Czy należy się odszkodowanie za koszty prywatnie przeprowadzanej rehabilitacji?

Ubezpieczyciele mają to do siebie, ze nie za bardzo lubią płacić – ot truizm, ale niestety prawdziwy. Tak więc często zdarza się sytuacja, w której zakład ubezpieczeń wykorzystuje wszelkie możliwości aby odszkodowania nie wypłacić lub chociażby zniechęcić poszkodowanego do ponoszenia pewnych kosztów, które mogłyby się składać na wysokość należnego odszkodowania.

Takim kosztem są między innymi wydatki związane na rehabilitację poza zleceniem z NFZ-u. Logika ewentualnej odmowy jest dość oczywista, skoro pacjent ma możliwość korzystania z świadczeń finansowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia, to tym samym wydatkowanie środków na prywatną rehabilitację nie mieści się w normalnym związku przyczynowo skutkowym z zdarzeniem.

Niestety realia rehabilitacji dostępnej w ramach Funduszu są takie, iż najczęściej zlecenie na zabiegi otrzymujemy na za co najmniej kilka miesięcy i to w zakresie nie do końca odpowiadającym potrzebom. Często więc moi Klienci pytają mnie: „Panie mecenasie, czy mogę skorzystać z rehabilitacji odpłatnej bo ból jest nie do wytrzymania, a termin z NFZ-u mam umówiony za 4 miesiące?”

Odpowiedź moja jest twierdząca. W każdej sytuacji, gdy istnieje zalecenie lekarskie na prowadzenie rehabilitacji, a tej nie można uzyskać w rozsądnym terminie lub w wystarczającym zakresie w ramach świadczeń finansowanych przez Państwo zasadnym jest skorzystanie z tej formy pomocy i żądanie zwrotu tak poniesionych kosztów od ubezpieczyciela sprawcy szkody.

Stosownie bowiem do treści art. Art. 444 Kodeksu cywilnego :

§ 1. W razie uszkodzenia ciała lub wywołania rozstroju zdrowia naprawienie szkody obejmuje wszelkie wynikłe z tego powodu koszty. Na żądanie poszkodowanego zobowiązany do naprawienia szkody powinien wyłożyć z góry sumę potrzebną na koszty leczenia, a jeżeli poszkodowany stał się inwalidą, także sumę potrzebną na koszty przygotowania do innego zawodu.

Pamiętać jednak należy, iż koszty te muszą mieć związek z wypadkiem i najlepiej aby konieczność rehabilitacji wynikała z zalecenia lekarza.

Tak orzekł chociażby Sąd Apelacyjny w Poznaniu w sprawie o sygn. Akt: I ACa 1107/13 wyrok z dnia 09-01-2014

Wszelkie wydatki poniesione przez poszkodowanego, które następnie zostają objęte zasądzonym odszkodowaniem, muszą pozostawać w adekwatnym związku przyczynowym z uszczerbkiem na zdrowiu, jakiego poszkodowany doznał.”

Czy można mówić o przyczynieniu się do wypadku z uwagi na brak zapiętych pasów, gdy samochód nie był w te pasy wyposażony?

Seatbelt_testing_apparatus

Parę dni temu reprezentowałem Klienta w sprawie, w której dochodził zadośćuczynienia – odszkodowania za śmierć córki. Córka zginęła kilkanaście lat temu w wypadku komunikacyjnym zawinionym przez kierowcę auta, ona był pasażerką.

Adwokat reprezentujący towarzystwo ubezpieczeniowe w odpowiedzi na pozew podniósł, iż wnosi aby powołać w sprawie biegłego z dziedziny rekonstrukcji wypadków na okoliczność ustalenia, czy zmarła miała w chwili zdarzenia zapięte pasy. Oczywiście Pan mecenas ubezpieczyciela podniósł, iż w przypadku takiego ustalenia podnosi zarzut przyczynienia i wnosi o obniżenie należnego zadośćuczynienia co najmniej o połowę.

Nietypowość problemu jaki w tej sprawie się pojawił, to fakt iż zgodnie z informacją jaką otrzymałem od ojca wynika, iż był to stary Ford Sirocco nie wyposażony w fabryczne pasy bezpieczeństwa na tylnej kanapie. Zmarła poruszając się tym autem i zajmując miejsce na tylnym siedzeniu w zasadzie nie mogła spełnić obowiązku wyrażonego w art. 39 Prawa o ruchu drogowym, tj. zapięcia pasów bezpieczeństwa.

Czy zatem można mówić o przyczynieniu się w sytuacji, w której nie sposób spełnić obowiązku nałożonego przez prawo? Przypuścić można, iż gdyby ta informacja dotarła do ubezpieczyciela, to podniósłby, iż w tej sytuacji pasażerka powinna wyjść z auta i odmówić dalszej podróży. Czy może

Zastanawiając się nad tym problemem bardziej jednak jestem skłonny uznać, iż w tej konkretnej sytuacji nie można mówić o przyczynieniu się. Oczywistym jest, iż skoro pojazd w pasy te nie jest wyposażony, albo np. pasy są popsute i uniemożliwiają zapięcie się, to pasażer auta nie ma możliwości ich zapięcia. Oczekiwanie iż w tej sytuacji odmówi jazdy byłoby jednak zbyt daleko idące, zwłaszcza w tej konkretnej sytuacji, gdy do zdarzenia doszło na gminnej drodze, bez komunikacji publicznej. Pasażerka odmawiając jazdy w zasadzie nie miałaby możliwości dotarcia do celu.

Podobne zapatrywania można znaleźć w wyroku Sądu Apelacyjnego w Gdańsku – V Wydział Cywilny z dnia 21 listopada 2012 r., w którym to wyroku Sąd stanął na stanowisku, iż:

Przepisy nie zakazywały poruszenia się pod drogach publicznych samochodami, co do których nie istniał obowiązek instalowania pasów bezpieczeństwa. Nie sposób przyjąć, aby naganność zachowania rodziców polegała na podróżowaniu samochodem, który nie jest wyposażony w pasy bezpieczeństwa. Skoro bowiem samochód poruszał się w sposób legalny po drogach publicznych to oznacza, że spełniał wymagania techniczne warunkujące bezpieczne nim podróżowanie. To czy pasy bezpieczeństwa wpływają na zmniejszenie szkody zależy od okoliczności danego wypadku. Nie sposób więc przyjąć jednakowej miary stanowiącej o rozmiarze przyczynienia się do szkody z powodu nie zapiętych pasów bezpieczeństwa.”

