Zadośćuczynienie za śmierć ojca dla dziecka poczętego?

views_of_a_foetus_in_the_wombWielokrotnie już pisałem o instytucji dochodzenia odszkodowania, a konkretnie zadośćuczynienia z tytułu śmierci osoby bliskiej. Instytucja ta jest stosunkowa nowa, gdyż dopiero od 2008 r. poszkodowani, których bliski zginął między innymi w wypadku samochodowym, uprawnienie to przysługuje. Do 2008 r. polski Ustawodawca stał na stanowisku, iż osobie takiej roszczenie o wyrównanie tzw. krzywdy moralnej się nie należy.

Przepis który stanowi podstawę tego roszczenia wskazuje w art. 446 § 4,  iż sąd może także przyznać najbliższym członkom rodziny zmarłego odpowiednią sumę tytułem zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę.

Pierwsze pytanie jakie w związku z tym się pojawia, to kto konkretnie jest tym najbliższym, a więc jak szeroki jest krag osób uprawnionych.

Przepisy art. 446 § 4 k.c. posługują się terminem „najbliższego członka rodziny”, czyli takim samym zwrotem jak w przypadku ugruntowanego i istniejącego bodajże od początku obowiązywania Kodeksu cywilnego  art. 446 § 3 k.c, a który to przepis dotyczył dochodzenia jednorazowego odszkodowania z tytułu śmierci bliskiego.

Doktryna i orzecznictwo operujące przez kilkadziesiąt lat w oparciu o treść tej normy wypracowała pogląd, iż do kręgu tego należą co oczywiste : dzieci i małżonek zmarłego, rodzice, także rodzeństwo. Również uprawnienie do dochodzenia zadośćuczynienia przysługiwałoby macosze, ojczymowi, pasierbom jak i dziadkom tragicznie zmarłego.

Przyjmuje się także, iż również dziecko poczęte ale jeszcze nie narodzone przed śmiercią bliskiego ma prawo do dochodzenia zadośćuczynienia. Poczęte dziecko powinno być traktowane w sposób jednakowy jak dziecko urodzone i podobnie jak ono po śmierci rodzica doznaje od początku swojego życia szeregu szkód zarówno majątkowych jak i niemajątkowych związanych z jego brakiem.

Jak Państwo uważają czyja krzywda jest większa: dziecka nienarodzonego, czy dziecka, którego rodzi zginął w wypadku już za jego życia?

Sprzedaż – cesja roszczenia o zadośćuczynienie jest niemożliwa.

Kilka wpisów temu pisałem na temat sensowności sprzedaży cesji do odszkodowania firmom skupującym kalkulacje. O tym TUTAJ i TUTAJ.

Sprzedaż roszczenia o odszkodowanie ma dla poszkodowanego jeden zasadniczy plus. Kasuje on część odszkodowania w zamian za co nie musi iść do sądu i ponosić ryzyk z tym związanych. Oczywiście istotną kwestią jest cena za jaką dokonuje cesji praw do odszkodowania, ale o tym pisałem już wcześniej.

Odrębnie wygląda natomiast kwestia możliwości dysponowania przez osoby poszkodowane uprawnieniem do handlowania cesją, cesjami do roszczeń o zadośćuczynienie z tytułu uszczerbku na zdrowiu, czy śmierci osoby bliskiej.

Kodeks cywilny przewiduje bowiem stosownie do treści art. 449 K.c., iż roszczenia przewidziane w art 444-448 nie mogą być zbyte, chyba że są już wymagalne i że zostały uznane na piśmie albo przyznane prawomocnym orzeczeniem.

Co z tego przepisu wynika?

Jeżeli drogi Czytelniku jesteś poszkodowany w wypadku samochodowym, doznałeś złamania nogi, reki, albo zginął twój bliski z winy osoby trzeciej, to nie możesz tego typu roszczenia sprzedać firmie odkupującej szkody. 

Z wyjątkiem jedynie sytuacji, gdy wysokość zadośćuczynienia jest już ustalona wyrokiem sądu, lub został uznana, np w decyzji ubezpieczyciela.

Czemu taki zapis służy?

Tak jak pisałem w poprzednim wpisie dotyczącym odkupywania szkód, iż firmy skupujące kalkulacje płacą ok. 10 -30% za szkodę.  Czyli w moim odczuciu bardzo mało.

O ile jeszcze w przypadku szkód komunikacyjnych poszkodowany może łatwo zweryfikować swoją szkodę, np zlecając prywatna opinię rzeczoznawcy. To w przypadku zadośćuczynienia nie ma żadnego matematycznego miernika ustalającego jego wysokość. Wysokość należnej kwoty zadośćuczynienia ustala sędzia po analizie okoliczności sprawy.

Tym samym istniałoby ogromne pole do nadużyć.

Jestem przekonany, iż poszkodowani, którym przysługuje roszczenie o kilkadziesiąt, czy kilkaset tysięcy złotych często godziliby się na otrzymania ułamka tej wartości. Nie będąc świadomym ile mogą otrzymać i bojąc się procedury sądowej.

Polski ustawodawca uznał więc, iż w przypadku zadośćuczynień będzie chronił swoich obywateli ograniczając co prawda tym samym w jakimś zakresie ich prawa.

Niemniej jednak moim zdaniem jest to rozwiązanie dobre.

Ustawodawca oczywiście uznał, iż jeżeli wysokość roszczenia o zadośćuczynienie jest już znana, bo mamy decyzje ubezpieczyciela lub wyrok sądu, to wówczas obywatel ma prawo zrobić swoimi pieniędzmi co chce.

A jak Państwo oceniacie taką regulację?

Może byłoby dobrze żeby również prawo do cesji roszczeń mająkowych byłoby ograniczone ustawą?

Jak wylicza się uszczerbek na zdrowiu i czy za każdy uszczerbek należy się odrębne zadośćuczynienie?

Do niniejszego wpisu natchnęło mnie pytanie od Czytelniczki:

” Proszę jeszcze o jedna podpowiedź, czy za wstrząśnienie mózgu i za uraz kręgosłupa uszczerbek naliczany jest odrębnie? Bo rozumiem że i z tego tytułu też się należy odszkodowanie ? Pozdrawiam”

W tak postawionym pytaniu mieszczą się aż dwa istotne zagadnienia.

Po pierwsze, czy w sytuacji gdy w wyniku jednego zdarzenia, np. w wyniku wypadku samochodowego, dojdzie do uszczerbku na zdrowiu w obszarze więcej niż jednego organu, czy części ciała, uszczer9bek wylicza się odrębnie dla każdego z urazów?

I czy w związku z tym poszkodowanemu przysługuje jedno, czy dwa zadośćuczynienia?

Generalnie sposób ustalania trwałego lub długotrwałego uszczerbku na zdrowiu opisany jest w tabeli, dla spraw z OC miarodajna jest tu tabela ZUS-owska, dla spraw dochodzonych z ubezpieczenia dobrowolnego zwykle tabele, których autorami są poszczególne zakłady ubezpieczeń.

Odpowiadając na pytanie czytelniczki każdy uraz punktowany jest oddzielnie. Chyba że dany uraz zawiera niejako w sobie już inny lżejszy uraz, który jest jego niejako częścią składową.

I tak osobno lekarz orzecznik policzy punkty za złamanie ręki i osobno policzy za złamanie kości czaszki.

Zadośćuczynienie jest natomiast jedno.  Obejmuje ono ogół cierpień, krzywd i konsekwencji w tym konsekwencji o charakterze medycznych jakich doznała dana osoba w konkretnym wypadku.

Zadośćuczynienie za śmierć konkubenta?

Kilka lat temu ustawodawca – a więc polski Sejm, wprowadził do Kodeksu cywilnego możliwość dochodzenia zadośćuczynienia za śmierć członka najbliższej rodziny.

Przepis ten dokładnie mówi tak:

art. 446 § 4. Sąd może także przyznać najbliższym członkom rodziny zmarłego odpowiednią sumę tytułem zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę.

Czytając więc ten zapis literalnie, a więc dosłownie można by dojść do wniosku, iż uprawnienie do wystąpienia z roszczeniem o zadośćuczynienie za śmierć osoby bliskiej przysługuje osobom określanym jako członkowie rodziny zmarłego w wyniku wypadku.

Tak więc na pewno o zadośćuczynienie za śmierć może wystąpić żona, mąż, syn, córka, matka ojciec, brat, czy siostra.

W kontekście tego przepisu pytanie jakie nasuwa sie, to czy w przypadku gdy w wyniku wypadku komunikacyjnego lub wypadku w pracy ginie osoba bliska, która nie ma statusu męża lub żony, to czy jej także przysługuje roszczenie o zapłatę zadośćuczynienia?

Mowa tu o setkach tysięcy Polaków, którzy pozostają w związku konkubenckim, bez ślubu, na kocią łapę.

Na szczęście w chwili obecnej doktryna prawa jak i orzecznictwo nie widzi tu wątpliwości, choć jeszcze do niedawna ubezpieczyciele kwestionowali uprawnienia konkubentów do roszczeń z tytułu śmierci najbliższych.

