Czy sąd może nie przyznać zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej?

Odkąd kilka lat temu do Kodeksu cywilnego wprowadzono przepis, który pozwala na dochodzenie zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej, od sprawcy tej śmierci lub jego ubezpieczyciela, sądy zostały wręcz zalane sprawami o zapłatę. Które to sprawy są wnoszone przez krewnych osób, które poniosły śmierć w wypadku drogowym, czy innym zdarzeniu jak chociażby wypadek w pracy.

Sumy kwot, które są zasądzane na rzecz bliskich ofiary wypadku są różne w zależności od charakteru relacji łączącej osobę zmarłą, z jej bliskimi. Różne też wartości przyznają sądy w zależności od miejsca, w którym sprawa ta jest rozpatrywana. Inaczej do zasądzanych kwot podchodzą sądy w Poznaniu, a innymi kwotami operują sądy w Rzeszowie.

Utarło się jednak w odczuciu bliskich ofiar wypadku, iż fakt więzi rodzinnej uzasadnia praktycznie zawsze roszczenie o zapłatę zadośćuczynienia za śmierć ojca, matki czy siostry?

Czy jednak zawsze sądy co do zasady zasądzają krewnym ofiar wypadków zadośćuczynienie?

Otóż nie.

Dla zobrazowania posłużę się sprawą, którą zrelacjonowała mi znajoma sędzia z sądu w Poznaniu. Jakiś czas temu przyszło jej rozstrzygać sprawę o zadośćuczynienie za śmierć matki, z którym to roszczeniem wystąpił jej dorosły syn.

Wydawało się, że sprawa oczywista i powód dostanie od zakładu ubezpieczeń sprawcy wypadku drogowego, w którym zginęła starsza Pani kilkadziesiąt tysięcy złotych tytułem zadośćuczynienia.

Ubezpieczyciel zakwestionował jednak fakt, iż syna z matką łączyły więzy bliskości.

W toku sprawy faktycznie okazało się, iż od dobrych kilkudziesięciu lat syn nie utrzymywał relacji z matką, nie opiekował się nią i nie odwiedzał. Według relacji sąsiadów nie przyszedł nawet na pogrzeb, o którym dopiero dowiedział się przypadkiem od znajomych.

W tym miejscu warto przypomnieć, iż jak stanowi art. 446 § 4. Kodeksu cywilnego: 

Sąd może także przyznać najbliższym członkom rodziny zmarłego odpowiednią sumę tytułem zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę.

Z treści tego przepisu wynika, iż aby być uprawnionym do żądania zapłaty zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej, nawet matki nie wystarczy sam fakt istnienia formalnej rodziny. Przepis wskazuje bowiem jeszcze na słowo „najbliższy” – co oznacza, iż między zmarłym bliskim a członkiem jego rodziny w okresie poprzedzającym śmierć muszą istnieć relacje o charakterze bliskości.

Jeżeli takich relacji nie ma, jak w opisywanym wyżej procesie, to trudno spodziewać sie innego wyroku jak oddalenie powództwa.

Czy słusznie, jak Państwo oceniają taki wyrok?

Rzecznik Finansowy protestuje przeciwko ograniczaniu praw poszkodowanych!

Zeszłoroczny skokowy wzrost stawek płaconych za obowiązkowe ubezpieczenie OC zaowocował niestety wieloma głupimi pomysłami.

Jako że kierowcy są dość liczną grupą wyborców, to i politycy zaczęli szukać tutaj swojej racji bytu.

Pojawił się więc szereg pomysłów na zatrzymanie skali podwyżek, od dopłacania do OC z budżetu Państwa po propozycje skrajnie niekorzystne dla tysięcy ofiar wypadków, a które to propozycje zmierzać miałyby do ograniczenia w ten czy inny sposób wypłacanych odszkodowań, czy zadośćuczynień.

Miedzy innymi Rzecznik Finansowy wskazuje, iż w dyskusjach pojawiają się takie pomysły jak:

  • wprowadzaniu ustawowej definicji „najbliższego członka rodziny”.
  • wyłączeniu możliwości dochodzenia roszczeń nieprzedawnionych tzw. roszczeń historycznych tytułem zadośćuczynień dla najbliższych ze zdarzeń sprzed 3 sierpnia 2008r.
  • pozostawieniu bez wsparcia osób, których dotyka problem wyczerpywalności sumy gwarancyjnej
  • wyłączeniu możliwości dochodzenia zadośćuczynień przez najbliższych członków rodziny w sytuacji osób najciężej poszkodowanych (stany wegetatywne, porażenia czterokończynowe).
  • wyłączeniu możliwości refundacji roszczeń poszkodowanych w wypadkach komunikacyjnych w zakresie kosztów leczenia poza publicznym system zdrowia (w placówkach prywatnych)

W ślad za głosem Rzecznika Finansowego trzeba wskazać, iż :

„Wszystkie powyżej zakwestionowane przez Rzecznika Finansowego propozycje prowadzą do nieuzasadnionego ograniczenia praw bezpośrednio i pośrednio poszkodowanych w wypadkach drogowych. Wywracają też podstawowe reguły prawa odszkodowawczego, stoją w opozycji do ugruntowanej linią judykatury Sądu Najwyższego i podążającego za nią orzecznictwa sądów powszechnych.

–  Dlatego, nie zgadzamy się aby w celu osiągnięcia zahamowania skokowych podwyżek, ograniczać świadczenia wypłacane ofiarom wypadków bo de facto oznaczałoby to wypaczenie roli tego ubezpieczenia, które jest przeznaczone przede wszystkim dla ochrony poszkodowanych. Nie można bowiem pod wpływem chwili stosować rozwiązań, które uderzają w najbardziej poszkodowaną grupę osób, często wyjątkowo tragicznie za cenę obniżki czy utrzymanie nieadekwatnych do ryzyka stawek dla wszystkich kierowców ” apeluje Aleksander Daszewski z biura Rzecznika Finansowego

A jak Państwo widza taką propozycje?

Co jest większym dobrem: Zapewnienie poszkodowanym ofiarom wypadku maksymalnego odszkodowania  – zadośćuczynienia, czy niższe składki OC?

 

Karambol-kto odpowiada za skutki zdarzenia.