W innym orzeczeniu wydanym przez Sąd Okręgowy w Łodzi, z dnia 6 listopada 2014r., o sygnaturze akt II C 1582/12 Sąd ten rozpatrując podobny zarzut ubezpieczyciela stwierdził, iż:

Kolejny element zarzutu przyczynienia opiera się na błędnej interpretacji obowiązku wynikającego z art. 39 ust. 1 ustawy prawo o ruchu drogowym. Obowiązek korzystania z pasów bezpieczeństwa zarówno przez kierującego, jak i osobę przewożoną uzależniony jest bowiem od wyposażenia pojazdu w takie pasy. Z dokonanych ustaleń wynika, że samochód O. (…) jest fabrycznie wyposażony w pasy bezpieczeństwa na tylnej kanapie. Jednakże z osobowych i rzeczowych dowodów przeprowadzonych w tej sprawie wynika również, że ten konkretny pojazd nie posiadał takich środków bezpieczeństwa na tylnym siedzeniu. Tym samym nie można obarczać A. R. odpowiedzialnością za naruszenie wspomnianego obowiązku. Wskazany wcześniej art. 3 ust. 1 ustawy również nie daje podstawy do stwierdzenia, że poszkodowana naruszyła ogólne zasady ostrożności podejmując podróż samochodem, który nie posiadał pasów bezpieczeństwa. Pojazd był dopuszczony do ruchu, a więc pasażerka mogła działać w zaufaniu, że spełnia wszelkie wymogi bezpieczeństwa. W takiej sytuacji trudno jest twierdzić, że siadając na miejscu dla pasażera nie wyposażonym w pasy bezpieczeństwa naruszyła chociażby zasady ostrożności czy zdrowego rozsądku, jakich można wymagać od przeciętnego człowieka.

Z przytoczonych względów należało uznać zarzut przyczynienia się poszkodowanej do powstania szkody za bezzasadny, co czyniło bezprzedmiotowymi dowody z opinii biegłego z zakresu rekonstrukcji wypadków oraz biegłego traumatologa. Badanie związku między zachowaniem A. R. a doznanymi przez nią obrażeniami było bowiem zbędne, skoro Sąd wykluczył istnienie adekwatnego związku przyczynowego między tym zachowaniem a powstałą szkodą co do zasady.”

A co Państwo sądzicie o tej sprawie, może macie Państwo jakieś własne doświadczenie w tym temacie?

Czy należy się odszkodowanie za koszty prywatnej operacji?

 

Pseudarthrosis_Wrist_jmn
autor: Jmarchn CC BY SA 3.0

Klient w wyniku wypadku na motocyklu, zawinionym przez innego kierowcę, doznał skomplikowanego złamania ręki. Co prawda bezpośrednio po zdarzeniu przeprowadzono zabieg zespolenia kości ręki śrubami tytanowymi. Jednakże po kilku miesiącach okazało się, iż doszło do wykształcenia się w złamanej ręce tzw. stawu rzekomego.

Staw rzekomy, czyli nieprawidłowy zrost, czy raczej brak zrostu mogący powodować powstanie między rozdzielonymi w wyniku złamania kośćmi stawu, którego raczej tu być nie powinno.

Staw rzekomy wymaga niestety kolejnej operacji, poszkodowany oczywiście na taką był gotów, jednakże po konsultacji w jednym z poznańskich szpitali uzyskał informację, iż może zostać zapisanym na termin za sześć miesięcy od teraz.

Alternatywna opcją, którą otrzymał od lekarza prowadzącego, było przeprowadzenie przez tego samego lekarza zabiegu u niego w klinice za koszt bagatela 7 tyś zł, przy czym operacja ta miałby zostać przeprowadzona od ręki.

W zasadzie Klient od razu się zdecydował, co najmniej o kilka miesięcy krótsza rehabilitacja i powrót do zdrowia znacznie szybszy były dla niego dość istotnymi wartościami, zwłaszcza iż zabieg w chwili obecnej był radykalnie prostszy, niż w momencie, w którym staw rzekomy już by się na dobre utrwalił.

Pytanie natomiast z jakim się do mnie zwrócił było w zasadzie proste, czy ubezpieczyciel obowiązany z tytułu Oc sprawcy wypadku będzie robił mu pod górkę w zwrocie poniesionych kosztów.

Jak można się było spodziewać ubezpieczalnia w takiej sytuacji pod górkę robić klientowi będzie.

Podnoszony jest zawsze w tego typu sprawach argument, iż osoba poszkodowana jest obowiązana do minimalizacji szkody, powinna więc nie podejmować kroków szkodę tę zwiększającą. Skoro zatem ma możliwość przeprowadzenia zabiegu z środków publicznych, na koszt NFZ-u to w zasadzie korzystanie z prywatnej służby zdrowia jest działaniem niezasadnym i nie zasługuje na objęcie tych kosztów odszkodowaniem.

Jednakże z taką argumentacją, zwłaszcza w tej konkretnej sytuacji dość łatwo można sobie poradzić.

Przede wszystkim w zasadzie już od wielu lat zgodnie z stanowiskiem Sądu Najwyższego, potwierdzanym coraz liczniejszymi orzeczeniami sądów niższych instancji, osoba odpowiedzialna za wypadek obowiązana jest do zwrotu wszystkich celowych kosztów związanych z leczeniem.

Analizując konieczność przeprowadzenia zabiegu operacyjnego w tej konkretnej sytuacji widzimy, iż poszkodowany miał do wyboru wyłożyć pieniądze na operację i powrócić do zdrowia o wile miesięcy wcześniej niż czekając na NFZ. Dla mnie możliwość skrócenia cierpień, mając na uwadze nadrzędność dobra jakim jest życie i zdrowia człowieka na dobrami materialnymi, czy dobrem finansowym zakładu ubezpieczeń, nie ulega żadnej wątpliwości.

Pogląd mój został podzielony w pełni przez orzekający w sprawie Sąd Okręgowy w Poznaniu.

Dla wzmocnienia argumentacji polecam lekturę chociażby nastęujących orzeczeń sądowych:

„Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie, Sygn. akt VIA Ca 888/12 z dnia 22 stycznia 2013 r.:

Żądanie powódki zwrotu kosztów leczenia mieści się w prawnym roszczeniu o odszkodowanie, obejmującym wszelkie koszty wynikłe z uszkodzenia ciała, a więc zarówno te jednorazowo wynikłe z konieczności zakupu potrzebnego sprzętu medycznego, jak też te cykliczne, wynikające z zakupu lekarstw, opłacenie wizyt lekarskich, prowadzonej rehabilitacji, prywatnej operacji itp.”

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie sygn. Akt: I ACA 1/10 z 25.05.2010r.

