu pojazdu od ubezpieczyciela OC posiadaczy pojazdów mechanicznych, oferującego mu bezpłatnie pojazd zastępczy według stawek niższych, od oferowanych przez wynajmującego, przysługuje zwrot faktycznie poniesionych wydatków na najem pojazdu zastępczego?​”
Pytanie to doczekało się aż uchwały, wydanej w dniu 24 sierpnia 2017 r. w sprawie pod sygn. akt: III CZP 20/17 o następującej treści:

​”Wydatki na najem pojazdu zastępczego poniesione przez poszkodowanego,  przekraczające koszty zaproponowanego przez ubezpieczyciela skorzystania z takiego pojazdu są objęte odpowiedzialnością z tytułu umowy obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej posiadaczy pojazdów mechanicznych, jeżeli ich poniesienie było celowe i ekonomicznie uzasadnione.”

 

Wyrok ten będzie miał na pewno kolosalne znaczenie dla spraw, które zalewają polskie sądy- czyli roszczeń o zwrot kosztów wynajmu pojazdu zastępczego.

Odkąd bowiem kilka lat temu również Sąd Najwyższy dał zielone światło dla zwrotu kosztów wynajmu pojazdu zastępczego dla zwykłych użytkowników dróg, niekoniecznie będących przedsiębiorcami, wiele firm poczuło biznes czego skutkiem jest zakorkowanie sądów dziesiątkami tysięcy spraw o odszkodowanie za najem pojazdu zastępczego.

Doszło do sytuacji, w której pojazd zastępczy nie jest li tylko elementem oferty warsztatu naprawiającego szkodę, ale wręcz na miejscu zdarzenia pojawiają się przedstawiciele firm, zajmujących się tylko wynajmem pod klientów poszkodowanych w wypadkach z OC sprawcy i które to wręcz wpychają poszkodowanym auto zastępcze, by móc potem dochodzić od ubezpieczyciela zwrotu tego wynajmu. O czym kiedyś pisałem TUTAJ.

Ubezpieczyciele w toku spraw sądowych próbowali walczyć z tymi roszczeniami ,kwestionują zasadną długość najmu pojazdu jak i wysokość zastosowanej stawki za najem.

O ile wyżej cytowane orzeczenie nic nie zmienia w zakresie batalii związanej z długością okresu wynajmu, to radykalnie moim zdaniem odmieni losy wielu postępowań sądowych jak i model biznesowy wielu firm zajmujących się wynajmem aut.

Już bowiem od jakiegoś czasu ubezpieczyciele zaczęli zawierać umowy z dużymi firmami zajmującymi się najmem pojazdu i w ramach tego porozumienia oferowali poszkodowanym wynajęcie pojazdu w jednej z przez siebie wskazanych wypożyczalni aut zastępczych. Siłą rzeczy taka wypożyczalnia uzyskując niejako hurtowy zakup swoich usług mogła przedstawić cenę najmu w kwocie znacznie niższej od tej, która obowiązywała na rynku detalicznym, czy w firmach „auto z OC sprawcy”.

Wydźwięk uchwały Sądu Najwyższego będzie natomiast taki, iż w sytuacji, w której ubezpieczyciel zaproponuje poszkodowanemu wynajem auta zastępczego w kwocie X, np za 50 zł za dzień, to w sytuacji gdy poszkodowany mimo wszystko zdecyduje się na wynajem auta w firmie „Wynajem aut z OC sprawcy” za dajmy na to cenę 100 zł, to wówczas sąd zasądzi na jego rzecz zwrot jedynie 50 zł.

Dla samych poszkodowanych nie powinno mieć to większego znaczenia o ile dopilnują treści umów zawieranych z „wypożyczalniami z OC sprawcy”, w taki sposób iż ryzyko przegrania sprawy w tym zakresie przechodzi na wynajmującego. Uważam, ze nie powinno być z tym problemów, gdyż w obecnym modelu rynkowym głównym beneficjentem możliwości dochodzenia odszkodowań z Oc sprawcy nie są poszkodowani, ale własnie pośrednicy w postaci firm „wynajmujących pojazd z Oc sprawcy.”

Chyba że trafi akurat na nieuczciwego przedsiębiorce, który w takiej sytuacji różnicy będzie dochodził od poszkodowanego. Będzie to jednak moim zdaniem strzał w stopę całej branży. W momencie, w którym rozeszło by się, iż wynajmujący swoje zyski realizują nie na ubezpieczycielach, a na poszkodowanych, to dopiero wówczas nastąpiło by tornado w postaci odwrotu klientów od tego typu usług.