Ten sporny węzeł gordyjski przeciął Sąd Najwyższy w orzeczeniu z dnia 13 kwietnia 2005 r. (sygn. akt IV CK 648/04) wskazując, że konkubenci i dzieci jednego z nich z poprzedniego związku de facto tworzą rodzinę, a tym samym winni zostać uznani za najbliższych jej członków. Zdaniem Sądu Najwyższego konkubinat znalazł trwałe miejsce w systemie ocen i norm moralnych współczesnego społeczeństwa, mając źródło w przeobrażeniach ustrojowych i gospodarczych, a także kulturowych, zwłaszcza w świadomości społeczeństwa. Najbliższym członkiem rodziny nie musi być więc krewny, a judykatura ukształtowała z biegiem czasu rozszerzający kierunek definiowania kręgu rodziny przyjmując, że uprawnionych do świadczeń należy wskazać po zbadaniu wszelkich okoliczności danego przypadku i nie ma uniwersalnego przepisu, który by określał kto zalicza się do rodziny. Decydujące dla zaliczenia do tego kręgu jest poczucie bliskości i wspólności, więzy emocjonalne i uczuciowe oraz ścisła wspólność gospodarcza, wynikające nie tylko z pokrewieństwa. O bliskości nie decydują wyłącznie względy pokrewieństwa lecz faktyczny układ stosunków łączących zmarłego z osobą żądającą świadczenia, co prawdopodobnie będzie wyznaczać dalszą ewolucję zapatrywań na temat pojęcia najbliższego członka rodziny, będącego uprawnionym zarówno do odszkodowania jak i zadośćuczynienia.

 

Czy sąd może nie przyznać zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej?

Odkąd kilka lat temu do Kodeksu cywilnego wprowadzono przepis, który pozwala na dochodzenie zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej, od sprawcy tej śmierci lub jego ubezpieczyciela, sądy zostały wręcz zalane sprawami o zapłatę. Które to sprawy są wnoszone przez krewnych osób, które poniosły śmierć w wypadku drogowym, czy innym zdarzeniu jak chociażby wypadek w pracy.

Sumy kwot, które są zasądzane na rzecz bliskich ofiary wypadku są różne w zależności od charakteru relacji łączącej osobę zmarłą, z jej bliskimi. Różne też wartości przyznają sądy w zależności od miejsca, w którym sprawa ta jest rozpatrywana. Inaczej do zasądzanych kwot podchodzą sądy w Poznaniu, a innymi kwotami operują sądy w Rzeszowie.

Utarło się jednak w odczuciu bliskich ofiar wypadku, iż fakt więzi rodzinnej uzasadnia praktycznie zawsze roszczenie o zapłatę zadośćuczynienia za śmierć ojca, matki czy siostry?

Czy jednak zawsze sądy co do zasady zasądzają krewnym ofiar wypadków zadośćuczynienie?

Otóż nie.

Dla zobrazowania posłużę się sprawą, którą zrelacjonowała mi znajoma sędzia z sądu w Poznaniu. Jakiś czas temu przyszło jej rozstrzygać sprawę o zadośćuczynienie za śmierć matki, z którym to roszczeniem wystąpił jej dorosły syn.

Wydawało się, że sprawa oczywista i powód dostanie od zakładu ubezpieczeń sprawcy wypadku drogowego, w którym zginęła starsza Pani kilkadziesiąt tysięcy złotych tytułem zadośćuczynienia.

Ubezpieczyciel zakwestionował jednak fakt, iż syna z matką łączyły więzy bliskości.

W toku sprawy faktycznie okazało się, iż od dobrych kilkudziesięciu lat syn nie utrzymywał relacji z matką, nie opiekował się nią i nie odwiedzał. Według relacji sąsiadów nie przyszedł nawet na pogrzeb, o którym dopiero dowiedział się przypadkiem od znajomych.

W tym miejscu warto przypomnieć, iż jak stanowi art. 446 § 4. Kodeksu cywilnego: 

Sąd może także przyznać najbliższym członkom rodziny zmarłego odpowiednią sumę tytułem zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę.

Z treści tego przepisu wynika, iż aby być uprawnionym do żądania zapłaty zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej, nawet matki nie wystarczy sam fakt istnienia formalnej rodziny. Przepis wskazuje bowiem jeszcze na słowo „najbliższy” – co oznacza, iż między zmarłym bliskim a członkiem jego rodziny w okresie poprzedzającym śmierć muszą istnieć relacje o charakterze bliskości.

Jeżeli takich relacji nie ma, jak w opisywanym wyżej procesie, to trudno spodziewać sie innego wyroku jak oddalenie powództwa.

Czy słusznie, jak Państwo oceniają taki wyrok?

„Charakter uszkodzenia świadczy o tym, iż nie mogło dojść do wygenerowania sił bezwładnościowych zdolnych do spowodowania uszkodzeń ciała.”

Cytat, który posłużył mi za tytuł niniejszego posta pochodzi wprost z decyzji jednego z ubezpieczycieli. A w całości brzmiał on dokładnie tak: ”Z dokumentacji zgromadzonej w postępowaniu likwidacyjnym wynika, że do zderzenia pojazdu którym Pani podróżowała, z samochodem Volkswagen doszło w wyniku niezachowania niezbędnego odstępu od poprzedzającego pojazdu i najechania na tył samochodu przez kierującego pojazdem Volkswagen.Charakter uszkodzenia świadczy o tym, iż nie mogło dojść do wygenerowania sił bezwładnościowych zdolnych do istotnego przemieszczenia Pani jako podróżującej pojazdem, a w konsekwencji nie mogło dojść do uszkodzeń ciała.”

Co w tym takiego ciekawego, iż zdecydowałem się na ten temat napisać  niniejszy artykuł?

Otóż z mojej obserwacji poczynionej w oparciu o sprawy moich Klientów, które przyszło mi prowadzić wynika, iż jest to swego rodzaju nowa moda wśród zakładów ubezpieczeń na decyzję odmowną. Czyli taką, w której ubezpieczyciel w ogóle odmawia wypłaty odszkodowania, czy zadośćuczynienia za powstały u osoby poszkodowanej uszczerbek na zdrowiu twierdząc, iż w wyniku opisanego wypadku nie mogło dojść do rozstroju zdrowia u osoby poszkodowanej.

Ubezpieczyciel twierdzi więc, iż siły które działały w wyniku zderzenia się dwóch aut nie mogły spowodować np urazu kręgosłupa, jak w sprawie, której decyzja ta dotyczy.

W skrócie auta puknęły się tak słabo, że nic nikomu nie mogło się stać.

Co ciekawe akurat w sprawie, z której wziąłem powyższy cytat, wydanie takiej decyzji jest całkowitym pudłem, które tylko ośmiesza ubezpieczalnie.

Zderzenie aut było bowiem na tyle poważne, iż chociażby w wyniku kolizji samochodowej uległ połamaniu fotel do przewożenia dziecka jak i powyginaniu uległy elementy karoserii.

Poszkodowana natomiast doznała urazu kręgosłupa, co najmniej o charakterze tzw urazu biczowego lub nawet bardziej poważnego. Leczenie jeszcze trwa więc ostateczna diagnoza nie jest jeszcze pewna.

Najczęściej natomiast taka decyzja dotyczy własnie urazu określanego jako smagnięcie biczem. O smagnięciu biczem, urazie biczowy, czy whiplash pisałem TUTAJ , tak więc tylko krótko zreferuje, iż jest to uraz kręgosłupa w odcinku szyjnym, który nie znajduje potwierdzenia w badaniach obrazowych. Co skrzętnie wykorzystują ubezpieczyciele negując powstanie tego typu urazu.

Jak więc podejść to takiej decyzji?

No cóż, sam kiedyś brałem udział w banalnej kolizji. Kierowca jadący za mną na osiedlowej uliczce zima wpadł w poślizg i stuknął delikatnie moje auto. Prędkości były skrajnie małe, między 5 a 10 km/h.

Mimo że auto było nieuszkodzone to ta niewielka siła uderzenia wystarczyła aby mój kręgosłup bolał przed dwa tygodnie.

Dlatego też, bazując na własnym doświadczeniu, jestem przekonany, że nawet niewielkie siły oddziaływające przy uderzeniu dwóch aut mogą spowodować daleko idące konsekwencje zdrowotne, zwłaszcza w obszarze kręgosłupa.

Co więc należy zrobić?

Nie poddawać się i wejść w spór z ubezpieczalnią.

Najpierw można się odwołać, a jeżeli to nie pomoże, to trzeba skierować swoje kroki do sądu.

Jestem przekonany, że jeżeli rzeczywiście do obrażeń doszło w deklarowanych okolicznościach, to wyrok będzie uwzględniał powództwo osoby poszkodowanej.

 

Jakie zadośćuczynienie za śmierć syna?

582px-gustave_dore_-_lenfant_blesse-1Co prawda z roku na rok wypadków komunikacyjnych ze skutkiem śmiertelnym jest coraz mniej. W ciągu kilkunastu lat liczba zgonów wywołanych ruchem drogowym zmalała z prawie 9 tyś rocznie do 3 tysięcy. Niemniej jednak co oczywiste jest to liczba o 3 tysiące za wysoka.

Tym samym co roku 3 tysiące polskich rodzin przeżywa dramat związany z odejściem kogoś bliskiego. Często jest to też tragedia o największym nasileniu- jaka jest utrata dziecka, syna córki. Polskie prawo od kilku lat dla osób poszkodowanych w wyniku utraty osoby bliskiej w wypadku przewiduje możliwość dochodzenia zadośćuczynienia za jej śmierć. Oczywiście aby móc dochodzić odszkodowania i zadośćuczynienia zgon ten musi być zawiniony przez osobę trzecią.