Dzisiejsza Gazeta wyborcza  a i pewnie inne media doniosły o koszmarze dla ubezpieczycieli, a deszczu złota dla warsztatów blacharskich.

Otóż w gęstej mgle i niesprzyjającej pogodzie w dwóch karambolach na autostradzie A1 potłukło się ponad 60 samochodów.

No cóż ubezpieczycieli, a w skrajnym przypadku nawet jednego ubezpieczyciela może to słono kosztować. Jak to jest bowiem z odpowiedzialnością za skutki karambolu?

W zasadzie kwestia ustalenia podmiotu odpowiedzialnego za kolizję,w której uczestniczą dwa auta, czy 60 jest identyczna. Nie obowiązują tu żadne specjalne dodatkowe normy, czy przepisy dedykowane tego typu zdarzeniom.

Policja, czy też we własnym zakresie likwidatorzy szkód muszą wytypować osobę odpowiedzialną lub osoby odpowiedzialne kierując się kodeksowymi regułami winy.

W tego typu zdarzeniach teoretycznie sprawca może być jeden, który zainicjuje całą serię dalszych kolizji. Choć częściej jest to zbiór przewinień drogowych wielu kierowców.

Co więcej często kierowca jest jednocześnie winnym jak i poszkodowany,. Winnym bo nie zachował bezpiecznej odległości i przydzwonił w pojazd z przodu, a poszkodowanym bo kolejny pojazd wjechał taranem w jego auto.

Pierwszy wpadnie w poślizg stanie w poprzek, inny będzie jechał z nadmierną prędkością, lub akurat będzie rozmawiał przez komórkę itd. itp.

No cóż wypada tylko współczuć lokalnej jednostce Policji, która będzie musiała zebrać dowody, ślady, zeznania i dojść do tego kto co i kiedy.

A po drugie w takiej sytuacji lepiej mieć autocasco.

Na ubezpieczyciela Facebook pomoże?

Prowadzę w chwili obecnej proces przeciwko jednemu z działających na naszym rynku ubezpieczycieli w związku z zalaniem mieszkania, za skutki to którego zalania odpowiedzialność z tytułu Oc ponosi tenże ubezpieczyciel.

Nie byłoby w tej sprawie nic dziwnego, zalań mieszkań przez sąsiada, z uwagi na pęknięty wężyk, czy niedokręcony kurek jest co roku w naszym Kraju setki jeżeli nie tysiące, gdyby nie jeden mały szczegół.

Otóż podczas przesłuchania przed sądem poszkodowana zeznając opowiedziała jak wykorzystała portal społecznościowy Facebook w walce o wyższe odszkodowanie.

Myślę że warto o tym „patencie na ubezpieczyciela” opowiedzieć. Nie tylko bowiem wzbudził on uśmiech u sędziego, ale i okazał się skuteczny.

a było to tak….

W zeszłym roku tuz przed Świętami Bożego Narodzenia moi Klienci zamiast opadów śniegu na dworze musieli zaobserwować opad hektolitrów wody z swojego sufitu.

Sytuacja typowa- pęknięty wężyk. Sprawę pogorszyła sytuacja, iż mieszkanie było wynajmowane i najemczyni nie wiedział, gdzie znajduje się zawór. Tak więc zalanie było faktycznie konkretne.

Sąsiadka była jednak ubezpieczona z tytułu OC także za szkody mogące postać w wyniku zalania. Sprawa więc została tego samego dnia zgłoszona ubezpieczycielowi.

Po trzech dniach pojawił się likwidator, który mimo iż zalanie było katastrofalne twierdził, iż: „żadnych szkód nie widzi”. Mąż poszkodowanej musiał więc pokazywać każdą plamę, czy pękający tynk. I tylko te elementy były wpisywane przez likwidatora do protokołu.

W międzyczasie mieszkanie zaczęło schnąć i coraz więcej szkód wychodziło na światło dzienne. Pęknięte tynki, spierzchłe meble, drzwi i ościeżnice.

Przybyli na miejsce fachowcy wycenili swoje prace na prawie 20- tyś złotych.

Ubezpieczyciel tymczasem wycenił szkody powstałe w wyniku zalani ana ok. 3 tyś złotych (sic!!!).

No cóż kwota ta zamiast ucieszyć tylko wkurzyła poszkodowanych.

W pierwszej kolejności skierowali oni swe kroki do mojej Kancelarii, gdzie w zasadzie stwierdziłem, iż jedynie droga sadowa jest tu skutecznym rozwiązaniem. Jestem bowiem dość sceptyczny co do skuteczności wnoszenia odwołania od decyzji ubezpieczyciela, o czym pisałem TUTAJ. 

Odwołanie oczywiście nie spotkało się z żadną pozytywną reakcją ze strony zakładu ubezpieczeń.

Sprawę więc skierowałem do sądu.

Poszkodowani w tym czasie wzięli kredyt i zaczęli remont, sytuacja ta jednak tak „wkurzyła” moją Klientkę, iż postanowiła swe żale skierować wprost do ubezpieczyciela.

Weszła na profil zakładu ubezpieczeń na facebooku, gdzie opisała skandaliczną likwidację szkody zalaniowej w jej mieszkaniu.

No cóż. Ten nietypowy sposób działania jednak trochę zadziałał.

Pracownik ubezpieczyciela skontaktował się od razu z poszkodowanymi i w ciągu kilku dni pojawił się kolejny likwidator. Tym razem wycena tez była lepsza, po o 9 tyś większa. Co prawda i tak zakład ubezpieczeń wypłacił dobrowolnie dużo mniej niż się poszkodowanym należy, ale sam sposób działania wart jest odnotowania.

Tak więc drodzy poszkodowani i ubezpieczenia. Nie tylko Rzecznik Ubezpieczonych, ale i Mark Zuckerberg moze okazać sie pomocny w walce z ubezpieczalnią.

Wyrok 4,5 roku więzienia dla kierowcy, mimo iż piesza wtargnęła na jezdnie na czerwonym świetle.

Sprawa może trochę na marginesie wątku przewodniego bloga, choć przekłada się na kwestie uznania winy i przyczynienia się, natomiast na pewno warta odnotowania. Wpis za kolegą z Bloga www.prawokierowcy.pl.