Co czeka branże w niedalekiej przyszłości?

Z rozmowy z prawnikiem obsługującym procesy szkodowe jednej z naszych ubezpieczalni wynika, czego można było się spodziewać, iż ubezpieczyciele przystąpią teraz do budowania albo własnej dużej floty pod wynajem lub zawrą umowy z dużymi graczami na rynku wynajmu. Czego skutkiem będzie oferowanie poszkodowanym  auta zastępczego w relatywnie niskiej cenie, cenie do której zapłaty zobowiąże się sam ubezpieczyciel.

W zasadzie jakby się nad tym zastanowić, to w takiej sytuacji powstałby pewnie model idealny. Masz szkodę, a ubezpieczyciel sam tobie dostarcza pojazd zastępczy.

Dla poszkodowanych więc ideał. Niestety można się spodziewać, iż nie będzie tak różowo. Wchodzi bowiem drugi czynnik- długość wynajmu. Z doświadczenia moich klientów, którzy skorzystali z oferty ubezpieczycieli wynika, iż auto od ubezpieczalni dostali, ale musieli je oddać po kilku dniach, tygodniu, gdy jeszcze do zakończenia procesu likwidacji szkody była długa droga.

Tak więc przypuszczam, iż wielu przedsiębiorców wynajmujących auto z Oc sprawcy na rynku się utrzyma, na pewno nie będzie to też wielki problem dla warsztatów, które wynajmują auta tylko przy okazji naprawy.

Natomiast tego typu firmy będą musiały przyjąć pewną strategię, o czym w kolejnym wpisie.

 

 

 

 

 

 

Czy poszkodowany musi naprawić auto aby dostać odszkodowanie?

W zasadzie dla mnie odpowiedź na tak postawione pytanie jest na tyle oczywista, iż nawet nie przyszło mi do głowy aby pisać o tym post na blogu.

Jak się można domyśleć z samego faktu, iż dla mnie jako prawnika jest to sprawa jasna nie oznacza, iż tę jasność podzielają poszkodowani.

Otóż z następującym pytaniem zwróciła się do mnie Czytelniczka niniejszego bloga:

„Witam.

Miałam niedawno taką sytuację, iż należący do mnie pojazd został uszkodzony przez jednego Pana, który trafił kijem w mój samochód. Pan przyznał się do winy. Nie ma on niestety ubezpieczenia tak więc odszkodowanie powinien mi zapłacić on. Przy czym sprawca wskazuje, iż zapłaci mi po przedstawieniu faktury za naprawę?

Pytanie, czy w związku z tym muszę naprawić to auto. Są to drobne wgniecenia i przerysowania lakieru i w zasadzie jakbym otrzymała odszkodowanie, to bym tego teraz nie naprawiała?”

No cóż odpowiedź na to pytanie daje Kodeks cywilny, który w art. 363 mówi:

Naprawienie szkody powinno nastąpić, według wyboru poszkodowanego, bądź przez przywrócenie stanu poprzedniego, bądź przez zapłatę odpowiedniej sumy pieniężnej. Jednakże gdyby przywrócenie stanu poprzedniego było niemożliwe albo gdyby pociągało za sobą dla zobowiązanego nadmierne trudności lub koszty, roszczenie poszkodowanego ogranicza się do świadczenia w pieniądzu.

Co ten zapis oznacza?

To poszkodowany decyduje ( według jego wyboru) w jaki sposób chce on aby szkodę naprawić. Może to być przywrócenie stanu poprzedniego, a więc naprawa auta i zwrot poniesionych kosztów z tym związanych. Ale równie dobrze poszkodowany może podjąć decyzję, iż po skasowaniu odszkodowania będzie jeździł autem uszkodzonym. Z tego tytułu żadnego zarzutu czynić mu nie ma podstaw.

Co za tym idzie sprawca szkody nie ma tu nic do gadania. Jeżeli poszkodowany nie chce naprawiać auta, to należy mu się odszkodowanie według przewidywanych kosztów usunięcia szkody. I tyle.

 

Odszkodowanie od Lotniska Ławica w Poznaniu- termin zawity a data doręczenia pozwu.

Temat dość skomplikowany, ale ostatnio bardzo na czasie w sprawach rozpoznawanych przez poznańskie sądy. O odszkodowaniu z tytułu ustanowienia strefy ograniczonego użytkowania wokół lotniska pisałem już TUTAJ. 

Natomiast w tym wpisie zajmę się tematem wywołanym przez Sąd Najwyższy w jednym z orzeczeń.