Pierwszym i podstawowym pytaniem, które kierują do mnie klienci w sprawie związanej z dochodzeniem zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej jest pytanie o wysokość należnego zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej.

W niniejszym artykule spróbuje odnieść się do próby odpowiedzi na tak postawione pytanie, przy czym konkretnie niniejszy post dotyczyć będzie wysokości należnego zadośćuczynienia za śmierć syna.

Ile zatem powinno wynosić zadośćuczynienie za śmierć syna?

Co oczywiste nie jest to odpowiedź prosta. Polskie prawo nie przewiduje zadośćuczynienia w stałej określonej kwocie, tak jak ma to miejsce w regulacjach kilku Państw europejskich, jak chociażby Czechy i Hiszpania. Polskie przepisy wymiar należnego zadośćuczynienia za śmierć syna pozostawiają ocenie sądu.

Od czego zatem ta ocena zależy? W pierwszej kolejności sąd bada jakość i prawidłowość relacji jakie łączyły pokrzywdzonych rodziców z utraconym w wyniku wypadku dzieckiem. Relacje w rodzinach układają sie różnie. Normą są oczywiście prawidłowe relacje na linii ojciec, matka a dziecko, natomiast są też i rodziny, gdzie trudno mówić o matczynej czy ojcowskiej miłości.

Kolejną istotna kwestią będzie wiek zmarłego. Inaczej będzie więc wyglądało zadośćuczynienie dla rodzica syna już dorosłego, a inaczej dziecka dorosłego, usamodzielnionego, który sam już założył własną rodzinę.

Ważna jest też stopa życiowa i ogólne warunki majątkowe zmarłego i uprawnionego. Co prawda zadośćuczynienie powinno odpowiadać przeciętnej stopie życiowej, niemniej jednak sąd powinien także brać te okoliczności pod uwagę.

Sąd a wcześniej ubezpieczyciel weźmie także  pod uwagę taką okoliczność jaką jest sposób przeżywania żałoby. Pod uwagę bierze się  trudno uchwytne okoliczności jak długotrwałość i intensywność przeżywanej żałoby. Nierzadko żałoba ta wykracza poza normalną żałobę i prowadzi do choroby psychicznej. W kilku sprawach, które miałem okazję prowadzić taka sytuacja miała miejsce, przy czym w przypadku jednej matki, która w wypadku straciła dziecko doszło wręcz do powstania schizofrenii.

Tak więc okoliczności, które sąd, czy wcześniej zakład ubezpieczeń biorą pod uwagę jest bardzo wiele.

Nie bez znaczenia jest jaki Sąd rozpoznaje sprawę, są bowiem w skali kraju dość istotne różnice pomiędzy poszczególnymi sądami.

z mojego doświadczenia głównie dotyczącego sądów z Poznania i okolic, to mogę stwierdzić, iż zarówno sądy rejonowe w Poznaniu jak i sąd okręgowy wydają wyroki, gdzie zasądzane kwoty w moim odczuciu są kwotami godnymi przedstawiającymi dla pokrzywdzonych odczuwalną wartość.

Tak więc bez odniesienia się do konkretnej sprawy nie sposób wskazać jakiego rzędu kwoty za śmierć syna w wypadku komunikacyjnym, w wypadku w pracy lub innym wypadku można się od ubezpieczyciela lub sprawcy szkody domagać.

Generalnie zakres ten moim zdaniem mieści się w przedziale od kilkudziesięciu do stu kilkudziesięciu tysięcy złotych. Przy czym w związku z śmiercią syna mogą pojawić się jeszcze inne roszczenia, jak jednorazowe odszkodowanie, renta, czy zwrot kosztów. Tak więc globalna suma zadośćuczynień i odszkodowań może być znacznie większa.

Tytułem przykładu odwołam się do kilku wyroków sądów wskazując także na ustalony przez te sądy stan faktyczny.

I tak w wyroku o Sygn. akt: I C 905/15 wydanym przez Sąd Rejonowy w Bielsku Podlaskim Sąd ten zasądził po uwzględnieniu wcześniejszej wypłaty kwotę 87.500 tyś tytułem zadośćuczynienia przy następującym stanie faktycznym:

„Oceniając rozmiar krzywdy powoda Sąd przyjął, że kwota 87.500 złotych nie jest zadośćuczynieniem rażąco zawyżonym i może być uznana za odpowiednią w rozumieniu art. 448 kc. W ocenie Sądu orzekającego uwzględnia ona rozmiar cierpień J. T., spełniając tym samym w należytym stopniu swoją funkcję kompensacyjną, a jednocześnie odpowiada aktualnym warunkom i przeciętnej stopie życiowej społeczeństwa i nie prowadzi do nieuzasadnionego wzbogacenia pokrzywdzonego. Przy ustalaniu wysokości należnego powodowi zadośćuczynienia Sąd miał na względzie fakt, że śmierć A. T. nastąpiła niespodziewanie, nagle, w wypadku komunikacyjnym, a poszkodowany był osobą młodą. Śmierć dziecka, zwłaszcza jedynego syna, który stał u progu dorosłego życia musi być jednym z najbardziej traumatycznych przeżyć w życiu człowieka. W pełni ból i cierpienie spowodowane takim zdarzeniem może zrozumieć tylko człowiek, który traci nagle własne dziecko. Ze śmiercią człowieka zawsze łączy się ból i cierpienie osób bliskich, lecz gdy śmierć ma charakter nagły, wywołany przyczyną zewnętrzną, a nie chorobą samoistną, to u osób bliskich w pełni uzasadnione jest przekonanie, że gdyby do tego zdarzenia nie doszło to osoba ta mogłaby żyć jeszcze wiele lat w bliskości z rodziną. Nadto śmierć własnego dziecka na zawsze pozostawia ślad w psychice ludzkiej. Powód łączył z synem duże nadzieje, liczył, że zobaczy jego dalsze życie, ślub, dzieci, że razem poprowadzą warsztat mechaniczny – syn kontynuował naukę w odpowiedniej do tego specjalizacji. Skutki śmierci syna odczuwa po dzień dzisiejszy. Jak wskazał sam powód, po tym zdarzeniu nie doszedł nigdy w pełni do siebie. Wskazać trzeba za Sądem Apelacyjnym w Białymstoku (sprawa I ACa 82/15, wyrok z 22.05.2015 – portal orzeczeń), że w aktualnym orzecznictwie Sądu Najwyższego dotyczącym wysokości przyznawanych zadośćuczynień, standardowo zasądzaną kwotą na rzecz pokrzywdzonych z kręgu najbliższej rodziny jest kwota 100.000 złotych (por. wyr. Sądu najwyższego z dnia 10 maja 202 roku, IV CSK 416/11, z dnia 3 czerwca 2011 roku, III CSK 279/10 oraz z dnia 27 listopada 2014 roku, IV CSK 112/14).”

W innym wyroku dnia 20 kwietnia 2016 r. Sąd Apelacyjny w Łodzi zasądził podwyższając uprzednio wydany wyrok Sądu Okręgowego w Sieradzu kwotę 60.000 zł dla 68 letniej matki, która w wypadku komunikacyjnym utraciła syna. W uzasadnieniu Sąd ten wskazał:

„Niewątpliwie śmierć osoby bliskiej jest jednym z najcięższych doświadczeń i powodować może poważne cierpienia. Zadośćuczynienie jest formą rekompensaty pieniężnej z tytułu szkody niemajątkowej i obejmuje swym zakresem wszystkie cierpienia fizyczne i psychiczne związane ze śmiercią osoby bliskiej, zarówno już doznane, jak i te, które mogą powstać w przyszłości. Ma w swej istocie ułatwić przezwyciężenie ujemnych przeżyć związanych z nagłą stratą najbliższej osoby. Dzięki niemu winna zostać przywrócona równowaga, zachwiana wskutek popełnienia przez sprawcę czynu niedozwolonego. Ma ono charakter całościowy i winno stanowić ekonomicznie odczuwalną wartość. Wielkość zadośćuczynienia zależy od oceny całokształtu okoliczności sprawy w tym rozmiaru doznanych cierpień, ich intensywności, trwałości czy nieodwracalnego charakteru. Przy ustalaniu rozmiaru cierpień i ujemnych doznań psychicznych powinny być uwzględniane zobiektywizowane kryteria oceny, jednakże w relacji do indywidualnych okoliczności danego przypadku. Od osoby odpowiedzialnej za szkodę poszkodowany winien otrzymać sumę pieniężną, o tyle w danych okolicznościach odpowiednią, by mógł za jej pomocą zatrzeć lub złagodzić poczucie krzywdy i odzyskać równowagę psychiczną.

Rację ma strona powodowa twierdząc, że przyznane H. K. zadośćuczynienie za śmierć syna jest nieadekwatne i należy je podwyższyć, przy czym Sąd Okręgowy orzekając w tym przedmiocie nie dopuścił się zarzucanych naruszeń prawa materialnego, a korekta, na którą zdecydował się Sąd Apelacyjny wiązała się z nieco odmienną oceną ustalonego stanu faktycznego, dokonaną przez Sąd odwoławczy. Przy ocenie tego roszczenia należało zwrócić uwagę na szereg ujemnych przeżyć powódki, dla której śmierć syna była bardzo traumatycznym doświadczeniem. Powódka doznała znacznych cierpień psychicznych związanych z utratą dziecka – przeżyła nasiloną reakcję żałoby, powodującą szereg negatywnych emocji, cierpień. Pomimo tego, że wspomniane dolegliwości ustąpiły, powódka w dalszym ciągu nie może się pogodzić ze stratą syna.” 