Wydaje się, iż na dość surowy wyrok zasłużył sobie kierowca osądzany przed jednym z warszawskich sądów. Kierującemu  czerwoną, sportową hondą, który na przejściu dla pieszych zabił 14-latkę, wymierzona została kara czterech i pół roku pozbawienia wolności.

Wiele okoliczności tej sprawy obciąża oskarżonego, ale jedna zasadnicza –wprost przeciwnie. Bezspornym jest bowiem, iż piesza wtargnęła na pasy na czerwonym świetle. Co więcej, sam sąd stwierdził, że bezpośrednią przyczyną wypadku było wtargnięcie dziewczynki, która wbiegła za piłką na jezdnię.

Sprawcą zdarzenia jest znany policji warszawski pirat drogowy, którego wielokrotnie ścigano za naruszenie przepisów drogowych. Jak donosi warszawski oddział TVN, mężczyzna w 2015 stracił prawo jazdy. Potem był też co najmniej trzykrotnie zatrzymywany za jazdę bez uprawnień i skazywany.

Powodem skazania Kamila G. był fakt, że wjechał na pasy z niedozwoloną prędkością. Przekroczył administracyjnie dopuszczalną wartość o 40 km/h. „Administracyjnie”, bo rzeczywistą prędkość zawsze należy ograniczyć stosownie do okoliczności i warunków na drodze.

Sąd zaznaczył za biegłym, że gdyby kierowca jechał z prawidłową szybkością, do wypadku by nie doszło. Co warto podkreślić sąd wskazał, iż gdyby Kamil G. jechał prawidłowo, to i tak nastąpiłoby potrącenie, ale wówczas nie poniósłby za niego odpowiedzialności!

Oprócz kary 4,5 roku więzienia, sąd orzekł dziesięcioletni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów. Oskarżony będzie musiał też pokryć ponad 5 .000 zł kosztów sądowych.

Z punktu widzenia prawa do odszkodowania, zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej jest to wyrok na pewno istotny. Niewątpliwie bowiem rodzinie zmarłej należne będzie zadośćuczynienie, co prawda po potrąceniu wartości odpowiadającej przyczynieniu się dziewczynki do wypadku, które to przyczynienie się będzie pewnie znaczne.

A jakie jest Państwa zdanie w tym zakresie? Kara co do zasady wydaje się być zasadna, a jej wysokość?

 

Odszkodowanie a wysokość uszczerbku na zdrowiu

W toku sprawy o zapłatę zadośćuczynienia, a więc sprawy o zapłatę odszkodowania za ból i cierpienie jakiego doznał poszkodowany w wyniku wypadku komunikacyjnego lub innego nieszczęśliwego zdarzenia poszkodowany prędzej czy później zetknie się z pojęciem uszczerbku na zdrowiu.

Co oczywiste wysokość stwierdzonego w oparciu o charakter i rozległość doznanych obrażeń wpływa na wysokość przyznanego przez zakład ubezpieczeń świadczenia.

Istotnym z punktu widzenia ofiary wypadku jest odpowiedź na pytanie w jaki sposób wpływa?

Czy poszkodowanemu w kolizji drogowej należy się jakaś konkretna kwota za każdy jeden procent stwierdzonego uszczerbku?

Otóż odpowiedź na tak postawione pytanie zależeć będzie w głównej mierze od tego z jakiego tytułu poszkodowany dochodzi swoich roszczeń.

Polisa NNW 

W przypadku polisy NNW, a więc ubezpieczenia od następstw nieszczęśliwych wypadków, taki też charakter mają pracownicze polisy grupowe, faktycznie jest tak, iż za każdy stwierdzony przez lekarza orzecznika procent uszczerbku na zdrowiu polisa przewiduje wypłatę określonej sumy na rzecz pokrzywdzonego.

Jako że ten rodzaj polis ma charakter polis dobrowolnych, tzn. ich zakres nie jest w żaden szczególny sposób regulowany przez przepisy prawa- jak to ma miejsce w przypadku OC, to wysokość przyznawanych świadczeń za uszczerbek na zdrowiu różni się w zależności od rodzaju polisy, jej opcji, czy danego towarzystwa ubezpieczeniowego.

Przede wszystkim jednak wysokość kwoty jaka należy sie uprawnionemu z polisy zależna jest od dwóch rzeczy: wynikającego z załączonej do polisy tabeli przypisującej danemu uszczerbkowi określony procent oraz od wskazanej w polisie sumy należnej za tenże procent uszczerbku.

Tabele te mogą sie różnić w zależności od tego w jakim akurat zakładzie ubezpieczeń jesteśmy ubezpieczeni i jaka opcję polisy wykupiliśmy- czyli czy droższą, czy tańszą.

Np.: za złamanie nogi w towarzystwie X dostaniemy 10% uszczerbku, gdy za ten sam uraz ubezpieczyciel Y daje w swojej tabeli np. 15% uszczerbek.

Rożnie kształtuje się również wysokość wypłacanego odszkodowania za stwierdzony uszczerbek na zdrowiu.

Czasami ubezpieczyciele posługują się określoną kwotą, np wypłacają 100 lub 250 zł za każdy stwierdzony uszczerbek. Alternatywnie uznają, iż za każdy procent uszczerbku przysługuje określony procent sumy ubezpieczenia.

Np. 4% sumy ubezpieczenia za każdy procent. Gdy suma ubezpieczenia wynosi 10.000 zł, a uszczerbek np. 20 %, to ubezpieczyciel wypłaci 4 *20 % z 10.000 zł = 8000 zł. 

Zadośćuczynienie z polisy OC sprawcy wypadku

Zupełnie inaczej wygląda wpływ stwierdzonego uszczerbku na zdrowiu na wysokość ustalanego przez sąd zadośćuczynienia. O ile oczywistym jest, iż im większy uszczerbek na zdrowiu ustali powołany w toku sprawy biegły tym większe zadośćuczynienie zasądzi sąd.

To jednak nie istnieje podobny jak w przypadku szkód likwidowanych z polisy NNW klucz utożsamiający każdy procent ustalonego uszczerbku na zdrowiu z konkretną kwotą.