Dla przypomnienia wskazać należy, iż zgodnie z ustawą poszkodowani utworzeniem strefy wokół lotniska mieli dwa lata na zgłoszenie roszczeń Lotnisku Ławica w Poznaniu. W momencie upływu terminu wiele osób, które starały się o odszkodowanie nie będąc jeszcze pewnym ewentualnego rozstrzygnięcia – stanowiska biegłych, kierowało pozwy lub wnioski o zawezwanie do próby ugodowej w ostatnim możliwym momencie. Często w ostatnim dniu.

I teraz wracając do uzasadnienia Sądu Najwyższego do wyroku z dnia 2 października 2015 r. (sygn. akt II CSK 720/14), w którym to sąd niejako na marginesie innej sprawy uznał, iż samo wniesienie pozwu lub skierowanie wniosku o zawezwanie do próby ugodowej skierowane do Sądu, w sytuacji, w której pozew ten lub zawezwanie nie zostało przez sąd doręczone przed upływem terminu nie przerywa biegu tego terminu.

Skutkiem takiego poglądu jest masowa akcja pełnomocników Lotnika Ławica, którzy powołując się na ten wyrok wnoszą o oddalenie powództwa.

Niekiedy faktycznie sądy pogląd ten podzielają. Jednakże z mojej obserwacji wynika, iż co jest bardzo istotne z treścią tezy wskazanej w wyroku Sądu Najwyższego gremialnie nie zgadza się orzecznictwo sądów powszechnych, w tym i sądy apelacji poznańskiej.

W orzecznictwie sądów powszechnych, w tym sądów apelacji poznańskiej prezentowany jest odmienny pogląd, dla którego reprezentacyjne jest orzeczenie Sądu Okręgowego w Poznaniu z dnia 18 lutego 2016 r., sygn. akt XII C 515/14. W treści uzasadnienia czytamy:

Dalej sąd zauważa, że zgodnie z przepisem art. 129 ust. 4 ustawy Prawo ochrony środowiska z roszczeniem odszkodowawczym „można wystąpić” w okresie dwóch lat od wejścia w życie rozporządzenia lub aktu prawa miejscowego powodującego ograniczenie sposobu korzystania z nieruchomości. Cytowany przepis ustawy wprowadza termin zawity, niebędący terminem przedawnienia, którego upływ ma ten skutek, że roszczenie to wygasa (por. np. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 10 października 2008 r., II CSK 216/2008). Terminowe zgłoszenie roszczenia odszkodowawczego obowiązanemu powoduje, że roszczenie nie wygasa, przy czym do zgłoszenia roszczenia nie jest niezbędnie konieczne jego dochodzenie przed sądem. Ponieważ jest to odszkodowawcze roszczenie majątkowe, co do którego zastosowanie znajduje art. 117 § 1 k.c. stwierdzić należy, że podlega ono przedawnieniu. Przepisy ustawy Prawo ochrony środowiska nie statuują szczególnych postanowień oznaczających termin przedawnienia tego roszczenia. Ponieważ nie jest to roszczenie wynikające z reżimu odpowiedzialności deliktowej, nie ma podstaw do zastosowania w tym przypadku przepisu art. 442 1 § 1 k.c. Przyjąć więc należy, że roszczenie przewidziane w art. 129 ust. 2 ustawy przedawnia się w terminie ogólnym z art. 118 k.c. (w rozpoznawanej sprawie wynoszącym 10 lat). Termin ten biegnie od chwili powstania roszczenia – to znaczy od dnia wprowadzenia ograniczeń korzystania z nieruchomości w drodze ustanowienia obszaru ograniczonego użytkowania, od tego momentu bowiem roszczenie jest wymagalne i może być dochodzone od zobowiązanego (por. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 4 grudnia 2013 r., II CSK 161/13).