W dniu 30 sierpnia 2013 roku Sąd Okręgowy w Legnicy zasądził z tytułu śmierci syna kwotę 75.000 zł, przy uwzględnieniu wcześniejszej dobrowolnej wypłaty przez zakład ubezpieczeń.

Sąd wskazał co następuje: „Zgodnie z treścią cytowanego art. 446§4 k.c. zadośćuczynienie ma rekompensować szkodę niemajątkową – krzywdę, której istotą jest naruszenie subiektywnych przeżyć człowieka. Wysokości zadośćuczynienianie da się jednoznacznie wyliczyć. W tych okolicznościach jako odpowiednie należy uznać zadośćuczynienie: z jednej strony – adekwatne do poniesionej przez poszkodowanego krzywdy przy rozważeniu wszystkich okoliczności konkretnej sprawy, a z drugiej – odpowiadające stosunkom społecznym i majątkowym oraz stopie życiowej społeczeństwa. Zadośćuczynienie ma bowiem mieć jednocześnie charakter kompensacyjny i tym samym jego wysokość musi przedstawiać ekonomicznie odczuwalną wartość.

Przenosząc powyższe rozważania na grunt postępowania w niniejszej sprawie uznał Sąd, że w świetle całokształtu poczynionych w sprawie ustaleń faktycznych rozmiar krzywdy w sferze psychicznej doznanych przez powoda w związku ze śmiercią syna jest wysoki. Jak wynika z zeznań powoda i świadka E. K.relacje powoda ze zmarłym synem były bardzo zażyłe, a przeżycia wynikłe z jego śmierci – bardzo głębokie. Śmierć 15-letniego syna, zwłaszcza tak niespodziewana, była i jest dla niego ogromną tragedią. Po śmierci syna powód stracił radość życia. Upływ czasu od tragicznego zdarzenia nie złagodził cierpień psychicznych i poczucia krzywdy doznanych przez powoda. A. T. nie może pogodzić się ze śmiercią syna. Jak wynika z opinii biegłych, którą Sąd akceptuje bez zastrzeżeń, u powoda rozpoznano utrwalone zaburzenia depresyjno-lękowe, a A. T. wymaga specjalistycznego leczenia. Uszczerbek na zdrowiu psychicznym powoda w związku ze śmiercią syna wyniósł 5%.

Wszystkie podniesione wyżej okoliczności pozwalają uznać, iż rozmiar doznanej przez powoda krzywdy w związku ze śmiercią syna jest wysoki. Zdaniem Sądu zadośćuczynienie przyznane przez stronę pozwaną w toku postępowania likwidacyjnego w wysokości 15.000 zł ma wymiar symboliczny i w żadnym stopniu nie spełnia funkcji kompensacyjnej. Mając na uwadze rozmiar cierpień psychicznych oraz doznany przez powoda uszczerbek na zdrowiu psychicznym, a także wskazane wyżej okoliczności mające wpływ na wymiar zadośćuczynienia, Sąd zasądził na rzecz powoda dalszą kwotę 40.000 zł, uznając, że łącznie z wypłaconą już kwotą 15.000 zł będzie ona stanowić odpowiednią sumę zadośćuczynienia w rozumieniu art. 446§4 k.c.

Tragiczna śmierć kobiety. Potrącił ją samochód, w którym nie było kierowcy. Kto ponosi odpowiedzialność za śmierć?

O dość nietypowej sytuacji doniosły niedawno media. Kobieta w wieku  66 lat zginęła pod kołami samochodu, co samo w sobie nie byłoby dziwne, gdyby nie fakt, iż w aucie, które przyczyniło się do zgonu poszkodowanej nie było kierowcy.

Do tego nieszczęśliwego zdarzenia doszło w miejscowości Jeżewice pod Tarczynem. Kierująca samochodem Opel Vectra zaparkowała auto na pochyłej drodze, zapominając jednak, lub za słabo naciągając, hamulec ręczny w pojeździe.

Opel zjechał po pochyłej jezdni potrącając 66-letnią kobietę, a następnie zatrzymał się na stojącym nieopodal Mercedesie.

Piesza emerytka niestety zmarła w szpitalu z powodu odniesionych obrażeń.

Na tym tle można by się zastanowić jak wygląda kwestia odpowiedzialności odszkodowawczej za powstałe zdarzenie. I czy w ogóle w sytuacji, gdy do zdarzenia dochodzi niejako bez udziału człowieka, bliscy ofiary wypadku będą mogli dochodzić zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej?

Akurat w tym konkretnym przypadku stwierdzenie odpowiedzialności jest dość proste i w zasadzie intuicyjne.

Bezpośrednią przyczyną wypadku nie była bowiem jakaś nieprzewidziana awaria pojazdu niezależna od jego użytkownika, ale zwykły błąd ludzki, będący pewnie przyczyną 99% wypadków drogowych w Polsce.

Skoro bowiem kierująca pojazdem nie zaciągnęła hamulca ręcznego, co samo w sobie może stanowić wykroczenie drogowe, to ponosi ona odpowiedzialność za śmierć 66-letniej kobiety. Tym samym bliscy zmarłej od tej własnie kierującej, a w zasadzie z jej OC będą mogli dochodzić roszczeń związanych z zadośćuczynieniem za śmierć osoby bliskiej.

Trochę inaczej sytuacja wyglądałaby, gdyby do wyżej opisanego zdarzenia drogowego doszło bez udziału człowieka. Np gdyby linka do hamulca (ale sprawna)  została zaciągnięta, ale nagle niespodziewanie pękła.

Wówczas trudno byłoby osobie korzystającej z auta postawić zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym .

Nie oznacza to jednak, iż bliscy ofiary takiego zdarzenia pozbawieni zostaliby prawa do domagania  się zadośćuczynienia za jej śmierć od właściciela pojazdu, czy jego ubezpieczyciela.

Polski Ustawodawca przewidział bowiem i takie sytuacje i wprowadził do Kodeksu cywilnego instytucje odpowiedzialności na tzw. zasadzie ryzyka.

Zasada ryzyka oznacza, iż np. właściciel pojazdu odpowiada za skutki zdarzeń powstałe w związku z jego korzystaniem nawet w sytuacji, gdy nie ponosi on winy za zdarzenie. Wyjątkiem od tej zasady jest sytuacja, gdy wyłącznym sprawcą zdarzenia jest osoba trzecia lub też zdarzenie miało miejsce między dwoma pojazdami- wówczas zasada ryzyka jest zniesiona.

Przekładając to na grunt opisywanej sytuacji, to gdyby bezpośrednia przyczyną wypadku było nie zapominalstwo w zaciągnięciu hamulca a pęknięcie linki hamulca ręcznego, to mimo iż właściciel auta nie ponosiłby winy, to jednak obowiązany do naprawienia szkody byłby.

W jakiej wysokości należy się zadośćuczynienie za śmierć matki?

872px-william_sergeant_kendall_-_an_interlude_-_google_art_project

O zadośćuczynieniu za śmierć osoby bliskiej pisałem już kilkakrotnie. Natomiast w niniejszym wpisie chciałbym się odnieść do zasadniczego pytania jakie pada z ust poszkodowanych, czyli : „Panie Mecenasie, a jakiej wysokości zadośćuczynienie mi się należy?”

Zainteresowanie odpowiedzią na tak postawione pytanie jest ze wszech miar zrozumiałe, w końcu w sporze z zakładem ubezpieczeń kwestia ta ma fundamentalny charakter i do ustalenia tej wartości cała ta sprawa się sprowadza.

W niniejszym artykule chciałbym się odnieść do próby odpowiedzi na tak postawione pytanie, przy czym niniejszy post dotyczyć będzie próby ustalenia wysokości należnego zadośćuczynienia za śmierć matki.

Ile zatem wynosi zadośćuczynienie za śmierć matki w wypadku komunikacyjnym, czy innym zdarzeniu zawinionym przez osobę trzecią?

Niestety jak na prawnika przystało właściwą odpowiedzią na tak postawione zapytanie jest: „to zależy”. No cóż, ale od czego?

Pierwszorzędną kwestią jaką bierze pod uwagę sąd wydający wyrok, czy wcześniej zakład ubezpieczeń ustalający kwotę zadośćuczynienia za śmierć jest intensywność i jakość relacji jakie łączyło poszkodowane dziecko z jego matką.

W rodzinach układa się jak wiadomo różnie. Są rodziny idealne, gdzie stosunki pomiędzy rodzicami a dziećmi są wzorcowe i rodziny rozbite, patchworkowe, czy patologiczne. Co oczywiste inna będzie sytuacja dziecka wychowującego się z matką, a inna dziecka z rodziny rozbitej, gdzie kontakt z matką będzie ograniczony do widzenia w ramach uregulowanych kontaktów.