Jakkolwiek obserwując wydawane przez sądy wyroki można w przypadku danego sądu, czy nawet konkretnego sędziego dojść do wniosku, iż  np. sądy w Poznaniu przyznają za 1% uszczerbku np kwotę między 1.500 a 3000 zł, gdy te w Bydgoszczy 2000-2500 to jednak jest to jedynie wartość pomocna w oszacowaniu potencjalnego roszczenia, a nie wartość pozwalająca na jego precyzyjne wyliczenie.

Przyjętym jest bowiem, iż zadośćuczynienie ma pełnić tzw. funkcję kompensacyjną, co oznacza, iż zasądzona kwota ma stanowić przybliżony ekwiwalent poniesionej szkody niemajątkowej. Ma ona za zadanie niejako wynagrodzić doznane cierpienia fizyczne i psychiczne, aby w ten sposób przynajmniej częściowo przywrócona została równowaga zachwiana na skutek popełnienia czynu niedozwolonego. Funkcja kompensacyjna powinna mieć istotne znaczenie dla ustalenia wysokości zadośćuczynienia (tak: wyrok Sądu Najwyższego z dnia 24 marca 2011 r. I CSK 389/10).

Zadośćuczynienie ma mieć przede wszystkim charakter kompensacyjny, wobec czego jego wysokość nie może stanowić zapłaty symbolicznej, lecz musi przedstawiać jakąś ekonomicznie odczuwalną wartość. Jednocześnie wysokość ta nie może być nadmierną w stosunku do doznanej krzywdy, ale musi być „odpowiednia” w tym znaczeniu, że powinna być przy uwzględnieniu krzywdy poszkodowanego – utrzymana w rozsądnych granicach, odpowiadających aktualnym warunkom i przeciętnej stopie życiowej społeczeństwa. Rozstrzygające znaczenie mają jedynie indywidualnie sprecyzowane okoliczności ustalone w odniesieniu do konkretnej osoby pokrzywdzonej. Tylko rozważenie zindywidualizowanych przesłanek może bowiem stanowić podstawę do określenia odpowiedniej sumy tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę.  (wyrok Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu z dnia 24 lutego 2012 r. I ACa 84/12).

Przyjęcie przez ustawodawcę, że zasądzane zadośćuczynienie ma być „odpowiednie” oznacza, iż sądy orzekające w tym przedmiocie – zasadniczo – dysponują swobodą w zakresie ustalenia wysokości należnego zadośćuczynienia. Krzywda, którą kompensować ma zadośćuczynienie, ma bowiem charakter niewymierny, co powoduje, że ustalenie jej rozmiarów jest możliwe tylko w odniesieniu do konkretnego przypadku. Przyznana sądom swoboda w zakresie ustalania wysokości należnego zadośćuczynienia umożliwia zatem w sposób możliwie najpełniejszy realizację funkcji kompensacyjnej zadośćuczynienia (wyrok Sądu Najwyższego z dnia 19 stycznia 2012 r. IV CSK 221/11).

Jaki wniosek wypływa z wyżej zacytowanych orzeczeń? Otóż ustalony uszczerbek na zdrowiu jest jedynie jednym z elementów, które sąd powinien wziąć przy okazji ustalenia należnego poszkodowanemu zadośćuczynienia. Jest to element bardzo istotny, ale nie jedyny, istotny jest przecież także charakter uszczerbku, jego konsekwencje na życie poszkodowanego, jego wiek, zawód, majątek, czy sposób spędzania wolnego czasu.

 

„Charakter uszkodzenia świadczy o tym, iż nie mogło dojść do wygenerowania sił bezwładnościowych zdolnych do spowodowania uszkodzeń ciała.”

Cytat, który posłużył mi za tytuł niniejszego posta pochodzi wprost z decyzji jednego z ubezpieczycieli. A w całości brzmiał on dokładnie tak: ”Z dokumentacji zgromadzonej w postępowaniu likwidacyjnym wynika, że do zderzenia pojazdu którym Pani podróżowała, z samochodem Volkswagen doszło w wyniku niezachowania niezbędnego odstępu od poprzedzającego pojazdu i najechania na tył samochodu przez kierującego pojazdem Volkswagen.Charakter uszkodzenia świadczy o tym, iż nie mogło dojść do wygenerowania sił bezwładnościowych zdolnych do istotnego przemieszczenia Pani jako podróżującej pojazdem, a w konsekwencji nie mogło dojść do uszkodzeń ciała.”

Co w tym takiego ciekawego, iż zdecydowałem się na ten temat napisać  niniejszy artykuł?

Otóż z mojej obserwacji poczynionej w oparciu o sprawy moich Klientów, które przyszło mi prowadzić wynika, iż jest to swego rodzaju nowa moda wśród zakładów ubezpieczeń na decyzję odmowną. Czyli taką, w której ubezpieczyciel w ogóle odmawia wypłaty odszkodowania, czy zadośćuczynienia za powstały u osoby poszkodowanej uszczerbek na zdrowiu twierdząc, iż w wyniku opisanego wypadku nie mogło dojść do rozstroju zdrowia u osoby poszkodowanej.

Ubezpieczyciel twierdzi więc, iż siły które działały w wyniku zderzenia się dwóch aut nie mogły spowodować np urazu kręgosłupa, jak w sprawie, której decyzja ta dotyczy.

W skrócie auta puknęły się tak słabo, że nic nikomu nie mogło się stać.

Co ciekawe akurat w sprawie, z której wziąłem powyższy cytat, wydanie takiej decyzji jest całkowitym pudłem, które tylko ośmiesza ubezpieczalnie.

Zderzenie aut było bowiem na tyle poważne, iż chociażby w wyniku kolizji samochodowej uległ połamaniu fotel do przewożenia dziecka jak i powyginaniu uległy elementy karoserii.

Poszkodowana natomiast doznała urazu kręgosłupa, co najmniej o charakterze tzw urazu biczowego lub nawet bardziej poważnego. Leczenie jeszcze trwa więc ostateczna diagnoza nie jest jeszcze pewna.

Najczęściej natomiast taka decyzja dotyczy własnie urazu określanego jako smagnięcie biczem. O smagnięciu biczem, urazie biczowy, czy whiplash pisałem TUTAJ , tak więc tylko krótko zreferuje, iż jest to uraz kręgosłupa w odcinku szyjnym, który nie znajduje potwierdzenia w badaniach obrazowych. Co skrzętnie wykorzystują ubezpieczyciele negując powstanie tego typu urazu.