Dokonując interpretacji treści art. 129 ust. 1-4 w zw. z art. 136 ust. 1 ustawy – Prawo ochrony środowiska, odwołując się w pierwszej kolejności do gramatycznego sensu tych przepisów, Sąd stanął na stanowisku, że zawarte w art. 129 ust. 4 tej ustawy sformułowanie „można wystąpić” jest bez wątpienia pojęciem szerszym od określenia zgłaszać, dochodzić w rozumieniu zgłaszać roszczenie w postępowaniu sądowym. Zatem wystąpienie, o jakim mowa w art. 129 ust. 4 cytowanej ustawy, jako pojęcie szersze, musi zawierać w sobie m.in. dochodzenie roszczeń w rozumieniu stricte sądowego dochodzenia realizacji swoich uprawnień. Racjonalny ustawodawca zastosował zaś określenie „można wystąpić” dopuszczając słusznie także pozasądowy tryb realizacji powołanych roszczeń uprawnionych, gdyż nie jest wykluczone, że strony mogłyby polubownie dojść do porozumienia w kwestii zaistnienia ewentualnej szkody oraz sposobu jej naprawienia przez obowiązanego. Poza tym warto podnieść – w zgodzie z zasadami logicznego rozumowania – że skoro w świetle przytoczonych judykatów, ujmując to w skrócie, roszczenia właścicieli „ograniczonych” nieruchomości podlegają szczególnym ograniczeniom czasowym przewidzianym w art. 129 ust. 4 ustawy – Prawo ochrony środowiska, tj. z tymi roszczeniami można wystąpić w okresie 2 lat od dnia wejścia w życie stosownego źródła prawa (obowiązywania źródła owego ograniczenia wykorzystania, przeznaczenia nieruchomości) i bez wątpienia wystarczy w tym okresie „zgłosić” to roszczenie obowiązanemu – co do czego między stronami nie ma sporu i do czego przychyla się również Sąd – to tym bardziej wytoczenie przez uprawnionego (powoda) w zawitym terminie powództwa obejmującego roszczenie z art. 129 ust. 1-2 powołanej ustawy pozwala zachować to żądanie jako skuteczne. Bowiem a maiori ad minus „wystąpienie” z roszczeniem w rozumieniu art. 129 ust. 4 cytowanej ustawy bez wątpienia konsumuje – zawiera w sobie, wytoczenie powództwa, przez które obowiązany dowiaduje się o żądaniu powoda. Innymi słowy a fortiori ad minus z wytoczeniem powództwa można i należy wręcz wiązać skutki wystąpienia z roszczeniem, gdyż wytoczenie powództwa jest szczególnym – sformalizowanym przypadkiem „wystąpienia” z roszczeniem w rozumieniu art. 129 ust. 4 cytowanej ustawy.”

Takie same stanowisko jest prezentowane także w innych orzeczeniach sądów okręgowych i apelacyjnych z całej Polski, zwłaszcza z obszaru apelacji poznańskiej np.

  • wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z dnia 10 grudnia 2015 r. I ACa 1229/15, LEX 2004525,

cyt. Art. 129 ust. 4 p.o.ś. posługując się określeniem „wystąpić z roszczeniem”, bliżej go nie określa ani też nie odsyła do któregokolwiek z innych przepisów ustawy, który mógłby posłużyć wykładni tego pojęcia. Nie da się w sposób uzasadniony twierdzić, że z brzmienia tego przepisu wynika obowiązek uprzedniego zawiadomienia podmiotu odpowiedzialnego za spełnienie świadczenia odszkodowawczego, że poszkodowany tak kwalifikowaną normatywnie pretensję wobec niego zgłasza, a zaniechanie tego „aktu staranności”, w terminie dwóch lat od daty wejścia w życie aktu prawa miejscowego, wprowadzającego ograniczenia, będące źródłem szkody, skutkuje wygaśnięciem roszczenia. Wskazując, że pojęcie to jest szersze zakresowo aniżeli pojęcie „dochodzenia roszczenia przed sądem” należy przyjąć, że poszkodowany dla zachowania terminu o którym mowa w tym przepisie może wybrać jedną z dwóch możliwych form „wystąpienia z roszczeniem”. Pierwszą z nich jest skierowanie żądania bezpośrednio do jego adresata, podmiotu zobowiązanego do wyrównania szkody, a drugą wystąpienie z nim na drogę sądową przeciwko niemu.

  • wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z dnia 30 października 2015 r. I ACa 884/15,

  • wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi z dnia 26 lutego 2013 r. I ACa 1307/12, LEX 1294809,

  • wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 6 lipca 2011 r., VIA Ca 14/11:

cyt. Prawo do dochodzenia roszczenia przed sądem zostaje więc zachowane także wówczas, gdy poszkodowany w okresie biegu dwuletniego terminu z art. 129 ust. 4 ustawy złoży wniosek o zawezwanie do próby ugodowej.