Drugą istotną kwestią jest wiek uprawnionego do żądania zadośćuczynienia. Zupełnie inaczej będzie wyglądało roszczenie o zadośćuczynienie dla małego dziecka, a inaczej dla dorosłego, czy dorastającego syna lub córki zmarłej.

Inny wpływ ma tragiczna śmierć matki dla małej dziewczynki, czy chłopca, które to dziecko przez dużą część swojego dorastania będzie pozbawione rodzica, jego pomocy, matczynej pieczy, troski o wychowanie i przede wszystkim miłości.

Odmiennie wyglądać będzie sytuacja dziecka już dorosłego, gdzie te więzi są już osłabione, stosunek zależności już praktycznie ustał, syn, czy córka ma już własną rodzinę, dzieci a takie zdarzenie jak śmierć rodzica jest niejako naturalnym i spodziewanym etapem w życiu.

Sąd powinien także wziąć pod rozwagę istotną kwestię jaką jest sposób przeżywania żałoby po tragicznie utraconej matce. Sąd ocenia takie ulotne i trudno uchwytne okoliczności jak długość i intensywność cierpień po zmarłej, powstałą traumę, czy doznane cierpienie. Badane są odczucia dziecka zmarłego, takie jak: poczucie osamotnienia, wstrząs psychiczny, poczucie żalu, straty, tęsknoty , utraty czerpania z życia radości. Nierzadko, z takimi sytuacjami miałem też do czynienia, takie traumatyczne zdarzenie prowadzi do powstania choroby psychicznej.

Nie bez znaczenia jest też stopa życiowa zmarłej i uprawnionego. Co prawda zadośćuczynienie powinno odpowiadać przeciętnej stopie życiowej, niemniej jednak sąd powinien także brać te okoliczności pod uwagę.

Istotną kwestią jest także konkretny sąd, do którego zostało skierowane roszczenie. Co prawda optymalnie powinno być tak, iż sądy wydają wyroki w sposób podobny w całym kraju, niemniej praktyka jest taka, że występują tu istotne różnice.

Tytułem przykładu z własnego podwórka a więc sądów z Poznania i okolic, to mogę wskazać, że sądy niższych instancji w Poznaniu wydają wyroki, gdzie zasądzane kwoty zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej w moim odczuciu mają charakter godny. Zupełnie inaczej podchodzi do tematu Sąd Apelacyjny w Poznaniu, który często obniża kwoty zasądzone wyrokami Sądu Okręgowego w Poznaniu.

Podsumowując: bez odniesienia się do indywidualnej sprawy nie sposób wskazać jakiego rzędu kwoty za tragiczną śmierć matki w wypadku komunikacyjnym lub innym zdarzeniu można się od sprawcy szkody lub jego ubezpieczyciela domagać.

Moim zdaniem zakres, czy widełki mieszczą się w przedziale od kilkudziesięciu do stu kilkudziesięciu tysięcy złotych, czasami osiągają wartość około 200 tyś zł.

Zaznaczyć jednak należy, iż mowa tutaj tylko o zadośćuczynieniu za śmierć matki. W konsekwencji śmierci bliskiej osoby mogą pojawić się jeszcze inne roszczenia, jak jednorazowe odszkodowanie, renta, czy zwrot kosztów. Tak więc globalna suma zadośćuczynień i odszkodowań może być znacznie większa.

Nie pozostając gołosłownym odwołam się do kilku wyroków sądów wskazując także na ustalony przez te sądy stan faktyczny.

I tak w wyroku o sygn. Akt: I C 1786/14   wydanym przez SSąd Rejonowy w Lubinie  dnia 3 listopada 2015 r. Sąd ten zasądził kwotę 25 tyś tytułem zadośćuczynienia przy następującym stanie faktycznym:

„E. K. w dacie wypadku miała 62 lata, była mężatką i posiadał dwoje dorosłych synów, w tym powoda M. K. (1), który liczył sobie wówczas 34 lata. W dacie śmierci poszkodowanej M. K. (1) był kawalerem. Prowadził osobne gospodarstwo domowe. Pracował i osiągał dochody, które pozwalały mu na samodzielne utrzymanie. Matka powoda w dacie swojej śmierci nie pracowała, otrzymywała świadczenie emerytalne. Leczyła się na chorobę kręgosłupa. Powód wynajmował mieszkanie blisko rodziców i często przychodził do domu rodzinnego na obiady, które przygotowywała jego matka.

Powód M. K. (1) był bardzo silnie związany emocjonalnie ze swoją matką, E. K.. Zwracał się do niej ze swoimi problemami, prosił o radę, korzystał z jej pomocy w różnych życiowych sprawach. E. K. była organizatorką życia rodzinnego. Powód spędzał razem z rodzicami święta i uroczystości rodzinne, przy czym razem z matką obchodził imieniny tego samego dnia. Powód posiadał w swojej matce oparcie w zwykłych sprawach życia codziennego.

Nagła strata matki, z którą powód był bardzo mocno związany, nagła strata jej wsparcia i bliskości w codziennych problemach, bezwarunkowej akceptacji, spowodowała u powoda w początkowym okresie szok, a następnie smutek, koncentrację na przeżywaniu bólu, straty, opuszczenia, tęsknoty, które w nasilonej formie utrzymywały się przez kilka lat. Mimo upływu czasu powód nadal nie jest w stanie zaakceptować straty, tęskni za matką, przeżywa złość na sprawcę wypadku.

W obecnym funkcjonowaniu osobowościowym powoda dominują skłonności do reakcji depresyjnych z somatyzacją, związanych przyczynowo i utrzymujących się nadal od czasu przeżytego silnego stresu związanego z nagłą śmiercią matki – zespół stresu pourazowego.

Zaburzenia w funkcjonowaniu osobowościowym powoda, bezpośrednio związane ze śmiercią matki w wypadku samochodowym w dniu 28 października 1998 r., mające postać przedłużonej reakcji żałoby, skutkowały długotrwałym uszczerbkiem na zdrowiu powoda w wysokości 2%.

Uwzględniając okoliczności faktyczne niniejszej sprawy, a w szczególności rozmiar krzywdy doznanej przez powoda w związku ze śmiercią jego matki oraz biorąc pod uwagę realną stopę życiową społeczeństwa, Sąd uznał, że powodowi należy się od strony pozwanej na podstawie art. 448 k.c. w zw. z art. 24 § 1 k.c. zadośćuczynienie pieniężne za krzywdę związaną ze śmierciąjego matki i zerwanie przez to więzi rodzinnych łączących powoda z matką w kwocie 25.000,00 zł. Zdaniem Sądu kwota ta jest adekwatna do doznanych przez powoda cierpień związanych z nagłą utratą matki i będzie przedstawiać dla niego odczuwalną wartość ekonomiczną. Ponadto kwota ta jest utrzymana w granicach odpowiadających aktualnym warunkom i przeciętnej stopie życiowej społeczeństwa. Kwota ta przewyższa ponad sześciokrotnie przeciętne wynagrodzenie, które według danych Głównego Urzędu Statystycznego w III kwartale 2015 roku wynosiło 3.895,33 zł (Komunikat Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego z 10 listopada 2015 roku w sprawie przeciętnego wynagrodzenia w trzecim kwartale 2015 roku – Monitor Polski z 2015 roku, poz. 1086), co uzasadnia stwierdzenie, że jest ona ekonomicznie odczuwalna dla powoda, a w konsekwencji daje podstawę do oddalenia dalej idącego powództwa w pozostałym zakresie 5.000,00 zł.

W innym wyroku o Sygn. akt. I ACa 532/14 wydanym przez Sąd Apelacyjny w Rzeszowie Dnia 10 marca 2015 r. Sąd ten orzekł na rzecz poszkodowanego 200.000 zł tytułem zadośćuczynienia za śmierć matki.

Sąd ten ustalił co następuje:

„W wyniku śmierci najbliższych powód utracił dom rodzinny. Musiał opuścić dotychczasowe środowisko w którym się wychowywał. Sytuację powoda w tym okresie obrazują zeznania świadków S. K., B. B. i opiekunki M. B.. W świadomości powoda pozostały obrazy, które zapamiętał jako ofiara wypadku w którym zginęli jego rodzice i brat, zwłaszcza stan obrażeń ciała jakich doznali najbliżsi. Świadomość utraty wszystkich członków rodziny początkowo wywołała u powoda strach, że jako sierota zostanie umieszczony w domu dziecka. Po zmianie środowiska i zamieszkaniu z siostrą ojca małoletni całkowicie zmienił tryb życia. Zaprzestał na wiele lat uprawiania sportu, pomimo sukcesów jakie osiągał w tej dziedzinie w wieku 6 lat. Powód stale doświadczał lęku, że pozostanie sam co wyrażało się w tym, że przez wiele lat bał się sam spać, dręczyły go koszmary. Poczucie osamotnienia wywoływało u powoda niekontrolowane objawy gniewu w czasie których uciekał z domu opiekunów lub też momenty wycofania w czasie których przestawał w sposób werbalny komunikować się z otoczeniem i robił to tylko w formie pisemnej. Powód przestał posługiwać się słowem „mama”, nie uczestniczy w zajęciach szkolnych, gdy w szkole organizowany jest „Dzień Matki” (zeznania M. B.). Warunki w jakich wychowywał się powód w wieku od 6 roku życia w sposób trwały wpłynęły na jego rozwój emocjonalny, osobowość. Z negatywnymi skutkami wywołanymi śmiercią matki i brata powód będzie się zmagał przez wiele najbliższych lat ( opinia biegłego psychologa).