Jak więc podejść to takiej decyzji?

No cóż, sam kiedyś brałem udział w banalnej kolizji. Kierowca jadący za mną na osiedlowej uliczce zima wpadł w poślizg i stuknął delikatnie moje auto. Prędkości były skrajnie małe, między 5 a 10 km/h.

Mimo że auto było nieuszkodzone to ta niewielka siła uderzenia wystarczyła aby mój kręgosłup bolał przed dwa tygodnie.

Dlatego też, bazując na własnym doświadczeniu, jestem przekonany, że nawet niewielkie siły oddziaływające przy uderzeniu dwóch aut mogą spowodować daleko idące konsekwencje zdrowotne, zwłaszcza w obszarze kręgosłupa.

Co więc należy zrobić?

Nie poddawać się i wejść w spór z ubezpieczalnią.

Najpierw można się odwołać, a jeżeli to nie pomoże, to trzeba skierować swoje kroki do sądu.

Jestem przekonany, że jeżeli rzeczywiście do obrażeń doszło w deklarowanych okolicznościach, to wyrok będzie uwzględniał powództwo osoby poszkodowanej.

 

Międzynarodowe prawo jazdy a ubezpieczenie AC.

Po polskich drogach porusza się bardzo wielu cudzoziemców, co jest dość oczywiste. Wielu z tych cudzoziemców zamieszkuje na terenie Rzeczypospolitej na stałe lub też na dłuższy okres. W tym też czasie najczęściej na podstawie tzw. Międzynarodowego prawa jazdy korzystają z polskich dróg.

Międzynarodowe prawo jazdy nie uprawnia jednak do poruszania się po Polsce w sposób bezterminowy. Co w przypadku szkód jakie mają miejsce w pojazdach prowadzonych przez takie osoby skrzętnie wykorzystują ubezpieczyciela.

Po pierwsze wydając decyzje odmowną, mimo iż pojazd którym poruszał się zagraniczny kierowca miał wykupiona polisę AC. Po drugie poprzez zwrócenie się do takiego kierowcy z żądaniem regresowym. Tj. żądaniem zwrotu wypłaconego z polisy OC odszkodowania lub zadośćuczynienia.

O instytucji regresu można przeczytać TUTAJ.

W wpisie tym chciałbym omówić tę kwestię i opowiedzieć o jednej sytuacji jaką przyszło mi prowadzić, a która dotyczyła obywatela Korei na stałe mieszkającego w Polsce. Oczywiście Korei tej położonej na południe od 52 równoleżnika.

Sprawa mojego Klienta rozpoczęła się typowo. Obywatel Korei miał kolizję komunikacyjną, z swojej winy. Zgłosił więc szkodę w swoim zakładzie ubezpieczeń.

Ubezpieczyciel jednakże ku jego zaskoczeniu przysłał mu decyzję odmowną powołując się na zapis OWU AC, zgodnie z którym zakres odpowiedzialności nie obejmuje szkód spowodowanych przez osoby, które nie posiadały w chwili wypadku wymaganych prawem kraju, na terenie którego doszło do wypadku, uprawnień do kierowania pojazdem.

Ubezpieczyciel wskazał, iż faktycznie jego ubezpieczony miał Międzynarodowe prawo jazdy, jednakże stosownie do obowiązujących przepisów miał on obowiązek uzyskać polski dokument uprawniający go do kierowania samochodem w terminie roku od dnia uzyskania decyzji o stałym pobycie w Polsce.

Co więcej kilka tygodni później dostał także wezwanie do zapłaty kwoty odpowiadającej poniesionym przez ubezpieczyciela kosztom wypłaconego z jego polisy OC odszkodowania.

Jak więc wygląda kwestia międzynarodowego prawa jazdy od strony prawnej?

Kwestię wzajemnego uznania międzynarodowych praw jazdy i wymiany krajowych praw jazdy pomiędzy Polską a Republiką Korei reguluje umowa między Rządem Rzeczypospolitej Polskiej a Rządem Republiki Korei w sprawie wzajemnego uznawania międzynarodowych i wymiany krajowych praw jazdy z dnia 25 listopada 1998 r.

Zaznaczyć należy, iż podobne umowy Polska ma podpisane z innymi Państwami. Tak więc w zależności od narodowości naszego rezydenta właściwa będzie odpowiednia umowa między Polską a USA, Izraelem Czy Rosją.

W każdym razie Umowa zawarta z Republika Korei rozróżnia dwie sytuacje:

  1. gdy osoba posiada międzynarodowe prawo jazdy wydane przez właściwe organy jednego z państw będących stroną Umowy

  2. gdy osoba posiada krajowe prawo jazdy wydane przez właściwe organy jedno z państw będących stroną Umowy i chce je wymienić na krajowe prawo jazdy drugiego państwa.

Do pierwszego z opisanych przypadku odnosi się art. 3 Umowy który stanowi: Międzynarodowe prawo jazdy wydane przez właściwe organy jednej z Umawiających się Stron pozostaje ważne na terytorium Państwa drugiej Umawiającej się Strony przez okres jednego roku od daty zamieszkania przez jego posiadacza na terytorium Państwa drugiej Umawiającej się Strony, jednakże nie dłużej niż przewiduje to termin jego ważności.

Dla porządku odnieść się należy także do drugiej możliwej sytuacji, opisanej w art. 4 Umowy dot. wymiany krajowych praw jazdy. Zgodnie z art. 4 ww. Umowy: w przypadku, gdy posiadacz prawa jazdy, wydanego przez właściwe organy jednej z umawiających się Stron, odpowiada wzorcom zawartym w załączniku nr 1 do niniejszej Umowy, ustali miejsce zamieszkania na terytorium Państwa drugiej Umawiającej się Strony, uzyskuje prawo do wymiany swojego prawa jazdy na krajowe prawo jazdy Państwa zamieszkania, bez konieczności składania egzaminów teoretycznych i praktycznych.