„Zgodnie z art. 444 § 1 KC poszkodowanemu przysługuje zwrot wszelkich wydatków pozostających w związku z uszkodzeniem ciała lub rozstrojem zdrowia. W ich skład wchodzą przede wszystkim koszty leczenia, w tym pobytu w szpitalu, specjalistycznej konsultacji czy zabiegów operacyjnych. Nie zwalnia od obowiązku pokrycia wymienionych kosztów fakt, iż ich poniesienie w rzeczywistości nie wpłynęło na poprawę stanu zdrowia poszkodowanego, jeśli tylko zostanie wykazane, że były one w danej sytuacji konieczne i celowe.”

Mam nadzieję, iż moja praca w jakikolwiek sposób pomogła w twojej sprawie odszkodowawczej, czy w ocenie twoich szans na uzyskanie należytego zadośćuczynienia od zakładu ubezpieczeń. Jeżeli tak, to się cieszę. Możesz zostawić komentarz lub poszperać po blogu w poszukiwaniu innych tematów związanych z dochodzeniem odszkodowań. Jeżeli nie czujesz się na siłach by prowadzić samemu spor z ubezpieczalniom zapraszam do kontaktu z moją osobą.

Z wyrazami szacunku

Bartosz Kowalak

Kancelaria Prawna

795777519

ul. Mickiewicza 18a/3 Poznań

www.prawnikpoznanski.pl

Ile kosztuje wypadek komunikacyjny?

Prowadząc sprawę związaną z wypadkiem drogowym, czy to o zapłatę odszkodowania za uszkodzone auto, czy o zapłatę zadośćuczynienia dla osoby poszkodowanej w zdarzeniu drogowym w zasadzie koncentrujemy swoją uwagę na wysokości kwot należnych osobom poszkodowanym od ubezpieczycieli. Umyka przy tym wiedza, iż koszt kolizji nie ogranicza się tylko do szkód w samochodzie, a koszty wypadków Polsce stanowią wręcz procent PKB.

Warto w tym zakresie zapoznać się z corocznie publikowanym raportem Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego.

W bieżącym roku Rada opublikowała raport obejmujący badanie roku 2014 r.

I tak, w tym roku koszty wszystkich zdarzeń drogowych w Polsce oszacowano na poziomie 48,6 mld złotych!

Na kwotę tę składają się koszty wypadków drogowych w kwocie 34,8 mld złotych i koszty kolizji drogowych na sumę 13,8 mld złotych.

Co ciekawe łączne koszty wypadków i kolizji drogowych w 2014 roku stanowiły aż 2,81% PKB kraju. Jest to wręcz suma ogromna. Raport wskazuje, iż: „Wielkość i struktura kosztów zdarzeń drogowych zależą wprost od skutków tych zdarzeń, które są zróżnicowane z uwagi na czas ich trwania i rodzaj: od najpoważniejszych, takich jak śmierć człowieka, przez długofalowe, jak np. trwałe kalectwo, kończąc na najbardziej trywialnych jak drobne uszkodzenie pojazdu. W 2014 roku koszty wypadków w Polsce stanowiły 72% całkowitych kosztów zdarzeń drogowych, a koszty kolizji drogowych wyniosły pozostałe 28% ogółu kosztów. Największy udział w strukturze kosztów miały koszty ciężko rannych (77%), zaraz za tym koszty ofiar śmiertelnych (18%), następnie koszty lekko rannych (3%) i straty materialne z tytułu kolizji (2%).”

Rada przewiduje, że straty za rok 2015 roku przekroczą 50 mld zł. i to mimo iż liczba wypadków drogowych na polskich drogach maleje. Jednakże często wypadki są coraz poważniejsze a i kwoty zwłaszcza zadośćuczynień są coraz wyższe.

I tak przekładając te liczby na konkrety, to kolizja drogowa w Polsce to koszt około 4o tys. zł. Znacznie więcej jednak kosztuje ofiara śmiertelna, gdzie jeden zgon na polskich drogach szacowany jest na 2 mln zł. Więcej może kosztować jedynie osoba ciężko ranna, gdzie straty z tego tytułu wynoszą ponad 2 mln zł.

Wskazać należy, iż poza odszkodowaniem, zadośćuczynieniem w skład łącznego kosztu wypadków wchodzą m.in. pieniądze na leczenie i rehabilitację rannych , pogrzeby zabitych, wydatki na pracę służb ratowniczych, koszty postępowań karnych czy straty firm.

Stałe kwoty zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej- nowy pomysł KNF

W tym tygodniu ukazała się na łamach prasy informacja, iż Komisja Nadzoru Finansowego pracuje nad wytycznymi ujednolicającymi zasady (czytaj wysokość) przyznawania zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej w wypadku samochodowym z OC sprawcy.

Pytanie jakie się tu pojawia, czy to dobry pomysł?

Osobiście uważam, iż tak- mimo iz jako prawnik- radca prawny należę do grupy, która w wyniku wprowadzenia takiej regulacji może sporo stracić. Ale po kolei.

Zadośćuczynienie za śmierć – jak jest dziś?

W chwili obecnej, a dokładnie od 2008 r. do polskiego Kodeksu cywilnego wprowadzono uprawnienie osób bliskich wobec śmiertelnej ofiary wypadku drogowego do domagania się zadośćuczynienia za krzywdę jaką ta osoba doznała w wyniku śmierci ojca, matki, męża dziecka.

Do tej pory osoby takie, tak jak w wielu innych krajach europejskich, nie miały takiej możliwości.

Kwoty, które przyznają sądy osobom poszkodowanym w skali całego kraju różnią się zasadniczo w zależności od apelacji, w której dany wyrok zapada. Ewenementem jest tu apelacja rzeszowska, gdzie często osoby poszkodowane otrzymują zadośćuczynienia sięgające nawet 250 tyś złotych. Zupełnie inaczej jest w innych regionach kraju, chociażby w Poznaniu zdarzyło mi się widzieć wyroki Sądu Apelacyjnego, który za śmierć ojca przyznał 15 tyś złotych.

Z czego wynikają rozbieżności w kwotach zadośćuczynienia?

Problem jaki pojawia się przy ustaleniu wysokości należnego zadośćuczynienia sprowadza się do faktu, iż w zasadzie sędzia wydający wyrok kwoty te musi niejako wziąć z przysłowiowego „kapelusza”. Całkowitym truizmem jest stwierdzenie, iż w zasadzie żadna kwota przyznana od ubezpieczyciela przez Sąd nie pozwoli na zrekompensowanie doznanej krzywdy w postaci utraty najbliższego. Siłą rzeczy więc sędziowie poruszają się tu trochę po omacku. Nie ma bowiem żadnego uzasadnienia dla uznania, iż akurat kwota 10 tyś jest bardziej odpowiednia od kwoty 100 tyś.