  • wyrok Sądu Apelacyjnego w Poznaniu z dnia 07 lutego 2013 r., I ACa 1156/12,

cyt. Należy również wskazać, że w ocenie Sądów obydwu instancji, powódka nie była dodatkowo zobowiązana przed wytoczeniem powództwa do wezwania pozwanego do zapłaty. Wniesienie powództwa do sądu powszechnego stanowi niewątpliwie „wystąpienie z roszczeniem”, o którym mowa w art. 129 ust. 4 u.p.o.ś. W wyroku z dnia 10 października 2008 r., sygn. akt II CSK 216/08 (LEX nr 577165) Sąd Najwyższy wyjaśnił, że termin zgłoszenia roszczeń, o których mowa w art. 129 ust. 4 u.p.o.ś., jest terminem zawitym, a nie terminem przedawnienia. W przepisie tym ustawodawca określił termin, w którym można wystąpić z żądaniem zapłaty odszkodowania za poniesioną szkodę, to jest przed upływem dwóch lat od wejścia w życie rozporządzenia powodującego ograniczenie sposobu korzystania z nieruchomości. W świetle powyższych rozważań oraz w odniesieniu do argumentacji skarżącego przedstawionej w apelacji wskazać należy, że nie ma jakichkolwiek podstaw do przyjęcia, że zgłoszenie żądania nie może nastąpić przez wytoczenie powództwa o zapłatę. W konsekwencji kwestia daty doręczenia pozwanemu odpisu pozwu przez sąd również nie ma znaczenia przy ustaleniu czy termin do wystąpienia z roszczeniem w rozumieniu art. 129 ust. 4 u.p.o.ś. został przez powódkę zachowany. Stąd zbędnym było rozważanie zarzutu naruszenia art. 207 § 3 k.p.c.

  • wyrok Sądu Apelacyjnego w Poznaniu z dnia 29 kwietnia 2013 r., I ACa 73/13,

cyt. Wykładnia językowa wskazanych przepisów nie prowadzi do wniosku, że wystąpienie do Sądu z roszczeniami w terminie 2 lat od dnia wejścia w życie rozporządzenia lub aktu prawa miejscowego musi być poprzedzone wystąpieniem do obowiązanego, a to w celu zachowania prawa dochodzenia tych roszczeń przed sądem. Jak wskazał Sąd Najwyższy w przywołanym wyżej orzeczeniu, w art. 129 ust. 4 ustawy z dnia 27 kwietnia 2001 r. Prawo ochrony środowiska mowa jest o wystąpieniu z roszczeniami, który znaczeniowo jest terminem szerszym od terminu dochodzenia roszczeń i mieści w sobie także zgłoszenie przez poszkodowanego ograniczeniem sposobu korzystania z nieruchomości żądań, o których mowa w art. 129 ust. 1-3 ustawy Prawo ochrony środowiska, obowiązanemu do ich wykonania. Oznacza to, że występując z roszczeniami wprost do Sądu powodowie zachowali swoje prawo.

  • wyrok Sądu Apelacyjnego w Poznaniu z dnia 17 stycznia 2013 r., I ACa 1104/12, LEX 1271919.

cyt. Z roszczeniem, o którym mowa w ust. 1-3, można wystąpić w okresie 2 lat od dnia wejścia w życie rozporządzenia lub aktu prawa miejscowego powodującego ograniczenie sposobu korzystania z nieruchomości (ust. 4). Powodowie wnieśli pozew w dniu 18 lutego 2010 r. a zatem z zachowaniem dwuletniego terminu, o którym mowa w art. 129 ust. 4 u.p.o.ś, tj. przed upływem dwóch lat od wejścia w życie rozporządzenia powodującego ograniczenie sposobu korzystania z nieruchomości.

Nie można przy tym podzielić stanowiska apelującego, że przed wytoczeniem powództwa powodowie zobowiązani byli dodatkowo wezwać pozwanego do zapłaty i na skutek braku takiego wezwania roszczenia powodów wygasły. Wniesienie powództwa do sądu powszechnego stanowi niewątpliwie „wystąpienie z roszczeniem”, o którym mowa w art. 129 ust. 4 u.p.o.ś. W wyroku z dnia 10 października 2008 r. II CSK 216/08 (LEX nr 577165) Sąd Najwyższy wyjaśnił, że termin do zgłoszenia roszczeń, o którym mowa w art. 129 ust. 4 ustawy Prawo ochrony środowiska, jest terminem zawitym a nie terminem przedawnienia. W przepisie tym ustawodawca określił termin, w którym można wystąpić z tym żądaniem (żądaniem zapłaty odszkodowania za poniesioną szkodę bądź żądaniem wykupienia nieruchomości w związku z ograniczeniem sposobu korzystania z nieruchomości). Dla zachowania tego terminu wystarczające jest zatem zgłoszenie żądania przedsądowego obowiązanemu do zapłaty. Nie ma natomiast jakichkolwiek podstaw do przyjęcia, że zgłoszenie żądania nie może nastąpić przez wytoczenie powództwa o zapłatę.