W kontekście takiego ogromu krzywdy jakiej doznał powód żądana przez niego tytułem zadośćuczynienia w związku ze śmiercią matki kwota 200 000 zł nie wydaje się wygórowana. Przy założeniu, że matka powoda przeżyłaby wypadek, wszystkie wymienione wyżej skutki uległyby znacznemu złagodzeniu lub nie nastąpiłyby w ogóle. W żadnym razie nie można twierdzić, że żądana przez powoda kwota w ustalonym prawidłowo przez Sąd I instancji stanie faktycznym, częściowo uzupełnionym przez sąd odwoławczy na podstawie przeprowadzonych w postępowaniu przed Sądem Okręgowym dowodów, prowadziłaby do nadmiernego wzbogacenia powoda. Sąd Okręgowy ocenił, że połowa żądanej przez powoda kwoty spełni funkcję kompensacyjną. Biorąc jednak pod uwagę, że kwota 100 000 zł, co do której sąd uwzględnił powództwo, stanowi zadośćuczynienie w przypadku trwałego lub długotrwałego uszczerbku na zdrowiu wywołanego n.p. w wyniku obrażeń odniesionych w wypadku komunikacyjnym, to należało ocenić, że żądana przez powoda tytułem zadośćuczynienia kwota biorąc pod uwagę nieodwracalność skutków jakie dotknęły powoda, długotrwały charakter negatywnych przeżyć i ich znaczenie dla jakości życia powoda nie jest nadmierna i stanowi odpowiednie naprawienie wszystkich krzywd wynikających z utraty najbliższej przez kilkuletnie dziecko najbliżej osoby jaką jest matka .

Prawidłowo ocena dokonana w oparciu o wszystkie elementy stanu faktycznego wynikające z przeprowadzonych przez Sad I instancji wiarygodnych dowodów pozwalała ocenić Sądowi Apelacyjnemu, że dochodzona przez powoda w związku ze śmiercią matki kwota 200 000 zł we właściwy sposób skompensuje krzywdę doznaną przez powoda, w związku z utratą tak bliskiej osoby, utrata której odmieniła całkowicie dotychczasową jakość życia powoda i wywołała długotrwałe dla powoda skutki.”

W jeszcze innym wyroku, który może nam posłużyć za przykład wydanym dnia 17 listopada 2015 r. przez Sąd Okręgowy w Poznaniu  w sprawie o Sygn. akt: XVIII C 406/15 sąd ten zasądził kwotę 65.000 zł tytułem zadośćuczynienia z tytułu śmierci matki.

Odwołując się do treści tego wyroku:

„Matka powoda I. C. w chwili śmierci miała 42 lata. Mieszkała wraz z powodem i jego młodszym bratem we W., a pracowała jako nauczycielka języka niemieckiego w tamtejszym liceum ogólnokształcącym. Do 13 roku życia powoda wychowywali oboje rodzice, jednak z uwagi na nadużywanie alkoholu przez ojca, od 13 roku życia ojciec powoda w domu przebywał okazjonalnie, a jego pobyty przeplatały się z okresami leczenia przeciwalkoholowego. Na około rok przed śmiercią, matka powoda pozostawała w separacji faktycznej ze swoim mężem (ojcem powoda), który w tym czasie mieszkał ze swoją matką.

Powód miał bardzo dobry kontakt i relacje z matką. Pozostawał z nią w bardzo silnych więziach, które potęgował fakt, że jego ojciec nadużywał alkoholu, przez co powód nie mógł liczyć na jego wsparcie. Dochodziło również do sytuacji, w których powód stawał w obronie matki, gdyż czuł się za nią odpowiedzialny.

Matka powoda obdarzała go miłością, zapewniała mu poczucie bezpieczeństwa, opiekowała się nim i bratem, pomagała mu również w nauce i motywowała go do niej. Powód traktował matkęjak przyjaciela, mógł z nią porozmawiać na każdy temat. Matka miała dla niego zawsze czas i dobre słowo. Miał w niej wsparcie w realizacji pasji związanej z uprawianiem piłki nożnej. Matkajeździła z powodem na zawody i oglądała z nim mecze piłki nożnej w telewizji. Chodzili wspólnie do kina i oglądali filmy w telewizji, a później na komputerze. Gdy powód był młodszy, grał z matkąrównież w gry planszowe. Od dziecka powód jeździł z matką także na obozy młodzieżowe do S., gdzie była ona opiekunem, a okazjonalnie na wspólne wypady rowerowe. Jeździli również nad morze.

Powód w chwili śmierci matki miał skończone 16 lat i uczęszczał do pierwszej klasy liceum ogólnokształcącego, w którym uczyła jego matka. O wypadku z udziałem matki dowiedział się od sąsiadki. Z uwagi na fakt, że wypadek miał miejsce blisko rodzinnego domu, powód pobiegł na miejsce zdarzenia. Matki powoda już tam nie było. Zastał natomiast sprawcę wypadku i funkcjonariuszy policji. Po uzyskaniu informacji, że matka została zabrana do szpitala, powód niezwłocznie się do niego udał. Gdy powód zobaczył matkę w szpitalu, to zdał sobie sprawę, że jej stan jest poważny. Miała spuchniętą twarz i podłączony respirator. Gdy wyszedł z pokoju, w którym leżała, zemdlał. Dopiero na drugi dzień dowiedział się o rokowaniach. Lekarz powiedział, że stan matki jest krytyczny i na ten moment nie można nic zrobić. Powód przebywał z matką w pokoju, mówił do niej, trzymał ją za rękę i pytał czy go słyszy, ale ona nie reagowała.

W dniu 21 stycznia 2003 r. około godziny 14:00 powód otrzymał ze szpitala telefoniczną informację o zgonie matki.

Pogrzeb matki miał miejsce 3 – 4 dni po jej śmierci. Powód wraz wujkiem J. G. załatwiali wszystkie formalności związane z pogrzebem. Powód pozostawał w szoku i nie dowierzał temu co się stało. Nie chciał z nikim rozmawiać. Był na pogrzebie, jednak z uwagi na zażyte leki uspokajające był otumaniony.

Po śmierci matki ojciec powoda wprowadził się z powrotem do domu, a razem z nim wprowadziła się również babcia powoda (matka zmarłej matki). Od śmierci matki ojciec powoda alkohol spożywał wyłącznie okazjonalnie. Z uwagi jednak na dotychczasowe doświadczenia, ponowne zamieszkanie z ojcem było dla powoda trudne. Początkowo powód z ojcem w ogóle nie rozmawiał, mimo że ojciec próbował z nim nawiązać kontakt. Ze względu na brata powód starał się jednak być w stosunku do ojca neutralny. Powód w tym czasie opiekował się bratem. Po upływie około 6 miesięcy babcia powoda, z uwagi na konflikty z jego ojcem musiała się wyprowadzić.

Przez 3 miesiące po śmierci matki powód nie chodził do szkoły. Na krótko przed powrotem do zajęć szkolnych powód zaczął chodzić do psychologa szkolnego, do którego z różną częstotliwością (na ogół raz w tygodniu, raz na dwa tygodnie) uczęszczał przez cały okres nauki w liceum. Po powrocie do szkoły powód opuścił się w nauce. Miał zagrożenie z 5 przedmiotów, ale dzięki wyrozumiałości nauczycieli zdał do następnej klasy.

W początkowym okresie po śmierci matki powód chciał być sam, nie chciał towarzystwa innych osób. U powoda pojawiły się także myśli samobójcze. Powód bardzo schudł, cierpiał na rozstrój żołądka i bezsenność. Przyjmował w tym okresie leki uspokajające, które podawała mu babcia. Na początku matka często śniła się powodowi, w stanie po wypadku, a później rzadziej i raczej uśmiechnięta i podtrzymująca go na duchu. W tym okresie powód mógł liczyć na pomoc przede wszystkim babci i dalszej rodziny w osobach wujka J. G. i jego żony, którzy nie pozostawiali go samego i obdarzali go wsparciem psychicznym. Przełom nastąpił w połowie drugiej klasy liceum. Pedagog szkolny, a także bliscy uświadomili powodowi, że matka nie chciałaby, żebym tak żył i żeby wszystko było mu obojętne. Powód zaczął przykładać się do nauki. Obiecał sobie i pani pedagog, że skończy studia i wróci uczyć w tej samej szkole, w której jego matka uczyła języka niemieckiego. Powód zdał maturę, ale z uwagi na osiągnięcie słabego wyniku nie dostał się na wymarzone studnia na Akademii Wychowania Fizycznego. Po roku powód ponownie podszedł do matury, a następnie dostał się na dzienne studnia magisterskie na Akademii Wychowania Fizycznego, które ukończył w terminie. Z uwagi na podjęcie studiów powód wyprowadził się z rodzinnego domu. W trakcie studiów powód utrzymywał kontakt z babcią, która w dalszym ciągu mieszkała we W. nieopodal rodzinnego domu powoda. Odwiedzał ją, jak również brata i grób matki.