Tym samym uważam, iż przyjęcie modelu takiego jak ma to miejsce chociażby w Czechach, czy Hiszpanii, gdzie bodajże w Czechach kwoty te są konkretnie wskazane w czeskim kodeksie cywilnym, w Hiszpanii kwestie te regulują rozporządzeniem jest moim zdaniem równie uprawnione jak obecny model polski.

Plusem takiego rozwiązania, tj. ustalenie odgórnie konkretnej kwoty za konkretne zdarzenie, np.: 50 tyś za śmierć męża, 10 tyś za śmierć barta itd., było po pierwsze praktycznie wycofanie kilku tysięcy spraw z sądów, co przy korkach w polskim sądownictwie byłoby pożądane. Po drugie instrument taki byłby bardziej zrozumiały dla obywateli, tak jak np. świadczenie – jednorazowe odszkodowanie przyznawane z ZUS-u. Tym samym obywatele mieliby większą świadomość prawną co do swoich możliwości.

Minusem ( albo plusem) byłby mniejsze zyski Kancelarii odszkodowawczych czy prawników, do których nie musieliby się zgłaszać zagubieni w gąszczu przepisów poszkodowani. Nie da się ukryć, iż w chwili obecnej dochodzenie roszczeń o zadośćuczynienie za śmierć osoby bliskiej jest kołem zamachowym 3 tys podmiotów prowadzących tzw. biznes w postaci prowadzenia Kancelarii odszkodowawczej.

A co Państwo sądzicie o tym pomyśle?

Czy brak zapiętych pasów zawsze uzasadnia przyjęcie przyczynienia się przez ubezpieczyciela? Rozwinięcie tematu.

Burning_Car_2000
Spree Tom CCBY SA 3.0

Kilka postów wstecz pisałem artykuł o jednym z najpopularniejszych zarzutów podnoszonych przez ubezpieczycieli, a sprowadzający się do zarzucania przyczynienia się poszkodowanego w wypadku do powstania szkody w sytuacji, gdy ten nie miał zapiętych pasów. W konkluzji tego artykuł stwierdziłem, iż skuteczność tego zarzutu zależy od ustalenia, czy istnieje związek przyczynowo skutkowy pomiędzy faktem nie zapięcia pasów bezpieczeństwa, a powstaniem szkody. Co oczywiste, w sytuacji gdy ubezpieczyciel tego związku nie wykaże, to brak jest podstaw do zmniejszania należnego poszkodowanemu zadośćuczynienia.

W tym poście chciałbym jednak opowiedzieć o dość szczególnej sytuacji, gdy istniał oczywisty związek pomiędzy powstałymi obrażeniami, które niewątpliwie powstały w wyniku niezapięcia pasów, a mimo to Sąd uwzględniając podnoszoną przeze mnie argumentację oddalił podnoszony przez zakład ubezpieczeń zarzut przyczynienia się.

Cała sytuacja działa się na ulicach Poznania, gdzie kilka lat tamu miał miejsce bardzo tragiczny wypadek w wyniku, którego zginęło troje młodych ludzi, a ocalała jedynie jedna dziewczyna.

Ocalała doznała w wypadku bardzo rozległych obrażeń, w zasadzie cała twarz była połamana i porozrywana, złamaniu uległy także kości rąk, doszło także do uszkodzenia narządów wewnętrznych.

W toku sprawy ubezpieczyciel podnosił, iż do tak daleko idących obrażeń nie doszłoby, gdyby poszkodowana miała zapięte pasy. W zasadzie siła uderzenia z jaką pojazd uderzył w przydrożny słup była na tyle niewielka, iż prawdopodobnie poza ewentualnymi otarciami tułowia, może złamaniami obojczyków w wyniku napięcia pasów nie doszłoby u mojej klientki do żadnych dalej idących obrażeń. Z tą tezą zgodził się także powołany przez ubezpieczyciela biegły, który wskazał, iż do obrażeń doszło w wyniku wyrzucenia powódki przez przednią szybę, która swoim ciężarem ciała ją rozbiła a następnie odrzuciło ją na pobocze.

Było tylko jedno małe ale.

W wyniku wypadku tak jak wspomniałem w wstępie zginęli pozostali dwaj pasażerowie oraz kierowca. Wypadek ten miał bowiem, to do siebie, iż w zasadzie natychmiast po uderzeniu w słup, w tym samym momencie poszkodowaną wyrwało z fotela, doszło do zapalenia się paliwa i w chwilę później do wybuchu pojazdu. Pozostali uczestnicy pojazdu mimo, iż nie doznali w wyniku uderzenia śmiertelnych obrażeń po prostu się spalili.

Tym samym argumentacja zakładu ubezpieczeń okazała się nie do końca przekonywająca. Ubezpieczyciel twierdził bowiem, iż gdyby poszkodowana miała zapięte pasy, to nie doszłoby do pokiereszowania twarzy i innych bardzo poważnych obrażeń. Tymczasem w tej konkretnej sytuacji konsekwencją zapięcia pasów byłby pewny zgon mojej klientki, która wraz z pozostała trójka zginęłaby w wyniku wybuchu pojazdu. Był to więc ten jeden z niewielu przypadków, gdy zapięte pasy zamiast ocalić życie doprowadzić mogły do śmierci.

Sąd Okręgowy w Poznaniu podzielił moje stanowisko i nie uznał zarzutu przyczynienia się podnoszonego przez ubezpieczyciela.

Odszkodowanie za śmierć osoby bliskiej a zasiłek pogrzebowy

W Polsce w ciągu roku ginie ok 3000 osób w wypadkach drogowych. I tak o niebo lepiej niż lat temu kilkanaście, gdy liczba ta potrafiła sięgnąć i 8 tyś ofiar polskich dróg. Co oczywiste z każdym takim zdarzeniem łączy się konieczność przeprowadzenia pogrzebu.

Państwo Polskie osobom ubezpieczonym gwarantuje pomoc w pokryciu kosztów związanych z pogrzebem w postaci wypłacanego zasiłku pogrzebowego.

Jak natomiast tak wypłacany zasiłek ma się do tych tragedii, które zawinione są działaniem osoby trzeciej? Czy ubezpieczyciel może zmniejszyć odszkodowanie należne bliskim ofiary o kwotę przyznanego zasiłku pogrzebowego?

Praktyka zakładów ubezpieczeń

Jak się można domyśleć zakład ubezpieczeń nie jest chętny do uszczuplania zgromadzonych na swoich kontach środków. Tak więc w sytuacji, gdy pewne roszczenie jest dyskusyjne, to przynajmniej w pierwszej kolejności próbuje je zinterpretować na swoją korzyść.