  • wyrok Sądu Okręgowego w Poznaniu z dnia 28 października 2013 r., XVIII C 686/15,

  • wyrok Sądu Okręgowego w Poznaniu z dnia 11 czerwca 2015 r., XII C 1069/13,

cyt. Przy przyjęciu, że wniosek o zawezwanie pozwanego do próby ugodowej wpłynął do Sądu Rejonowego w Poznaniu w dniu 23 grudnia 2005 r. i czynił zadość „wystąpieniu” z roszczeniem w terminie określonym przez art. 129 ust. 4 u.p.o.ś., a co za tym idzie złożenie wniosku w dniu 23 grudnia 2005 r. nastąpiło przed upływem prekluzyjnego terminu, od tego momentu (23 grudnia 2005 r.) liczyć należy bieg 10-letniego terminu przedawnienia jej roszczeń z art. 118 k.c. 

  • wyrok Sądu Okręgowego w Poznaniu z dnia 11 lutego 2016 r., sygn. akt XII C 12/14,

  • wyrok Sądu Rejonowego Poznań- Grunwald i Jeżyce w Poznaniu z dnia 4 kwietnia 2016 r., sygn. akt I C 2380/14/10.

Szkoda spowodowana przez upadek dachówki z dachu a siła wyższa i odmowa wypłaty odszkodowania.

Jakiś czas temu zwrócił się do mnie klient, który miał to nieszczęście, iż na zaparkowany przez niego samochód posypały się dachówki z dachu kamienicy, pod którym zostawił auto.

Poszkodowany ustalił właściciela kamienicy, który wylegitymował się stosowną polisą OC. Sprawa została skierowana do ubezpieczyciela, który ku zaskoczeniu poszkodowanego odmówił mu wypłaty odszkodowania wskazując, iż nie można właścicielowi kamienicy przypisać winy, gdyż do szkody doszło w wyniku działania siły wyższej, to jest porywistego wiatru.

 Pytanie jakie w związku z tym się pojawiło, to czy ubezpieczyciel miał rację?

Odnosząc się po kolei do poruszonych w tym zagadnieniu wątków, to po pierwsze warto wskazać, iż podstawę odpowiedzialności właściciela – posiadacza  budowli stanowi art. 434 Kodeksu cywilnego, który stanowi:

Za szkodę wyrządzoną przez zawalenie się budowli lub oderwanie się jej części odpowiedzialny jest samoistny posiadacz budowli, chyba że zawalenie się budowli lub oderwanie się jej części nie wynikło ani z braku utrzymania budowli w należytym stanie, ani z wady w budowie.

Czym jest natomiast siła wyższa.

Otóż tutaj Kodeks cywilny nie daje odpowiedzi, po prostu siły wyższej nie definiując, pozostawiając tutaj pole co do uznania konkretnego zdarzenia za takowe sądowi. W doktrynie natomiast przyjmuje się, iż zdarzeniem uznawanym za siłę wyższą jest takie zdarzenia, taka sytuacja, która ma charakter zewnętrzny, niemożliwy ( lub o niewielkim stopniu prawdopodobieństwa)  do przewidzenia. Co więcej zdarzeniu temu trudno przeciwdziałać, czy mu zapobiec.

Tak wiec po pierwsze w takiej sytuacji należałoby ustalić, czy przyczyna upadku dachówki była rzeczywiście siła wyższa.

Trzęsienie ziemi, tsunami i wybuchy wulkanów są u nas raczej dość rzadkimi zjawiskami, więc jedynym zjawiskiem atmosferycznym, na które mógłby się powołać ubezpieczyciel byłby huragan, no może katastrofalne opady śniegu.

Tak więc ubezpieczyciel musiałby wykazać, przedstawiając odpowiednie zaświadczenie z instytutu meteorologii, iż w danej dacie występowało zjawisko o nienormalnych parametrach.

Zaznaczyć przy tym należy, iż nie każdy silny wiatr, burza, czy nawałnica może być za siłę wyższą uznane.

Trzeba mieć też na uwadze okoliczność, czy dach, położone dachówki były zamontowane zgodnie z sztuką budowlaną i były utrzymywane w należytym stanie.

Burze, gradobicia, porywy wiatru się na naszych szerokościach geograficznych zdarzają dość często i budowniczy domu, kamienicy, budynku i jego użytkownik muszą z tej okoliczności zdawać sobie sprawę.