Obecnie powód ma 29 lat jest animatorem czasu wolnego, a w przyszłości zamierza wykonywać zawód nauczyciela wychowania fizycznego. Obecnie powód ponownie mieszka we W. i odwiedza grób matki średnio 2 razy w tygodniu. Powód chodzenie na grób matki traktuje jak formę jednostronnej komunikacji. Opowiada jej, co się u niego dzieje. Powód utrzymuje kontakt z bratem, który aktualnie ma 17 lat. Święta spędza jednak z wujkiem J. G. i jego żoną, gdyż brat wraz z ojcem na święta udają się do rodziny ojca, z którą powód nie utrzymuje kontaktów. Od szkoły średniej powód nie korzysta już z pomocy psychologa. W dalszym ciągu nie lubi być sam, gdyż ma wtedy poczucie osamotnienia, tęsknoty i braku osoby, której mógłby pewne rzeczy powiedzieć. W towarzystwie powód stara się być osobą pogodną, gdyż nie chce, aby okazywano mu litość. Brak matki powód odczuwa zarówno w momentach radosnych, w których chciałby się z nią podzielić swoimi sukcesami i radościami, jak również w momentach smutnych, w których mógłby liczyć na jej wsparcie. Powód zachował zdjęcia matki, a jedno z nich nosi w portfelu. Zatrzymał sobie również jej płaszcz, w którym lubiła chodzić.

Nagła i niespodziewana śmierć matki stała się przyczyną głębokiej dezintegracji osobowości powoda w przebiegu zespołu stresu pourazowego z dominującymi objawami depresyjnymi i lękowymi. Bezpośrednio po śmierci matki powód doznawał objawów zespołu ostrego stresu o znacznym nasileniu, takich jak dysocjacja (poczucie nierealności, nieobecności), intensywny strach, zanik pamięci, poczucie bezradności, dezorganizacja zachowania, a nawet omdlenie. Po około dwóch tygodniach faza ostra ustąpiła i rozwinął się u powoda zespół stresu pourazowego, który objawiał się m.in. poprzez powtarzające się epizody ponownego przeżywania traumy; unikanie miejsc związanych z traumą; pobudzenie – wzmożony stan czuwania (kłopoty ze snem), wzmożony odruch orientacyjny, nasilona reakcja przestrachu na nieoczekiwane bodźce, lęk, kłopoty z koncentracją, męczliwość i niepokój. Objawy trwały z największym nasileniem przez rok, następnie ich intensywność zmniejszała się. Z przeprowadzonego badania psychologicznego wynika, iż objawy depresyjno – lękowe w przebiegu zespołu stresu pourazowego utrzymują się u powoda do dzisiaj. Rodzaj i nasilenie zaburzeń adaptacyjnych występujących u powoda w przebiegu żałoby wynikają natomiast z faktu, że powód utracił osobę najbliższą, która była gwarantem poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji życiowej. Jako młody człowiek nie był w stanie samodzielnie, skutecznie zintegrować informacji związanych z traumą z posiadanym obrazem samego siebie, innych ludzi i świata. Jego pamięć o przeżytym urazie do dziś charakteryzuje się znaczną fragmentaryzacją. Dzieje się tak z powodu aktywnego unikania procesu poznawczego i emocjonalnego przetwarzania traumy, co ostatecznie prowadzi do podtrzymywania objawów i przyczynia się do rozwoju zaburzenia. Powód w celu szybkiej redukcji przeżywanego dystresu stosuje takie mechanizmy jak „odcinanie się” od emocji, kontrola emocji, tłumienie myśli o urazie oraz unikanie miejsca, w którym uraz nastąpił. Tego rodzaju zaawansowane i permanentne zachowania obronne wywołują objawy depresyjno – lękowe i stan rozkojarzenia. Śmierć matkipowoda, z uwagi na fakt, że był on wtedy jeszcze niepełnoletni, stanowiła szczególną stratę dla jego rozwijającej się nadal osobowości. Powód nie może już liczyć na bezwarunkowe wsparcie życiowe matki. Te zmiany tożsamości, poczucie winy, subiektywne poczucie wykluczenia społecznego, żal i złość wpłynęły na permanentne poczucie samotności i zmniejszenie aktywności życiowej powoda. W związku z utrzymującą się tendencją do nawrotów stanów depresyjnych wskazana jest kontynuacja profesjonalnej psychoterapii skierowanej na oddziaływania związane z zatrzymaną reakcją żałoby i utrzymującym się zespołem stresu pourazowego.”

Jak więc widać na przykładzie wyżej przytoczonych wyroków sumy jakie przyznawane są w związku z śmiercią matki są różne. Warto zanim sprawę skieruje się do ubezpieczyciela, czy do sądu przeanalizować swoje szanse procesowe w oparciu o prawidłowe ustalenie stanu faktycznego i analizę orzeczeń wydawanych w danym sądzie.

A Państwo jak uważacie jaka kwota byłaby zasadna tytułem zadośćuczynienia w związku z śmiercią matki?

Jakie zadośćuczynienie za śmierć osoby bliskiej proponuje zakład ubezpieczeń, a jakie zasądza Sąd

Ostatnio na łamach blogu o odszkodowaniach napisałem kilka artykułów dotyczących dochodzonych, czy należnych kwot tytułem zadośćuczynienia osobom poszkodowanym. Staram się w takich wpisach odwołać się do przykładu, tj konkretnych wyroków jakie zapadły w danej sprawie.

Analizując te wyroki naszedł mnie pomysł na niniejszy artykuł, który pozwoli też wyrobić sobie zdanie osobom poszkodowanym, którym ubezpieczyciel przyznał jakieś zadośćuczynienie lub w ogóle odmówił wypłaty zadośćuczynienia, czy warto mimo wszystko iść do sądu.

Oczywiście sam fakt, iż w danej sprawie rozpoznawanej przez Sąd Rejonowy w Poznaniu, czy Sąd Okręgowy w Warszawie zapadł taki a nie inny wyrok nie oznacza od razu, iż w sprawie Czytelnika, który jest zainteresowany niniejszym tematem rozstrzygnięcie będzie podobne.

Niemniej jednak za pomocą porównania kilku wyroków będzie można sobie wyrobić zdanie na temat strategii ubezpieczycieli w sprawach związanych z dochodzeniem zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej.

Poniżej przedstawię kilka wyroków wraz z wskazaniem kwoty jaką ubezpieczyciel zaproponował dobrowolnie osobie, której bliski zginął w wypadku komunikacyjnym oraz kwoty jaką ostatecznie zasądził sąd. Jak się łatwo domyśleć różnice są zasadnicze.

  1. Sąd Okręgowy w Sieradzu zasądził 50.000 zł zadośćuczynienia za śmierć ojca, gdy pozwany zakład ubezpieczeń w ogóle odmówił wypłaty jakiejkolwiek kwoty. W uzasadnieniu wyroku o sygn. akt: Sygn. akt I C 347/14 czytamy:

„Uwzględniając rozmiar krzywdy, jakiej doznała powódka na skutek straty ojca Sąd doszedł do przekonania, iż właściwą kwotą zadośćuczynienia za śmierć M. J. (2), będzie kwota 50.000,00 zł na rzecz M. J. (1). Funkcją zadośćuczynienia jest bowiem rekompensacja strat niemajątkowych, krzywdy wywołanej przez śmierć najbliższego członka rodziny. Istota szkody niemajątkowej wiąże się z naruszeniem czysto subiektywnych przeżyć człowieka. Śmierć rodzica dla osoby dopiero co wchodzącej w dorosłość była traumatycznym wstrząsem i do tej pory jest niewątpliwie źródłem niepokoju. Zważyć w tym miejscu należy, że żałoba występująca u powódki miała charakter żałoby patologicznej. Nagła i tragiczna śmierć ojca była dla powódki wydarzeniom traumatyzującym, wiązała się z zerwaniem bliskiej więzi emocjonalnej i wpłynęła zaburzająco na proces kształtowania się osobowości. M. J. (1) zamknęła się w sobie, nie mogła spać, miała problemy z nawiązywaniem kontaktów z ludźmi. Powódka po śmierci ojca przez 3-4 lata uczęszczała do specjalisty psychologa. Przez okres około 2 lat przyjmowała leki na uspokojenie. Obecnie w obrazie klinicznym stwierdza się występowanie u M. J. (1) cech osobowości histrionicznej, których ukształtowanie w istotny sposób wiąże się z traumatycznymi przeżyciami związanymi z utratą ojca w okresie adolescencji. Stanowi to wskazanie do terapii psychologicznej”

2.Sąd Rejonowy w Lubinie w wyroku o Sygn. akt: I C 600/14, zasądził kwotę 13.000 zł ponad wypłaconą wcześniej kwotę 12.000 zł. Łącznie więc poszkodowany za śmierć osoby bliskiej- ojca otrzymał 25.000 zł. Przy czym trzeba podkreślić, iż Sąd uwzględnił 50% przyczynienie się zmarłego do zdarzenia, gdyby nie przyczynienie zadośćuczynienie za śmierć wyniosłoby 50.000 zł.