W świetle tej regulacji faktycznie nie można odmówić racji ubezpieczycielowi co do faktu, iż taki kierowca, który przekroczy ww terminy nie będzie posiadał ważnego dokumentu uprawniającego go do poruszania się po polskich drogach. Kwestią dyskusyjną jest oczywiście, czy tak daleko idąca konsekwencja w postaci wydania decyzji odmownej nie pozostaje w sprzeczności z art. 827 K.c., który przewiduje możliwość odmowy jedynie w sytuacji umyślności lub rażącego niedbalstwa ze strony ubezpieczonego. W tym kontekście wydaje się, iż traktowanie poruszania się po polskich drogach przez kierowcę doświadczonego, mającego uprawnienie ale, który nie dopełnił jedynie formalności wymiany dokumentu ( bez obowiązku zdawania egzaminu) jest co najmniej dyskusyjne.

W przypadku jednak mojego Klienta sytuacja wygląda trochę inaczej i jestem przekonany, iż sąd podzieli moje argumenty.

Otóż faktycznie reprezentowany przeze mnie Koreańczyk mieszka już ponad rok w Polsce, ale międzynarodowe prawo jazdy uzyskał dopiero niedawno. Nie minął przy tym rok od jego uzyskania. Biorąc pod uwagę fakt, międzynarodowego prawo jazdy jest ważne, zgodnie z zapisami Umowy rok od daty zamieszkania w danym kraju to w przypadku mojego Klienta, termin ważności upłynie po roku od momentu uzyskania międzynarodowego prawa jazdy a nie z upływem roku od momentu zamieszkania w Polsce. Przyjęcie innego stanowiska prowadziłoby do absurdalnego wniosku, iż międzynarodowe prawo jazdy przestało być ważne jeszcze zanim zostało wydane.

Zobaczymy co powie Sąd, o czym nie omieszkam Państwa poinformować.

Jakie zadośćuczynienie za śmierć syna?

582px-gustave_dore_-_lenfant_blesse-1Co prawda z roku na rok wypadków komunikacyjnych ze skutkiem śmiertelnym jest coraz mniej. W ciągu kilkunastu lat liczba zgonów wywołanych ruchem drogowym zmalała z prawie 9 tyś rocznie do 3 tysięcy. Niemniej jednak co oczywiste jest to liczba o 3 tysiące za wysoka.

Tym samym co roku 3 tysiące polskich rodzin przeżywa dramat związany z odejściem kogoś bliskiego. Często jest to też tragedia o największym nasileniu- jaka jest utrata dziecka, syna córki. Polskie prawo od kilku lat dla osób poszkodowanych w wyniku utraty osoby bliskiej w wypadku przewiduje możliwość dochodzenia zadośćuczynienia za jej śmierć. Oczywiście aby móc dochodzić odszkodowania i zadośćuczynienia zgon ten musi być zawiniony przez osobę trzecią.

Pierwszym i podstawowym pytaniem, które kierują do mnie klienci w sprawie związanej z dochodzeniem zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej jest pytanie o wysokość należnego zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej.

W niniejszym artykule spróbuje odnieść się do próby odpowiedzi na tak postawione pytanie, przy czym konkretnie niniejszy post dotyczyć będzie wysokości należnego zadośćuczynienia za śmierć syna.

Ile zatem powinno wynosić zadośćuczynienie za śmierć syna?

Co oczywiste nie jest to odpowiedź prosta. Polskie prawo nie przewiduje zadośćuczynienia w stałej określonej kwocie, tak jak ma to miejsce w regulacjach kilku Państw europejskich, jak chociażby Czechy i Hiszpania. Polskie przepisy wymiar należnego zadośćuczynienia za śmierć syna pozostawiają ocenie sądu.

Od czego zatem ta ocena zależy? W pierwszej kolejności sąd bada jakość i prawidłowość relacji jakie łączyły pokrzywdzonych rodziców z utraconym w wyniku wypadku dzieckiem. Relacje w rodzinach układają sie różnie. Normą są oczywiście prawidłowe relacje na linii ojciec, matka a dziecko, natomiast są też i rodziny, gdzie trudno mówić o matczynej czy ojcowskiej miłości.

Kolejną istotna kwestią będzie wiek zmarłego. Inaczej będzie więc wyglądało zadośćuczynienie dla rodzica syna już dorosłego, a inaczej dziecka dorosłego, usamodzielnionego, który sam już założył własną rodzinę.

Ważna jest też stopa życiowa i ogólne warunki majątkowe zmarłego i uprawnionego. Co prawda zadośćuczynienie powinno odpowiadać przeciętnej stopie życiowej, niemniej jednak sąd powinien także brać te okoliczności pod uwagę.

Sąd a wcześniej ubezpieczyciel weźmie także  pod uwagę taką okoliczność jaką jest sposób przeżywania żałoby. Pod uwagę bierze się  trudno uchwytne okoliczności jak długotrwałość i intensywność przeżywanej żałoby. Nierzadko żałoba ta wykracza poza normalną żałobę i prowadzi do choroby psychicznej. W kilku sprawach, które miałem okazję prowadzić taka sytuacja miała miejsce, przy czym w przypadku jednej matki, która w wypadku straciła dziecko doszło wręcz do powstania schizofrenii.

Tak więc okoliczności, które sąd, czy wcześniej zakład ubezpieczeń biorą pod uwagę jest bardzo wiele.

Nie bez znaczenia jest jaki Sąd rozpoznaje sprawę, są bowiem w skali kraju dość istotne różnice pomiędzy poszczególnymi sądami.

z mojego doświadczenia głównie dotyczącego sądów z Poznania i okolic, to mogę stwierdzić, iż zarówno sądy rejonowe w Poznaniu jak i sąd okręgowy wydają wyroki, gdzie zasądzane kwoty w moim odczuciu są kwotami godnymi przedstawiającymi dla pokrzywdzonych odczuwalną wartość.

Tak więc bez odniesienia się do konkretnej sprawy nie sposób wskazać jakiego rzędu kwoty za śmierć syna w wypadku komunikacyjnym, w wypadku w pracy lub innym wypadku można się od ubezpieczyciela lub sprawcy szkody domagać.

Generalnie zakres ten moim zdaniem mieści się w przedziale od kilkudziesięciu do stu kilkudziesięciu tysięcy złotych. Przy czym w związku z śmiercią syna mogą pojawić się jeszcze inne roszczenia, jak jednorazowe odszkodowanie, renta, czy zwrot kosztów. Tak więc globalna suma zadośćuczynień i odszkodowań może być znacznie większa.