Tak więc często zdarza się, iż przyznając zadośćuczynienie i odszkodowanie za koszty związane z pogrzebem ubezpieczyciel kwotę odszkodowania wypłaca po potrąceniu wartości zasiłku pogrzebowego przyznanego bliskim ofiary wypadku samochodowego.

Odszkodowanie się należy?

Jednakże i ta praktyka nie spotkała się ze zrozumieniem, w pierwszej kolejności osób poszkodowanych, a w dalszej sądów. Ostatecznie więc w tej materii zabrał także głos Sąd Najwyższy. Pytanie do Sądu Najwyższego wyszło od Rzecznika Ubezpieczonych ( obecnie Rzecznika Finansowego ), który zwrócił się do Sądu Najwyższego z wnioskiem o wydanie orzeczenia dotyczącego tej materii wskazując, iż praktyka ubezpieczycieli w tym zakresie jest co najmniej niejednolita. Również pewne rozbieżności można było dostrzec w orzecznictwie sądowym.

Co powiedział Sąd Najwyższy?

W dniu 15 maja 2009 r. pełen skład ( a więc uchwała ta ma istotną moc) Izby Cywilnej Sądu Najwyższego w sprawie z wniosku Rzecznika Ubezpieczonych podjął uchwałę (sygn. akt III CZP 140/08) w następującej treści:

„Zasiłek pogrzebowy przewidziany art. 77 ustawy z dnia 17 grudnia 1998 r. o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (tekst jednolity Dz. U. z 2004 r. Nr 39, poz. 353 z późn. zm.) nie podlega uwzględnieniu przy ustalaniu odszkodowania dochodzonego na podstawie art. 446 § 1 k.c. ”

W uzasadnieniu Sąd Najwyższy wskazał, iż dla uznania, że wypłata danego świadczenia stanowi bezpodstawne wzbogacenie osoby poszkodowanej w wyniku śmierci osoby bliskiej koniecznym jest uznanie, iż źródłem świadczeń jest to samo zdarzenie i istnieje między nimi normalny związek przyczynowo skutkowy.

Sąd wskazał także, że wymaga się, aby uzyskana korzyść zaspokajała te same interesy poszkodowanego, które ma zaspokoić odszkodowanie oraz by była oparta o tę samą podstawę prawną.

Sąd doszedł więc do wniosku, że roszczenia o wypłatę zasiłku pogrzebowego i o pokrycie kosztów pogrzebu przez zakład ubezpieczeń nie są roszczeniami wynikającymi z tej samej podstawy prawnej, ich cel jest różny, gdyż zasiłek pogrzebowy ma również funkcję socjalną, a nadto Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych nie przysługuje roszczenie zwrotne do zakładu ubezpieczeń sprawcy wypadku.

Podstawą odszkodowania za śmierć osoby bliskiej jest Kodeks cywilny, a podstawą świadczenia z tytułu zasiłku pogrzebowego jest ustawa o emeryturach i rentach.

Tak więc dopuszczalna jest aby osoby poszkodowane otrzymały pełne pokrycie kosztów pogrzebu a jednocześnie uzyskały zasiłek pogrzebowy.

O przedawnieniu roszczenia o odszkodowanie

Przedawnienie roszczeń odszkodowawczych – ile masz czasu na dochodzenie odszkodowania?

Ile czasu masz na zgłoszenie roszczenia o odszkodowanie? To zależy od rodzaju szkody. Przy szkodach majątkowych – 3 lata. Przy szkodach na osobie wynikających z przestępstwa – aż 20 lat. Ale uwaga: są sposoby na przerwanie biegu przedawnienia, które mogą znacząco wydłużyć ten czas.

Roszczenie o odszkodowanie – jak prawie wszystkie roszczenia w prawie cywilnym – ulega przedawnieniu. Przedawnienie oznacza, że po upływie określonego terminu nie możesz już skutecznie domagać się zapłaty od ubezpieczyciela czy sprawcy szkody. Dłużnik może po prostu podnieść zarzut przedawnienia i sprawa jest przegrana.

Ile więc masz czasu? I od kiedy ten czas liczyć?

Podstawowy termin: 3 lata

Zgodnie z art. 442¹ § 1 Kodeksu cywilnego:

„Roszczenie o naprawienie szkody wyrządzonej czynem niedozwolonym ulega przedawnieniu z upływem lat trzech od dnia, w którym poszkodowany dowiedział się albo przy zachowaniu należytej staranności mógł się dowiedzieć o szkodzie i o osobie obowiązanej do jej naprawienia. Jednakże termin ten nie może być dłuższy niż dziesięć lat od dnia, w którym nastąpiło zdarzenie wywołujące szkodę.”

W uproszczeniu: masz 3 lata od momentu, gdy dowiedziałeś się o szkodzie i osobie odpowiedzialnej. Maksymalnie – 10 lat od samego zdarzenia.

Typowe przykłady roszczeń przedawniających się po 3 latach:

  • odszkodowanie za uszkodzony pojazd w kolizji,
  • odszkodowanie za zalane mieszkanie,
  • odszkodowanie za zniszczone mienie.

Dłuższy termin: 20 lat przy przestępstwie

Art. 442¹ § 2 k.c. wprowadza istotny wyjątek:

„Jeżeli szkoda wynikła ze zbrodni lub występku, roszczenie o naprawienie szkody ulega przedawnieniu z upływem lat dwudziestu od dnia popełnienia przestępstwa bez względu na to, kiedy poszkodowany dowiedział się o szkodzie i o osobie obowiązanej do jej naprawienia.”

To ogromna różnica. Jeśli zdarzenie powodujące szkodę było jednocześnie przestępstwem – masz 20 lat na dochodzenie roszczeń, liczone od daty przestępstwa. Nie ma znaczenia, kiedy dowiedziałeś się o szkodzie.

Typowe przykłady roszczeń przedawniających się po 20 latach:

  • zadośćuczynienie za uszczerbek na zdrowiu, jeśli rozstrój zdrowia trwał dłużej niż 7 dni (art. 157 § 1 k.k.),
  • zadośćuczynienie za śmierć osoby bliskiej w wypadku (art. 177 § 2 k.k.),
  • odszkodowanie za szkody spowodowane przez pijanego kierowcę (art. 178a k.k.).

Szczególna ochrona małoletnich

Dodatkową ochronę przewiduje art. 442¹ § 4 k.c.: przedawnienie roszczeń osoby małoletniej o naprawienie szkody na osobie nie może skończyć się wcześniej niż z upływem 2 lat od uzyskania pełnoletności.

To oznacza, że dziecko poszkodowane w wypadku ma czas na dochodzenie roszczeń co najmniej do 20. roku życia – niezależnie od tego, kiedy doszło do zdarzenia.