W swoich motywach Sąd wskazał:

„Powód jest niewątpliwie osobą bliską w rozumieniu art. 446 § 4 k.c. Jak wynikało z przesłuchania świadków oraz samego powoda, łączyła go z ojcem bardzo bliska więź. Słusznie zauważyła strona pozwana, że w chili śmierci ojca, powód miał 32 lata i miał już własną rodzinę (żonę), inaczej bowiem należy oceniać utratę rodzica w wieku dziecięcym, a inaczej w wieku dorosłym, kiedy perspektywa odejścia rodziców z uwagi na ich wiek staje się bliższa i bardziej realna. Nie sposób jednak nie dostrzec, że śmierć R. M., była nagła, nioczekiwana i nastąpiła w tragicznych okolicznościach, a to nie pozwala uznać jej za naturalną kolej rzeczy. Z zeznań i powoda wynika zaś, że pomimo, iż w chwili śmierci był teoretycznie dorosły i samodzielny, to jednak jego zależność od rodziców, w tym od ojca była znaczna. Powód otrzymywał pomoc finansową i rzeczową od rodziców, od nich otrzymał mieszkanie, z ojcem widywał się codziennie, traktowali się jak przyjaciele. O tym jak znaczną rolę odgrywał w życiu powoda ojciec świadczą jego słowa cyt: „(…)wszystko spadło na mnie, człowiek wtedy dowiaduje się ile jest do zrobienia(…)”. Powód bardzo przeżył śmierć ojca, jego smutek potęguje fakt, że jego syn, a wnuk zmarłego nie zdążył go poznać, powód bardzo często wspomina ojca, odwiedza jego grób. Smutek i żal smutek towarzyszą powodowi do dzisiaj, a emocje te manifestowały się chociażby w trakcie przesłuchania przed Sądem, kiedy to powód płakał. Dla powoda śmierć ojca przyniosła dalsze negatywne skutki, stracił bowiem matkę, u której śmierć R. M. wywołała nawrót choroby nowotworowej i śmierć.

Mając na względzie wszystkie powyższe okoliczności, Sąd uznał, że kwotą zadośćuczynienia adekwatną do krzywdy i cierpienia jakie doznał powód na skutek śmierci ojca jest kwota 25.000 zł i to przy uwzględnieniu przyczynienia się zmarłego do powstania szkody w 50%.”

3.Sąd Rejonowy w Bielsku Podlaskim zasądził za śmierć syna kwotę 70.000 zł, gdy ubezpieczyciel w toku postępowania likwidacyjnego przyznał jedynie 10.000 zł. Sąd wiec uznał, iż krzywda jest osiem razy większa niż sugerował to pozwany ubezpieczyciel.

W uzasadnieniu do wyroku o sygn. akt: I C 905/15, Sąd ten wskazuje:

„Przenosząc powyższe na realia niniejszej sprawy wskazać trzeba, że śmierć A. T. skutkowała naruszeniem dobra osobistego J. T. w postaci zerwania więzi rodzinnej. Ze zgromadzonego materiału dowodowego wynika, że powód ze swoim jedynym synem miał szczególnie dobre relację, był z nim związany, zżyty, syn dopiero od niedawna mieszkał samodzielnie, a co weekend, święta i wakacje był w domu rodzinnym. Powód prowadził warsztat mechaniczny, syn mu w nim pomagał studiując jednocześnie mechanikę. Na szczególnie zażyłe relacje wskazywała świadek J. L..

Ustalając wysokość należnego zadośćuczynienia sąd brał pod uwagę dotychczas wypłacone kwoty. Bezsporne było, że pozwany wypłacił powodowi kwotę 10000 zł tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę po śmierci A. T..”

4.Sąd Okręgowy w Poznaniu, w sprawie  o sygn: akt I C 923/15 zasądził na rzecz rodziców zmarłego dziecka po 88.000 zł, wcześniej poszkodowani otrzymali od zakładu ubezpieczeń po 12 tyś zł. Łącznie wiec sąd uznał krzywdę powodów za śmierć osoby bliskiej na 100 tys złotych. Czyli prawie 9 krotna różnica.

W uzasadnieniu Sąd wskazał:

„Odnosząc poczynione w tej części uzasadnienia uwagi do okoliczności niniejszej sprawy, po uwzględnieniu zakresu doznanej przez powodów krzywdy wskutek śmierci ich syna J. J. (1), uznać należy, że mające je rekompensować zadośćuczynienie jest należne powodom. Powodowie wykazali istniejące więzi rodzinne pomiędzy każdym z nich a zmarłym J. J. (1), a ponadto wykazane zostały doznane cierpienia, ich rozmiar, uwzględniając czas trwania, długotrwałość i nasilenie cierpień psychicznych, wiek uprawnionych, a także konsekwencje powstałe w życiu powodów w związku ze śmiercią J. J. (1), upływ czasu oraz aktualne sytuacje powodów.

Z dokonanych w niniejszym postępowaniu ustaleń niewątpliwie wynika, że śmierć syna stanowiła dla powodów źródło cierpień psychicznych, a rozmiar doznanej przez nich krzywdy bezsprzecznie wpłynął na ich dalsze życie. Powodów łączyły silne więzi emocjonalne z synem. Co istotne, w aspekcie poczynionych ustaleń nie budzi również żadnych wątpliwości Sądu, że skutki tragicznej śmierci, mimo upływu 15 lat, powodowie, odczuwają po dziś dzień.

Śmierć J. J. (1) była traumatycznym przeżyciem dla powodów. Syn stron w chwili śmierci miał 22 lata. Mieszkał z rodzicami oraz bratem A., który również zginął w wypadku. Powodowie w ciągu jednego dnia stracili jednocześnie dwóch synów. Była to dla nich ogromna trauma. J. J. (1) miał dobre relacje z rodzicami. Pomagał w pieczarkarni, radził się u ojca. Ponadto prowadził swoją firmę, która docelowo miała być rodzinną firmę. Po śmierci syna, powód zakończył działalność tej firmy.

Śmierć własnego dziecka, zwłaszcza w młodym wieku, jest dla każdego rodzica ogromnym szokiem i źródłem cierpień, a niekiedy nawet upływ czasu tego nie zmieni, jak ma to miejsce w niniejszej sprawie. Powodom trudno było zaakceptować śmierć dziecka, co jednoznacznie wynika z opinii biegłych sądowych psychologa klinicznego i psychiatry. Powodowie przeszli długotrwałe leczenie psychiatryczne i to nie tylko w warunkach domowych, poprzez zażywanie leków, ale także byli wielokrotnie hospitalizowany.”

5.Sąd Okręgowy w Warszawie Sygn. akt I C 100/15 zasądził kwotę 100.000 tyś zł dla jednego z powodów i dla drugiego 85.000 zł za śmierć matki. W sprawie tej ubezpieczyciel w ogóle nie uznał krzywdy powódki.

W uzasadnieniu czytamy:

„Przedstawione argumenty przemawiały – zdaniem Sądu – za dyferencjacją kwot zadośćuczynienia należnego każdemu z powodów i przyznaniem tego zadośćuczynienia w kwocie 85.000,00 zł na rzecz powoda i w kwocie 100.000,00 zł na rzecz powódki.

W ocenie Sądu, tak ustalone kwoty uwzględniają silną więź łączącą powodów z matką i okoliczność, że jej śmierć stanowiła dla nich traumatyczne zdarzenie nasilone ze względu na nagłość wypadku i przedwczesność tej śmierci. Zasądzone na rzecz każdego z powodów kwoty zadośćuczynienia stanowią rekompensatę z tytułu doznanej przez nich szkody niemajątkowej obejmującej ich cierpienia psychiczne związane ze śmiercią matki, zarówno już doznane, jak i te które mogą jeszcze występować w przyszłości. Przyznane zadośćuczynienia mają charakter całościowy i stanowią kwoty o tyle odpowiednie

w okolicznościach niniejszej sprawy, by powodowie mogli za ich pomocą zatrzeć poczucie krzywdy. Jednocześnie nie ma podstaw do uznania, że przyznane powodom kwoty

w powyższej wysokości stanowią ze względu na swoją wysokość represję majątkową, bądź są nadmierne. W opinii Sądu, wskazane kwoty zadośćuczynienia powinny stanowić dla każdego z powodów ekonomicznie odczuwalną wartość, a jednocześnie spełnią swą funkcję kompensacyjną i pomogą im w złagodzeniu poczucia krzywdy, przy jednoczesnym zachowaniu ich w rozsądnych granicach. Uwzględniają one bowiem dramatyzm ich doznań, okoliczność, że powodowie utracili matkę, a więc osobę z którą byli bardzo silnie związani oraz cierpienia wywołane jej tragiczną śmiercią, nie pomijają także istotnego faktu, że powodowie wskutek wypadku drogowego utracili jednego z najbliższych członków rodziny, z którym jeszcze przez wiele lat mogliby tworzyć zgodną rodzinę. Naruszenie tych więzi rodzinnych zasługiwało bez wątpienia na ochronę. Sąd miał przy tym na uwadze, iż zadośćuczynienie spełnia swoją kompensacyjną funkcję jeżeli jest realne – tj. jego wysokość przedstawia dla poszkodowanego odczuwalną ekonomicznie wartość. Zdaniem Sądu, przyznanie powodom niższych kwot spowodowałoby, że ich poczucie krzywdy nie tylko nie zostałoby złagodzone, ale uległoby nasileniu, gdyż poczuliby się zlekceważeni. Powyższe kwoty są, w zdaniem Sądu, adekwatne do doznanej przez powodów krzywdy, mieszczą się w rozsądnych granicach, nie prowadząc do wzbogacenia się powodów, a zarazem stanowią kwoty odczuwalne.”

I jak Państwo uważacie, warto iść do sądu przeciwko zakładowi ubezpieczeń?