Tytułem przykładu odwołam się do kilku wyroków sądów wskazując także na ustalony przez te sądy stan faktyczny.

I tak w wyroku o Sygn. akt: I C 905/15 wydanym przez Sąd Rejonowy w Bielsku Podlaskim Sąd ten zasądził po uwzględnieniu wcześniejszej wypłaty kwotę 87.500 tyś tytułem zadośćuczynienia przy następującym stanie faktycznym:

„Oceniając rozmiar krzywdy powoda Sąd przyjął, że kwota 87.500 złotych nie jest zadośćuczynieniem rażąco zawyżonym i może być uznana za odpowiednią w rozumieniu art. 448 kc. W ocenie Sądu orzekającego uwzględnia ona rozmiar cierpień J. T., spełniając tym samym w należytym stopniu swoją funkcję kompensacyjną, a jednocześnie odpowiada aktualnym warunkom i przeciętnej stopie życiowej społeczeństwa i nie prowadzi do nieuzasadnionego wzbogacenia pokrzywdzonego. Przy ustalaniu wysokości należnego powodowi zadośćuczynienia Sąd miał na względzie fakt, że śmierć A. T. nastąpiła niespodziewanie, nagle, w wypadku komunikacyjnym, a poszkodowany był osobą młodą. Śmierć dziecka, zwłaszcza jedynego syna, który stał u progu dorosłego życia musi być jednym z najbardziej traumatycznych przeżyć w życiu człowieka. W pełni ból i cierpienie spowodowane takim zdarzeniem może zrozumieć tylko człowiek, który traci nagle własne dziecko. Ze śmiercią człowieka zawsze łączy się ból i cierpienie osób bliskich, lecz gdy śmierć ma charakter nagły, wywołany przyczyną zewnętrzną, a nie chorobą samoistną, to u osób bliskich w pełni uzasadnione jest przekonanie, że gdyby do tego zdarzenia nie doszło to osoba ta mogłaby żyć jeszcze wiele lat w bliskości z rodziną. Nadto śmierć własnego dziecka na zawsze pozostawia ślad w psychice ludzkiej. Powód łączył z synem duże nadzieje, liczył, że zobaczy jego dalsze życie, ślub, dzieci, że razem poprowadzą warsztat mechaniczny – syn kontynuował naukę w odpowiedniej do tego specjalizacji. Skutki śmierci syna odczuwa po dzień dzisiejszy. Jak wskazał sam powód, po tym zdarzeniu nie doszedł nigdy w pełni do siebie. Wskazać trzeba za Sądem Apelacyjnym w Białymstoku (sprawa I ACa 82/15, wyrok z 22.05.2015 – portal orzeczeń), że w aktualnym orzecznictwie Sądu Najwyższego dotyczącym wysokości przyznawanych zadośćuczynień, standardowo zasądzaną kwotą na rzecz pokrzywdzonych z kręgu najbliższej rodziny jest kwota 100.000 złotych (por. wyr. Sądu najwyższego z dnia 10 maja 202 roku, IV CSK 416/11, z dnia 3 czerwca 2011 roku, III CSK 279/10 oraz z dnia 27 listopada 2014 roku, IV CSK 112/14).”

W innym wyroku dnia 20 kwietnia 2016 r. Sąd Apelacyjny w Łodzi zasądził podwyższając uprzednio wydany wyrok Sądu Okręgowego w Sieradzu kwotę 60.000 zł dla 68 letniej matki, która w wypadku komunikacyjnym utraciła syna. W uzasadnieniu Sąd ten wskazał:

„Niewątpliwie śmierć osoby bliskiej jest jednym z najcięższych doświadczeń i powodować może poważne cierpienia. Zadośćuczynienie jest formą rekompensaty pieniężnej z tytułu szkody niemajątkowej i obejmuje swym zakresem wszystkie cierpienia fizyczne i psychiczne związane ze śmiercią osoby bliskiej, zarówno już doznane, jak i te, które mogą powstać w przyszłości. Ma w swej istocie ułatwić przezwyciężenie ujemnych przeżyć związanych z nagłą stratą najbliższej osoby. Dzięki niemu winna zostać przywrócona równowaga, zachwiana wskutek popełnienia przez sprawcę czynu niedozwolonego. Ma ono charakter całościowy i winno stanowić ekonomicznie odczuwalną wartość. Wielkość zadośćuczynienia zależy od oceny całokształtu okoliczności sprawy w tym rozmiaru doznanych cierpień, ich intensywności, trwałości czy nieodwracalnego charakteru. Przy ustalaniu rozmiaru cierpień i ujemnych doznań psychicznych powinny być uwzględniane zobiektywizowane kryteria oceny, jednakże w relacji do indywidualnych okoliczności danego przypadku. Od osoby odpowiedzialnej za szkodę poszkodowany winien otrzymać sumę pieniężną, o tyle w danych okolicznościach odpowiednią, by mógł za jej pomocą zatrzeć lub złagodzić poczucie krzywdy i odzyskać równowagę psychiczną.

Rację ma strona powodowa twierdząc, że przyznane H. K. zadośćuczynienie za śmierć syna jest nieadekwatne i należy je podwyższyć, przy czym Sąd Okręgowy orzekając w tym przedmiocie nie dopuścił się zarzucanych naruszeń prawa materialnego, a korekta, na którą zdecydował się Sąd Apelacyjny wiązała się z nieco odmienną oceną ustalonego stanu faktycznego, dokonaną przez Sąd odwoławczy. Przy ocenie tego roszczenia należało zwrócić uwagę na szereg ujemnych przeżyć powódki, dla której śmierć syna była bardzo traumatycznym doświadczeniem. Powódka doznała znacznych cierpień psychicznych związanych z utratą dziecka – przeżyła nasiloną reakcję żałoby, powodującą szereg negatywnych emocji, cierpień. Pomimo tego, że wspomniane dolegliwości ustąpiły, powódka w dalszym ciągu nie może się pogodzić ze stratą syna.” 