Odrębną kwestią jest natomiast zapis w polisie OC. Być może w polisie, która zakład ubezpieczeń wystawił właścicielowi kamienicy siła wyższa została zdefiniowana w taki sposób, iż akurat w tym przypadku decyzja byłaby słuszna.

Oznacza to jednak tylko tyle, iż zobowiązanym nadal pozostawałby właściciel budowli, którego odpowiedzialność nie miałaby pokrycia ubezpieczeniowego.

Czy warto skorzystać z firmy skupującej odszkodowania?

Jakiś czas temu zwrócił się do mnie Czytelnik z następującym zapytaniem:

„Witam. Mam pytanie odnośnie dopłat do odszkodowań w przypadku stłuczek samochodowych… kiedyś miałem stłuczkę nie z mojej winy i był rzeczoznawca samochodowy z PZU dostałem wypłacone odszkodowanie z oc sprawcy. Natomiast kilka  dni temu miałem telefon z firmy skupującej odszkodowania i powiedział koleś żebym wysłał kosztorys emailem i oni sprawdza czy zostało dobrze wypłacone odszkodowanie.

Moje pytanie spotkał  się Pan z tym ? Warto w coś takiego iść. Z góry dziękuje za info”

Zacznę może od wyjaśnienia na czym polega ten interes.

W przypadku szkód komunikacyjnych ( OC, AC), gdzie szkoda nastąpiła w pojeździe prawo nie zabrania cedowania (przelewania) tego typu roszczeń. Zakaz taki funkcjonuje np. w przypadku szkód na osobie. Prawa do zadośćuczynienia nie można więc scedować.

Jak wiadomo czytelnikom bloga o odszkodowaniach po zgłoszeniu szkody ubezpieczycielowi rzadko kiedy poszkodowany jest zadowolony z przyznanego odszkodowania. Normą jest, iż ubezpieczyciel tu zaniży wartość roboczogodziny, tam uzna że drzwi do naprawy a nie do wymiany.

Poszkodowanemu po takiej niekorzystnej kalkulacji pozostaje więc skierowanie sprawy na drogę sądową. I tu właśnie pojawił się biznes dla firm skupujących odszkodowania.

Nie każdy czuje się na siłach psychicznych, finansowych aby sprawę kierować do sądu, często też potencjalna kwota jest na tyle niska, iż w zasadzie po prostu szkoda zachodu. Wreszcie a może przede wszystkim poszkodowani nie wiedzą ile im się tak naprawdę należy i nie wiedzą co robić.

 Tak więc na rynku pojawiły się firmy, które oferują skupywanie nieprzedawnionych, a więc nie starszych jak trzy lata roszczeń przeciwko ubezpieczycielom.

Jak działa ten mechanizm? Poszkodowany przesyła firmie skupującej odszkodowania otrzymany od ubezpieczyciela kosztorys, a ta po przeanalizowaniu oferuje poszkodowanemu za cesję tego roszczenia kwotę wynagrodzenia.

Kiedy taka transakcja jest dla poszkodowanego korzystna? No cóż firma skupująca odszkodowania musi zarobić, siłą więc rzeczy kwota oferowana poszkodowanemu jest znacznie niższa niż kwota, która byłby sam w stanie uzyskać w sądzie.

Tak więc uważam, iż tego typu oferta warta jest rozważenia  w sytuacji, gdy poszkodowany na pewno na sąd by się nie decydował, lub też gdy kwota roszczenia jest tak mała, iż szkoda cierpliwości i czasu na kierowanie sprawy do sądu. No i w jeszcze jednej sytuacji, gdy „na gwałt” potrzebujemy pieniędzy, gdyż będący alternatywą proces cywilny zajmie kilka miesięcy.

Co natomiast na pewno warto zrobić rozważając taką ofertę?

Warto zwrócić się do rzeczoznawcy samochodowego aby ten nam wyliczył w oparciu o przedstawiona przez ubezpieczyciela kalkulację rzeczywistą wartość roszczenia. Usługa ta nie jest przeraźliwie droga, rzeczoznawcy liczą sobie w granicach 300-500 zł za taka wycenę. Można także samemu przeanalizować kalkulację z ubezpieczalni, gdzie na oko często widać na ile odszkodowanie zostało obniżone. Postaram się w najbliższych dniach napisać odrębny artykuł dotyczący tego własnie tematu.

Gdy już dysponujemy wiedzą dotycząca tego ile powinien nam zapłacić ubezpieczyciel, wówczas podjęcie decyzji co do sprzedaży roszczenia będzie dużo łatwiejsze.