Jak przerwać bieg przedawnienia?

Przedawnienie można przerwać. Po przerwaniu termin biegnie od nowa. Sposoby przerwania przedawnienia:

1. Wytoczenie powództwa

Złożenie pozwu do sądu przerywa bieg przedawnienia. Po zakończeniu sprawy termin biegnie na nowo.

2. Zawezwanie do próby ugodowej

Wniosek o zawezwanie do próby ugodowej również przerywa przedawnienie – i jest znacznie tańszy niż pozew.

3. Zgłoszenie roszczenia ubezpieczycielowi

Tu działa specjalny przepis – art. 819 § 4 k.c.: „Bieg przedawnienia roszczenia o świadczenie do ubezpieczyciela przerywa się także przez zgłoszenie ubezpieczycielowi tego roszczenia lub przez zgłoszenie zdarzenia objętego ubezpieczeniem. Bieg przedawnienia rozpoczyna się na nowo od dnia, w którym zgłaszający roszczenie lub zdarzenie otrzymał na piśmie oświadczenie ubezpieczyciela o przyznaniu lub odmowie świadczenia.”

To bardzo ważne: samo zgłoszenie szkody ubezpieczycielowi przerywa przedawnienie. Termin biegnie na nowo dopiero od daty otrzymania pisemnej decyzji.

4. Uznanie roszczenia

Jeśli sprawca lub ubezpieczyciel uzna roszczenie (np. wypłaci część odszkodowania) – przedawnienie zostaje przerwane.

Teoretyczny scenariusz: roszczenie po 40 latach?

Łącząc powyższe mechanizmy, można teoretycznie skonstruować sytuację, w której roszczenie byłoby dochodzone nawet po 40-60 latach od zdarzenia.

Wyobraźmy sobie: poszkodowany doznał uszczerbku na zdrowiu w przestępstwie. Przed upływem 20 lat zgłasza roszczenie ubezpieczycielowi. Ten po roku wydaje decyzję odmowną. Poszkodowany czeka kolejne 19 lat i 11 miesięcy, po czym składa zawezwanie do próby ugodowej. Po umorzeniu postępowania ugodowego ma kolejne 3 lata na wytoczenie powództwa…

Matematycznie to się zgadza. Pytanie tylko: czy dla tej prawniczej wyliczanki warto czekać dziesiątki lat na należne pieniądze? Inflacja, utrata wartości roszczenia, ryzyko śmierci sprawcy czy upadłości ubezpieczyciela – to wszystko przemawia za tym, by z roszczeniami nie zwlekać.


FAQ

Od kiedy liczy się 3-letni termin przedawnienia?

Od dnia, w którym dowiedziałeś się o szkodzie i osobie odpowiedzialnej za jej naprawienie. Przy wypadku samochodowym to zwykle data zdarzenia – bo od razu wiesz, że masz szkodę i kto ją spowodował.

Skąd mam wiedzieć, czy moje roszczenie przedawnia się po 3 czy po 20 latach?

Zależy to od tego, czy zdarzenie było przestępstwem. Wypadek z obrażeniami ciała (rozstrój zdrowia powyżej 7 dni) lub ze skutkiem śmiertelnym to przestępstwo – obowiązuje termin 20-letni. Sama szkoda majątkowa (np. uszkodzenie auta) bez obrażeń ciała – termin 3-letni.

Czy wypłata części odszkodowania przerywa przedawnienie co do reszty?

Tak. Częściowa wypłata stanowi uznanie roszczenia, co przerywa bieg przedawnienia. Od daty wypłaty termin biegnie na nowo – również co do niezaspokojonej części roszczenia.

Co jeśli termin przedawnienia upłynął – czy na pewno nic nie mogę zrobić?

Przedawnienie nie oznacza, że roszczenie wygasa – oznacza tylko, że dłużnik może się na nie powołać. Jeśli ubezpieczyciel lub sprawca nie podniesie zarzutu przedawnienia, sąd może zasądzić odszkodowanie. W praktyce jednak profesjonalni uczestnicy obrotu (ubezpieczyciele) zawsze podnoszą ten zarzut.


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na http://www.prawnikpoznanski.pl.

Nie jesteś pewien, czy Twoje roszczenie się nie przedawniło? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl

Podróż z pijanym kierowcą radykalnie zmniejsza szanse na odszkodowanie.

Pasażer pijanego kierowcy – ile traci na odszkodowaniu?

Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej.


Czy wiesz, że wsiadając do samochodu z pijanym kierowcą, możesz stracić nawet 70% należnego odszkodowania? Sądy są w tej kwestii bezlitosne – według danych Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego zarzut przyczynienia się uwzględniany jest w ponad 90% spraw dotyczących pasażerów nietrzeźwych kierowców. To nie jest abstrakcyjny problem – to realne pieniądze, które tracą ofiary wypadków.


Spis treści

  1. Czym jest przyczynienie się do szkody?
  2. Dlaczego pasażer pijanego kierowcy przyczynia się do wypadku?
  3. O ile sądy zmniejszają odszkodowanie?
  4. Przykłady z orzecznictwa

Czym jest przyczynienie się do szkody?

Sam fakt bycia osobą poszkodowaną w wypadku drogowym nie oznacza automatycznie, że wypłacone odszkodowanie w pełni pokryje wyrządzoną szkodę.

Jednym z narzędzi zmniejszających wysokość przyznawanego odszkodowania czy zadośćuczynienia jest instytucja przyczynienia się poszkodowanego.

Podstawą prawną jest art. 362 Kodeksu cywilnego:

„Jeżeli poszkodowany przyczynił się do powstania lub zwiększenia szkody, obowiązek jej naprawienia ulega odpowiedniemu zmniejszeniu stosownie do okoliczności, a zwłaszcza do stopnia winy obu stron.”

Pytanie zatem: kiedy takie przyczynienie ma miejsce?

Okazuje się, że całkiem często. Wystarczy wsiąść jako pasażer do auta prowadzonego przez pijanego kierowcę.


Dlaczego pasażer pijanego kierowcy przyczynia się do wypadku?

Logika jest prosta: kto świadomie wsiada do samochodu z nietrzeźwym kierowcą, ten dobrowolnie naraża się na niebezpieczeństwo.

Oczywiście, żeby przyjąć przyczynienie, pasażer musi wiedzieć o stanie kierowcy. Ale w praktyce – jeśli wracamy z kimś, z kim dopiero co piliśmy w knajpie czy na imieninach u cioci – ta wiedza jest oczywista.