W dniu 30 sierpnia 2013 roku Sąd Okręgowy w Legnicy zasądził z tytułu śmierci syna kwotę 75.000 zł, przy uwzględnieniu wcześniejszej dobrowolnej wypłaty przez zakład ubezpieczeń.

Sąd wskazał co następuje: „Zgodnie z treścią cytowanego art. 446§4 k.c. zadośćuczynienie ma rekompensować szkodę niemajątkową – krzywdę, której istotą jest naruszenie subiektywnych przeżyć człowieka. Wysokości zadośćuczynienianie da się jednoznacznie wyliczyć. W tych okolicznościach jako odpowiednie należy uznać zadośćuczynienie: z jednej strony – adekwatne do poniesionej przez poszkodowanego krzywdy przy rozważeniu wszystkich okoliczności konkretnej sprawy, a z drugiej – odpowiadające stosunkom społecznym i majątkowym oraz stopie życiowej społeczeństwa. Zadośćuczynienie ma bowiem mieć jednocześnie charakter kompensacyjny i tym samym jego wysokość musi przedstawiać ekonomicznie odczuwalną wartość.

Przenosząc powyższe rozważania na grunt postępowania w niniejszej sprawie uznał Sąd, że w świetle całokształtu poczynionych w sprawie ustaleń faktycznych rozmiar krzywdy w sferze psychicznej doznanych przez powoda w związku ze śmiercią syna jest wysoki. Jak wynika z zeznań powoda i świadka E. K.relacje powoda ze zmarłym synem były bardzo zażyłe, a przeżycia wynikłe z jego śmierci – bardzo głębokie. Śmierć 15-letniego syna, zwłaszcza tak niespodziewana, była i jest dla niego ogromną tragedią. Po śmierci syna powód stracił radość życia. Upływ czasu od tragicznego zdarzenia nie złagodził cierpień psychicznych i poczucia krzywdy doznanych przez powoda. A. T. nie może pogodzić się ze śmiercią syna. Jak wynika z opinii biegłych, którą Sąd akceptuje bez zastrzeżeń, u powoda rozpoznano utrwalone zaburzenia depresyjno-lękowe, a A. T. wymaga specjalistycznego leczenia. Uszczerbek na zdrowiu psychicznym powoda w związku ze śmiercią syna wyniósł 5%.

Wszystkie podniesione wyżej okoliczności pozwalają uznać, iż rozmiar doznanej przez powoda krzywdy w związku ze śmiercią syna jest wysoki. Zdaniem Sądu zadośćuczynienie przyznane przez stronę pozwaną w toku postępowania likwidacyjnego w wysokości 15.000 zł ma wymiar symboliczny i w żadnym stopniu nie spełnia funkcji kompensacyjnej. Mając na uwadze rozmiar cierpień psychicznych oraz doznany przez powoda uszczerbek na zdrowiu psychicznym, a także wskazane wyżej okoliczności mające wpływ na wymiar zadośćuczynienia, Sąd zasądził na rzecz powoda dalszą kwotę 40.000 zł, uznając, że łącznie z wypłaconą już kwotą 15.000 zł będzie ona stanowić odpowiednią sumę zadośćuczynienia w rozumieniu art. 446§4 k.c.

Czy można zakwestionować ustalenia Policji zawarte w notatce służbowej z wypadku komunikacyjnego?

Gdy na miejsce kolizji drogowej zostanie wezwana Policja, to zwykle efektem jej ustaleń jest sporządzona notatka urzędowa.

W notatce służbowej funkcjonariusz Policji zamieszczane takie dane jak: informacje personalne uczestników kolizji, czy innego zdarzenia drogowego. Dane te obejmują zazwyczaj także informacje o posiadanych polisach OC – jej numer i nazwę ubezpieczyciela. Dalej zamieszczany jest krótki opis zdarzenia, kto gdzie kiedy i o jakiej godzinie w kogo wjechał oraz informacje o skutkach postępowania mandatowego, tj. czy jeden lub więcej uczestników kolizji drogowej zostało ukaranych mandatem, czy też sprawa zostanie skierowana do dalszego procedowania.

Jest także przyjęte, iż w sporządzanej notatce już w momencie podjęcia czynności wyjaśniających na miejscu kolizji komunikacyjnej, wskazywany jest określony sprawca wykroczenia, któremu Policjant przypisuje winę za zaistniałe zdarzenie.

Często zatem notatka służbowa interweniujących na miejscu wypadku komunikacyjnego jest jedynym dowodem poczynionych ustaleń.

Na jej podstawie po pierwsze może być wszczęte postępowanie o wykroczenie przeciwko sprawcy wypadku, o ile nie został on jeszcze ukarany mandatem. Po drugie jest ona bardzo istotnym dokumentem  w procesie likwidacji szkody – czyli procesie dochodzenia odszkodowania lub zadośćuczynienia od ubezpieczyciela.

Poszkodowany w wypadku musi przed ubezpieczycielem uprawdopodobnić fakt zajścia zdarzenia oraz sprawstwa ubezpieczonego w danej ubezpieczalni kierowcy.

Tak więc praktycznie zawsze zgłaszając szkodę w zakładzie ubezpieczeń najpierw poszkodowany w kolizji powinien uzyskać z Policji odpis notatki, którą następnie przedstawia ubezpieczycielowi.

Notatka służbowa, mimo iż jest bardzo ważnym dokumentem, to jednak nie zastępuje wyroku sądu. Oznacza to, iż każdy z uczestników zdarzenia drogowego opisanego w policyjnej notatce urzędowej może przebieg tego zdarzenia zakwestionować.

Po pierwsze obecni na miejscu zdarzenia Policjanci mogli sie pomylić co do określenia sprawstwa wskazanego przez siebie uczestnika zdarzenia. Po drugie Policjanci mogli przegapić część materiału dowodowego, nie zebrać wszystkich śladów, czy po prostu mogło im się nie chcieć przeprowadzać drobiazgowego postępowania.

Tak więc może się zdarzyć i w zasadzie zdarza się bardzo często, iż sprawca wskazany przez Policję fakt ten kwestionuje.

Wówczas rzeczywisty przebieg wypadku drogowego ustala biegły z dziedziny rekonstrukcji wypadków drogowych często dopiero po przeprowadzeniu bardziej szczegółowego postępowania, w tym przesłuchania świadków zdarzenia.