O ile kwota wynagrodzenia za cesję będzie bliska kwocie roszczenia odpowiedź jest jednoznaczna.

Gdyby natomiast do wywalczenia było kilka, kilkanaście tysięcy lepiej działać samemu i pozwać ubezpieczyciela do sądu.

 

„Charakter uszkodzenia świadczy o tym, iż nie mogło dojść do wygenerowania sił bezwładnościowych zdolnych do spowodowania uszkodzeń ciała.”

Cytat, który posłużył mi za tytuł niniejszego posta pochodzi wprost z decyzji jednego z ubezpieczycieli. A w całości brzmiał on dokładnie tak: ”Z dokumentacji zgromadzonej w postępowaniu likwidacyjnym wynika, że do zderzenia pojazdu którym Pani podróżowała, z samochodem Volkswagen doszło w wyniku niezachowania niezbędnego odstępu od poprzedzającego pojazdu i najechania na tył samochodu przez kierującego pojazdem Volkswagen.Charakter uszkodzenia świadczy o tym, iż nie mogło dojść do wygenerowania sił bezwładnościowych zdolnych do istotnego przemieszczenia Pani jako podróżującej pojazdem, a w konsekwencji nie mogło dojść do uszkodzeń ciała.”

Co w tym takiego ciekawego, iż zdecydowałem się na ten temat napisać  niniejszy artykuł?

Otóż z mojej obserwacji poczynionej w oparciu o sprawy moich Klientów, które przyszło mi prowadzić wynika, iż jest to swego rodzaju nowa moda wśród zakładów ubezpieczeń na decyzję odmowną. Czyli taką, w której ubezpieczyciel w ogóle odmawia wypłaty odszkodowania, czy zadośćuczynienia za powstały u osoby poszkodowanej uszczerbek na zdrowiu twierdząc, iż w wyniku opisanego wypadku nie mogło dojść do rozstroju zdrowia u osoby poszkodowanej.

Ubezpieczyciel twierdzi więc, iż siły które działały w wyniku zderzenia się dwóch aut nie mogły spowodować np urazu kręgosłupa, jak w sprawie, której decyzja ta dotyczy.

W skrócie auta puknęły się tak słabo, że nic nikomu nie mogło się stać.

Co ciekawe akurat w sprawie, z której wziąłem powyższy cytat, wydanie takiej decyzji jest całkowitym pudłem, które tylko ośmiesza ubezpieczalnie.

Zderzenie aut było bowiem na tyle poważne, iż chociażby w wyniku kolizji samochodowej uległ połamaniu fotel do przewożenia dziecka jak i powyginaniu uległy elementy karoserii.

Poszkodowana natomiast doznała urazu kręgosłupa, co najmniej o charakterze tzw urazu biczowego lub nawet bardziej poważnego. Leczenie jeszcze trwa więc ostateczna diagnoza nie jest jeszcze pewna.

Najczęściej natomiast taka decyzja dotyczy własnie urazu określanego jako smagnięcie biczem. O smagnięciu biczem, urazie biczowy, czy whiplash pisałem TUTAJ , tak więc tylko krótko zreferuje, iż jest to uraz kręgosłupa w odcinku szyjnym, który nie znajduje potwierdzenia w badaniach obrazowych. Co skrzętnie wykorzystują ubezpieczyciele negując powstanie tego typu urazu.

Jak więc podejść to takiej decyzji?

No cóż, sam kiedyś brałem udział w banalnej kolizji. Kierowca jadący za mną na osiedlowej uliczce zima wpadł w poślizg i stuknął delikatnie moje auto. Prędkości były skrajnie małe, między 5 a 10 km/h.

Mimo że auto było nieuszkodzone to ta niewielka siła uderzenia wystarczyła aby mój kręgosłup bolał przed dwa tygodnie.

Dlatego też, bazując na własnym doświadczeniu, jestem przekonany, że nawet niewielkie siły oddziaływające przy uderzeniu dwóch aut mogą spowodować daleko idące konsekwencje zdrowotne, zwłaszcza w obszarze kręgosłupa.

Co więc należy zrobić?

Nie poddawać się i wejść w spór z ubezpieczalnią.

Najpierw można się odwołać, a jeżeli to nie pomoże, to trzeba skierować swoje kroki do sądu.

Jestem przekonany, że jeżeli rzeczywiście do obrażeń doszło w deklarowanych okolicznościach, to wyrok będzie uwzględniał powództwo osoby poszkodowanej.