Jak ujęła to Sława Cwalińska-Weychert, wiceprezes Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego:

„Gdy pasażer wsiada do samochodu z nietrzeźwym kierowcą – często wcześniej pijąc z nim alkohol – to bierze na siebie nie tylko moralną współodpowiedzialność za ewentualny wypadek, ale również zgadza się na poniesienie finansowych konsekwencji związanych z własną szkodą. I o tym warto pamiętać, decydując się na podróż z pijanym za kierownicą.”


O ile sądy zmniejszają odszkodowanie?

Sądy są w tej kwestii mało pobłażliwe dla pasażerów pijanych kierowców.

Statystyki UFG:

  • Zarzut przyczynienia uwzględniany w ponad 90% spraw dotyczących pasażerów nietrzeźwych kierowców.
  • Typowe zmniejszenie odszkodowania: 30–70%.
Okoliczności Typowy poziom przyczynienia
Pasażer wiedział o nietrzeźwości kierowcy 30–50%
Pasażer pił wspólnie z kierowcą przed jazdą 50–70%
Dodatkowo: brak zapiętych pasów bezpieczeństwa nawet 70%

Co to oznacza w praktyce?

Jeśli Twoje odszkodowanie i zadośćuczynienie miałoby wynieść 100 000 zł, a sąd ustali przyczynienie na poziomie 50%, otrzymasz tylko 50 000 zł. Przy przyczynieniu 70% – zaledwie 30 000 zł.


Przykłady z orzecznictwa

UFG podaje konkretne przykłady spraw, w których przyczynienie zostało zastosowane:

Przykład 1 – Przyczynienie 50%:

20-letni pasażer ginie w wypadku. Wcześniej wspólnie z kierowcą pili alkohol, podróżowali w niezapiętych pasach. O odszkodowanie występuje matka jego paroletniego syna, w imieniu własnym i dziecka. UFG wypłaca z 50% przyczynieniem. Sąd podtrzymuje stopień przyczynienia na tym samym poziomie.

Przykład 2 – Przyczynienie 70%:

Kilka osób pije razem wódkę. Nad ranem kończy im się alkohol. Dwie z nich postanawiają pojechać po następny – na stację benzynową. W trakcie jazdy kobieta traci panowanie nad kierownicą i uderza w drzewo. Dwudziestokilkuletni pasażer (bez pasów) trafia do szpitala z licznymi obrażeniami. Wypłacone odszkodowanie zmniejszone o 70%.

Przykład 3 – Przyczynienie 50% (sprawa sprzed 16 lat):

16 lat po wypadku żona występuje do UFG o zadośćuczynienie za śmierć męża. Prawie 40-letni mąż podróżował jako pasażer Fiatem Cinquecento z pijanym kierowcą. Wcześniej razem pili – pasażer miał 2,5 promila, kierowca 3,3 promila. Na łuku drogi kierowca zjechał i uderzył w drzewo – zginęli obaj. Przyczynienie: 50%.


Praktyczne wnioski

Jedyna rozsądna decyzja: Nie wsiadaj do samochodu z pijanym kierowcą. A jeśli masz taką możliwość – wyciągnij mu kluczyki ze stacyjki.

Jeśli jednak do wypadku doszło:

  • Przyczynienie nie oznacza utraty całego odszkodowania – nawet przy 70% przyczynieniu pozostaje 30% świadczenia.
  • Warto walczyć o jak najniższy poziom przyczynienia – różnica między 50% a 70% to ogromne pieniądze.
  • Okoliczności łagodzące (np. presja grupy, brak alternatywy transportowej, młody wiek) mogą wpłynąć na zmniejszenie poziomu przyczynienia.

FAQ – Najczęściej zadawane pytania

Czy pasażer pijanego kierowcy zawsze traci część odszkodowania? Praktycznie tak – sądy uwzględniają przyczynienie w ponad 90% takich spraw. Warunkiem jest jednak wiedza pasażera o stanie nietrzeźwości kierowcy.

Ile mogę stracić na odszkodowaniu jako pasażer pijanego kierowcy? Typowe przyczynienie wynosi 30–70%. Oznacza to utratę od jednej trzeciej do ponad dwóch trzecich należnego odszkodowania i zadośćuczynienia.

Czy przyczynienie dotyczy też rodziny zmarłego pasażera? Tak. Jeśli pasażer zginął w wypadku, przyczynienie wpływa także na wysokość świadczeń dla jego bliskich (zadośćuczynienie za śmierć osoby bliskiej, odszkodowanie za pogorszenie sytuacji życiowej).

Co jeśli nie wiedziałem, że kierowca jest pijany? Jeśli pasażer obiektywnie nie mógł wiedzieć o nietrzeźwości kierowcy (np. wsiadł do taksówki), przyczynienie nie powinno być stosowane. Ciężar dowodu spoczywa na ubezpieczycielu.

Czy niezapięte pasy zwiększają przyczynienie? Tak. Brak zapiętych pasów bezpieczeństwa to dodatkowa okoliczność zwiększająca przyczynienie – sądy kumulują te zarzuty.


Podsumowanie

Wsiadając do samochodu z pijanym kierowcą, bierzesz na siebie finansowe konsekwencje ewentualnego wypadku. Sądy są bezwzględne – w ponad 90% spraw uwzględniają przyczynienie, zmniejszając odszkodowanie nawet o 70%. To nie jest abstrakcyjny problem prawny, ale realne pieniądze tracone przez ofiary wypadków. Jedyna rozsądna decyzja to nie wsiadać – albo wyciągnąć kierowcy kluczyki.


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl.

Masz pytanie o przyczynienie się do wypadku? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl


Źródła:

  • Art. 362 ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. – Kodeks cywilny
  • Dane i przykłady spraw: Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny (ufg.pl)
  • Orzecznictwo sądów powszechnych w sprawach o odszkodowanie z udziałem pasażerów nietrzeźwych kierowców

Czy pozywać sprawcę wypadku obok ubezpieczyciela? Praktyczne wskazówki

 

Niniejszy artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej.


Czy warto pozywać sprawcę wypadku obok jego ubezpieczyciela? W większości przypadków – nie. Choć przepisy dają poszkodowanemu pełną swobodę wyboru, pozwanie obu podmiotów łącznie niesie ryzyko, o którym mało kto myśli: w razie przegranej możemy zapłacić koszty zastępstwa procesowego dwóch pełnomocników zamiast jednego.


 

Spis treści

  1. Kogo można pozwać o odszkodowanie z OC?
  2. Kiedy warto pozwać samego sprawcę?
  3. Kiedy warto pozwać sprawcę obok ubezpieczyciela?
  4. Dlaczego zwykle lepiej pozwać tylko ubezpieczyciela?

Kogo można pozwać o odszkodowanie z OC?

Dość często kierując pozew do sądu przeciwko ubezpieczycielowi sprawcy, klienci pytają mnie: „Czy pozywamy także samego sprawcę?”

Odpowiedź brzmi: możemy, ale nie musimy.

Przepisy polskiego prawa dają poszkodowanemu pełen wybór. Zgodnie z art. 822 § 4 Kodeksu cywilnego oraz przepisami ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, poszkodowany może dochodzić odszkodowania:

WariantPrzeciwko komu?
1Tylko ubezpieczycielowi (actio directa)
2Tylko sprawcy
3Ubezpieczycielowi i sprawcy łącznie (odpowiedzialność in solidum)

Ta zasada obejmuje także większość państw Unii Europejskiej w zakresie roszczeń z OC posiadaczy pojazdów mechanicznych. W przypadku innych ubezpieczeń może być inaczej.


Kiedy warto pozwać samego sprawcę?

Jedynym oczywistym przypadkiem jest sytuacja, w której ubezpieczyciel odmawia wypłaty, wskazując np. że:

  • polisa nie obejmuje odpowiedzialności za danego sprawcę,
  • sprawca nie był objęty ubezpieczeniem w chwili zdarzenia,
  • zachodzą przesłanki wyłączające odpowiedzialność ubezpieczyciela.

Wówczas lepiej ograniczyć się do pozwania sprawcy – zwłaszcza gdy wiemy, że jest osobą wypłacalną.

Co prawda sprawca może wówczas wnieść o przypozwanie ubezpieczyciela (art. 84 KPC), który może przystąpić do sprawy jako interwenient uboczny. Ale nie jest to reguła, szczególnie gdy ubezpieczyciel wcześniej kategorycznie odmówił wypłaty.


Kiedy warto pozwać sprawcę obok ubezpieczyciela?

Można pozwać obu łącznie, jeżeli poszkodowanemu zależy na tym, aby sprawca musiał stawiać się w sądzie – i w ten sposób dodatkowo go w jakiś sposób „ukarać” obecnością na rozprawach, koniecznością składania zeznań, konfrontacją z konsekwencjami swojego działania.

To motywacja zrozumiała emocjonalnie, choć niekoniecznie racjonalna procesowo.


Dlaczego zwykle lepiej pozwać tylko ubezpieczyciela?

Jeśli nie ma wątpliwości co do odpowiedzialności zakładu ubezpieczeń ani nie zależy nam ambicjonalnie na obecności sprawcy w sądzie – moim zdaniem nie warto go pozywać.

Argumenty przemawiające za pozwaniem samego ubezpieczyciela:

1. Koncentracja na istocie sprawy

Spór z samym zakładem ubezpieczeń koncentruje się na meritum:

  • uznaniu bądź nie odpowiedzialności za zdarzenie,
  • ustaleniu wysokości należnego odszkodowania lub zadośćuczynienia.

Udział dodatkowego podmiotu – osoby fizycznej – może wnieść do procesu niepotrzebne emocje i komplikacje.

2. Ryzyko przedłużenia postępowania

Sprawca jako pozwany może składać nieprzewidziane wnioski dowodowe, żądać przesłuchania świadków, powoływać biegłych. Każdy taki wniosek to potencjalne miesiące opóźnienia.

3. Podwójne ryzyko kosztów – argument kluczowy

To najważniejsza przesłanka praktyczna:

Gdy po drugiej stronie procesu mamy dwóch pozwanych, każdy z nich może wynająć adwokata lub radcę prawnego. W razie przegrania sprawy – musimy ponieść koszty zastępstwa procesowego obu pełnomocników.

Idąc z powództwem przeciwko ubezpieczycielowi i sprawcy łącznie, ryzykujemy podwójnie. A to moim zdaniem absolutnie wystarczająca przesłanka, żeby zostawić sprawcę w spokoju i procesować się wyłącznie z jego ubezpieczycielem.


FAQ – Najczęściej zadawane pytania

Czy mogę pozwać tylko ubezpieczyciela, z pominięciem sprawcy? Tak. Actio directa (art. 822 § 4 KC) pozwala poszkodowanemu dochodzić odszkodowania bezpośrednio od ubezpieczyciela, bez pozywania sprawcy.

Czy sprawca może zostać wciągnięty do sprawy, jeśli go nie pozwałem? Ubezpieczyciel może zawiadomić sprawcę o toczącym się procesie (przypozwanie). Sprawca może wtedy przystąpić jako interwenient uboczny, ale nie musi.

Co jeśli ubezpieczyciel odmówi wypłaty, twierdząc że sprawca nie był ubezpieczony? Wówczas warto rozważyć pozwanie samego sprawcy. Jeśli jest wypłacalny, może sam pokryć odszkodowanie. Alternatywnie – można dochodzić roszczeń z Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego.

Jakie są koszty przegranej sprawy przeciwko dwóm pozwanym? Sąd może zasądzić koszty zastępstwa procesowego na rzecz każdego z pozwanych osobno.

Czy pozwanie sprawcy „ukarze” go w jakiś sposób? Jedynie pośrednio – przez konieczność stawiennictwa w sądzie i składania zeznań. Nie jest to jednak sankcja prawna. Odpowiedzialność cywilną i tak ponosi głównie ubezpieczyciel.


Podsumowanie

Poszkodowany ma pełną swobodę wyboru, kogo pozwać o odszkodowanie z OC: ubezpieczyciela, sprawcę, lub obu łącznie. W praktyce jednak pozywanie sprawcy obok ubezpieczyciela rzadko się opłaca. Proces się komplikuje, przedłuża, a w razie przegranej ryzykujemy podwójne koszty zastępstwa procesowego. Chyba że ubezpieczyciel kwestionuje swoją odpowiedzialność – wtedy pozew przeciwko wypłacalnemu sprawcy może być jedyną drogą do odszkodowania.


Bartosz Kowalak – radca prawny, wspólnik w KOWALAK JĘDRZEJEWSKA KONRADY I PARTNERZY ADWOKACI I RADCOWIE PRAWNI. Od lat zajmuję się prawem odszkodowawczym z pasją. Więcej o mojej praktyce znajdziecie na www.prawnikpoznanski.pl.

Masz pytanie dotyczące strategii procesowej w sprawie odszkodowawczej? Zostaw komentarz lub napisz: kancelaria@prawnikpoznanski.pl


Źródła:

  • Art. 822 § 4 ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. – Kodeks cywilny
  • Art. 19 ust. 1 ustawy z dnia 22 maja 2003 r. o ubezpieczeniach obowiązkowych, UFG i PBUK
  • Art. 84 ustawy z dnia 17 listopada 1964 r. – Kodeks postępowania cywilnego (przypozwanie)